Kurczę dręczone

Firma Sodexo – największy dostawca usług cateringowych w Polsce i na świecie – podjęła decyzję o zwiększeniu wymagań wobec swoich dostawców w zakresie dobrostanu kurczaków hodowanych na mięso. Jest to efekt trwającej niespełna tydzień kampanii koalicji Open Wing Alliance, reprezentowanej w Polsce przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki i Fundację Alberta Schweitzera.
Sodexo zobowiązało się do 2026 r. wprowadzić w życie założenia tzw. European Chicken Commitment – porozumienia zakładającego m.in. zmniejszenie dopuszczalnego zagęszczenia na fermach oraz rezygnację z tzw. ras szybkorosnących.
Decyzja zapadła 4 dni po tym, jak organizacje zrzeszone w koalicji Open Wing Alliance rozpoczęły kampanię, której celem było przekonanie Sodexo do wprowadzenia polityki dotyczącej kurczaków na terenie Europy. Wcześniej, w 2017 r., firma podjęła decyzję o podniesieniu do 2024 r. standardów dobrostanowych w chowie kur na mięso, jednak dotyczyła ona tylko Stanów Zjednoczonych i Kanady.
– Jesteśmy bardzo zadowoleni z tak szybkiej reakcji Sodexo i decyzji o ujednoliceniu polityk obowiązujących w Stanach i Europie. Firma pokazała tym samym, że nie pozostaje obojętna zarówno na cierpienie milionów zwierząt, jak i oczekiwania swoich konsumentów – komentuje Marta Cendrowicz, dyrektorka kampanii korporacyjnych Stowarzyszenia Otwarte Klatki.
Według badania zrealizowanego przez ComRes w styczniu tego roku aż 93 proc. Polaków twierdzi, że dobro brojlerów powinno być chronione lepiej niż obecnie, a blisko 2/3 Polaków potwierdza, że woli kupować mięso pozyskiwane w bardziej etyczny sposób.
Do tej pory decyzję o poprawie dobrostanu brojlerów podjęło już ponad 150 firm, w tym m.in. giganci branży spożywczej tacy jak Unilever, Danone i Nestlé, sieci Marks & Spencer i IKEA, czy międzynarodowe korporacje cateringowe Elior Group i Procuratio.

Uwrażliwiamy się

W tym roku odbyło się pierwsze w historii badanie wiedzy Europejczyków na temat przemysłowego chowu kurczaków na mięso oraz ich stosunku do tego rodzaju hodowli. Respondentami byli m.in. mieszkańcy krajów przodujących w produkcji mięsa drobiowego w Europie, w tym Polski, która zajmuje na tej liście pozycję lidera. Jak się okazuje, zdecydowana większość Polaków chce lepszej ochrony kurczaków i wprowadzenia oznaczeń dotyczących rodzaju chowu, z jakiego pochodzi mięso.
Badanie zrealizowane przez ComRes w styczniu tego roku wykazało, że problemy te nie są powszechnie znane – 64 proc. Polaków przyznało, że wie na temat współczesnej hodowli kurczaków niewiele lub nic. W badaniu zostały również zawarte pytania odnośnie znakowania produktów i ich pochodzenia. Aż 93 proc. Polaków chciałaby, aby kurczaki sprzedawane na terenie UE były oznakowane pod kątem kraju pochodzenia, a dla 90 proc. ankietowanych chciałoby także oznaczenia mówiącego o warunkach, w jakich były hodowane kurczaki.
– Polacy coraz częściej zwracają uwagę na pochodzenie produktów, które spożywają. Według raportu Eurogroup już blisko 2/3 Polaków potwierdza, że woli kupować mięso pozyskiwane w bardziej etyczny sposób – komentuje Marta Cendrowicz, dyrektorka ds. kampanii biznesowych Stowarzyszenia Otwarte Klatki – W zeszłym roku rozpoczęliśmy kampanię “Frankenkurczak”, której celem jest poprawa dobrostanu brojlerów. Mamy nadzieję, że firmy, z którymi będziemy rozmawiać, dołożą wszelkich starań, by oferowane przez nie mięso spełniało oczekiwania Polaków. Konsumenci niejednokrotnie są w szoku, gdy dowiadują się, że kurczaki dożywają zaledwie 6 tygodni i że w samej Polsce zabija się ich ponad miliard rocznie. Warunki życia zwierząt są dla nich ważne – dodaje.

