Gospodarka 48 godzin

Stare elektrowozy

Państwowy przewoźnik PKP Intercity poinformował, że jego dwie lokomotywy elektryczne EP 07 zostaną przemalowane na historyczne barwy – czyli takie, na jakie były malowane w tzw. głębokich czasach komuny (zielono – szaro – niebieskie). Lokomotywy przechodzą obecnie planowe remonty. Obie są pojazdami mocno leciwymi, a w dodatku wywodzą się z jeszcze starszych (acz solidnych) konstrukcji brytyjskich z lat pięćdziesiątych. Jedna z lokomotyw EP 07 została wyprodukowana w 1971 roku przez Pafawag Wrocław, a druga w 1985 r. w poznańskich Zakładach Metalowych im. Hipolita Cegielskiego. „Nie zapominamy o bogatym dziedzictwie polskiej kolei, czego symbolicznym wyrazem jest przywrócenie historycznych barw naszym dwóm lokomotywom serii EP 07 – mówi Adam Laskowski, z zarządu PKP Intercity. W ten sposób PKP Intercity poszły śladem innego państwowego przewoźnika, PKP Cargo, który już wcześniej zaczął przemalowywać swe elektrowozy na pierwotne kolory.
Warto zauważyć, że wspomniane lokomotywy EP 07, choć mocno niemłode, nie należą bynajmniej do jakichś szczególnie zaawansowanych wiekowo pojazdów, pracujących na PKP. Jak podkreślają przedstawiciele PKP Intercity, najstarsza w parku taborowym tego przewoźnika pasażerskiego jest lokomotywa elektryczna EP 05 wyprodukowana w 1961 r. – czyli za rok jej stuknie „sześćdziesiątka” ale na pewno jeszcze nie pójdzie wtedy na emeryturę. Ona także odzyskała historyczne barwy (pomarańczowo – czerwone). Ta lokomotywa ma bardziej zagraniczny rodowód niż elektrowozy EP 07. Elektrowozy EP 05 produkowane były w czechosłowackich zakładach Skoda w Pilnie, ich konstrukcja takze pochodzi z lat pięćdziesiątych, zaś później w Polsce poddano je modernizacji. Były to pierwsze nasze lokomotywy, mogące prowadzić ekspresy pasażerskie z prędkością 160 km/h. Do takich szybkości dostosowano je prawie 50 lat temu, gdy nikomu się jeszcze nie śniło Pendolino na polskich torach.
To, że pięćdziesięcioletnie i starsze elektrowozy nadal pracują na PKP i zapewne bezawaryjnie przejadą po 600 tys kilometrów, do następnego planowego remontu za sześć lat, wystawia dobre świadectwo ich producentom. Jak widać, „za komuny” można było wytwarzać całkiem porządne pojazdy. Szefowie polskich przewoźników kolejowych cenią jednak te lokomotywy nie tylko z powodu swego sentymentu do dawnych, dobrych czasów. Są one wciąż potrzebne na PKP, gdyż pod rządami PiS polskim kolejom brakuje lokomotyw, a ten niedobór jest szczególnie dotkliwy w miesiącach wakacyjnych. Niestety, od samego przemalowywania na PRL-owskie kolory, lokomotyw nie przybędzie. Dlatego polscy przewoźnicy, nie tylko PKP Intercity, od lat wykorzystują stare lokomotywy po modernizacji. Niektóre krajowe spółki przewozowe miały zaś korzystać nawet z lokomotyw przeznaczonych już na złom, które poddano remontom.

Bez zachcianek

31 proc. Polaków zadeklarowało, że wydaje mniej na swoje zachcianki. 25 proc. z tych 31 proc. twierdzi, że w ogóle zrezygnowało z wszelkich zachcianek. Jednocześnie, wraz z rezygnacją z zachcianek, spada odsetek Polaków martwiących się o swą przyszłość zawodową i materialną. Takie są wyniki badania fimy Neurohm dla Onetu.

Wielka reforma Chińskiej Armii Ludowo – Wyzwoleńczej

Fakt, iż na naszych oczach kształtuje się nowy ład międzynarodowy nie jest już chyba przez nikogo kwestionowany. Dyskutowany jest jednak kształt tego nowego ładu.

