Rozważają zakończenie rozgrywek

PGNiG Superliga piłkarzy ręcznych nie gra, bo została zawieszona z powodu epidemii koronawirusa, ale władze ligi są bliskie zakończenia sezonu. Decyzja w tej sprawie ma zostać ogłoszona w najbliższych dniach, być może już nawet w poniedziałek 23 marca.

Sytuacja epidemiologiczna w naszym kraju jeszcze długo nie poprawi się na tyle, aby można było wznowić rozgrywki sportowe bez ryzyka narażenia zdrowia sportowców i kibiców. W niektórych grach zespołowych już zapadły decyzje o przedwczesnym zakończeniu zmagań w tym sezonie, między innymi w ligach hokeja na lodzie i koszykarskiej. Do takiego samego rozwiązania przymierzają się też władze ekstraklasy piłkarzy ręcznych. Głównym argumentem, który za tym przemawia jest przekonanie, że wobec niemożności prowadzenia regularnych treningów w okresie zawieszenia, po ewentualnym wznowieniu rywalizacji zawodnicy będą nieprzygotowani do gry, co może doprowadzić do licznych kontuzji.
Do negocjacji władz PGNiG Superligi z klubami włączył się też ZPRP, który zaproponował zakończenia rozgrywek bez spadków i awansów oraz uznanie dotychczasowych wyników za wiążące. Ponieważ w momencie zawieszenia rozgrywek liderem była ekipa PGE Vive Kielce, to ten zespół obroniłby tytuł i po raz kolejny wywalczył mistrzostwo Polski. Drugie miejsce przypadłoby drużynie Orlenu Wisły Płock, a trzecie zdobyłby zespół NMC Górnik Zabrze. Kolejne miejsca zajęłyby Azoty Puławy, Gwardia Opole, Energa Kalisz, Zagłębie Lubin, Sandra Spa Pogoń Szczecin, Chrobry Głogów, Piotrkowianin Piotrków Trybunalski, MMTS Kwidzyn, Torus Wybrzeże Gdańsk, Stal Mielec i Grupa Azoty Tarnów.
Takie rozwiązanie nie podoba się jednak walczącym o awans klubom z niższej ligi. Według regulaminu rozgrywek, zwycięzcy trzech grup I ligi mieli rozegrać turniej, którego zwycięzca uzyskiwałby bezpośredni awans do Superligi, zaś pokonany w finale zespół grałby baraż z przedostatnią drużyną ekstraklasy. Wyjściem może być powiększenie ligi z 14 do 16 zespołów, a turniej barażowy można by było rozegrać jesienią przed rozpoczęciem nowego sezonu.

Awans Nafciarzy do Top 16

Szczypiorniści Orlenu Wisły Płock przegrali rewanżowy mecz z hiszpańskim zespołem Bidasoa Irun 19:24, ale ponieważ u siebie wygrali 32:25, ostatecznie to oni awansowali do 1/8 finału Ligi Mistrzów EHF. Do tej fazy rozgrywek wcześniej zakwalifikował się też zespół PGE Vive Kielce.

