Vive wycofuje się ze sponsorowania piłki ręcznej

Najsilniejszy obecnie polski klub piłki ręcznej, PGE Vive Kielce, 17-krotny mistrz kraju i triumfator Ligi Mistrzów EHF w 2016 roku, stracił głównego sponsora. Jego prezes, holenderski biznesmen Bertus Servaas, w minioną środę ogłosił, że należąca do niego firma VIVE Textile Recycling wpadła przez pandemię koronawirusa w finansowe tarapaty i z tego powodu jest zmuszony wycofać się z dalszego sponsorowania klubu.

W kwietniu kielecki klub doszedł do porozumienia z zawodnikami w sprawie obniżenia ich pensji, ale kryzys wywołany pandemią się pogłębił i ostatnio pojawiły się zaległości w wypłatach dla graczy. Bertus Servaas i jego firma VIVE Textile Recycling byli sponsorami klubu od 2002 roku. Wcześniej zespół funkcjonował pod nazwą Iskra Kielce. Przez ostatnie 18 lat kielczanie zdobyli 12 razy tytuł mistrzów Polski, cztery razy grali w Final Four Ligi Mistrzów. Raz triumfowali w tych rozgrywkach. Teraz potęga tego klubu została mocno zachwiana.
Podczas zwołanej w nowej siedzibie PGE Vive Kielce konferencji prasowej Bertus Servaas, który jest prezes PGE Vive Kielce od 2002 roku, zaskoczył przybyłych oświadczeniem, że wycofuje się od 1 lipca z dalszego sponsorowania kieleckiego klubu. „Pandemia koronawirusa mocno uderzył w mój biznes, nasze sklepy były zamknięte i nie generowały przychodów, a ja jestem odpowiedzialnym menedżerem i odpowiadam za tysiące pracowników. Mam nadzieję, że po przezwyciężeniu skutków Covid-19 będę mógł wrócić do sponsorowania klubu i ponownie być jego właścicielem. Na razie nie jest to możliwe” – przyznał holenderski biznesmen, który w Polsce mieszka i prowadzi interesy od blisko 20 lat.
W nowym sezonie kielecki zespół będzie występował pod nazwą PGE Kielce, bo drugi z tytularnych sponsorów nie wycofał swojego wsparcia. Servaas pozostanie prezesem klubu i jego udziałowcem, lecz budżet na prowadzenie zespołu trzeba będzie prawdopodobnie mocno przykroić. Trener drużyny Tałant Dujszebajew zapewnił, że chociaż dostał wiele propozycji z innych klubów, to wszystkie je na razie odrzucił, bo chce nadal pracować w Kielcach. O ile rzecz jasna klub nie straci wszystkich najlepszych zawodników i nie popadnie w sportową przeciętność. Prezes Servaas stawia jednak sprawę jasno: „Możemy teraz pożegnać kilku zawodników i próbować przetrwać trudny okres, albo poprosić wszystkich, którzy kochają ten klub, o wsparcie. Jeśli zbierzemy dwa i pół miliona złotych, możemy pozostać w grze o Final Four Ligi Mistrzów” – zapewnił. Fani zespołu liczą na mocne wsparcie ze strony prezydenta miasta, którym jest przecież były trener PGE Vive Bogdan Wenta.
Nie wiadomo jeszcze którzy z zawodników zostaną. Na pewno z klubu odejdą Mariusz Jurkiewicz, Blaz Janc, Mateusz Jachlewski oraz Julen Aginagalde.

Awanse bez kwalifikacji

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) odwołała eliminacje do mistrzostw świata mężczyzn w 2021 roku oraz do tegorocznych mistrzostw Europy kobiet. Miejsca w tych turniejach rozdzielono przy „zielonym stoliku”. Skorzystały na tym nasze szczypiornistki, ale stracili szczypiorniści, którzy w przyszłym roku w Egipcie nie zagrają.

