Federer rywalem Hurkacza

W turnieju Masters 1000 w Indian Wells Hubert Hurkacz został zauważony nawet przez wielkiego Rogera Federera. Szwajcarski tenisista wyraził się pochlebnie o grze polskiego tenisisty, z którym będzie się musiał zmierzyć w 1/4 finału.

Hurkacz nie przestaje zadziwiać znawców tenisa. W turnieju Masters 1000 w Indian Wells 22-letni polski tenisista w drodze do ćwierćfinału pokonał trzech znacznie wyżej notowanych zawodników. W drugiej rundzie wyeliminował klasyfikowanego w czwartej dziesiątce rankingu ATP Francuza Lucasa Pouilla, ale w trzeciej wyrzucił za burtę siódma obecnie rakietę w męskim tenisie – Japończyka Keia Nishikoriego, wygrywając z nim po 126 minutach walki 4:6, 6:4, 6:3.  Było to drugie zwycięstwo Hurkacza w starciu z 29-letnim japońskim tenisistą. Kilkanaście dni wcześniej pokonał go w turnieju ATP w Dubaju. W Indian Wells kluczem do sukcesu wrocławianina był serwis – posłał w trakcie meczu aż 10 asów, podczas gdy jego rywal tylko dwa.

W pojedynku IV rundy przeciwnikiem Polaka był młodszy od niego o trzy lata utalentowany kanadyjski nastolatek Denis Shapovalov. Ich spotkanie różniło się od poprzednich meczów Polaka rozegranych pod słońcem Kalifornii. Wcześniej Hurkacz wolno się rozkręcał, a w środowym starciu nadzieja kanadyjskiego tenisa od pierwszego zagrania zachwycał kibiców widowiskowymi zagraniami. Szczególnej urody była sytuacja z pierwszego seta, kiedy przy stanie 3:2 w nieprawdopodobny sposób obronił lob rywala. Ostatecznie Hurkacz wygrał pierwszego seta dopiero w tie-breaku 7:6(3). W drugiej partii wrocławianin stracił koncentrację i oddał inicjatywę rywalowi, za co zapłacił szybką porażką 2:6. W decydującym secie wrócił jednak na właściwy poziom i ponownie przejął kontrolę nad przebiegiem meczu, czego nie był w stanie zrozumieć Shapovalov.
Kanadyjczyk co rusz dawał upust narastającej frustracji wybuchami gniewu, budząc tym niechęć amerykańskiej publiczności, która swoją sympatię przeniosła na nienagannie zachowującego się na korcie Polaka. Hurkacz wygrał trzeciego seta 6:3 i cały mecz 2-1, awansując po raz pierwszy w karierze do ćwierćfinału turnieju rangi Masters 1000. Pokonany przez niego Shapovalov ma na koncie półfinały takich zawodów – w 2017 roku zaszedł tak wysoko w Montrealu i w 2018 roku w Madrycie.

Polak zdobył już w Indian Wells 180 punktów do rankingu i zarobił na pewno 162 tys. dolarów. Wiadomo już, że w najnowszym notowaniu światowej listy znajdzie się w okolicach 50. miejsca, ale żeby awansować do Top 50, musiałby odnieść zwycięstwo w ćwierćfinale. O to będzie jednak piekielnie trudno, bo w tej fazie turnieju jego przeciwnikiem będzie Il Maestro, żywa legenda męskiego tenisa Roger Federer.

Hurkacz budzi uznanie swoja postawą na korcie. Federer pytany, czy coś wie o rywalu z Polski, stwierdził, że to miły i ułożony chłopaki, ale na korcie bardzo waleczny i nieustępliwy. Ostatni raz Hurkacz usłyszał pretensje pod swoim adresem wygłoszone przez rywala dwa lata temu, gdy Słoweniec Blaz Kavcić, który w 2017 roku pokonał wrocławianina w chińskim Suzhou, zwrócił mu po meczu uwagę, że za bardzo cieszy się po niewymuszonych błędach rywala. „To bardzo nieprofesjonalne. Jeśli będziesz tak robił, to nikt nie będzie ciebie lubił” – powiedział wtedy Hurkaczowi. Od tego czasu żaden z rywali nie powiedział o nim złego słowa.

