Wspólnie działajmy na rzecz utrzymania pokoju

Obecny świat doświadcza największych od stulecia zmian. Mimo że pokój, rozwój, współpraca i wzajemne korzyści stają się coraz silniejszymi kierunkami dziejowymi, to konkurencja między wielkimi państwami z dnia na dzień staje się coraz bardziej zażarta.

Mentalność zimnowojenna i duch polityki siły nie odeszły, a hegemonizm i unilateralizm zdają się iść pod prąd historii. Konflikty regionalne i wojny lokalne pojawiają się jeden po drugim. Przez cały czas rozprzestrzeniają się nietradycyjne zagrożenia, z którymi mierzyć się musi międzynarodowy system bezpieczeństwa. Wszystkie kraje nieustannie zwiększają integrację, łączność i wzajemne zaangażowanie w bezpieczeństwo. Nie istnieje państwo, które mogłoby samodzielnie stawić czoła tym zagrożeniom, skupiając uwagę jedynie na sobie. Cały świat dzieli wspólną przyszłość, a nasze losy są połączone.
Stawiając czoła globalnym zagrożeniom, które z każdym dniem stają się coraz bardziej skomplikowane, Przewodniczący Xi Jinping przedstawił następujące chińskie propozycje: stworzenie wspólnoty ludzkości, którą łączy ta sama przyszłość oraz wspólne zbudowanie struktury bezpieczeństwa, z której korzystać będą wszyscy. Chińczycy wierzą, że jednostkę łatwo obalić, ale wielu trudno pokonać, a więc wszystkie państwa na świecie powinny stworzyć wspólną, kompleksową i zrównoważoną koncepcję bezpieczeństwa opartą o współdziałanie, aby poprzez współpracę międzynarodową w dziedzinie bezpieczeństwa stworzyć świat powszechnie wolny od zagrożeń. Polska jest dużym i odpowiedzialnym krajem w Europie Środkowo-Wschodniej, który w kwestiach bezpieczeństwa dzierży sztandar współpracy międzynarodowej. W niedawno opublikowanej „Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej” wyraźnie zaznaczono kształtowanie współpracy opartej na solidarności oraz ładu międzynarodowego mającego podstawy w prawie międzynarodowym, rozwijanie bilateralnej, regionalnej i globalnej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa oraz działanie na rzecz wzmacniania prawa międzynarodowego, reżimów kontroli zbrojeń, rozbrojenia i nieproliferacji broni masowego rażenia.
Wzmocnienie międzynarodowej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa wymaga, by każde państwo aktywnie wypełniało swe międzynarodowe zobowiązania tak, by zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby zapewnić społeczności międzynarodowej rozwiązania dla powszechnego pokoju. Od ponad 10 lat jestem zaangażowany w pracę nad utrzymywaniem pokoju na świecie. Uczestniczyłem w operacjach pokojowych ONZ, koordynowałem zadania związane z utrzymywaniem pokoju w kwaterze głównej ONZ, pełniłem funkcję zastępcy dyrektora Biura ds. Utrzymania Pokoju przy Ministerstwie Obrony Narodowej ChRL. Byłem więc naocznym świadkiem, doświadczającym na własnej skórze, historycznych zmian w włączaniu się Chin do utrzymywania pokoju na świecie – począwszy od momentu wysłania 5 pierwszych obserwatorów aż po formowanie oddziałów, od pojedynczej jednostki inżynieryjnej po jednostki różnych specjalizacji, od misji w jednym regionie po misje w wielu różnych miejscach świata. W ciągu 30 lat Chiny uczestniczyły w 25 misjach pokojowych ONZ, łącznie uczestniczyło w nich ponad 40 tys. chińskich żołnierzy pokojowych, z których 15 oddało życie dla sprawy pokoju na świecie. Obecnie pośród stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ Chiny są krajem posiadającym największy kontyngent oraz drugim państwem pod względem wpłacanych funduszy na misje pokojowe ONZ. Ponad 2,5 tys. chińskich żołnierzy pokojowych wypełnia misje ONZ w 7 regionach, a Chiny utrzymują w gotowości liczące 8 tys. osób jednostki pokojowe. Równocześnie oddziały chińskie pełnią ważną role w Zatoce Adeńskiej oraz niosąc pomoc humanitarną w różnych częściach świata. Od wybuchu epidemii COVID-19 oddziały chińskie udzieliły materialnej pomocy w zwalczaniu epidemii w ponad 40 krajach i poprzez wideokonferencje wymieniały doświadczenia związane z walką z epidemią z jednostkami wojskowymi z kilkunastu innych krajów, wnosząc w ten sposób pozytywny wkład w ochronę globalnego bezpieczeństwa zdrowia i tworząc wspólnotę ludzkości w zakresie zdrowia i higieny. Również godne podziwu jest to, że Polska będąc krajem założycielskim ONZ, już od wielu lat bierze udział w budowaniu systemu pokoju na świecie, aktywnie uczestniczy w misjach pokojowych ONZ, a od lat 90-tych ubiegłego stulecia jej jednostki pokojowe były obecne w Libanie, Syrii, Czadzie itd. W 2019 roku Polska po raz kolejny wysłała do Libanu kontyngent składający się 250 żołnierzy.
