Fajterzy

Kuratorzy sądowi – jedna z niewielu grup zawodowych, która nie domaga się podwyżek, ale po prostu umożliwienia im efektywnego wykonywania pracy zgodnie z tym, co teoretycznie gwarantują im przepisy.

Postanowili pójść drogą nauczycieli i pracowników sądowych sekretariatów. Kuratorzy zawodowi chcą „wstać z kolan”, ale uświadomili sobie, że najpierw muszą się zorganizować od podstaw. Ogólnopolski Związek Zawodowy Kuratorów Sądowych jeszcze nie zdążył sfinalizować rejestracji w KRS, a już przygotował m.in. pismo do Zbigniewa Ziobry, w którym domaga się, by Ministerstwo Sprawiedliwości konsultowało z nim wszelkie akty prawne dotyczące bezpośrednio pracy kuratorów. Są zdeterminowani, by głośno upominać się o swoje. Kiedy ze sceny zejdą nauczyciele, kuratorzy mogą sporo namieszać.
„Ogólnopolski Związek Zawodowy Kuratorów Sądowych chce być odpowiedzialnym partnerem Ministra Sprawiedliwości w zakresie kształtowania spraw dotyczących kuratorów sądowych i dążyć do konstruktywnych rozwiązań w atmosferze dialogu i porozumienia. (…)” – czytamy w piśmie do Zbigniewa Ziobry. Pokój, miłość i zrozumienie. Ale dalej przestaje już być tak słodko. Związek informuje, że powstał na mocy uchwały i domaga się jasnej informacji, na jakim etapie prowadzone są w ministerstwie prace nad nowelizacją ustawy, żąda też konsultacji wszelkich aktów prawnych ze środowiskiem. To efekt wieloletnich praktyk, polegających na tym, że rzesza „pomysłowych Dobromirów” z Ministerstwa Sprawiedliwości kształtowała coraz to nowymi przepisami pracę kuratorów zza biurka, praktycznie bez znajomości codziennych realiów tej pracy. Zwłaszcza w aspekcie działań w terenie i skutecznej pracy resocjalizacyjnej z podopiecznymi.
Pod pismem do Zbigniewa Ziobry podpisała się przewodnicząca OZZ KS Magdalena Huzar. To kuratorka rodzinna z Kłodzka na Dolnym Śląsku. Na razie jest przewodniczącą in spe, bo do tej pory zarejestrowano Komitet Założycielski, kolejnym krokiem będzie powołanie Zarządu Krajowego i Prezydium.
Grupa założycielska liczyła 44 osoby z 17 okręgów sądowych z całej Polski. Kuratorzy są dumni, że wreszcie powołali do życia swój związek i jednocześnie mają trochę poczucia winy, że zdecydowali się na to tak późno. Ale ci, którzy podjęli się bycia funkcyjnymi, są pełni energii. Chcą mieć wpływ na to, co „góra” ustala na temat ich pracy, ale wiedzą, że bez związkowego szyldu w rozmowach z Ziobrą będą bezsilni. Powoli tworzą struktury, jeszcze bez pełnej tożsamości prawnej.
***
Kurator znajduje się gdzieś w połowie sądowej drabiny prestiżu. Musi skończyć aplikację jak „prawdziwy prawnik”, ale de facto jest hybrydą pracownika socjalnego, pracownika biurowego i adwokata. Kurator karny (dla dorosłych) zajmuje się podopiecznymi po wyrokach z Kk – ma pod opieką swoich osobistych dozorowanych, „obsługuje” przerwy w karze pozbawienia wolności, dozory elektroniczne czyli „bransoletki”, wykonuje wywiady środowiskowe, nadzoruje kuratorów społecznych sprawujących dozory w jego imieniu (kurator społeczny może mieć do 10 spraw. Pełniłam tę funkcję ponad 6 lat). Kuratorzy rodzinni mają podobne obowiązki, z tą różnicą, że mają pod nadzorem całe rodziny, uczestniczą też w tzw. widzeniach rodzica z dzieckiem. W listopadzie 2018 Polską wstrząsnęło wydarzenie z warszawskiego Bemowa, gdy podczas widzenia 35-letni mężczyzna udał się z 4-letnim synkiem do toalety, gdzie w akcie desperacji otruł siebie i dziecko.