Złe wieści

Setki protestów i tysiące skarg przeciwko uciążliwemu sąsiedztwu ferm przemysłowych wymusiły powstanie ustawy odległościowej. Niestety projekt proponowany przez Ministerstwo Środowiska ma tylko pozornie rozwiązać problem – w rzeczywistości umożliwia dalszą ekspansję ferm przemysłowych zwierząt w Polsce.
Brak prawdziwych konsultacji
Jako Koalicja Społeczna Stop Fermom Przemysłowym od lat protestujemy, uczęszczamy na komisje rolnictwa i środowiska, organizujemy konferencje, spotykamy się z samorządowcami, politykami i naukowcami, pokazujemy problem i możliwe rozwiązania. Ministerstwo Środowiska nie uwzględniło jednak w procesie konsultacji społecznych ani Koalicji, ani będących jej członkami lokalnych stowarzyszeń. Dodatkowo termin, jaki wyznaczono na nadesłanie uwag do projektu wyniósł zaledwie 7 dni. Ustawa nie wydaje się w związku z tym być tworzona z myślą o mieszkańcach okolic ferm. Świadczy o tym nie tylko zignorowanie nas w procesie konsultacji, ale również zamieszczenie w projekcie zapisów, które pozwolą na dalszą ekspansję ferm przemysłowych.

Odległość 500 metrów dla fermy na milion kurczaków

Przede wszystkim autorzy projektu ustalili, że fermy o wielkości 500 DJP i więcej (DJP – umowna jednostka liczebności zwierząt hodowlanych w gospodarstwie, odpowiadająca np. 250 kurom) mogą być budowane już w odległości 500 metrów od budynków mieszkalnych! Odległość ta jest w dodatku stała – nie zwiększa się wraz z wielkością fermy.
Granica 500 metrów ma tylko jedno uzasadnienie – nie zaszkodzi dalszej ekspansji ferm. Taka odległość nie stanowić będzie bowiem żadnego zabezpieczenia dla zdrowia i komfortu mieszkańców – z badań międzynarodowych wynika, że dla ochrony zdrowia należy w dużo większym stopniu ograniczyć bliskość, a także ilość i kumulację wielkich ferm przemysłowych w pobliżu siedlisk ludzkich.
Przykładowo badania przeprowadzone w Holandii wykazały, że patogeny alarmowe LA MRSA (szczepy gronkowca złośliwego odpornego na metycylinę) znajdowane były w odległości 1000 metrów od ferm. Oddalenie fermy o 500 m stanowi więc realne zagrożenie zdrowia, a nawet zagrożenie epidemiologiczne (szczególnie, że badania przeprowadzone w Danii w 2016 roku wykazały, że nosicielami tego patogenu jest 88% świń).

Zagłębia kurze mogą przyjąć więcej mega ferm

W projekcie ustawy obliczono, że dzięki zaproponowanym odległościom (500 DJP i więcej = 500 m) nawet w najbardziej zafermionych powiatach, takich jak żuromiński i mławski, dalej będzie można budować potężne kurniki i chlewnie. W powiecie żuromińskim zostanie jeszcze 40% terenu do zagospodarowania pod mega fermy, a w mławskim 35%!
Co z istniejącymi śmierdzącymi fermami? Nic!
Ustawa odległościowa dostrzega palącą potrzebę uporania się z odorami zatruwającymi życie mieszkańców wsi. Zgodnie z tym, co jest zapisane w projekcie, ma ona przyczynić się do zmniejszenia konfliktów społecznych i zjawisk takich jak depresja, napięcie, znużenie, problemy oddechowe, bóle głowy, nudności, podrażnienie oczu i gardłaoraz poprawić komunikację międzyludzką.
W konsekwencji ma doprowadzić do wzrostu wartości nieruchomości właścicieli działek sąsiadujących z fermami przemysłowymi. Projekt tym samym wskazuje na zagrożenia jakie niesie ze sobą takie sąsiedztwo, nie proponując żadnego rozwiązania dla już istniejących mega ferm.

