Jeździmy niebezpiecznymi pociągami retro

W dodatku prowadzą je maszyniści, którzy zdali egzaminy w ośrodkach zainteresowanych tym, by statystyki tych egzaminów były korzystne.
W Polsce zabytkowe pociągi to nie atrakcja turystyczna za którą trzeba słono płacić. To nasza codzienność. Średni wiek taboru pasażerskiego w 2019 r. przekraczał, w przypadku lokomotyw elektrycznych 35 lat, lokomotyw spalinowych 42 lata, a wagonów – 30 lat.
Mowa o średnim wieku – czyli są i lokomotywy dużo starsze, mające ponad 50 lat. Tylko elektryczne zespoły trakcyjne są nieco młodsze: 24 lata, na co wpłynęły dostawy włoskich pociągów Pendolino, a przede wszystkim Elfów, Dartów, Flirtów i Impulsów, produkowanych w fabrykach funkcjonujących w Polsce.
Podeszły wiek lokomotyw i wagonów oznacza zwiększone ryzyko przewozów. Jak stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli: „Stan ten stwarza zagrożenia dla bezpieczeństwa przewozów związane z podwyższoną awaryjnością starzejących się pojazdów kolejowych”.
To jednak nie jedyne zagrożenie. Za sprawą rządu Prawa i Sprawiedliwości, który zaniedbał walkę z pandemią koronawirusa, załamał się system opieki zdrowotnej w Polsce. Odbija się to także na bezpieczeństwie transportu kolejowego.
NIK ustaliła, że w ubiegłym roku zawieszony został obowiązek przechodzenia okresowych badań lekarskich przez pracowników związanych bezpośrednio z prowadzeniem ruchu kolejowego i pojazdów kolejowych. „Stan ten stwarza ryzyko prowadzenia przewozów kolejowych przez osoby niespełniające wymagań zdrowotnych, w tym zdolności fizycznych i psychicznych przez maszynistów pociągów pasażerskich” – podkreśla Najwyższa Izba Kontroli.
Do tego wszystkiego dochodzi tradycyjna polska niesolidność, występująca także na PKP. Okazuje się, że brakuje jednoznacznych uregulowań umożliwiających samodzielne przeprowadzanie przez przewoźników testów wykrywających spożycie alkoholu i innych substancji odurzających u pracowników związanych bezpośrednio z prowadzeniem ruchu kolejowego i pojazdów kolejowych. „Stan ten stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa przewozów kolejowych, związane z możliwością dopuszczenia do pracy osób nietrzeźwych lub będących pod wpływem innych substancji psychoaktywnych” – podkreśla oczywistą oczywistość NIK.
Mamy także i kumoterstwo, mogące prowadzić do niebezpiecznych sytuacji. Otóż, egzaminy umożliwiające uzyskanie licencji oraz świadectwa maszynisty prowadzone są przez ośrodki, w których egzaminowani odbyli szkolenia. W związku z tym występuje tam potencjalny „konflikt interesów”, który stwarza ryzyko nierzetelnego, poblażliwego egzaminowania maszynistów oraz kandydatów na maszynistów. Funkcjonowanie tych ośrodków uzależnione jest bowiem od liczby osób szkolonych, uzyskujących pozytywne wyniki egzaminów. A nam się naiwnie wydawało, że maszyniści są egzaminowani przez obiektywne komisje, nie podlegające żadnym układom i naciskom! „Stan ten stwarza ryzyko wzrostu zdarzeń w pasażerskim ruchu kolejowym spowodowanych czynnikiem ludzkim” – dodaje Izba.
