PGE Vive zagra z milionerami z Paryża

Szczypiorniści PGE Vive Kielce w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów pokonali we własnej hali ukraiński Motor Zaporoże 34:29 i awansowali do kolejnej fazy rozgrywek. Pierwsze spotkanie zakończyło się remisem 33:33. Polski zespół w ćwierćfinale zagra z opływającym w katarskie petrodolary Paris Saint-Germain HB.

Do rozegranego w miniona sobotę meczu w kieleckiej Hali Legionów oba zespoły przystąpiły osłabione. Mistrzowie Polski zagrali bez Michała Jureckiego, Krzysztofa Lijewskiego i Daniela Dujshebaeva, zaś w zespole mistrza Ukrainy zabrakło Jewgienija Butienki oraz Pawła Paczkowskiego, który zerwał więzadło w kolanie i prawdopodobnie w tym sezonie już nie pojawi się na boisku. Kielczanie rozpoczęli to spotkanie od dwóch bramek Władysława Kulesza. W ósmej minucie bramkarza Motoru Gienadija Komoka pokonał Luka Cindric i prowadzenie polskiej drużyny wzrosło do trzech trafień (5:2).

Po kwadransie gry przewaga gospodarzy wciąż utrzymywała się na poziomie trzech-czterech bramek. Ukraiński zespół raz jeszcze poderwał się do walki i o dwóch bramkach Litwina Aidenasa Malasinskasa przewaga PGE Vive stopniała i w 20. minucie było 11:9, a 26. minucie skurczyła się nawet do jednego trafienia. Ale wtedy podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa znów zwarli szyki i zaczęli punktować, ponownie odskakując rywalom na trzy bramki (15:12), a na przerwę schodzili przy prowadzeniu 17:12. Dla czterech tysięcy kibiców obecnych w Hali Legionów kwestia awansu ich ulubieńców do najlepszej ósemki Ligi Mistrzów była już w tym momencie przesądzona.

Po zmianie stron goście zaskoczyli graczy PGE Vive okresem znakomitej gry i w 36. minucie przegrywali już tylko 17:19, ale kielczanie opanowali sytuację i odskoczyli rywalom na sześć goli. Trener Motoru Nikołaj Stepanets wziął czas i jego rady na jakiś czas pomogły ukraińskiemu zespołowi, bo zniwelował stratę do czterech trafień. Ale wtedy do boksu poprosił swoich graczy Dujszebajew i wszystko wróciło do normy. Goście niemal przez całe spotkanie grali siódemką zawodników w polu, wycofując bramkarza, ale nie przyniosło to im powodzenia, zaś w 55. minucie po takim taktycznym manewrze stracili gola, gdy do pustej ukraińskiej bramki trafił z dystansu syn trenera PGE Vive Alex Dujshebaev. Kielczanie prowadzili po jego rzucie już 31:26 i kibice w Hali Legionów rozpoczęli świętowanie awansu do ćwierćfinału. Ostatecznie mistrzowie Polski wygrali mecz 34:29. Bramki dla gospodarzy zdobywali: Cupara 1 – A. Dujshebaev 6, Kulesz 6, Janc 4, Karalok 4, Moryto 3, Cindrić 3, Fernandez 2, Jurkiewicz 2, Aginagalde 1, Mamić 1 i Jachlewski 1.

W 1/4 finału graczy PGE Vive czeka prestiżowe starcie z potentatem, najbogatszym klubem w piłce ręcznej Paris Saint-Germain HB. Do pierwszego spotkania z mistrzami Francji dojdzie między 24 a 28 kwietnia w Kielcach. Rewanż rozegrany zostanie tydzień później w Paryżu. Stawką rywalizacji jest awans do Final Four Ligi Mistrzów w Kolonii.

 

Remis PGE Vive Kielce na Zaporożu

W rozegranym na wyjeździe pierwszym mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych zespół PGE Vive Kielce remisował z ukraińskim Motorem Zaporoże 33:33. Rewanżowe spotkanie odbędzie się w sobotę 30 marca w kieleckiej Hali Legionów.