Jedni uważają, iż w XXI wieku świat znajdzie się pod panowaniem kilku mocarstw, inni, że tylko dwóch. Są też i tacy, którzy twierdzą, iż światem rządzić będzie tylko jedno hipermocarstwo. Bez względu na to, kto za którą koncepcją się opowiada wszyscy są zgodni, iż krąg kandydatów do roli przyszłego lidera bądź liderów światowej sceny politycznej jest bardzo wąski. Za jednego z najpoważniejszych i najpewniejszych wśród nich uznawane są Chiny. Do roli światowego lidera predestynuje je chociażby dynamicznie rozwijająca się gospodarka. Sami Chińczycy też nie ukrywają, iż ich strategicznym celem jest zdobycie światowego przywództwa. Niestety nawet najsilniejsza gospodarka nie jest w stanie nikomu zapewnić nie tylko pozycji światowego lidera, lecz także dalszego, niezakłóconego rozwoju własnego kraju. Potrzeba do tego także innych czynników, wśród których niebagatelną, o ile nie najważniejszą rolę nadal odgrywa siła militarna. Chińscy przywódcy są tego świadomi. Dowodzą tego wypowiedziane w dniu 27 lipca 2015 roku z okazji 89 rocznicy powstania ChAL-W słowa przywódcy Chin, Xi Jinpinga, który stwierdził, iż stworzenie silnej armii ma zasadnicze znaczenie dla budowy światowego przywództwa i długoletniej stabilności kraju. Ważnym jest, iż to właśnie Xi Jinping postrzegany jest jako inicjator obecnej reformy chińskich ził zbrojnych.
Oficjalnie o rozpoczęciu przez Chiny zakrojonej na szeroką skalę reformy sił zbrojnych powiedziano w listopadzie 2015 roku na plenarnej sesji Centralnej Grupy Kierowniczej ds. Reformy Wojskowej przy Centralnej Komisji Wojskowej (CKW). Wiele wskazuje jednak na to, iż przystąpiono do niej znacznie wcześniej bo w 2013 roku, kiedy to powołana została do życia kierowana osobiście przez samego Xi Jinpinga Komisja Bezpieczeństwa Narodowego (KBN). Podczas pierwszego posiedzenia tego organu Xi Jinping stwierdził, iż najważniejszym zadaniem kierownictwa państwowego Chin jest utworzenie scentralizowanego, jednolitego i wysoce efektywnego systemu zarządzania bezpieczeństwem państwa. Ukazał on więc główne kierunki obecnej reformy, której celem jest właśnie usprawnienie systemu dowodzenia siłami zbrojnymi oraz dostosowanie sił zbrojnych do przeciwdziałania rozlicznym, także pozamilitarnym zagrożeniom bezpieczeństwa współczesnego państwa. Kolejnym krokiem ku reformie było przyjęcie przez Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych (OZPL) w dniu 1 lipca 2015 roku nowej ustawy o bezpieczeństwie narodowym. W ustawie tej pojęcie bezpieczeństwa narodowego nie zostało ograniczone tylko do kwestii obronności, lecz rozciągnięto je także na kwestie polityki, gospodarki, finansów, cyberprzestrzeni, surowców naturalnych, ekologii oraz kultury. We wspomnianym dokumencie otwarcie stwierdzono, iż Chiny będą aktywnie przeciwdziałać wszelkim zagrożeniom dla bezpieczeństwa narodowego także poza granicami swego państwa, w tym, m.in. w Arktyce i w przestrzeni kosmicznej. Ważne z punktu widzenia późniejszej reformy sił zbrojnych były zawarte w ustawie zapisy regulujące kwestie podziału odpowiedzialności pomiędzy poszczególnymi organami państwa oraz określające mechanizmy funkcjonowania całego systemu bezpieczeństwa państwa.
Zgodnie ze wspomnianymi wyżej postanowieniami za główny cel obecnej reformy chińskich sił zbrojnych należy uznać usprawnienie systemu dowodzenia ChAL-W. Nadal najwyższym organem kierowniczym chińskich sił zbrojnych pozostaje Centralna Komisja Wojskowa Komunistycznej Partii Chin (CKW), której przewodniczy sam prezydent ChRL, Xi Jinping. W porównaniu z poprzednim systemem jej rola i znacznie nie tylko w armii, lecz również w całym systemie bezpieczeństwa państwa znacznie wzrosła. Zachodni eksperci są zdania, iż taki wzrost znaczenia i roli CKW służyć ma zwiększeniu kontroli partii nad armią.
Wzrost roli i znaczenia CKW w systemie dowodzenia siłami zbrojnymi osiągnięto, m.in. likwidując Sztab Generalny, Główny Zarząd Polityczny, Główny Zarząd Logistyki, a także Departament Uzbrojenia ChAL-W. Zadania zlikwidowanych instytucji przejęło 15 podlegających bezpośrednio CKW departamentów, komisji, biur i agencji. Praca tak rozbudowanej struktury jest koordynowana przez Biuro Generalne CKW. Zadaniem tego biura jest jednak nie tylko zarządzanie przepływem informacji wewnątrz CKW, lecz także wypracowanie polityki bezpieczeństwa i obrony. Oprócz Biura Generalnego w strukturach CKW znajdują się także cztery samodzielne biura odpowiedzialne za audyt wewnętrzny, planowanie strategiczne, reformę i organizację sił zbrojnych oraz współpracę międzynarodową. Na szczególną uwagę zasługuje w tej strukturze Biuro Międzynarodowej Współpracy Wojskowej gdyż dzięki niemu CKW zyskuje bezpośredni nadzór nad dyplomacją wojskową oraz wszelkimi kontaktami z obcymi armiami. Może to być dowodem, iż chińskie kierownictwo państwowe coraz większą wagę przywiązuje do projekcji tzw. miękkiej siły, której ważnym elementem jest właśnie dyplomacja oraz budowa sieci wzajemnych powiązań także na płaszczyźnie militarnej.
Ważną rolę w reformowanym systemie dowodzenia ChAL-W odgrywa sześć podległych CKW departamentów, takich jak : Połączony Departament Sztabowy, Departament Pracy Politycznej, Departament Wsparcia Logistycznego, Departament Rozwoju Uzbrojenia, Departament Szkolenia oraz Departament Mobilizacyjny. Najważniejszym wśród nich jest niewątpliwie Połączony Departament Sztabowy, który zajmuje się między innymi prowadzeniem operacji i analiz wywiadowczych oraz planowaniem kampanii i opracowaniem strategii wojskowej. W jego składzie znajduje się też specjalne biuro operacji zagranicznych, które jest odpowiedzialne za planowanie i koordynację operacji militarnych prowadzonych za granicami Chin, takich jak m.in. operacja antypiracka w Zatoce Adeńskiej.