Siedmiobramkowa zaliczka z pierwszego meczu może nie czyniła z płockiego zespołu stuprocentowego faworyta do awansu, ale nawet rywale dawali płocczanom większe szanse. „Nafciarze” nie dali się jednak wpędzić w samozadowolenie, bo przecież przed rokiem sami byli w podobnej sytuacji w jakiej teraz w starciu z nimi znalazła się hiszpańska ekipa. Doskonale jednak pamiętali, że choć pierwszy mecz z duńskim Bjerringbro-Silkeborg sromotnie przegrali, to w rewanżu zdołali odrobić straty i wywalczyć awans. Szykowali się więc do meczu jak na wojnę, nie zaniedbując niczego. Mecz Orlenu Wisły z Bidasoa Irun europejska federacja piłki ręcznej (EHF) uznała za mecz tygodnia w Lidze Mistrzów. Przebieg polsko-hiszpańskiej potyczki potwierdził jedynie słuszność tego wyboru.
Atmosfera w hali Pabellon Polideportivo Artaleku była piekielnie gorąca, bo licznie przybyli fani zespołu Bidasoa Irun przed mecze byli pełni wiary w sukces swoich ulubieńców i do ostatniego gwizdka wspierali ich żywiołowym dopingiem, przez który z trudem przebijała się licząca około setki grupka kibiców płockiej drużyny. A na parkiecie walka szła na całego od pierwszej akcji. Żadna z ekip nie potrafiła jednak zdominować przeciwnika, więc przez do przerwy wynik oscylował wokół remisu, ale na przerwę „Nafciarze” schodzili prowadząc12:10.
Po zmianie stron wicemistrzowie Polski grali nierówno i na trzy minuty przed końcem gospodarze prowadzili trzema bramkami, a jeszcze dwuminutowym wykluczeniem sędziowie ukarali Igora Żabicia. Nic to nie dało, bo choć grający w przewadze gospodarze zdołali wcisnąć „Nafciarzom” jeszcze dwa gole i ostatecznie wygrali 24:19, to do wywalczenia awansu zabrakło im trzech bramek. Ekipa Orlenu Wisły zasłużyła na awans do czołowej szesnastki Ligi Mistrzów. Przeciwnikiem „Nafciarzy” w walce o ćwierćfinał będzie Telekom Veszprem. W tym starciu za faworyta powszechnie uważa się węgierski zespół, ale płocczanie też sroce spod ogona nie wypadli. W ostatnich 10 latach w Lidze Mistrzów regularnie przecież awansują do 1/16 finału, a do 1/8 finału zakwalifikowali się już po raz szósty. W miniony weekend grała też drużyna PGE Vive Kielce. Mistrzowie Polski rywalizowali w elicie Champions League EHF, w grupie B i już dawno temu zapewnili sobie awans do 1/8 finału. W ostatnim spotkaniu fazy grupowej podejmowali u siebie lidera swojej grupy, niemiecki THW Kiel i bardzo chcieli wygrać, bo to był warunek utrzymania trzeciego miejsca w tabeli, a w konsekwencji trafienia na słabszego przeciwnika w walce o ćwierćfinał. Taki sam cel mieli też gracze Montpellier HB, którzy w ostatniej, 14. kolejce grali z rozpadającym się z braku pieniędzy Vardarem Skopje. Kielczanie woleli nie liczyć na waleczność graczy macedońskiego klubu i utrzymanie trzeciej lokaty postanowili sobie zapewnić pokonując w Hali Legionów lidera grupy B THW Kiel i cel zrealizowali wygrywając 32:30. Dzięki tej wygranej zespół PGE Vive zajął trzecie miejsce w grupie B i w walce o ćwierćfinał zmierzy się z szóstą drużyną grupy A – słoweńskim Celje Pivovarna lub chorwackim PPD Zagrzeb. Natomiast THW Kiel jako zwycięzca grupy od razu awansował do ćwierćfinału, podobnie jak najlepsza w grupie A FC Barcelona Lassa.

48 godzin sport

Teraz poskaczą w Rumunii
Dawid Kubacki, Kamil Stoch, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka oraz Paweł Wąsek – tak będzie wyglądać kadra polskich skoczków narciarskich na zawody Pucharu Świata w rumuńskim Rasnovie. Trener biało-czerwonych Michal Doleżal dokonał jednej zmiany w składzie – Andrzeja Stękałę zastąpił Wąsek, który w miniony weekend w konkursie Pucharu Kontynentalnego w Iron Mountain wywalczył drugie miejsce. W Rasnovie na skoczni K-90 odbędą się dwa konkursy indywidualne – piątkowy zacznie się o godzinie 14:00, natomiast sobotni o 12:45.

Glik wraca do wysokiej formy
Kamil Glik po raz pierwszy w tym sezonie został wybrany do najlepszej jedenastki kolejki magazynu „L’Equpie”. Obrońca AS Monaco został wyróżniony za spotkanie z Montpellier (1:0). Jego występ został oceniony na 7 w dziesięciostopniowej skali. Zespół z Księstwa Monako, dzięki trzem wygranym z rzędu, awansowała na piąte miejsce w tabeli Ligue 1.

Puchar Polski dla Anwilu
W zakończonym w minioną niedziele w Warszawie turnieju finałowym Pucharu Polski triumfował zespół Anwilu Włocławek, który w decydującym spotkaniu pokonał Polski Cukier Toruń 103:96. Był to czwarty w historii triumf koszykarzy z Włocławka w tych rozgrywkach. Za zwycięstwo otrzymali premię finansową w wysokości 100 tys. złotych. Wyniki. 1/4 finału: HydroTruck Radom – Legia Warszawa 85:58, Anwil Włocławek – Start Lublin 87:81, Stelmet Enea BC Zielona Góra – Trefl Sopot 82:75, Polski Cukier Toruń – Asseco Arka Gdynia 80:71; 1/2 finału: Anwil Włocławek – HydroTruck Radom 108:89, Stelmet Enea BC Zielona Góra – Polski Cukier Toruń 69:72. Finał: Anwil Włocławek – Polski Cukier Toruń 103:96 .