Media były bezlitosne dla kuratorki. Czy słusznie? Nie ma bardziej niewdzięcznego „medialnie” zawodu. Kurator ma być jak Batman – na niebie powinien wyświetlać mu się sygnał alarmowy, kiedy Kowalski upije się bardziej niż zwykle i zamachnie się na żonę tasakiem. Wymaga się, aby kurator miał pod kontrolą każdą sekundę życia swoich podopiecznych – ich wydatki, ich nałogi, ich życie seksualne, ich potrzeby fizjologiczne. Ale tak, aby nie został oskarżony z drugiej mańki – że odebrał dzieci za biedę. A on ma tylko legitymację, kartkę papieru i autorytet, który musi sobie w relacji z podopiecznym wypracować. Zasłużyć na zaufanie, a nie tylko na łatkę upierdliwego sądowego dozorcy, jest trudno. Ale to władza i niedostosowane do rzeczywistości przepisy utrudniają kuratorom realizowanie ich misji. Podwyżki – jasne, przydałyby się. Ale głównym demonem pracy kuratora jest nadmiar obowiązków. To praca, która nie kończy się nigdy.
– Naszą zmorą jest podział etatów i nierówny podział obciążenia w okręgach – mówi przyszła przewodnicząca Magdalena Huzar. – Rozporządzenie mówi, że kurator, na przykład rodzinny, może mieć od 15 do 25 nadzorów. Nie znam takiego kuratora w Polsce, który ma 15 nadzorów. To jak jednorożec, kwiat paproci. Jesteśmy zawaleni wywiadami środowiskowymi (bezpłatnymi). Nie mamy czasu pracować z naszymi osobistymi podopiecznymi i ich rodzinami – czasami starcza go, żeby wpaść raz na miesiąc i policzyć dzieci. Nie ma limitu wywiadów do wykonania. U mnie w zespole jedna kuratorka wykonała w zeszłym miesiącu 50 wywiadów. To jest 50 wyjazdów w teren, gdzie trzeba zebrać szczegółowe informacje i je opisać. A przeciętny kurator zawodowy ma w referacie od 50 do 100 „stałych” spraw. Jego obowiązkiem jest czuwać nad tymi ludźmi. Proszę mi powiedzieć, jak to fizycznie zrobić? Rozciągnąć dobę? A kiedy iść z podopiecznymi na przykład do urzędu miasta żeby coś załatwić? Jak nawiązać z nimi jakąś więź? Jak zauważyć, że dzieje się coś niepokojącego?
***
Papierologia rośnie. O wszelkie wiążące decyzje dotyczące podopiecznych kurator musi występować do sądu. W przypadku na przykład kary ograniczenia wolności (to tzw. prace społeczne) lub dozoru elektronicznego (bransoletka), gdy podopieczny zachoruje i nie jest w stanie jakichś obowiązków wykonywać, na decyzję sędziego trzeba czekać tygodniami. Gdyby leżało to w gestii kuratora, wszystko mogłoby dziać się sprawniej. Dlatego związkowcy chcą rozszerzenia swoich uprawnień.
– Sędziowie nie rozumieją czasochłonności tej pracy – mówi Magdalena Huzar. – Czasem zdarzają się sytuacje, które są potencjalną tykającą bombą. Jedna pani dostała udział w kontaktach kuratorskich ojca z dzieckiem. On jest cudzoziemcem. Ona nie zna języka. Jak ma wykonać poprawnie swoje obowiązki? Jak ma czuwać nad bezpieczeństwem dziecka? Za udział w kontaktach płaci się nam 191 złotych brutto za wizytę, a liczba kontaktów, tak jak wywiadów, jest nielimitowana. W dodatku to wszystko jest poza naszym formalnym obciążeniem, ale ma opcji, żeby odmówić. Pracujemy w sobotę i niedzielę, jedna wizyta trwa od 2 do nawet 9 godzin. Nie mamy kiedy odpocząć, nie mamy za to oddanego żadnego wolnego dnia. Pracujemy w święta. Pracujemy praktycznie cały czas. Chcemy unormowania standardów naszego obciążenia, bo już robimy bokami.
***
Wśród kuratorów rodzi się bunt. Przyjeżdżają kontrolerzy, którzy muszą przekopać akta dozorów – tych osobistych, na które nie zostaje już czasu.