Reprezentacja Polski piłkarek ręcznych w eliminacjach do tegorocznych mistrzostwach Europy piłkarek ręcznych, które w grudniu odbędą się w Danii i Norwegii, rywalizowały w grupie 7 z Rumunią, Ukrainą i Wyspami Owczymi. Biało-czerwone zdążyły rozegrać dwa mecze: u siebie pokonały ekipę Wysp Owczych 28:16, a na wyjeździe zespół Ukrainy 27:26. Dwa spotkania wygrały też Rumunki. Nie dowiemy się już, która z dwóch niepokonanych drużyn okazałaby się lepsza w bezpośredniej walce, bo EHF anulowała rundę eliminacyjną i zdecydowała, że w mistrzostwach Europy zagrają reprezentacje zakwalifikowane na podstawie wyników uzyskanych w poprzednim czempionacie naszego kontynentu, rozegranym we Francji w 2018 roku. Biało-czerwone zajęły w tej imprezie 14. miejsce, co wystarczyło do kwalifikacji, bowiem w tegorocznych mistrzostwach w Danii i Norwegii wystąpi 16 zespołów. Oprócz reprezentacji Polski zagrają w niej ponadto ekipy Francji, Rosji, Holandii, Rumunii, Szwecji, Węgier, Czarnogóry, Niemiec, Serbii, Hiszpanii, Słowenii, Czech, Chorwacji oraz gospodyń turnieju, czyli Danii i Norwegii.
Europejska Federacja Piłki Ręcznej podobne rozwiązanie zastosowała w przypadku eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw świata mężczyzn w Egipcie i także z powodu pandemii koronawirusa odwołała eliminacje do tej imprezy. Prowadzono przez trenera Patryka Rombla reprezentacja Polski miała w nich najpierw zmierzyć się w prekwalifikacjach z zespołem Litwy, a dopiero po przejściu tej przeszkody zmierzyć się z wyżej obecnie notowaną w rankingu drużyną Białorusi w dwumeczu o awans do mistrzostw globu.
EHF wyjaśniła w komunikacie, że taką decyzję podjęto w związku z brakiem wolnych terminów na rozegranie mecze eliminacyjne. Do światowego czempionatu postanowiono zakwalifikować drużyny na podstawie rankingu z mistrzostw Europy w 2020 roku. Dla biało-czerwonych nie była to korzystna decyzja, bowiem w rozegranych w styczniu mistrzostwach kontynentu zajęli dopiero 21. miejsce, zaś ostatnią drużyną, która na podstawie rankingu kwalifikowała się na mundial, była 14. w końcowej klasyfikacji ME 2020 Francja.
Tak więc Europę w przyszłorocznym światowym czempionacie reprezentować będą zespoły Słowenii, Niemiec, Portugalii, Szwecji, Austrii, Węgier, Białorusi, Islandii, Czech i Francji oraz Hiszpanii, Chorwacji i Norwegii, które już wcześniej zapewniły sobie awans. Związek Piłki Ręcznej w Polsce po cichu zabiega o przyznanie naszej reprezentacji tzw. dzikiej karty, ale szanse na to są niewielkie.
Pandemia koronawirusa wymusiła na EHF decyzje dotyczące także rozgrywek w europejskich pucharach. W tym przypadku działacze europejskiej federacji również poszli po najmniejszej linii oporu i po prostu zrezygnowali z meczów 1/8 finału oraz ćwierćfinałowych i do Final Four zakwalifikowali po dwie najlepsze drużyny z grup A i B. To oznacza, że w zaplanowanym w dniach 28-29 grudnia tego roku turnieju finałowym Ligi Mistrzów zagrają hiszpańska FC Barcelona Lassa, niemiecki THW Kiel, francuski Paris Saint-Germain i węgierski Telekom Veszprem.
Niestety, skasowanie rywalizacji na poziomie 1/8 i 1/4 finału odebrało szanse na wywalczenie miejsce w Final Four dwom polskim zespołom – PGE Vive Kielce i Orlenowi Wiśle Płock. Kielczanie mieli w 1/8 finału zmierzyć się ze słoweńskim Celje Pivovarna Lasko, natomiast „Nafciarze” z Telekomem Veszprem.
W Final Four Ligi Mistrzyń piłkarek ręcznych, który odbędzie się w dniach 5-6 września w Budapeszcie, zagrają zespoły Metz Handball, Team Esbjerg, Gyoeri Audi ETO KC i Brest Bretagne Handball. EHF postanowiła także, że nie odbędzie się finałowy turniej Pucharu EHF mężczyzn, zaplanowany na 29-30 sierpnia w Berlinie. W pozostałych pucharach (EHF kobiet, Challenge Cup kobiet i mężczyzn) nie zostaną już rozegrane żadne mecze.
Decyzja europejskiej federacji oznacza definitywny koniec sezonu dla PGE Vive Kielce i Orlenu Wisły Płock. Wcześniej bowiem ZPRP zakończył rozgrywki naszej ekstraklasy. Mistrzem kraju został po raz 17. zespół z Kielc, a wicemistrzem ich odwieczny rywal z Płocka. Trzecią lokatę zdobył Górnik Zabrze.

Vive Kielce bez PGE?

Polska Grupa Energetyczna jako pierwsza z wielkich firm ogłosiła decyzję o zmniejszeniu wydatków na sponsoring sportowy. Spółka zamierza zredukować o połowę zaplanowaną w 2020 roku na ten cel kwotę blisko 27 mln złotych. To duży kłopot m.in. dla szczypiornistów PGE Vive Kielce.

