Nasze drogie pożyczki

Firmy pożyczkowe biadolą, że zniszczy je przygotowywana ustawa antylichwiarską. Przekonują, że bronią Polaków przed wykluczeniem finansowym. W rzeczywistości, co najwyżej nieco spadną zyski pożyczkodawców.

Firmy pożyczkowe działające w Polsce poinformowały, że po wejściu w życie ustawy antylichwiarskiej (jeszcze nie została przyjęta przez parlament, zakończy się działalność sektora instytucji pożyczkowych naszym kraju.
Cóż, płakać nikt po nich nie będzie, ale na pewno te obawy branży podatkowej są na pokaz i nic takiego się nie stanie.
Co jednak aż tak strasznie zdołowało naszych pozabankowych pożyczkodawców (by broń Boże nie nazywać ich lichwiarzami), których ma objąć przygotowywana ustawa?

Horror! Zmniejszają nam zyski!

Otóż, pożyczkodawcom ogromnie się nie podoba, że rządowy projekt obniża maksymalne pozaodsetkowe koszty kredytu konsumenckiego do sumy 10 proc.
I to właśnie ma jakoby doprowadzić do zniknięcia z polskiego rynku legalnych firm pożyczkowych, z których usług, jak z dużą przesadą informuje branża, korzysta ponoć 3 mln osób rocznie.
W rezultacie, jak hiobowo ostrzegają pożyczkodawcy, nastąpi rozwój pożyczek bezumownych w szarej strefie i lombardach dla najbardziej zdesperowanych klientów, różne próby obchodzenia limitu, a wreszcie coś najgorszego, nad czym branża roni potoki łez: wzrost wykluczenia finansowego poprzez odcięcie konsumentów od możliwości zaciągnięcia legalnej, drobnej, krótkoterminowej pożyczki, której nie było i nie ma w ofercie
Polski Związek Instytucji Pożyczkowych zapewnia, że wszystkie dotychczasowe wyliczenia w oparciu o dane, a nie myślenie życzeniowe (oczywiście wyliczenia przygotowane przez „ekspertów” wynajętych przez branżę pożyczkową) uzasadniają pozostawienie limitów kosztów pozaodsetkowych na dotychczasowym poziomie – i cynicznie dodaje, że obecny koszt pożyczek „nie nakłada na konsumentów nadmiernych obciążeń” i zapewnia funkcjonowanie rynku pożyczkowego z rentownością 3,2 proc.
PZIP oczywiście nie zgadza się z opinią rządu, iż biznes pożyczkowy jest wysokodochodowy i przetrwa zredukowanie cen kredytu o 60 proc.
W tym miejscu można by się założyć, że na pewno przetrwa – ale będzie musiał nieco zmniejszyć swoje zyski. I to właśnie jest prawdziwym powodem przerażenia szefów firm pożyczkowych.

Co?! My jesteśmy lichwiarze?!

Przy okazji branża pożyczkowa unosi się godnością i słowami PZIP oświadcza: „Stanowczo protestujemy przeciwko określaniu, a nawet łączeniu instytucji pożyczkowych z działalnością o charakterze lichwiarskim. Konotacje tego typu są nieprawdziwe, krzywdzące i naruszają dobra osobiste osób fizycznych i prawnych, wykonujących regulowaną działalność gospodarczą na podstawie ustawy o kredycie konsumenckim, zasad samoregulacyjnych i kodeksu etycznego, a także godzą w klientów instytucji pożyczkowych”.
Klienci akurat dokładnie wiedzą, kto i po jakim koszcie udziela im pożyczek – i określenie, że są to lichwiarze, z pewnością by ich nie zaskoczyło.
PZIP grozi, że w efekcie wejścia w życie nowego prawa nastąpi wycofanie oferty wszystkich pożyczek pozabankowych z rynku, odcięcie milionów Polaków od możliwości finansowania ich potrzeb, zewnętrznego, utrata pracy przez ok. 40 tys. osób zatrudnionych w sektorze pożyczkowym, wzrost cen kredytów bankowych (bo branża utrzymuje – co oczywiście jest nieprawdą – że ich pożyczki stanowią zdrową konkurencję dla banków). Ponadto, swoją działalność będą musiały ograniczyć mikroprzedsiębiorstwa, korzystające dotychczas z finansowania pożyczkowego.
To wszystko spowodować ma spadek dochodu budżetu państwa o 2,2 mld zł rocznie, krach na rynku obligacji przedsiębiorstw pożyczkowych, dotkliwe straty dla inwestorów na rynku kapitałowym, spowolnienie tempa rozwoju innowacji.
Słowem, Polskę mają czekać same nieszczęścia, dlatego że rząd chce nieco ulżyć ludziom skazanym na branie pożyczek i nieco zmniejszyć ich koszty.

