Arka wydarła Legii Superpuchar

Piłkarze Legii Warszawa chyba nie uważają Superpucharu Polski za cenną zdobycz, bo w sobotę po raz szósty przegrali mecz o to trofeum, ulegając Arce Gdynia na własnym stadionie 2:3. Po raz ostatni legioniści zdobyli Superpuchar w 2008 roku.

 

Broniąca trofeum Arka Gdynia po raz drugi z rzędu w meczu o Superpuchar pokonała Legię. Porażkę mistrzów Polski i zdobywców krajowego pucharu w poprzednim sezonie oglądał Jerzy Brzęczek, niedoszły trener warszawskiego zespołu, a obecnie selekcjoner reprezentacji Polski. W loży honorowej stadionu przy Łazienkowskiej towarzyszyli mu jego nowi koledzy z pracy – Stefan Majewski, Marek Koźmiński, Paweł Wojtala i Tomasz Iwan oraz Zbigniew Boniek, który oglądał jednak mecz w towarzystwie prezesów obu walczących klubów – Dariusza Mioduskiego z Legii i Wojciecha Pertkiewicza z Arki.

Ponieważ do czasu oficjalnej prezentacji połączonej z konferencja prasową nowy trener kadry ma założony knebel, nie wiadomo których piłkarzy z biegających w sobotni wieczór po boisku obserwował pod kątem reprezentacji. Z wybrańców jego poprzednika, Adama Nawałki,  o Superpuchar zagrali Sebastian Szymański i Krzysztof Mączyński, żaden z nich jednak niczym nie zachwycił. Potencjalny kadrowicz, Michał Kucharczyk, wypadł jeszcze gorzej. W gdyńskiej drużynie, chociaż wygrała, także ani jeden z polskich graczy nie dał swoją grą żadnego powodu, żeby wysłać mu powołanie na czekający naszą reprezentację wrześniowy mecz z Włochami.

Arka w finale Pucharu Polski przegrała z Legią, zaś w lidze zajęła dopiero 12. miejsce, zatem w tym sezonie nie zagra w europejskich pucharach i jej forma nie jest taka ważna. Co innego dyspozycja graczy Legii, bo oni przecież walczą w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Nie ma się jednak co łudzić, z taką grą, jaką zaprezentowali w spotkaniu z Arką to legioniści może przejdą irlandzki Cork City (na wyjeździe wygrali 1:0, rewanż we wtorek 17 lipca o 21:00), ale na mocniejszego przeciwnika z pewnością to nie wystarczy.

Nie pomógł im nawet król strzelców ekstraklasy z poprzedniego sezonu Carlitos, dla którego występ przeciwko Arce był debiutem w barwach warszawskiego klubu. Owszem, strzelił gola, ale ze spalonego i sędzia go nie uznał, a potem hiszpański snajper tylko miotał się bezradnie po murawie w oczekiwaniu na jakieś sensowne zagrania swoich nowych kolegów. Nie doczekał się jednak, a lepsze recenzje od niego zebrał inny z nowych nabytków Legii Jose Kante.

Wygrana Arki to pierwszy poważny sukces nowego trenera gdyńskiego klubu Zbigniewa Smółki, który wcześniej pracował w I-ligowej Stali Mielec. Warto śledzić pracę tego szkoleniowca, bo zdaje się że ma on nie tylko wyszukane jak na trenerski fach maniery, ale przede wszystkim talent. Kibice warszawskiej drużyny, których stawiło się ponad siedemnaście tysięcy, tuż po ostatnim gwizdku sędziego gremialnie opuścili stadion, przez co ceremonia nagradzania zwycięskiej drużyny odbyła się w scenerii pustych trybun.

 

Reprezentacja Polski: W nerwach na Senegal

Nawaf Shukralla z Bahrajnu będzie sędzią głównym wtorkowego meczu Polska – Senegal. Przed pierwszym występem na rosyjskim mundialu w obozie biało-czerwonych wszyscy mają nerwy napięte jak postronki.

 

We wtorek o 17:00 na stadionie Spartaka w Moskwie nasza wymuskana i perfekcyjnie przygotowana do mistrzostw świata reprezentacja pokaże światu na co ją stać w meczu z Senegalem. Biało-czerwoni zagrają na mundialu po dwunastoletniej przerwie, ale po raz ósmy w historii. FIFA do sędziowania tego spotkania wyznaczyła 41-letniego arbitra z Bahrajnu Nawafa Shukralla, mającego już w dorobku mundialowe występy cztery lata temu w Brazylii. Sędziował w tym turnieju mecze Australii z Hiszpanią oraz Portugalii z Ghaną. Pokazał w nich siedem żółtych kartek. W 2012 i 2016 sędziował trzy mecze w klubowych mistrzostwach świata, ma też na koncie 44 spotkania eliminacji MŚ i azjatyckiej Ligi Mistrzów. Jego asystentami będą Yaser Tulefat (Bahrajn) oraz Taleb Al-Marri (Katar), zaś sędzią technicznym Abdulrahman Al-Jassim (Katar). Shukrall siedem lat temu sędziował Polakom mecz towarzyski z Koreą Południową w Seulu, zakończony remisem 2:2.Im dłużej nasza kadra przebywa w Soczi, tym większe gromadzi się w niej napięcie.

Podejrzliwy przesądny czasem aż do granicy śmieszności trener Adam Nawałka tak odciął kadrowiczów od świata zewnętrznego, że nawet w spolegliwych wobec niego dziennikarzach wywołało pierwsze oznaki buntu. Tu i ówdzie w mediach pojawiły się więc niezbyt pochlebne teksty o kadrze i jej sztabie trenerskim, które wyćwiczona w pacyfikowaniu takich wybryków machina propagandowa PZPN na razie zbagatelizowała. Podobnie jak zaczepki celebrytów, choćby Kingi Rusin, której nie spodobała się wycieczka kadry do delfinarium. Dla kibiców ważniejszy jednak od losu delfinów, nad którym użaliła się gwiazda TVN, była stan zdrowia Arkadiusza Milika, który podczas tej eskapady niemal wywinął orła na śliskiej posadzce.

Nie ulega jednak wątpliwości, że oczekiwanie na pierwszy mecz doprowadził atmosferę w kadrze do nieznośnego stanu permanentnego napięcia. Przyczyna tej rosnącej nerwowości jest oczywista i dość precyzyjnie zdefiniował ją w jednej z ostatnich wypowiedzi medialnych wiceprezes PZPN Marek Koźmiński. „Senegal to trudny przeciwnik, bo prezentuje całkowicie inny futbol niż ten, z którym na co dzień się spotykamy. W tej reprezentacji jest kilku wybitnych piłkarzy, dlatego nasz zespół czeka trudne spotkanie. I ważne, bo jego wynik prawdopodobnie ustawi sytuację w grupie H. Nie mamy dużego marginesy błędu. Doświadczenia z poprzednich mundiali czy turniejów Euro wskazują jasno – jak nam nie poszło na początku, to później było źle” – nie owija w bawełnę Koźmiński. No więc, oby biało-czerwonym poszło dobrze!