Kuratela wstaje z kolan

Ogólnopolski Związek Zawodowy Kuratorów Sądowych przedstawił opinię do rządowego projektu dotyczącego wynagrodzeń kuratorów zawodowych i aplikantów kuratorskich. OZZKS kierunkowo poparł projekt Rozporządzenia w zakresie podwyższenia mnożników kwoty bazowej, ale zaznaczył, że wzrost mnożników jest zbyt niski.
Związkowcy wskazują, że wzrost kwoty bazowej, który nastąpił na mocy tegorocznej Ustawy Budżetowej, oraz proponowany wzrost mnożników podnosi wynagrodzenie w grupie kuratorów zawodowych oraz aplikantów kuratorskich o ok. 200 zł na etat. Podkreślają, że kwota bazowa nie była zmieniana w latach 2009-2018, a w 2019 r. wzrosła tylko o 43,1 zł. Dlatego OZZKS oczekuje znacznie większego wzrostu mnożników, który między innymi uwzględniałby poziom inflacji. Związkowcy wskazują, że w innych grupach zawodowych pracujących w sądownictwie wzrost wynagrodzenia w 2019 r. jest znacznie wyższy. Podwyżka, która została przyznana sędziom oraz referendarzom, w bieżącym roku wynosi średnio 600 zł na etat. Podwyżka dla urzędników sądów wyniosła ok. 200 zł, ale od października 2019 r. ma być uzupełniona o dodatkowe 450 zł na etat.
OZZKS negatywnie ocenił termin procedowania Rozporządzenia. Projekt przewiduje, że przepisy Rozporządzenia będą stosowane do ustalenia wysokości wynagrodzenia od 1 stycznia 2019 r., jednak projektodawca nie wziął pod uwagę poziomu inflacji. Biorąc pod uwagę obecny, szybki wzrost cen, okazuje się, że realny spadek wartości wynagrodzenia zasadniczego zgodnie z projektowanym rozporządzaniem w okresie styczeń – czerwiec 2019 r. wynosi po 46 zł, co stanowi niemalże 25% proponowanych podwyżek.
OZZKS proponuje podwyższenie wysokości mnożników dla wszystkich stopni służbowych oraz dla aplikantów kuratorskich po równo, o wartość 0,08 (czyli średnio ok. 155 zł), dodanie w Rozporządzeniu zapisów uwzględniających wzrost wynagrodzenia o procent inflacji w okresie od stycznia 2019 r. do daty wejścia w życie Rozporządzenia oraz pilne rozpoczęcie procedowania nad wzrostem wynagrodzenia kuratorów na 2020 r. tak, aby zmiany mogły być wprowadzone wraz z uchwaleniem Ustawy Budżetowej na 2020 r.
OZZKS domaga się też, aby wynagrodzenie zasadnicze kuratora zawodowego w danym roku było ustalane na podstawie przeciętnego wynagrodzenia w drugim kwartale roku poprzedniego.

Rusza proces

W poniedziałek, 15 lipca o 9.00 w Sądzie Okręgowym w Warszawie przy Al. Solidarności 127 odbędzie się pierwsza rozprawa sądowa dotycząca rzekomego naruszenia dóbr Państwowych Portów Lotniczych przez dwóch działaczy Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa, czyli przewodniczącego Piotra Szumlewicza i Wojciecha Łobodzińskiego. Firma pozywa za tezy zawarte w tym wywiadzie: https://strajk.eu/pracownicy-jak-woda-w-akwarium-rozmowa. PPL pozwał też wydawcę i redaktora naczelnego portalu strajk.eu, na którym ukazał się wywiadu.
PPL w ramach zadośćuczynienia domaga się 20 tys. zł na rzecz Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt „Na Paluchu” oraz przeprosin przez pięć dni z rzędu w pięciu ogólnopolskich dziennikach na pierwszej stronie. Firma chce też, aby przeprosiny widniały przez dwa tygodnie na portalach pięciu dzienników. PPL w ramach zabezpieczenia pozwu chce też usunięcia z sieci spornego materiału.
PPL nie zgadza się między innymi z zarzutami o złe traktowanie zakładowych związków zawodowych, niekorzystne rozwiązania płacowe, brak dialogu, dużą skalę zwolnień dyscyplinarnych, stosowanie mobbingu i dyskryminacji, jak też uznawania Państwowych Portów Lotniczych za kolejny folwark dobrej zmiany.

Zapraszamy pracowników LGBTQ+!

Związek Zawodowy Związkowa Alternatywa z rozczarowaniem przyjął stanowisko dwóch związków zawodowych działających we wrocławskim zakładzie Volvo, które było wrogie wobec LGBTQ+.

Trudno zrozumieć, skąd niechęć wobec emisji materiałów uwrażliwiających na trudną sytuacją osób LGBTQ+. Jednym z ważnych zadań związków zawodowych jest walka z wszelkimi formami dyskryminacji, w tym takimi, które dotyczą orientacji i tożsamości seksualnej.
Agresywna reakcja części pracowników firmy wobec LGBTQ+ dowodzi, że uprzedzenia i stereotypy dotyczące tych osób wciąż są silne. Związkowa Alternatywa walczy o to, aby w Polsce każdy pracownik czuł się bezpiecznie i komfortowo, niezależnie od płci, wieku, pochodzenia czy orientacji seksualnej.
Dlatego zapraszamy do działania w naszych szeregach wszystkich pracowników LGBTQ+! Możecie liczyć na nasze wsparcie!

Startuje Związkowa Alternatywa

Nowo utworzona centrala związkowa postuluje pakiet na rzecz wyższych płac.