Wzmocnienie międzynarodowej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa wymaga, by każde państwo stosowało zasady multilateralizmu opartego na równości i konsultacjach oraz sprzeciwiało się użyciu przez silniejszego siły wobec słabszych. Przewodniczący Xi Jinping podkreśla, iż od setek lat suwerenna równość jest najważniejszą normą regulującą wzajemne relacje państw, a jej istotą jest brak podziału na kraje małe i duże, silne i słabe, bogate i biedne. Z szacunkiem musi być traktowana ich suwerenność i godność, a więc nie można ingerować w sprawy wewnętrzne innych państw. Skuteczną strategią łagodzenia nieporozumień są konsultacje i komunikacja, podstawową drogą rozwiązywania konfliktów są negocjacje polityczne. Prezydent Andrzej Duda podczas 73. Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ podkreślił, że oparty na prawie porządek światowy musi być budowany na filarach suwerennej równości wszystkich państw, a pozytywny i korzystny jest jedynie multilateralizm równych praw i proporcjonalnych obowiązków państw. Naprzeciw temu stoi negatywny i szkodliwy multilateralizm, kiedy mocarstwa walczą o władzę i dzielą się strefami wpływów. Niestety obecnie są kraje, które kierując się hegemonizmem i zimnowojennymi koncepcjami, używają siły swego państwa i przymuszają innych do wyboru jednej strony w rozwiązywaniu problemów dotyczących bezpieczeństwa, czym poważnie szkodzą stabilności i pokojowi na świecie. Wszystkie państwa powinny wspólnie przeciwstawić się takim szykanom, tworzyć atmosferę wzajemnego szacunku oraz współpracy w zakresie międzynarodowego bezpieczeństwa opartego o zasady równości i konsultacji.
Wzmocnienie międzynarodowej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa wymaga szczerej komunikacji i wymiany na płaszczyźnie dwustronnej państw, by zwiększać ich zaufanie strategiczne. Należy skupić się na korzyściach płynących ze wspólnego bezpieczeństwa, nieustannie poszerzać obszary współpracy, aby poprzez współpracę poszukiwać i działać na rzecz pokoju. Chiny i Polskę dzielą ogromne połacie ziem kontynentu euroazjatyckiego, w naszej historii nie zdarzyły się żadne zatargi, czy rzeczywiste konflikty, a nasza tradycyjna przyjaźń ma głębokie korzenie. Od XIX wieku oba kraje – Chiny i Polska, doświadczyły głębokich cierpień ze strony najeźdźców, więc tym bardziej cenią pokój i bezpieczeństwo. Podczas wizyty Przewodniczącego Xi Jinpinga w Polsce oba kraje ustanowiły wszechstronne strategiczne partnerstwo. W ostatnich latach aktywnie biorą również udział w tworzeniu „Pasa i szlaku” oraz we współpracy w ramach formuły „17+1”, obie strony wkroczyły więc na drogę szybkiego rozwoju. Chińsko-polskie relacje wojskowe są ważną częścią stosunków chińsko-polskich, obie strony pogłębiają współpracę w zakresie edukacji, szkoleń, sprzętu, logistyki, utrzymywania pokoju itd. Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza jest gotowa do dalszego wzmacniania dwustronnych relacji wojskowych z Siłami Zbrojnymi RP i wspólnego pogłębiania stosunków między dwoma krajami. Wierzymy, że chińsko-polska współpraca wojskowa w zakresie bezpieczeństwa nie tylko korzystnie wpłynie na bezpieczeństwo Chin i Polski, ale również pozytywnie wpłynie na pokój i stabilizację w całym regionie.
Maria Skłodowska-Curie powiedziała kiedyś, że „człowiek nigdy nie ogląda się na to, co zrobione, ale patrzy na to, co ma przed sobą do zrobienia.” Stojąc w zupełnie nowym punkcie historycznym, ChALW chce wspólnie z siłami zbrojnymi wszystkich państw, a w tym Polski, budować globalny system bezpieczeństwa, wspólnie dzielić się owocami pokojowego rozwoju oraz łącząc siły, ramię w ramię i z odwagą działać na rzecz stworzenia wspólnej przyszłości dla ludzkości.

Izrael, by zawrzeć pokój, potrzebuje odważnego przywództwa

Od ustanowienia Izraela w 1948 r. do dnia dzisiejszego przywódcy Izraela pokazali, że nie są w stanie i nie chcą zawrzeć pokoju z Narodem Palestyńskim, unikając jakichkolwiek umów międzynarodowych, nie przestrzegając międzynarodowych decyzji ustanawiających ugodę lub uruchamiając zaciekłe wojny przeciwko Narodowi Palestyńskiemu.