– Skoro kładą nacisk na to, jak pracujemy z dozorowanymi i chcą nas z tego rozliczać, to niech nam to do cholery umożliwią – wzdycha przewodnicząca OZZ KS. – Niech zdejmą z nas te dodatkowe czynności i dadzą w spokoju pomagać rodzinom. Wiadomo, jedni podopieczni wymagają intensywniejszej opieki, inni radzą sobie sami. Ale to powinno być nasze główne zadanie: praca ze środowiskiem osób skazanych i nadzorowanych, nieletnich. W tej chwili sprowadza się nas do kontrolerów, sprawdzających, czy oni żyją. Ale kiedy coś się stanie, winni jesteśmy my. „Gdzie był kurator?” – pytają wtedy media. Ale nie da się w ciągu 15- czy 20-minutowej rozmowy zdiagnozować i uzdrowić rodziny.
***
Bezpieczeństwo kuratorów – to kolejny problem. Część bogatszych sądów ma na wyposażeniu GPS-y, tak zwanego „bezpiecznego kuratora”. Znowu podział na lepszych i gorszych. Niektórym poszczęściło się nawet na tyle, że dostali gaz pieprzowy. No i zestaw „małego chemika” – testy na obecność narkotyków, a także alkomaty – po jednym na zespół. Ale to już wyższa szkoła absurdu.
– Na te testy poszło mnóstwo kasy. Ustawa daje mi prawo zbadać nieletniego. Ale co z tego, że ja go zbadam, jak rodzic zażąda powtórnego badania. I co ja mam wtedy zrobić? Wieźć go swoim autem? Gdzie? Na SOR? I czekać tam osiem godzin? Nie mamy podpisanych umów z laboratoriami. To martwy przepis. Dano nam narzędzie, z którego i tak nie możemy korzystać.
Wszędzie muszą dojeżdżać własnym autem. A jeśli go nie mają? Do niektórych miejsc dojeżdża jeden autobus dziennie. Nie ma możliwości odmowy, kiedy nie ma opcji dojazdu do podopiecznego. Owszem, otrzymują tzw. zwrot kosztów pracy – za benzynę – był naliczany, kiedy paliwo kosztowało dwa złote za litr. A nie pięć. Nie mają ubezpieczeń z tytułu ryzyka zawodowego – kontaktu z chorymi, z uzależnionymi od narkotyków.
***
System wynagrodzeń.
– Chciałabym mieć taką firmę jak sąd – wzdycha moja rozmówczyni. – W tej chwili u mnie w zespole nie ma trzech osób. Ktoś ich zadania musi przejąć. Grosza za to nie widzimy. Na swój awans czekałam pięć lat, ale rekordziści np. ci podlegający pod Katowice, czekają nawet 10 i więcej. Co z tego, że już dawno spełniają wszystkie wymogi z ustawy? Nie ma pieniędzy. Ale są też okręgi, gdzie do awansów nie ma kolejek. To zależy od sądów apelacyjnych. W tej chwili na emeryturę przechodzi u nas jedna kuratorka ze stopniem specjalisty. Te pieniądze przecież zostaną w puli, za to można awansować kolejną osobę z kolejki. Ale tak się nie dzieje i nikt nam nie tłumaczy, dlaczego. Nie jesteśmy w stanie tego sprawdzić. My nie chcemy podwyżek wprost, chcemy przejrzystego systemu nagród, chcemy przestrzegania ustawy.
W sądach nie funkcjonuje osobny budżet na funkcjonowanie kuratorskiej służby sądowej.
***
Nie wolno im strajkować. Nie mają jeszcze pomysłu na akcję ogólnopolską, ale rozważają odmowę wyjazdów w teren. Domagają się, żeby kierownicy zespołów i kuratorzy okręgowi byli kadencyjni.
Chcą, żeby urzędnicy z ministerstwa konsultowali z nimi wszystkie nowe przepisy – żeby nie dopuścić do sytuacji, że ich pracą zarządza ktoś, kto przez dwadzieścia lat nie wstawał zza biurka i nie wie, jak wygląda praca w terenie.
Mieli wielką nadzieję, że po raporcie NIK na temat kuratorów wstawi się za nimi Adam Bodnar. Ale on potraktował sprawę wybiórczo – zainteresował się wyłącznie brakiem kompetencji kierowników zespołów i kuratorów okręgowych do kontroli. Resztę zagadnień, które poruszyła NIK (m.in. przeciążenie pracą) pominął. Do niego też OZZ KS przygotowuje pismo.
Na razie na to pierwsze Zbigniew Ziobro nic im nie odpisał. Minister nie jest przecież od tego, żeby gadać z suwerenem.

