Czy mogło pójść inaczej?

W roku 1989 stanęliśmy w obliczu możliwości zmiany systemu politycznego, a w ślad za tym gospodarczego. Ograniczenia ideologiczne minionego okresu przestały mieć znaczenie.

Mieliśmy w Polsce dorobek merytoryczny umożliwiający wprowadzenie racjonalnych rozwiązań gospodarczych. Pozwalał on zmienić gospodarkę socjalistyczną na kapitalistyczną, typu społecznej gospodarki rynkowej. Wystarczyło ten dorobek oczyścić z ograniczeń ideologicznych i wprowadzić w życie. Było to tym łatwiejsze, bo współautorem tworzenia tego dorobku był również Leszek Balcerowicz.
W 1989 r. rozpoczyna obrady okrągły stół, który kończy się podpisaniem porozumienia 5.04.1989 r. Następuje zmiana ustroju i rozpoczyna się transformacja. Po okrągłym stole zrealizowano hasło „Wasz Prezydent nasz Premier”. L. Balcerowiczowi powierzono przeprowadzenie transformacji. Dla wzmocnienia jego wpływu na decyzje gospodarcze, powierza mu się stanowiska wicepremiera i Ministra Finansów, a ponadto jeszcze Przewodniczącego Komitetu Ekonomicznego przy Radzie Ministrów.
Przystępując do transformacji, już na wstępie odstępuje od dotychczasowego dorobku opracowanych propozycji reform. Staje się realizatorem propozycji reform pochodzących z zewnątrz i finansowanych przez obce fundacje (staże Balcerowicza) i fundację Sorosa (propozycje J. Sachsa i D. Liptona), przy poparciu rodzimych elit.
Przyjęto skrajnie liberalny model gospodarki rynkowej. Co ciekawe, wbrew wcześniejszym założeniom. Bowiem przy okrągłym stole panowało przekonanie, że modelem realizowanym będzie model społecznej gospodarki rynkowej. Wyrazem tego była zapowiedź premiera Mazowieckiego w w expose w dn. 12 września 1989 r.: że misją formowanego przez niego rządu jest właśnie społeczna gospodarka rynkowa. Jednocześnie, propaganda zakłamywała, że nie było innych rozwiązań ani „trzeciej drogi”.
Powierzenie L. Balcerowiczowi przeprowadzenia transformacji gospodarczej było powszechnym zaskoczeniem. Przecież wśród reformatorów było wiele świetnych nazwisk, którzy nadawali ton w przygotowaniu reform. Weźmy choćby skład personalny Komisji Reformy Gospodarczej oraz wykaz „Uczestników prac nad propozycjami” reformy. Wśród nich był też Waldemar Kuczyński, który miał rozeznanie, a w końcu rekomendował premierowi T. Mazowieckiemu L. Balcerowicza. Od lat 60-tych premier Mazowiecki jako szef Klubu Inteligencji Katolickiej miał u boku prof. Stefana Kurowskiego (znanego opozycjonistę), który już w latach 80-tych wysuwał postulat prywatyzacji. Przewidywał upadek socjalizmu, szanse na zmianę ustroju i wprowadzanie nowego systemu – jak go nazwał, kapitalizmu rynkowego. Postulował wielopodmiotowość form własności.
Moja praca zawodowa dała mi okazję do zetknięcia się w praktyce z rzekomym mechanizmem gospodarki rynkowej wprowadzonej w wyniku transformacji.
Na początku lat 90-tych, po odejściu z firmy znanego później biznesmena A. Gudzowatego (gdzie byłem jego zastępcą) trafiłem do pracy w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą, do Zespołu ds. Prywatyzacji. Byłem przewodniczącym tego zespołu. Zespół ten zajmował się prywatyzacją central handlu zagranicznego. MWGzZ sprawowało nadzór nad tymi centralami (z racji większościowego pakietu udziałów). Tu zetknąłem się pośrednio z L. Balcerowiczem (już wicepremierem i Ministrem Finansów) i jego doradcami z tego okresu.
Procedura prywatyzacji central handlu zagranicznego była taka, że ów zespół opiniował i przyjmował projekty prywatyzacyjne, (wszelkie dokumenty; wyceny, tzw. raporty prywatyzacyjne itd) i przedkładał do akceptacji ministrowi WGzZ, a ten z kolei Ministrowi Przekształceń Własnościowych. W skład tego zespołu wchodzili również doradcy Ministra Finansów, wówczas Balcerowicza.