Gdy w 1993 r. istniała możliwość osiągnięcia porozumienia między oboma narodami, pod patronem wielu państw, podczas Porozumień z Oslo przywódcy Izraela robili wszystko by „opróżnić” porozumienia z treści zamiast przekształcić je w pokojowe porozumienie, które ustanowiłoby państwo palestyńskie ok. 20% historycznej Palestyny. Jednakże przywódcom izraelskim, zwłaszcza przywódcom prawicowym, udało się ominąć to porozumienie, zasiedlając kolonialnych osadników na okupowanych terytoriach i przemieszczając osadników i wojsko ze Strefy Gazy na Zachodni Brzeg bez porozumienia z Autonomią Palestyńską. Po Porozumieniach z Oslo nastąpiły tylko symboliczne ustępstwa, które prowadziłyby do ostatecznego rozwiązania.
Palestyńczycy zgodzili się na podpisanie Porozumień z Oslo w celu ustanowienia ich „pokrojonego i warunkowego” państwa, ale izraelskie przywództwo Partii Pracy i Likudu nie starały się doprowadzić swoim zachowaniem do historycznego pokoju z Narodem Palestyńskim.
Icchak Rabin został zabity w 1995 r. uprzednio oczerniany z różnych stron politycznych w Izraelu o zawstydzanie syjonistycznych i biblijnych wizji rabinicznych. Był to precedens niespotykany w historii współczesnego Izraela, w którym militarny syjonistyczny symbol został zamordowany z powodu podpisania porozumienia pokojowego z Jaserem Arafatem, przywódcą Narodu Palestyńskiego. Wraz ze śmiercią Rabina prawicowe ekstremistyczne nurty wraz z nurtami religijnymi zaczęły promować kulturę rasizmu, nienawiści i zniszczenia pokoju. Od śmierci Rabina „Izrael” był kierowany przez tego rodzaju przywódców. Kraj stał się bardziej brutalny, ekstremistyczny, rasistowski i oddalony od pokoju. Od 1995 roku do dziś „Izrael” atakuje ludność palestyńską wszędzie, gdzie się znajduje, atakuje także naszych arabskich sąsiadów w Libanie, Syrii, Sudanie i innych miejscach, czego nie można uzasadnić lękiem i fobią zagrożenia.
„Izrael” jest jednym z najsilniejszych militarnie państw na świecie, a prowadzona przez niego agresywna polityka jest wyrazem niezdolności do zawarcia pokoju w wyniku wcześniejszej wizji, w której użycie siły jest najlepszym sposobem zniewolenia i kontroli. Wszyscy wiemy, że ta koncepcja jest błędna ze wszystkich względów – historycznych, humanitarnych czy religijnych. Niestety, „Izrael” nie jest w stanie zaoferować sprawiedliwego porozumienia z palestyńskimi sąsiadami.
Izraelskie przywództwo przeszło głębokie przemiany na poziomie jednostek i politycznych wizji i planów na przyszłość. „Izrael” jest świadkiem spadku poziomu przywództwa, charyzmy i odwagi w podejmowaniu odważnych, kluczowych decyzji, które przyniosą pokój i przekształciłby „Izrael” w państwo, które wiedzie normalne życie, nie opierając się na wojnach i eksportowaniu kryzysów oraz nie rządzi innymi narodami siłą. Świat nie jest przyzwyczajony do takich obrazów – wręcz jest to nieakceptowalne.
To przywództwo, które szybko zniszczyło Porozumienia z Oslo i ich cele poprzez zniszczenie rozwiązania dwupaństwowego, teraz z całą mocą dąży do wdrożenia tak zwanego planu „pokoju dla dobrobytu” lub tak zwanej „plan stulecia” opracowanej przez „Izrael” i obecną administrację amerykańską. To nasuwa pytanie czy „Izrael” pragnie zawrzeć pokój ze Stanami czy z Palestyną? Plan zawiera wyłącznie nakazy dla Palestyny, a nie ma nic, co dałoby nadzieję na lepszą przyszłość. Strony izraelska i amerykańska usunęły ważne punkty ze stołu negocjacyjnego takie jak: Jerozolima, uchodźcy, granice, punkty graniczne. Najważniejszą rzeczą w tym planie jest to, że jest on zgodny z syjonistycznym i ekstremistycznym poglądem, który widzi w ustanowieniu prawdziwego państwa palestyńskiego zagrożenie egzystencjalne (dla Izraela), a ten plan daje (Izraelowi) prawo do ziemi i prawo do monopolizacji bezpieczeństwa oraz konfiskaty wszystkich podstawowych praw Narodu Palestyńskiego. Mimo że ten plan jest prawdziwą receptą na przedłużenie konfliktu i silną przyczyną kontynuacji przemocy i niestabilności, skrajnie prawicowe i religijne ekstremistyczne przywództwo izraelskie, religijnie i narodowe, wierzy, że może je wdrożyć za pomocą siły okupacji lub wybrać z umowy to, co chce i wykluczyć to, czego nie chce metodą siły.
Moim zdaniem (Izrael) tym stanowiskiem zaoferował Palestyńczykom, światu arabskiemu i społeczności międzynarodowej najgorsze, co można zaoferować. Zabił wszelkie możliwości procesu politycznego, anulował międzynarodowe i dwustronne umowy i traktaty, naruszył i nadal narusza prawo międzynarodowe oraz konfiskuje podstawowe prawa narodu, który walczył o wolność od ponad stu lat.
