Superliga bez widzów

W ekstraklasie piłkarzy ręcznych zakończyła się pierwsza runda rozgrywek. Po 13. kolejkach na czele 14-zespołowej ligi plasuje się PGE Vive Kielce przed Orlenem Wisłą Płock i Górnikiem Zabrze. Problem w tym, że meczy PGNiG Superligi prawie nikt nie ogląda.

W pierwszej części ligowego sezonu średnia widzów na jedno spotkanie wynosi 1059 osób. W kończącej pierwszą rundę 13. kolejce w żadnej z hal nie zjawiło się nawet tylu widzów. Najwyższą frekwencję odnotowano w Płocku, ale nawet w Orlen Arenie trybuny świeciły pustkami, bo na mecz „Nafciarzy” z Zagłębiem Lubin wybrało się tylko tysiąc fanów płockiego zespołu. W 13. kolejce PGNiG Superligi średnia widzów była żenująco słaba i wyniosła ledwie 659 osób, co jest najgorszym wynikiem w całej rundzie. Przyzwoita na tym tle frekwencja w Płocku wypada jednak blado gdy porówna się ja do frekwencji na meczu z PGE Vive (4200 widzów). W Szczecinie potyczka Sandry Spa Pogoni z Górnikiem Zabrze zainteresowała tylko 350 kibiców. Jeszcze większą niespodzianka na minus była słaba frekwencja w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie na mecz z liderem ligi PGE Vive pofatygowało się tylko 550 widzów, co jest gorszym wynikiem od średniej jaką ma w tym sezonie piotrkowski klub (628 widzów). Rzadko się zdarza żeby przyjazd naszpikowanej gwiazdami światowego szczypiorniaka kieleckiej drużyny nie wywołał zainteresowania powyżej ligowej przeciętnej w danej hali.

Pod względem średniej widzów liderem PGNiG Superligi także jest PGE Vive Kielce, ale wynik 1987 osób w mogącej pomieścić ponad cztery tysiące osób Hali Legionów na kolana nie powala. Druga lokatę zajmuje  (średnia 1686 widzów), a dopiero trzecią Orlen Wisła Płock (1572). Kolejne miejsca pod względem frekwencji zajmują: KPR Gwardia Opole (1414), Zagłębie Lubin (1182), Chrobry Głogów (1060), Torus Wybrzeże Gdańsk (889), MMTS Kwidzyn (871), KS Azoty Puławy (700), NMC Górnik Zabrze (686), Sandra Spa Pogoń Szczecin (625), Piotrkowianin Piotrków Trybunalski (618), Grupa Azoty Tarnów (412) i SPR Stal Mielec (250).

 

Obowiązkowe zwycięstwo Vive

W minioną sobotę szczypiorniści PGE Vive Kielce w 10. kolejce grupy B Ligi Mistrzów EHF podejmowali w Hali Legionów białoruski Mieszkow Brześć. Był to ostatni w tym roku mecz kieleckiej drużyny w tych elitarnych rozgrywkach. Zwycięstwo 30:24 okazało się ważne, bo przy porażce Montpellier HB z THW Kiel 32:33 dało kielczanom awans na trzecią pozycję w tabeli.

W grupie B z dorobkiem 16 punktów prowadzi THW Kiel i ekipie PGE Vive Kielce będzie piekielnie trudno zepchnąć niemiecki zespół z pierwszego miejsca, cennego, bo dającego od razu bezpośredni awans do ćwierćfinału. Nawiasem mówiąc nie tylko zajmujący w tabeli trzecią lokatę z 12 pkt na koncie kielczanie są tym zainteresowani, także zespoły drugiego w tabeli Telkomu Veszprem (12 pkt) i czwartego Montpellier HB (11 pkt), a nawet piątego FC Porto (10 pkt). Do zakończenia rozgrywek zostały jeszcze cztery kolejki i jeśli żadnej z tych drużyn nie uda się przeskoczyć niemieckiej, to każda będzie do końca walczyć o jak najwyższą końcową lokatę, bo im wyższa, tym większe szanse, że trafi się na słabszego przeciwnika w fazie play off.

Przed sobotnią potyczką z Mieszkowem zespół PGE Vive zajmował piąte miejsce, miał zatem o co walczyć. Białoruska ekipa zresztą także, bo ewentualne zwycięstwo w Kielcach dawało jej jeszcze nadzieję na załapanie się do walki o 1/8 finału i dogonienie w tabeli Vardaru Skopje i FC Porto. W przypadku porażki o awansie mogli zapomnieć, ale że w poprzedniej kolejce ograli właśnie macedońską drużynę, na powtórzenie podobnego wyczynu liczyli także w kieleckiej Hali Legionów.