Pomimo dobrej koniunktury, płace w Polsce rosną nierównomiernie, a w wielu branżach stoją w miejscu. Ponadto wciąż zarobki setek tysięcy pracowników nie pozwalają im na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Dlatego Związkowa Alternatywa uważa, że władze publiczne powinny przyjąć pakiet na rzecz wyższych płac.
Po pierwsze, domagamy się ustanowienia płacy minimalnej co najmniej na poziomie 50% średniego wynagrodzenia. Rekomendowane przez rząd podniesienie płacy minimalnej do 2450 zł brutto nie zmieni proporcji minimalnego wynagrodzenia do średniej krajowej, a nawet może nieznacznie ją zmniejszyć. Dlatego proponujemy, aby w przyszłym roku płaca minimalna wynosiła co najmniej 2600 zł brutto. To wciąż niska kwota, ale pozwalająca na znaczącą poprawę warunków życia dla setek tysięcy pracowników i ich bliskich.
Po drugie, domagamy się podniesienia płac w sferze budżetowej o co najmniej 15%. Płace w budżetówce były zamrożone przez 9 lat, co oznaczało realny spadek o około 15 pkt proc.
Po trzecie, są w Polsce branże od lat lekceważone przez władzę, które zarazem mają olbrzymie znaczenie dla rozwoju społecznego. Takimi branżami jest edukacja, służba zdrowia i pomoc socjalna. Są to zawody przyszłościowe, a bardzo słabo płatne. Za wszystkie te trzy obszary odpowiada przede wszystkim państwo i każda z tych profesji powinna być znacznie lepiej opłacana niż obecnie. Dlatego płace nauczycieli, pracowników służby zdrowia i pracowników socjalnych w placówkach publicznych powinny w przyszłym roku wzrosnąć o 30%.
Po czwarte, w Polsce nawet w sektorze publicznym są olbrzymie nierówności między pracownikami na tych samych stanowiskach. Prawo pracy opiera się na zakazie różnicowania praw pracowniczych i pracownicy mają równe prawa z tytułu jednakowego wypełniania takich samych obowiązków. Jeżeli praca jest równie trudna, wymaga takiego samego wysiłku i umiejętności, tych samych kompetencji, a pracownicy mają taki sam zakres decyzji – powinni otrzymać równe wynagrodzenie. Dlatego należy zrównać wynagrodzenia w sektorze publicznym pracowników zatrudnionych na tych samych stanowiskach. Pracownicy wymiaru sprawiedliwości czy urzędów skarbowych o takim samym zakresie obowiązków i tym samym stażu pracy powinni otrzymywać wynagrodzenie tej samej wysokości w całym kraju.
Wreszcie po piąte, uważamy, że rząd powinien wprowadzić oddzielne regulacje płacowe dla osób pracujących w niedziele i święta. Setki tysięcy pracowników ochrony, gastronomii, handlu, rozrywki, służby zdrowia, transportu, energetyki czy policji pracuje w niedziele i święta i zdecydowana większość z nich nie dostaje za pracę w tych dniach wyższych stawek niż za pracę w dni powszednie. Dlatego uważamy, że za każdą pracę w niedziele i święta powinny być 2,5 razy wyższe stawki niż za pracę w dni powszednie. Wprowadzenie takiego rozwiązania byłoby silnym, propracowniczym bodźcem dla całego rynku pracy, który zarazem umacniałby firmy skłonne do podniesienia płac.

Indoktrynacja Balcerowiczem

W polskich szkołach trwa indoktrynacja w duchu wolnego rynku i prywatyzacji. Materiały, z których korzystają nauczyciele przedmiotu wiedza o społeczeństwie są przygotowywane pod nadzorem ludzi Leszka Balcerowicza i banku Santander. Dowiadujemy się z nich m.in. że biedni są leniwi, a związki zawodowe obniżają poziom życia.

Związkowiec – nierób, górnik – nieuświadomiony głupek, usługi publiczne – niewydolne i niskiej jakości, prywatyzacja – „dzięki niej dla Ciebie i Twoich kolegów dzieje się dużo dobrego”. Takie przesłanie mają prace nagradzanie w corocznych konkursach komiksowych organizowanych przez Forum Obywatelskiego Rozwoju i Fundację Santander Bank Polska S.A.
Organizatorzy zbierają pracę, po czym za sprawą swoich ekspertów dokonują wyróżnień. A wśród jurorów zasiada m.in. sam Leszek Balcerowicz, a obok niego m.in. przedstawiciele banków i liberalnych think-tanków.
W tym roku propaganda skupiła się na docenieniu dorobku tzw. transformacji ustrojowej, czyli przemilczeniu jej katastrofalnych skutków w latach dziewięćdziesiątych i skoncentrowaniu się na efekciarskich detalach, takich jak rozwój bankowości elektronicznej. „Wielki sukces Polski po 1989 – czyli co zawdzięczamy transformacji gospodarczej” – tak brzmi jedna z kategorii, w ramach której wyłoniono zwycięzców. Młodzi rysownicy mieli również wykazywać różnice pomiędzy PRL a Polska po transformacji, oczywiście – na korzyść kapitalistycznego modelu, oraz doceniać zbawienny wpływ wolnego rynku na środowisko naturalne.
Nagrodzone komiksy zostaną, jak co roku przesłane do szkół, gdzie będą służyć za materiały dydaktyczne na lekcjach WOS.
– Sama definicja tematów wskazuje, że FOR nie chce popularyzować wiedzy odnośnie ekonomii, lecz indoktrynować młodych ludzi w duchu neoliberalnych dogmatów – zauważa Piotr Szumlewicz, publicysta „Bez Dogmatu”.
– Dane dotyczące transformacji ustrojowej odnośnie ubóstwa, nierówności społecznych, skali bezrobocia dowodzą, że bilans przemian ustrojowych był co najmniej niejednoznaczny i uznanie ich za „wielki sukces” może budzić poważne wątpliwości. Wydaje się też, że młodym ludziom w większym stopniu potrzeba wiedzy na temat wykluczenia społecznego czy związków zawodowych niż powtarzania mantry o udanej transformacji – zauważa Szumlewicz.