PGE Polska Grupa Energetyczna od lat wspiera profesjonalne zespoły w najpopularniejszych dyscyplinach sportowych, w siatkówce PGE Skrę Bełchatów, w piłce ręcznej PGE Vive Kielce, w piłce nożnej PGE FKS Stal Mielec i w koszykówce PGE Spójnię Stargard. Ponadto PGE sponsoruje wielu sportowców w konkurencjach indywidualnych, m.in. Zofię Klepacką (windsurfing), pływaków Alicję Tchórz i Konrada Czerniaka, lekkoatletów Klaudię Siciarz i Damiana Czykiera czy panczenistę Artura Nogala. Jednym z kluczowych projektów sponsoringowych Grupy PGE jest od lipca 2015 roku sponsoring tytularny największej areny sportowej w Polsce – PGE Narodowego w Warszawie, na którym swoje mecze rozgrywa m.in. piłkarska reprezentacja Polski. Do kluczowych projektów zalicza się również sponsoring tytularny najlepszej ligi żużlowej na świecie – PGE Ekstraligi. Grupa PGE aktywnie angażuje się również w sport amatorski, wspierając inicjatywy lokalne na terenie całego kraju, zwłaszcza poprzez promocję sportu wśród dzieci i młodzieży. Działania sponsoringowe w zakresie sportu wspierają również realizację zadań w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu. „Jednym z aspektów analizy umów sponsoringowych w Grupie PGE był brak możliwości realizacji świadczeń sponsorskich na rzecz PGE w związku z pandemią Covid-19” – informuje w opublikowanym komunikacie spółka energetyczna.
Zmniejszenie dotacji przez PGE to kolejny dotkliwy cios, jaki w minionym tygodniu otrzymał zespół kieleckich szczypiornistów. Otóż mistrzowie Polski dowiedzieli się, że w miniony czwartek Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) zdecydowała, iż tegoroczny Final Four Ligi Mistrzów ma się odbyć dopiero w dniach 28-29 grudniu br. Wieść jest o tyle intrygująca, że władze EHF jeszcze nie zdecydowały jak i kiedy zostaną dokończone te pucharowe rozgrywki. Decyzja w tej sprawie ma zapaść dopiero w piątek 24 kwietnia, ale francuski dziennik sportowy „L’Equipe” już napisał, że EHF chce automatycznie zakwalifikować do Final Four cztery najlepsze zespoły z grup A i B (po dwa z każdej). Jeśli ten projekt przejdzie, PGE Vive nie znajdzie się w finałowej stawce, ponieważ w swojej grupie zajęło dopiero trzecią lokatę. W Kolonii przy takim rozwiązaniu zagrałby kwartet: FC Barcelona Lassa, THW Kiel, Paris St. Germain i Telekom Veszprem.
Prezes kieleckiego klubu Bertus Servaas liczy, że EHF zechce chociaż pokrzywdzonych takim rozwiązaniem zespołom zapewnić jakąś finansową rekompensatę. „Nie spodziewam się wielkich pieniędzy z tego tytułu, bo to nie Liga Mistrzów w piłce nożnej, ale teraz jednak dla nas liczy się każda złotówka” – przyznał Seervas, którego w stan paniki nie wpędziła też wspomniana wyżej decyzja Grupy PGE. „Jako klub osiągamy bardzo dobre wyniki marketingowe. PGE to sprawdza i myślę, że szefowie grupy widzą, że warto w nas inwestować. W komunikacie PGE jest mowa o prowadzonych analizach. Pewnie one będą zbliżone do naszych, dlatego mamy nadzieję, że nas ominą cięcia” – wyraził nadzieję prezes PGE Vive Kielce.

Rozważają zakończenie rozgrywek

PGNiG Superliga piłkarzy ręcznych nie gra, bo została zawieszona z powodu epidemii koronawirusa, ale władze ligi są bliskie zakończenia sezonu. Decyzja w tej sprawie ma zostać ogłoszona w najbliższych dniach, być może już nawet w poniedziałek 23 marca.