PGE Vive w pierwszym w tym sezonie bezpośrednim starciu w Lidze Mistrzów wygrało z Mieszkowem 31:27. Dla kielczan był to punkt zwrotny w obecnych rozgrywkach, bo po serii porażek z FC Porto, w krajowej lidze z Orlenem Wisłą Płock oraz u siebie z Montpellier HB, zaczęto wieszczyć kieleckiemu potentatowi kryzys. Po zwycięstwie w Brześciu sytuacja się odwróciła i serię zwycięstw kielczan przerwał dopiero przed tygodniem na swoim parkiecie Telkom Veszprem.

Kolejne trzy starcia Białorusinów w Lidze Mistrzów także zakończyły się fiaskiem. Dwukrotnie lepszy okazał się Telekom Veszprem, Mieszkow na własnym parkiecie pokonał także Vardar Skopje. Przełamanie przyszło dopiero w ostatnią sobotę. Mistrzowie Białorusi przed własną publicznością zdeklasowali obrońców tytułu, Vardar 31:22, chociaż do przerwy przegrywali 12:13. Zdobyte dwa punkty nie poprawiły jednak zbytnio sytuacji Mieszkowa w grupie. Razem z Motorem, mając po cztery „oczka” na koncie, Białorusini zamykają stawkę grupy B, tracąc do szóstego Vardaru pięć punktów. Oczywiście zachowują jeszcze matematyczne szanse na awans, ale realnie oceniając ten sezon w Lidze Mistrzów ekipa Mieszkowa Brześć może już spisać na straty.

Jej porażka z zespołu PGE Vive nie jest żadną sensacją. Obie drużyny wcześniej grały przeciwko sobie już w tych elitarnych rozgrywkach dziewięć razy i mistrzowie Polski wygrali aż ośmiokrotnie, a jedyne zwycięstwo Białorusini wywalczyli w 2017 roku u siebie, wygrywając 28:25. Natomiast w kieleckiej Hali Legionów wszystkie potyczki wygrali kielczanie.

W minioną sobotę także niespodzianki nie było i pokonali białoruski zespół po raz dziewiąty, wygrywając 30:24. Białoruska ekipa walczyła dzielnie do 45. minuty, ale w ostatnim kwadransie spotkanie gospodarze podkręcili tempo i zdobyli wystarczająca przewagę bramkową, żeby w ostatnich minutach kontrolować wynik i przebieg wydarzeń na boisku. Wygrali ostatni w tym roku mecz w Lidze Mistrzów, ale dobrą wiadomością dla fanów kieleckiej drużyny było też to, iż trener zespołu PGE Vive Tałant Dujszebajew miał do dyspozycji aż 14 zdrowych graczy i wszystkich posłał do gry.

Zwycięski zespół zagrał w składzie: w bramce Wolff, a w polu – Janc (7 goli), Vujović (6), Karalek (4), Karacić (4), Kulesz (3), D. Dujshebaev (3), A. Dujshebaev (2), Aguinagalde (1), Pehlivan, Lijewski, Jurkiewicz, Fernandez, Guillo.

 

Awans Orlenu Wisły Płock

W miniony weekend z dwóch polskich drużyn rywalizujące w Lidze Mistrzów EHF więcej powodów do zadowolenia mieli szczypiorniści Orlenu Wisły Płock. „Nafciarze” w ostatnim kwadransie odwrócili losy meczu z duńskim GOG ze stanu 17:22 i ostatecznie wygrali 27:24, zapewniając sobie awans do fazy play off z grupy D. Gorzej powiodło się ekipie PGE Vive Kielce, która w 9. kolejce grupy B przegrała na wyjeździe z węgierskim Telekomem Veszprem 24:28.

Dla europejskich klubowych zespołów piłkarzy piłkarzy ręcznych listopad to tylko jeden z najbardziej pracowitych miesięcy w roku. Szczypiorniści PGE Vive mieli w tym miesiącu do rozegrania dziewięć meczów, w tym aż pięć w Lidze Mistrzów. Kielczanie walczyli ze zmiennym szczęściem, ale w trzech trudnych potyczkach – dwóch z Vardarem Skopje i jednym z Telekomem Veszprem, zdobyli pięć punktów i dzięki temu utrzymywali miejsce w czołówce grupy B. Mistrzowie Polski w minioną sobotę nie sprostali jednak w rewanżowym spotkaniu mistrzom Węgier. U siebie pokonali Telekom Veszprem 34:33, na terenie rywali ulegli im 24:28. Obie ekipy mierzyły się ze sobą już trzynastokrotnie i lepszy bilans tych potyczek ma węgierski zespół. Ale w 2016 roku kielczanie w finale Ligi Mistrzów dokonali w starciu z nimi niebywałego wyczynu, odrabiając dziewięć bramek straty i zdobyli trofeum wygrywając mecz w rzutach karnych, więc mimo faktu, że w tych 13 meczach z Telkomem zanotowali aż dziewięć porażek, jeden remis, nie jechali do Veszprem jak na ścięcie.