Czy doczekaliśmy się tenisisty, który przebije się do światowej elity? „Gra solidnie z głębi kortu. Nie popełnia błędów. Gra taką niską, płaską i niebezpieczną piłką. Trzyma piłkę w korcie. Ma znakomity bekhend. Wszyscy mówią o jego serwisie i forhendzie, a ja uważam, że jego bekhend jest nawet lepszy od forhendu. Przypomina stylem gry Andy’ego Murray’a. Do tego świetnie się porusza, nawet na tym twardym korcie. To już jest wszechstronny, znakomity tenisistę, który potrafi atakować, przyspieszać i dobrze się bronić” – charakteryzuje Hurkacza Wojciech Fibak.

O tym, czy wrocławianina już stać na naprawdę wielkie wyczyny, przekonamy się w piątek wieczorem, gdy stanie do walki z wielkim Federerem.

 

Hurkacz zaszalał w Indian Wells

Hubert Hurkacz pokonał 6:2 3:6 6:4 Francuza Lucasa Pouille’a, tegorocznego półfinalistę Australian Open, i awansował do III rundy turnieju Indian Wells z pulą nagród 9,2 mln dolarów, w której we wtorek w nocy zmierzył się z Japończykiem Keiem Nishikorim. Te kwoty i te nazwiska dowodzą, że Polak zaczyna rywalizować w tenisowej pierwszej lidze.

W rankingu ATP Hurkacz przed turniejem w Indian Wells był sklasyfikowany na 67. pozycji, ale miał do obrony aż 81 punktów z ubiegłego sezonu za udane występy w dwóch chińskich challengerach – półfinał w Shenzhen i finał w Zhuhai. Występ w wielkim amerykańskim turnieju, jednym z najlepiej obsadzonych w sezonie, był więc dla Polaka sporym ryzykiem, bo dopiero awans do czwartej rundy, za który przyznawane jest 90 punktów rankingowych, nie groził spadkiem na światowej liście. Ale na drodze do tego etapu Hurkacza czekały potyczki z graczami z najwyższej półki.

W pierwszej rundzie nasz tenisista trafił na 29-letniego Amerykanina Donalda Younga, aktualnie 21. rakietę w Stanach Zjednoczonych, sklasyfikowanego w rankingu ATP na 206. miejscu, który do turnieju Indian Wells dostał się dzięki tzw. dzikiej karcie. Hurkacz pokonał go bez większego trudu 6:3, 6:3, ale w II rundzie czekało go starcie z przeciwnikiem znacznie bardziej wymagającym. Zajmujący obecnie 30. lokatę w rankingu ATP Francuz Lucas Pouille błysnął w tegorocznym wielkoszlemowych Australian Open, którego był jedną z rewelacji dochodząc aż do półfinału. Z tego też powodu starszy od Hurkacza o trzy lata rywal był faworytem pojedynku. Na korcie już tego jednak nie potwierdził, przegrywając z Polakiem 2:6, 6:3, 4:6. Dla Hurkacza był to życiowy sukces w turniejach rangi Masters 1000, bo wcześniej w żadnym nie udało mu się zakwalifikować do trzeciej rundy.

Po meczu Poullie komplementował polskiego tenisistę. „Znam go trochę, ponieważ dwa lata temu ćwiczyliśmy razem w Dubaju. To dobry zawodnik, już w zeszłym roku nie był zły. Rozegrał cztery sety z Cilicem w French Open, a ostatnio pokonał Nishikoriego, z którym zagra teraz w III rundzie Indian Wells. Wiedziałem, że mecz z nim będzie trudny, jak sądzę wie to także Nishikori. Sam jestem ciekawy jakim wynikiem skończy się ich pojedynek. Hurkacz ma warunki fizyczne i umiejętności pozwalające mu realnie myśleć o awansie do Top 10 światowej listy, ale czy się do niej dostanie, na razie trudno powiedzieć. Dla wszystkich dobrych graczy przecież nie starczy w niej miejsca” – powiedział Lucas Pouille.

