Fejk niusy

• Zamknięta Kalifornia i otwarta Floryda. Zakażeń tyle samo. Wniosek? Rząd dorzyna polski biznes. Celowo czy z głupoty?
• Infolinia. Telefoniczne zapisy seniorów 80+.

  • Niestety, w Warszawie nie ma wolnych miejsc.
  • A może pani zaproponować jakieś 3 inne miejscowości w pobliżu?
  • Tak, mogę trzy.
  • Poproszę.
  • No, na przykład Zakopane, Szczecin i Białystok.
  • Ale proszę o jakieś bliżej Warszawy.
  • Nie mogę.
  • Dlaczego?
  • Powiedziałam, że mogę zaproponować tylko trzy.
  • No dobrze. A czy zaszczepię się w Zakopanem, Szczecinie albo Białymstoku?
  • Niestety, tam nie ma wolnych miejsc.
    • Już wiemy, po co na Żoliborz ściągają z całej Polski oddziały policjantów ze sprzętem bojowym. Wcale nie ochraniają domu Kaczyńskiego. Oni chronią mieszkańców Żoliborza przed hordami chuliganek.
    • Kolejna ustawa. Minister w dowolnej chwili będzie mógł wyłączyć cały internet na terenie Polski. Albo ukarać portal / bloga karą do 50 mln zł. Czemu? Obecnie nie ma wolności wypowiedzi, więc rząd PiS chce to zmienić.
    • A jak po podatku cukrowym zdrożeją napoje i ludzie będą kupować tylko wodę – ją też trzeba będzie dodatkowo opodatkować.
    • Żeby bibliotekarze się nie nudzili, MEN każe im liczyć strony książek. Jak ma mniej niż 49 stron – jest to broszura. Problem w tym, że w tej samej bibliotece „Janko Muzykant” będzie broszurą czyli byle czym lub książką czyli literturą, w zależności od wydania. Pytanie: jak ta bardzo ważna informacja z punktu widzenia Ministerstwa, przełoży się na proces nauczania w szkołach?
    • Skrobanka będzie karana jak morderstwo – 25 lat lub dożywocie. Już zaczynają prace nad ustawą. Będzie jazda.
    • Pytanie. Skoro Hołownia nie podbiera PiSowi, z kim (ewentualnie) po wyborach wejdzie w koalicję?
    • Putin: – Nie moje. Takie pałace można u nas kupić w każdym sklepie.
    • A co trzeba, żeby w PL zrobić impiczment i ostry cień mgły?

Ogród płomiennej namiętności

Palący problem nagłego wybuchu konserwatyzmu obyczajowego na terenie ogródków działkowych.