Kto powinien dostać tę kasę?

Dwa ważne urzędy zajmujące się przestrzeganiem prawa – resort sprawiedliwości oraz NIK – twierdzą coś zupełnie odmiennego na temat finansowania CBA

 

Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła, że Ministerstwo Sprawiedliwości przekazało 25 milionów złotych Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu – czego nie powinno czynić, gdyż pieniądze te, pochodzące z kar finansowych zasądzanych od przestępców, zgodnie z prawem powinny trafić do Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Funduszu Pomocy Postpenitencjarnej (łącznie określanych jako Fundusz Sprawiedliwości).
Gromadzone w tym funduszu pieniądze przeznaczane są przede wszystkim na wszechstronną pomoc dla ofiar przestępstw.

 

Dwóch mówi co innego

Za sprawą resortu sprawiedliwości CBA pożywiło się więc kosztem osób pokrzywdzonych przestępstwami.
Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski oświadczył zatem, że według oceny izby doszło do złamania przepisów, które wyraźnie mówią, że służby specjalne, w tym CBA mogą być finansowane wyłącznie z budżetu państwa. Zapowiedział też złożenie zawiadomienia o naruszeniu dyscypliny finansów publicznych.
Ministerstwo Sprawiedliwości odrzuca jednak twierdzenia Najwyższej Izby Kontroli, jakoby niezgodnie z prawem przekazało środki z Funduszu Sprawiedliwości na działalność Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
NIK uważa, że ustawa o CBA mówi o finansowaniu Biura wyłącznie ze środków budżetu państwa. Ministerstwo Sprawiedliwości podkreśla zaś , że w tej ustawie nie ma takiego ograniczenia.
Tak więc, dwa ważne urzędy państwowe, zajmujące się prawem, twierdzą coś zupełnie odwrotnego.

 

Będziemy finansować CBA

– Ustawa wręcz nakazała Funduszowi Sprawiedliwości finansowanie ustawowych zadań jednostek sektora finansów publicznych, czyli m.in. CBA, związanych właśnie z wykrywaniem i zapobieganiem przestępczości. A przecież nie żadnych wątpliwości, że to główne zadania CBA – tłumaczy Jan Kanthak, dyrektor gabinetu politycznego i rzecznik Ministra Sprawiedliwości.
Ponadto, przekazana kwota została ujęta w planie finansowym Funduszu w pozycji „inne działania”, który został zatwierdzony przez Ministerstwo Finansów i Sejmową Komisję Finansów Publicznych.
Ministerstwo Sprawiedliwości oświadcza, że celem Funduszu Sprawiedliwości jest realna pomoc tym, którzy doznali krzywdy albo nieszczęścia. I zadania te Fundusz wypełnia sumiennie. Po raz pierwszy od jego utworzenia tak duże pieniądze – od 2017 roku 160 mln zł – szeroko trafiają do osób rzeczywiście pokrzywdzonych i służą zapobieganiu nieszczęść.