Faworytem wtorkowej potyczki Nishikoriego z Hurkaczem (zakończyła się po zamknięciu wydania) był rzecz jasna sklasyfikowany obecnie na 7. miejscu rankingu ATP Japończyk, chociaż dwa tygodnie temu przegrał w Dubaju z polskim tenisistą w drugiej rundzie 5:7, 7:5, 2:6. Gdyby nasz tenisista ponownie pokonał Nishikoriego i awansował do IV rundy Indian Wells, otrzymałby za to 90 punktów i 91 205 dolarów. A w walce o ćwierćfinał zmierzyłby się ze zwycięzcą pojedynku między 10. w rankingu ATP Marina Cilicia i 24. Kanadyjczykiem Denisem Shapovalovem. A to już jest tenisowa pierwsza liga.

 

Australian Open: Triumfy Osaki i Djokovicia

Japonka Naomi Osaka pokonała Czeszką Petrę Kvitovą 7:6(2), 5:7, 6:4 i po raz pierwszy w karierze wygrała Australian Open. W męskim finale Serb Novak Djoković niespodziewanie łatwo pokonał Hiszpana Rafaela Nadala 6:3, 6:2, 6:3.

Kvitova i Osaka w sobotnim finale w Melbourne Park zmierzyły się po raz pierwszy. 28-letnia Czeszka to dwukrotna triumfatorka Wimbledonu (2011, 2014), ale w Australian Open jej najlepszym dotąd osiągnięciem był półfinał w 2012 roku. W poprzedniej edycji tego turnieju odpadła już w pierwszej rundzie, w obecnych zmaganiach aż do finału szła przez turniej jak burza. Zatrzymała ją dopiero Osaka, która drugim z rzędu triumfem w Wielkim Szlemie chyba potwierdziła, że jest już tenisową gwiazdą pierwszej wielkości.

Czeszki nie dały jej rady

Japonka została rozstawiona w Melbourne z numerem czwartym. Mieszkająca na co dzień w Stanach Zjednoczonych 21-letnia tenisistka ogromny postęp zanotowała w poprzednim sezonie. Zaczęła go jako 68. rakieta świata, a zakończyła na czwartej pozycji w światowej hierarchii. Błysnęła wielką formą już w marcowym, silnie obsadzonym turnieju WTA w Indian Wells, ale uwagę całego tenisowego świata zwróciła na siebie niespodziewanym triumfem w US Open. Niespodziewanym podwójnie, bo wcześniej ani razu nie przeszła 1/8 finału w Wielkim Szlemie, a ponadto w finale jej rywalką była wielka Serena Williams. Amerykańska gwiazda fatalnie zniosła porażkę z młodszą o 17 lat przeciwniczką. Karczemnymi awanturami z sędzią meczu popsuła widowisko, a Osace radość zwycięstwa popsuły wrogie wobec niej zachowanie nowojorskiej publiczności, która bardzo chciała świętować 24. wielkoszlemowy tytuł Sereny. W Melbourne kibice zachowywali się życzliwie wobec obu walczących w finale zawodniczek.

Ten rok Japonka zaczęła od półfinału w Brisbane. Australian Open zaczęła od zwycięstwa w I rundzie nad Polka Magdą Linette, a potem poradziła sobie z kolejnymi pięcioma rywalkami. Przepustkę do finału dała jej wygrana z Czeszką Karoliną Pliskovą, która w ćwierćfinale wyeliminowała Serenę Williams i wybawiła Japonkę od konieczności dania Amerykance rewanżu za US Open. Osaka, która ma także amerykańskie obywatelstwo, jest pierwszą japońską tenisistką, która wygrała Australian Open. Została też 10. w historii triumfatorką dwóch turniejów Wielkiego Szlema z rzędu. Za triumf na kortach Melbourne Park zarobiła 4,1 mln dolarów australijskich, czyli 2,91 mln dolarów amerykańskich. W najnowszym notowaniu rankingu WTA Naomi Osaka znajdzie się po raz pierwszy w karierze na pierwszym miejscu i będzie rzecz jasna pierwszą Japonką na szczycie światowej hierarchii tenisistek. Petra Kvitova zajmie w rankingu drugą pozycję, ale dla nie będzie to powtórzenie tego osiągnięcia, bo już kiedyś był numerem 2. na światowej liście.