Palestyńczycy przez ćwierć wieku cierpliwie obserwowali pogwałcenie przez (Izrael) Porozumień z Oslo, ale wciąż z nadzieją, że w końcu zapanuje pokój i ustanowią własne państwa. Stara-nowa „plan stulecia” nic nie oferuje Palestyńczykom, a raczej obiecuje im grupę gett , które nie różnią się bardzo od gett z II wojny światowej i są czymś gorszym niż rasistowski reżim, który obowiązywał w RPA.
Palestyńskie przywództwo, pod kierownictwem prezydenta Mahmouda Abbasa, i cały Naród Palestyński odrzucił tak krzywdzącą umowę i będzie walczyć z tymi planami wszystkimi możliwymi sposobami.
Przywódcy „Izraela”, którym się zmniejsza poziom odwagi i mądrej wizji w celu zapewnienia lepszej przyszłości dla „Izraela”, postrzegają „plan stulecia” (lub jak ją też nazwano „okazję do umocnienia pokoju” , podczas gdy większość krajów na świecie postrzega ją jako naruszenie prawa międzynarodowego i czyn jednostronny). Uważamy, że Europa jest zdolna do odegrania aktywnej roli i przejęcia inicjatywy. Polska, jako kraj, który zawsze wspiera rozwiązanie dwupaństwowe i odmawia użycia siły, w połączeniu ze swoją pozycją w Europie i na świecie, może odgrywać bardzo ważną rolę w respektowaniu umów i rezolucji międzynarodowych i promowaniu kultury współpracy i dzielenia się. Żyjemy w świecie, w którym żaden kraj nie może żyć w separacji czy według swojej logiki i ekspansjonistycznego pragnienia.
W Palestynie wierzymy, że osiągnięcie porozumienia ugodowego jest możliwe. Pokój, który gwarantowałby nasze prawa podstawowe, polityczne i kulturalne na palestyńskiej ziemi, poprzez prawdziwe negocjacje pod nadzorem „kwartetu” i innych krajów, które przyjmują międzynarodowe decyzje związane z konfliktem na podstawie rezolucji. Wierzę, że Polska, ze względu na swoje położenie, dziedzictwo i doświadczenie, jest ważnym członkiem społeczności międzynarodowej i może przyczynić się do wspierania i zachęcania do tego procesu, co z pewnością nie będzie łatwe. Polska może również zachęcać do wspierania osób z umiarkowanymi poglądami, którzy obecnie są tylko cieniem w społeczeństwie izraelskim przyćmieni przez liderów, którzy są mniej odważni i pragną osobistego sukcesu.

Znowu trochę ubyło pokoju

Wbrew wrażeniu jakie usiłuje stworzyć rząd PiS, Polsce daleko do najbardziej pokojowych krajów świata.
Światowy Indeks Pokoju (Global Peace Index) jest opracowywany i publikowany od 14 lat. Obejmuje obecnie swymi badaniami 163 kraje (99,7 proc. ludności świata). Prace nad nim organizuje i prowadzi Instytut Ekonomii i Pokoju (The Institute for Economics & Peace), który jest organizacją pozarządową non profit z siedzibą w Sydney (z oddziałami w Nowym Jorku, Meksyku, Brukseli i Hadze).
W konstrukcji tego indeksu Instytut posługuje się aż 23 ilościowymi i jakościowymi wskaźnikami pomiaru i korzysta z wysoce wiarygodnych źródeł danych. Bada zagadnienia pokoju w trzech przekrojach: bezpieczeństwo osobiste i społeczne, wewnętrzne i zewnętrzne trwające konflikty oraz kwestia militaryzacji. W Indeksie 2020 uwzględnia się także wpływ pandemii COVID-19.
W skali światowej średni Indeks Pokoju pogorszył się w ciągu ostatniego roku o 0,34 proc. (a o 2,5 proc. od 2008 r.). Niewiele – ale było to już dziewiąte pogorszenie indeksu w ciągu ostatnich 12 lat. Jego spadek wystąpił w 80 krajach, w pozostałych indeks się poprawił.
W dalszym ciągu Islandia jest w czołówce rankingu, jako najbardziej pokojowy kraj na Świecie. Wraz z Nową Zelandią, Austrią, Portugalią i Danią. W końcu rankingu znajdują się: Afganistan, Syria, Irak, Sudan Południowy i Jemen. Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie: www.economicssandpeace.org.
Jeśli chodzi o kwestie militaryzacji, to wskaźniki uległy poprawie: liczba żołnierzy w przeliczeniu na 100.000 mieszkańców obniżyła się w 113 krajach zaś wydatki na cele zbrojeniowe w relacji do produktu krajowego brutto obniżyły się w 100 krajach.
