Tłum graczy na treningu PGE Vive

Aż 17 zawodników wzięło udział w pierwszym po wakacyjnej przerwie treningu mistrzów Polski w piłce ręcznej. Szefowie PGE Vive Kielce wyciągnęli wnioski z poprzedniego sezonu, w którym kielecką ekipę dotknęła plaga kontuzji, i powiększyli kadrę zespołu oraz sztab trenerski.

Po zdobyciu 16. w historii i ósmego z rzędu mistrzostwa Polski, po zdobyciu 11. z rzędu i 16. w historii Pucharu Polski oraz czwartym w ostatnich siedmiu latach awansie do turnieju finałowego Ligi Mistrzów, kielecki klub przedłużył umowę na kolejne dwa lata ze sponsorem tytularnym (PGE) i finalizuje negocjacje z kilkoma kolejnymi poważnymi mecenasami. Budżet klubu spęczniał, co pozwoliło na wzmocnienie składu.

Na pierwszym treningu stawili się pozyskani przez PGE Vive gracze – pierwszy w polskiej lidze Turek, 21-letni rozgrywający Doruk Pehlivan, francuski obrońca Romaric Guillo oraz najcenniejsze nabytki – najlepszy zawodnik turnieju finałowego Ligi Mistrzów Chorwat Igor Karacić, który w barwach Vardaru Skopje dwukrotnie, w 2017 i 2019 roku wygrywał te rozgrywki, oraz bramkarz reprezentacji Niemiec Andreas Wolff, jednak z ikon światowego szczypiorniaka. Pojawił się też odkupiony z Wybrzeża Gdańsk Mariusz Jurkiewicz i wracający z wypożyczenia reprezentant Czarnogóry Branko Vujović. Indywidualnie trenowali Daniel Dujszebajew i Tomasz Gębala, a po artroskopii stawu biodrowego Mateusz Jachlewski na razie rehabilituje się w Gdańsku.

Do sztabu trenerskiego został włączony Sławomir Szmal. Legendarny bramkarz będzie dbał o formę graczy na tej pozycji. Zatrudniono też fizjoterapeutę Krzysztofa Palucha. Trener Tałant Dijszebajew będzie miał teraz w sztabie pięciu współpracowników. Ekipa PGE Vive do 8 sierpnia trenować będzie w Kielcach.

 

Nafciarze z dziką kartą w Lidze Mistrzów EHF

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) ustaliła listę 28 klubów, które w sezonie 2019/2020 zagrają w Lidze Mistrzów. Do udziału w tych elitarnych europejskich rozgrywkach pucharowych zgłosiło się 35 drużyn, ale siedem EHF odrzuciło. Ten los nie spotkał dwóch polskich zespołów i w nowej edycji znów w Lidze Mistrzów zagrają PGE Vive Kielce oraz Orlen Wisła Płock.

Komitet Wykonawczy EHF podał kryteria, którymi się kierował dzieląc drużyny na przynależne do grup wyżej notowanych A i B oraz do niżej notowanych grup C i D. Były to m.in. miejsce rozgrywania spotkań, prawa telewizyjne, ranking ligi krajowej, średnia liczba widzów w hali, wyniki sportowe osiągane w europejskich pucharach, potencjał sponsorski, przestrzeganie przepisów oraz respektowanie swobody mediów w dostępie do informacji. W nowym sezonie w stawce 28 drużyn nie będzie już nadreprezentacji ekip z Francji i Niemiec. Europejska Federacja Piłki Ręcznej nie przyznała dodatkowych miejsca dla klubów z tych krajów.