Tymi doradcami Balcerowicza nie byli obywatele polscy, lecz tzw. zagraniczni eksperci, których sprowadził głównie z USA (zapewne poznawał ich będąc tam na stypendiach). Byli to przeważnie polskojęzyczni synowie polskich emigrantów. W owym zespole był doradca o nazwisku Święcicki. Ów członek zespołu pilnował „prawidłowości” prywatyzacji ze strony Ministerstwa Finansów. Był też przedstawiciel Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, który z kolei miał pilnować zgodności przedkładanej dokumentacji z przepisami: m.in. metody wyceny, kompletności dokumentów Zespół ten nie mógł przekazać dalej dokumentacji do podpisu Ministrowi WGzZ bez zgody owego doradcy Święcickiego z Ministerstwa Finansów.
Zespół dokonywał oceny dokumentacji prywatyzacyjnej, tj. analizy ekonomiczno-finansowej i prawnej danej centrali oraz oczywiście wyceny. To wszystko było opracowywane przez tzw. firmy konsultingowe, głównie zagraniczne. Ów doradca uznawał firmy obce za wiarygodne, bo według niego posiadały merytoryczne kompetencje do opracowania analiz i wycen central handlu zagraniznego, mimo iż nie znały ich specyfiki (takich CHZ nie było na zachodzie). Odnosił się zaś sceptycznie do materiałów opracowanych przez firmy polskie.
Jak wiadomo, takich obcych firm wylądowało w Warszawie bez liku. (tzw. „Brygady Marriotta” od nazwy hotelu, w którym mieszkali na koszt strony polskiej). Firmy te brały niewyobrażalne, jak na nasze stosunki rynkowe, wynagrodzenia za te opracowania. Trzeba było walczyć o to, by opracowania polskich firm były łaskawie przez owych doradców honorowane.
To pokazuje jakie mechanizmy „rynkowe” tu działały. Działała widzialna ręka rynku, bo polskie firmy na tym rynku usług konsultingowych, w drodze konkurencji nie mogły zdobyć zlecenia, mimo znacznie niższych cen i lepszej jakości opracowań. Podmiotem działającym na tym rynku było państwo, bo ono decydowało i płaciło wykonawcom. . Należy dodać, że te „renomowane” firmy nie mając rozeznania i nie znając specyfiki naszych podmiotów gospodarczych, wynajmowały polskich specjalistów (Polacy byli „murzynami” w tych firmach).
Jako przewodniczący Zespołu Prywatyzacji wywołałem incydent z dwoma takimi „renomowanymi” firmami: Coopers and Lybrand i Baltic Accountans and Consultants. Obnażyłem ich słabość merytoryczną – podważyłem wycenę Elektrimu i centrali Dal. Wycenę tej ostatniej zdołałem przeforsować do poprawki. Wywołało to oburzenie: jak niekompetentny urzędnik śmie odrzucać i kwestionować opracowania renomowanych firm.
Szef oddziału Coopers and Lybrand na Polskę niejaki Anthony Reczek z Londynu groził mi sądem: że zaskarży za zniesławienie firmy. Kiedy mu pokazałem ewidentne błędy w wycenie Elektrimu, odstąpił od tego zamiaru (obawiał się że ta ocena ujrzy światło dzienne w sądzie i obnaży merytoryczne niekompetencje obcych firm konsultingowych). Natomiast firma BAC i centrala Dal długo spierały się ze mną, aż do chwili gdy przestałem pracować w zespole.
Będąc w tym zespole byłem świadkiem rozdrapywania przez nomenklaturę Navimoru, Budimexu i innych central. Poznałem, jaką „technologią” się to robi. Napisałem notatkę na ten temat dla wiceministra nadzorującego prywatyzację central handlu zagranicznego. Obnażyłem, w jaki sposób doszło do tego, że do prywatyzacji Navimoru została tylko „czapka” (pracownicy) bez majątku i kontraktów. Majątek z kontraktami przeszedł do kilkunastu spółek z przewagą kapitału osób fizycznych. Przedstawiciel MWGzZ przez „pomyłkę” i „niezrozumienie” zagłosował na Zgromadzeniu Wspólników (oczywiście bez żadnych konsekwencji) za takim rozgrabieniem.