Do powtórki wyniku z Kielc jednak na Węgrzech nie doszło. Zespół PGE Vive tylko do przerwy dotrzymywał kroku ekipie Telkomu Veszprem, po zmianie stron przejął inicjatywę i pewnie wygrał spotkanie 28:24. Porażka kielczan jest dla nich podwójnie bolesna, bo po sobotnich meczach THW Kiel nie powiększył przewagi i nadal prowadzi z 14 punktami, ale drugi Telkom ma 12 „oczek, a trzecie Montpellier 11. PGE Vive zajmuje czwartą lokatę z 10 pkt na koncie. W najbliższą sobotę kielczanie zagrają u siebie w ostatnim w tym roku występie w Lidze Mistrzów z Mieszkowem Brześć.

Lepsze humory panują w Płocku, bo Orlen Wisła w spotkaniu z duńskim GOG ze stanu 17:22 doprowadzili do swojej wygranej 27:24 i awansowali do kolejnej rundy Ligi Mistrzów z drugiego miejsca w grupie D. W dwumeczu o awans do 1/8 finału „Nafciarzy” czeka jednak trudna przeprawa, bo już wiadomo, że ich rywalem będzie najlepszy zespół grupy C, hiszpański Bidasoa Irun, niegdyś najlepsza klubowa ekipa na Starym kontynencie, która powoli odzyskuje dawny blask.

 

Triumf PGE Vive nad Vardarem

Szczypiorniści PGE Vive Kielce pewnie wygrali we własnej hali z Vardarem Skopje 35:25 w 8. kolejce Ligi Mistrzów EHF. Macedoński zespół tydzień wcześniej podejmował kielczan w Skopje i z trudem zremisował z nimi 28:28, ale tak wysokiej porażki w rewanżu dwukrotnego triumfatora tych rozgrywek mało kto się spodziewał.

Po zremisowanym 28:28 spotkaniu w Skopje ekipa PGE Vive wracała do Kielc z uczuciem niedosytu. Jeszcze kilka tygodni wcześniej taki wynik wywalczony w stolicy Macedonii żółto-biało-niebiescy wzięliby w ciemno, bo to trudny teren, fanatyczni kibice, gorąca atmosfera i naszpikowanymi klasowymi graczami zespół. Obecnie jednak macedońska ekipa przeżywa poważne problemy kadrowe, bo ich skład mocno przerzedziły kontuzje, ale ma też wyraźny kryzys formy. Jedyne co pozostało w tej ekipie na dawnym poziomie, to niebywała ambicja i zaangażowanie zawodników. Na kwadrans przed końcem meczu w Skopje mistrzowie Polski prowadzili trzema trafieniami, zaś ich rywale walczyli już ostatkiem sił. Mimo to zawzięcie walczyli do ostatniego gwizdka i w nagrodę wywalczyli cenny punkt. Trener kieleckiej drużyny Tałant Dujszebajew stwierdził, że z remisu nie jest zadowolony, bo w jego opinii to stracony punkt. W ekipie Vardaru wszyscy się z tego rezultatu cieszyli i nazywali go nawet „zwycięskim remisem”.

Obawiali sie jednak czekającego ich tydzień później spotkania rewanżowego w Kielcach. Do Polski nie poleciał z zespołem lider Vardaru Łotysz Dainis Kristopans, zabrakło też dwóch innych rozgrywających – JoseGuilherme de Toledo i Siergiej Gorbok także leczą urazy. Sytuacja w grupie B jest jednak skomplikowana i kielczanie nie mogli sobie w sobotę pozwolić na przegraną. Drugi i szósty zespół w tabeli dzieli ledwie jeden punkt, a to oznacza, że margines błędu nie istnieje – w ostatecznym rozrachunku o miejscu w grupie może zadecydować nawet jedna bramka. Porażka w rewanżowym starciu z Vardarem nie wchodziła więc w rachubę. Kielecki zespół miał jeszcze nad rywalami przewagę psychologiczną, bo ekipie Vardaru jeszcze nigdy nie udało się wygrać z PGE Vive w kieleckiej Hali Legionów.