O ile zakwalifikowanie do rozgrywek jedynie dwóch zespołów z Bundesligi, zamiast jak wcześniej trzech, specjalnie nie dziwi, bo już w ostatniej edycji wystartowały tylko Flensburg i Rhein-Neckar Loewen. Wprawdzie Niemcy chcieli w nowym sezonie dodatkowe miejsce dla SC Magdeburg, ale sternicy europejskiego szczypiorniaka pozostali nieugięci. Nie tylko dla Bundesligi, lecz także dla francuskiej ekstraklasy, bowiem odrzucono aplikację finalisty sprzed roku, HBC Nantes. W ostatnich dwóch sezonach Francuzi mieli zagwarantowane trzy miejsca w Lidze Mistrzów, a w poprzedniej edycji do Final Four dostała się cała trójka. EHF postanowiła wyrównać szanse i odmówiła „dzikiej karty” nie tylko Nantes, lecz także starającemu się o powrót do elity Chambery Savoie HB. Dzięki temu do grona najlepszych w Europie dostał się m.in. macedoński Eurofarm Rabotnik czy drugi klub ze Szwecji, IFK Kristianstad. Odrzucono też kandydatury Metalurga Skopje, norweskiego OFI Arendal i luksemburskiego Handball Esch.

Mistrzowie Polski, PGE Vive Kielce, ponownie trafią do którejś z dwóch najsilniejszych grupa (A lub B), natomiast „Nafciarze” z Płocka, którzy dostali się do rozgrywek dzięki „dzikiej karcie”, znów będą musieli rywalizować w słabszym zestawie przeciwników w grupach C lub D. W grupach A i B wystąpi po osiem zespołów, sześć z nich awansuje dalej. W słabszym zestawie do barażów o fazę Top 16 dostaną się tylko po dwie czołowe drużyny z każdej grupy. Losowanie fazy grupowej odbędzie się w czwartek 27 czerwca w Erste Campus w Wiedniu.

Podziała na koszyki:

Grupy A/B: Mieszkow Brześć (Białoruś), HC PPD Zagrzeb (Chorwacja), Aalborg Handbold (Dania), SG Flensburg-Handewitt (Niemcy), Barcelona Lassa (Hiszpania), Paris Saint-Germain HB (Francja), Telekom Veszprem HC (Węgry), HC Vardar (Macedonia), Elverum (Norwegia), PGE VIVE Kielce (Polska), FC Porto Sofarma (Portugalia), RK Celje Pivovarna Lasko (Słowenia), HC Motor Zaporoże (Ukraina), THW Kiel (Niemcy), Montpellier Handball (Francja), MOL-Pick Szeged (Węgry);

Grupy C/D: Cocks (Finlandia), Dinamo Bukareszt (Rumunia), Czechowskie Niedźwiedzie (Rosja), IK Sävehof (Szwecja), Kadetten Schaffhausen (Szwajcaria), Tatran Preszow (Słowacja), GOG (Dania), Bidasoa Irun (Hiszpania), HC Eurofarm Rabotnik (Macedonia), Orlen Wisła Płock (Polska), Sporting Lizbona (Portugalia), IFK Kristianstad (Szwecja).

 

Liga Mistrzów EHF: Wielki finał sezonu w Kolonii

Piłkarze ręczni PGE Vive Kielce w najbliższy weekend po raz czwarty zagrają w Final Four Ligi Mistrzów. Turniej odbędzie się w Kolonii, a półfinałowym rywalem kielczan będzie węgierski Telkom Veszprem. W drugiej parze zmierzą się FC Barcelona Lassa i macedoński Vardar Skopje. „Będziemy walczyć o pełna pulę, nie mamy nic do stracenia” – zapewnia trener PGE Vive Tałant Dujszebajew.

Obecność kieleckiej drużyny w najlepszej czwórce rozgrywek Ligi Mistrzów EHF to ogromna niespodzianka. Trapiona plagą kontuzji ekipa Tałanta Dujszebajewa potrafiła jednak skutecznie stawić czoła potentatowi Paris Saint-Germain i wyeliminować uważany za jednego z faworytów paryski zespół w ćwierćfinale. A potem jeszcze wywalczyć podwójną koronę w krajowych zmaganiach – najpierw kielczanie po zaciętych bojach z Orlenem Wisłą Płock zdobyli Puchar Polski, a potem mistrzostwo Superligi. Teraz na zakończenie sezonu czeka ich walka o najcenniejsze klubowe trofeum w Europie. „To fantastyczna sprawa, że udało nam się awansować do Final Four. Nie było to łatwe, bo mieliśmy mnóstwo problemów zdrowotnych w trakcie całych rozgrywek, a w polskiej lidze wymaga się od nas samych zwycięstw. Na co stać nas w Kolonii? Mogę powiedzieć tyle, że jedziemy tam powalczyć o jak najlepszy wynik. Z Telekomem zagramy na maksimum naszych możliwości” – zapewnił trener Dujszebajew.