Szczypiorniści Motoru Zaporoże w tym sezonie Ligi Mistrzów stwarzali problemy wielu teoretycznie mocniejszym od siebie zespołom. Wygrywali u siebie z Celje Pivovarną Lasko, PP Zagrzeb i mistrzem Niemiec Flensburgiem, a nawet urywali punkty finaliście z poprzedniego sezonu Nantes HB. Kielczanie mieli więc podstawy do obaw przed konfrontacją z ukraińskim zespołem i faktycznie, przebieg spotkania potwierdził opinie, że na swoim boisku Motor potrafi być równorzędnym przeciwnikiem dla najlepszych ekip. Od początku mecz był zacięty i do ostatniego gwizdka arbitrów żadna z drużyn nie uzyskała większej przewagi niż dwoma bramkami. PGE Vive prowadziło w pierwszej połowie 9:7 i 10:8, a Motor w drugiej 28:26 i 29:27.

W ekipie mistrzów Polski kapitalne spotkanie, chyba najlepsze odkąd w niej występuje, rozegrał Luka Cindrić, autor ośmiu bramek. Chorwacki rozgrywający, o którego zabiegają FC Barcelona Lassa i Paris Saint-Germain HB, nie tylko trafiał do siatki, ale też popisywał się znakomitymi podaniami, zaliczając w sumie aż osiem asyst. Cindić miał zatem wydatny udział w niemal połowie goli strzelonych przez kielecki zespół. Świetne zawody rozegrał też Alex Dujszebajew, syn trenera PGE Vive, który półtora miesiąca nie grał z powodu kontuzji więzadeł. On też zdobył osiem bramek.

W końcówce PGE Vive miało nawet szanse na odniesienie zwycięstwa, ale remis na gorącym terenie w Zaporożu też trzeba uznać za korzystny wynik. Faworytem w walce o awans do ćwierćfinału w tej parze są jednak kielczanie i w rewanżu we własnej hali w sobotę 30 marca powinni to bez problemu potwierdzić. A na zwycięzcę czeka już chyba najbogatszy klub w piłce ręcznej na świecie – Paris Saint-Germain HB. W starciu z tym zespołem kielczanie nie będą faworytami, ale nie są też tak całkiem bez szans.

 

Orlen Wisła Płock zagra w 1/8 Ligi Mistrzów

Mało kto liczył na awans szczypiornistów Orlenu Wisły Płock do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Tymczasem „Nafciarze” mile zaskoczyli i wygrywając w ostatnim grupowym meczu na wyjeździe z duńskim Bjerringbro-Silkeborg rzutem na taśmę dołączyli do Top 16.

Oba polskie zespoły poznały rywali dopiero po zakończeniu fazy grupowej. Kielczanie zajęli czwarte miejsce w grupie A i musieli czekać na rozstrzygnięcia w korespondencyjnej rywalizacji Motoru Zaporoże z RK PPD Zagrzeb. Ukraińcy nie sprostali w potyczce z Paris Saint-Germain, ale utrzymali piątą lokatę w grupie, bo mistrzowie Chorwacji musieli wygrać z węgierskim MOL-Pick Szeged, lecz ostatecznie tylko zremisowali i zajęli szóste miejsce. Motor trafił w 1/8 finału na PGE Vive, co oznacza, że na mecz tych drużyn w Kielcach przyjadą byli zawodnicy mistrzów Polski – Paweł Paczkowski i Mateusz Kus.

O rywalu w tej fazie rozgrywek szczypiorniści Orlenu Wisły Płock nie mieli czasu myśleć, bo sami nie byli przecież do końca pewni awansu. Ale jakimś nadludzkim zrywem odrobili cztery bramki straty z własnej hali (22:26) i pokonali Bjerringbro-Silkeborg 27:20, dzięki czemu wyprzedzili duński zespół i rzutem na taśmę zajmując szóste miejsce w swojej grupie, ostatnie premiowane awansem. „Zdarzył się cud” – z niedowierzaniem komentowały porażkę swojego zespołu tamtejsze media. Drużyna Bjerringbro w drugiej połowie całkowicie się rozpadła, zdobywając ledwie dwie bramki w ciągu 18 minut. Płocki zespół, chociaż do przerwy przegrywał 13:15 i stracił dwóch zawodników za czerwone kartki, po zmianie stron zagrał koncertowo.