Sytuacja epidemiologiczna w naszym kraju jeszcze długo nie poprawi się na tyle, aby można było wznowić rozgrywki sportowe bez ryzyka narażenia zdrowia sportowców i kibiców. W niektórych grach zespołowych już zapadły decyzje o przedwczesnym zakończeniu zmagań w tym sezonie, między innymi w ligach hokeja na lodzie i koszykarskiej. Do takiego samego rozwiązania przymierzają się też władze ekstraklasy piłkarzy ręcznych. Głównym argumentem, który za tym przemawia jest przekonanie, że wobec niemożności prowadzenia regularnych treningów w okresie zawieszenia, po ewentualnym wznowieniu rywalizacji zawodnicy będą nieprzygotowani do gry, co może doprowadzić do licznych kontuzji.
Do negocjacji władz PGNiG Superligi z klubami włączył się też ZPRP, który zaproponował zakończenia rozgrywek bez spadków i awansów oraz uznanie dotychczasowych wyników za wiążące. Ponieważ w momencie zawieszenia rozgrywek liderem była ekipa PGE Vive Kielce, to ten zespół obroniłby tytuł i po raz kolejny wywalczył mistrzostwo Polski. Drugie miejsce przypadłoby drużynie Orlenu Wisły Płock, a trzecie zdobyłby zespół NMC Górnik Zabrze. Kolejne miejsca zajęłyby Azoty Puławy, Gwardia Opole, Energa Kalisz, Zagłębie Lubin, Sandra Spa Pogoń Szczecin, Chrobry Głogów, Piotrkowianin Piotrków Trybunalski, MMTS Kwidzyn, Torus Wybrzeże Gdańsk, Stal Mielec i Grupa Azoty Tarnów.
Takie rozwiązanie nie podoba się jednak walczącym o awans klubom z niższej ligi. Według regulaminu rozgrywek, zwycięzcy trzech grup I ligi mieli rozegrać turniej, którego zwycięzca uzyskiwałby bezpośredni awans do Superligi, zaś pokonany w finale zespół grałby baraż z przedostatnią drużyną ekstraklasy. Wyjściem może być powiększenie ligi z 14 do 16 zespołów, a turniej barażowy można by było rozegrać jesienią przed rozpoczęciem nowego sezonu.

Awans Nafciarzy do Top 16

Szczypiorniści Orlenu Wisły Płock przegrali rewanżowy mecz z hiszpańskim zespołem Bidasoa Irun 19:24, ale ponieważ u siebie wygrali 32:25, ostatecznie to oni awansowali do 1/8 finału Ligi Mistrzów EHF. Do tej fazy rozgrywek wcześniej zakwalifikował się też zespół PGE Vive Kielce.

Siedmiobramkowa zaliczka z pierwszego meczu może nie czyniła z płockiego zespołu stuprocentowego faworyta do awansu, ale nawet rywale dawali płocczanom większe szanse. „Nafciarze” nie dali się jednak wpędzić w samozadowolenie, bo przecież przed rokiem sami byli w podobnej sytuacji w jakiej teraz w starciu z nimi znalazła się hiszpańska ekipa. Doskonale jednak pamiętali, że choć pierwszy mecz z duńskim Bjerringbro-Silkeborg sromotnie przegrali, to w rewanżu zdołali odrobić straty i wywalczyć awans. Szykowali się więc do meczu jak na wojnę, nie zaniedbując niczego. Mecz Orlenu Wisły z Bidasoa Irun europejska federacja piłki ręcznej (EHF) uznała za mecz tygodnia w Lidze Mistrzów. Przebieg polsko-hiszpańskiej potyczki potwierdził jedynie słuszność tego wyboru.
Atmosfera w hali Pabellon Polideportivo Artaleku była piekielnie gorąca, bo licznie przybyli fani zespołu Bidasoa Irun przed mecze byli pełni wiary w sukces swoich ulubieńców i do ostatniego gwizdka wspierali ich żywiołowym dopingiem, przez który z trudem przebijała się licząca około setki grupka kibiców płockiej drużyny. A na parkiecie walka szła na całego od pierwszej akcji. Żadna z ekip nie potrafiła jednak zdominować przeciwnika, więc przez do przerwy wynik oscylował wokół remisu, ale na przerwę „Nafciarze” schodzili prowadząc12:10.
Po zmianie stron wicemistrzowie Polski grali nierówno i na trzy minuty przed końcem gospodarze prowadzili trzema bramkami, a jeszcze dwuminutowym wykluczeniem sędziowie ukarali Igora Żabicia. Nic to nie dało, bo choć grający w przewadze gospodarze zdołali wcisnąć „Nafciarzom” jeszcze dwa gole i ostatecznie wygrali 24:19, to do wywalczenia awansu zabrakło im trzech bramek. Ekipa Orlenu Wisły zasłużyła na awans do czołowej szesnastki Ligi Mistrzów. Przeciwnikiem „Nafciarzy” w walce o ćwierćfinał będzie Telekom Veszprem. W tym starciu za faworyta powszechnie uważa się węgierski zespół, ale płocczanie też sroce spod ogona nie wypadli. W ostatnich 10 latach w Lidze Mistrzów regularnie przecież awansują do 1/16 finału, a do 1/8 finału zakwalifikowali się już po raz szósty. W miniony weekend grała też drużyna PGE Vive Kielce. Mistrzowie Polski rywalizowali w elicie Champions League EHF, w grupie B i już dawno temu zapewnili sobie awans do 1/8 finału. W ostatnim spotkaniu fazy grupowej podejmowali u siebie lidera swojej grupy, niemiecki THW Kiel i bardzo chcieli wygrać, bo to był warunek utrzymania trzeciego miejsca w tabeli, a w konsekwencji trafienia na słabszego przeciwnika w walce o ćwierćfinał. Taki sam cel mieli też gracze Montpellier HB, którzy w ostatniej, 14. kolejce grali z rozpadającym się z braku pieniędzy Vardarem Skopje. Kielczanie woleli nie liczyć na waleczność graczy macedońskiego klubu i utrzymanie trzeciej lokaty postanowili sobie zapewnić pokonując w Hali Legionów lidera grupy B THW Kiel i cel zrealizowali wygrywając 32:30. Dzięki tej wygranej zespół PGE Vive zajął trzecie miejsce w grupie B i w walce o ćwierćfinał zmierzy się z szóstą drużyną grupy A – słoweńskim Celje Pivovarna lub chorwackim PPD Zagrzeb. Natomiast THW Kiel jako zwycięzca grupy od razu awansował do ćwierćfinału, podobnie jak najlepsza w grupie A FC Barcelona Lassa.

