Bigos tygodniowy

Marzy mi się, żeby PSL wystartowało samodzielnie i samodzielnie zostało pod progiem. I żeby w rezultacie diabli wzięli w końcu tę partię, tego „Chjenopiasta”, ni to ludową, ni to inną, trochę demokratyczną, a trochę klerykalną, a zawsze ideowo obrotową, jak bożek Światowid, tych Pawlaków rozmaitych. Bo po co toto istnieje, takie „ni pies ni wydra, coś na kształt świdra?

Ruchy społeczne zajmujące się ważnymi sprawami społecznymi nie mają szczęścia do samorzutnie wyłonionych liderów. Okazują się ludźmi lichymi, a co najmniej niepoważnymi. Najpierw Mateusz Kijowski swoimi przecherstwami ukatrupił powołany przez siebie w trybie ekspresowym KOD, a teraz wygląda na to, że Marek Lisiński, założyciel i były już szef Fundacji „Nie lękajcie się” walczącej z pedofilią kleru, poszedł w jego ślady. Jeśli potwierdzi się, że był szantażystą, krętaczem i wyłudzaczem, to kler i jego obrońcy zyskają potężny oręż i pretekst do podawania w wątpliwość wszelkich oskarżeń o pedofilię. Kler i tak do tej pory był w tej sprawie odporny na naciski, a co dopiero po demaskacji Lisińskiego. Teraz utwardzą swoje stanowisko, znów zhardzieją. W tej sytuacji realizacja mojego marzenia (i tak wygórowanego), by zobaczyć jakiegoś biskupa w kajdanach i czerwonym kombinezonie, bardzo się oddala.

Postulat odebrania Klepackiej prawa do olimpijskiego reprezentowania Polski jest jak najbardziej uzasadniony. Idea olimpijska wiąże się z bardzo jasnymi wartościami, które wykluczają n.p. dyskryminację kogokolwiek ze względu na rasę, wyznanie czy orientację seksualną. Sportsmenką w dowolnej dziedzinie ona może sobie być, ale nie reprezentantką olimpijską, bo do tego nie dorosła. Dorosła najwyżej do członkostwa PiS względnie Konfederacji.

Podobno – według słów Sławomira Neumanna – grubo ponad półtora (nie półtorej) wyborców Koalicji Europejskiej nie poszło 26 maja do urn. Róbta tak dalej, drodzy wyborcy.

Po Marszu Równości w Gdańsku, po którym kleroprawolstwo zagotowało się z oburzenia, bo podobno była to parodia procesji bożocielnej (lubię – nie procesje, ale parodie), z rysunkiem waginy w miejsce tzw. „Najświętszego Sakramentu” (jeszcze bardziej lubię – nie „najświętszy sakrament”, ale waginy). Niestety zabawę popsuła mi nieco prezydentka Gdańska pani Ola Dulkiewicz, która z poślizgiem wyraziła dezaprobatę dla tego, w czym uczestniczyła, wywnętrzając się ze swojej wiary. Na Rany Chrystusa, na Boga Żywego w Trójcy Świętej Jedynego – politycy, rzygać się chce na te wasze wywnętrzenia religijne. A wierzcie sobie w co chcecie, w krasnoludki, Potwora Spaghetti czy Dziewicę Niepokalaną, tylko nie zawracajcie mi tym gitary. Problemy kółka różańcowego mnie nie interesują. Tak pokrzepione kleroprawolstwo kontratakuje i próbuje uczestników marszu uderzyć osławionym artykułem 196 k.k. dotyczącym tzw. „obrazy uczuć religijnych”.

Rzeczona prezydentka Dulkiewicz próbowała w Gdańsku przywitać się z premierem MM, ale ochrona ja przyblokowała. Ochrona ma swoje obowiązki, ale MM zachował się jak buc.

Profesor Radosław Markowski zwrócił uwagę w TOK FM, że od czasu 500 plus i innych transferów pieniężnych wzrosła liczba wypadków drogowych po pijaku i liczba wczesnych zgonów.