Trener Vardaru Eduard Kokszarow chciał zaskoczyć kielczan wystawiając na prawej flance nie Ivana Cupicia, lecz Pawła Atmana, ale ten manewr nie przyniósł jego drużynie większych korzyści. Mistrzowie Polski nie dali się zbić z tropu także manewrami z wycofywaniem bramkarza w trakcie ataku, grali czujnie i jeszcze do przerwy rzucili pięć goli na pustą bramkę (trzy razy trafił Blaż Janc, po razie obaj bracia Dujszebajewowie). A że w ataku kielecki zespół spisywał sie jeszcze lepiej niż w obronie, na przerwę podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa schodzili z trzybramkowym prowadzeniem.
Po zmianie stron rywale zaczęli grę od trafienia, ale kielczanie nie dali im się rozkręcić, bo sami zaczęli koncert gry w piłkę ręczną. Znakomicie bronił niemiecki bramkarz PGE Vive Andreas Wolff, chociaż grał z kontuzją stawu skokowego. Macedoński zespół z każdą minutą stawał się coraz bardziej bezradny – grał chaotycznie, bez pomysłu, niestarannie w ataku i niekonsekwentnie w obronie. Nic dziwnego, że na pięć minut przed końcem meczu kielczanie prowadzili już różnicą dziewięciu trafień, by ostatecznie zakończyć spotkanie wynikiem 35:25.

Było to czwarte zwycięstwo PGE Vive Kielce w obecnych rozgrywkach Ligi Mistrzów EHF. Po sześć bramek rzucili najskuteczniejsi w drużynie trenera Dujszebajewa chorwacki rozgrywający Igor Karacić i białoruski obrotowy Arciom Karalok. W zespole Vardaru najwięcej trafień, dziewięć, zanotował rosyjski skrzydłowy Timur Dibirow.

„Mój zespół ma ogromny szacunek dla Vardaru, bo to jest aktualny mistrz Europy. Wiemy, że obecnie są w bardzo trudnej sytuacji kadrowej. Ale możemy ich podziwiać. Grali bez Guilherme de Toledo i Dainisa Kristopansa, a Paweł Atman i Christian Dissinger wrócili dopiero po kontuzjach. Wytrzymali tyle, ile mogli. Jesteśmy oczywiście bardzo zadowoleni ze zwycięstwa i dziękujemy naszym kibicom. To nie to samo, kiedy gramy w Skopje, a w Kielcach. Dzisiaj byliśmy bardziej skuteczni i to dało nam wygraną” – podsumował występ swojej drużyny trener kielczan Tałant Dujszebajew.

W innym sobotnim spotkaniu tej grupy Telekom Veszprem wygrał z Mieszkowem Brześć 31:25. W tabeli grupy B prowadzi THW Kiel (13 pkt) przed Telekomem i PGE Vive (po 10 pkt). Czwartą lokatę zajmuje Montpellier HB (9 pkt), piąty jest Vardar (9), szóste FC Porto (8 pkt), dwie ostatnie pozycje okupują nie mające już szans na awans zespoły Mieszkowa (2 pkt) i Motoru Zaporoże (1).

W grupie A prowadzi FC Barcelona Lassa przed Paris Saint-Germain HB (po 12 pkt), trzecia lokatę zajmuje MOL-Pick Szeged (11). Kluczowy dla miejsca Orlenu Wisły Płock mecz tej drużyny z Kadetten Schaffhausen zakończył się po zamknięciu wydania.

 

Kiepska passa PGE Vive

Szczypiorniści PGE VIVE Kielce mieli kiepski tydzień. Najpierw w środę po raz pierwszy od ponad trzech lat przegrali z Orlenem Wisłą Płock, a w sobotę w Lidze Mistrzów ulegli francuskiemu Montpellier HB.

Mistrzowie Polski podejmowali francuski zespół na swoim boisku w ramach 4. kolejki Ligi Mistrzów EHF. Obie drużyny przystąpiły do tego meczu mocno osłabione. Kielczanie zagrali bez Mateusza Jachlewskiego, Tomasza Gębali, Daniela Dujshebaeva i Branko Vujovica. W szeregach gości zabrakło Diego Simoneta, Jonasa Truchanoviciusa, Gilberto Duarte i Melvyna Richardsona. Spotkanie lepiej rozpoczęli goście i po 10 minutach prowadzili 5:2. Wtedy trener kieleckiej drużyny Tałant Dujszebajew zmienił w bramce slabo grającego Andreasa Wolffa na Mateusza Korneckiego i gospodarze zaczęli odrabiać straty i przed końcem pierwszej połowy zmniejszyli stratę do jednej bramki, lecz rywale byli czujni na przerwę schodzili z prowadzeniem 14:12.

