Znowu konflikt w PLL LOT

Prezes PLL LOT, Rafał Milczarski po raz kolejny naruszył zaufanie strony związkowej i złamał zapisy porozumienia zawartego 1 listopada bieżącego roku.

 

Strona pracodawcy, w tym przedstawiciel Prezesa Rady Ministrów, naciskała wtedy na uspokojenie sytuacji i utrzymanie pokoju społecznego i medialnego przez najbliższe dwa lata. Mimo to w świątecznym numerze pisma „Kalejdoskop” czytanego we wszystkich samolotach PLL LOT we wstępniaku prezesa można przeczytać: „Dla LOT – kończący się rok to czas rozwoju floty, siatki połączeń i wypracowywania zysku. Szkoda, że oprócz wielu znaczących osiągnięć zdarzały się w nim również chwile trudne, jak nielegalny strajk dwóch związków zawodowych”. To nie tylko formuła konfrontacyjna i sprzeczna z pokojem społecznym, ale też niezgodna z prawdą, ponieważ sąd okręgowy oddalił wniosek PLL LOT o uznanie nielegalności strajku.
Dlatego dwa największe związki zawodowe działające w firmie poinformowały premiera Mateusza Morawieckiego o zaistniałej sytuacji, pisząc o perspektywie zerwania rozmów na skutek działań prezesa. Jednocześnie związkowcy zwrócili się do prezesa Milczarskiego z wezwaniem do naruszenia dóbr osobistych związków zawodowych, zaprzestania rozpowszechniania nieprawdziwych informacji, szkalowania i utrudniania legalnej działalności związkowej w PLL LOT SA, a także usunięcia skutków dokonanego naruszenia
Zdaniem Rady mazowieckiej OPZZ działalność prezesa spółki stanowi zagrożenie dla obecnie prowadzonych rozmów i podważa wiarygodność pracodawcy. Jednocześnie to kolejny dowód na niezdolność Rafała Milczarskiego do sprawnego zarządzenia firmą. Prezes nie potrafi prowadzić partnerskich rozmów, nie umie zdobyć zaufania załogi, prowokuje i intensyfikuje konflikty, wprowadza w błąd opinię publiczną. Tacy ludzie nie powinni pełnić kierowniczych stanowisk i dlatego po raz kolejny apelujemy do pana Premiera o jego dymisję.

Głos lewicy

Cenzura?

 

Skarży się na nią Piotr Szumlewicz z OPZZ:

Trwa sprawa sądowa Polskich Linii Lotniczych LOT przeciwko mnie i portalowi interia.pl. Okazuje się, że nie tylko Narodowy Bank Polski, ale też PLL LOT dąży do cenzury i zamknięcia ust krytykom. Spółka skarbu państwa, podobnie jak NBP, chce też usunięcia materiału medialnego, w którym krytykuję firmę.
15 października odebrałem pozew od PLL LOT o ochronę dóbr osobistych, w którym firma domaga się ode mnie i portalu interia.pl kwoty 200 tys. zł. PLL LOT pozwał mnie za to, że od wielu tygodni nagłaśniam patologie mające miejsce w spółce związane przede wszystkim z łamaniem praw pracowniczych, zwolnieniem dyscyplinarnym liderki związkowej, spadkiem bezpieczeństwa lotów, wzrostem skali opóźnień. Sąd okręgowy odrzucił wniosek prawników PLL LOT, w którym domagali się oni zabezpieczenia pozwu w postaci usunięcia z sieci mojego nagrania. Firma się odwołuje. Wniosła zażalenie, a 4 grudnia do sądu wpłynęło kolejne pismo w tej sprawie, w którym prawnicy PLL LOT ponownie domagają się usunięcia spornego materiału w ramach zażalenia, kwestionując argumenty pozwanych dotyczące m.in wolności słowa i prawa do krytyki.
Oczywistym celem działań PLL LOT jest zamknięcie ust krytykom tak, aby każdy, kto krytykuje działania narodowego przewoźnika lotniczego, bał się procesu. Dzieje się tak w czasie, gdy wyszło na jaw wiele patologii w funkcjonowaniu firmy, a głosy krytyczne zostały potwierdzone między innymi wnioskami Państwowej Inspekcji Pracy. Kilka dni temu sąd okręgowy nakazał też zapłacić firmie 25 tys. za bezprawne zwolnienie Moniki Żelazik. Trwa postępowanie związane z funkcjonowaniem spółek córek PLL LOT – LOT CREW i LOT CABIN CREW, które zdaniem PIP są niezarejestrowanymi agencjami zatrudnienia. Zamiast pozywać krytyków, PLL LOT powinny zadbać o wyższą jakość usług i przestrzeganie praw pracowniczych.

