Robią nas na szaro

Działalność rządu Prawa i Sprawiedliwości spowodowała, że zaczął się rozrost szarej strefy w naszym kraju.

Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych przedstawił raport poświęcony zjawisku szarej strefy gospodarczej w Polsce. Skutki szarej strefy są odczuwane w różnym stopniu przez wszystkich uczestników życia gospodarczego.

Po pierwsze, budżet państwa nie uzyskuje części należnych mu podatków i innych danin.

Po drugie, przedsiębiorcy działający na rynku są zmuszani do zmagań z nieuczciwą konkurencją, co ogranicza ich przychody i zyski, powoduje frustracje i może prowadzić do wymuszonych działań w szarej strefie.

Po trzecie, osoby pracujące w szarej strefie (na czarno) pozostają poza systemem zabezpieczenia społecznego, odnosząc krótkotrwałe pozorne korzyści finansowe, kosztem utraty przywilejów płynących z uczestnictwa w tym systemie.

Po czwarte, konsumenci są narażani na zakupy towarów i usług niespełniających standardów określanych w przepisach, niekiedy zagrażających ich zdrowiu czy nawet życiu.

Dwa miesiące z hakiem

Instytut ogłosił 4 marca 2020 roku dniem wyjścia z szarej strefy gospodarczej. Gdyby symbolicznie skumulować całoroczną działalność w szarej strefie, to okres ten trwałby 64 dni. W ciągu pozostałych do końca roku 302 dni wszelka działalność gospodarcza w Polsce byłaby już prowadzona w oficjalnej gospodarce. Oznacza to prognozę udziału szarej strefy w 2020 r. na poziomie 17,4 proc. produktu krajowego brutto. W ubiegłym roku dzień ten przypadł również 4 marca, jednak 2019 rok nie był przestępny.

W 2017 r. (dokładnych nowszych danych jeszcze nie ma) zwiększyła się zarówno bezwzględna liczba osób podejmujących pracę nierejestrowaną, jak i ich odsetek w ogólnej liczbie pracujących – z 4,4 proc. w 2014 r. do 5,4 proc. w 2017.

Badania GUS pokazują, że na czarno pracuje zdecydowanie więcej mężczyzn niż kobiet, przeważają osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym i zjawisko to dotyczy podobnej liczby mieszkańców wsi i miast. Najwięcej osób deklaruje pracę na czarno w miesiącach letnich (między majem i wrześniem), co w dużej mierze wynika z sezonowości części podejmowanych zajęć.

Wśród pracujących na czarno w 2017 roku ponad 52 procent deklarowało, że jest to dla nich tylko dodatkowe źródło dochodów, uzupełniające dochody z pracy głównej. Pozostali (niespełna 48 proc.) traktowali pracę nierejestrowaną jako podstawowe źródło dochodów.

Za dużo przepisów

Główne przyczyny powstawania szarej strefy to nadmiar regulacji oraz wysokie koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Najistotniejsze z punktu widzenia przedsiębiorców są oczywiście koszty wynikające z wysokich obciążeń podatkowych, ale istotna jest także wysokość innych opłat związanych z prowadzeniem działalności – zarówno różnego rodzaju obowiązkowych opłat administracyjnych, jak i kosztów wynikających z innych obowiązków nałożonych na przedsiębiorców (np. zakupu kasy fiskalnej).

Inna bardzo ważna kategoria kosztów związana jest z zatrudnianiem pracowników – chodzi przede wszystkim o obciążenia płac (składki na ubezpieczenia społeczne), a także o wysokość ustawowej płacy minimalnej. Im wyższe są te koszty prowadzenia legalnej działalności, tym większa skłonność przedsiębiorców do przenoszenia działalności w szarą strefę.

Czynnikiem prowadzącym do rozwoju szarej strefy jest również przeregulowanie gospodarki. Przykłady nadmiernych regulacji można mnożyć. Chodzi między innymi o obowiązkowe koncesje i zezwolenia potrzebne do prowadzenia niektórych rodzajów działalności (m.in. niektóre zawody prawnicze, przewozy taksówkami), nadmiar obowiązkowych formularzy i deklaracji podatkowych czy też zbyt dużą liczbę kontroli prowadzonych przez różnego rodzaju państwowe instytucje.

Przedsiębiorców do oficjalnego działania zniechęcają też często nadmiernie rozbudowane przepisy i obowiązki związane z bezpieczeństwem pracy, ochroną środowiska czy normami technicznymi i jakościowymi, obowiązujące w konkretnych branżach. Ważny, bardziej ogólny aspekt wiąże się też z przejrzystością prawa gospodarczego, a w szczególności systemu podatkowego. Im bardziej skomplikowany jest bowiem system podatkowy, tym większa skłonność przedsiębiorców do unikania opodatkowania. Wyraźnym przykładem nadmiernego skomplikowania systemu podatkowego są regulacje dotyczące VAT.

Nasz dług z wyższą oceną

To pozytywny sygnał, choć nie można twierdzić, że jest on wskaźnikiem dobrych perspektyw gospodarczych Polski. Zagrożeń bowiem nie brakuje.

 

W październiku agencja Standard & Poor’s podniosła wycenę długu publicznego Polski.
Długookresowy rating w walutach obcych został podniesiony z „BBB+” do „A-” (poziom A oznacza, że nasze obligacje są bezpieczne i warto je kupować), długookresowy rating w złotówkach z „A-” do „A”, natomiast krótkookresowy rating w złotówkach podniesiono z „A-2” do „A-1”.