Po zmianie stron kielczanie zaspali początek i w 40. minucie przegrywali 13:17. Zdołali jednak odrobić te straty i w 46. minucie przegrywali tylko jednym trafieniem (21:22). Kolejny przestój kielczan okazał się bardzo kosztowny. W ciągu trzech minut rywale odskoczyli na 25:21. Kielczanie raz jeszcze zabrali się do odrabiania strat. W 52. minucie Julen Aginagalde doprowadzili do wyniku 24:26, a chwilę potem ponownie stojący w bramce Wolff obronił rzut karny, a w kolejnej akcji popisał się kapitalną interwencją.

Końcówkę meczu kibice w Hali Legionów oglądali na stojąco, gorąco dopingując swoją drużynę, lecz drużyna z Montpellier nie dała sobie odebrać zwycięstwa i wygrała 29:27. Kielczanie ponieśli drugą porażkę w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów i zajmują 5. miejsce w liczącej osiem zespołów grupie B.

 

Tłum graczy na treningu PGE Vive

Aż 17 zawodników wzięło udział w pierwszym po wakacyjnej przerwie treningu mistrzów Polski w piłce ręcznej. Szefowie PGE Vive Kielce wyciągnęli wnioski z poprzedniego sezonu, w którym kielecką ekipę dotknęła plaga kontuzji, i powiększyli kadrę zespołu oraz sztab trenerski.

Po zdobyciu 16. w historii i ósmego z rzędu mistrzostwa Polski, po zdobyciu 11. z rzędu i 16. w historii Pucharu Polski oraz czwartym w ostatnich siedmiu latach awansie do turnieju finałowego Ligi Mistrzów, kielecki klub przedłużył umowę na kolejne dwa lata ze sponsorem tytularnym (PGE) i finalizuje negocjacje z kilkoma kolejnymi poważnymi mecenasami. Budżet klubu spęczniał, co pozwoliło na wzmocnienie składu.

Na pierwszym treningu stawili się pozyskani przez PGE Vive gracze – pierwszy w polskiej lidze Turek, 21-letni rozgrywający Doruk Pehlivan, francuski obrońca Romaric Guillo oraz najcenniejsze nabytki – najlepszy zawodnik turnieju finałowego Ligi Mistrzów Chorwat Igor Karacić, który w barwach Vardaru Skopje dwukrotnie, w 2017 i 2019 roku wygrywał te rozgrywki, oraz bramkarz reprezentacji Niemiec Andreas Wolff, jednak z ikon światowego szczypiorniaka. Pojawił się też odkupiony z Wybrzeża Gdańsk Mariusz Jurkiewicz i wracający z wypożyczenia reprezentant Czarnogóry Branko Vujović. Indywidualnie trenowali Daniel Dujszebajew i Tomasz Gębala, a po artroskopii stawu biodrowego Mateusz Jachlewski na razie rehabilituje się w Gdańsku.

Do sztabu trenerskiego został włączony Sławomir Szmal. Legendarny bramkarz będzie dbał o formę graczy na tej pozycji. Zatrudniono też fizjoterapeutę Krzysztofa Palucha. Trener Tałant Dijszebajew będzie miał teraz w sztabie pięciu współpracowników. Ekipa PGE Vive do 8 sierpnia trenować będzie w Kielcach.

 

Nafciarze z dziką kartą w Lidze Mistrzów EHF

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) ustaliła listę 28 klubów, które w sezonie 2019/2020 zagrają w Lidze Mistrzów. Do udziału w tych elitarnych europejskich rozgrywkach pucharowych zgłosiło się 35 drużyn, ale siedem EHF odrzuciło. Ten los nie spotkał dwóch polskich zespołów i w nowej edycji znów w Lidze Mistrzów zagrają PGE Vive Kielce oraz Orlen Wisła Płock.

Komitet Wykonawczy EHF podał kryteria, którymi się kierował dzieląc drużyny na przynależne do grup wyżej notowanych A i B oraz do niżej notowanych grup C i D. Były to m.in. miejsce rozgrywania spotkań, prawa telewizyjne, ranking ligi krajowej, średnia liczba widzów w hali, wyniki sportowe osiągane w europejskich pucharach, potencjał sponsorski, przestrzeganie przepisów oraz respektowanie swobody mediów w dostępie do informacji. W nowym sezonie w stawce 28 drużyn nie będzie już nadreprezentacji ekip z Francji i Niemiec. Europejska Federacja Piłki Ręcznej nie przyznała dodatkowych miejsca dla klubów z tych krajów.