Ogrody działkowe pełnią funkcje wypoczynkowe, rekreacyjne, zdrowotne, a także przyczyniają się do poprawy jakości życia – opowiadają pracownicy Polskiego Związku Działkowców. Nie jest to jednak cała prawda. Działki mają o wiele więcej funkcji. Dzięki nim mają pracę nie tylko ludzie z firm zaopatrujących sklepy ogrodnicze. Ogródki dają pracę osobom, których nie podejrzewalibyśmy o minimalne choćby związki z miejscami gdzie kopie się grządki, sieje kwiaty i przycina drzewa wraz z krzewami. Tymczasem, bez ogródków działkowych nudziliby się tak patomorfolodzy jak strażacy czy pracownicy pogotowia. No i wytwórcy trumien tudzież grabarze. A nade wszystko funkcjonariusze policji.
Ogródki są bowiem siedliskiem przestępczości wszelakiej, acz pospolitej. Przyznają to sami działkowcy, którzy zrobili stosowne badania i wyszło im, że niemal w każdym ogródku choć raz w roku dochodzi do kradzieży z włamaniem. Oczywiście najczęściej czasie, gdy wegetacja roślin zamiera, a działkowcy na parę miesięcy zapominają, że są działkowcami. Życie na terenie ogródków jednak nie zamiera. Bo tak się skład, że gdyby nie działkowcy i ich wypasione altanki, wiele osób nie miałoby gdzie spędzać zimy. No i zapraszać znajomych na cieszenie się swoim towarzystwem. Oraz wspólną degustację napojów zawierających etanol.
Gdyby w Krakowie przy Makuszyńskiego nie było ogródka działkowego, to pan Paweł mógłby wciąż wykonywać zawód lakiernika, nie płacić alimentów na swoich troje dzieci. A nawet mógłby towarzyszyć życiowo swojej konkubinie i jej przyjacielowi.
Ogródek jednak był, a w nim od Dnia Kobiet w tamtym roku odbywała się stosowna impreza. Jej gwiazdą była, licząca sobie 39 wiosen, pani Ania. Towarzyszyli jej zaś o rok starszy pan Maciej oraz pan Leszek. Jak mówią wtajemniczeni, pierwszy z panów był aktualnym partnerem pani Ani, a drugi nie był. Niemniej jednak w chwilach niemocy pana Macieja zastępował go godnie.
W takąż sielankę pozwolił sobie wejść pan Paweł. Niebezzasadnie, bo panią Anię, młodszą od siebie o dekadę, znał niemal od dziecka. Początkowo stąd, że była siostrą jego koleżanki z klasy, a potem z powodu wspólnego z panią Anią cieszenia się miłością fizyczną. Sporadycznego – co prawda – ale bardzo wielokrotnego.
I właśnie namiętność była tym, co 9 marca sprowadziło pana Pawła do altanki przy Makuszyńskiego. A rosła ona wraz z ilością tego co przyniósł ze sobą w niepustych przecież rękach, a co lądowało w gardłach biesiadników. Aż się skończyło.
Podówczas to, pan Leszek wyruszył, aby zapas odświeżyć. Ledwo zniknął za drzwiami, pan Paweł zwerbalizował swoje seksualne pragnienie. I miast spotkać się ze zrozumieniem reszty, otrzymał rekuzę. Słowną. Zaoponował głównie pan Maciej. Sposób w jaki odmówił wdzięków pani Ani panu Pawłowi tak się temu nie spodobał, że panowie – niczym średniowieczni rycerze – starli się w pojedynku o białogłowę.
Wygrał go pan Paweł przez wielokrotny nokaut. Wielokrotność wzięła się stąd, że gdy przegrany był już pozbawiony świadomości to pięści pana Pawła wciąż lądowały na jego twarzy.
Pokonawszy rywala pan Paweł liczył, że niewiasta uzna wynik pojedynku i zrobi zadość jego pragnieniom. Przeliczył się.