Starcie tenisowych gigantów

W rywalizacji mężczyzn w finale tegorocznego Australian Open spotkało się dwóch najlepszych obecnie tenisistów – sklasyfikowany w rankingu ATP na pierwszym miejscu 31-letni Serb Novak Djoković i zajmujący druga lokatę w zestawieniu 32-letni Hiszpan Rafael Nadal. W półfinale na drodze tych dwóch mistrzów tenisa stanęli „młodzi, gniewni” – 20-letni Grek Stefanos Tsitsipas i 24-letni Francuz Lucas Pouille.
Zamiast udanego „zamachu na majestat” kibice obejrzeli dwa najbardziej jednostronne półfinały Wielkiego Szlema w Erze Otwartej. Rafael Nadal w starciu z Tsitsipasem stracił ledwie sześć gemów, gromiąc greckiego pretendenta 6:2. 6:4, 6:0. Jeszcze surowiej z Pouille’em obszedł się Djoković, który pozwolił Francuzowi ugrać zaledwie cztery gemy wygrywając pojedynek 6:0, 6:2, 6:2. Nigdy nie wcześniej w erze nowożytnej zawodowego tenisa nie zdarzyło się, żeby w dwóch rozegranych od pierwszej do ostatniej piłki półfinałach wielkoszlemowego turnieju zwycięzcy oddali pokonanym tak niewielką liczbę gemów.

Siódmy triumf Djokovicia

W niedzielnym finale Rafael Nadal i Novak Djoković zmierzyli się już po raz 53, co jest rekordem w erze tenisa zawodowego. Bilans wcześniej rozegranych 52 pojedynków był korzystny dla Serba, który zwyciężył 27 razy, natomiast Hiszpan wygrał 25 spotkań. Starcie na kortach Melbourne Park było ich 15. w Wielkim Szlemie. W tych potyczka lepszy bilans ma Nadal, który zanotował 9 zwycięstw i 6 porażek). Jeśli chodzi o wielkoszlemowe finały, to wcześniej obaj mierzyli się siedem razy, a Hiszpan triumfował czterokrotnie. W finale Australian Open wcześniej Nadal i Djoković spotkali się tylko raz, w 2012 roku, gdy po rekordowym, trwającym pięć godzin i 52 minuty widowisku Serb zwyciężył 5:7, 6:4, 6:2, 6:7(5), 7:5.
Djoković miał chyba odrobinkę mocniejszą motywację od Nadala, bo w przypadku zwycięstwa mógł zostać pierwszym tenisistą w historii, który wygrał wielkoszlemowy turniej na Antypodach po raz siódmy. I osiągnął ten cel nadspodziewanie łatwo. Wszyscy spodziewali się wielogodzinnego, morderczego pojedynku tenisowych gigantów, tymczasem Serb w 124 minuty wygrał 6:3, 6:2, 6:3.

Djoković po raz siódmy w karierze wygrał Australian Open i ustanowił pod tym względem męski rekord wszech czasów. Wcześniej był najlepszy w Melbourne w 2008, 2011, 2012, 2013, 2015 i 2016 roku. To jego 15. tytuł wielkoszlemowy.

 

Australian Open: Greckie objawienie

Do ćwierćfinału Australian Open nie przebili się broniący tytułów Karolina Woźniacka i Roger Federer. Sensacją turnieju są półfinałowe awanse debiutującej w Melbourne Park 25-letnieju Amerykanki Danielle Collins i 20-letniego Greka Stefanosa Tsitsipasa.