PZIP robi sobie kpiny

Pożyczkodawcy wskazują, że postulat autorów projektu, iż jedynym dochodem pożyczkodawcy powinny być odsetki – 10 proc. w skali roku – z założenia wyklucza z rynku produkty niskokwotowe, oferowane na krótkie okresy. Nie wiadomo dlaczego, ale nich im będzie.
PZIP jednak dodatkowo twierdzi, iż ustawa antylichwiarska jest sprzeczna z opinią Rzecznika Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który orzekł, że „wszelkie koszty i opłaty jakie ponoszą konsumenci mogą w części stanowić zysk, ponieważ żaden przepis nie zobowiązuje instytucji kredytowych, aby swoją marżę zysku osiągały wyłącznie poprzez odsetki naliczane konsumentom”.
Polski Związek Instytucji Pożyczkowych, głosząc taki pogląd, robi sobie kpiny z Polaków i wyraźnie pokazuje, że uważa ich za głupków.
Po pierwsze, niczyja opinia nie jest dla kogokolwiek obowiązująca. I żadna opinia nie może o czymkolwiek „orzekać” (jak chce PZIP) lecz co najwyżej coś proponować.
Po drugie, z faktu, że żaden przepis unijny nie zobowiązuje instytucji kredytowych, aby swoją marżę zysku osiągały wyłącznie poprzez odsetki naliczane konsumentom, absolutnie nie wynika, że takich przepisów nie ma w poszczególnych krajach unijnych. I oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by Polska je wprowadziła.
Polski Związek Instytucji Pożyczkowych utrzymuje, że po wprowadzeniu limitu na poziomie zaproponowanym przez rząd, „z bardzo dużym prawdopodobieństwem” żadna z instytucji pożyczkowych, również tych działających w sektorze online, nie będzie w stanie zapewnić sobie rentowności.
Akurat! Zapewnią ją sobie z łatwością. Najwyżej udziałowcy i szefowie firm pożyczkowych będą osiągali nieco mniejsze zyski – na co oczywiście nie mogą się zgodzić.

Trzeba to sprawdzić w praktyce

PZIP utrzymuje, że z rynku całkowicie znikną oferty pożyczek na niskie kwoty i krótki termin. Lukę tę zastąpi nowy kapitał o niewiadomym pochodzeniu, który stworzy podziemie pożyczkowe, co bezpośrednio wpłynie na wzrost przestępczości.
Część przedsiębiorstw może zaś podjąć próby obejścia limitu przez skomplikowane konstrukcje prawne, działalność transgraniczną lub ucieczkę do szarej strefy. Cóż, nie sprawdzi się tego wszystkiego, bez podjęcia empirycznej próby.
Dlatego jedynym rozwiązaniem jest szybkie wprowadzenie ustawy antylichwiarskiej – i poczekanie na skutki. Jeżeli rzeczywiście firmy pożyczkowe zaczną schodzić z rynku, zawsze będzie można wprowadzić szybką nowelizację, zwiększającą proponowane obecnie limity.

Budowa na instrument drewniany

Drewno to materiał konstrukcyjny, który jest tani, ekologiczny,
a zarazem wytrzymały.