48 godzin sport

Teraz poskaczą w Rumunii
Dawid Kubacki, Kamil Stoch, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka oraz Paweł Wąsek – tak będzie wyglądać kadra polskich skoczków narciarskich na zawody Pucharu Świata w rumuńskim Rasnovie. Trener biało-czerwonych Michal Doleżal dokonał jednej zmiany w składzie – Andrzeja Stękałę zastąpił Wąsek, który w miniony weekend w konkursie Pucharu Kontynentalnego w Iron Mountain wywalczył drugie miejsce. W Rasnovie na skoczni K-90 odbędą się dwa konkursy indywidualne – piątkowy zacznie się o godzinie 14:00, natomiast sobotni o 12:45.

Glik wraca do wysokiej formy
Kamil Glik po raz pierwszy w tym sezonie został wybrany do najlepszej jedenastki kolejki magazynu „L’Equpie”. Obrońca AS Monaco został wyróżniony za spotkanie z Montpellier (1:0). Jego występ został oceniony na 7 w dziesięciostopniowej skali. Zespół z Księstwa Monako, dzięki trzem wygranym z rzędu, awansowała na piąte miejsce w tabeli Ligue 1.

Puchar Polski dla Anwilu
W zakończonym w minioną niedziele w Warszawie turnieju finałowym Pucharu Polski triumfował zespół Anwilu Włocławek, który w decydującym spotkaniu pokonał Polski Cukier Toruń 103:96. Był to czwarty w historii triumf koszykarzy z Włocławka w tych rozgrywkach. Za zwycięstwo otrzymali premię finansową w wysokości 100 tys. złotych. Wyniki. 1/4 finału: HydroTruck Radom – Legia Warszawa 85:58, Anwil Włocławek – Start Lublin 87:81, Stelmet Enea BC Zielona Góra – Trefl Sopot 82:75, Polski Cukier Toruń – Asseco Arka Gdynia 80:71; 1/2 finału: Anwil Włocławek – HydroTruck Radom 108:89, Stelmet Enea BC Zielona Góra – Polski Cukier Toruń 69:72. Finał: Anwil Włocławek – Polski Cukier Toruń 103:96 .

Wyróżnili graczy PGE Vive
Bramkarz PGE VIVE Andreas Wolff i prawy rozgrywający kieleckiej drużyny Alex Dujshebaev znaleźli się w najlepszej siódemce 12. kolejki Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych (kielczanie wygrali w niej z FC Porto 30:25). Dla Niemca jest to już czwarte wyróżnienie w tym sezonie, a dla Hiszpana drugie. W drużynie kolejki znaleźli się jeszcze lewoskrzydłowy Hugo Descat (Montpellier HB), lewy rozgrywający Joan Canellas (MOL-Pick Szeged), środkowy rozgrywający Stas Skube (Vardar Skopje), prawoskrzydłowy Marius Steinhauser (SG Flensburg-Handewitt) i kołowy Hendrik Pekeler (THW Kiel).