Teraz „Nafciarzy” czeka jednak starcie ze znacznie bardziej wymagającym przeciwnikiem. MOL-Pick Szeged w grupie zajął drugą lokatę ustępując jedynie Paris Saint-Germain, co dobitnie świadczy o aktualnym potencjale sponsorowanego przez węgierski koncern paliwowy. Będzie to więc także starcie dwóch rywalizujących na światowych rynkach sponsorów, co z pewnością mocno zwiększy presję.

Pierwsze mecze fazy TOP 16 odbędą się w dniach 20-24 marca, za spotkania rewanżowe 27-30 marca. Jeśli PGE Vive awansuje, to w ćwierćfinale znów, jak rok temu, trafi na Paris Saint-Germain. Kielczanie mają rachunki do wyrównania, bo wtedy okazali się wyraźnie słabsi. Płocki zespół w przypadku awansu trafi na lepszego z pary RK PPD Zagrzeb – Vardar Skopje.

 

Druga lokata nie dla PGE Vive Kielce

Szczypiorniści PGE Vive Kielce nie wywalczą drugiego miejsca w grupie A Ligi Mistrzów EHF. W przedostatniej 13. kolejce spotkań kielczanie przegrali z niemieckim Rhein-Neckar Loewen 29:30 i spadli w tabeli na piątą pozycję. To oznacza, że w przypadku awansu do ćwierćfinału PGE Vive czeka walka o Final Four z faworytami zmagań – Barceloną lub Paris Saint-Germain HB.

Przedostatnie spotkanie w fazie grupowej miało dla przetrzebionego kontuzjami kieleckiego zespołu duże znaczenie, bowiem w przypadku zwycięstwa mistrzowie Polski pozostawali w grze o drugą lokatę w tabeli, ostatecznie nawet trzecią, bo zespoły z tym miejsc po ewentualnym przebrnięciu przez 1/8 finału w ćwierćfinale na pewno nie trafią na potentatów – dominująca w grupie A Barcelonę i równie dominującą w grupie B ekipę Paris Saint-Germain. Piąte miejsce w fazie grupowej jest pod tym względem najgorszą z lokat, bo nieuchronnie skazuje na starcie z którąś z tych kapitalnie grających w tym sezonie drużyn. Poza tym niesie ryzyko trafienia w 1/8 finału na mocnego przeciwnika.

Kielczanie jednak nie tylko z tych powodów bardzo chcieli w środę wygrać z Rhein-Neckar Loewen. Niemiecki klub został stworzony dopiero w XXI wieku, z wielkim rozmachem i za ogromne pieniądze. W jego barwach grało wielu polskich szczypiornistów – Grzegorz Tkaczyk, Mariusz Jurasik, Krzysztof Lijewski, Karol Bielecki, Sławomir Szmal. Ich występ w 2010 roku w Kielcach w barwach „Lwów” był wielkim sportowym wydarzeniem (Vive przegrało wtedy 32:35), ale potem grupa tych wielkich graczy hurtem przeszła do kieleckiego klubu i wygrała w jego barwach Ligę Mistrzów. Przed rokiem niemiecki klub przysłał do Kielc trzecioligowe rezerwy, bo w tym samym terminie miał mecz w Bundeslidze. To był wielki skandal, ale PGE Vive skorzystało z prezentu i wygrało wysoko u siebie, a potem także w Loewen.