Wyróżnili graczy PGE Vive
Bramkarz PGE VIVE Andreas Wolff i prawy rozgrywający kieleckiej drużyny Alex Dujshebaev znaleźli się w najlepszej siódemce 12. kolejki Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych (kielczanie wygrali w niej z FC Porto 30:25). Dla Niemca jest to już czwarte wyróżnienie w tym sezonie, a dla Hiszpana drugie. W drużynie kolejki znaleźli się jeszcze lewoskrzydłowy Hugo Descat (Montpellier HB), lewy rozgrywający Joan Canellas (MOL-Pick Szeged), środkowy rozgrywający Stas Skube (Vardar Skopje), prawoskrzydłowy Marius Steinhauser (SG Flensburg-Handewitt) i kołowy Hendrik Pekeler (THW Kiel).

Kłopoty litewskiej pływaczki
Mistrzyni olimpijska z 2012 roku z Londynu w pływaniu na dystansie 100 m stylem klasycznym Litwinka Ruta Meilutyte została zawieszona na dwa lata przez Międzynarodową Federację Pływacką (FINA) za trzykrotne unikanie kontroli antydopingowych. Litewska pływaczka zakończyła karierę sportową w maju 2019 roku w wieku 22 lat, mimo to kara będzie formalnie obowiązywać do 20 lipca 2021 roku. Sankcje na Meilutyte zostały nałożone za przewiny w 2018 i w pierwszej połowie 2019 roku.

Porażka PGE Vive w Montpellier

Szczypiorniści PGE Vive Kielce przegrali z Montpellier HB 24:25 w wyjazdowym meczu 11. kolejki Ligi Mistrzów EHF. Francuski zespół zwycięską bramkę zdobył na dwie sekundy przed końcem spotkania.

Po dwóch miesiącach przerwy wznowiono rozgrywki Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych. W rywalizacji uczestniczą dwa najlepsze polskie zespoły – PGE Vive Kielce i Orlen Wisła Płock. „Nafciarze” zakończyli zmagania w fazie grupowej (grali w najsłabszej grupie D) już w grudniu ub. roku, a kolejne spotkania, już w 1/8 finału, rozegrają 22 i 29 lutego z hiszpańskim zespołem z Bidasoa Irun. Kielczanie biją się o awans w liczącej 16 drużyn elicie, podzielonej na dwie ośmiozespołowe grupy A i B. W sobotę w kolejnej potyczce zmierzyli się z francuskim Montpellier HB. Rywalizacja obu tych zespołów jest o tyle nietypowa, że Francuzi w pięciu ostatnich meczach rozegranych w Kielcach triumfowali w czterech, wygrali też w rundzie jesiennej obecnej edycji Ligi Mistrzów, ale z dla równowagi kielczanie z ostatnich pięciu wyjazdów do Montpellier także cztery razy wracali z tarczą. W miniona sobotę ta swoista tradycja została jednak złamana i zespół PGE Vive wrócił do domu na tarczy.
Gospodarze zaczęli spotkanie od prowadzenia 5:2, ale od 18. minuty kielczanie zaczęli przeważać i wyszli na prowadzenie 11:9, a na przerwę schodzili z wynikiem 14:12. Po zmianie stron francuska drużyna wykorzystała okazję, jaką stworzyły kary indywidualne dla Mateusza Jachlewskiego i Daniela Dujshebaeva i nie tylko odrobili straty, ale tez wyszli na prowadzenie. Kielczanie nie dawali jednak za wygraną i sześciokrotnie doprowadzali do remisu. Ostatni raz na 20 sekund przed końcem meczu, kiedy to na 24:24 rzucił Aguinagalde. Niestety, skutecznym rzutem zdążył jeszcze odpowiedzieć Mohamed Soussi i dał ekipie Montpellier upragnione zwycięstwo.
Po tym spotkaniu mistrzowie Polski z dorobkiem 12 pkt spadli na czwarte miejsce w tabeli grupy B. 1. miejsce zajmuje w niej THW Kiel (18 pkt), 2. Telkom Veszprem (16 pkt), 3. Montpellier (13 pkt), a za PGE Vive są jeszcze 5. FC Porto (10 pkt), 6. Vardar Skopje (9 pkt), 7. Motor Zaporoże (4 pkt) i 8. Mieszkow Brześć (4 pkt). Do kolejnej fazy awansuje sześć zespołów. Ekipa PGE Vive ma miejsce w 1/8 finału w kieszeni, a do rozegrania jeszcze mecze z FC Porto, Motorem Zaporoże i THW Kiel, może zatem poprawić lokatę w tabeli.