Następnym, podległym bezpośrednio pod CKW elementem zreformowanego systemu dowodzenia ChAL-W są dowództwa rodzajów sił zbrojnych. Oprócz istniejących już Wojsk Lądowych, Marynarki Wojennej, Lotnictwa, Strategicznych Wojsk Rakietowych i funkcjonujących na prawach odrębnych rodzajów sił zbrojnych dwóch struktur paramilitarnych – Uzbrojonej Policji Ludowej wraz z podległą jej Strażą Ochrony Wybrzeża oraz Zorganizowanych Sił Rezerwy, w strukturze chińskiej armii pojawiły się dwa nowe rodzaje sił zbrojnych – Siły Wsparcia Strategicznego oraz Siły Wsparcia Logistycznego. Utworzenie tych nowych rodzajów sił zbrojnych wskazuje jak w nowoczesny i kompleksowy sposób chińskie władze podchodzą do kwestii bezpieczeństwa państwa oraz ukształtowania korzystnego dla Chin nowego ładu międzynarodowego. Siły Wsparcia Strategicznego przeznaczone są bowiem do działania w nowych środowiskach walki – przestrzeni kosmicznej oraz cyberprzestrzeni. W ich składzie znalazły się więc wojska kosmiczne oraz jednostki walki radioelektronicznej i walki w cyberprzestrzeni. Do ich głównych zadań należy zaś zarówno zarządzanie flotą chińskich satelitów wojskowych, w tym m.in. systemem nawigacji satelitarnej Beidou, jak i prowadzenie szeroko rozumianej wojny informacyjnej, tj. walki radioelektronicznej, działań w cyberprzestrzeni oraz operacji psychologicznych. Głównym zadaniem utworzonych w 2018 roku Sił Wsparcia Logistycznego jest zaś zapewnienie zabezpieczenia logistycznego we wszystkich prowadzonych przez ChAL-W operacjach i misjach wojskowych. Do realizacji tego zadania mogą one zmobilizować także statki, samoloty i samochody ciężarowe znajdujące się na wyposażeniu chińskich, cywilnych przedsiębiorstw działających zarówno w kraju jak i za granicą. W skład Sił Wsparcia Logistycznego wchodzi pięć połączonych centrów logistycznych oraz Centralny Szpital Wojskowy ChAL-W. Interesującym jest, iż pomimo utworzenia dwóch nowych rodzajów sił zbrojnych ChAL-W została zredukowana aż o 300 tysięcy żołnierzy. Zredukowane zostały przede wszystkim Wojska Lądowe oraz jednostki niebojowe. Lotnictwo utrzymało swój stan liczebny, a ilość żołnierzy służących w marynarce wojennej i wojskach rakietowych uległa nawet pewnemu zwiększeniu.
Jeżeli chodzi o marynarkę wojenną ChAL-W to znacznie rozbudowany został wchodzący w jej skład korpus piechoty morskiej. Według źródeł rosyjskich docelowo ma on liczyć nawet do 100 tysięcy żołnierzy. W materiałach zachodnich mowa jest tylko o 30 tysiącach żołnierzy zgrupowanych w siedmiu, zdolnych do działania poza granicami Chin brygadach oraz brygadzie lotniczej, której zadaniem jest przerzut wydzielonych oddziałów piechoty morskiej w odległe regiony świata oraz udzielanie piechocie morskiej wsparcia powietrznego we wszystkich rodzajach operacji. Generalnie całość chińskiej marynarki wojennej ma być tak organizowana, wyposażona i szkolona, aby zgodnie z nowymi założeniami strategicznymi była ona gotowa nie tylko do zapewnienia suwerenności Chin na ich wodach terytorialnych, lecz również do działania na światowym oceanie. W jej szkoleniu ma być więc kładziony nacisk zarówno na działania obronne jak i misje patrolowo – konwojowe oraz morskie operacje połączone na dalekich morzach i oceanach.
Dostosowywane do działania w dużym oddaleniu od macierzystych baz są także siły powietrzne ChAL-W. Obecna reforma ma bowiem na celu stworzenie efektywnego lotnictwa strategicznego. Zaznaczyć przy tym wypada, iż już obecnie liczące około 2700 samolotów (wraz z lotnictwem marynarki wojennej) chińskie siły powietrzne należą do najpotężniejszych w regionie i trzecich co do wielkości na świecie. W ramach obecnej reformy przechodzą one z organizacji pułkowej w brygadową. Tworzonych jest także sześć nowych baz lotniczych umiejscowionych przede wszystkim w rejonach spornych na Morzu Południowochińskim. Reorganizowany jest również podległy Wojskom Lotniczym 15 Korpus Powietrzno – Desantowy. Już w roku 2018 został on podzielony na pięć brygad, z których jedna jest jako brygada szybkiego reagowania zdolna do natychmiastowego użycia i desantowania zarówno z samolotów jak i śmigłowców. Warto zaznaczyć, iż jest to czwarta brygada sił szybkiego reagowania w strukturach ChAL-W. Trzy pozostałe znajdują się w strukturach Wojsk Lądowych.
Na organizację brygadową przechodzą również Wojska Lądowe. Brygady zaś zorganizowane są w strukturę batalionową. Brygadę ogólnowojskową mogą tworzyć następujące bataliony: ciężki (pancerny), średni (wyposażony w opancerzone pojazdy kołowe) oraz lekki, który przygotowany jest do taktycznych desantów powietrznych, a także działań w górach i dżungli. Sześć brygad ogólnowojskowych wraz z siedmioma brygadami specjalistycznymi, tj.: artylerii, przeciwlotniczą, lotnictwa szturmowego, wojsk specjalnych, wojsk inżynieryjnych, obrony przeciwchemicznej i zabezpieczenia logistycznego tworzą grupę armii.
Oprócz wojska reformowane są także podległe CKW formacje paramilitarne, tj. Uzbrojona Policja Ludowa (UPL) i Zorganizowane Siły Rezerwy (ZSR). UPL, która do tej pory podlegała zarówno CKW jak i Radzie Państwa ChRL od roku 2018 podlega już tylko CKW. Z jej składu ubyły także Wojska Ochrony Pogranicza oraz takie „niebojowe” jednostki jak straż pożarna, straż leśna czy oddziały ochrony kopalni złota i elektrowni wodnych. Zrestrukturyzowana UPL składa się teraz z przeznaczonego do zadań policyjnych korpusu bezpieczeństwa wewnętrznego, sił reagowania kryzysowego oraz Straży Ochrony Wybrzeża. W tym zestawieniu na szczególną uwagę zasługuje licząca ok 130 dużych, uzbrojonych w artylerię kalibru powyżej 76 mm i wyposażonych w pokładowe śmigłowce okrętów patrolowych i przeznaczona do działania na szeroko rozumianych chińskich wodach terytorialnych Straż Ochrony Wybrzeża. Oprócz tych dużych patrolowców dysponuje ona również liczącą ponad 1500 jednostek flotą mniejszych jednostek patrolowych, a w przypadku zagrożenia wojennego może ona dodatkowo zmobilizować kutry i trawlery rybackie. Amerykańscy eksperci oceniają, iż chińska Straż Ochrony Wybrzeża jest najsilniejszą na świecie formacją tego typu.
Drugą paramilitarną strukturą podległą bezpośrednio pod CKW są zorganizowane siły rezerwy. Po reformie dyslokowane są one nie tylko terytorialnie, tj. w miastach i miastach wydzielonych, a nawet wsiach, lecz również wokół większych przedsiębiorstw. Dlatego też ich zadania oraz liczebność są różne i zależne od miejsca dyslokacji.
Oprócz dowództw Rodzajów Sił Zbrojnych w bezpośrednim podporządkowaniu pod CKW znajdują się także trzy wielkie uczelnie wojskowe – Akademia Nauk Wojennych, Narodowy Uniwersytet Obrony oraz Narodowy Uniwersytet Technologii Wojskowych.
Reorganizacja objęła także system dowodzenia operacyjnego. W jej ramach w miejsce dotychczas funkcjonujących siedmiu Wielkich Okręgów Wojskowych utworzonych zostało pięć podległych bezpośrednio pod CKW Dowództw Teatrów Operacyjnych (DTO). Przyjęty obecnie system ma zdaniem Chińczyków usprawnić dowodzenie połączonymi operacjami wojskowymi umożliwić sprawne działanie armii w przypadku różnych, także niemilitarnych zagrożeń. W specyficznej chińskiej poetyce zadanie to zostało ujęte w zwięzłych słowach: „utrzymać pokój, powstrzymać wojnę i wygrywać bitwy”. Dlatego też struktura nowoutworzonych DTO jest dostosowana do występujących w ich obrębie i na kierunku strategicznym zagrożeń. Generalnie w składzie każdego DTO znajduje się od dwóch do trzech grup armii ogólnowojskowych, a także dywizje i bazy lotnicze, brygady rakiet przeciwlotniczych oraz brygady wojsk ochrony pogranicza. W składzie nadmorskich DTO, tj. Północnemu, Południowemu i Wschodniemu DTO znajdują się również floty wojenne. Północnemu DTO podlega także Korpus Piechoty Morskiej. Wchodzący w skład Wojsk Lotniczych Korpus Powietrzno – Desantowy nie podlega żadnemu z DTO. Jeżeli chodzi o odpowiedzialność terytorialną to Wschodni DTO koncentruje się na Tajwanie i Morzu Wschodniochińskim, Północny DTO na Półwyspie Koreańskim, Południowy DTO przejmuje odpowiedzialność za Morze Południowochińskie, Zachodni DTO odpowiedzialny będzie, m.in. za ochronę granicy chińsko – indyjskiej, Centralny DTO będzie zaś, w razie potrzeby, zapewniał wsparcie dla pozostałych DTO.