W tegorocznej edycji zmagań na kortach Melbourne Park tytułów bronili Karolina Woźniacka i Roger Federer. Dunka polskiego pochodzenia odpadła szybko, bo już w 1/16 finału, przegrywając 4:6, 6:4, 3:6 z triumfatorką Australian Open z 2008 roku Marią Szarapową. Ta porażka będzie Woźniacką słono kosztować, bo straci mnóstwo punktów rankingowych i w najnowszym notowaniu światowej listy tenisistek spadnie z trzeciego miejsca pod koniec pierwszej dziesiątki. Swoich pozycji nie utrzyma też też druga z polskich tenisistek w obcych barwach, Angelique Kerber. Rosyjska gwiazda też wiele się nie nawojowała, bo po wyeliminowaniu Woźniackiej już w następnej rundzie sama została wyeliminowana przez reprezentantkę gospodarzy Ashleigh Barty.

Opłaca się wygrywać

Reprezentantka Niemiec, która wygrała Australian Open w 2016 roku, w ubiegłym roku doszła do półfinału, a w tym odpadła w kompromitującym stylu już w 1/8 finału, przegrywając z niżej notowaną Danielle Collins (WTA 35) 0:6, 2:6. 25-letnia Amerykanka z Florydy, która dopiero od niedawna na serio zaczęła grać w tenisa, bo wcześniej ważniejsze były dla niej studia biznesowo-medialne i tytuł magistra, w Melbourne Park rozbiła dwukrotną triumfatorkę turniejów Wielkiego Szlema w 59 minut. Collins to obecnie czwarta rakieta w USA wśród kobiet – przed nią są tylko Sloane Stephens, Serena Williams i Madison Keys, a z nią legendarna Venus Williams. Sroce spod ogona więc nie wypadła i chociaż w Australian Open gra po raz pierwszy, jej obecność w najlepszej ósemce nie jest aż taką sensacją, bo ta mierząca 178 cm tenisistka potrafi naprawdę znakomicie grać, o czym przekonała się także Rosjanka Anastasia Pawljuczenkowa, która w 1/4 finału przegrała z Collins 6:2, 5:7, 1:6.

Tegoroczny turniej na kortach Melbourne Park nie jest jakoś specjalnie przełomowy, bo młodzież oraz mniej znani gracze odważnie atakują pozycje uznanych mistrzów już od kilku sezonów, odkąd premie za sam start w Wielkim Szlemie zaczęły przewyższać premie za zwycięstwa w turniejach niskiej rangi. Nasza utalentowana juniorka Iga Świątek za awans do II rundy zarobiła 75 tys. dolarów, czyli więcej niż zarobiła w sumie za wszystkie wygrane przez siebie turnieje klasy ITF.

Numery w rankingu nie grają

Mistrzowie trzymają się jednak mocno i nie oddają bez walki zdobytych pozycji. W ósemce ćwierćfinalistek z młodego pokolenia znalazły się tylko 21-letnia Japonka Naomi Osaka (WTA 4), triumfatorka ubiegłorocznego US Open oraz 22-letnia Australijka Ashleigh Barty (WTA 15). Pozostała szóstka to zaprawione w wieloletnich bojach weteranki światowych kortów – Czeszki Petra Kvitova (28 lat, WTA 6) i Karolina Pliskova (26, WTA 8), Ukrainka Elina Switolina (24, WTA 7), Rosjanka Anastazja Pawluczenkowa (27, WTA 44) i najbardziej utytułowana z nich 37-letnia Serena Williams (WTA 16). Zdobywczyni 23 wielkoszlemowych tytułów bardzo chce pobić rekord wszech czasów w liczbie tych trofeów. W pierwszych trzech rundach zmiatała młodsze rywalki z kortu jak odkurzacz, bez straty seta. Dopiero w 1/8 finału starsza z sióstr Williams natrafiła na silniejszy opór, ale to nic dziwnego, bo jej przeciwniczką była liderka rankingu Rumunka Simona Halep. Wygrała jednak 6:1, 4:6, 6:4.