Wpływ ekonomiczny wojen, protestów i buntów społecznych na PKB w skali świata 2019 r. oblicza się na 14,5 bilionów USD (wg parytetu siły nabywczej), co stanowi 10,6 proc. światowego produktu brutto a w przeliczeniu na jedną osobę: 1.909 USD. Oblicza się także, że naturalne straty ekonomiczne w środowisku w skali świata wzrosły z 50 mld USD w 1980 r. do 200 mld USD rocznie w ostatniej dekadzie.
Wartości indeksu dla poszczególnych krajów wahają się od 1,0 (najlepszy wynik) do 5,0 (najgorszy wynik). Jest on rezultatem analizy jakościowej i ilościowej danych zebranych przez specjalistów organizacji pokojowej.
Polska zajęła 29 miejsce w Indeksie Pokoju 2020, z wartością indeksu 1,657. W 2007 r. zajmowaliśmy 27. miejsce.
Globalny Indeks Pokoju 2020 1.Islandia 1,078 2.Nowa Zelandia 1,196 3.Portugalia 1,247 4.Austria 1,275 27.Katar 1,616 28.Bułgaria 1,628 29.Polska 1,657 30.Estonia 1,680 31.Włochy 1,690 Czołówka rankingu to: Islandia, Nowa Zelandia, Portugalia, Austria i Dania. Wartość Indeksu Pokoju dla Islandii wynosi 1,078 a dla Polski – 1,657. Taki jest obecnie nasz dystans do najbardziej pokojowego kraju na Świecie.
Wśród krajów członkowskich Unii Europejskiej zajmujemy dopiero 17. miejsce. Spośród nowych krajów UE przed nami są: Czechy (8), Słowenia (11), Rumunia, Węgry, Słowacja, Chorwacja i Bułgaria (28). Za nami tylko: Estonia (30), Łotwa i Litwa (36).
Niemcy zajmują wśród krajów UE 16 miejsce. Natomiast USA – 121. miejsce na świecie. Chiny są 104, a Rosja – dopiero 154. Spośród naszych sąsiadów Białoruś ma 94 miejsce, a Ukraina – 148.
Natomiast wśród wszystkich krajów Europy, Polska zajmuje 20. miejsce w rankingu pokojowości na 36 państw europejskich. Ostatnie miejsce zajmuje Turcja (150 wśród wszystkich krajów świata).
Europa według tego indeksu kwalifikuje się jako najbardziej pokojowy region świata – średnia wartość Indeksu Pokoju wynosi 1,650, a wśród 20 najbardziej pokojowych krajów świata aż 13 to kraje europejskie. Niestety wśród nich nie znalazła się Polska.
Najmniej pokojowy region w skali świata to Bliski Wschód i Północna Afryka – tam średnia wartość indeksu wynosi 2,513.
Raport odnotowuje także, że 873 mln osób na świecie wciąż cierpi głód. Jeszcze więcej, bo ponad 2 mld osób cierpi na brak wody. W 97 krajach wzrosły wskaźniki aktywności terrorystycznej, chociaż trzeba przyznać, że liczba ofiar śmiertelnych wskutek terroryzmu spadła.
Gdyby rozpatrywać oceny zawarte w raporcie według wymienionych na początku trzech kategorii to trzeba stwierdzić, że w dziedzinie bezpieczeństwa osobistego i społecznego do pierwszej piątki należą: Islandia, Singapur, Japonia, Norwegia i Szwajcaria. W drugiej dziedzinie (stabilności pokojowej czyli braku wojny) prowadzą Botswana, Mauritius, Singapur, Urugwaj i Bułgaria. Natomiast w kategorii trzeciej, czyli militaryzacji, do najmniej zbrojących się krajów należą Islandia, Węgry, Nowa Zelandia, Słowenia i Mołdawia. Najgorsze miejsca w tej ostatniej dziedzinie zajmują: USA, Rosja, Korea Północna, Izrael i Francja.
Przy 29. miejscu w całości Indeksu Pokoju, nasz kraj w tych trzech kategoriach zajmuje następujące miejsca: w pierwszej dziedzinie – 33 miejsce, w drugiej – 49, a miejsce i w trzeciej – 29 miejsce.

Marzenia o potędze

Siła militarna w stosunkach międzynarodowych zawsze była najważniejsza. Nie da się jednak utrzymać władzy bez uzasadnienia moralno-etycznego. Stąd odkąd plemiona, miasta czy państwa rywalizowały między sobą, swoje podboje usprawiedliwiały jakiegoś rodzaju wyższą koniecznością – obroną ludności przed tyranami, podniesieniem poziomu cywilizacyjnego, niesieniem pokoju, względnie ustanowieniem „właściwej” formy religii lub rządów. W tle zawsze są jednak interesy.

Bo jak są pieniądze, to jest armia i instrumenty umożliwiające powiększanie wpływów. Dlatego sąsiedzi prowadzili między sobą walki, dlatego powstawały wielkie organizmy polityczne. Zmieniaj się tylko metody i teatry działań.