Warunki zabudowy zamiast Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego

We wcześniejszych projektach, próbujących uporać się z zagrożeniami jakie niosą ze sobą fermy przemysłowe, pojawił się zapis uzależniający składanie wniosków na powstanie fermy od istnienia na danym terenie dokumentu, który go porządkuje (Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego MPZP). Obecny projekt nie uwzględnia tego postulatu, tym samym pozwalając na wydawanie pozwoleń na podstawie decyzji o warunków zabudowy, co skutkuje chaosem przestrzennym. Na obszarach nieobjętych miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego istnieje możliwość realizacji inwestycji niezgodnych z założeniami lokalnej polityki i szkodliwych dla lokalnej społeczności. Dodatkowo społeczność lokalna pozbawiona jest udziału w kształtowaniu swojego najbliższego otoczenia – gmina nie ma żadnej kontroli nad ilością oraz wielkością powstających inwestycji takich jak przemysłowe fermy zwierząt.

Głos lewicy

IKEA zadba o los kurczaków hodowlanych

Obrońcy praw zwierząt z Otwartych Klatek cieszą się:
Po kilku latach negocjacji z organizacjami pozarządowymi i konsultacji z ekspertami IKEA ogłosiła zaktualizowaną politykę dotyczącą dobrostanu kurczaków, które kupuje na potrzeby swoich restauracji i sklepów spożywczych. Wprowadziła m.in. kluczowy z punktu widzenia obrońców zwierząt zapis o rezygnacji z tzw. szybkorosnących ras kurczaków.
Szwedzki gigant ogłosił dzisiaj podniesienie swoich standardów dotyczących dobrostanu kurczaków hodowanych na mięso. Od tej pory dostawcy firmy na całym świecie będą musieli spełniać wymogi określone w międzynarodowym porozumieniu European Chicken Commitment (ECC). Zakłada ono m.in. zmniejszenie dopuszczalnego zagęszczenia na fermach oraz rezygnację z tzw. ras szybkorosnących.
– Współcześnie hodowane brojlery rosną tak szybko, że gdyby porównać to do rozwoju człowieka, 5-letnie dziecko ważyłoby 150 kg. Tak nienaturalne tempo wzrostu jest źródłem ogromnego cierpienia tych ptaków – mówi Marta Cendrowicz ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki, koordynatorka kampanii „Frankenkurczak” – Dodatkowo im większe rosną, tym mniej miejsca przypada na każdego kurczaka – każdy z nich dysponuje na fermie powierzchnią wielkości kartki A4 – dodaje.
W 2012 r. IKEA otrzymała nagrodę „Good Chicken” od organizacji Compassion in World Farming, jednak ze względu na niespełnienie kilku kluczowych kryteriów, takich jak rezygnacja z tzw. ras szybkorosnących, została ona wycofana. Firma przez kilka lat prowadziła rozmowy z organizacjami pozarządowymi, w tym koalicją Open Wing Alliance, których efektem jest ogłoszona dzisiaj zaktualizowana polityka.
– Decyzja firmy IKEA to ogromny krok w kierunku poprawy losu zwierząt hodowlanych. Kurczaki są najliczniej zabijanymi zwierzętami lądowymi na świecie. Tylko w Polsce, która jest liderem produkcji drobiu w Europie, zabija się ich ponad miliard rocznie. Liczymy, że polscy producenci wezmą przykład z firm, które w trosce o los zwierząt oraz sprostanie oczekiwaniom konsumentów decydują się na podniesienie wymagań dotyczących warunków życia kupowanych przez siebie kurczaków – podsumowuje Cendrowicz.
Decyzję o poprawie dobrostanu brojlerów, czyli kurczaków hodowanych na mięso, podjął już szereg firm na świecie, w tym m.in. gigant branży spożywczej Unilever, Nestlé, sieć Marks & Spencer, czy międzynarodowa korporacja cateringowa Elior Group.