Nafciarze dostali ciężkie lanie w Hali Legionów

W pierwszej ligowej „świętej wojnie”, jak w ekstraklasie piłkarzy ręcznych zwie się potyczki dwóch najsilniejszych polskich zespołów klubowych, we własnej hali sensacyjnie zwyciężyła ekipa Orlenu Wisły Płock. W miniony wtorek w Kielcach szczypiorniści PGE Vive wzięli srogi rewanż i rozbili „Nafciarzy” 29:20, dzięki czemu odzyskali utracone po porażce w Płocku pierwsze miejsce w tabeli Superligi.

Płocczanie w Hali Legionów zagrali bez Renato Sulicia, który został zawieszony za niesportowe zachowanie w meczu z Gwardią Opole, natomiast w zespole gospodarzy zabrakło Igora Karacicia, Krzysztofa Lijewskiego, Angela Fernandeza i Doruka Pehlivana. W wyjściowym składzie znalazł się za to Alex Dujshebaev, którego występ stał pod znakiem zapytania ze względu na kontuzję palca.
Kilka miesięcy temu Orlen Wisła przerwała trwającą 3,5 roku serię porażek z PGE Vive i w końcu zdołała pokonać najgroźniejszego konkurenta w walce o mistrzowski tytuł. Po tym spotkaniu oba zespoły zgodnie wygrywały swoje kolejne mecze w Superlidze, przez co „Nafciarze” przez ten czas twardo trzymali pozycję lidera tabeli. W końcu jednak przyszedł czas na weryfikację mocarstwowych ambicji płockiego zespołu w mateczniku PGE Vive, czyli kieleckiej Hali Legionów. A że poniesiona w jesiennej rundzie porażka mocno rozsierdziła ekipę trenera Tałanta Dujszebajewa, to mimo braku kilku podstawowych graczy w rewanżu dosłownie zmietli rywali z parkietu.
„Jesteśmy zadowoleni w wygranej, ale nie chciałbym w szatni euforii, bo to tylko jeden mecz. Tak jak przegrane spotkanie w Płocku. Chcę, żeby teraz wszyscy twardo stąpali po ziemi, bo przed nami kolejne wyzwania” – podsumował występ swojej drużyny trener Dujszebajew. Mobilizacja jest wskazana, bo już w piątek 8 lutego PGE Vive czeka wyjazdowy mecz w Lidze Mistrzów z Montpellier.
Istnieje szansa, że do składu dołączy przynajmniej jeden rekonwalescent. Wiadomo, że Igor Karacić musi jeszcze pauzować, ale Angel Fernandez i Krzysztof Lijewski powinni być już gotowi do gry.

Superliga bez widzów

W ekstraklasie piłkarzy ręcznych zakończyła się pierwsza runda rozgrywek. Po 13. kolejkach na czele 14-zespołowej ligi plasuje się PGE Vive Kielce przed Orlenem Wisłą Płock i Górnikiem Zabrze. Problem w tym, że meczy PGNiG Superligi prawie nikt nie ogląda.

W pierwszej części ligowego sezonu średnia widzów na jedno spotkanie wynosi 1059 osób. W kończącej pierwszą rundę 13. kolejce w żadnej z hal nie zjawiło się nawet tylu widzów. Najwyższą frekwencję odnotowano w Płocku, ale nawet w Orlen Arenie trybuny świeciły pustkami, bo na mecz „Nafciarzy” z Zagłębiem Lubin wybrało się tylko tysiąc fanów płockiego zespołu. W 13. kolejce PGNiG Superligi średnia widzów była żenująco słaba i wyniosła ledwie 659 osób, co jest najgorszym wynikiem w całej rundzie. Przyzwoita na tym tle frekwencja w Płocku wypada jednak blado gdy porówna się ja do frekwencji na meczu z PGE Vive (4200 widzów). W Szczecinie potyczka Sandry Spa Pogoni z Górnikiem Zabrze zainteresowała tylko 350 kibiców. Jeszcze większą niespodzianka na minus była słaba frekwencja w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie na mecz z liderem ligi PGE Vive pofatygowało się tylko 550 widzów, co jest gorszym wynikiem od średniej jaką ma w tym sezonie piotrkowski klub (628 widzów). Rzadko się zdarza żeby przyjazd naszpikowanej gwiazdami światowego szczypiorniaka kieleckiej drużyny nie wywołał zainteresowania powyżej ligowej przeciętnej w danej hali.