 

 

„Trójki” precz!

 

Otwarte Klatki naciskają na hotele, by nie wspierały chowu klatkowego:

Marriott, który jest obecnie największą na świecie firmą hotelarską, wydał w 2013 roku oficjalne oświadczenie o całkowitej rezygnacji z jaj klatkowych do końca 2015 roku. Niestety pomimo faktu, że wycofywanie się ze wspierania hodowli klatkowej jest obecnie ogólnie przyjętym standardem jakości, Marriott nie wywiązał się ze swojej deklaracji. Setki firm na całym świecie odcinają się od hodowli klatkowej, a konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na podejście danej firmy do kwestii dobrostanu zwierząt przy podejmowaniu codziennych wyborów zakupowych.

Głos lewicy

Skandaliczny wyrok

Piotr Szumlewicz, przewodniczący Rady OPZZ województwa mazowieckiego, informuje:

Z oburzeniem przyjęliśmy dzisiejsze postanowienie sądu zakazujące akcji strajkowej w Polskich Liniach Lotniczych LOT. To brutalny cios w konstytucyjne prawo do strajku. Sąd okręgowy podjął decyzję w błyskawicznym postępowaniu, nie zapoznając się nawet z argumentami strony związkowej ani nie informując jej o procesie. Związki zawodowe poznały wyrok z maila przesłanego przez pracodawcę. Jednocześnie postanowienie sądu stoi w sprzeczności z niedawnym postanowieniem sądu wyższej instancji. Trudno pojąć, dlaczego sąd zdecydował się na ponowne zajęcie się tą samą sprawą, chociaż nie pojawiły się w niej żadne nowe okoliczności. Tryb procedowania sądu jest bulwersujący i może budzić poważne wątpliwości odnośnie jego bezstronności, tym bardziej, że PLL LOT jest spółką pod bezpośrednim nadzorem premiera, Mateusza Morawieckiego. W decyzji sądu pojawiły się fragmenty argumentacji zarządu PLL LOT, a na dodatek są w nim te same błędy, które były w orzeczeniu z kwietnia – przykładowo, w wielu miejscach zamiast związków zawodowych w „PLL LOT” mamy związki w „PPL LOT”. Ponadto decyzja sądu została podjęta 21 września, a tymczasem 24 września odbyło się posiedzenie Rady Dialogu Społecznego, podczas którego przedstawiciele zarządu PLL LOT oraz Prezesa Rady Ministrów mówili o warunkach porozumienia w firmie, nie wspominając o postanowieniu sądu. Czyżby więc nawet premier polskiego rządu nie był wtajemniczany w sprawę przez zarząd podległej sobie spółki?

Jednocześnie zarząd PLL LOT wciąż lekceważy wskazane przez Państwową Inspekcję Pracy przykłady łamania prawa pracy, wciąż mobbinguje i zastrasza związkowców, wciąż promuje sprzeczne z prawem pracy niestandardowe umowy, nie przejmuje się sygnałami o pogarszającej się jakości bezpieczeństwa lotów, nie robi nic z radykalnym wzrostem opóźnionych i odwołanych lotów.

Związki zawodowe zrzeszone w PLL LOT analizują wyrok sądu, natomiast warto przypomnieć, że na posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego przedstawiciel rządu przyznał, że premier i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego są w posiadaniu materiałów dotyczących sytuacji w spółce i je analizują. Biorąc pod uwagę bulwersującą skalę nieprawidłowości w firmie, wciąż liczymy na interwencję premiera i uratowanie PLL LOT przed katastrofą, jak też przed akcją strajkową.

 

PiS się wycofa

– Decyzje dotyczące zachowania porządku konstytucyjnego w sądownictwie będzie musiała zostać podjęta – powiedział Jerzy Wenderlich w programie „Woronicza 17.

– Wiele rzeczy PiS odmienił chociaż wcześniej politycy tej partii mówili, iż ich nie zmienią swej decyzji: Puszcza Białowieska – siekiery odłożone; ustawa o IPN – po blamażu wycofanie się ze stanowiska – przypomniał polityk SLD.