Węgierska drużyna nie będzie łatwym rywalem. Telkom Veszprem w Final Four zagra po raz piąty, ale nie ma w dorobku, jak PGE Vive, zwycięstwa w tych rozgrywkach. W 2016 roku w wielkim finale Madziarzy przegrali z kielczanami po rzutach karnych i musieli się zadowolić drugą lokatą. W obecnym sezonie jednak byli lepsi, bo w fazie grupowej dwukrotnie pokonali kielecki zespół (29:27 i 36:35). „Telkom Veszprem ma szeroką i wyrównaną kadrę, a zawodnicy trzymają wysoką formę, co pokazali w fazie pucharowej w meczach ze Sportingiem Lizbona i Flensburgiem. Ich największym atutem jest zespołowość w grze, solidna obrona, bardzo dobrzy bramkarze i dobrze rozgrywane ataki pozycyjne” – ocenia najbliższego rywala trener kieleckiej drużyny.
W drugiej parze zmierzą się Vardar Skopje i FC Barcelona Lassa. Kataloński zespół uważany jest dość powszechnie za murowanego faworyta turnieju w Kolonii. Z taką opinią zgadza się też trener Dujszebajew. „Trudno kwestionować ten pogląd, bo przed sezonem Barcelona i PSG były uznawane za faworytów Lidze Mistrzów. Wszystkie drużyny w tegorocznym Final Four wcześniej rywalizowały ze sobą w fazie grupowej, a w niej ekipa „Dumy Katalonii” była liderem praktycznie od pierwszej do ostatniej kolejki. To jest najlepszym dowodem siły tego zespołu” – podkreśla Dujszebajew.

Na szczęście te prognozy mogą wziąć w łeb, co byłoby dobre dla kibiców i dramaturgii walki o triumf w Lidze Mistrzów, bo ostatnie edycje Final Four to pasmo klęsk tzw. murowanych faworytów. Mało kto stawiał przecież w 2016 roku na zwycięstwo PGE Vive, czy rok później Vardaru Skopje. Także zwycięstwo francuskiego Montpellier w 2018 roku uznano przecież zgodnie za ogromną niespodziankę. „Trzeba rozegrać dwa ciężkie mecze w ciągu 24 godzin. O zwycięstwie decyduje wiele czynników m.in. sprawy mentalne, dyspozycja dnia. Do Final Four nie dostają się przypadkowe drużyny, więc trzeba założyć, że w Kolonii każdy może wygrać z każdym.

 

PGE Vive zagra z milionerami z Paryża

Szczypiorniści PGE Vive Kielce w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów pokonali we własnej hali ukraiński Motor Zaporoże 34:29 i awansowali do kolejnej fazy rozgrywek. Pierwsze spotkanie zakończyło się remisem 33:33. Polski zespół w ćwierćfinale zagra z opływającym w katarskie petrodolary Paris Saint-Germain HB.

Do rozegranego w miniona sobotę meczu w kieleckiej Hali Legionów oba zespoły przystąpiły osłabione. Mistrzowie Polski zagrali bez Michała Jureckiego, Krzysztofa Lijewskiego i Daniela Dujshebaeva, zaś w zespole mistrza Ukrainy zabrakło Jewgienija Butienki oraz Pawła Paczkowskiego, który zerwał więzadło w kolanie i prawdopodobnie w tym sezonie już nie pojawi się na boisku. Kielczanie rozpoczęli to spotkanie od dwóch bramek Władysława Kulesza. W ósmej minucie bramkarza Motoru Gienadija Komoka pokonał Luka Cindric i prowadzenie polskiej drużyny wzrosło do trzech trafień (5:2).