Pod względem średniej widzów liderem PGNiG Superligi także jest PGE Vive Kielce, ale wynik 1987 osób w mogącej pomieścić ponad cztery tysiące osób Hali Legionów na kolana nie powala. Druga lokatę zajmuje  (średnia 1686 widzów), a dopiero trzecią Orlen Wisła Płock (1572). Kolejne miejsca pod względem frekwencji zajmują: KPR Gwardia Opole (1414), Zagłębie Lubin (1182), Chrobry Głogów (1060), Torus Wybrzeże Gdańsk (889), MMTS Kwidzyn (871), KS Azoty Puławy (700), NMC Górnik Zabrze (686), Sandra Spa Pogoń Szczecin (625), Piotrkowianin Piotrków Trybunalski (618), Grupa Azoty Tarnów (412) i SPR Stal Mielec (250).

 

Obowiązkowe zwycięstwo Vive

W minioną sobotę szczypiorniści PGE Vive Kielce w 10. kolejce grupy B Ligi Mistrzów EHF podejmowali w Hali Legionów białoruski Mieszkow Brześć. Był to ostatni w tym roku mecz kieleckiej drużyny w tych elitarnych rozgrywkach. Zwycięstwo 30:24 okazało się ważne, bo przy porażce Montpellier HB z THW Kiel 32:33 dało kielczanom awans na trzecią pozycję w tabeli.

W grupie B z dorobkiem 16 punktów prowadzi THW Kiel i ekipie PGE Vive Kielce będzie piekielnie trudno zepchnąć niemiecki zespół z pierwszego miejsca, cennego, bo dającego od razu bezpośredni awans do ćwierćfinału. Nawiasem mówiąc nie tylko zajmujący w tabeli trzecią lokatę z 12 pkt na koncie kielczanie są tym zainteresowani, także zespoły drugiego w tabeli Telkomu Veszprem (12 pkt) i czwartego Montpellier HB (11 pkt), a nawet piątego FC Porto (10 pkt). Do zakończenia rozgrywek zostały jeszcze cztery kolejki i jeśli żadnej z tych drużyn nie uda się przeskoczyć niemieckiej, to każda będzie do końca walczyć o jak najwyższą końcową lokatę, bo im wyższa, tym większe szanse, że trafi się na słabszego przeciwnika w fazie play off.

Przed sobotnią potyczką z Mieszkowem zespół PGE Vive zajmował piąte miejsce, miał zatem o co walczyć. Białoruska ekipa zresztą także, bo ewentualne zwycięstwo w Kielcach dawało jej jeszcze nadzieję na załapanie się do walki o 1/8 finału i dogonienie w tabeli Vardaru Skopje i FC Porto. W przypadku porażki o awansie mogli zapomnieć, ale że w poprzedniej kolejce ograli właśnie macedońską drużynę, na powtórzenie podobnego wyczynu liczyli także w kieleckiej Hali Legionów.

PGE Vive w pierwszym w tym sezonie bezpośrednim starciu w Lidze Mistrzów wygrało z Mieszkowem 31:27. Dla kielczan był to punkt zwrotny w obecnych rozgrywkach, bo po serii porażek z FC Porto, w krajowej lidze z Orlenem Wisłą Płock oraz u siebie z Montpellier HB, zaczęto wieszczyć kieleckiemu potentatowi kryzys. Po zwycięstwie w Brześciu sytuacja się odwróciła i serię zwycięstw kielczan przerwał dopiero przed tygodniem na swoim parkiecie Telkom Veszprem.

Kolejne trzy starcia Białorusinów w Lidze Mistrzów także zakończyły się fiaskiem. Dwukrotnie lepszy okazał się Telekom Veszprem, Mieszkow na własnym parkiecie pokonał także Vardar Skopje. Przełamanie przyszło dopiero w ostatnią sobotę. Mistrzowie Białorusi przed własną publicznością zdeklasowali obrońców tytułu, Vardar 31:22, chociaż do przerwy przegrywali 12:13. Zdobyte dwa punkty nie poprawiły jednak zbytnio sytuacji Mieszkowa w grupie. Razem z Motorem, mając po cztery „oczka” na koncie, Białorusini zamykają stawkę grupy B, tracąc do szóstego Vardaru pięć punktów. Oczywiście zachowują jeszcze matematyczne szanse na awans, ale realnie oceniając ten sezon w Lidze Mistrzów ekipa Mieszkowa Brześć może już spisać na straty.