Na przykładzie europejskim już w antyku wynaleziono formę mocarstwa opartego na współpracy i uzależnieniu formalnie odrębnych państw-miast. Bo czymże innym były znane nam dzisiaj Ateny czy Sparta? To przecież dominujące państewka utworzonych przez siebie Ateńskiego Związku Morskiego i Związku Peloponeskiego. Z kolei Imperium Rzymskie rozszerzało bezwzględnie granice, aż rozpadło się od środka. W efekcie mamy dziś wzory greckiej demokracji oraz uniwersalistyczne zasady rzymskie.
W strategiach władców europejskich długo dominował wzór rzymski, który regularnie przerzedzał krew kontynentu. Dopiero XX wiek przyniósł renesans demokracji – rozumianej oczywiście jako instrument porządkowania ładu światowego oraz utrwalenia strategii wielkich mocarstw. Bo ktoś przecież ten ład musiał ustanowić i go pilnować. Powstało więc ONZ z formalnie równym członkostwem, ale już z elitarną Radą Bezpieczeństwa, która ma decydujące znaczenie i której członkowie swoje wojska mają rozstawione na całym globie. Największe mocarstwa jednak od tego budowały swoje strefy wpływów tworząc umowny Wschód i Zachód, też przecież na zasadzie związków formalnie niezależnych państw, nikt jednak nie miał wątpliwości, że w NATO decydują USA, a w WNP – ZSRR. W tym żelaznym uścisku wyrosły z czasem i pomocą tych mocarstw także państwa silne ekonomicznie, niektóre z czasem też militarnie, które z kolei zaczęły tworzyć swoje strefy wpływów, co uwidoczniło się szczególnie na przełomie XX i XXI wieku.
Wracając do Europy, na obrzeżach NATO powstawały Wspólnota Europejska, EWWiS i Euratom, mające działać w gospodarce, na początku związując ręce samodzielności poszczególnych państwa zachodnioeuropejskich w produkcji towarów mogących mieć znaczenie militarne. Na bazie tych pozytywnych doświadczeń we współpracy zrodził się duch europejski skutkujący zapoczątkowaniem współpracy politycznej i utworzeniem Unii Europejskiej.
Jej twórcy doszli do wniosku, że samodzielnie nie są w stanie na żadnym polu rywalizować z potęgami gospodarczymi, ludnościowymi i militarnymi, więc zaryzykowali ten krok, a następnie także wspólną walutę, by odzyskać znaczenie na świecie. W tym celu wzięli pod uwagę ryzyko konieczności walki o interesy w ramach tej organizacji, budowanie sieci powiązań, by mieć jak największy wpływ na decyzje UE w sposób nieformalny. Dziś UE jest znaczącym graczem w światowej polityce i gospodarce, ma na tych polach cenny kapitał, który jest wciąż rozwojowy. Dzisiaj obserwujemy jednak jej podział na trzon sprowadzający się do najbardziej efektywnie zarządzanych państw, znajdujących się w strefie wspólnej waluty Euro oraz na obrzeża, nie rozumiejące znaków czasu lub nie chcące ich zrozumieć, wybierając drogę odrębną, szukając nisz między gigantami. W takiej pozycji stawia się od kilku lat Polska.
Rządowi PiS wydaje się, że możemy być mocarstwem regionalnym, skupiającym wokół siebie Europę Środkowo-Wschodnią – słynne Międzymorze. Nie widzę jednak żadnej strategii ani działań w tym kierunku – wskaźniki wymiany handlowej nie mają się o równać do tych ze wskaźnikami z Niemcami, Francja, Wielką Brytanią, czy Holandią. Innych miękkich instrumentów, jak wymiany kulturowej czy popularyzacji tych kierunków tez nie widzę. Zasadne zatem wydaje się pytanie: czy nasz własny rząd zwyczajnie nie ściemnia. Czy po prostu jest taki nieudolny, a może śni mu się wizja zbyt odległa czasowo, że po nim pozostaniemy odizolowani w rozumieniu geopolitycznym?
Mam nadzieję, że analitycy rządowi mają to wszystko rozrysowane w szczegółach i nakłonią decydentów do działania w myśl zasady, że polityka to sztuka osiągania tego, co możliwe, a nie wydumane. Obawiam się jednak, że w ferworze walki wewnętrznej o przychylność elektoratu karmionego od lat mitem bogoojczyźnianym taki zwrot okaże się zbyt trudny do wykonania. Dlatego potrzeba jest widoczna zmiana. Pierwszym jej symptomem mogą stać się wybory nowego Prezydenta RP, które dadzą poważny sygnał poparcia dla wizji Polski w ramach trudnej układanki pogłębionej Unii Europejskiej, ale tej właśnie Unii, która ma wpływ i znaczenie na świecie.

Tej wojny nikt nie wygra

Dwie rzeczy dają duszy największą siłę – wierność prawdzie i wiara w siebie. (Seneka)
Historia narodów uczy, że narody niczego nie nauczyły się z historii. (Georg Christoph Lichtenberg)

„Strach pomyśleć co by z Polską było, gdyby po pierwszym września 1939 nie było czerwca 1941 roku (…), z jakąż radością odetchnąłem(…) gdy się o tej niemieckiej agresji dowiedziałem! Nie dlatego, broń Boże, abym Niemcom życzył zwycięstwa, ale dlatego że w moim przekonaniu w głębi Rosji spotka Niemców klęska. Bez udziału Związku Sowieckiego w drugiej wojnie światowej nie byłoby pełnego nad Niemcami zwycięstwa, a Polska nie odzyskałaby piastowskiej granicy na Odrze i Nysie…”(33 Zeszyt Historyczny Paryż 1975, s.54).