W tym roku obu zespołom idzie w Champions League EHF jak po grudzie. PGE Vive przegrało sześć spotkań, tyle samo co Rhein-Neckar Loewen. Oba zespoły były zatem są teraz w podobnej sytuacji. Na czele grupy A pozostaje FC Barcelona Lassa (20 pkt) przed Telekomem Veszprem (16 pkt), Vardarem Skopje (15 pkt), Rhein-Neckar Loewen (14 pkt), PGE Vive (14 pkt), Montpellier HB (7 pkt), Mieszkowem Brześć (7 pkt) i IFK Kristianstad (5 pkt), ale poza PGE VIVE i RNL wszystkie pozostałe ekipy miały jeszcze do rozegrania spotkania w 13. kolejce. Po zakończeniu fazy grupowej, przy równej liczbie punktów, decydujący będzie bilans bramek między zainteresowanymi zespołami. PGE VIVE wygrało u siebie 35:32, co oznacza, że ma lepszy bilans od ekipy Lwów.

To ważna informacja, bo jeśli kielczanie nie zdobędą punktów w ostatniej kolejce z Veszprem, a RNL przegra z Barceloną – to oni zajmą ostatecznie czwarte miejsce. Gdyby tak sie stało, to w fazie TOP 16 spotkają się z piątą drużyną grupy B (najprawdopodobniej RK Zagrzeb albo Motor Zaporoże). W przypadku ewentualnej wygranej w ćwierćfinale zagraliby z PSG, faworytem do końcowego triumfu. Spadek na piątą pozycję oznacza natomiast perspektywę ćwierćfinałowego starcia z Barceloną, z którą kielczanie w grupowych zmagania dwukrotnie przegrali.

 

Bolesna porażka PGE Vive

Szczypiorniści PGE VIVE Kielce przegrali we własnej hali z francuskim Montpellier HB 27:28 (11:14) w meczu 12. kolejki Ligi Mistrzów. Była to piąta porażka kieleckiego zespołu w tych rozgrywkach.

Po porażkach macedońskiego Vardaru Skopje (z węgierskim Veszprem) i niemieckiego Rhein-Neckar Loewen (z białoruskim Mieszkowem Brześć) przed kielczanami otworzyła się szansa na zajęcie drugiego miejsca w grupie. Szczypiorniście PGE VIVE zmarnowali jednak tę okazję przegrywając na własnym boisku z Montpellier i pozostali na czwartej pozycji w tabeli. Pewnym usprawiedliwieniem dla nich jest fakt, że do sobotniego starcia z broniącym tytułu francuskim zespołem kielczanie mogli wystawić zespół zdziesiątkowany kontuzjami (m.in. Alex Dujshebaev, Daniel Dujshebaev i Luka Cindric), zaś ekipa Montpellier przyjechała do Kielc w najsilniejszym składzie. Oba zespoły od początku do końca grały twardo w obronie, a wynik oscylował najczęściej wokół remisu. Dopiero w 23. minucie goście wyszli na dwubramkowe prowadzenie (11:9), a na przerwę schodzili przy wyniku 14:11.

Po zmianie stron francuska drużyna nadal dominowała. W 34. minucie jej przewaga urosła do pięciu trafień (17:12), ale w 55. minucie Julen Aginagalde doprowadził do remisu. Na siedem sekund przed końcowym gwizdkiem przy wyniku 27:28 o czas poprosił trener Tałant Dujszebajew. Po wznowieniu gry jego zawodnicy stracili jednak piłkę i nie zdołali doprowadzić do remisu.

W grupie A prowadzi FC Barcelona Lassa (18 pkt), przed Telekom Veszprem (16), Vardarem Skopje (15), PGE VIVE Kielce (14), Rhein-Neckar Loewen (12), Montpellier HB (7), Mieszkowem (8) i IFK Kristianstad (5).

 

Zwycięstwa polskich drużyn w Lidze Mistrzów EHF

Fot. W Kielcach szczypiorniści PGE Vive mieli więcej problemów z Mieszkowem Brześć, niż wcześniej na boisku rywali

 

 

W ósmej kolejce Ligi Mistrzów EHF obie polskie drużyny wygrały. Szczypiorniści PGE Vive Kielce pokonali u siebie białoruski Mieszkow Brześć 34:31, a ekipa Orlenu Wisły Płock na wyjeździe szwajcarski Wacker Thun 25:23.