Tsitsipas bije swojego idola

Wśród mężczyzn sensacją jest nieobecność w ćwierćfinale broniącego tytułu Rogera Federera. 37-letni Szwajcar przegrał z 20-letnim Grekiem Stefanosem Tsitsipasem 7:6(11), 6:7(3), 5:7, 6:7(5). Legendarny „Maestro” jeszcze nigdy w karierze nie miał tak słabych statystyk wykorzystywania breakpointów. Do tej pory najgorsze, gdy nie wygrał żadnego, miał w finale Igrzysk olimpijskich w Londynie z Andy’m Murray’em. „Nie wiem, jak mogłem przegrać drugiego seta, gdy wypracowałem sobie tyle szans. A rywal? Do niego należy przyszłość. Będzie na szczycie bardzo, bardzo długo” – komplementował swojego pogromcę Federer, któremu grozi teraz ostry zjazd w rankingu ATP, dlatego zapowiedział, że w tym sezonie nie zrezygnuje ze startów na kortach ziemnych, na czym niewątpliwie zyska wielkoszlemowy French Open w Paryżu.

Dla Tsitsipasa Federer jest idolem i wzorcem do naśladowania. Gra w stylu Szwajcara, nosi podobną przepaskę na włosach, ale jest o 17 lat młodszy i to jemu eksperci lepiej wróżą na przyszłość, a szwajcarskiemu mistrzowi przepowiadają rychłe zejście ze sceny. Przoduje w tym szczególnie znany z kontrowersyjnych opinii John McEnroe. Federer skomentował opinię Amerykanina w swoim stylu: „Uwielbiam Johna, ale słyszę te jego przepowiednie od dziesięciu lat”. Tsistsipas jest teraz flagowym przedstawicielem pokolenia młodych graczy. Zastąpił w tej roli Alexandra Zvereva, bo Niemiec zawodzi w turniejach Wielkiego Szlema. W tegorocznej edycji odpadł w 1/8 finału po porażce z Milosem Raonicem. Był tym tak sfrustrowany, że połamał rakietę. A Tsitsipas pokonał w 1/4 finału Bautistę i awansował do półfinału. W najlepszej ósemce męskiego turnieju oprócz niego, Bautisty i Raonica znaleźli się jeszcze Novak Djoković, Rafael Nadal, Lucas Pouille, Kei Nishikori i Frances Tiafoe.

 

Puchar Davisa dla Chorwatów

Fot. JTK As ekipy Chorwatów Marin Cilić

 

 

W rozegranym w Lille finale tegorocznej edycji Pucharu Davisa triumfowała ekipa Chorwacji. To drugi laur w tych rozgrywkach wywalczony przez tenisistów tego kraju.

 

Chorwaci już w sobotę mogła sobie zapewnić triumf w Pucharze Davisa. Po dwóch grach singlowych, wygranych przez Marina Cilicia (pokonał Jo-Wilfrieda Tsongi 6:3, 7:5, 6:4) i Bornę Coricia (on wygrał z kolei z Jeremy’m Chardy’m 6:2, 7:5, 6:4) prowadziła z Francją 2:0 i gdyby wygrała sobotniego debla, miałaby już pewny tytuł. Ivan Dodig i Mate Pavić nie sprostali jednak duetowi Pierre-Hugues Herbert – Nicolas Mahut i przegrali 4:6, 3:6, 6:3, 6:7(3). W niedzielę rozstrzygającą walkę stoczył Marin Cilić. W pojedynku z Lucasem Pouille lider chorwackiej ekipy wygrał 7:6(3), 6:3, 6:3 i przesądził o jej zwycięstwie w ostatniej edycji Pucharu Davisa w starej formule. Od przyszłego roku 18 czołowych drużyn będzie rywalizować w listopadzie w trwającym przez tydzień turnieju w Madrycie. Organizatorzy zmagań w nowej formule położyli na stole gigantyczne pieniądze i stąd ta zmiana.

Dla Chorwatów to drugi triumf w historii Pucharu Davisa. Wcześniej wygrali w 2005 roku. Francuzi bronili tytułu, mając w dorobku łącznie dziesięć zwycięstw w tych rozgrywkach.