Po kwadransie gry przewaga gospodarzy wciąż utrzymywała się na poziomie trzech-czterech bramek. Ukraiński zespół raz jeszcze poderwał się do walki i o dwóch bramkach Litwina Aidenasa Malasinskasa przewaga PGE Vive stopniała i w 20. minucie było 11:9, a 26. minucie skurczyła się nawet do jednego trafienia. Ale wtedy podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa znów zwarli szyki i zaczęli punktować, ponownie odskakując rywalom na trzy bramki (15:12), a na przerwę schodzili przy prowadzeniu 17:12. Dla czterech tysięcy kibiców obecnych w Hali Legionów kwestia awansu ich ulubieńców do najlepszej ósemki Ligi Mistrzów była już w tym momencie przesądzona.

Po zmianie stron goście zaskoczyli graczy PGE Vive okresem znakomitej gry i w 36. minucie przegrywali już tylko 17:19, ale kielczanie opanowali sytuację i odskoczyli rywalom na sześć goli. Trener Motoru Nikołaj Stepanets wziął czas i jego rady na jakiś czas pomogły ukraińskiemu zespołowi, bo zniwelował stratę do czterech trafień. Ale wtedy do boksu poprosił swoich graczy Dujszebajew i wszystko wróciło do normy. Goście niemal przez całe spotkanie grali siódemką zawodników w polu, wycofując bramkarza, ale nie przyniosło to im powodzenia, zaś w 55. minucie po takim taktycznym manewrze stracili gola, gdy do pustej ukraińskiej bramki trafił z dystansu syn trenera PGE Vive Alex Dujshebaev. Kielczanie prowadzili po jego rzucie już 31:26 i kibice w Hali Legionów rozpoczęli świętowanie awansu do ćwierćfinału. Ostatecznie mistrzowie Polski wygrali mecz 34:29. Bramki dla gospodarzy zdobywali: Cupara 1 – A. Dujshebaev 6, Kulesz 6, Janc 4, Karalok 4, Moryto 3, Cindrić 3, Fernandez 2, Jurkiewicz 2, Aginagalde 1, Mamić 1 i Jachlewski 1.

W 1/4 finału graczy PGE Vive czeka prestiżowe starcie z potentatem, najbogatszym klubem w piłce ręcznej Paris Saint-Germain HB. Do pierwszego spotkania z mistrzami Francji dojdzie między 24 a 28 kwietnia w Kielcach. Rewanż rozegrany zostanie tydzień później w Paryżu. Stawką rywalizacji jest awans do Final Four Ligi Mistrzów w Kolonii.

 

Remis PGE Vive Kielce na Zaporożu

W rozegranym na wyjeździe pierwszym mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych zespół PGE Vive Kielce remisował z ukraińskim Motorem Zaporoże 33:33. Rewanżowe spotkanie odbędzie się w sobotę 30 marca w kieleckiej Hali Legionów.

Szczypiorniści Motoru Zaporoże w tym sezonie Ligi Mistrzów stwarzali problemy wielu teoretycznie mocniejszym od siebie zespołom. Wygrywali u siebie z Celje Pivovarną Lasko, PP Zagrzeb i mistrzem Niemiec Flensburgiem, a nawet urywali punkty finaliście z poprzedniego sezonu Nantes HB. Kielczanie mieli więc podstawy do obaw przed konfrontacją z ukraińskim zespołem i faktycznie, przebieg spotkania potwierdził opinie, że na swoim boisku Motor potrafi być równorzędnym przeciwnikiem dla najlepszych ekip. Od początku mecz był zacięty i do ostatniego gwizdka arbitrów żadna z drużyn nie uzyskała większej przewagi niż dwoma bramkami. PGE Vive prowadziło w pierwszej połowie 9:7 i 10:8, a Motor w drugiej 28:26 i 29:27.

W ekipie mistrzów Polski kapitalne spotkanie, chyba najlepsze odkąd w niej występuje, rozegrał Luka Cindrić, autor ośmiu bramek. Chorwacki rozgrywający, o którego zabiegają FC Barcelona Lassa i Paris Saint-Germain HB, nie tylko trafiał do siatki, ale też popisywał się znakomitymi podaniami, zaliczając w sumie aż osiem asyst. Cindić miał zatem wydatny udział w niemal połowie goli strzelonych przez kielecki zespół. Świetne zawody rozegrał też Alex Dujszebajew, syn trenera PGE Vive, który półtora miesiąca nie grał z powodu kontuzji więzadeł. On też zdobył osiem bramek.