– W kwestii sądownictwa PiS też się wycofa – zapowiedział Wenderlich.

 

Spotkanie we Wrocławiu

Ponad 50 osób przybyło na spotkanie, zorganizowane przez wrocławskie Stowarzyszenie Pokolenia z kandydatem na prezydenta Wrocławia Jackiem Sutrykiem. Jacek Sutryk jest kandydatem popieranym przez obecnego prezydenta Dutkiewicza, SLD i Koalicję Obywatelską. Byli kandydaci do Rady Miejskiej i Sejmiku Dolnośląskiego. Sam kandydat określił tę koalicję jako wyjątkową na skalę kraju. Oto środowiska, które niekoniecznie do tej pory politycznie się lubiły, teraz, dla dobra miasta, zjednoczyły się…. Jestem przeciwny dzieleniu obywateli miasta na lepszy i gorszy sort. Jestem przeciwny zabieraniu obywatelom emerytur i co najważniejsze, godności….. Było ciekawe wystąpienie o planach kandydata dotyczących rozwoju miasta. Były pytania, były odpowiedzi. Była przede wszystkim chemia pomiędzy kandydatem, a uczestnikami, choć nie brakowało pytań zaczepnych, ale nie czepialskich. Świetne spotkanie, głosy uczestników spotkania na kandydata murowane. Jestem o tym przekonany – relacjonuje na Fb Czesław Cyrul.

Wątpliwy postulat

Rafał Woś, jak zwykle nieco prowokacyjnie, sugeruje lewicy wyjście z postulatem 1000 złotych dla każdego. I do tego radzi się spieszyć, zanim… po ów postulat sięgnie PIS, tą drogą po raz kolejny zjednując sobie społeczną przychylność licznych grup obywateli. Mam w tym względzie inny pogląd. I choć uważam, że istotnie, lewica powinna bazować na odważnym i wyrazistym programie polityki społeczno-ekonomicznej, to bynajmniej niekoniecznie w formie postulatów typu nowe 500+ czy 1000+. Z argumentacją Rafała Wosia można polemizować na płaszczyźnie merytoryczno-ideowej jak i polityczno-taktycznej.

 

Projekt bezwarunkowego dochodu podstawowego, choćby w wysokości 1000 złotych dla każdego jest propozycją kuszącą, ale i też niewolną od kontrowersji czy przynajmniej znaków zapytania. Przekonująco obiekcje wobec zbyt hurraoptymistycznego przywiązywania się części lewicy do tej koncepcji zestawił swego czasu na łamach „Bez dogmatu” Piotr Szumlewicz.

Koncepcja BDP ma wiele zalet i jest atrakcyjna. Na polskim podwórku doczekała się tak wytrawnych propagatorów prof. Ryszard Szarfenberg czy dr Maciej Szlinder, autor wydanej ostatnio książki „ Bezwarunkowy dochód podstawowy. Rewolucyjna reforma społeczeństwa w XXI wieku”, a także dość aktywnej zwłaszcza w poprzedniej kadencji parlamentu wielonurtowej koalicji rzeczniczej na rzecz tego rozwiązania w Polsce. Nie należy tego lekceważyć. Na lewicy powinna toczyć się pluralistyczna debata na temat tejże nośnej w światowym obiegu społecznym koncepcji (gdzieniegdzie pilotażowo wprowadzanej nawet w życie). Warto toczyć dyskusję nie tylko na temat, czy w ogóle wprowadzić to rozwiązanie, ale na jakich zasadach i w jakiej wysokości oraz w jakiej relacji do innych elementów systemu społeczno-ekonomicznego. Czym innym jest jednak dyskusja, a czym innym robienie z BDP jednego z centralnych haseł politycznych, być może wyborczych. Czy aby na pewno jesteśmy uzbrojeni w przekonujące argumenty, by obronić pomysł nawet przed wewnątrzlewicową krytyką (jak choćby ta ze strony Piotra Szumlewicza), a co dopiero zewnętrzną, ze strony środowisk nieprzechylnych radykalnej zmianie społecznej, jaką miałby nieść ten instrument?

 

Kosztem publicznych usług?

Jest wiele pytań, które nasuwają się już na starcie i które z lewicowego punktu widzenia nie powinny być zbywane czy odkładane na później. Ot, choćby jak BDP wpłynie na rozwój i możliwości finansowania usług publicznych. Zakładając nawet, że wprowadzenie tego bądź co bądź kosztownego instrumentu nie doprowadziłoby do cięć w innych, usługowo-instytucjonalnych segmentach polityki społecznej ( co bynajmniej nie jest oczywiste), mogłoby to jednak zahamować możliwości ich dalszego rozwoju i dofinansowania.