Porty Lotnicze kontra strajk.eu

Dziennikarze Portalu Strajk odnieśli się na konferencji prasowej do pozwu przeciwko naszemu portalowi, autorstwa prezesa Państwowego Przedsiębiorstwa Porty Lotnicze. Piotr Szumlewicz, który opowiadał o łamaniu praw pracowniczych w tej spółce w wywiadzie będącym powodem pozwu, poinformował, że podtrzymuje każde wypowiedziane słowo.
W środę 13 marca w Warszawie Portal Strajk zwołał konferencję prasową w sprawie pozwu, jaki przeciwko wydawcy i dziennikarzom Strajku skierował prezes Państwowych Portów Lotniczych. Prezes Mariusz Szpikowski zarzuca nam naruszenie dobrego imienia firmy, którego rzekomo dopuściliśmy się w jednym z tekstów krytycznych wobec sytuacji panującej w spółce. Chodzi o wywiad pt. “Pracownicy jak woda w akwarium”, jaki Wojciech Łobodziński przeprowadził z Piotrem Szumlewiczem, przewodniczącym OPZZ Mazowsze. Na podstawie zgromadzonych relacji osób zatrudnionych w PPL związkowiec opowiadał w nim o poniżaniu załogi portów i innych naruszeniach praw pracowników.
Na spotkaniu z mediami redaktor naczelny Maciej Wiśniowski oświadczył, że redakcja w pełni utrzymuje stanowisko wyrażone przez Szumlewicza w spornym tekście. On i jego zastępczyni Małgorzata Kulbaczewska-Figat podkreślali, że publikacja wywiadu stanowiła realizację misji, którą wziął na siebie Portal Strajk jako medium konsekwentnie lewicowe. Jest nią stanie na straży interesu pracowników w konflikcie z kapitałem i piętnowanie nadużyć pracodawców, także wtedy, gdy oznacza to wejście w konflikt z silną państwową spółką.
– Wszystkie wymienione w tym wywiadzie opisy, fakty, sformułowania polegają na prawdzie i jesteśmy w posiadaniu dowodów na to wszystko. Prawem i obowiązkiem medium takiego jak Strajk jest informować o tym, co się dzieje w związkach zawodowych – mówił Maciej Wiśniowski. – Nie jest prawdą to, co zarzuca nam się w pozwie, że ten wywiad i nasze działania były bezprawne, ponieważ obowiązkiem takiego portalu i jego dziennikarzy jest działać w interesie społecznym. (…) Obowiązkiem dziennikarza jest przedstawiać argumenty stron konfliktu tym bardziej, że mainstream nie rozpieszcza ani związkowców ani ludzi pracy w Polsce swoją uwagą. Aktywność Piotra Szumlewicza i związków zawodowych zawsze będzie obiektem naszego zainteresowania. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy zaprzestali tego typu działalności, ani informowania o rzeczach podstawowych, o których inne media nie informują.
Na konferencji obecny był i głos zabrał sam Piotr Szumlewicz.
– W Państwowych Portach Lotniczych od wielu tygodni mamy do czynienia z mnóstwem nieprawidłowości i patologii. Wielokrotnie rozmawiałem ze związkowcami i pracownikami PPL. Zarzuty, które sformułowałem w wywiadzie dotyczą przede wszystkim dyskryminacji organizacji związkowych, mobbingu, dyskryminacji pracowników, których pan prezes nie lubi.

Kuriozalny pozew

Zdaniem firmy poprzez swoje wypowiedzi na portalu naruszyłem renomę, dobre imię i wizerunek rzetelnego i uczciwego przedsiębiorstwa oraz pracodawcy oraz rozpowszechniałem nieprawdziwe informacje dotyczące PPL, działalności firmy, jej relacji ze związkami i pracownikami oraz systemu zatrudniania pracowników. Firma pozywa za tezy zawarte w wywiadzie (publikujemy poniżej jego fragmenty – red. DT)
PPL w ramach zadośćuczynienia domaga się 20 tys. zł na rzecz Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt „Na Paluchu” oraz przeprosin przez pięć dni z rzędu w pięciu ogólnopolskich dziennikach na pierwszej stronie (!?). Firma chce też, aby przeprosiny widniały przez dwa tygodnie na portalach pięciu dzienników. PPL w ramach zabezpieczenia pozwu chce też usunięcia z sieci spornego materiału
PPL nie zgadza się między innymi z zarzutami o złe traktowanie zakładowych związków zawodowych, niekorzystne rozwiązania płacowe, brak dialogu, dużą skalę zwolnień dyscyplinarnych, stosowanie mobbingu i dyskryminacji, jak też uznawania Państwowych Portów Lotniczych za kolejny folwark dobrej zmiany.
Zarzuty formułowane przez firmę są kolejnym dowodem na tezy zawarte w wywiadzie. Dyrektor Mariusz Szpikowski traktuje firmę jak prywatny folwark, w którym wolno mu wszystko, a krytyków próbuje zastraszyć pozwami sądowymi. Dlatego Szpikowski powinien możliwie szybko zostać zdymisjonowany tak za swoje podejście wobec pracowników, jak też za psucie wizerunku firmy państwowej.

***

Pracownicy jak woda w akwarium

Z Piotrem Szumlewiczem rozmawia Wojciech Łobodziński (strajk.eu).

WOJCIECH ŁOBODZIŃSKI (STRAJK.EU): Niedawno wspierałeś strajk pracowników PLL LOT, dziś angażujesz się w sprawie załogi innej państwowej firmy z tej samej branży. Czy jest między tymi sprawami jakiś związek?
PIOTR SZUMLEWICZ: Oczywiście. O sytuacji w Państwowych Portach Lotniczych dowiedziałem się między innymi dzięki Robertowi Zielińskiemu, który jest członkiem prezydium mazowieckich struktur OPZZ, a zarazem przewodniczącym Związku Zawodowego Pracowników Portu Lotniczego im. Chopina. W czasie strajku stewardess i kapitanów z PLL LOT wziął udział w pikiecie poparcia dla nich. Otrzymał z tego powodu maila od władz swojej firmy, w którym grożono mu konsekwencjami dyscyplinarnymi za „narażenie firmy na straty wizerunkowe”. Okazało się, że za udział w legalnej demonstracji związkowiec może ponieść karę, choć prawo do udziału w demonstracji jest prawem konstytucyjnym! Inna nić łącząca Porty Lotnicze i PLL LOT to zapowiedź obniżek rocznych nagród dla pracowników o 300 tys. zł z racji strat, jakie rzekomo firma miała ponieść przez strajk w LOT. Prezes otwarcie zadeklarował ukaranie pracowników PPL za ten protest.