Równolegle z reformą prowadzona jest zakrojona na szeroką skalę modernizacja ChAL – W. Nowe wzory uzbrojenia pojawiły się, m.in. na wyposażeniu strategicznych sił rakietowych. Już w roku 2014 na ich uzbrojeniu pojawiły się nowe pociski rakietowe średniego zasięgu Donfeng 26 (DF 26). Te dwustopniowe pociski rakietowe na paliwo stałe mogą razić cele znajdujące się w odległości nawet do 5000 kilometrów. Wystrzeliwany są one z wyrzutni kołowej umieszczonej na samochodzie Taian HTF 5680. Opracowana została również morska wersja tego pocisku przeznaczona do rażenia lotniskowców i innych dużych okrętów wojennych przeciwnika. Trzy lata później bo w roku 2017 na uzbrojenie chińskich strategicznych wojsk rakietowych weszły także nowe międzykontynentalne rakietowe pociski balistyczne na paliwo stałe Donfeng 41 (DF 41) o zasięgu od 10 000 do 14 000 kilometrów. Pociski te mogą przenosić nawet do dziesięciu głowic nuklearnych. Wyposażone są też we własny, współpracujący z systemem nawigacji satelitarnej Beidou system nawigacyjny. Oficjalnie umieszczone na wyrzutniach kołowych pociski rakietowe DF 41 zostały zaprezentowane w dniu 1 października 2019 roku na defiladzie z okazji 70 rocznicy powstania ChRL. Na tej samej defiladzie zademonstrowano także hipersoniczny pocisk rakietowy Xingkong 2. Rakieta ta została zaprojektowana przez Chińską Akademię Aerodynamiki i Technologii Kosmicznych. Podczas przeprowadzonego w roku 2018 lotu testowego miała ona osiągnąć pułap 30 kilometrów i prędkość 5,5- 6 Macha. Inną, związaną także ze strategicznymi siłami rakietowymi nowością z zakresu techniki uzbrojenia jest rozpoznawczy bezpilotowiec DR 8. Dron ten zbudowany jest w układzie latającego skrzydła i może osiągnąć prędkość do 4000 km/h. Przeznaczony jest on do współpracy z systemami rakietowymi średniego zasięgu DF 21i DF 26.
Hipersoniczne drony oraz lotnicza wersja balistycznych pocisków rakietowych DF 21 są przenoszone przez wprowadzone w roku 2019 na uzbrojenie strategicznego lotnictwa bombowego Chin samoloty Xian H 6N/H 6X1. Ten dwusilnikowy ciężki bombowiec nie jest co prawda nową konstrukcją. H 6 jest bowiem chińską wersją opracowanego jeszcze na początku lat pięćdziesiątych XX wieku radzieckiego bombowca Tu 16. Na wyposażenie lotnictwa ChAL – W trafił on zaś w roku 1969. Od tego czasu uległ on jednak daleko idącym modyfikacjom, m.in. zmianie uległy silniki a także dostosowano go do tankowania w powietrzu co pozwoliło na znaczne zwiększenie jego zasięgu. Możliwe, iż już w stosunkowo niedalekim czasie wysłużone H 6 zostaną zastąpione przez nowe, niewykrywalne przez radary ciężkie bombowce strategiczne. Technologię stealth Chiny mają już bowiem opanowaną czego dowodem są wchodzące na wyposażenie lotnictwa ChAL – W samoloty myśliwskie V generacji Chengdu J 20 i Shenyang J 31.
Swój ofensywny potencjał zwiększa także marynarka wojenna ChAL – W. Rozbudowywana jest, m.in. flota lotniskowców. Obok wprowadzonego do służby jeszcze w roku 2012 lotniskowca „Liaoning” (ex rosyjski „Wariag”) próby morskie przechodzi wybudowany już w Chinach, pod koniec roku 2017 lotniskowiec Typ 001A, a na pochylni szanghajskiej stoczni Jiangnan od roku 2017 znajduje się w budowie trzeci lotniskowiec określany roboczym mianem Typ 002. Oprócz niego w budowie znajdują się także trzy inne duże okręty wojenne – krążownik, duży okręt desantowy i śmigłowcowiec. W latach 2013 – 2019 chińska marynarka wojenna wzbogaciła się także aż o 45 nowoczesnych korwet rakietowych Typ 056 i Typ 56A (ostatnia wcielona do służby w dniu 5 listopada 2019 r.), a także kilka fregat Typ 054A.
W nowe, perspektywiczne typy broni przezbrajane są również chińskie wojska lądowe. Większość tych nowych typów uzbrojenia, np. czołgi podstawowe Type 99, bojowe wozy piechoty Type 04 czy rodzina opancerzonych kołowych pojazdów bojowych Type 08, został przyjęta na uzbrojenie jeszcze na początku XXI wieku. Od tego jednak czasu znacznie wzrosła ich liczba w jednostkach wojskowych tak, że praktycznie stanowią one już główny trzon uzbrojenia ChAL -W. Pojawiły się także ich zmodernizowane wersje. Nowym nabytkiem ChAL – W jest za to przyjęty na uzbrojenie w roku 2018 lekki czołg III generacji Type 15. Jest to wysoce mobilny wóz bojowy zdolny do działania w trudnym, niedostępnym dla innych czołgów terenie. Dostosowany jest on również do szybkiego przerzutu drogą lotniczą w dowolny region świata. Możliwe, iż wkrótce na uzbrojeniu wojsk lądowych ChAL – W pojawią się jeszcze nowsze maszyny bojowe. Niektóre z nich, np. bojowe wozy piechoty VN12 i VT4 były już nawet demonstrowane na odbywających się w Chinach targach uzbrojenia.
Oceniając zachodzącą obecnie wielką reformę ChAL – W należy stwierdzić, iż nie jest ona, jak chcą tego co poniektórzy zachodni, gł. amerykańscy analitycy, dowodem agresywnych i imperialnych dążeń chińskiego kierownictwa państwowego. Wręcz przeciwnie, należy ją potraktować jako dowód na strategiczne myślenie i poważne podejście Chińczyków do kwestii bezpieczeństwa państwa we współczesnym mocno turbulentnym i pełnym nowych zagrożeń świecie. Działanie takie jest zgodne ze starą, chińską maksymą, iż nie można zostawić leżącego na talerzu mięsa bez należytej ochrony. W pewnym sensie jest ona też odpowiedzią na działania innych państw, m.in. Japonii, która nie tylko zwiększa wydatki na wojsko, lecz także zamierza odejść od dotychczas obowiązującej, pacyfistycznej konstytucji. Warto też zwrócić uwagę, iż Chiny są praktycznie jedynym z pretendentów do światowego przywództwa, którego siły zbrojne nie uczestniczą w żadnym z trwających obecnie konfliktów. Chińskie siły zbrojne są co prawda obecne w niektórych zapalnych regionach świata, np. w rejonie Zatoki Adeńskiej, Sudanie Południowym czy Mali, ale wykonują tam misje o charakterze ochronnym czy pomocowym. Nie ma więc podstaw by uważać chińską reformę wojskową za szczególne zagrożenie dla światowego pokoju.