 

Powrót do przeszłości

Wielu obserwatorów potraktowało ten ruch jako poprawę oceny długofalowych perspektyw gospodarczych Polski, podczas gdy w rzeczywistości to jedynie powrót do tego, co już było wcześniej.
Jest to bowiem cofnięcie obniżki ratingu, której S&P dokonała prawie trzy lata temu, w styczniu 2016 roku na początku rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Tak wysoki rating, jak obecnie, Polska miała już w latach 2007-2015 – i to pomimo, że przypadał na nie globalny kryzys finansowy i kryzys wypłacalności w strefie euro.
Przywrócenie wcześniejszego ratingu to wynik m.in. pozytywnych zmian strukturalnych w sektorze prywatnym, które trwają niezależnie od polityki gospodarczej rządu PiS.
Rozwój sektora przedsiębiorstw, przy jednoczesnym odpływie pracowników z rolnictwa, podnosi produktywność polskiej gospodarki.
Oznacza to, że działania PiS nie zatrzymały pozytywnych zmian zachodzących w sektorze prywatnej przedsiębiorczości, chociaż ograniczyły stopę inwestycji prywatnych.

 

PiS nie zaszkodził gospodarce

Polska w 2017 roku po raz pierwszy od 1995 r. zanotowała nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących (0,3 proc. produktu krajowego brutto), co wskazuje na poprawę konkurencyjności naszej gospodarki. S&P przypisuje to zwłaszcza silnej nadwyżce w rozwijającym się sektorze usług.
Jak zauważa Fundacja Obywatelskiego Rozwoju, PiS wycofało się także z części kosztownych obietnic wyborczych (takich jak przewalutowanie kredytów frankowych czy podniesienie kwoty wolnej od podatku), a realizację pozostałych rozłożyło w czasie.
W efekcie roczny koszt realizacji wyborczych obietnic w ubiegłym roku wyniósł ok. 27 mld zł zamiast 59 mld zł zapowiadanych w kampanii – pomimo obniżenia wieku emerytalnego oraz wprowadzenia programu „Rodzina 500+”.
W 2018 r. szacowany koszt realizacji tych obietnic wzrośnie do ok. 35 mld zł (ze względu zwłaszcza na rosnące koszty obniżenia wieku emerytalnego). Opóźniając realizację części obietnic wyborczych i wycofując z innych, w warunkach dobrej koniunktury rząd miał czas na zwiększenie dochodów i obniżenie innych wydatków.
Samo zamrożenie progów podatkowych w podatku dochodowym od osób fizycznych, będące efektywnym wzrostem opodatkowania, przyniosło w ciągu trzech lat ok. 3-4 mld zł. Podatek bankowy to dodatkowe 4 mld zł.

 

Rząd zaprasza cudzoziemców

Jednocześnie, rząd hamując dynamikę płac w sferze budżetowej, w tym samym okresie zaoszczędził kolejne 4-5 mld zł. To zaś, w połączeniu z wyższymi wpływami z VAT dzięki uszczelnieniu systemu podatkowego (obecnie szacowanemu na 13-19 mld zł) oraz dobrej koniunkturze (która podnosi także wpływy z innych podatków), zapobiegło wzrostowi deficytu pomimo nowych wydatków.
Ponadto, znaczny napływ cudzoziemców do Polski wspiera wzrost gospodarczy uzupełniając braki pracowników. Rząd PiS, wbrew antyimigracyjnej retoryce, nie zablokował ich napływu. NBP szacuje, że w 2017 r. przebywało w Polsce przeciętnie 900 tys. pracowników z Ukrainy.
Agencja S&P, pomimo przywrócenia wcześniejszego ratingu Polski, wymienia jednak szereg posunięć rządu PiS, negatywnych dla wzrostu gospodarczego.
W szczególności, jest to konflikt z Komisją Europejską który może zaważyć na dopływie funduszy UE dla naszego kraju, a także gorsza ocena rządów prawa w Polsce przez inwestorów.
Ponadto, niepewność regulacyjna hamuje inwestycje zagraniczne oraz małych I średnich przedsiębiorstw. Obniżenie wieku emerytalnego pogarsza perspektywy wzrostu gospodarczego, zaś podatek bankowy może osłabiać rentowność sektora bankowego.
Według FOR, dążenie do nacjonalizacji banków jest ryzykowne dla branży, polityka fiskalna jest nieco pro-cykliczna zamiast kontr-cykliczna, a szybki wzrost płacy minimalnej może przełożyć się na inflację.
Pozytywna natomiast była poprawa ściągalności VAT-u oraz ułatwienia dla cudzoziemców, wprowadzane przez rząd PiS. Potencjalnie, dobrym rozwiązaniem mogą się także okazać Pracownicze Plany Kapitałowe.

 

Mniejsze ryzyko

Na koniec, należy przypomnieć, że misją agencji ratingowych nie jest ocena perspektyw długofalowego wzrostu gospodarki danego kraju – ale ocena ryzyka niewypłacalności z punktu widzenia wierzycieli.
Dlatego agencje myślą raczej – i formułują swoje oceny – w perspektywie możliwości spłaty najdłuższych emitowanych obligacji skarbowych, których horyzont to 10-15 lat.
A zatem, traktowanie ocen agencji ratingowych jako wskaźników perspektyw długofalowego wzrostu w dłuższej perspektywie, na przykład 30 lat, czy dogonienia poziomu życia Zachodu, jest nieporozumieniem.