Jaka była reakcja pracowników?
W połowie listopada, gdy nie wypłacono nagród, a zarząd dalej atakował związki zawodowe, Związek Zawodowy Lotnictwa Cywilnego ogłosił wejście z firmą w spór zbiorowy. Gdy spór został ogłoszony, prezes Szpikowski obwieścił, że wypłaci nagrody, które notabene są częścią zakładowego układu zbiorowego, jeśli tylko związki zawodowe przestaną naciskać na władze spółki. Jest to kompletnie bezprawna manipulacja, bo związki mają prawo wchodzić z pracodawcą w spory zbiorowe i nie powinny ich spotykać z tego powodu żadne negatywne konsekwencje. Ale z panem Szpikowskim sytuacja wygląda inaczej. Najpierw groził związkom, że mają zrezygnować ze sporu z pracodawcą, a 30 listopada ogłosił wypowiedzenie układu zbiorowego. Uczynił to bez żadnych konsultacji ze stroną związkową, co pokazuje jego wrogie intencje.

Kierunek antypracowniczy…
Pod koniec 2016 r. doszło do ostrego konfliktu zarządu spółki ze związkowcami, który dotyczył podwyżek płac zasadniczych. Przeprowadzono referendum strajkowe, w trakcie którego większość załogi opowiedziała się za strajkiem. Nie doszło do niego, bo prezes zrezygnował z konfrontacyjnego zachowania. Wkrótce potem okazało się jednak, że był to sygnał do ataku… Ostatnie dwa lata jego działań to dążenie do marginalizacji i zastraszenia zakładowych związków zawodowych tak, aby już nigdy nie pozwoliły sobie na organizację strajku. Masowe zwolnienia dyscyplinarne, które stały się jedną z metod zarządzania firmą. Nastąpił olbrzymi wzrost skali zwolnień, nagan, gróźb postępowań dyscyplinarnych wobec działaczy związkowych. W normalnej firmie pracodawca sięga po zwolnienie dyscyplinarne wyłącznie w wyjątkowych przypadkach. W PPL w ostatnim czasie było wiele przypadków tego typu zwolnień, a większość wiązała się z brakiem subordynacji wobec zwierzchnika. Pracownicy od wielu miesięcy skarżą się na mobbing i dyskryminację, czują się zastraszani i lekceważeni. Prezes korzysta z każdej okazji, aby podjąć wrogie działania wobec pracowników.
Jak to wygląda?
Przykładowo zagroził konsekwencjami dyscyplinarnymi kilku pracownikom, gdy Rafał Trzaskowski, wtedy jeszcze kandydat na prezydenta Warszawy, zorganizował konferencję prasową. Konferencja miała miejsce na pętli autobusowej poza lotniskiem, a mimo to pracownicy ochrony zostali oskarżeni o niedopełnienie obowiązków za brak reakcji. Wielu pracowników firmy jest na skraju wyczerpania psychicznego, co również sprzyja pogorszeniu jakości pracy i oczywiście fatalnie wpływa na relacje między ludźmi w firmie. W takich warunkach nie da się pracować i budować relacji opartych na dialogu. Pracownicy szepczą, dyskutują poza miejscem pracy, boją się o swoją przyszłość. Ci, z którymi mam kontakt, piszą do mnie z anonimowych kont na Facebooku…
Czy takie działania prezesa nie odbijają się negatywnie na funkcjonowaniu lotnisk?
Przygotowanie do pracy na lotnisku jest często drogie i czasochłonne, o czym prezes świetnie wie, bo sam o tym wspomina w wielu pismach. Ale to nie przeszkadzało mu to w rzucaniu takimi bon motami jak: „Wymiana pracowników ma być jak wymiana wody w akwarium. Nie wymienia się od razu całej, tylko najpierw 30 proc. Z czasem wszystko co stare i niedobre eliminuje się”. Prezes ma również wypracowaną inną technikę pozbywania się niewygodnych pracowników. Struktura pracy w portach lotniczych jest bardzo złożona. Na lotniskach istnieje wiele funkcji, komórek, profesji, różne rodzaje pracowników ochrony, oświetlenia, ochrony, załadunku itd. Daje to prezesowi wiele możliwości „reorganizacji” pracy, które często wykorzystuje, by osłabić związki zawodowe.
Jak to się odbywa?
W ostatnich miesiącach bardzo często „reorganizacja” polegała na zwalnianiu niewygodnych pracowników i osłabianiu organizacji związkowych. Zarząd mówi, że likwiduje stanowisko pracy, a tak naprawdę zespół szesnastoosobowy zostaje zastąpiony trzema zespołami po pięć osób. W praktyce oznacza to, że zarząd może pozbyć się połowy osób z tych szesnastu, które są dla zarządu niewygodne, a reszta wkracza do tych trzech nowych zespołów. W tym samym czasie związkowcy zauważyli, że na różnych portalach pośrednictwa pracy pojawiły się oferty współpracy z Portami Lotniczymi ze strony firm zewnętrznych. Zdaniem pracowników oznacza to, że prezes chce pozbyć się dużej części załogi i zastąpić ich outsourcingiem. Zważając na to, że porty lotnicze są jednym ze strategicznych instytucji państwa, taka elastyczność zatrudnienia i uzależnienie od podmiotów zewnętrznych może wiązać się ze spadkiem bezpieczeństwa pracy i pogorszeniem jakości usług. Gdy kilka dni temu w środku dnia ogłoszono alarm na Lotnisku Okęcie, pracownicy nie byli w stanie wyprowadzić ludzi, bo nie działała koordynacja między poszczególnymi komórkami lotniska. Gdyby wybuchł pożar, mogłoby dojść do gigantycznej tragedii.

Czy w związku z tym powiadomione zostaną służby bezpieczeństwa, takie jak ABW? Podobnie sprawy wyglądały w spółce LOT, gdzie doszło do tego, że pasażerowie musieli składać się na części zamiennie, by mógł się odbyć lot z Pekinu do Warszawy. Tam ABW było poinformowane na długo przed strajkiem o pogorszeniu się stanu technicznego samolotów, wywołanego polityką „oszczędnościową”.
Najpewniej wejdziemy na tę drogę. Nie może być tak, że „zarządzanie zasobami ludzkimi” w sposób „elastyczny”, a tak naprawdę antyludzki i antyzwiązkowy ma mieć konsekwencje w poziomie bezpieczeństwa ludzi przebywających na lotnisku. Dobrze, że wspominasz o niedawnych wydarzeniach związanych z LOT-em i jego pasażerami. Porty Lotnicze miały w tym swój udział. Współpraca pana Szpikowskiego z panem Milczarskim jest ogólnie znanym faktem. Należą oni ponoć do tak zwanego „układu radomskiego”, któremu przewodniczy pan poseł Suski, człowiek nie obdarzony wybitnym intelektem, jednak, jak widać, posiadający duże wpływy w co poniektórych spółkach skarbu państwa. O „układzie” tym powstał materiał Superwizjera.