O ile zakwalifikowanie do rozgrywek jedynie dwóch zespołów z Bundesligi, zamiast jak wcześniej trzech, specjalnie nie dziwi, bo już w ostatniej edycji wystartowały tylko Flensburg i Rhein-Neckar Loewen. Wprawdzie Niemcy chcieli w nowym sezonie dodatkowe miejsce dla SC Magdeburg, ale sternicy europejskiego szczypiorniaka pozostali nieugięci. Nie tylko dla Bundesligi, lecz także dla francuskiej ekstraklasy, bowiem odrzucono aplikację finalisty sprzed roku, HBC Nantes. W ostatnich dwóch sezonach Francuzi mieli zagwarantowane trzy miejsca w Lidze Mistrzów, a w poprzedniej edycji do Final Four dostała się cała trójka. EHF postanowiła wyrównać szanse i odmówiła „dzikiej karty” nie tylko Nantes, lecz także starającemu się o powrót do elity Chambery Savoie HB. Dzięki temu do grona najlepszych w Europie dostał się m.in. macedoński Eurofarm Rabotnik czy drugi klub ze Szwecji, IFK Kristianstad. Odrzucono też kandydatury Metalurga Skopje, norweskiego OFI Arendal i luksemburskiego Handball Esch.

Mistrzowie Polski, PGE Vive Kielce, ponownie trafią do którejś z dwóch najsilniejszych grupa (A lub B), natomiast „Nafciarze” z Płocka, którzy dostali się do rozgrywek dzięki „dzikiej karcie”, znów będą musieli rywalizować w słabszym zestawie przeciwników w grupach C lub D. W grupach A i B wystąpi po osiem zespołów, sześć z nich awansuje dalej. W słabszym zestawie do barażów o fazę Top 16 dostaną się tylko po dwie czołowe drużyny z każdej grupy. Losowanie fazy grupowej odbędzie się w czwartek 27 czerwca w Erste Campus w Wiedniu.

Podziała na koszyki:

Grupy A/B: Mieszkow Brześć (Białoruś), HC PPD Zagrzeb (Chorwacja), Aalborg Handbold (Dania), SG Flensburg-Handewitt (Niemcy), Barcelona Lassa (Hiszpania), Paris Saint-Germain HB (Francja), Telekom Veszprem HC (Węgry), HC Vardar (Macedonia), Elverum (Norwegia), PGE VIVE Kielce (Polska), FC Porto Sofarma (Portugalia), RK Celje Pivovarna Lasko (Słowenia), HC Motor Zaporoże (Ukraina), THW Kiel (Niemcy), Montpellier Handball (Francja), MOL-Pick Szeged (Węgry);

Grupy C/D: Cocks (Finlandia), Dinamo Bukareszt (Rumunia), Czechowskie Niedźwiedzie (Rosja), IK Sävehof (Szwecja), Kadetten Schaffhausen (Szwajcaria), Tatran Preszow (Słowacja), GOG (Dania), Bidasoa Irun (Hiszpania), HC Eurofarm Rabotnik (Macedonia), Orlen Wisła Płock (Polska), Sporting Lizbona (Portugalia), IFK Kristianstad (Szwecja).

 

Liga Mistrzów EHF: Wielki finał sezonu w Kolonii

Piłkarze ręczni PGE Vive Kielce w najbliższy weekend po raz czwarty zagrają w Final Four Ligi Mistrzów. Turniej odbędzie się w Kolonii, a półfinałowym rywalem kielczan będzie węgierski Telkom Veszprem. W drugiej parze zmierzą się FC Barcelona Lassa i macedoński Vardar Skopje. „Będziemy walczyć o pełna pulę, nie mamy nic do stracenia” – zapewnia trener PGE Vive Tałant Dujszebajew.

Obecność kieleckiej drużyny w najlepszej czwórce rozgrywek Ligi Mistrzów EHF to ogromna niespodzianka. Trapiona plagą kontuzji ekipa Tałanta Dujszebajewa potrafiła jednak skutecznie stawić czoła potentatowi Paris Saint-Germain i wyeliminować uważany za jednego z faworytów paryski zespół w ćwierćfinale. A potem jeszcze wywalczyć podwójną koronę w krajowych zmaganiach – najpierw kielczanie po zaciętych bojach z Orlenem Wisłą Płock zdobyli Puchar Polski, a potem mistrzostwo Superligi. Teraz na zakończenie sezonu czeka ich walka o najcenniejsze klubowe trofeum w Europie. „To fantastyczna sprawa, że udało nam się awansować do Final Four. Nie było to łatwe, bo mieliśmy mnóstwo problemów zdrowotnych w trakcie całych rozgrywek, a w polskiej lidze wymaga się od nas samych zwycięstw. Na co stać nas w Kolonii? Mogę powiedzieć tyle, że jedziemy tam powalczyć o jak najlepszy wynik. Z Telekomem zagramy na maksimum naszych możliwości” – zapewnił trener Dujszebajew.