Pamiętajmy, że wiele dziedzin polityki społecznej, jak opieka zdrowotna, szeroko rozumiana pomoc społeczna, opieka długoterminowa nad osobami niesamodzielnymi i sędziwymi czy aktywna polityka rynku pracy przy udziale publicznych służb zatrudnienia to dziedziny, które w relacji do PKB są mniej lub bardziej niedoinwestowane. Czy wprowadzenie choćby potrzebnego instrumentu, który jednak stanowiłby pokaźny procent PKB nie będzie stanowić nowego ograniczenia? Niektóre szacunki mówią nawet o wydatkowaniu na dochód gwarantowany ¼ PKB, czyli więcej, niż idzie obecnie na całe dotychczasowe zabezpieczenie razem wzięte.

Przecież BDP nawet na poziomie 1000 złotych nie uczyni usług opiekuńczych zbędnymi ani takimi, na których będzie można sobie troszkę oszczędzić. Wprowadzenie go samo w sobie nie wyklucza rozwoju polityki społecznej na innych odcinkach, za czym zresztą opowiadają się czołowi zwolennicy tego rozwiązania w Polsce, ale możliwości realizacji tych zamierzeń mogą stopnieć. A z socjaldemokratycznej perspektywy zawsze kluczowym narzędziem rozwoju były jednak wspólnotowe narzędzia, jak dobrze zorganizowana i włączona w proces kształtowania stosunków pracy (np. poprzez układy zbiorowe) partycypacja i reprezentacja pracownicza oraz różnorodne usługi na rzecz obywateli o charakterze publicznym.

Powtórzę to, co już pisałem o programie 500+: bezpośrednie transfery finansowe, choćby adresowane na zasadzie powszechności, stanowiły raczej – nieprzypadkowo – uzupełnienie systemu niż jego podstawę. Pomysł, by za punkt wyjścia uznać postulat 1000 złotych na każdego jawi mi się jako odwrócenie tej proporcji. Szeroko dostępne programy transferowe mają niewątpliwy walor w kontekście jednostkowej podmiotowości, godności i emancypacji, ale wydaje mi się, że dla lewicy (przynajmniej tej socjaldemokratycznej, z której duchem najsilniej się utożsamiam) równie ważne jest budowanie wspólnoty oraz sprawiedliwych i niewykluczających relacji w jej ramach. A tu programy pieniężne, nawet te uniwersalne, mają ograniczony potencjał w porównaniu z rozwiązaniami usługowo-instytucjonalnymi.

 

Czy PIS zaproponuje BDP? Wątpliwe

Pozostałe powody mojej polemiki z tekstem Rafała Wosia są bardziej polityczno-taktycznej natury. Argumentacja jego wydaje się podszyta przekonaniem, że Prawo i Sprawiedliwość może w tej materii lewicę ubiec, więc nie ma co hamletyzować i zwlekać. Taki scenariusz nie wydaje mi się w najbliższym czasie zbyt prawdopodobny, a nawet gdyby się ziścił, nie wiem, czy PIS byłby w tym względzie aż tak wiarygodny. Sukces 500+, a ostatnio program „ Dobry start”, czyli inaczej wyprawka 300+, nieco uwiarygadniają rządzącą formację i uprawdopodabniają możliwość zrobienia kroku dalej. Z drugiej jednak strony, protest niepełnosprawnych i opiekunów zrobił swoje, a ów wpływ wykracza poza kwestię zabezpieczenia tej grupy.
Władza pokazała, że nie jest gotowa spełnić każdego oczekiwania socjalnego, nawet wobec grupy, której racje i problemy zyskały duże poparcie dużej części społeczeństwa. Czy stały za tym ograniczenia finansowe czy brak woli wydania środków na ten cel, przynajmniej w formie, jakiej oczekiwali protestujący, faktem pozostaje, że rząd stawił opór. Jak zatem przekonać opinię społeczną do rozwiązania znacznie bardziej kosztownego i też bardziej społecznie kontrowersyjnego, kiedy dopiero co odmówiło się mniejszych pieniędzy dalece węższej i jednoznacznie pokrzywdzonej grupie?