Stracił stanowisko

Piotr Szumlewicz, wieloletni działacz związkowy, stracił stanowisko przewodniczącego Rady OPZZ województwa mazowieckiego.

Działacz pozostaje w konflikcie z kierownictwem konfederacji.
– Powyższa decyzja nie była poddana głosowaniu, nie było też żadnych podstaw merytorycznych do jej podjęcia. Dzieje się tak w sytuacji, gdy kierowana przeze mnie Rada intensywnie walczy o ludzi pracy w wielu branżach i przyjmuje w swoje szeregi nowe organizacje. Jednocześnie jako nowego przewodniczącego wskazano przewodniczącego Konfederacji Pracy, Michała Lewandowskiego – twierdzi Szumlewicz z żalem. Uważa, że jego zwolnienie nastąpiło nie z powodów proceduralnych, jak podało OPZZ, ale jako represja w odpowiedzi na aktywne wsparcie dla pracowników PLL LOT.
Redakcja „Trybuny” z żalem przyjmuje decyzję kierownictwa OPZZ – z Piotrem Szumlewiczem jako publicystą łączy nas długoletnia współpraca, jego publikacje nierzadko pomagały nagłośnić problemy ludzi pracy.
– Celem kierowanej przeze mnie Rady były i są działania na rzecz ludzi pracy i wzmocnienie OPZZ – zapewnia Szumlewicz w notce rozesłanej do mediów. – Teraz bez głosowania, bez możliwości odwołania się od decyzji ogłoszono, że utraciłem funkcję i zarazem pracę zarobkową. Gdy pracownik jest zwalniany dyscyplinarnie, jego związek ma 3 dni na odwołanie się od decyzji. Ja nie dostałem żadnej możliwości odwołania.

Kto chce zniszczyć Piotra Szumlewicza?

W 2018 roku był jednym z najaktywniejszych działaczy związkowych w Polsce. Walczył o interesy pracowników LOT, rzucił wyzwanie pisowskim prezesom spółek lotniczych. Na skrzynki mailowe lokalnych i ogólnopolskich dziennikarzy kilka razy w tygodniu spływały jego demaskatorskie komunikaty. – Ten facet rozruszał skostniałą strukturę – mówi o nim działacz innego związku zawodowego. Ubiegły rok należał do Piotra Szumlewicza. Rok 2019 rozpoczął się dla niego od wstrząsu. Ktoś chce, aby przestał być związkowcem.

5 lutego na spotkaniu prezydium Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych będą ważyć się losy Piotra Szumlewicza. Członkowie tego organu mogą pozbawić go funkcji przewodniczącego Rady OPZZ Województwa Mazowieckiego. Dzieje się tak, ponieważ przewodniczący związku zawodowego Konfederacja Pracy, Michał Lewandowski postanowił usunąć Szumlewicza z swojej organizacji. Konfederacja Pracy jest związkiem zawodowym wchodzącym w skład OPZZ. Szumlewicz był dotąd członkiem jej komisji międzyzakładowej nr 01–007. Z jej ramienia był delegatem do rady powiatowej OPZZ, a potem wojewódzkiej.
20 grudnia ówczesny przewodniczący Konfederacji Pracy, Michał Lewandowski w imieniu zarządu związku dostarczył szefowi OPZZ Janowi Guzowi dokument, w którym informował, że Szumlewicz został pozbawiony członkostwa w związku. Dlaczego? Zarząd Konfederacji Pracy uznał, że zmiana miejsca pracy Szumlewicza, który do 30 czerwca był doradcą prezesa Guza, a od 1 lipca objął stanowisko szefa Rady województwa mazowieckiego OPZZ spowodowała, że automatycznie przestał on być członkiem komisji międzyzakładowej 01-007. Co za tym idzie – nie jest członkiem Konfederacji Pracy. Jeśli 5 lutego fakt ten zostanie potwierdzony przez prezydium OPZZ, Szumlewicz zostanie pozbawiony stanowiska szefa mazowieckich struktur związku. To będzie dla niego koniec działalności w centrali.
Ani przewodniczący, ani żadne z członków zarządu Konfederacji Pracy poinformował Szumlewicza o tym, że nie jest już członkiem KP. Działacz nie otrzymał żadnego pisma w tej sprawie.

Luźna rozmowa

Dopiero 22 stycznia do Szumlewicza zadzwonił Jarosław Czarnowski, członek komisji rewizyjnej Konfederacji Pracy. – Zapytał, czy moglibyśmy się spotkać 24 stycznia. Tak, żeby pogadać – wspomina Szumlewicz. – Spytałem, czy mam coś przygotować, jakieś papiery. Powiedział, że nie, bo to ma być taka luźna rozmowa – dodaje.
Spotkanie nie okazało się jednak ani luzackie, ani przyjemne. W sali z ponurymi minami siedziało dwóch innych członków komisji rewizyjnej. Czarnowski podstawił Szumlewiczowi pod nos jakiś dokument. Okazało się, że jest to pismo podpisane przez przewodniczącego Lewandowskiego, z którego wynika, że członkostwo Szumlewicza w KP w Konfederacji Pracy wygasło 30 czerwca. Działacz spojrzał na dokument i szybko wyłapał kilka nieprawidłowości. – Zwróciłem uwagę, że w piśmie są błędy, a on odpowiedział, że „to nic nie wnosi” – wspomina Szumlewicz. Chciał wezwać na salę któregoś ze swoich ludzi, jednak Czarnowski kategorycznie się temu sprzeciwił, oświadczając, że to on prowadzi spotkanie. – Niby pytał, co sądzę, ale właściwie to miało charakter przesłuchania, z którego nic nie miało wynikać – dodaje Szumlewicz.
Próbowałem skontaktować się z decyzyjnymi działaczami OPZZ i Konfederacji Pracy. Okazało się, że przewodniczący Jan Guz udał się na urlop. Telefonu nie odbierali również: przewodniczący Rady Branży Transport Leszek Miętek, przewodniczący organizacji międzyzakładowej 01-007 Marcin Wiśniewski, wiceszefowa OPZZ, która podpisała wniosek o rozpatrzenie sprawy Szumlewicza przez komisję rewizyjną Barbara Popielarz oraz Michał Lewandowski, przewodniczący Konfederacji Pracy, który podpisał decyzję o usunięciu działacza z KP. Jedyną osobą, która w ostatnich dniach stycznia była dostępna, okazał się Piotr Ostrowski, wiceprzewodniczący OPZZ i członek zarządu Konfederacji Pracy.
Najpierw porozmawiałem z nim przez telefon, a potem udałem się do siedziby OPZZ, składając mu wizytę z zaskoczenia. Wcześniej pukałem do gabinetów członków zarządu OPZZ. Nie zastałem nikogo. – Tu jest dzisiaj sarkofag, proszę pana – powiedziała mi jedna z pracownic budynku. – No zniknęli, wszyscy zniknęli – dodała.