Navimor został państwowy, z udziałami MWGzZ, ale bez aktywów (majątku i kontroktów). Formalnie była to prywatyzacja CHZ Navimor, faktycznie sprywatyzowano sam szyld bez majątku. Już przed formalną prywatyzacją Navimor był sprywatyzowany, jego majątek i aktywa (kontrakty) znalazły się w prywatnych rękach miejscowej nomenklatury (częściowo starej – i tej nowej powstałej po 1989 r. ).
Prezes Budimex’u zastosował inną technologię przejęcia w prywatne ręce tej firmy – którą dokładnie poznałem, ponieważ zawiązki zawodowe zorientowały się w procederze i przychodziły do mnie do ministerstwa ze skargami i prośbą o interwencję.
Prezes sprywatyzował i zrobił na „szaro” związki zawodowe zupełnie legalnie. Technologia polegała na tym, że prezes likwidował oddziały, czynił je samodzielnymi, co związkom odpowiadało bo pozbywały się uciążliwej centrali, były samorządne i samodzielne. Z oddziałów tworzył spółki-córki. W „córkach” udziałowcami były wybrane osoby fizyczne (oczywiście nie spółki pracownicze) i „matka” – centrala Budimexu. Później Budimex w całości został sprzedany (sprywatyzowany) z korzyścią dla udziałowców, tych osób fizycznych, hiszpańskiej firmie Ferroval, wraz z „córkami”, gdzie udziały miały osoby fizyczne i państwową centralą. Ferroval budowała Okęcie Terminal II, której to budowie towarzyszył wielki skandal opisywany w mediach.
Następnym miejscem mojej pracy było PHZ Cenzin (handel bronią), gdzie pełniłem funkcję członka zarządu ds. ekonomiczno-finansowych w latach 1991-1993. Tam znowu zderzyłem się z działaniem rynku powstałym w wyniku transformacji. Mechanizmy te odkryłem dzięki krytykowanemu tzw. Raportowi Macierewicza z weryfikacji Wojskowych Służb Iinformacyjnych (kiedyś dostępny w internecie, wydany w formie powielonej. Aneks do tego raportu do dziś nie został ujawniony).
Raport ten umożliwił zrozumienie tego co działo się wokół PHZ Cenzin. Wtedy właśnie tworzyła się struktura tzw. mafii paliwowej. Miało to związek z Cenzinem, ponieważ Cenzin tracąc rynek ZSRR handlu bronią, poszukiwał pod presją właściciela (MWGzZ) innej intratnej działalności. Mniejszościowymi udziałowcami były zakłady zbrojeniowe. Intratną działalnością był zaś handel paliwami. Stąd Cenzin ubiegał się o koncesję na obrót paliwami. Koncesję wydawało właśnie MWGzZ, które z racji większościowego udziału sprawowało nadzór nad Cenzinem. MWzGZ nie udzielił jednk swojej firmie owej koncesji!. Wówczas otrzymali ją inni, właśnie spółki z mafii paliwowej. Gdyby nie raport Macierewicza do dziś nie mógłbym zrozumieć, dlaczego wówczas Cenzin nie otrzymał koncesji.
Natomiast zarząd Cenzinu został natychmiast odwołany i oskarżony o działanie na szkodę spółki, ponieważ już zaangażował się w pozyskanie terminala paliwowego licząc, że taką koncesję otrzyma. Nowy zarząd objęli przedstawiciele służb spejalnych. Prezes – nawet pod zmienionym nazwiskiem.
Kolejnym zderzeniem jakie miałem z „mechanizmami rynkowymi” wprowadzonymi przez L Balcerowicza, były doświadczenia jako biegłego sądowego w sprawach gospodarczych. Dowiedziałem się o realnych mechanizmach mafijnych w gospodarce, jak również o działaniach sadów. Doświadczenia stąd wynikające pokazują ogrom patologii rynkowych i ich mechanizmy (opisałem to w publikacjach z kolejnych Konferencji Biegłych Sądowych z zakresu ekonomii, finansów, organizacji i zarządzania, w raportach z lat 2003-2005 wydawanych przez Stowarzyszenie Rzeczoznawców Ekonomicznych). Przedstawiam tam mechanizmy kapitalizmu oligarchicznego jako źródło patologii w życiu gospodarczym oraz powiązania struktur państwa z ludźmi biznesu (czytaj nomenklaturą) i ze światem przestępczym.