Węgierska drużyna nie będzie łatwym rywalem. Telkom Veszprem w Final Four zagra po raz piąty, ale nie ma w dorobku, jak PGE Vive, zwycięstwa w tych rozgrywkach. W 2016 roku w wielkim finale Madziarzy przegrali z kielczanami po rzutach karnych i musieli się zadowolić drugą lokatą. W obecnym sezonie jednak byli lepsi, bo w fazie grupowej dwukrotnie pokonali kielecki zespół (29:27 i 36:35). „Telkom Veszprem ma szeroką i wyrównaną kadrę, a zawodnicy trzymają wysoką formę, co pokazali w fazie pucharowej w meczach ze Sportingiem Lizbona i Flensburgiem. Ich największym atutem jest zespołowość w grze, solidna obrona, bardzo dobrzy bramkarze i dobrze rozgrywane ataki pozycyjne” – ocenia najbliższego rywala trener kieleckiej drużyny.
W drugiej parze zmierzą się Vardar Skopje i FC Barcelona Lassa. Kataloński zespół uważany jest dość powszechnie za murowanego faworyta turnieju w Kolonii. Z taką opinią zgadza się też trener Dujszebajew. „Trudno kwestionować ten pogląd, bo przed sezonem Barcelona i PSG były uznawane za faworytów Lidze Mistrzów. Wszystkie drużyny w tegorocznym Final Four wcześniej rywalizowały ze sobą w fazie grupowej, a w niej ekipa „Dumy Katalonii” była liderem praktycznie od pierwszej do ostatniej kolejki. To jest najlepszym dowodem siły tego zespołu” – podkreśla Dujszebajew.

Na szczęście te prognozy mogą wziąć w łeb, co byłoby dobre dla kibiców i dramaturgii walki o triumf w Lidze Mistrzów, bo ostatnie edycje Final Four to pasmo klęsk tzw. murowanych faworytów. Mało kto stawiał przecież w 2016 roku na zwycięstwo PGE Vive, czy rok później Vardaru Skopje. Także zwycięstwo francuskiego Montpellier w 2018 roku uznano przecież zgodnie za ogromną niespodziankę. „Trzeba rozegrać dwa ciężkie mecze w ciągu 24 godzin. O zwycięstwie decyduje wiele czynników m.in. sprawy mentalne, dyspozycja dnia. Do Final Four nie dostają się przypadkowe drużyny, więc trzeba założyć, że w Kolonii każdy może wygrać z każdym.

 

PGE Vive zagra z milionerami z Paryża

Szczypiorniści PGE Vive Kielce w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów pokonali we własnej hali ukraiński Motor Zaporoże 34:29 i awansowali do kolejnej fazy rozgrywek. Pierwsze spotkanie zakończyło się remisem 33:33. Polski zespół w ćwierćfinale zagra z opływającym w katarskie petrodolary Paris Saint-Germain HB.

Do rozegranego w miniona sobotę meczu w kieleckiej Hali Legionów oba zespoły przystąpiły osłabione. Mistrzowie Polski zagrali bez Michała Jureckiego, Krzysztofa Lijewskiego i Daniela Dujshebaeva, zaś w zespole mistrza Ukrainy zabrakło Jewgienija Butienki oraz Pawła Paczkowskiego, który zerwał więzadło w kolanie i prawdopodobnie w tym sezonie już nie pojawi się na boisku. Kielczanie rozpoczęli to spotkanie od dwóch bramek Władysława Kulesza. W ósmej minucie bramkarza Motoru Gienadija Komoka pokonał Luka Cindric i prowadzenie polskiej drużyny wzrosło do trzech trafień (5:2).

Po kwadransie gry przewaga gospodarzy wciąż utrzymywała się na poziomie trzech-czterech bramek. Ukraiński zespół raz jeszcze poderwał się do walki i o dwóch bramkach Litwina Aidenasa Malasinskasa przewaga PGE Vive stopniała i w 20. minucie było 11:9, a 26. minucie skurczyła się nawet do jednego trafienia. Ale wtedy podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa znów zwarli szyki i zaczęli punktować, ponownie odskakując rywalom na trzy bramki (15:12), a na przerwę schodzili przy prowadzeniu 17:12. Dla czterech tysięcy kibiców obecnych w Hali Legionów kwestia awansu ich ulubieńców do najlepszej ósemki Ligi Mistrzów była już w tym momencie przesądzona.