W końcówce PGE Vive miało nawet szanse na odniesienie zwycięstwa, ale remis na gorącym terenie w Zaporożu też trzeba uznać za korzystny wynik. Faworytem w walce o awans do ćwierćfinału w tej parze są jednak kielczanie i w rewanżu we własnej hali w sobotę 30 marca powinni to bez problemu potwierdzić. A na zwycięzcę czeka już chyba najbogatszy klub w piłce ręcznej na świecie – Paris Saint-Germain HB. W starciu z tym zespołem kielczanie nie będą faworytami, ale nie są też tak całkiem bez szans.

 

Orlen Wisła Płock zagra w 1/8 Ligi Mistrzów

Mało kto liczył na awans szczypiornistów Orlenu Wisły Płock do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Tymczasem „Nafciarze” mile zaskoczyli i wygrywając w ostatnim grupowym meczu na wyjeździe z duńskim Bjerringbro-Silkeborg rzutem na taśmę dołączyli do Top 16.

Oba polskie zespoły poznały rywali dopiero po zakończeniu fazy grupowej. Kielczanie zajęli czwarte miejsce w grupie A i musieli czekać na rozstrzygnięcia w korespondencyjnej rywalizacji Motoru Zaporoże z RK PPD Zagrzeb. Ukraińcy nie sprostali w potyczce z Paris Saint-Germain, ale utrzymali piątą lokatę w grupie, bo mistrzowie Chorwacji musieli wygrać z węgierskim MOL-Pick Szeged, lecz ostatecznie tylko zremisowali i zajęli szóste miejsce. Motor trafił w 1/8 finału na PGE Vive, co oznacza, że na mecz tych drużyn w Kielcach przyjadą byli zawodnicy mistrzów Polski – Paweł Paczkowski i Mateusz Kus.

O rywalu w tej fazie rozgrywek szczypiorniści Orlenu Wisły Płock nie mieli czasu myśleć, bo sami nie byli przecież do końca pewni awansu. Ale jakimś nadludzkim zrywem odrobili cztery bramki straty z własnej hali (22:26) i pokonali Bjerringbro-Silkeborg 27:20, dzięki czemu wyprzedzili duński zespół i rzutem na taśmę zajmując szóste miejsce w swojej grupie, ostatnie premiowane awansem. „Zdarzył się cud” – z niedowierzaniem komentowały porażkę swojego zespołu tamtejsze media. Drużyna Bjerringbro w drugiej połowie całkowicie się rozpadła, zdobywając ledwie dwie bramki w ciągu 18 minut. Płocki zespół, chociaż do przerwy przegrywał 13:15 i stracił dwóch zawodników za czerwone kartki, po zmianie stron zagrał koncertowo.

Teraz „Nafciarzy” czeka jednak starcie ze znacznie bardziej wymagającym przeciwnikiem. MOL-Pick Szeged w grupie zajął drugą lokatę ustępując jedynie Paris Saint-Germain, co dobitnie świadczy o aktualnym potencjale sponsorowanego przez węgierski koncern paliwowy. Będzie to więc także starcie dwóch rywalizujących na światowych rynkach sponsorów, co z pewnością mocno zwiększy presję.

Pierwsze mecze fazy TOP 16 odbędą się w dniach 20-24 marca, za spotkania rewanżowe 27-30 marca. Jeśli PGE Vive awansuje, to w ćwierćfinale znów, jak rok temu, trafi na Paris Saint-Germain. Kielczanie mają rachunki do wyrównania, bo wtedy okazali się wyraźnie słabsi. Płocki zespół w przypadku awansu trafi na lepszego z pary RK PPD Zagrzeb – Vardar Skopje.