Kobiecie nie spodobała się pokrwawiona twarz partnera oraz technika zalotów pana Pawła. Skutkowało to słowną odmową wprowadzenia penisa Pana Pawła do własnej pochwy. Tak jak i w jakiekolwiek inne miejsce.
Tego pan Paweł, który od paru miesięcy na nowo się z fizycznością pani Ani zintegrował, zrozumieć nie mógł. Pozwolił sobie zatem naruszyć jej nietykalność, poprzez uderzanie pięściami. Ponieważ stanowisko pani Ani było niezmienne, choćby dlatego, że nie mogła mówić, pan Paweł pozwolił sobie pozbawić ją przyodziewku. Potem korzystając z leżących obok ubrać skrępował nogi kobiety. Ręce zaś przywiązał do wystającego ze ściany za kanapą gwoździa. Nie wiedzieć czemu w tym czasie panu Pawłowi wywietrzała z głowy myśl o erotycznych karesach. Pojawiła się za to żądza ognia.
Podpalił zatem kanapę na której leżała skrępowana, ale przytomna kobieta. Podpalił parę innych miejsc, które podpalić się dały. Do płomieni dorzucił dwa leżące na wierzchu dezodoranty. I wyszedł.
Postał chwilę na zewnątrz i gdy wybuch dezodorantów rozprzestrzenił pożar na całą altanę, uznał swoją misję za zakończoną.
To był błąd. Nie przewidział hartu ducha pana Macieja. Ten bowiem nadgryzany jęzorami ognia odzyskał przytomność. I to na tyle, aby skonstatować, że pani Ani pomóc nie zdoła. A sobie – jak najbardziej. W związku z czym wziął i wyszedł. Dotarł nawet na stację benzynową, skąd wezwał pogotowie, policję i służby gaśnicze. Te ostatnie tylko po to aby dogasiły zgliszcza i skonstatowały odnalezienie zwęglonych zwłok.
W tym czasie pan Paweł wrócił na łono konkubinatu, poszerzonego o przyjaciela domu. I oznajmił, że puścił z dymem altankę wraz z dwiema osobami. Partnerka pana Pawła i ich znajomy słysząc to oświadczenie powiedzieli, że jak sam na siebie nie doniesie, to zrobią to oni. Wobec takiego przejawu nielojalności pan Paweł wykonał telefon na policję oznajmiając, że dokonał masowego zabójstwa.
Policja przyjechała szybko i umniejszyła panapawłowe poczucie winy przemieszane z kacem. Pomniejszyła o jedną ofiarę, która przeżyła. I mimo poparzeń II i III stopnia, wstrząśnienia mózgu i innych kontuzji złożyła nader ciekawe zeznania.
Teraz pan Paweł siedząc w areszcie i od czasu do czasu na sali sądowej, zastanawia się jak do tego doszło. I wciąż nie może zrozumieć dlaczego pani Ania nie chciała. Ale ponieważ nic nie zapowiada, żeby w pierdlu spędził mniej niż ćwierć wieku, to może z czasem na tak postawione pytanie sobie odpowie.
Spalonej altanki nikomu się nie chciało odbudować. Tak samo jak wielu innych, które co roku palą się w ogródkach działkowych wraz z zawartością mieszkających w nich zimą i dogrzewających się żywym ogniem bezdomnych. Czasem jednak działkowcy mają szczęście, bo zamiast pożaru lokatorów minidomków zabija czad, dopalacze, trefne dragi, czy cokolwiek innego, co jednak nie niszczy altanek.
Nikt nie prowadzi statystyk umieralności na terenie ogródków działkowych, ale zdaniem policjantów liczba śmiertelnych ofiar ogródków to najwyżej 100 rocznie. I troszkę spada.
Co dziwne nie jest, bo ogródków działkowych jest coraz mniej. W ciągu ostatnich 11 lat powierzchnia tego typu obiektów skurczyła się o 2,8 tys. hektarów. Ubyło ponad 51 tys. działek. Ale i tak jest ich ponad 900 tysięcy. Dzięki czemu życie towarzyskie i uczuciowe Polaków wciąż ma gdzie rozkwitać.