Będzie rekonstrukcja rządu. Peda-Gog z Torunia Nalaskowski produkujący się jako kleroprawolski publicysta na MEN rekomendował ciasną dewotkę Barbarę Nowak, kuratorkę małopolską. Jednak podobno zamiast ideologicznej fanatyczki MEN obejmie nieznany szary biurokrata szkolnego terroru, Dariusz Piontkowski.

Podobno – według Cenckiewicza – ksiądz Józef Tischner był w latach 1983-1990 kontaktem operacyjnym i konsultantem IV Departamentu MSW. Jeśli okaże się to prawdą, to miło mi będzie powitać księdza Tischnera w roli budowniczego Polski Ludowej. Teraz czekam na jakieś rewelacje dotyczące znanego i cenionego poety, dramaturga i aktora rapsodycznego „Andrzeja Jawienia”…

„Dałbym sobie łeb uciąć, że średnia inteligencji wyborców PiS jest niższa od średniej inteligencji wyborców KE. Wiesz to ty i wiem to ja. I co? Może nie wolno o tym mówić?” – napisał Jan Hartman. Jego zdaniem „możliwość krytykowania wyborców PiS za to, na kogo zdecydowali się zagłosować, jest czymś koniecznym. Jeżeli nie można ich krytykować, to oznacza, że traktuje się ich jak dzieci”. Hartman przekonuje, że to on tak naprawdę okazuje szacunek zwolennikom PiS, gdy pisze o„głupim i zdemoralizowanym narodzie, przekupionym przez reżim i obojętnym na korupcję, nepotyzm i niszczenie państwa”, a nie politycy i dziennikarze opowiadający o szacunku dla drugiego człowieka. „Niemoralni wyborcy dokonali niemoralnego, lecz legalnego wyboru, który musimy uznać” – napisał Hartman. Przyznał, że nie każdy wyborca PiS musi być niemoralną, przekupną jednostką, dodał jednak, że to właśnie wśród zwolenników Prawa i Sprawiedliwości „przeważają pozbawieni i cnót politycznych, i wiedzy, i rozumu”. Jego zdaniem PiS wygrało wybory, gdyż jest partią, która odwołuje się do „niższych warstw społecznych, które odznaczają się nie tylko „niższym kapitałem kulturowym”, lecz również „niższym kapitałem moralnym”, a więc odwołuje się nie tylko do ludzi kulturalnych, lecz także do chamów i prostaków”. Hartman dodaje, że „cham i prostak” głosujący na PiS jest potomkiem chłopa pańszczyźnianego, przez co nie do końca jest winien swym odruchom. „Tylko ta prawda nie czyni z niego mniejszego chama ani mniejszego prostaka”. Jego zdaniem statystycznie „głupiec, szowinista i notoryczny egoista” częściej głosuje na PiS niż na Koalicję Europejską czy Wiosnę. Aby Polska stała się krajem nowoczesnym, musi wykształcić się nowe pokolenie, w którym „hołota” będzie stanowić mniejszość”. To wszystko bardzo, może nawet zbyt brutalnie wyrażone, ale wolę to od nagłego, koniunkturalnego polubienia ludu przez część „lemingowa” z „warszawki”. Tylko czekać, jak zaczną cytować Miłosza („Który skrzywdziłeś człowieka prostego…”).

Krzysztof Mieszkowski w dyskusji z Jolantą Wiśniewską z PiS powiedział, że nie widzi nic niestosownego w tym, że wizerunki Matki Boskiej przylepiano na tojtojach. „Tam też przychodzą ludzie z problemami”. I to
jakimi czasami!

Jest mi tak nieprzyjemnie, tak bardzo nieprzyjemnie, ale muszę wyrazić uznanie i podziękować tym, którzy przyczynili się do uratowania przed zagładą stada krów z Deszczna. Podobno walnie przyczynił się do tego Jarosław Kaczyński, który nakazał Ardanowskiemu zmienić pierwotną decyzję.