 

Druga lokata nie dla PGE Vive Kielce

Szczypiorniści PGE Vive Kielce nie wywalczą drugiego miejsca w grupie A Ligi Mistrzów EHF. W przedostatniej 13. kolejce spotkań kielczanie przegrali z niemieckim Rhein-Neckar Loewen 29:30 i spadli w tabeli na piątą pozycję. To oznacza, że w przypadku awansu do ćwierćfinału PGE Vive czeka walka o Final Four z faworytami zmagań – Barceloną lub Paris Saint-Germain HB.

Przedostatnie spotkanie w fazie grupowej miało dla przetrzebionego kontuzjami kieleckiego zespołu duże znaczenie, bowiem w przypadku zwycięstwa mistrzowie Polski pozostawali w grze o drugą lokatę w tabeli, ostatecznie nawet trzecią, bo zespoły z tym miejsc po ewentualnym przebrnięciu przez 1/8 finału w ćwierćfinale na pewno nie trafią na potentatów – dominująca w grupie A Barcelonę i równie dominującą w grupie B ekipę Paris Saint-Germain. Piąte miejsce w fazie grupowej jest pod tym względem najgorszą z lokat, bo nieuchronnie skazuje na starcie z którąś z tych kapitalnie grających w tym sezonie drużyn. Poza tym niesie ryzyko trafienia w 1/8 finału na mocnego przeciwnika.

Kielczanie jednak nie tylko z tych powodów bardzo chcieli w środę wygrać z Rhein-Neckar Loewen. Niemiecki klub został stworzony dopiero w XXI wieku, z wielkim rozmachem i za ogromne pieniądze. W jego barwach grało wielu polskich szczypiornistów – Grzegorz Tkaczyk, Mariusz Jurasik, Krzysztof Lijewski, Karol Bielecki, Sławomir Szmal. Ich występ w 2010 roku w Kielcach w barwach „Lwów” był wielkim sportowym wydarzeniem (Vive przegrało wtedy 32:35), ale potem grupa tych wielkich graczy hurtem przeszła do kieleckiego klubu i wygrała w jego barwach Ligę Mistrzów. Przed rokiem niemiecki klub przysłał do Kielc trzecioligowe rezerwy, bo w tym samym terminie miał mecz w Bundeslidze. To był wielki skandal, ale PGE Vive skorzystało z prezentu i wygrało wysoko u siebie, a potem także w Loewen.

W tym roku obu zespołom idzie w Champions League EHF jak po grudzie. PGE Vive przegrało sześć spotkań, tyle samo co Rhein-Neckar Loewen. Oba zespoły były zatem są teraz w podobnej sytuacji. Na czele grupy A pozostaje FC Barcelona Lassa (20 pkt) przed Telekomem Veszprem (16 pkt), Vardarem Skopje (15 pkt), Rhein-Neckar Loewen (14 pkt), PGE Vive (14 pkt), Montpellier HB (7 pkt), Mieszkowem Brześć (7 pkt) i IFK Kristianstad (5 pkt), ale poza PGE VIVE i RNL wszystkie pozostałe ekipy miały jeszcze do rozegrania spotkania w 13. kolejce. Po zakończeniu fazy grupowej, przy równej liczbie punktów, decydujący będzie bilans bramek między zainteresowanymi zespołami. PGE VIVE wygrało u siebie 35:32, co oznacza, że ma lepszy bilans od ekipy Lwów.

To ważna informacja, bo jeśli kielczanie nie zdobędą punktów w ostatniej kolejce z Veszprem, a RNL przegra z Barceloną – to oni zajmą ostatecznie czwarte miejsce. Gdyby tak sie stało, to w fazie TOP 16 spotkają się z piątą drużyną grupy B (najprawdopodobniej RK Zagrzeb albo Motor Zaporoże). W przypadku ewentualnej wygranej w ćwierćfinale zagraliby z PSG, faworytem do końcowego triumfu. Spadek na piątą pozycję oznacza natomiast perspektywę ćwierćfinałowego starcia z Barceloną, z którą kielczanie w grupowych zmagania dwukrotnie przegrali.

 

Bolesna porażka PGE Vive

Szczypiorniści PGE VIVE Kielce przegrali we własnej hali z francuskim Montpellier HB 27:28 (11:14) w meczu 12. kolejki Ligi Mistrzów. Była to piąta porażka kieleckiego zespołu w tych rozgrywkach.