Sprawy proceduralne

Ostrowski był jednak na miejscu i przyjął mnie bardzo miło. Kiedy zapytałem o przyczynę wygaszenia członkostwa Szumlewicza, zapewnił mnie, że chodzi wyłącznie o sprawy proceduralne. Z przejęciem i zaangażowaniem rozrysował mi zasady funkcjonowania organizacji międzyzakładowej w kontekście działania całego związku i centrali. Ze schematu wynikało, że Piotr Szumlewicz przestał być członkiem Konfederacji Pracy, bo przestał być pracownikiem OPZZ. A do organizacji międzyzakładowej nr 07-001, według Ostrowskiego mogą należeć jedynie pracownicy trzech podmiotów: OPZZ i Konfederacji Pracy rozumianych jako pracodawców oraz związanej z centralą Fundacji Wsparcie. Szumlewicz został w marcu 2018 roku przewodniczącym Rady OPZZ Województwa Mazowieckiego. Czy zatem przestał być pracownikiem OPZZ? Zdaniem Ostrowskiego – tak.
– W momencie, kiedy 30 czerwca 2018 roku skończyła mu się umowa o pracę w OPZZ, przestał być pracownikiem OPZZ, bo został pracownikiem rady wojewódzkiej, której organizacja międzyzakładowa nie obejmuje swoim zasięgiem. Przestał mieć prawo do posiadania mandatu – przekonywał Piotr Ostrowski.
Czy Szumlewicz, jako przewodniczący Rady nie jest jednak pracownikiem OPZZ? Wtedy ma prawo być nadal członkiem komisji międzyzakładowej 07-001, a więc i członkiem OPZZ.
Ostrowski wydaje się poirytowany kiedy o to pytam. Wyjaśnia mi podniesionym głosem, że to osobne podmioty. – Patrzmy na stosunek pracy. Jego pracodawcą jest prezydium rady wojewódzkiej, to osobny byt prawny, ma osoby NIP i REGON. Z punktu widzenia stosunku pracy nie pozostaje w żadnym stosunku prawnym z OPZZ – wskazuje.
Tymczasem art. 19. 1. statusu OPZZ mówi, że centrala „ma wojewódzkie i powiatowe lub międzypowiatowe struktury terytorialne”. Szumlewicz jest przewodniczącym jednej z nich. Zdaniem Ostrowskiego to za mało, by zachować mandat.
– Warto pamiętać o tym, że Piotr Ostrowski, wiceprzewodniczący OPZZ nie jest pracownikiem centrali, lecz jej organem statutowym, a więc on również powinien wylecieć, jeśli mnie się pozbywają w takim trybie. Jeśli byłoby tak jak mówi pan Ostrowski, to doszłoby do kuriozalnej sytuacji, w której żaden członek rady wojewódzkiej nie mógłby być członkiem Konfederacji Pracy, bo z automatu byłby wyrzucany – komentuje Piotr Szumlewicz. Co na to wiceprzewodniczący? Tłumaczy, że jego pracodawcą jest OPZZ. – Jestem pracownikiem OPZZ od 2006 roku. Wcześniej pełniłem funkcję dyrektora Wydziału Międzynarodowego OPZZ. Nieustannie zatem zachowuję ciągłość w ramach OM 01-007 – wyjaśnia Ostrowski. A pracodawcą Szumlewicza nie jest OPZZ? Nie, bo jego zatrudnia rada, która tym działaniem nie jest objęta.
– Całą drogę przez szczeble awansu Piotr Ostrowski przeszedł z mojej organizacji. A nikt go po drodze nie wyrzucił – ripostuje Szumlewicz.
Członkami organizacji 01-007 są również pracownik naukowy z UKSW oraz pracownica Fundacji Friedricha Eberta. Czy ich mandaty również zostaną wygaszone na posiedzeniu prezydium? – To bardzo ciekawa sprawa, Prezydium Zarządu Krajowego Konfederacji Pracy powinno się jej przyjrzeć – mówi zaskoczony Ostrowski. Czy w przypadku Szumlewicza gorliwość wynikała z tego, że piastuje on funkcję przewodniczącego rady wojewódzkiej? – Tak, w takich przypadkach musimy szczególnie uważać na zgodność statutową, to nie tylko kwestia zgodności ze statutem Konfederacji Pracy, także regulaminów OPZZ. Musimy przestrzegać prawa – przyznaje członek zarządu KP. A dlaczego Szumlewicz nie został poinformowany o wygaszeniu członkostwa? – To jest kwestia organizacji – Konfederacji Pracy. Piotr Szumlewicz powinien zastanowić się nad tym, dlaczego sam nie dostrzegł faktu, że jego mandat wygasł – mówi Ostrowski.
Dlaczego zaś Konfederacja Pracy przyjmowała składki od Szumlewicza, kiedy jego mandat podobno już wygasł? – Każdy może wpłacać składki na Konfederację Pracy. Może to zrobić sympatyk związku, czy każda osoba, która ma na to ochotę. Pan może to zrobić, może to zrobić premier Morawiecki – wyjaśnia wiceprzewodniczący OPZZ.