Taki pogląd wyraził Eugeniusz Kwiatkowski – osoba wielce zasłużona nie tylko w okresie II Rzeczypospolitej (zainicjował budowę portu i miasta w Gdyni, wniósł wielki wkład w rozwój polskiego przemysłu chemicznego: zakładów azotowych w Chorzowie i Tarnowie, znacznie przyczynił do powstania Stalowej Woli, tworzył fundamenty przemysłu ciężkiego, kierował opracowaniem 4 – letniego planu inwestycyjnego przewidującego rozbudowę infrastruktury zwiększającej obronny potencjał kraju…), ale również w odbudowie po wojnie morskiej gospodarki w Polsce.
Eugeniusz Kwiatkowski w okresie PRL-u podkreślał swą bezpartyjność i przywiązanie do cywilizacji chrześcijańskiej. W pewnym stopniu przyczyniło się to do tego, że po krótkim czasie został odsunięty w cień. Mimo to akceptował program politycznej i gospodarczej przebudowy kraju i potępił „działania londyńskiego podziemia” (tamże s.52).
Aż strach pomyśleć, co by stało się z Polską, gdyby doszło do III wojny światowej, której oczekiwały zbrojne formacje antykomunistycznego podziemia zwane dziś „Żołnierzami Wyklętymi”…
W pierwszych latach po wyzwoleniu spod okupacji hitlerowskiej większość polskiego społeczeństwa miała dość wojny. Tak jak Eugeniusz Kwiatkowski, aktywnie włączyła się w odbudowę kraju i nie aprobowała destrukcyjnych, a zwłaszcza zbrodniczych działań antykomunistycznego podziemia.
Choć wielu Polaków czuło wielki żal z powodu utraty na rzecz Związku Radzieckiego zabużańskich terenów przedwojennej Polski, to w bardzo szybkim czasie wielu z nich zadomowiło się na odzyskanych po wiekach Ziemiach Północnych i Zachodnich.
Do dziś czujemy wielki sentyment do Wilna, Lwowa i innych znajdujących się za naszą wschodnią granicą miejscowości, w których przed wojną liczebnie i kulturowo dominowała ludność polska. Racje geopolityczne i historyczne jednak sprawiają, że powinniśmy pogodzić się z tym stanem rzeczy, zwłaszcza po rozpadzie Związku Radzieckiego. Uświadamiamy bowiem sobie, że Litwa do Wilna, Białoruś do Grodna, Ukraina do Lwowa, mają takie same geopolityczne i historyczne prawa, jak my do Gdańska, Koszalina, Szczecina, Wrocławia i innych miejscowości Ziem Odzyskanych, w których przed wojną mieszkała ludność niemiecka.
Po roku 1989 diametralnie zmienił się kurs polityki naszego państwa. Dotychczasowego najważniejszego sojusznika – z okresu PRL-u – Związek Radziecki zaczęliśmy traktować jako potencjalnie największego wroga. Lech Wałęsa za swój wielki sukces – w okresie sprawowania funkcji prezydenta państwa – uznał doprowadzenie do wycofania z Polski wojsk radzieckich. Mogło się w tym momencie wydawać, że spełniła się wola Józefa Piłsudskiego, by nie było na terenie naszego kraju żadnych
obcych wojsk.
Ten stan rzeczy trwał bardzo krótko. Zakończył się wraz z naszym przystąpieniem do Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego (NATO), a jeszcze bardziej – po pojawieniu się u nas wojsk amerykańskich. W ostatnim czasie rządzący naszym krajem coraz wyraźniej starają się o zwiększanie u nas liczebności tych wojsk. Czynią to, rzekomo nie tylko dla dobra Polski, lecz i wszystkich państw Europy Środkowo-Wschodniej.
Moim zdaniem więcej korzyści byśmy osiągnęli, wzorując się na Finlandii. Tym sposobem mielibyśmy bardziej poprawne stosunki z Rosją, w następstwie czego bardziej z nami liczyłyby się kraje zachodnioeuropejskie i Stany Zjednoczone.
Śmiem obawiać się, że amerykańskie bazy wojskowe – o których zainstalowanie i zwiększenie w naszym kraju coraz usilniej starają się aktualnie sprawujący władze nasi politycy – w przypadku zaistnienia ogólnoświatowej wojny nuklearnej, spełnią prędzej dla Stanów Zjednoczonych rolę piorunochronu, aniżeli zafunkcjonują jako parasol ochronny, który sobie fundujemy. Innymi słowy, za własne pieniądze, przybliżamy ewentualność zamienienia Polski w poatomową pustynię.