 

Złożone źródła prawicowego sukcesu

Poza tym poruszamy się w paradygmacie licytowania się z władzą, kto da więcej. Stoi za tym pewnie – według mnie nie do końca trafna – diagnoza, że Prawo i Sprawiedliwość odniosło wyborczy sukces głównie za sprawą nośności hasła 500+. Skoro wtedy zaproponowano najdalej idący program socjalny, pokonać rządzącego przeciwnika należałoby, proponując jeszcze więcej. To fałszywe rozpoznanie.

Jeśli cofniemy się do 2015 okazuje się, że Prawo i Sprawiedliwość na poziomie zapisanego programu wcale nie wyróżniało się jakoś znacząco np. względem programu Zjednoczonej Lewicy czy Razem, które przecież też miały wiele odważnych społecznie postulatów. Jeśli chodzi o sam program 500+, jeszcze po wygranych wyborach nie było pewne czy, kiedy i w jakim kształcie wejdzie w życie. Program faktycznie umocnił wiarygodność partii, ale po przejęciu władzy i jego realizacji. Na sukces wyborczy pracowały także inne czynniki, jak uogólniony nimb partii prospołecznej, a także czynniki, wykraczające poza sprawy społeczno-ekonomiczne ( np. umiejętne rozhuśtanie lęków na tle kryzysu uchodźczego oraz wykorzystanie, a może i wzbudzenie w społeczeństwie poczucia zagrożenia i potrzeby władzy silnej ręki).

Nie należy lekceważyć podłoża społeczno-ekonomicznego dla dzisiejszej popularności w Polsce i w Europie skrajnie prawicowego autorytaryzmu, ale źle byłoby patrzeć na te zależności w sposób mechaniczny. Przeświadczenie, że duża część społeczeństwa poprze tego, kto szerzej i bardziej hojnie zrealizuje programy transferowe, wydaje mi się zahaczać o paternalizm wobec ludzi, którzy są w trudniejszej sytuacji i zależni od społecznej polityki państwa. Tak się składa, że mam dużo w życiu osobistym i pracy do czynienia z ludźmi doświadczającymi na co dzień zagrożenia wykluczeniem socjalno-ekonomicznym i wiem, że te osoby wcale nie myślą o tym w taki prosty sposób. Oni oczekują wieloaspektowej opiekuńczości i wsparcia, zrozumienia dla problemów, z którymi się mierzą i pomocy w ich przezwyciężaniu, z ich udziałem. Wyższe i/lub bardziej dostępne świadczenia pieniężne mogą być tego wyrazem, ale tylko jako część szerszego pakietu, a nie najwyższa wartość sama w sobie.

Dlatego jeśli miałbym coś sugerować opozycji, zwłaszcza tej lewicowej, nie rekomendowałbym szukania św. Graala, który da się uchwycić przy pomocy nośnego hasła politycznego. Bardziej zalecałbym strategię rozpoznawania wielu obszarów problemowych, wspieranie i uruchamianie mobilizacji grup, które ich doświadczają oraz szukanie dla nich wspólnej platformy w ramach większego projektu politycznego opartego na wartościach, regułach i mechanizmach, pozwalających na mierzenie się z tymi problemami.

Głos lewicy

Bezrobocie na Mazowszu

Piotr Szumlewicz podaje na stronie OPZZ:
Główny Urząd Statystyczny przedstawił dane dotyczące stopy bezrobocia rejestrowanego w maju 2018 r. Dane dotyczą między innymi województwa mazowieckiego.
W urzędach pracy na Mazowszu w maju bieżącego roku zarejestrowanych było 144,2tys. bezrobotnych, a stopa bezrobocia wynosiła 5,2 proc.. W skali kraju poziom bezrobocia wynosił w maju 6,1 proc.. W stosunku do maja ubiegłego roku stopa bezrobocia w całym kraju zmniejszyła się o 1,2 pkt proc., czyli tyle samo, co w województwie mazowieckim.