Piotr po prostu coś znalazł

Skontaktowałem się z Moniką Żelazik, przewodniczącą Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, bohaterką i symbolem walki o godne warunki pracy w polskich liniach lotniczych. Ona, jej koleżanki i koledzy oraz Piotr Szumlewicz walczyli ramię w ramię z wyjątkowo pewnym siebie, mającym poczucie bezkarności prezesem podczas strajku w LOT.
– Piotr to najbardziej zaangażowany działacz związkowy w Polsce – nie ma wątpliwości pracownicza liderka. – Bardzo dobrze przygotowany merytorycznie, pod względem wiedzy lotniczej zawsze kompetentny. Nie mogę o nim powiedzieć niczego złego – dodaje Żelazik.
Przewodnicząca nie wyobraża sobie OPZZ bez Szumlewicza. – Czułam, że można mieć do niego zaufanie podczas strajku w LOT. Nie tylko ja, wszyscy ci, którzy brali udział w strajku, ale również ci, którzy go nieformalne wspierali. Każda osoba, nawet te zatrudniona na śmieciówkach mogła od Piotra otrzymać pomoc, a także informacje na temat tego, na czym polega działalność w związku zawodowym, jak to jest być związkowcem, co daje umowa o pracę, jakie są atuty takiej formy zatrudnienia w odniesieniu prawnym i kodeksu pracy. Piotr jest w tej dziedzinie autorytetem wśród pracowników, ogromnym autorytetem. Nie ma drugiej osoby w OPZZ, która cieszy się takim zaufaniem z naszej strony!
Żelazik podkreśliła również, że w żadnym wypadku nie przeszkadza jej fakt, że Szumlewicz jest również dziennikarzem, co zdaniem Piotra Ostrowskiego miało być problemem dla niektórych pracowników. Jej zdaniem to jedynie podnosi jego kwalifikacje.

Dlaczego więc Szumlewicza nie chcą w OPZZ?

– Jest to jakaś koszmarna nieuczciwość. Wydaje mi się, że trafił w jakiś układ. Przypuszczam, że Piotr po prostu coś znalazł. Nie wiem, czy sam zdaje sobie sprawę, na jaki trop wpadł. Bardzo nie podoba mi się układ pana Szpikowskiego z panem Męciną [prawnikiem, doradcą Konfederacji Pracodawców Lewiatan – przyp. Portal Strajk]. Od momentu podpisania porozumienia przez pracowników LOT jesienią 2018, kiedy niebawem zaczęły się problemy w PPL, byliśmy cały czas pytani przez dziennikarzy, czy mamy coś wspólnego z przedsiębiorstwem Państwowe Porty Lotnicze. Miałam takie dziwne przeczucie, że ktoś chce wyczuć, na ile my w tym mocno siedzimy jako związek pracowników LOT – wspomina Żelazik.
– Jest to skandal na poziomie OPZZ i sprawa przegrana w sądzie przez centralę. Typowe działanie pozastatutowe, wolna amerykanka. Bardzo źle to zostało przygotowane, zrobił to wyjątkowo niezgrabnie – tak przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego ocenia sam fakt i styl wyrzucenia Szumlewicza z OPZZ. – Ostrowski sam mógłby być na wylocie, gdyż ma funkcję wiceprzewodniczącego w centrali – dodaje Żelazik. – Pozbawili go członkostwa, ale nie pozbawili go pozycji wiceprzewodniczącego, to jest blaga – śmieje się.
Bojowa działaczka nie ma dobrego zdania o ostatnich posunięciach kierownictwa OPZZ. – Warto pamiętać jak statutem OPZZ manipulują Guz, Miętek i Radzikowski. Stają się nieusuwalnym ciałem. Na 4 lutego pan Miętek zapowiedział omówienie na Rady Transportu OPZZ omówienie oceny pracy Piotra Szumlewicza jako przewodniczącego Rady OPZZ województwa mazowieckiego. W mailach rozesłanych do związkowców pan Miętek twierdzi, że mają wypracowane stanowisko w tej sprawie – opowiada działaczka. – Ja się pytam – na jakiej podstawie? Przecież nie mają żadnych danych, a te, chociażby te z negocjacji, są poufne. Jeśli ktoś może oceniać jego pracę, to raczej my, związkowcy z LOT, a my wystawiamy mu najwyższą ocenę. Do wystawiania takiej oceny nie są natomiast uprawnieni Guz, Miętek i Radzikowski.

Działacz z wizją

O opinię w sprawie Szumlewicza zapytaliśmy również działacza najbardziej bojowego związku zawodowego w Polsce. Jakub Grzegorczyk z Inicjatywy Pracowniczej przyznaje, że gdy zaczynał działalność w ruchu lewicowym i anarchistycznym, ok. 2000-2001 r., OPZZ był synonimem zachowawczej centrali, która skupiona była wyłącznie na obronie interesów osób w niej zrzeszonych. Nie przejawiała aktywności na polu walki o poprawę warunków pracy, nie przeciwstawiała się presji kapitału i elit politycznych. Co dopiero mówić o wizji czy spójnej krytyce rzeczywistości polskiej transformacji, stosunków pracy ukształtowanych po 1989 r. czy krytyce neoliberalnego, zglobalizowanego kapitalizmu. Zaangażowanie Piotra Szumlewicza w dużej mierze zmieniło OPZZ.
– To jego aktywność, wiedza i wypowiedzi publiczne w dużej mierze sprawiły, że OPZZ „ruszył się wreszcie” i zaczął przejawiać większą aktywność na polu konfliktu klasowego. Oczywiście w wielu kwestiach się z Piotrem fundamentalnie nie zgadzam, uważam, że zbytnią wagę przywiązuje on do wypranej z treści idei „dialogu społecznego”, czy zbyt mocno wierzy w rolę państwa jako mediatora w konflikcie klasowym. Niemniej jest to działacz, któremu nie sposób mu odmówić zaangażowania i wizji, której w OPZZ przez lata nie było, poza kolejnymi aktami kapitulacji przed żądaniami biznesu i nieśmiałymi prośbami o nieznaczne podwyżki w tej czy innej branży – podkreśla Grzegorczyk. – Największy szacunek mam do niego za zaangażowanie we wsparcie strajku w LOT – formalnie to nie jego organizacja związkowa go prowadziła, nie był to strajk „w jego branży”, a mimo to był na każdym proteście, każdego dnia i dwoił się i troił, żeby pomóc strajkującym. Takie zaangażowanie rzadko się w polskim ruchu związkowym zdarza i jest to jedna z przyczyn, dla których jest on tak słaby – podsumowuje Grzegorczyk.
W samych superlatywach o Szumlewiczu mówi również Jakub Pietrzak z Sojuszu Lewicy Demokratycznej. – Stanowił on i stanowi nadal wzór demokratycznego, ideowego związkowca – przyznaje działacz warszawskiej lewicy. Jest przekonany, że Szumlewicz jest po prostu dla pewnych grup groźny. – Jest, był i będzie nienawistnie odbierany przez korwinistów, neoliberałów, a też narodowców. Szczególny wymiar tego hejtu zapoczątkowały, raczkujące wtedy jeszcze, prawicowe profile społecznościowe. Dzisiejsze pełnoprawne fabryki hejtu i fake newsów – dodaje Pietrzak.