Kłopoty litewskiej pływaczki
Mistrzyni olimpijska z 2012 roku z Londynu w pływaniu na dystansie 100 m stylem klasycznym Litwinka Ruta Meilutyte została zawieszona na dwa lata przez Międzynarodową Federację Pływacką (FINA) za trzykrotne unikanie kontroli antydopingowych. Litewska pływaczka zakończyła karierę sportową w maju 2019 roku w wieku 22 lat, mimo to kara będzie formalnie obowiązywać do 20 lipca 2021 roku. Sankcje na Meilutyte zostały nałożone za przewiny w 2018 i w pierwszej połowie 2019 roku.

Porażka PGE Vive w Montpellier

Szczypiorniści PGE Vive Kielce przegrali z Montpellier HB 24:25 w wyjazdowym meczu 11. kolejki Ligi Mistrzów EHF. Francuski zespół zwycięską bramkę zdobył na dwie sekundy przed końcem spotkania.

Po dwóch miesiącach przerwy wznowiono rozgrywki Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych. W rywalizacji uczestniczą dwa najlepsze polskie zespoły – PGE Vive Kielce i Orlen Wisła Płock. „Nafciarze” zakończyli zmagania w fazie grupowej (grali w najsłabszej grupie D) już w grudniu ub. roku, a kolejne spotkania, już w 1/8 finału, rozegrają 22 i 29 lutego z hiszpańskim zespołem z Bidasoa Irun. Kielczanie biją się o awans w liczącej 16 drużyn elicie, podzielonej na dwie ośmiozespołowe grupy A i B. W sobotę w kolejnej potyczce zmierzyli się z francuskim Montpellier HB. Rywalizacja obu tych zespołów jest o tyle nietypowa, że Francuzi w pięciu ostatnich meczach rozegranych w Kielcach triumfowali w czterech, wygrali też w rundzie jesiennej obecnej edycji Ligi Mistrzów, ale z dla równowagi kielczanie z ostatnich pięciu wyjazdów do Montpellier także cztery razy wracali z tarczą. W miniona sobotę ta swoista tradycja została jednak złamana i zespół PGE Vive wrócił do domu na tarczy.
Gospodarze zaczęli spotkanie od prowadzenia 5:2, ale od 18. minuty kielczanie zaczęli przeważać i wyszli na prowadzenie 11:9, a na przerwę schodzili z wynikiem 14:12. Po zmianie stron francuska drużyna wykorzystała okazję, jaką stworzyły kary indywidualne dla Mateusza Jachlewskiego i Daniela Dujshebaeva i nie tylko odrobili straty, ale tez wyszli na prowadzenie. Kielczanie nie dawali jednak za wygraną i sześciokrotnie doprowadzali do remisu. Ostatni raz na 20 sekund przed końcem meczu, kiedy to na 24:24 rzucił Aguinagalde. Niestety, skutecznym rzutem zdążył jeszcze odpowiedzieć Mohamed Soussi i dał ekipie Montpellier upragnione zwycięstwo.
Po tym spotkaniu mistrzowie Polski z dorobkiem 12 pkt spadli na czwarte miejsce w tabeli grupy B. 1. miejsce zajmuje w niej THW Kiel (18 pkt), 2. Telkom Veszprem (16 pkt), 3. Montpellier (13 pkt), a za PGE Vive są jeszcze 5. FC Porto (10 pkt), 6. Vardar Skopje (9 pkt), 7. Motor Zaporoże (4 pkt) i 8. Mieszkow Brześć (4 pkt). Do kolejnej fazy awansuje sześć zespołów. Ekipa PGE Vive ma miejsce w 1/8 finału w kieszeni, a do rozegrania jeszcze mecze z FC Porto, Motorem Zaporoże i THW Kiel, może zatem poprawić lokatę w tabeli.

Nafciarze dostali ciężkie lanie w Hali Legionów

W pierwszej ligowej „świętej wojnie”, jak w ekstraklasie piłkarzy ręcznych zwie się potyczki dwóch najsilniejszych polskich zespołów klubowych, we własnej hali sensacyjnie zwyciężyła ekipa Orlenu Wisły Płock. W miniony wtorek w Kielcach szczypiorniści PGE Vive wzięli srogi rewanż i rozbili „Nafciarzy” 29:20, dzięki czemu odzyskali utracone po porażce w Płocku pierwsze miejsce w tabeli Superligi.