Jej porażka z zespołu PGE Vive nie jest żadną sensacją. Obie drużyny wcześniej grały przeciwko sobie już w tych elitarnych rozgrywkach dziewięć razy i mistrzowie Polski wygrali aż ośmiokrotnie, a jedyne zwycięstwo Białorusini wywalczyli w 2017 roku u siebie, wygrywając 28:25. Natomiast w kieleckiej Hali Legionów wszystkie potyczki wygrali kielczanie.

W minioną sobotę także niespodzianki nie było i pokonali białoruski zespół po raz dziewiąty, wygrywając 30:24. Białoruska ekipa walczyła dzielnie do 45. minuty, ale w ostatnim kwadransie spotkanie gospodarze podkręcili tempo i zdobyli wystarczająca przewagę bramkową, żeby w ostatnich minutach kontrolować wynik i przebieg wydarzeń na boisku. Wygrali ostatni w tym roku mecz w Lidze Mistrzów, ale dobrą wiadomością dla fanów kieleckiej drużyny było też to, iż trener zespołu PGE Vive Tałant Dujszebajew miał do dyspozycji aż 14 zdrowych graczy i wszystkich posłał do gry.

Zwycięski zespół zagrał w składzie: w bramce Wolff, a w polu – Janc (7 goli), Vujović (6), Karalek (4), Karacić (4), Kulesz (3), D. Dujshebaev (3), A. Dujshebaev (2), Aguinagalde (1), Pehlivan, Lijewski, Jurkiewicz, Fernandez, Guillo.

 

Awans Orlenu Wisły Płock

W miniony weekend z dwóch polskich drużyn rywalizujące w Lidze Mistrzów EHF więcej powodów do zadowolenia mieli szczypiorniści Orlenu Wisły Płock. „Nafciarze” w ostatnim kwadransie odwrócili losy meczu z duńskim GOG ze stanu 17:22 i ostatecznie wygrali 27:24, zapewniając sobie awans do fazy play off z grupy D. Gorzej powiodło się ekipie PGE Vive Kielce, która w 9. kolejce grupy B przegrała na wyjeździe z węgierskim Telekomem Veszprem 24:28.

Dla europejskich klubowych zespołów piłkarzy piłkarzy ręcznych listopad to tylko jeden z najbardziej pracowitych miesięcy w roku. Szczypiorniści PGE Vive mieli w tym miesiącu do rozegrania dziewięć meczów, w tym aż pięć w Lidze Mistrzów. Kielczanie walczyli ze zmiennym szczęściem, ale w trzech trudnych potyczkach – dwóch z Vardarem Skopje i jednym z Telekomem Veszprem, zdobyli pięć punktów i dzięki temu utrzymywali miejsce w czołówce grupy B. Mistrzowie Polski w minioną sobotę nie sprostali jednak w rewanżowym spotkaniu mistrzom Węgier. U siebie pokonali Telekom Veszprem 34:33, na terenie rywali ulegli im 24:28. Obie ekipy mierzyły się ze sobą już trzynastokrotnie i lepszy bilans tych potyczek ma węgierski zespół. Ale w 2016 roku kielczanie w finale Ligi Mistrzów dokonali w starciu z nimi niebywałego wyczynu, odrabiając dziewięć bramek straty i zdobyli trofeum wygrywając mecz w rzutach karnych, więc mimo faktu, że w tych 13 meczach z Telkomem zanotowali aż dziewięć porażek, jeden remis, nie jechali do Veszprem jak na ścięcie.

Do powtórki wyniku z Kielc jednak na Węgrzech nie doszło. Zespół PGE Vive tylko do przerwy dotrzymywał kroku ekipie Telkomu Veszprem, po zmianie stron przejął inicjatywę i pewnie wygrał spotkanie 28:24. Porażka kielczan jest dla nich podwójnie bolesna, bo po sobotnich meczach THW Kiel nie powiększył przewagi i nadal prowadzi z 14 punktami, ale drugi Telkom ma 12 „oczek, a trzecie Montpellier 11. PGE Vive zajmuje czwartą lokatę z 10 pkt na koncie. W najbliższą sobotę kielczanie zagrają u siebie w ostatnim w tym roku występie w Lidze Mistrzów z Mieszkowem Brześć.