 

Dobro wcielone

Fundusz rozporządza pieniędzmi, które sądy zasądzają od sprawców przestępstw. Środki te – pochodzące z kieszeni ludzi, za sprawą których stała się komuś krzywda – zaczęły czynić wyłącznie dobro – zauważa Jan Kanthak. Wspomagają pokrzywdzonych w wypadkach i na skutek innych przestępstw, służą finansowaniu wciąż rozrastającej się sieci pomocy pokrzywdzonym i organizowaniu dla nich pomocy psychologicznej oraz prawnej.
Są to również środki na profilaktykę, które mają zapobiegać przestępstwom, tak by ból i nieszczęście dotykały jak najmniejszą grupę ludzi.
Ministerstwo Sprawiedliwości podkreśla, że wszystkie pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości – zgodnie z przepisami ustawy, Kodeksu karnego wykonawczego oraz rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości – są przeznaczane wyłącznie na pomoc osobom pokrzywdzonym przestępstwami, ich rodzinom oraz świadkom, na działania prewencyjne i przeciwdziałanie przyczynom przestępczości oraz pomoc postpenitencjarną. Bo przecież CBA, jako instytucja tropiąca przestępców, również w istocie pomaga ludziom pokrzywdzonym przestępstwem, ich rodzinom oraz świadkom. Może nawet lepiej, niż ktokolwiek inny.
Wielka jawność i przejrzystość
Resort sprawiedliwości wskazuje, że działalność Funduszu Sprawiedliwości jest transparentna, jawna i powszechnie dostępna (choć do tej pory jakoś cicho było o wpływach do funduszu i zasadach rozliczania tych pieniędzy) – a zasady przyznawania dotacji, szczegółowe warunki ogłaszanych konkursów czy naborów wniosków, a także listy beneficjentów konkursów wraz z przyznanymi sumami, są publicznie prezentowane na stronach internetowych Ministerstwa Sprawiedliwości oraz w licznych komunikatach udostępnianych mediom (które jednak jakoś trudno znaleźć wśród aktualności na stronie internetowej resortu sprawiedliwości).

 

Strażak antykorupcyjny

Obecnie, dzięki Funduszowi Sprawiedliwości, od stycznia 2017 r. na bezpośrednią pomoc osobom pokrzywdzonym przekazano i będzie nadal się przekazywać ponad 160 mln zł rocznie. W ubiegłych latach pomoc ta była 10-krotnie niższa.
Na przykład, dzięki środkom z Funduszu Sprawiedliwości wszystkie jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej, które złożą wnioski, otrzymują dotacje na zakup specjalistycznego medycznego wyposażenia. W Polsce co o roku dochodzi do kilkuset tysięcy wypadków i kolizji, w których giną tysiące ludzi, a dziesiątki tysięcy odnosi poważne obrażenia. Ochotnicy z OSP są bardzo często pierwsi na miejscu wypadku, który w rozumieniu prawa jest przestępstwem drogowym, i tylko dzięki ich umiejętnościom wielu rannym, w rozumieniu prawa: pokrzywdzonym w wyniku przestępstwa, udało się uratować życie. Wyposażenie tych jednostek w specjalistyczny sprzęt medyczny jest wręcz obowiązkiem państwa, a obowiązek ten wypełnia właśnie Fundusz Sprawiedliwości.
Oczywiście, trudno się nie zgodzić z Ministerstwem Sprawiedliwości, że ochotniczym strażakom można i należy pomagać pieniędzmi z Funduszu Sprawiedliwości. Trudno jednak nie zapytać, dlaczego ma być nimi zasilane Centralne Biuro Antykorupcyjne, które nie tyle ratuje ludzi, co wciąga ich w aranżowane prowokacje łapówkarskie?

Resort sprawiedliwości nie wie co mówi

Szefowie resortu sprawiedliwości oświadczyli, że najwyższa kara jaką otrzymało w Polsce przedsiębiorstwo wyniosła tylko 12 tys zł – i reklamują pomysł zaostrzenia sankcji wobec firm. Tyle, że to bujda, bo w rzeczywistości, najwyższa kara jaką wymierzono przedsiębiorstwu wyniosła ponad 92 mln zł.