Niewygodny konkurent?

Przewodniczący mazowieckiego OPZZ podkreśla, że jego relacje z Janem Guzem zaczęły się psuć już wtedy, gdy rozpoczął działalność na poziomie zakładowym. Tak, jakby szef wielkiego związku czuł poważną konkurencję. – Innym czynnikiem, który pogorszył moje relacje z Janem Guzem i władzami centralnymi były wybory w 2015 roku. Wydaje mi się, że mój konsekwentny sprzeciw wobec rządów Prawa i Sprawiedliwości budził niechęć Guza, a tym bardziej Leszka Miętka, który bywał w Telewizji Trwam – akcentuje Szumlewicz – Moja praca w centrali i zarazem umowa na czas określony skończyła się tuż po objęciu przeze mnie funkcji przewodniczącego struktur mazowieckich. Decyzja o zakończeniu współpracy została podjęta przez Guza – dodaje.
Decyzji o wygaszeniu mandatu Szumlewicza do wiadomości nie przyjmuje również Prezydium Rady OPZZ województwa mazowieckiego, a więc organ, który jako jedyny ma prawo oceniać pracę przewodniczącego. „W kontekście wszystkich powyższych faktów okazuje się, że decyzja o usunięciu Piotra Szumlewicza z Konfederacji Pracy poważnie narusza standardy proceduralne i jest w niej mnóstwo nieprawidłowości. Jest ona też sprzeczna z art. 13, pkt 5 statutu Konfederacji Pracy, zgodnie z którym każdy członek Konfederacji Pracy ma obowiązek „przestrzegać zasad związkowej solidarności, wzajemnego poszanowania i koleżeńskiej pomocy” – czytamy w piśmie Prezydium do przewodniczącego OPZZ.
– Uzasadnienie usunięcia mnie z Konfederacji Pracy zawiera tak wiele błędów, że chyba dla nikogo nie ulega wątpliwości, że nie chodziło o kwestie statutowe – mówi stanowczo Szumlewicz. – Tu nie chodzi o statut, na jego podstawie nie da się mnie wyrzucić ze związku. Najwyraźniej stałem się dla kogoś niewygodny. Moim zdaniem chodzi przede wszystkim o moje działania w transporcie lotniczym, które od wielu tygodni są nieakceptowane przez część władz OPZZ, oraz o dążenie do transparentności finansowej, co szczególnie przeszkadzało przewodniczącemu Konfederacji Pracy. Być może chodziło też o moje pytania na temat finansów OPZZ zadawane na radzie całej centrali.
Związkowiec nie kryje goryczy, wręcz złości z powodu postawy ludzi, którzy powinni wspólnie z nim bronić praw pracowników.
– Postawę władz Konfederacji Pracy i szefostwa OPZZ oceniam nagannie. Decyzja o usunięciu mnie z KP została podjęta w sposób skandaliczny, nawet bez poinformowania mnie o tym. Tak postępują najbardziej nieuczciwi pracodawcy – mówi stanowczo. – To działanie bezprawne, niekoleżeńskie i antyzwiązkowe. Kierownictwo OPZZ powinno natychmiast reagować w takiej sytuacji, stając po stronie związkowca i zarazem lidera regionalnego. Tymczasem przedstawiciel władz centralnych był jedną z osób, która poparła pozbawienie mnie członkostwa w związku. Myślę, że ta sytuacja to bardzo ważny test dla OPZZ. Osoby odpowiedzialne za tę hucpę powinny ponieść konsekwencje swoich czynów – kwituje Szumlewicz.
Co zamierza dalej robić przewodniczący mazowieckiego OPZZ? – Będę walczyć ze względu na moje wspólne działanie z ludźmi pracy zrzeszonymi w OPZZ, ze względu na to, że wspólnie robimy kawał dobrej, związkowej roboty i że złożyłem pewne deklaracje moim przyjaciołom z mazowieckich związków, których chciałbym dotrzymać. Ale zarazem coraz więcej związkowców, w tym ja, uważa, że OPZZ musi się zmienić, jeżeli mamy w nim działać, że nie może być takich brudnych akcji jak ta, która obecnie jest podejmowana przeciwko mnie – zapewnia Szumlewicz.

List do Z. Ziobry

Panie Ministrze!

Wielokrotne prośby Związku Zawodowego Tłumaczy Przysięgłych w Polsce o rozpoczęcie z Panem rozmów na temat podwyższenia wynagrodzeń za czynności tłumaczy przysięgłych nie zostały rozpatrzone pozytywnie. Związek Zawodowy Tłumaczy Przysięgłych w Polsce jest członkiem Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych i dlatego jako przedstawiciel OPZZ apeluję o pilne rozpoczęcie rozmów na temat zmiany Rozporządzenia z dnia 24 stycznia 2005 r. w sprawie wynagrodzenia za czynności tłumacza przysięgłego (Dz. U. z dnia 26 stycznia 2005 r.).
Jednocześnie pragniemy zwrócić uwagę na fakt, że w żadnym przepisie nie zostały określone terminy wypłat wynagrodzenia, a tłumacze przysięgli często oczekują na swoje wypłaty kilka, a nawet kilkanaście miesięcy. Opóźnienia wynagrodzeń negatywnie wpływają na jakość współpracy tłumaczy z organami wymiaru sprawiedliwości, jako że zlecające tłumaczenia organy nie są związane żadnym terminem, zaś tłumaczom często wyznacza się krótkie terminy na wykonanie ich czynności. Liczymy zatem na pilne zaproponowanie terminu rozpoczęcia rozmów w sprawie zmiany przepisów dotyczących wynagradzania tłumaczy przysięgłych oraz innych przepisów związanych z ich działalnością.