Z życia PZPN: Kadra Paulo Sousy w cieniu wyborczej walki

Reprezentacja Polski na zgrupowaniu w Opalenicy wreszcie w minionym tygodniu mogła skupić się na solidnym treningu. Na pełnych obrotach nie ćwiczyli jedynie Arkadiusz Milik i Dawid Kownacki. W medialnych przekazach problemy trenera Paulo Sousy przegrywały jednak z informacjami o kandydatach do wyborczej walki o schedę po prezesie PZPN Zbigniewie Bońku.

W lutym ubiegłego roku jako pierwszy swoją kandydaturę w wyborach na nowego prezesa PZPN zgłosił Marek Koźmiński i aż do minionego piątku nikt inny oficjalnie nie poszedł w jego ślady. W końcu zdecydował się na to prezes Jagiellonii Białystok Cezary Kulesza, a nad ogłoszeniem takiej decyzji zastanawia się ponoć także Paweł Wojtala, prezes Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej. Kandydatury można jednak składać do 17 sierpnia tego roku, a zjazd wyborczy ma się odbyć dzień później. Każdy z kandydatów musi jednak wykazać się co najmniej 15 głosami poparcia, których mogą udzielić kluby ekstraklasy, 1. ligi oraz wojewódzkie związki. Scena wyborcza w PZPN od lat pozostaje niezmienna: delegatów z prawem głosu na zjeździe jest 118, w tym 60 głosów mają działacze wojewódzkich ZPN, 32 głosy mają kluby PKO Ekstraklasy, 18 głosów kluby 1. ligi, trzy głosy ma Stowarzyszenie Trenerów, po dwa piłka kobieca i futsal, a jeden głos należy do Kolegium Sędziów.
Jeszcze pół roku temu Boniek na swojego następcę otwarcie wskazywał Koźmińskiego, który w jego ekipie w dwóch kadencjach był wiceprezesem – w pierwszej do spraw zagranicznych, zaś w drugiej do spraw szkolenia. Ale po kwietniowych wyborach do Komitetu Wykonawczego UEFA, w których nie tylko został wybrany na drugą kadencję, lecz także awansował na stanowisko wiceprzewodniczącego, Boniek zmienił zdanie i nieoficjalnie ogłosił neutralność w kwestii wyboru swojego następcy. Niewykluczone, że zachęcił tym Kuleszę do wejścia w wyborcze szranki, a gdy prezes Jagiellonii (już były, bo po ogłoszeniu decyzji o kandydowaniu zrzekł się wszelkich funkcji w białostockim klubie) w końcu wyszedł z cienia i ogłosił swoje zamiary, Boniek za pośrednictwem mediów społecznościowych oświadczył: „Nie popieram nikogo. Zarówno Marek, jak i Czarek byli wiceprezesami w moim zarządzie, za obu trzymam kciuki”. Ale gdy w medialnej przestrzeni pojawiła się plotka o wyborczych przymiarkach Wojtali, nie odmówił sobie na Twitterze złośliwej uwagi: „Trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo pomysłów do 18 sierpnia będzie wiele… Szkoda, ze nie zrealizowałem planu Wojciechowskiego – rozdać pieniądze i zaciągnąć kredyty… Ciężko byłoby o kandydatów”.
Koźmiński nie wykorzystał czasu, gdy był jedynym oficjalnym kandydatem chętnym do przejęcia schedy po Bońku. Owszem, udzielił kilku wywiadów, w których rzucił kilkoma ogólnikami, ale jego oferta programowa daje się zawrzeć w jednym zdaniu, które sformułował już półtora roku temu: „Jeśli zostanę wybrany, to postawię na drogę ewolucji. Żaden z projektów zaczętych za kadencji Zbigniewa Bońka nie zostanie zatrzymany, bo uważam, iż wszystkie są dobre. Trzeba je tylko usprawniać, polepszać. Oczywiście mam też swoje inne pomysły, do których będę chciał przekonać ludzi” – powiedział w wywiadzie dla portalu Interia w lutym 2020 roku.
Kulesza zapewnia, że w ostatnich miesiącach objechał Polskę wzdłuż i wszerz, odbywając wiele rozmów i za każdym razem wracał do Białegostoku z przekonaniem, iż cieszy się rosnącym poparciem środowiska. Swoja kandydaturę reklamuje zaś tak: „Znam piłkę od podszewki. Mam do niej serce. I chcę zrobić dla niej coś dobrego. Przygotowałem program oparty na czterech filarach: szkolenie, wsparcie, integracja oraz profesjonalizacja. Będziemy to szczegółowo prezentować w najbliższych tygodniach. Nie będę jednak ukrywał, że priorytetem jest dla mnie udoskonalenie szkolenia”.
W piłkarskim środowisku panuje opinia, że gdyby wybory odbyły się już dzisiaj, Kulesza byłby murowanym faworytem do zwycięstwa. Ale do wyborów jest jeszcze ponad dwa miesiące czasu, a po drodze mamy mistrzostwa Europy. Nie ulega wątpliwości, że wynik uzyskany w tej imprezie przez reprezentację może mieć rozstrzygające znaczenie. W przypadku sukcesu, a za taki zostanie uznana powtórka wyniku z Euro 2016, czyli awans do 1/4 finału, najmocniejsze karty w ręku będą mieli ludzie z obecnej ekipy Zbigniewa Bońka, a tasować będzie je odchodzący ze stanowiska prezes. Tylko w przypadku spektakularnej klęski do wyborczej walki włączą się przyczajeni w tej chwili oponenci obecnej ekipy, bo tylko wtedy będą mieli jakieś szanse na odsunięcie ludzi Bońka od władzy. Ciekawe czy trenujący w pocie czoła w Opalenicy reprezentanci Polski mają świadomość, że od ich postawy w turnieju Euro 2020/2021 tak dużo dla tak niewielu ludzi zależy. Mecz towarzyski z Rosją pokazał, że Paulo Sousa potrafi wycisnąć z wybranej przez siebie grupy polskich piłkarzy zaskakująco duży potencjał. We wtorkowym meczu z Islandią powinien pokazać nam już zespół, z którym zamierza powalczyć w mistrzostwach Europy o coś więcej, niż tylko wyjście z grupy.