Druga szansa starych lokomotyw

Życie (na polskich szlakach kolejowych) zaczyna się po czterdziestce. Tabor wyprodukowany jeszcze w czasach PRL-u jest na tyle dobry, że naprawia się go, modernizuje – i wozi nim coraz więcej pasażerów.

Polskie koleje mają za mało lokomotyw. Ich deficyt jest szczególnie dotkliwy w okresach wakacji i ferii, gdy ludzie gniotą się w pociągach, pomstując, że kursują tak rzadko.
Ale do tego, by można było uruchamiać więcej pociągów, potrzebne są wagony i lokomotywy. Tymczasem lokomotyw brakuje. Można je oczywiście kupić – ale na to z kolei brakuje pieniędzy.
Z wagonami też zresztą bywa krucho i musimy się ratować, wypożyczając je od braci Czechów (którzy mają ich pod dostatkiem).
Wynajęcie lokomotyw, zwłaszcza pasażerskich, to już jednak sprawa bardziej skomplikowana i kosztowna. Dlatego pociągi pasażerskie w Polsce są ciągnięte przez lokomotywy, wykorzystywane tak długo jak się da – a więc mocno leciwe, mające często ponad 40, a czasami i ponad 50 lat.
Są to pojazdy w zasadzie już muzealne, które, gdyby były samochodami, mogłyby mieć żółte tablice rejestracyjne. Wystawia to niezłe świadectwo trwałości tych maszyn, wyprodukowanych wszak w zamierzchłych czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Każdy sprzęt z czasem jednak się zużywa i wymaga gruntownej kuracji, zwłaszcza, gdy chodzi o bezpieczeństwo przewożonych pasażerów.

Tabor jak wino

PKP Intercity, państwowy przewoźnik pasażerski, od lat wykorzystuje stare lokomotywy po modernizacji. Najpierw były to lokomotywy elektryczne, ale ponieważ w Polsce duża część linii kolejowych nie jest zelektryfikowana, więc żeby móc wozić ludzi, trzeba modernizować również i lokomotywy spalinowe.
Ani to ekologiczne, bo spalinowozy smrodzą i zatruwają powietrze, ani racjonalne, bo jeżdżą one dużo wolniej od elektrowozów – ale innego sposobu nie ma.
Teoretycznie, znacznie efektywniejsze byłoby wykorzystywanie nowych, lekkich szynobusów spalinowych, zamiast ciężkich, spalających dużo ropy lokomotyw. Szynobusy trzeba jednak wyprodukować i kupić, a lokomotywy już są – tylko, że wiekowe, więc należy je zmodernizować.
Dlatego też PKP Intercity podpisało z Fabryką Pojazdów Szynowych H. Cegielski w Poznaniu umowę na modernizację 13 spalinowych lokomotyw manewrowych SM42 (na zdjęciu).
Od 1965 roku lokomotywy te produkował znany chrzanowski zakład Fablok, założony w 1919 r. Fablok zdołał wprawdzie przetrwać Plan Balcerowicza, ale poległ pod gilotyną Narodowych Funduszy Inwestycyjnych – i ostatecznie upadł w 2013 r. Wartość całego kontraktu modernizacyjnego to 90 mln zł brutto, wychodzi średnio po około 7 mln zł na jedną lokomotywę.
Nawet ten, najtańszy sposób radzenia sobie z deficytem taboru, przekraczałby możliwości finansowe PKP Intercity – ale na szczęście jesteśmy w Unii Europejskiej, więc ta modernizacja będzie współfinansowana w ramach unijnego programu operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014 – 2020.
Dzięki środkom z UE nasz państwowy przewoźnik w ciągu kilkunastu miesięcy uzyskał na różne cele dofinansowanie, wynoszące w sumie ponad 650 mln zł.