Jest też kolejny problem, spowodowany tym, że w Polsce rzadko udaje się porządnie załatwić jakąś sprawę, a przepisy są po to, by je omijać. Chodzi o nadmierny czas pracy maszynistów. Wprawdzie przepisy regulujące czas pracy maszynistów ograniczają możliwości ich zatrudnienia w tym charakterze u przedsiębiorców kolejowych, to jednak nie odnoszą się do podejmowania dodatkowej pracy w innych zawodach. W związku z tym, maszynista w majestacie polskiego prawa, swój cały czas wolny od prowadzenia pociągów może przeznaczać na wykonywanie zupełnie innego zawodu – zamiast odpoczywać dla bezpieczeństwa pasażerów. „Stan ten stwarza zagrożenie związane z prowadzeniem pociągów pasażerskich przez osoby o ograniczonej sprawności psychofizycznej” – kontynuuje NIK.
Wprawdzie dbałość zarządców i przewoźników kolejowych o bezpieczeństwo systematycznie się poprawia – ale mimo to w latach 2016 – 2018 zagrożenie poważnymi wypadkami kolejowymi w Polsce było prawie cztery razy wyższe niż średnie w Unii Europejskiej!
Na 30 państw zrzeszonych w Agencji Kolejowej Unii Europejskiej (ERA) gorsze wskaźniki ryzyka wystąpienia ofiar śmiertelnych wypadków miały jedynie Grecja, Chorwacja, Litwa, Łotwa, Węgry i Rumunia. Liczba tzw. zdarzeń, czyli poważnych wypadków, wypadków i incydentów w ruchu kolejowym wzrosła z 732 w 2017 r. do 851 w 2019 r. Więcej było też ofiar śmiertelnych. Rok 2019 zapisał się jako jeden z bardziej niebezpiecznych na PKP – choć oficjalna narracja szefów polskich kolei mówiła, niezgodnie z prawdą, o stałej poprawie bezpieczeństwa. W ubiegłym roku doszło do znacznego zmniejszenia przewozów w związku z epidemią COVID-19. A mimo to, w pierwszej połowie 2020 r. odnotowano 365 zdarzeń
Również liczba poważnych wypadków na przejazdach kolejowo-drogowych sytuuje Polskę wśród 10 państw o najgorszych wskaźnikach. Według raportu ERA ponad dwukrotnie przekraczają one średnią europejską!.
O szczególnym zagrożeniu dla życia i zdrowia występującym na naszych przejazdach kolejowych dziennik „Trybuna” pisał już nieraz. Również Najwyższa Izba Kontroli zwraca uwagę, że przejazdy kolejowo-drogowe stanowią miejsca, w których najczęściej dochodzi do wypadków. W latach 2018–2019 zginęło na nich 109 osób, a 54 zostały ciężko ranne.
Jak wskazuje Izba, jedną z przyczyn takich zdarzeń, mogły być wprowadzone w 2015 r. zmiany wyznaczników do ustalania kategorii przejazdów, prowadzące do obniżania ich kategorii, mimo zwiększenia ruchu pociągów i samochodów. Mówiąc po ludzku oznacza to, że w Polsce przyjęto przepisy, które pozwalają na to, aby przejazdy kolejowe przez które często pędzą pociągi, pozostawały niestrzeżone.
Te przepisy powodują, że decydenci odpowiedzialni za bezpieczeństwo na przejazdach kolejowych, mogą w majestacie prawa nic nie robić. W rezultacie, połowa wszystkich przejazdów kolejowych w Polsce to przejazdy niestrzeżone. Są na nich tylko krzyże św. Andrzeja i ewentualnie znaki „stop” (nie wszędzie). Jest to ewidentnym, karygodnym skandalem i świadomym sprowadzaniem zagrożenia dla życia ludzkiego.
Takie zaniedbania w cywlizowanym świecie stanowią przestępstwo. Również i w Polsce mamy na to stosowne artykuły kodeksu karnego. Art. 174 kodeksu mówi, że ten kto sprowadza bezpośrednie niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu lądowym zagrażającej życiu lub zdrowiu wielu osób, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
W naszym kraju decydenci są jednak pod szczególną ochroną prawa i w praktyce przyznali sobie (oraz swoim współpracownikom) patent na bezkarność. Dlatego nigdy nie doczekamy się procesów osób odpowiedzialnych za obecny stan zabezpieczenia polskich przejazdów kolejowych

