Vive Kielce bez PGE?

Polska Grupa Energetyczna jako pierwsza z wielkich firm ogłosiła decyzję o zmniejszeniu wydatków na sponsoring sportowy. Spółka zamierza zredukować o połowę zaplanowaną w 2020 roku na ten cel kwotę blisko 27 mln złotych. To duży kłopot m.in. dla szczypiornistów PGE Vive Kielce.

PGE Polska Grupa Energetyczna od lat wspiera profesjonalne zespoły w najpopularniejszych dyscyplinach sportowych, w siatkówce PGE Skrę Bełchatów, w piłce ręcznej PGE Vive Kielce, w piłce nożnej PGE FKS Stal Mielec i w koszykówce PGE Spójnię Stargard. Ponadto PGE sponsoruje wielu sportowców w konkurencjach indywidualnych, m.in. Zofię Klepacką (windsurfing), pływaków Alicję Tchórz i Konrada Czerniaka, lekkoatletów Klaudię Siciarz i Damiana Czykiera czy panczenistę Artura Nogala. Jednym z kluczowych projektów sponsoringowych Grupy PGE jest od lipca 2015 roku sponsoring tytularny największej areny sportowej w Polsce – PGE Narodowego w Warszawie, na którym swoje mecze rozgrywa m.in. piłkarska reprezentacja Polski. Do kluczowych projektów zalicza się również sponsoring tytularny najlepszej ligi żużlowej na świecie – PGE Ekstraligi. Grupa PGE aktywnie angażuje się również w sport amatorski, wspierając inicjatywy lokalne na terenie całego kraju, zwłaszcza poprzez promocję sportu wśród dzieci i młodzieży. Działania sponsoringowe w zakresie sportu wspierają również realizację zadań w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu. „Jednym z aspektów analizy umów sponsoringowych w Grupie PGE był brak możliwości realizacji świadczeń sponsorskich na rzecz PGE w związku z pandemią Covid-19” – informuje w opublikowanym komunikacie spółka energetyczna.
Zmniejszenie dotacji przez PGE to kolejny dotkliwy cios, jaki w minionym tygodniu otrzymał zespół kieleckich szczypiornistów. Otóż mistrzowie Polski dowiedzieli się, że w miniony czwartek Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) zdecydowała, iż tegoroczny Final Four Ligi Mistrzów ma się odbyć dopiero w dniach 28-29 grudniu br. Wieść jest o tyle intrygująca, że władze EHF jeszcze nie zdecydowały jak i kiedy zostaną dokończone te pucharowe rozgrywki. Decyzja w tej sprawie ma zapaść dopiero w piątek 24 kwietnia, ale francuski dziennik sportowy „L’Equipe” już napisał, że EHF chce automatycznie zakwalifikować do Final Four cztery najlepsze zespoły z grup A i B (po dwa z każdej). Jeśli ten projekt przejdzie, PGE Vive nie znajdzie się w finałowej stawce, ponieważ w swojej grupie zajęło dopiero trzecią lokatę. W Kolonii przy takim rozwiązaniu zagrałby kwartet: FC Barcelona Lassa, THW Kiel, Paris St. Germain i Telekom Veszprem.
Prezes kieleckiego klubu Bertus Servaas liczy, że EHF zechce chociaż pokrzywdzonych takim rozwiązaniem zespołom zapewnić jakąś finansową rekompensatę. „Nie spodziewam się wielkich pieniędzy z tego tytułu, bo to nie Liga Mistrzów w piłce nożnej, ale teraz jednak dla nas liczy się każda złotówka” – przyznał Seervas, którego w stan paniki nie wpędziła też wspomniana wyżej decyzja Grupy PGE. „Jako klub osiągamy bardzo dobre wyniki marketingowe. PGE to sprawdza i myślę, że szefowie grupy widzą, że warto w nas inwestować. W komunikacie PGE jest mowa o prowadzonych analizach. Pewnie one będą zbliżone do naszych, dlatego mamy nadzieję, że nas ominą cięcia” – wyraził nadzieję prezes PGE Vive Kielce.