Gdy się nie ma co się lubi

Lokomotywa manewrowa SM42 z założenia jest przeznaczona właśnie do manewrowania – czyli do przeciągania wagonów, przeważnie towarowych, z jednych torów na drugie, co jest potrzebne zwłaszcza na większych stacjach. Nie jest ona przystosowana do prowadzenia składów pasażerskich.
Jednak gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma – więc lokomotywa SM42 już dawno, oprócz przeciągania wagonów, zajęła się ciągnięciem całkiem poważnych, dalekobieżnych pociągów pasażerskich.
W rezultacie, dziś jest to lokomotywa spalinowa najpowszechniej używana u nas w ruchu pasażerskim. Po polskich torach jeździ ich ponad 1100.
Tej nobilitacji sprzyjało to, że lokomotywa jest wprawdzie stara, ale za to wytrzymała i dość prosta konstrukcyjnie. Za często się więc nie psuje, zaś gdy to już się zdarzy, dosyć łatwo można ją naprawić. Ma za sobą karierę międzynarodową, bo w czasach PRL-u eksportowaliśmy ją do różnych krajów.
Wystąpiła nawet w filmie – amerykańskim, hollywoodzkim, z udziałem takich gwiazd jak Michael Douglas, Kathleen Turner i Danny DeVito. Był to „Klejnot Nilu” z 1985 r. – kontynuacja (sequel) „Miłości, szmaragdu i krokodyla”. Akcja „Klejnotu Nilu” toczy się m.in. w Maroku – a kilkanaście lat wcześniej koleje marokańskie kupiły właśnie 37 lokomotyw SM42.
Są to zatem pojazdy zasłużone, ale i wysłużone – w żaden sposób nie da się ich uznać za sprzęt nowoczesny. W końcu tę lokomotywę zaprojektowano aż 60 lat temu, w Centralnym Biurze Konstrukcyjnym Taboru Kolejowego.
Jej apetyt na paliwo jest dosyć spory, przyśpiesza, nazwijmy to, dostojnie, w czasie jazdy hałasuje i trzęsie się. A z racji osiągów, określanie pociągów, które ciągnie mianem „pośpiesznych”, jest mocno na wyrost. SM 42 rozwija bowiem maksymalnie, zaledwie 90 kilometrów na godzinę – i żadna modernizacja nie sprawi, by jeździła szybciej.
PKP Intercity nie mają jednak wyboru i muszą korzystać z tych lokomotyw w ruchu pasażerskim. Żeby zaś mogły je bezpiecznie i w miarę bezawaryjnie eksploatować, muszą je najpierw zmodernizować.

Wystarczy na kolejne pół wieku?

Obecna modernizacja 13 lokomotyw SM42 jest już kolejną inwestycją tego rodzaju. Kilka lat temu, na zamówienie PKP Intercity, gruntownie zmodernizowano 20 innych pojazdów SM42. Kiedy poszły do remontu, miały od ponad 40 do 50 lat.
Wtedy ich modernizacją zajęło się przedsiębiorstwo Newag, czyli dawne Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego w Nowym Sączu, a jeszcze wcześniej (od 1876 r.) austriackie Cesarsko-Królewskie Warsztaty Kolejowe. Gdy Newag modernizował te lokomotywy, był już firmą prywatną, należącą do Zbigniewa Jakubasa. Teraz wieją nieco inne inne wiatry – i jest dobrze widziane, żeby państwowy przewoźnik składał zamówienia w państwowych firmach. Obecna modernizacja 13 starych SM42 zostanie więc przeprowadzona w „Cegielskim”. Poznańska firma ma 24 miesiące od zawarcia umowy na realizację tego zamówienia.
Jak zapowiadają PKP Intercity, pojazdy zyskają nowoczesne silniki spalinowe, spełniające najnowszą normę emisji spalin. W lokomotywach ma pojawić się układ sterowniczy na mikroprocesorach, co ponoć poprawi właściwości trakcyjne pojazdu (to raczej wątpliwe), oraz pozwoli zmniejszyć zużycie paliwa (co bardzo prawdopodobne). Lokomotywy będą mogły przesyłać energię elektryczną do wagonów, co ma znaczenie zwłaszcza wtedy gdy dzień jest krótki a temperatura niska.
„Po modernizacji poprawi się bezpieczeństwo pracy lokomotyw, a także ich niezawodność. Niższe będą także koszty eksploatacji unowocześnionych pojazdów SM42. Zaplanowane prace przyczynią się do zwiększenia komfortu pracy maszynistów. Zastosowane rozwiązania wpłyną na obniżenie hałasu i drgań” – oświadczyły PKP Intercity.
Przewoźnik podkreśla, że zmodernizowane lokomotywy SM42 staną się „bardzo istotną częścią naszego parku taborowego” i będą stosowane uniwersalnie.
Wydaje się jednak, że trudno opierać przyszłość naszego przewoźnika pasażerskiego (mającego wszak ambicje rozwijania szybkich pociągów ekspresowych) na półwiecznych, powolnych spalinowozach, choćby i solidnych oraz zmodernizowanych.

 

Fundusze europejskie – blaski i cienie

Ostatnie budżetowe propozycje Unii – przewidywane cięcia – to niewątpliwa satysfakcja dla opozycji, ponieważ rząd wreszcie ponosi konsekwencje za uporczywe „gryzienie karmiącej unijnej ręki”.

 

Pomoc finansowa Unii  dla Polski słabnie.