Lepsze humory panują w Płocku, bo Orlen Wisła w spotkaniu z duńskim GOG ze stanu 17:22 doprowadzili do swojej wygranej 27:24 i awansowali do kolejnej rundy Ligi Mistrzów z drugiego miejsca w grupie D. W dwumeczu o awans do 1/8 finału „Nafciarzy” czeka jednak trudna przeprawa, bo już wiadomo, że ich rywalem będzie najlepszy zespół grupy C, hiszpański Bidasoa Irun, niegdyś najlepsza klubowa ekipa na Starym kontynencie, która powoli odzyskuje dawny blask.

 

Triumf PGE Vive nad Vardarem

Szczypiorniści PGE Vive Kielce pewnie wygrali we własnej hali z Vardarem Skopje 35:25 w 8. kolejce Ligi Mistrzów EHF. Macedoński zespół tydzień wcześniej podejmował kielczan w Skopje i z trudem zremisował z nimi 28:28, ale tak wysokiej porażki w rewanżu dwukrotnego triumfatora tych rozgrywek mało kto się spodziewał.

Po zremisowanym 28:28 spotkaniu w Skopje ekipa PGE Vive wracała do Kielc z uczuciem niedosytu. Jeszcze kilka tygodni wcześniej taki wynik wywalczony w stolicy Macedonii żółto-biało-niebiescy wzięliby w ciemno, bo to trudny teren, fanatyczni kibice, gorąca atmosfera i naszpikowanymi klasowymi graczami zespół. Obecnie jednak macedońska ekipa przeżywa poważne problemy kadrowe, bo ich skład mocno przerzedziły kontuzje, ale ma też wyraźny kryzys formy. Jedyne co pozostało w tej ekipie na dawnym poziomie, to niebywała ambicja i zaangażowanie zawodników. Na kwadrans przed końcem meczu w Skopje mistrzowie Polski prowadzili trzema trafieniami, zaś ich rywale walczyli już ostatkiem sił. Mimo to zawzięcie walczyli do ostatniego gwizdka i w nagrodę wywalczyli cenny punkt. Trener kieleckiej drużyny Tałant Dujszebajew stwierdził, że z remisu nie jest zadowolony, bo w jego opinii to stracony punkt. W ekipie Vardaru wszyscy się z tego rezultatu cieszyli i nazywali go nawet „zwycięskim remisem”.

Obawiali sie jednak czekającego ich tydzień później spotkania rewanżowego w Kielcach. Do Polski nie poleciał z zespołem lider Vardaru Łotysz Dainis Kristopans, zabrakło też dwóch innych rozgrywających – JoseGuilherme de Toledo i Siergiej Gorbok także leczą urazy. Sytuacja w grupie B jest jednak skomplikowana i kielczanie nie mogli sobie w sobotę pozwolić na przegraną. Drugi i szósty zespół w tabeli dzieli ledwie jeden punkt, a to oznacza, że margines błędu nie istnieje – w ostatecznym rozrachunku o miejscu w grupie może zadecydować nawet jedna bramka. Porażka w rewanżowym starciu z Vardarem nie wchodziła więc w rachubę. Kielecki zespół miał jeszcze nad rywalami przewagę psychologiczną, bo ekipie Vardaru jeszcze nigdy nie udało się wygrać z PGE Vive w kieleckiej Hali Legionów.

Trener Vardaru Eduard Kokszarow chciał zaskoczyć kielczan wystawiając na prawej flance nie Ivana Cupicia, lecz Pawła Atmana, ale ten manewr nie przyniósł jego drużynie większych korzyści. Mistrzowie Polski nie dali się zbić z tropu także manewrami z wycofywaniem bramkarza w trakcie ataku, grali czujnie i jeszcze do przerwy rzucili pięć goli na pustą bramkę (trzy razy trafił Blaż Janc, po razie obaj bracia Dujszebajewowie). A że w ataku kielecki zespół spisywał sie jeszcze lepiej niż w obronie, na przerwę podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa schodzili z trzybramkowym prowadzeniem.
Po zmianie stron rywale zaczęli grę od trafienia, ale kielczanie nie dali im się rozkręcić, bo sami zaczęli koncert gry w piłkę ręczną. Znakomicie bronił niemiecki bramkarz PGE Vive Andreas Wolff, chociaż grał z kontuzją stawu skokowego. Macedoński zespół z każdą minutą stawał się coraz bardziej bezradny – grał chaotycznie, bez pomysłu, niestarannie w ataku i niekonsekwentnie w obronie. Nic dziwnego, że na pięć minut przed końcem meczu kielczanie prowadzili już różnicą dziewięciu trafień, by ostatecznie zakończyć spotkanie wynikiem 35:25.