Po zmianie stron goście zaskoczyli graczy PGE Vive okresem znakomitej gry i w 36. minucie przegrywali już tylko 17:19, ale kielczanie opanowali sytuację i odskoczyli rywalom na sześć goli. Trener Motoru Nikołaj Stepanets wziął czas i jego rady na jakiś czas pomogły ukraińskiemu zespołowi, bo zniwelował stratę do czterech trafień. Ale wtedy do boksu poprosił swoich graczy Dujszebajew i wszystko wróciło do normy. Goście niemal przez całe spotkanie grali siódemką zawodników w polu, wycofując bramkarza, ale nie przyniosło to im powodzenia, zaś w 55. minucie po takim taktycznym manewrze stracili gola, gdy do pustej ukraińskiej bramki trafił z dystansu syn trenera PGE Vive Alex Dujshebaev. Kielczanie prowadzili po jego rzucie już 31:26 i kibice w Hali Legionów rozpoczęli świętowanie awansu do ćwierćfinału. Ostatecznie mistrzowie Polski wygrali mecz 34:29. Bramki dla gospodarzy zdobywali: Cupara 1 – A. Dujshebaev 6, Kulesz 6, Janc 4, Karalok 4, Moryto 3, Cindrić 3, Fernandez 2, Jurkiewicz 2, Aginagalde 1, Mamić 1 i Jachlewski 1.

W 1/4 finału graczy PGE Vive czeka prestiżowe starcie z potentatem, najbogatszym klubem w piłce ręcznej Paris Saint-Germain HB. Do pierwszego spotkania z mistrzami Francji dojdzie między 24 a 28 kwietnia w Kielcach. Rewanż rozegrany zostanie tydzień później w Paryżu. Stawką rywalizacji jest awans do Final Four Ligi Mistrzów w Kolonii.

 

Remis PGE Vive Kielce na Zaporożu

W rozegranym na wyjeździe pierwszym mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych zespół PGE Vive Kielce remisował z ukraińskim Motorem Zaporoże 33:33. Rewanżowe spotkanie odbędzie się w sobotę 30 marca w kieleckiej Hali Legionów.

Szczypiorniści Motoru Zaporoże w tym sezonie Ligi Mistrzów stwarzali problemy wielu teoretycznie mocniejszym od siebie zespołom. Wygrywali u siebie z Celje Pivovarną Lasko, PP Zagrzeb i mistrzem Niemiec Flensburgiem, a nawet urywali punkty finaliście z poprzedniego sezonu Nantes HB. Kielczanie mieli więc podstawy do obaw przed konfrontacją z ukraińskim zespołem i faktycznie, przebieg spotkania potwierdził opinie, że na swoim boisku Motor potrafi być równorzędnym przeciwnikiem dla najlepszych ekip. Od początku mecz był zacięty i do ostatniego gwizdka arbitrów żadna z drużyn nie uzyskała większej przewagi niż dwoma bramkami. PGE Vive prowadziło w pierwszej połowie 9:7 i 10:8, a Motor w drugiej 28:26 i 29:27.

W ekipie mistrzów Polski kapitalne spotkanie, chyba najlepsze odkąd w niej występuje, rozegrał Luka Cindrić, autor ośmiu bramek. Chorwacki rozgrywający, o którego zabiegają FC Barcelona Lassa i Paris Saint-Germain HB, nie tylko trafiał do siatki, ale też popisywał się znakomitymi podaniami, zaliczając w sumie aż osiem asyst. Cindić miał zatem wydatny udział w niemal połowie goli strzelonych przez kielecki zespół. Świetne zawody rozegrał też Alex Dujszebajew, syn trenera PGE Vive, który półtora miesiąca nie grał z powodu kontuzji więzadeł. On też zdobył osiem bramek.

W końcówce PGE Vive miało nawet szanse na odniesienie zwycięstwa, ale remis na gorącym terenie w Zaporożu też trzeba uznać za korzystny wynik. Faworytem w walce o awans do ćwierćfinału w tej parze są jednak kielczanie i w rewanżu we własnej hali w sobotę 30 marca powinni to bez problemu potwierdzić. A na zwycięzcę czeka już chyba najbogatszy klub w piłce ręcznej na świecie – Paris Saint-Germain HB. W starciu z tym zespołem kielczanie nie będą faworytami, ale nie są też tak całkiem bez szans.