Święto Wiosny – tradycje, zwyczaje i obrzędy

Zodiak chiński, podobnie jak zodiak europejski, składa się z 12 znaków. Jednak jeden chiński znak zodiakalny obejmuje jeden rok, a nie miesiąc, tworząc tym samym dwunastoletni cykl. Każdemu znakowi patronuje jedno zwierzę, którego charakterystyczne cechy – według tradycji – dominują u ludzi urodzonych pod tym znakiem. W tym roku, 25 stycznia wejdziemy w Rok Szczura.

Po chińsku „nian” to rok, a o obchodzeniu Nowego Roku mówi się „guonian”, co na język polski można przetłumaczyć jako „przepędzanie nian”. Oto, co mówi legenda:
Dawno, dawno temu ludzi prześladował straszny potwór zwany Nian, który gdzie się nie pojawił, wszędzie siał spustoszenie. Za karę Niebiański Bóg uwięził go w odległych górach, ale pozwolił mu wychodzić na wolność raz w roku. Minęło dwanaście miesięcy i Nian opuścił swoje górskie więzienie. Ludzie zbierali się i wspólnie zastanawiali, jak poradzić sobie z rozjuszonym potworem. Ktoś powiedział, że Nian boi się czerwonego koloru, ognia oraz huku i głośnych dźwięków. Ludzie wywiesili, zatem, na drzwiach domostw kuplety pisane na czerwonym papierze, zaczęli strzelać z fajerwerków i walić w bębny i gongi. Nian w trwodze uciekł w góry, tam szukając dla siebie schronienia…
Święto Wiosny to wyjątkowy czas rodzinnych spotkań (często związanych z długimi podróżami, bo zwyczaj nakazuje odwiedzenie rodzinnych stron), suto zastawionych stołów, jarmarków świątynnych, wizyt u przyjaciół. Tak jak w Polsce przed Bożym Narodzeniem, święto to poprzedza okres intensywnych przygotowań, zakupów, gruntownych porządków, składania życzeń…
 Przedstawiamy kalendarz tradycyjnych zwyczajów i obrzędów towarzyszących obchodom chińskiego Nowego Roku.
 23 dzień dwunastego miesiąca
Zgodnie z tradycją to początek obchodów Święta Wiosny. Tego dnia Chińczycy składają ofiarę Bóstwu Kuchni – Zaojun. Na obrazkach z jego podobizną pokrywają usta bóstwa miodem lub cukrem, po czym palą obrazki, co symbolizuje wysyłanie go z raportem do Niebiańskiego Władcy. Cukier czy miód na ustach Zaojun ma zagwarantować, że jego raport będzie dla domostwa pochlebny. Po tym obrządku rozpoczyna się okres świątecznych przygotowań.
 30 dzień dwunastego miesiąca – Chuxi
Ostatnim dniem roku jest Chuxi, co znaczy koniec starego i wigilia nowego roku. W tym dniu Chińczycy są bardzo zajęci: zawieszają symetrycznie po obu stronach drzwi wejściowych tzw. duilian, czyli krótkie poetyckie sentencje, kobiety przygotowują potrawy na Nowy Rok, a dzieci bawią się i pod opieką mężczyzn puszczają ognie sztuczne i fajerwerki. Nadejście Nowego Roku celebruje się zazwyczaj całą noc.
1 dzień pierwszego miesiąca – Chunjie
Pierwszy dzień nowego roku to właśnie Święto Wiosny, zwane także guonian. Rano, żeby zapewnić sobie szczęście i pomyślność, trzeba przy otwieraniu drzwi wystrzelić petardę, którą nazywa się „petardą otwartych drzwi”. Petardy wypełnione są mnóstwem czerwonych papierków i brokatem, które po wystrzeleniu rozsypują się na chodniku niczym czerwony, błyszczący kobierzec prowadzący do wejścia. Innym ważnym zwyczajem jest odwiedzanie w tym dniu krewnych i przyjaciół i składanie im noworocznych życzeń.
2 dzień pierwszego miesiąca
Jest to dzień oddawania czci przodkom oraz seniorom rodu. W dawnych Chinach był to również dzień, w którym zamężne kobiety odwiedzały swoich
rodziców.
5 dzień pierwszego miesiąca
Po Wu lub Jie Caishen, czyli Powitanie Boga Fortuny. Tego dnia nikt nikogo nie odwiedza.
Ci, którzy prowadzą interesy, ale też i ci, którzy z interesami mają niewiele wspólnego, udają się do świątyń, by wyjednać sobie dobrobyt, powodzenie, a może nawet i bogactwo… W południe należy zjeść hunduny (potrawa przypominająca polskie uszka czy też kołduny w bulionie), które znane są jako „zupa ze złotem”. Dawniej był także zwyczaj składania ofiar z jagnięciny i ryb. W starym Pekinie, co większe firmy i znaczniejsi kupcy urządzali wielkie imprezy składania ofiar Bogu Fortuny z pięciu zwierząt: całej świni, całego barana, całego kurczęcia, całej kaczki i żywego czerwonego karpia, w nadziei, że rozpoczynający się rok przyniesie im wielkie bogactwo.
7 dzień pierwszego miesiąca
Według chińskiego mitu, bogini Nüwa siódmego dnia tworzenia świata tchnęła życie w człowieka. Dlatego Chińczycy uważają siódmy dzień nowego roku za dzień narodzin człowieka. Dla jego uczczenia nakłada się na głowę tzw. rensheng (papierowe ozdoby w kształcie ludzkiej postaci bądź kwiatów). W cesarskich Chinach tego dnia cesarz wydawał uroczysty bankiet dla swoich urzędników i ministrów, a literacie udawali się poza miasto, gdzie w gronie przyjaciół układali wiersze, tworzyli obrazy i kreślili kaligrafie. Słoneczna pogoda w tym dniu wróżyła pokój i pomyślność przez cały rok.
15 dzień pierwszego miesiąca – Yuanxiaojie Święto Lampionów
Święto Lampionów to pierwsza w nowym roku pełnia księżyca. Ludzie oświetlają i przystrajają domy oraz ulice kolorowymi lampionami o najrozmaitszych kształtach. Świętu towarzyszą tańce lwów i smoków. To ostatni dzień obchodów Święta Wiosny.