Było to czwarte zwycięstwo PGE Vive Kielce w obecnych rozgrywkach Ligi Mistrzów EHF. Po sześć bramek rzucili najskuteczniejsi w drużynie trenera Dujszebajewa chorwacki rozgrywający Igor Karacić i białoruski obrotowy Arciom Karalok. W zespole Vardaru najwięcej trafień, dziewięć, zanotował rosyjski skrzydłowy Timur Dibirow.

„Mój zespół ma ogromny szacunek dla Vardaru, bo to jest aktualny mistrz Europy. Wiemy, że obecnie są w bardzo trudnej sytuacji kadrowej. Ale możemy ich podziwiać. Grali bez Guilherme de Toledo i Dainisa Kristopansa, a Paweł Atman i Christian Dissinger wrócili dopiero po kontuzjach. Wytrzymali tyle, ile mogli. Jesteśmy oczywiście bardzo zadowoleni ze zwycięstwa i dziękujemy naszym kibicom. To nie to samo, kiedy gramy w Skopje, a w Kielcach. Dzisiaj byliśmy bardziej skuteczni i to dało nam wygraną” – podsumował występ swojej drużyny trener kielczan Tałant Dujszebajew.

W innym sobotnim spotkaniu tej grupy Telekom Veszprem wygrał z Mieszkowem Brześć 31:25. W tabeli grupy B prowadzi THW Kiel (13 pkt) przed Telekomem i PGE Vive (po 10 pkt). Czwartą lokatę zajmuje Montpellier HB (9 pkt), piąty jest Vardar (9), szóste FC Porto (8 pkt), dwie ostatnie pozycje okupują nie mające już szans na awans zespoły Mieszkowa (2 pkt) i Motoru Zaporoże (1).

W grupie A prowadzi FC Barcelona Lassa przed Paris Saint-Germain HB (po 12 pkt), trzecia lokatę zajmuje MOL-Pick Szeged (11). Kluczowy dla miejsca Orlenu Wisły Płock mecz tej drużyny z Kadetten Schaffhausen zakończył się po zamknięciu wydania.

 

Kiepska passa PGE Vive

Szczypiorniści PGE VIVE Kielce mieli kiepski tydzień. Najpierw w środę po raz pierwszy od ponad trzech lat przegrali z Orlenem Wisłą Płock, a w sobotę w Lidze Mistrzów ulegli francuskiemu Montpellier HB.

Mistrzowie Polski podejmowali francuski zespół na swoim boisku w ramach 4. kolejki Ligi Mistrzów EHF. Obie drużyny przystąpiły do tego meczu mocno osłabione. Kielczanie zagrali bez Mateusza Jachlewskiego, Tomasza Gębali, Daniela Dujshebaeva i Branko Vujovica. W szeregach gości zabrakło Diego Simoneta, Jonasa Truchanoviciusa, Gilberto Duarte i Melvyna Richardsona. Spotkanie lepiej rozpoczęli goście i po 10 minutach prowadzili 5:2. Wtedy trener kieleckiej drużyny Tałant Dujszebajew zmienił w bramce slabo grającego Andreasa Wolffa na Mateusza Korneckiego i gospodarze zaczęli odrabiać straty i przed końcem pierwszej połowy zmniejszyli stratę do jednej bramki, lecz rywale byli czujni na przerwę schodzili z prowadzeniem 14:12.

Po zmianie stron kielczanie zaspali początek i w 40. minucie przegrywali 13:17. Zdołali jednak odrobić te straty i w 46. minucie przegrywali tylko jednym trafieniem (21:22). Kolejny przestój kielczan okazał się bardzo kosztowny. W ciągu trzech minut rywale odskoczyli na 25:21. Kielczanie raz jeszcze zabrali się do odrabiania strat. W 52. minucie Julen Aginagalde doprowadzili do wyniku 24:26, a chwilę potem ponownie stojący w bramce Wolff obronił rzut karny, a w kolejnej akcji popisał się kapitalną interwencją.

Końcówkę meczu kibice w Hali Legionów oglądali na stojąco, gorąco dopingując swoją drużynę, lecz drużyna z Montpellier nie dała sobie odebrać zwycięstwa i wygrała 29:27. Kielczanie ponieśli drugą porażkę w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów i zajmują 5. miejsce w liczącej osiem zespołów grupie B.