W ramach rządowego programu wspierania przedsiębiorczości, Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt ustawy, umożliwiającej skuteczne pociągnięcie do odpowiedzialności karnej firm, które np. spowodowały skażenie środowiska lub w inny sposób zaszkodziły swemu otoczeniu czy pracownikom.
Przewidziane są także dotkliwe kary finansowe dla korporacji, jeśli te ukrywają istotne usterki swych wyrobów. Nowe przepisy będą mieć charakter powszechny, ale przede wszystkim są wymierzone w duże, zagraniczne koncerny.
– Państwo jest po to, by strzec interesów obywateli. Wielkie korporacje nie mogą traktować Polski jak kraju Trzeciego Świata czy republiki bananowej – podkreślił 25 maja br. Zbigniew Ziobro, Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny.

Zbiorowo do odpowiedzialności

I właśnie po to, by lepiej były strzeżone interesy obywateli, zagrożone, zdaniem ministra, przez nieuczciwe działania przedsiębiorców, Ministerstwo Sprawiedliwości stworzyło regulacje, które pozwolą na skuteczne pociąganie do odpowiedzialności karnej podmiotów zbiorowych.
Ważne, że dzięki tym przepisom, do wytoczenia sprawy nieuczciwej firmie wystarczy samo prokuratorskie ustalenie, że doszło w niej do popełnienia przestępstwa – bez określania komu konkretnie należy postawić zarzuty.
Kwestia osobistej odpowiedzialności karnej konkretnej osoby będzie rozstrzygana przez sąd niezależnie od postępowania w sprawie nałożenia kary finansowej na firmę. W miarę możliwości, w ramach jednego procesu, ale nie musi to być regułą.
Według ministerstwa, projekt nowej ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych umożliwi wyciągnięcie surowych konsekwencji karnych za przestępstwa i powodowanie szkód.
Nowe regulacje mogą być niezłym narzędziem do zajęcia się takimi sprawami jak choćby wypadki, do których wciąż dochodzi w państwowych kopalniach węgla kamiennego – niejednokrotnie z powodu zaniedbań personelu kierowniczego i nieudolności nadzoru administracyjnego.
Zdaniem Ministerstwa Sprawiedliwości, istotną nowością jest to, że zlikwidowany zostanie wymóg uprzedniego prawomocnego skazania osoby fizycznej, jako warunku odpowiedzialności podmiotu zbiorowego (np. ministerstwa czy przedsiębiorstwa).
W sprawach odpowiedzialności podmiotów zbiorowych prowadzone będzie normalne postępowanie przygotowawcze, podobne do stosowanego przy skazywaniu osób fizycznych. Co do zasady ma ono przebiegać łącznie z postępowaniem przeciwko osobie podejrzanej o przestępstwo.

Do 50 milionów złotych kary

Projekt ustawy o odpowiedzialności karnej podmiotów zbiorowych przewiduje, że firmy będzie można pociągać do odpowiedzialności i nakładać na nie wysokie kary finansowe, sięgające 30 mln zł. W szczególnych przypadkach, kary nałożone na firmy mogłyby sięgać 50 mln zł.
Jak twierdzą szefowie resortu sprawiedliwości, dziś sprawy gospodarcze trwają długo, a w tym czasie nieuczciwe przedsiębiorstwa przekształcają się, dzielą i usuwają niewygodne dokumenty, co utrudnia ich karanie. Teraz sprawy mają toczyć się szybciej – choć kierownictwo ministerstwa nie poinformowało, w jaki sposób zostanie to osiągnięte.
Wprowadzenie odpowiedzialności osób prawnych za popełnione przestępstwa, bez konieczności zidentyfikowania osoby fizycznej, która jest sprawcą czynu zabronionego, nie zostało oczywiście wymyślone w Polsce. Jest ono przewidziane również w zaleceniu Komitetu Ministrów Rady Europy, a także w paru dokumentach Rady Europy, w tym w konwencji o praniu, ujawnianiu, zajmowaniu i konfiskacie dochodów pochodzących z przestępstwa.
Przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości regulacje mają być kalką rozwiązań służących zwalczaniu przestępczości gospodarczej, stosowanych w takich krajach Unii Europejskiej, jak Francja, Holandia, Dania i Włochy.
Projekt przeszedł już uzgodnienia wewnątrzresortowe w Ministerstwie Sprawiedliwości. Wkrótce zostanie przekazany do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych. Resort uspokaja jednak, że uczciwi przedsiębiorcy nie powinni się obawiać.