Gospodarka 48 godzin

Wille zamiast upraw
W latach 2010 — 2019 w Polsce przeznaczano na inne cele średnio około 3,8 tys. hektarów gruntów rolnych i leśnych rocznie. Jednak w ubiegłym roku nastąpiło wyraźne przyśpieszenie: z użytkowania rolnego i leśnego wyłączono już 4,8 tys. ha gruntów. Wśród wyłączonych z użytkowania gruntów rolnych zdecydowaną większość stanowiły gleby najwartościowsze, I — III klasy. Prawie 60 proc. wyłączonych gruntów rolnych i leśnych przeznaczonych zostało pod tereny osiedlowe, głównie na cele budownictwa jednorodzinnego. Zaledwie 3 proc. – pod drogi i szlaki komunikacyjne. Jednocześnie, w naszym kraju jest dużo terenów zdewastowanych i zdegradowanych, wymagających rekultywacji oraz zagospodarowania. Na koniec 2019 r. zajmowały one łącznie powierzchnię aż 62,1 tys. ha (0,2 proc. powierzchni ogólnej kraju). Ratowanie tych gruntów idzie opornie. W ubiegłym roku rekultywacji i zagospodarowaniu poddano tylko 2116 ha.

Radość wicepremiera

Państwowy przewoźnik PKP Intercity postanowił włączyć się w upamiętnienie setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej. Z tej okazji na tory wyjechały dwie pasażerskie lokomotywy elektryczne oklejone okolicznościową grafiką. Oklejenie dwóch lokomotyw spotkało się z takim entuzjazmem władz partyjnych i państwowych, jakiego chyba jeszcze nigdy nie nie doczekały się podstawowe działania PKP Intercity polegające na przewożeniu pasażerów.
„Promowanie patriotyzmu to ważny element misji spółek Skarbu Państwa. Cieszę się, że spółki włączają się w obchody tak ważnej rocznicy jaką jest 100-lecie Bitwy Warszawskiej. Działania podjęte przez PKP Intercity pozwalają przybliżyć tysiącom Polaków pamięć o tym kluczowym dla historii naszej Ojczyzny wydarzeniu” – oświadczył wicepremier Jacek Sasin. „Z radością przyjąłem wiadomość o dołączeniu PKP Intercity do grona podmiotów i instytucji upamiętniających zwycięzców Bitwy Warszawskiej. Zaangażowanie kolei w przypominanie wiekopomnych wydarzeń stanowi potwierdzenie dla jej znaczącej roli” – wtórował mu wiceminister infrastruktury Andrzej Bittel. „Polska kolej to tradycja i służba Ojczyźnie. Stąd też nie mogło nas zabraknąć w celebrowaniu obchodów setnej rocznicy tych szczególnych wydarzeń”  – mówił Andrzej Olszewski z zarządu PKP S.A. Natomiast szef PKP Intercity Marek Chraniuk stwierdził: „Lokomotywy oklejone okolicznościową grafiką upamiętniającą zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej 1920 r. będą przyciągać wzrok ludzi w całej Polsce”.
Grafika, którą zostały oklejone dwie lokomotywy przedstawia marszałka Józefa Piłsudskiego, Ignacego Daszyńskiego, Wincentego Witosa oraz generałów Tadeusza Rozwadowskiego, Józefa Hallera i Kazimierza Sosnkowskiego. Może trochę niefortunnie wybrano akurat elektrowozy EP 09, gdyż zostały one zaprojektowane i skonstruowane ponad 40 lat temu, w czasach tzw. głębokiej komuny – a podczas Bitwy Warszawskiej walczono przecież właśnie z naporem (zbrojnym) komunizmu. Zapewne znacznie bardziej stylowe i pasujące do przeszłości byłoby oklejenie grafiką jakichś stuletnich parowozów, będących jeszcze na stanie PKP. Wymagałoby to jednak znacznie więcej wysiłku, bo przed rozpaleniem palenisk trzebaby poddać te maszyny gruntownemu przeglądowi. Poza tym nie byłyby to jeszcze parowozy produkcji polskiej, lecz austriackiej albo niemieckiej.