 

Przed tygodniem w Brześciu zespół PGE Vive pokonał ekipę Mieszkowa bez problemu 35:26, ale Białorusini do rewanżu w Kielcach przygotowali się sumiennie i w miniona sobotę stawili mistrzom Polski zdecydowanie silniejszy opór. Losy zwycięstwa w tym spotkaniu ważyły się niemal do ostatnich minut. Na przerwę zespoły schodziły przy wyniku 17:16 dla gospodarzy, ale po zmianie stron kielczanie mocno przycisnęli. Nie potrafili jednak utrzymać koncentracji i kilkakrotnie trwonili wypracowaną przewagę kilku bramek. W końcówce spotkania sytuacja się powtórzyła, na szczęście trener Tałant Dujszebajew miał w odwodzie Krzysztofa Lijewskiego, którego wejście na boisko przeważyło szalę na korzyść mistrzów Polski. W 55. minucie PGE Vive prowadziło 31:27, lecz wtedy rywale po raz ostatni w tym spotkaniu poderwali sie do walki i doprowadzili do wyniku 31:30. Końcówka meczu należała już jednak do kielczan, którzy ostatecznie zwyciężyli 34:31. Aż 10 bramek rzucił Alex Dujszebajew, Blaż Janc dorzucił sześć trafień, Arkadiusz Moryto pięć, a Krzysztof Lijewski i Mateusz Jachlewski po cztery.

Była to szósta wygrana PGE Vive w obecnej edycji Ligi Mistrzów. Kielecki zespół zajmuje drugie miejsce w grupie A z dorobkiem 12 punktów i stratą dwóch „oczek” do prowadzącej w tabeli ekipy FC Barcelona Lassa. Trzecie miejsca zajmuje drużyna Rhein-Neckar Loewen (10 pkt), czwarty jest Vardar Skopje (10 pkt), piąty Telkom Veszprem (8 pkt), szósty Mieszkow Brześć (4 pkt), siódmy Montpellier HB (3 pkt), a stawkę zamyka IFK Kristianstad (3 pkt). Zwycięzca grupy awansuje bezpośrednio do ćwierćfinału, natomiast drużyny z miejsc 2-6 zagrają w 1/8 finału.

Znakomicie radzi sobie też w najsłabszej grupie D ekipa Orlenu Wisły Płock. „Nafciarze” po wyjazdowej wygranej ze szwajcarskim Wacker Thun 25:23 mają na koncie 12 punktów i prowadzą w tabeli, wyprzedzając o jeden punk hiszpańską drużynę Abanca Ademar Leon. Trzecie miejsce ze stratą dwóch „oczek” zajmuje Dinamo Bukareszt, czwarty jest norweski Elverum Handball (8 pkt), piątą lokatę zajmuje fiński Riihimaeki Cocks (4 pkt), a czerwona latarnią jest Wacker Thun z dorobkiem jednego punktu.

Z grupy D awansuje jednak tylko zwycięzca, a najgroźniejszym konkurentem „Nafciarzy” jest Abanca Ademar. Z hiszpańską drużyną płocczanie przegrali na wyjeździe 24:27, więc losy awansu rozstrzygną się zapewne w rewanżowym spotkaniu, które odbędzie się 24 listopada w Orlen Arenie w Płocku.

 

PGE Vive górą w Brześciu

Szczypiorniści PGE Vive Kielce wrócili z tarczą z wyjazdu do Brześcia. Na Białorusi mistrzowie Polski łatwo pokonali w meczu Ligi Mistrzów EHF Mieszkow Brześć 35:26 i wrócili do czołówki zespołów w grupie A.