Po porażkach macedońskiego Vardaru Skopje (z węgierskim Veszprem) i niemieckiego Rhein-Neckar Loewen (z białoruskim Mieszkowem Brześć) przed kielczanami otworzyła się szansa na zajęcie drugiego miejsca w grupie. Szczypiorniście PGE VIVE zmarnowali jednak tę okazję przegrywając na własnym boisku z Montpellier i pozostali na czwartej pozycji w tabeli. Pewnym usprawiedliwieniem dla nich jest fakt, że do sobotniego starcia z broniącym tytułu francuskim zespołem kielczanie mogli wystawić zespół zdziesiątkowany kontuzjami (m.in. Alex Dujshebaev, Daniel Dujshebaev i Luka Cindric), zaś ekipa Montpellier przyjechała do Kielc w najsilniejszym składzie. Oba zespoły od początku do końca grały twardo w obronie, a wynik oscylował najczęściej wokół remisu. Dopiero w 23. minucie goście wyszli na dwubramkowe prowadzenie (11:9), a na przerwę schodzili przy wyniku 14:11.

Po zmianie stron francuska drużyna nadal dominowała. W 34. minucie jej przewaga urosła do pięciu trafień (17:12), ale w 55. minucie Julen Aginagalde doprowadził do remisu. Na siedem sekund przed końcowym gwizdkiem przy wyniku 27:28 o czas poprosił trener Tałant Dujszebajew. Po wznowieniu gry jego zawodnicy stracili jednak piłkę i nie zdołali doprowadzić do remisu.

W grupie A prowadzi FC Barcelona Lassa (18 pkt), przed Telekom Veszprem (16), Vardarem Skopje (15), PGE VIVE Kielce (14), Rhein-Neckar Loewen (12), Montpellier HB (7), Mieszkowem (8) i IFK Kristianstad (5).

 

Zwycięstwa polskich drużyn w Lidze Mistrzów EHF

Fot. W Kielcach szczypiorniści PGE Vive mieli więcej problemów z Mieszkowem Brześć, niż wcześniej na boisku rywali

 

 

W ósmej kolejce Ligi Mistrzów EHF obie polskie drużyny wygrały. Szczypiorniści PGE Vive Kielce pokonali u siebie białoruski Mieszkow Brześć 34:31, a ekipa Orlenu Wisły Płock na wyjeździe szwajcarski Wacker Thun 25:23.

 

Przed tygodniem w Brześciu zespół PGE Vive pokonał ekipę Mieszkowa bez problemu 35:26, ale Białorusini do rewanżu w Kielcach przygotowali się sumiennie i w miniona sobotę stawili mistrzom Polski zdecydowanie silniejszy opór. Losy zwycięstwa w tym spotkaniu ważyły się niemal do ostatnich minut. Na przerwę zespoły schodziły przy wyniku 17:16 dla gospodarzy, ale po zmianie stron kielczanie mocno przycisnęli. Nie potrafili jednak utrzymać koncentracji i kilkakrotnie trwonili wypracowaną przewagę kilku bramek. W końcówce spotkania sytuacja się powtórzyła, na szczęście trener Tałant Dujszebajew miał w odwodzie Krzysztofa Lijewskiego, którego wejście na boisko przeważyło szalę na korzyść mistrzów Polski. W 55. minucie PGE Vive prowadziło 31:27, lecz wtedy rywale po raz ostatni w tym spotkaniu poderwali sie do walki i doprowadzili do wyniku 31:30. Końcówka meczu należała już jednak do kielczan, którzy ostatecznie zwyciężyli 34:31. Aż 10 bramek rzucił Alex Dujszebajew, Blaż Janc dorzucił sześć trafień, Arkadiusz Moryto pięć, a Krzysztof Lijewski i Mateusz Jachlewski po cztery.