Kuriozum

Piotr Kusznieruk na Facebooku: Dlaczego ksiądz święci szpitalny akcelerator? Ani to normalne, ani błahostka. Wydarzenie to miało miejsce w Lublinie. Ale jest to jedne z tysiąca takich jakie ma miejsce w Polsce przez ostatnie 28 lat. Święci się drogi, sale, klapy do studzienek kanalizacyjnych radiowozy oczyszczalnie ścieków i rożne inne rzeczy, kupowane przez rząd, lub samorząd. Robi się to publicznie, w otoczeniu rządzących, pracowników, dziennikarz i obywateli. Wydarzenie to z Lublina jest akurat podobne do wszystkich i inne od wszytkich. Podobne bo jest to kolejne święcenie a różne bo urządzenie służy między innymi do badań prenatalnych, których kościół nie popiera. Wiec po co to święcenie? Dlaczego kościół to robi – skoro nie popiera. Można oczywiście uważać, że to normalne, albo puszczać oko i udawać, że nic się nie dzieje. Moim zdaniem jednak trzeba sobie wreszcie powiedzieć, że ani to normalne, ani taka znowu błahostka i poważnie zastanowić się, dlaczego władze publiczne to robią. W czasie pracy i za publiczne pieniądze w świeckiej instytucji? Pytanie to jest oczywiste w kontekście pragmatyki administracji publicznej i dyscypliny finansów publicznych. Pierwsza możliwość jest taka, że dyrekcja szpitala i władze województwa, którym ten szpital podlega, naprawdę wierzą, że poświęcenie akceleratora będzie miało wpływ na jego działanie, że dzięki temu nie będzie się psuł albo będzie dłużej działał i skuteczniej pomagał pacjentom. Niezrozumiała jest postawa kościoła który święci coś co nie jest z ich „bajki”(na miejscu świecącego raczej bym to popsuł działając z misją katolicką). Druga możliwość jest zupełnie innej natury – dyrekcji szpitala i władzom województwa do głowy nawet nie przychodzi, że jakiekolwiek wydarzenie w podległej im instytucji może się obejść bez religijnego rytuału. Niewątpliwie świadczy to o stanie umysłu osób podejmujących takie decyzje. I pokazujących to publicznie. Czy te osoby święcą każdy mebel jaki kupią do domu? Czy chodzi tylko o pokazówkę i pieniądze dla kościoła?.

Brońmy zwolnionej działaczki związkowej!

Rada OPZZ województwa mazowieckiego i Związek Zawodowy Personelu Pokładowego i Lotniczego zapraszają na pikietę, która odbędzie się w środę, 13 czerwca o 16.30 przy ul. 17 Stycznia 49.

 

Podczas demonstracji wspólnie wyrazimy sprzeciw wobec dyscyplinarnego zwolnienia przewodniczącej ZZPPiL, Moniki Żelazik przez zarząd Polskich Linii Lotniczych LOT. Uważamy, że zarzuty wobec Żelazik są bezpodstawne i stanowią część nagonki na związki zawodowe, która od wielu tygodni trwa w PLL LOT. Prezes spółki, Rafał Milczarski zarzuca Żelazik działania na niekorzyść spółki, psucie jej wizerunku, jak też stwarzanie niebezpieczeństwa dla pasażerów. Za wskazywanie nieprawidłowości w funkcjonowaniu firmy, walkę o wyższe standardy bezpieczeństwa i lepsze warunki pracy nie powinno się karać, a raczej nagradzać. Narodowy przewoźnik powinien szczególnie dbać o standardy bezpieczeństwa i jakość pracy pracowników. Ponadto prawo pracy nie przewiduje kar dla pracowników za informowanie opinii publicznej o tym, że są oni niezadowoleni z warunków pracy, zaś groźby i szykany wobec związków zawodowych są sprzeczne z Konstytucją RP i ustawą o związkach zawodowych. Zarząd PLL LOT nie tylko nie dba o godne warunki pracy, ale też łamie podstawowe prawa pracownicze i dąży do zastraszenia związków zawodowych, których działanie stanowi ważny element demokratycznego państwa prawa. Dlatego apelujemy o natychmiastowe przywrócenie do pracy zwolnionej dyscyplinarnie działaczki. Wspólnie pokażemy, że nie godzimy się na prześladowania związkowców!
(…) W imieniu Rady OPZZ województwa mazowieckiego zdecydowanie popieram działania związkowców PLL LOT. Celem akcji związków zawodowych jest dobra zmiana w transporcie lotniczym. Rozwiązania przyjęte przez zarząd PLL LOT są szkodliwe dla pracowników i niebezpieczne dla pasażerów. Personel lotniczy obciążany jest coraz większą liczbą obowiązków, których nie powinny wykonywać stewardessy czy kapitanowie. Związkowcy protestują przeciwko umowom śmieciowym w branży i oszczędnościom dokonywanym kosztem bezpieczeństwa pasażerów.