 

Kielczanie mogą być zadowoleni z występu w spotkaniu z Mieszkowem Brześć. Mistrzowie Polski pewnie pokonali Białorusinów, deklasując ich zwłaszcza w drugiej połowie meczu. Tym samym kielczanie zrewanżowali się za ubiegłoroczną porażkę w Brześciu. Spotkanie rozstrzygnęło się jednak dopiero po przerwie, bo po pierwszej połowie mistrzowie Polski mieli tylko dwubramkową przewagę (15:13). Znakomite zawody zaliczyli Blaż Janc (8 bramek) i Alex Dujshebaev (7 bramek). Zwycięstwo jest cenne, bo grupa A jest bardzo wyrównana i każdy punkt może decydować o końcowym miejscu w tabeli. W najbliższą sobotę (17 listopada) kielczanie podejmą ekipę Mieszkowa u siebie. Białorusini zapowiadają walkę, ale ich szanse na wygraną nie są duże.

Na czele grupy A po siedmiu kolejkach jest zespół FC Barcelona Lassa. Hiszpanie prowadzą z dorobkiem 12 punktów. Na drugim miejscu jest niemiecki Rhein-Neckar Loewen z 10 punktami. Taki sam dorobek ma trzecia w tabeli drużyna PGE Vive, ale ma gorszy bilans bramkowy (229:207 do 217:202). Kolejne lokaty zajmują: Vardar Skopje (Macedonia – 10 pkt, bramki 199:185; Telekom Veszprem (Węgry) – 6 pkt, 198:203, Mieszkow Brześć (Białoruś) – 4 pkt, 183:209, IFK Kristianstad (Szwecja), 3 pkt, 199:236, Montpellier HB (Francja) – 1 pkt, 185:213.

W dobrej sytuacji jest też drugi z naszych zespołów w Lidze Mistrzów, Orlen Wisła Płock. „Nafciarze” w siódmej kolejce Orlen Wisła Płock wróciła na pierwsze miejsce w tabeli najsłabszej w stawce Ligi Mistrzów grupy D i jest na dobrej drodze, by awansować kolejnej fazy rozgrywek.

 

Konflikt z EHF kosztuje coraz więcej

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) znów nałożyła na polskie kluby grzywny za odmowę używania loga oficjalnego sponsora Ligi Mistrzów, Nord Stream 2.

 

EHF co tydzień publikuje oświadczenia, w których informuje o karach nakładanych na PGE Vive Kielce i Orlen Wisłę Płock. W tym tygodniu komunikat dotyczył sankcji na odmowę użycia logo Nord Stream 2 w meczach 5. kolejki Ligi Mistrzów. Oba polskie zespoły oczywiście zagrały z wklejonymi jego miejsce logami fundacja PLAY International, ale ze swoich koszulek usunęły też loga PGE i Orlenu. Dla władz europejskiego szczypiorniaka nie jest to jednak satysfakcjonujące rozwiązanie, zwłaszcza że na egzekwowaniu swoich praw marketingowych EHF zarabia tera podwójnie, albowiem wzięła już pieniądze od konsorcjum Nord Stream 2, a teraz dodatkowo wyciąga pieniądze od sponsorujących polskie kluby koncernów PGE i Orlen, bo to one zwracają klubom zapłacone grzywny.

Pierwsza kara finansowa wynosiła ponoć 12,5 tys. euro, a każda następna była podwyższana, co może oznaczać, że EHF wydoiła już niechętnych Nord Stream 2 Polaków na co najmniej 100 tys. euro i jak tak dalej pójdzie, do końca ich udziału w rozgrywkach wyciągnie od PGE Vive i Orlenu Wisły prawie tyle samo pieniędzy, ile zapłacił jej w ramach sponsoringu Ligi Mistrzów Nord Stream 2. Przeprowadzone w ubiegłym tygodniu w Wiedniu negocjacje z działaczami EHF, jak nietrudno zgadnąć zakończyły się fiaskiem.

 

Spór o Nord Stream 2 trwa

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) nie odpuszcza polskim klubom grającym w Lidze Mistrzów. PGE Vive Kielce po raz drugi musi zapłacić karę finansową za zakrycie loga głównego sponsora rozgrywek Nord Stream 2. Podobna sankcja dotknie też zapewne Orlen Wisłę Płock, która zrobiła to samo.