Płocczanie w Hali Legionów zagrali bez Renato Sulicia, który został zawieszony za niesportowe zachowanie w meczu z Gwardią Opole, natomiast w zespole gospodarzy zabrakło Igora Karacicia, Krzysztofa Lijewskiego, Angela Fernandeza i Doruka Pehlivana. W wyjściowym składzie znalazł się za to Alex Dujshebaev, którego występ stał pod znakiem zapytania ze względu na kontuzję palca.
Kilka miesięcy temu Orlen Wisła przerwała trwającą 3,5 roku serię porażek z PGE Vive i w końcu zdołała pokonać najgroźniejszego konkurenta w walce o mistrzowski tytuł. Po tym spotkaniu oba zespoły zgodnie wygrywały swoje kolejne mecze w Superlidze, przez co „Nafciarze” przez ten czas twardo trzymali pozycję lidera tabeli. W końcu jednak przyszedł czas na weryfikację mocarstwowych ambicji płockiego zespołu w mateczniku PGE Vive, czyli kieleckiej Hali Legionów. A że poniesiona w jesiennej rundzie porażka mocno rozsierdziła ekipę trenera Tałanta Dujszebajewa, to mimo braku kilku podstawowych graczy w rewanżu dosłownie zmietli rywali z parkietu.
„Jesteśmy zadowoleni w wygranej, ale nie chciałbym w szatni euforii, bo to tylko jeden mecz. Tak jak przegrane spotkanie w Płocku. Chcę, żeby teraz wszyscy twardo stąpali po ziemi, bo przed nami kolejne wyzwania” – podsumował występ swojej drużyny trener Dujszebajew. Mobilizacja jest wskazana, bo już w piątek 8 lutego PGE Vive czeka wyjazdowy mecz w Lidze Mistrzów z Montpellier.
Istnieje szansa, że do składu dołączy przynajmniej jeden rekonwalescent. Wiadomo, że Igor Karacić musi jeszcze pauzować, ale Angel Fernandez i Krzysztof Lijewski powinni być już gotowi do gry.

Superliga bez widzów

W ekstraklasie piłkarzy ręcznych zakończyła się pierwsza runda rozgrywek. Po 13. kolejkach na czele 14-zespołowej ligi plasuje się PGE Vive Kielce przed Orlenem Wisłą Płock i Górnikiem Zabrze. Problem w tym, że meczy PGNiG Superligi prawie nikt nie ogląda.

W pierwszej części ligowego sezonu średnia widzów na jedno spotkanie wynosi 1059 osób. W kończącej pierwszą rundę 13. kolejce w żadnej z hal nie zjawiło się nawet tylu widzów. Najwyższą frekwencję odnotowano w Płocku, ale nawet w Orlen Arenie trybuny świeciły pustkami, bo na mecz „Nafciarzy” z Zagłębiem Lubin wybrało się tylko tysiąc fanów płockiego zespołu. W 13. kolejce PGNiG Superligi średnia widzów była żenująco słaba i wyniosła ledwie 659 osób, co jest najgorszym wynikiem w całej rundzie. Przyzwoita na tym tle frekwencja w Płocku wypada jednak blado gdy porówna się ja do frekwencji na meczu z PGE Vive (4200 widzów). W Szczecinie potyczka Sandry Spa Pogoni z Górnikiem Zabrze zainteresowała tylko 350 kibiców. Jeszcze większą niespodzianka na minus była słaba frekwencja w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie na mecz z liderem ligi PGE Vive pofatygowało się tylko 550 widzów, co jest gorszym wynikiem od średniej jaką ma w tym sezonie piotrkowski klub (628 widzów). Rzadko się zdarza żeby przyjazd naszpikowanej gwiazdami światowego szczypiorniaka kieleckiej drużyny nie wywołał zainteresowania powyżej ligowej przeciętnej w danej hali.

Pod względem średniej widzów liderem PGNiG Superligi także jest PGE Vive Kielce, ale wynik 1987 osób w mogącej pomieścić ponad cztery tysiące osób Hali Legionów na kolana nie powala. Druga lokatę zajmuje  (średnia 1686 widzów), a dopiero trzecią Orlen Wisła Płock (1572). Kolejne miejsca pod względem frekwencji zajmują: KPR Gwardia Opole (1414), Zagłębie Lubin (1182), Chrobry Głogów (1060), Torus Wybrzeże Gdańsk (889), MMTS Kwidzyn (871), KS Azoty Puławy (700), NMC Górnik Zabrze (686), Sandra Spa Pogoń Szczecin (625), Piotrkowianin Piotrków Trybunalski (618), Grupa Azoty Tarnów (412) i SPR Stal Mielec (250).

 

Obowiązkowe zwycięstwo Vive

W minioną sobotę szczypiorniści PGE Vive Kielce w 10. kolejce grupy B Ligi Mistrzów EHF podejmowali w Hali Legionów białoruski Mieszkow Brześć. Był to ostatni w tym roku mecz kieleckiej drużyny w tych elitarnych rozgrywkach. Zwycięstwo 30:24 okazało się ważne, bo przy porażce Montpellier HB z THW Kiel 32:33 dało kielczanom awans na trzecią pozycję w tabeli.