Na całym świecie znana jest uniwersalna mądrość książki „Mały Książę”. Jeden z zawartych w niej cytatów brzmi „najważniejsze jest to, co niewidoczne dla oczu”. Wbrew pozorom — to poetyckie i ponadczasowe zdanie znakomicie wpisuje się w codzienne wyzwania i wybory, również te budowlane. Dlatego każdy kto buduje dom, powinien zadbać o jego konstrukcję.
W Europie i nie tylko, budowniczowie coraz chętniej wracają do konstrukcji drewnianych.
Drewno to materiał konstrukcyjny, który jest tani, ekologiczny, a zarazem wytrzymały. Świetnie znosi pracę całego budynku, umiejętnie przenosząc obciążenia. Nie straszne mu zmienne warunki atmosferyczne i upływający czas.
Konstrukcja drewniana jest lżejsza niż stalowy szkielet o tej samej nośności. Jest też, o dziwo, bezpieczniejsza od stali w aspekcie przeciwpożarowym — zabezpieczone drewno wolniej poddaje się wysokiej temperaturze, więc konstrukcja drewniana może dłużej chronić ludzi przed oparzeniami, inaczej niż błyskawicznie rozgrzewający się metal. Jest też bardziej stateczna.
Wszystkie te atuty warto wykorzystać projektując budynki użyteczności publicznej oraz domy mieszkalne. Drewno po odpowiedniej obróbce posiada podwyższoną odporność ogniową, lepsze właściwości izolacyjne i jest odporne na rozwój bakterii.
Przede wszystkim, ważny jest prawidłowy stopień wysuszenia, aby zawartość wody w drewnie była zgodna z normami przypisanymi danej klasie drewna. Unikniemy w ten sposób późniejszych problemów z rozwijającą się pleśnią oraz grzybami.
Dokładne właściwości budowlane poszczególnych klas drewna można bez problemu sprawdzić i porównać. Zalicza się do nich wytrzymałość na zginanie, rozciąganie wzdłuż i w poprzek włókien, ściskanie i ścinanie. Oprócz tego klasy różnią się sprężystością oraz gęstością.
– Warto wiedzieć, że zgodnie z obowiązującą w Polsce normą, klasy drewna konstrukcyjnego są oznaczane od C14 do C50 dla gatunków iglastych oraz od D30 do D70 dla gatunków liściastych. Kupując drewno należy zwrócić uwagę na ewentualne defekty (np. zgnilizna lub pęknięcia), które mogą mieć charakter pierwotny lub być efektem niewłaściwego składowania. Nie ma tu miejsca na niedoróbki, bo skutki mogą ciągnć się długo, dlatego drewno konstrukcyjne warto kupować u profesjonalnego dystrybutora. — radzi ekspert Sławomir Perliński.
Z drewna konstrukcyjnego otrzymuje się łaty, listwy i belki przeznaczone na szkielet budynku, loraz więźbę dachową. Te elementy mogą być wykorzystywane do budowy domów, konstrukcji magazynów i hal, wznoszenia ścian wewnętrznych i zewnętrznych. Zawsze kluczowa jest jakość i wytrzymałość używanego drewna. Rozróżniamy parę jego podstawowych rodzajów.
Świerkowe lite drewno konstrukcyjne (klasa C24), według obowiązujących przepisów, to materiał dopuszczony do stosowania na konstrukcje dachowe, stropy, ściany i domy szkieletowe. Drewno jest strugane i suszone, a jego wilgotność wynosi 15-18 proc. Co to znaczy, że jest lite? Oznacza to, iż nie jest łączone, w związku z czym długość pojedynczego odcinka sięga do 6m. Deski z takiego drewna maja 45 i 60 milimetrów grubości, szerokość może być różna (zwiększa się stopniowo o 2,5cm). Są to wymiary typowe dla tradycyjnego budownictwa. Drewno konstrukcyjne jest wytrzymałe i zachowuje znakomitą sztywność, dzięki czemu to idealny budulec do domów drewnianych.
– Drewno często jest suszone tak, aby miało najwyżej 15 proc. wilgotności. Razem ze spadkiem zawartości wody w drewnie, równocześnie spada zawartość substancji wabiących insekty. Dlatego przy prawidłowym przestrzeganiu zasad konstrukcyjnych, może ono być stosowane bez chemicznego zabezpieczenia – wskazuje ekspert Sławomir Perliński.
Suszenie litego drewna konstrukcyjnego w komorach suszarniczych podlega pewnym ograniczeniom. Grubego drewna nie da się prawidłowo wysuszyć lub jest to zbyt kosztowne i czasochłonne. Można wtedy zastosować konstrukcyjne drewno świerkowe o zwiększonym przekroju. Z połączenia dwóch lub trzech elementów otrzymuje się belki klejone warstwowo, przy użyciu bezbarwnej żywicy melaminowej oraz łączy na tzw. mikrowczepy, a następnie struga. Takie drewno ma jeszcze lepszą wytrzymałość oraz podatność na pękanie i skręcanie. Także może być stosowane bez uprzedniego zabezpieczenia chemicznego.
W porównaniu z innymi konstrukcyjnymi materiałami budowlanymi, jak stal czy beton, takie drewno charakteryzuje się znacznie niższą przewodnością cieplną. Dzięki stosowaniu go w konstrukcjach ścian zewnętrznych lub dachów, skutecznie ogranicza się tworzenie mostków cieplnych, co umożliwia wznoszenie budynków bardziej energooszczędnych.
Jeszcze lepszą wytrzymałość mają belki robione z co najmniej trzech równolegle klejonych, suszonych desek lub lameli z drewna iglastego. Można je stosować w konstrukcjach nośnych o dużych rozpiętościach oraz obciążeniach. Dlatego jest to doskonały surowiec na wielkopowierzchniowe hale, aquaparki oraz magazyny. Takie drewno nie pęcznieje i nie odkształca się. Jest też bardziej odporne na działanie wilgoci i niekorzystnych warunków atmosferycznych.
Drewno klejone ma wyjątkowo wysoką zdolność nośną przy względnie niskiej masie własnej. Ze względu na dużą stabilność i łatwość obróbki jest wykorzystywane do najbardziej wymagających projektów i daje architektom swobodę w urzeczywistnianiu ich wizji. Dzięki wybitnej odporności znajduje zastosowanie w halach pływackich, centrach sportowych, salonach samochodowych czy obiektach produkcyjnych. Sprawdza się jako materiał budowlany nawet w chemicznie agresywnym otoczeniu. jest również bardzo estetyczne i może z powodzeniem spełniać funkcję reprezentacyjną. — dodaje Sławomir Perliński.
Tak więc, drewno konstrukcyjne to recepta na udaną budowę ze względu na atrakcyjną cenę, stabilność, trwałość i lekkość konstrukcji. W domu z drewna mieszka się zdrowo i energooszczędnie.