Była to szósta wygrana PGE Vive w obecnej edycji Ligi Mistrzów. Kielecki zespół zajmuje drugie miejsce w grupie A z dorobkiem 12 punktów i stratą dwóch „oczek” do prowadzącej w tabeli ekipy FC Barcelona Lassa. Trzecie miejsca zajmuje drużyna Rhein-Neckar Loewen (10 pkt), czwarty jest Vardar Skopje (10 pkt), piąty Telkom Veszprem (8 pkt), szósty Mieszkow Brześć (4 pkt), siódmy Montpellier HB (3 pkt), a stawkę zamyka IFK Kristianstad (3 pkt). Zwycięzca grupy awansuje bezpośrednio do ćwierćfinału, natomiast drużyny z miejsc 2-6 zagrają w 1/8 finału.

Znakomicie radzi sobie też w najsłabszej grupie D ekipa Orlenu Wisły Płock. „Nafciarze” po wyjazdowej wygranej ze szwajcarskim Wacker Thun 25:23 mają na koncie 12 punktów i prowadzą w tabeli, wyprzedzając o jeden punk hiszpańską drużynę Abanca Ademar Leon. Trzecie miejsce ze stratą dwóch „oczek” zajmuje Dinamo Bukareszt, czwarty jest norweski Elverum Handball (8 pkt), piątą lokatę zajmuje fiński Riihimaeki Cocks (4 pkt), a czerwona latarnią jest Wacker Thun z dorobkiem jednego punktu.

Z grupy D awansuje jednak tylko zwycięzca, a najgroźniejszym konkurentem „Nafciarzy” jest Abanca Ademar. Z hiszpańską drużyną płocczanie przegrali na wyjeździe 24:27, więc losy awansu rozstrzygną się zapewne w rewanżowym spotkaniu, które odbędzie się 24 listopada w Orlen Arenie w Płocku.

 

PGE Vive górą w Brześciu

Szczypiorniści PGE Vive Kielce wrócili z tarczą z wyjazdu do Brześcia. Na Białorusi mistrzowie Polski łatwo pokonali w meczu Ligi Mistrzów EHF Mieszkow Brześć 35:26 i wrócili do czołówki zespołów w grupie A.

 

Kielczanie mogą być zadowoleni z występu w spotkaniu z Mieszkowem Brześć. Mistrzowie Polski pewnie pokonali Białorusinów, deklasując ich zwłaszcza w drugiej połowie meczu. Tym samym kielczanie zrewanżowali się za ubiegłoroczną porażkę w Brześciu. Spotkanie rozstrzygnęło się jednak dopiero po przerwie, bo po pierwszej połowie mistrzowie Polski mieli tylko dwubramkową przewagę (15:13). Znakomite zawody zaliczyli Blaż Janc (8 bramek) i Alex Dujshebaev (7 bramek). Zwycięstwo jest cenne, bo grupa A jest bardzo wyrównana i każdy punkt może decydować o końcowym miejscu w tabeli. W najbliższą sobotę (17 listopada) kielczanie podejmą ekipę Mieszkowa u siebie. Białorusini zapowiadają walkę, ale ich szanse na wygraną nie są duże.

Na czele grupy A po siedmiu kolejkach jest zespół FC Barcelona Lassa. Hiszpanie prowadzą z dorobkiem 12 punktów. Na drugim miejscu jest niemiecki Rhein-Neckar Loewen z 10 punktami. Taki sam dorobek ma trzecia w tabeli drużyna PGE Vive, ale ma gorszy bilans bramkowy (229:207 do 217:202). Kolejne lokaty zajmują: Vardar Skopje (Macedonia – 10 pkt, bramki 199:185; Telekom Veszprem (Węgry) – 6 pkt, 198:203, Mieszkow Brześć (Białoruś) – 4 pkt, 183:209, IFK Kristianstad (Szwecja), 3 pkt, 199:236, Montpellier HB (Francja) – 1 pkt, 185:213.

W dobrej sytuacji jest też drugi z naszych zespołów w Lidze Mistrzów, Orlen Wisła Płock. „Nafciarze” w siódmej kolejce Orlen Wisła Płock wróciła na pierwsze miejsce w tabeli najsłabszej w stawce Ligi Mistrzów grupy D i jest na dobrej drodze, by awansować kolejnej fazy rozgrywek.