Gospodarka 48 godzin

Stare elektrowozy

Państwowy przewoźnik PKP Intercity poinformował, że jego dwie lokomotywy elektryczne EP 07 zostaną przemalowane na historyczne barwy – czyli takie, na jakie były malowane w tzw. głębokich czasach komuny (zielono – szaro – niebieskie). Lokomotywy przechodzą obecnie planowe remonty. Obie są pojazdami mocno leciwymi, a w dodatku wywodzą się z jeszcze starszych (acz solidnych) konstrukcji brytyjskich z lat pięćdziesiątych. Jedna z lokomotyw EP 07 została wyprodukowana w 1971 roku przez Pafawag Wrocław, a druga w 1985 r. w poznańskich Zakładach Metalowych im. Hipolita Cegielskiego. „Nie zapominamy o bogatym dziedzictwie polskiej kolei, czego symbolicznym wyrazem jest przywrócenie historycznych barw naszym dwóm lokomotywom serii EP 07 – mówi Adam Laskowski, z zarządu PKP Intercity. W ten sposób PKP Intercity poszły śladem innego państwowego przewoźnika, PKP Cargo, który już wcześniej zaczął przemalowywać swe elektrowozy na pierwotne kolory.
Warto zauważyć, że wspomniane lokomotywy EP 07, choć mocno niemłode, nie należą bynajmniej do jakichś szczególnie zaawansowanych wiekowo pojazdów, pracujących na PKP. Jak podkreślają przedstawiciele PKP Intercity, najstarsza w parku taborowym tego przewoźnika pasażerskiego jest lokomotywa elektryczna EP 05 wyprodukowana w 1961 r. – czyli za rok jej stuknie „sześćdziesiątka” ale na pewno jeszcze nie pójdzie wtedy na emeryturę. Ona także odzyskała historyczne barwy (pomarańczowo – czerwone). Ta lokomotywa ma bardziej zagraniczny rodowód niż elektrowozy EP 07. Elektrowozy EP 05 produkowane były w czechosłowackich zakładach Skoda w Pilnie, ich konstrukcja takze pochodzi z lat pięćdziesiątych, zaś później w Polsce poddano je modernizacji. Były to pierwsze nasze lokomotywy, mogące prowadzić ekspresy pasażerskie z prędkością 160 km/h. Do takich szybkości dostosowano je prawie 50 lat temu, gdy nikomu się jeszcze nie śniło Pendolino na polskich torach.
To, że pięćdziesięcioletnie i starsze elektrowozy nadal pracują na PKP i zapewne bezawaryjnie przejadą po 600 tys kilometrów, do następnego planowego remontu za sześć lat, wystawia dobre świadectwo ich producentom. Jak widać, „za komuny” można było wytwarzać całkiem porządne pojazdy. Szefowie polskich przewoźników kolejowych cenią jednak te lokomotywy nie tylko z powodu swego sentymentu do dawnych, dobrych czasów. Są one wciąż potrzebne na PKP, gdyż pod rządami PiS polskim kolejom brakuje lokomotyw, a ten niedobór jest szczególnie dotkliwy w miesiącach wakacyjnych. Niestety, od samego przemalowywania na PRL-owskie kolory, lokomotyw nie przybędzie. Dlatego polscy przewoźnicy, nie tylko PKP Intercity, od lat wykorzystują stare lokomotywy po modernizacji. Niektóre krajowe spółki przewozowe miały zaś korzystać nawet z lokomotyw przeznaczonych już na złom, które poddano remontom.

Bez zachcianek

31 proc. Polaków zadeklarowało, że wydaje mniej na swoje zachcianki. 25 proc. z tych 31 proc. twierdzi, że w ogóle zrezygnowało z wszelkich zachcianek. Jednocześnie, wraz z rezygnacją z zachcianek, spada odsetek Polaków martwiących się o swą przyszłość zawodową i materialną. Takie są wyniki badania fimy Neurohm dla Onetu.

Na kolejowym szlaku

Nie zawsze uda się nam wsiąść do pociągu naprawdę nowoczesnego.