Jednak pierwsze poczucie złośliwej satysfakcji, że harda władza oberwała, z czasem powinno ustąpić i przerodzić się u obywateli w głębszą refleksję na temat tego, co z tą pomocą jest w porządku, a co niekoniecznie. Bo wbrew powszechnemu mniemaniu nie każda pomoc czy subsydia mają zbawienne działanie, a to, co na krótką metę wydaje się zdrowe, na dłuższą może zaszkodzić.
Nie chcę przez to powiedzieć, że można usprawiedliwić błędy rządu w stosunkach z Unią. Nie twierdzę też, że część subsydiów można sobie odpuścić. Po prostu chciałbym skłonić nas wszystkich do zastanowienia się, jakie są długoterminowe skutki pobierania unijnej kasy.
Wkrótce fundusze zabrane z polskiej puli środków powędrują do krajów południa, które już dawno podlegały podobnym do naszych przemianom cywilizacyjnym przy wsparciu UE.
Pytanie, czy po mocnym zastrzyku europejskiej gotówki te kraje poradzą sobie same, czy też potrzebna jest dalsza pomoc? Niestety wygląda na to, że Portugalia, Hiszpania, Włochy czy Grecja wymagają dalszego wsparcia – bezrobocie, zwłaszcza młodych, jest tam zatrważające.
Coś z tym trzeba robić – a trudno cokolwiek skutecznie przedsięwziąć bez zewnętrznego darmowego finansowania.
Kolejne pytanie: czy Polska po dokonaniu wielkich europejskich innowacji może znaleźć się w podobnej sytuacji? W moim przekonaniu jak najbardziej. Idziemy, podobną drogą, co kraje południa i strukturalne problemy wystąpią jak u nich.
Analiza wcześniejszych unijnych działań na południu dowodzi, iż właśnie ta „pomoc” spowodowała katastrofalne problemy strukturalne, które Unia musi teraz sama naprawiać. Problem w tym, że Bruksela albo wstydzi się przyznać do błędu albo autentycznie nie odróżnia przyczyn od skutków. Zasadniczo Unia chce dobrych zmian, ale przedsionki piekieł są wybrukowane dobrymi chęciami. Istnieje prawdopodobieństwo, że Eurokraci z Brukseli rozumują po prostu na zasadzie „Unia dała za mało, dlatego na te kraje nadal trzeba łożyć”. A być może istnieje też głęboko skrywana motywacja podszyta rasizmem – przekonanie, że na południu żyją lenie i lekkoduchy. A to tam powstawały wielkie imperia
W moim mniemaniu istnieje jeden pierworodny błąd zrozumienia całości kryzysowej sytuacji na południu, a bez całościowego zrozumienia nie można określić działań zaradczych. Jak powiedział Hipokrates: dobre leczenie to dobra diagnoza. AD REM: Gdy nowe, biedniejsze kraje, czy to z południa, czy ze wschodu Europy były przyłączane do bogatej Unii – dążyły do tego, aby się do niej upodobnić. Pierwsza konstatacja po podpisaniu traktatu akcesyjnego? Brak nowoczesnych narzędzi pracy, nowoczesnej infrastruktury, przestarzałe szkolnictwo, prymitywne rolnictwo i przetwórstwo, braki prawnej infrastruktury, brak korpusu funkcjonariuszy państwa, itd. Do krajów tych przybywały tabuny europejskich doradców ds. transformacji (nierzadko będący tylko bogatymi ignorantami, którzy nigdy przecież nie budowali zrębów swoich państw. I kiedy mówili nam – zniszczcie PGR-y i komunistyczne fabryki, kupowaliśmy to w ciemno. Tymczasem Czechy i byłe NRD niczego pospiesznie nie burzyły, przekształciły dawne PGR w indywidualne spółdzielnie lub prywatne firmy i dobrze to funkcjonuje. Chiny przeprowadziły transformację na swoją własną modłę – wprowadziły pełną wolność gospodarczą przy zachowaniu sprawnego aparatu byłego komunistycznego państwa. Rezultat można tylko podziwiać. One niczego pośpiesznie nie burzyły. A u nas kwitła niekompetencja tych, którzy zawładnęli państwem po 1989 roku i być może niedługo nawet doczekamy się pomnika działacza związkowego Wrzodaka, który z pianą na ustach zniszczył URSUS. Długo nam zajęło zrozumienie, że wielka „Solidarność” niekoniecznie przyniosła nam samo dobro, do władzy doszły duże grupy populistycznych związkowców. (Choć akurat Lech Wałęsa zachował wiele chłopskiego zdrowego rozsądku, a jego skróty myślowe są genialne – vide „bieda prowadzi do rewolucji, rewolucja prowadzi do nędzy”). Co było nasze – w dużej mierze sami zniszczyliśmy, jeszcze zanim nadeszła UE.

 

Co właściwie jest nie tak  z unijną pomocą?

Cały paradoks opiera się na tym, że Unia chcę dobrze. Ale pamiętajmy, że przedsionki piekieł są wybrukowane dobrymi chęciami. Wciąż istnieje niebezpieczeństwo, że wielkie subsydia nie tylko usprawnią państwa Unii, ale też w pewnych aspektach trwale je zdeformują.
Dlaczego więc wszyscy chcą brać więcej i więcej? Przez wiele lat procesu modernizacji ujemne skutki po prostu nie zdążyły się pojawić. Objawiają się wtedy, gdy nikt ich się nie będzie spodziewał. Oto scenariusz:
Gdy po dziesiątkach lat pomocy wszystko już zostanie zbudowane, autostrady będą błyszczeć, nowoczesne fabryki pracować, instytutu naukowe będą już zbudowane, czas na samodzielne życie na własny rachunek, nawet wypadałoby im zostać płatnikiem dla Unii. Wtedy zgrzyt: firmy masowo upadają, miliony idą na bezrobocie i wychodzą na ulice Lizbony, Aten, Barcelony wybijać szyby oraz walczyć z policją. A do polityki wkraczają faszyzujący nacjonaliści z hasłami opuszczenia UE. Brzmi znajomo?
Wytłumaczenie tego zjawiska jest proste. Wielkie modernizacyjne inwestycje kasie są kosztowne w utrzymaniu, a wiele tych inwestycji jest przewymiarowana. Oczywiście wspaniałe autostrady to nie fikcja, piękne lotniska też. A jednak za cudze i półdarmowe pieniądze buduje się na wyrost i ze zbędnymi luksusami, nie patrząc na wysokie koszty utrzymania.
Lotnisko w Radomiu nie odprawiło żadnego dużego samolotu, Jezioro Jamno wysycha – bo zrobiono niepotrzebne wrota przeciw zalewowe za kilkaset milionów.
Gdy 2 lata temu jechałem autostradą Porto-Lizbona – widziałem pustki, wszyscy pojechali ichnią Gierkówką, która była bezpłatna. Lwia część projektów innowacyjnych, na oko jakieś 80 %. już w swoim założeniu to horrendalne bzdury. Wiele przedsięwzięć to innowacje pozorne, inwestycje w kapitał ludzki z początku sprawiają wrażenie cudu gospodarczego. Najpierw pieniądze płyną szeroką strugą, jednak państwa-beneficjenci muszą dołożyć swój wkład, więc się zadłużają. Przykładowo każdy zafakturowany kawałek drogi za unijne fundusze wzbogaca budżetowy VAT. Wszyscy w kraju się kłócą, bo jest, co dzielić. Oto przykład innowacji:
Dwa lata temu mój młodszy brat z podwarszawskiej Kobyłki (rencista z rakiem) został zaproszony przez Urząd Pracy na kurs komputerowy. Odmówił – nie ma komputera i jest wykluczony z rynku pracy. Zagrożono mu, że nie dostanie węgla na koniec roku, przysłano busik, zapewniono obiady i wycieczkę nad Bałtyk. Taka grupa wiejskich pijaczków z Kobyłki i podobnych miejscowości Mazowsza: Nadarzyna, Kobylaka, Ossowa, Turowa, Stefanówki – to nasza dolina krzemowa.
Czy taka forma inwestycji w kapitał ludzki ma ekonomiczny sens? Oczywiście – przecież zarobił organizator, restauracja, sprzedawca komputerów, właściciel wynajętej sali, firma transportowa, hotel nad Bałtykiem… Skorzystał też niewątpliwie brat, bo na koniec roku dostał nie pół tony, a tonę. Takich gmin i jednostek jest tysiące, cała Polska, aż błyszczy od krzemu. Podobnie było z lotniskiem w Radomiu – też zarobiło mnóstwo krewnych i znajomych królika.
Wiele inwestycji unijnych to tylko mnożenie długu, budowanie złudzeń, że ta pomoc działa, bo budżet w okresie tych inwestycji ma dochody, a ludzie – pracę. W okresie inwestycji szybko postępuje koncentracja produkcji, a firmy i usługi stają się coraz większe i nowocześniejsze. Rolnictwo przekształca się w system wielkich farm a handel – wielkich galerii. Wszyscy mają pieniądze, rząd dobrych panisków daje nawet kasę za darmo.
Jednak w tych nowoczesnych firmach pracuje coraz mniej ludzi. Momentami nawet, gdy są realizowane wielkie modernizacje bywa, że brakuje ludzi do pracy, bo proces przebudowy potrzebuje masy pracowników. Ale gdy kończy się modernizacja, objawia się wielkie strukturalne bezrobocie. Ludzie tracą pracę, bo przestają być potrzebni w, spada obrót i wpływy budżetowe.
Państwa południa udowodniły, że lata pomocy zbudowały tylko blichtr – a pozbawiły ludzi trwałego umocowania socjalnego. W bogatych domach w Grecji, Hiszpanii, Portugalii częstokroć żyją ludzie za emeryturę babci lub dziadka. Grecja już dawno zbankrutowała, bo od lat ktoś inny spłaca za nią długi.
Proces modernizacji państw południa przy wsparciu UE przebiegał sprawnie. Na skutek gigantycznej pomoc ekonomicznej szybko został unowocześniony i skoncentrowany przemysł, – ale też przetwórstwo, infrastruktura. Po zakończeniu modernizacji ludzie, którzy to wszystko budowali, tracą masowo pracę, a nie ma powrotu do małych gospodarstw, bo przestały istnieć.
Grek nie wróci na swój mały kuter, bo za 100000 euro go zezłomował, zaś otwarta za te pieniądze smażalnia przestaje przynosić zyski, bo reszta ludności też ubożeje.
Gdy cztery lata temu jechałem autobusem z Szanghaju do Pekinu, widziałem po drodze jak malutkie gospodarstwa rolne twardo pracowały, na wąskich polach jeździły małe kombajny i traktorki. A u nas? Nawet na małych zagonach widać olbrzymie unijne traktory, – choć w przyszłości ich obsługa to dla gospodarstwa finansowa katastrofa. Tam ktoś myśli o ludzkim bycie i pracy, a my nadal powielamy niebolszewickie marzenia o wielkiej mechanizacji i wielkich farmach. Czy nie czas na refleksję, jaką mamy mieć docelowo strukturę gospodarstw rolnych i jaką rolę ma grać w tym wszystkim drobna wytwórczość? Tu właśnie jest rola odpowiedzialnych partii ludowo lewicowych jednak bez populizmu.