Rzekome pretensje do Polski

Ministerstwo Sprawiedliwości podkreśla, że utrudnienia w pociąganiu do odpowiedzialności podmiotów zbiorowych w Polsce, wywoływały krytyczną reakcję instytucji międzynarodowych. Według resortu, grupa robocza Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) ds. Przekupstwa w Międzynarodowych Transakcjach Handlowych wielokrotnie jakoby wyrażała zaniepokojenie, że przedsiębiorstwo wykazujące brak przychodów lub niskie przychody nie podlega w naszym kraju karze pieniężnej – albo kara ta jest bardzo niska, niezależnie od posiadanych przez przedsiębiorstwo aktywów.
„Ta sama organizacja podnosiła też wobec Polski zarzut, iż sytuacja, w której niektóre osoby prawne unikają odpowiedzialności przez to jedynie, że sprawca będący osobą fizyczną umrze, nie zostanie wykryty lub ujęty i w konsekwencji nie jest możliwe jego osądzenie, stanowi lukę w wypełnianiu międzynarodowych zobowiązań antykorupcyjnych. W związku z tym Grupa stale wskazuje na potrzebę wyeliminowania wymogu prawomocnego skazania osoby fizycznej jako warunku wstępnego odpowiedzialności podmiotu zbiorowego” – stwierdza oficjalny komunikat Ministerstwa Sprawiedliwości.
Do tych enuncjacji resortu trzeba jednak podchodzić z dużą ostrożnością, gdyż wiele wskazuje na to, iż Ministerstwo Sprawiedliwości oszczędnie gospodaruje prawdą lub w najlepszym razie, wykazuje się zdumiewającym brakiem wiedzy o dziedzinie, którą usiłuje się zajmować.

Resort za daleki od prawdy

Przykładem niekompetencji czy też nierzetelności władz ministerstwa może być oświadczenie jednego z wiceministrów resortu sprawiedliwości, który ogłosił, że obecnie najwyższa możliwa kara, którą można nałożyć na firmę wynosi 5 mln zł i nie została nigdy orzeczona. Najwyższa, orzeczona w Polsce kara dla firmy wynosiła, według wiceministra, 12 tys. zł i została wymierzona tylko jeden raz.
To oczywiście nieprawda. Warto wyjaśnić szefom resortu sprawiedliwości, że najwyższa kara wymierzona przedsiębiorstwu w Polsce wynosiła dokładnie 92.491.343,06 zł i została orzeczona przez sąd apelacyjny wobec Grupy Ożarów S.A. – zresztą całkiem niedawno, bo 27 marca bieżącego roku. W tym samym postępowaniu karę 69.443.992,20 zł sąd apelacyjny wymierzył firmie Cemex Polska Sp. z o.o. Z łatwością można by też znaleźć wiele nieco niższych wyroków sądowych, ale także wielomilionowych.
Kierownictwu Ministerstwa Sprawiedliwości należałoby zaś zalecić, aby postarało się uzyskać nieco większą wiedzę na temat dziedziny, którą zamierza regulować – i wykazało choćby minimum staranności w zapoznawaniu się z orzecznictwem sądów, nad którymi ponoć sprawuje nadzór. W swoim propagandowym zapale nie należy zapominać o rzetelności, która szczególnie przystoi właśnie urzędowi mającemu sprawiedliwość w nazwie.