Kapitalizm w służbie propagandy

Zakład Tworzyw Sztucznych „Artgos”, spółka z udziałem skarbu państwa, wyprodukowała 200 tys. różańców, a w zamian nie otrzymała pieniędzy, tylko cykl reklam w „Naszym Dzienniku”. Żaden z posłów partii rządzącej nie widzi jednak nic złego w tej transakcji. Dzieje się tak być może dlatego, że nie jest to pierwszy przypadek wydawania setek tysięcy złotych ze spółek państwowych na cele związane z Kościołem lub propagandą rządową.

 

Przykładowo, kilkanaście miesięcy temu fundacja PGiNG kupiła 4 tys. rocznych prenumerat miesięczników „Historia do Rzeczy” oraz „W Sieci Historii”, a Polska Grupa Zbrojeniowa wsparła finansowo klasztor ojców Oblatów. W październiku zeszłego roku odbyła się akcja „Różaniec bez granic”, w ramach której wierni ze wszystkich zakątków Polski zamierzali otoczyć różańcem cały kraj i modlić się o ratunek dla świata. Mało kto zwrócił uwagę, że nie była to po prostu oddolna inicjatywa obywatelska, lecz przedsięwzięcie obficie finansowane z pieniędzy publicznych. W inicjatywę zaangażowała się między innymi Grupa Energa, której większościowym udziałowcem jest skarb państwa, i państwowa Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. Do akcji przyłączyły się też samorządowe Przewozy Regionalne, które sponsorowały bilety promocyjne do kościołów. Innymi słowy podatnicy finansowali akcję fundamentalistów katolickich, a na dodatek nikt nie poinformował, ile to właściwie kosztowało.

Również Polska Fundacja Narodowa jest obficie finansowana ze środków publicznych. Rząd nie bierze za nią odpowiedzialności poprzez finansowanie z budżetu, lecz ściąga środki z największych spółek państwowych. W finansowaniu fundacji udział mają: Enea SA, Energa SA, PGE Polska Grupa Energetyczna, Grupa Azoty, Grupa Lotos, Tauron, PKN Orlen, PGNiG, PZU, PKO BP, Giełda Papierów Wartościowych, KGHM, Totalizator Sportowy, Polska Grupa Zbrojeniowa, Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, Polskie Koleje Państwowe i Polski Holding Nieruchomości. Docelowo fundacja ma dysponować majątkiem o wartości aż pół miliarda złotych, a cele Fundacji są wskazywane przez rząd. Innymi słowy kontrolowana przez władze centralne fundacja wykorzystuje środki spółek publicznych do propagandy rządowej.

Skala wyprowadzania środków ze spółek skarbu państwa jest nieznana, ponieważ firmy nie chcą informować o wszystkich swoich wydatkach. Prawie każda z nich ma fundację, do której nominowani politycznie członkowie zarządów transferują środki, przeznaczane potem na propagandę rządową i wsparcie dla kleru. To mechanizm, który w demokratycznym państwie nie powinien mieć miejsca, tymczasem dokonuje się on za przyzwoleniem władzy, a wręcz przy jej aktywnym wsparciu.

Afera Amber Gold to przykład, jak państwo nie zainterweniowało na czas, aby uchronić ludzi przed nieuczciwością jednej prywatnej firmy. Finansowanie kleru i propagandy rządowej przez większość spółek skarbu państwa to rozkradanie mienia publicznego na dużo większą skalę. Być może ten mechanizm trwa od lat, być może państwo traci na nim nie dziesiątki milionów, tylko miliardy złotych, być może środki idą do prywatnych osób. Niestety nie ma nadzoru nad fundacjami, które działają przy państwowych spółkach, a ministrowie odpowiedzialni za ich funkcjonowanie odmawiają szczegółowych informacji na ten temat. Jeżeli ktoś trwoni środki publiczne, a instytucje kontrolne nie są w stanie przerwać patologicznych zjawisk, to powinna powstać komisja śledcza.

Najwyższy czas, abyśmy jako społeczeństwo dowiedzieli się, jaka jest skala marnotrawienia środków publicznych, a przede wszystkim ten oburzający proceder powinien być natychmiast przerwany.