 

Największą pomoc unijną przechwytują giganty gospodarki i sitwy.

Gospodarka Grecji, działając w warunkach sztucznej czasowej prosperity, przywykła już do stałego dopływu subsydiów inwestycyjnych, my już też. Gdy nadszedł krach – na scenie politycznej natychmiast pojawił się populizm, faszyzm, ultra nacjonalizm, z perspektywą rządów bezprawia i niesprawiedliwości.
By cały ten proces sztucznej modernizacji nie skończył się u nas nadejściem faszyzmu – czas, by odpowiedzialne prospołeczne ugrupowania weszły znowu do codzienności polityczno-gospodarczej, ponieważ tanie populizmy wspierające się pospolitym kłamstwem prowadzą nas na skróty do katastrofy. Olbrzymie pieniądze bez realnej kontroli, bo Unia daleko, to potężne narzędzie korupcji politycznej. Za te fundusze samorządowcy czy administracja kupuje sobie wpływy lub bogaci siebie i swoje kliki. Wokół funduszy powstały całe złodziejskie sitwy. Bez zawodowej służby cywilnej niemożliwe jest uczciwa modernizacja, kto do końca zniszczył ten korpus chyba wiemy. Nie wystarczy obsadzenie wszystkich stanowisk Misiewiczami, tu musi być struktura jak we Francji, Niemczech czy Anglii. Gdy skończą się fundusze ultra bogaci na pokolenia pojadą na zasłużone wakacje a długi zapłacą ci, co na nich nic nie skorzystali. Czas najwyższy byśmy przekierowali pomoc na projekty infrastrukturalne, służbę zdrowia inne działania prospołeczne. Przetaniony sprzęt unijny niech będzie dostępny dla ogółu przedsiębiorców a nie dobrze zorganizowanych klik. Czas na pełną transparentność procesu tej pomocy. Pomoc nie może służyć powstawaniu magnackich majątków na 3 pokolenia naprzód. W tej chwili można zbudować całkowicie prywatny hotel za fundusze pomocowe, zajazd nawet z czasem dom publiczny, wystarczy dobry biznes plan. Tworzenie nowych firm za fundusze wykańcza firmy bez dotacji, na wolnym rynku nie może być inaczej.
Mój tekst powinien skłonić też do refleksji, iż czas na powrót do realnego życia politycznego i społecznego dojrzałych ugrupowań politycznych – działających nieprzerwanie, a niefunkcjonujących tylko od jednych wyborów do drugich. Wielkie grupy średniego pokolenia zostały wykluczone, bo to, komuna,. Inni są poza nawiasem, bo nie chodzą w procesji. Wspinanie się do polityki po plecach kościoła to polityczne złodziejstwo i nieuczciwość. Tylko niewielu hierarchów to rozumie. Franko umarł i puste kościoły. Jest tak wiele spraw społeczno-gospodarczych, które wymagają ciągłego nadzoru niezależnych ugrupowań politycznych!
Proste recepty kłamliwego populizmu prowadzą nas do otchłani. Czas już włączyć zdrowy rozsądek. Cała sztuka to wykorzystać olbrzymią szansę modernizacji europejskiej i nie popaść w kłopoty.
To właśnie czynnik społeczno-polityczny musi zostać uruchomiony na nowo. Kościoły powinny skupić się na życiu w zaświatach, a doczesne sprawy powierzyć dojrzałym, dojrzałym działaczom społeczno politycznym.. Na marginesie – „komunizm” w Polsce to de facto okres stalinizmu – do 1953. Jego ofiarami padali też ideowi komuniści. Znielubiony Gomułka cudem uniknął śmierci.
Nie ma idealnych partii ani ustrojów, ale nadszedł czas na poważne debaty bez etykiet i uprzedzeń. My, światli Polacy – walczmy na argumenty, a nie na prymitywne obelgi. Oprócz połajanek i epitetów włączmy społeczno-polityczny nadzór kierunku rozwoju państwa, starajmy się, choć uczyć na błędach innych, a to zaprocentuje.