Podobno Polskie Koleje Państwowe intensywnie modernizują się od kilku lat, co nie zmienia faktu, że po naszych torach dość często kursuje mocno leciwy sprzęt.
Najstarszym w ogóle zarejestrowanym pojazdem kolejowym w Polsce jest wagon towarowy o symbolu Kdth pochodzący z 1900 roku. Wśród wagonów pasażerskich najstarszym jest zaś BCi28 z 1928 roku. Oba – produkcji niemieckiej.
46 wagonów użytkowanych w Polsce powstało jeszcze przed II wojną światową. Nie kursują już one jednak w normalnym ruchu rozkładowym, lecz w składach pociągów retro, uruchamianych z różnych okazji.
Takie informacje można znaleźć korzystając z danych Krajowego Rejestru Pojazdów Kolejowych. Pojazdy szynowe, tak jak i drogowe, mają bowiem swoje numery rejestracyjne, dzięki którym są identyfikowane – i dopuszczane do ruchu.

W wieku emerytalnym

Najnowszy wykaz lokomotyw, wagonów i wszelkich innych urządzeń jeżdżących po szynach w Polsce, zapisany w Krajowym Rejestrze Pojazdów Kolejowych, zawiera dane aktualne na 30 września 2019 r. W rejestrze znajdują się dane około 135 tysięcy pojazdów. Jak wynika z rejestru, pojazdy, kursujące u nas w normalnym ruchu kolejowym, mają już nieco młodsze metryki, niż te przedstawione na wstępie.
Najstarsze wagony pasażerskie, do jakich możemy trafić w naszych podróżach po kraju, mają najwyżej 50 lat (i w czasie swej długoletniej kariery zawodowej zapewne były już remontowane).
Jeśli chodzi o elektryczne oraz spalinowe lokomotywy pasażerskie, to polskie koleje nie użytkują starszych niż mających 50 – 54 lata – i w międzyczasie już zmodernizowanych.
Nieco starsze są lokomotywy towarowe, które w naszym kraju pracują nawet w wieku 60 – 62 lat.
Natomiast parowozy, które regularnie do końca lat osiemdziesiątych ciągnęły u nas pociągi osobowe i towarowe, dziś są już rzadkością – i naturalnie dzierżą palmę pierwszeństwa pod względem dojrzałego wieku.
Najstarsze parowozy, kursujące w normalnym ruchu pasażerskim, mają 66 – 70 lat (wyprodukowano je w Polsce). Rozkładowo obsługują one tylko połączenia między Poznaniem, Lesznem i Wolsztynem – dzięki czemu wolsztyńska parowozownia jest jedynym takim obiektem, normalnie eksploatowanym w Europie, a może i na świecie.

Z własnym numerem

Zgodnie z europejskimi przepisami, każdy pojazd poruszający się po sieci kolejowej musi posiadać tzw. międzynarodowy numer EVN.
Jest to oznaczenie składające się z 12 cyfr zawierające informacje o charakterystyce technicznej pojazdu. Z obowiązku rejestrowania i nadawania numeru EVN wyłączony jest sprzęt przeznaczony do eksploatacji na bocznicach, w fabrykach i na liniach metra.
W Polsce rejestr pojazdów szynowych jest prowadzony przez Urząd Transportu Kolejowego. Wszystkie zarejestrowane u nas pojazdy kolejowe dzielą się na cztery kategorie: wagony towarowe, wagony pasażerskie, pojazdy trakcyjne (czyli lokomotywy, zespoły trakcyjne i szynobusy) oraz pojazdy specjalne.

Ciągle za mało

Krajowy Rejestr Pojazdów Kolejowych zawiera obecnie dane dotyczące prawie 4,5 tys. wagonów pasażerskich, ponad 115 tys. wagonów towarowych, ponad 10 tysięcy pojazdów trakcyjnych oraz blisko 4,3 tys. pojazdów specjalnych.
Nie cały ten sprzęt kołowy jeździ po torach w Polsce, bo w rejestrze są także pojazdy już nieczynne i wycofane z eksploatacji. Dopóki jednak fizycznie istnieją, ich dane muszą być stale przechowywane przez sto lat od wycofania z eksploatacji.
Natomiast wszystkich eksploatowanych i posiadających aktualną rejestrację pojazdów kolejowych, jest w Polsce niespełna 104 tysiące. I w okresach nasilenia przewozów okazuje się, że to wciąż za mało.