 

Polskie kluby weszły w konflikt z EHF po tym, jak federacja bez żadnych konsultacji podpisała umowę sponsorską z Nord Stream 2, spółki konkurencyjnej dla głównych sponsorów Vive Kielce (PGE) i Wisły Płock (Orlen). Nasze koncerny są spółkami skarbu państwa i są pod kontrolą państwa, a polski rząd sprzeciwia się budowie Gazociągu Północnego biegnącego po dnie Bałtyku.

W myśli podpisanej przez EHF umowy sponsorskiej wszyscy uczestniczy rozgrywek Ligi Mistrzów są zobowiązani do eksponowania na koszulkach meczowych logo Nord Stream 2 oraz na parkietach, bandach i wszelkich materiałach promocyjnych. PGE Vive i Orlen Wisła uznały, że dla nich większą wartość mają ich umowy z polskimi sponsorami i na znak lojalności z nimi zrezygnowały z używania emblematów Nord Stream 2, za co zostały ukarane przez europejska federację grzywnami. Ich wysokość została utajniona, ale z przecieków wynika, że było to 12,5 tys. euro, ale te kwoty zostały im ponoć zrefundowane przez PGE i Orlen.

Ostatecznie władze EHF zgodziły się, aby polskie kluby w Lidze Mistrzów w meczach u siebie występowały bez loga Nord Stream 2 na koszulkach, ale też bez znaków graficznych PGE i Orlenu, które zastąpiły loga Lumi oraz Vervy, natomiast w miejscu Nord Stream 2 pojawiło się logo fundacji PLAN International. A ponieważ te rozwiązanie podtrzymały także także na wyjazdach, federacja nałożyła na nie kolejna grzywnę. EHF zaproponował obu polskim klubom i ich sponsorom spotkanie mediacyjne, które wyznaczono na 16 października w Wiedniu.

 

ZPRP prosi o mediację

Nie milkną echa decyzji PGE VIVE Kielce i Orlenu Wisły Płock o zaklejeniu podczas meczów w Lidze Mistrzów logo sponsora rozgrywek, Nord Stream 2. Po stronie polskich klubów stanął ZPRP i zwrócił się do EHFz prośbą o mediację.

 

EHF dopiero 31 sierpnia poinformowała, że Liga Mistrzów ma nowego partnera, właśnie Nord Stream 2. To spółka odpowiedzialna za budowę niechcianego przez polskie władze Gazociągu Północnego oraz podmiot konkurencyjny w stosunku do sponsorów tytularnych polskich klubów: Polskiej Grupy Energetycznej oraz PKN Orlenu. PGE VIVE Kielce i Orlen Wisła Płock po długich negocjacjach szefowie tych klubów zdecydowali, że zakleją logo sponsora, mimo grożących za to surowych sankcji, z wykluczeniem z rozgrywek włącznie.

Związek Piłki Ręcznej w Polsce stanął po stronie klubów, a prezes ZPRP Andrzej Kraśnicki wystosował pismo do szefa EHF Michaela Wiederera. Napisał w nim m. in.: (…) „ Oba kluby zdecydowały, że na koszulkach meczowych nie będą eksponować logo i nazwy Nord Stream 2. Ta decyzja była wyrazem lojalności wobec krajowych sponsorów obu klubów – PGE Polskiej Grupy Energetycznej, Polskiego Koncernu Naftowego Orlen, a także Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa – sponsora strategicznego polskiej piłki ręcznej oraz sponsora tytularnego PGNiG Superligi Mężczyzn, PGNiG Superligi kobiet, PGNiG Pucharu Polski mężczyzn, PGNiG Pucharu kobiet oraz PGNiG Summer Superligi. Wymienieni sponsorzy to największe w Polsce firmy energetyczne i paliwowe, niezwykle zaangażowane w rozwój polskiej piłki ręcznej. Ich wsparcie jest dla klubów i dla Związku Piłki Ręcznej w Polsce niezwykle cenne, ważne i decydujące.  (…) Wycofanie się tych sponsorów byłoby zagrożeniem dla dalszego funkcjonowania dyscypliny w Polsce”.