W grupie B z dorobkiem 16 punktów prowadzi THW Kiel i ekipie PGE Vive Kielce będzie piekielnie trudno zepchnąć niemiecki zespół z pierwszego miejsca, cennego, bo dającego od razu bezpośredni awans do ćwierćfinału. Nawiasem mówiąc nie tylko zajmujący w tabeli trzecią lokatę z 12 pkt na koncie kielczanie są tym zainteresowani, także zespoły drugiego w tabeli Telkomu Veszprem (12 pkt) i czwartego Montpellier HB (11 pkt), a nawet piątego FC Porto (10 pkt). Do zakończenia rozgrywek zostały jeszcze cztery kolejki i jeśli żadnej z tych drużyn nie uda się przeskoczyć niemieckiej, to każda będzie do końca walczyć o jak najwyższą końcową lokatę, bo im wyższa, tym większe szanse, że trafi się na słabszego przeciwnika w fazie play off.

Przed sobotnią potyczką z Mieszkowem zespół PGE Vive zajmował piąte miejsce, miał zatem o co walczyć. Białoruska ekipa zresztą także, bo ewentualne zwycięstwo w Kielcach dawało jej jeszcze nadzieję na załapanie się do walki o 1/8 finału i dogonienie w tabeli Vardaru Skopje i FC Porto. W przypadku porażki o awansie mogli zapomnieć, ale że w poprzedniej kolejce ograli właśnie macedońską drużynę, na powtórzenie podobnego wyczynu liczyli także w kieleckiej Hali Legionów.

PGE Vive w pierwszym w tym sezonie bezpośrednim starciu w Lidze Mistrzów wygrało z Mieszkowem 31:27. Dla kielczan był to punkt zwrotny w obecnych rozgrywkach, bo po serii porażek z FC Porto, w krajowej lidze z Orlenem Wisłą Płock oraz u siebie z Montpellier HB, zaczęto wieszczyć kieleckiemu potentatowi kryzys. Po zwycięstwie w Brześciu sytuacja się odwróciła i serię zwycięstw kielczan przerwał dopiero przed tygodniem na swoim parkiecie Telkom Veszprem.

Kolejne trzy starcia Białorusinów w Lidze Mistrzów także zakończyły się fiaskiem. Dwukrotnie lepszy okazał się Telekom Veszprem, Mieszkow na własnym parkiecie pokonał także Vardar Skopje. Przełamanie przyszło dopiero w ostatnią sobotę. Mistrzowie Białorusi przed własną publicznością zdeklasowali obrońców tytułu, Vardar 31:22, chociaż do przerwy przegrywali 12:13. Zdobyte dwa punkty nie poprawiły jednak zbytnio sytuacji Mieszkowa w grupie. Razem z Motorem, mając po cztery „oczka” na koncie, Białorusini zamykają stawkę grupy B, tracąc do szóstego Vardaru pięć punktów. Oczywiście zachowują jeszcze matematyczne szanse na awans, ale realnie oceniając ten sezon w Lidze Mistrzów ekipa Mieszkowa Brześć może już spisać na straty.

Jej porażka z zespołu PGE Vive nie jest żadną sensacją. Obie drużyny wcześniej grały przeciwko sobie już w tych elitarnych rozgrywkach dziewięć razy i mistrzowie Polski wygrali aż ośmiokrotnie, a jedyne zwycięstwo Białorusini wywalczyli w 2017 roku u siebie, wygrywając 28:25. Natomiast w kieleckiej Hali Legionów wszystkie potyczki wygrali kielczanie.

W minioną sobotę także niespodzianki nie było i pokonali białoruski zespół po raz dziewiąty, wygrywając 30:24. Białoruska ekipa walczyła dzielnie do 45. minuty, ale w ostatnim kwadransie spotkanie gospodarze podkręcili tempo i zdobyli wystarczająca przewagę bramkową, żeby w ostatnich minutach kontrolować wynik i przebieg wydarzeń na boisku. Wygrali ostatni w tym roku mecz w Lidze Mistrzów, ale dobrą wiadomością dla fanów kieleckiej drużyny było też to, iż trener zespołu PGE Vive Tałant Dujszebajew miał do dyspozycji aż 14 zdrowych graczy i wszystkich posłał do gry.

Zwycięski zespół zagrał w składzie: w bramce Wolff, a w polu – Janc (7 goli), Vujović (6), Karalek (4), Karacić (4), Kulesz (3), D. Dujshebaev (3), A. Dujshebaev (2), Aguinagalde (1), Pehlivan, Lijewski, Jurkiewicz, Fernandez, Guillo.