Głosicieli tezy, jakoby starania o zwiększenie liczby stacjonujących w naszym kraju wojsk amerykańskich mają na celu zabezpieczenie nas przed możliwością zbrojnej napaści ze strony Rosji, powinny przynajmniej zastanowić dane statystyczne, z których wynika, że wydatki tego państwa na zbrojenia (61, 4 mld USD) są niemal dziesięciokrotnie mniejsze od wydatków Stanów Zjednoczonych (649 mld USD co równa się sumie wydatków na ten cel 7 kolejnych państw w rankingu: Chiny 250 mld USD, Arabia Saudyjska 67,6 mld USD, Indie 66,5 mld USD, Francja 63, 8 mld USD (największe wydatki w Europie), Rosja 61, 4 mld USD, Wielka Brytania 50 ml mld USD, Niemcy 49 mld USD( źródło portal milmag.pl).
Istnieje wiele jeszcze innych wskazań, że nie Rosja lecz najbardziej spośród wszystkich państw zmilitaryzowane Stany Zjednoczone stanowią potencjalnie największe zagrożenie dla światowego pokoju. Przecież nie do obrony swojego terytorium, ale w celach imperialnych utrzymują one potężną flotę składającą się – w pierwszej kolejności – z 11 uderzeniowych atomowych lotniskowców i 10 lotniskowców z klasy wielkich okrętów desantowych. Nikt nie może – pod tym względem – z nimi konkurować. Wielka Brytania i Francja posiadają po jednym lotniskowcu uderzeniowo-atomowym, a Rosja, Chiny i Włochy po jednym lotniskowcu konwencjonalnym.
Wyraźnym – choć tylko na moment zauważonym – objawem gotowości Stanów Zjednoczonych do zbrojnego wsparcia swoich interesów w każdej części świata, były ich niedawne (czerwiec 2019 r.) przygotowania do ataku na Iran. Ich samoloty były już w powietrzu, a okręty gotowe do odpalenia pocisków manewrowych. Pretekstem ku temu było zestrzelenie przez irański system rakietowy amerykańskiego drona szpiegowskiego. Gdyby nawet przyjąć za prawdziwą argumentacje prezydenta USA Donalda Trumpa, że do zestrzelenia doszło nad cieśniną Ormuz na wodach międzynarodowych, to nie w sposób nie zauważyć, że wody te znajdują się w bezpośredniej styczności z wybrzeżem Iranu, a od Stanów Zjednoczonych oddalone są tysiące kilometrów.
Gdyby osobom kierującym polityką Stanów Zjednoczonych naprawdę zależało na wprowadzeniu na świecie trwałego pokoju, a mniej zaangażowane były w interesy poszczególnych grup kapitałowych (zwłaszcza związanych z przemysłem zbrojeniowym), to po rozpadzie Związku Radzieckiego i samolikwidacji Układu Warszawskiego (1991 r.) powinny zmniejszyć liczbę i siłę swych wojsk.
Bardzo krytycznie oceniamy prężenie militarnych muskułów przez maleńką Koreę Północną. Z rezerwą traktujemy oświadczenia jej przywódców, że czynią tak wyłącznie w celu zabezpieczenia swego kraju na wypadek agresji z zewnątrz. W tym samym czasie zdajemy się nie dostrzegać wzrastającego potencjalnie zagrożenia światowego pokoju ze strony militaryzmu amerykańskiego.
To nie mała Korea Północna lecz Stany Zjednoczone są supermocarstwem, które w ostatnim półwieczu wielokrotnie złamało – ustalony prawem międzynarodowym – zakaz stosowania groźby użycia siły i używał jej przy rozwiązywaniu sporów. Istnieje przy tym wiele wskazań, że sytuacje konfliktowe na świecie niejednokrotnie były i są inicjowane, a następnie wzmacniane przez niektórych wpływowych polityków amerykańskich. Dość często swoją zbrodniczą działalność próbują ukryć pod szyldem tzw. „ingerencji humanitarnych”. Tak między innymi było w przypadku niewinnych ofiar, w tym też dzieci, skutkiem bombardowań Jugosławii przez amerykańskie lotnictwo. Akcję tę należałoby potępić również za to, że została dokonana – podobnie jak późniejszy atak wojsk USA na Irak – bez uzyskania mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Pretendowanie Stanów Zjednoczonych do odgrywania roli żandarma światowego jeszcze bardziej się uwidoczniło, kiedy nawet wbrew stanowisku swoich najważniejszych europejskich „sojuszników” – Francji i Niemiec kontynuowały zbrojną interwencje w Afganistanie.
Antypokojową politykę Stanów Zjednoczonych trafnie podsumowała Beata Karoń w artykule zamieszczonym w tegorocznym wydaniu „Trybuny” (nr 53/1507/) – stwierdzając, że doprowadziły one do „osłabienia pozycji i roli ONZ w regulowaniu konfliktów oraz naruszenie mechanizmów regulujących zasady użycia siły w stosunkach międzynarodowych” co „grozi[…] eskalacją trwających a także wybuchem nowych wojen”.
Zastanawiającym jest, że nie zauważają tego kierujący naszym państwem politycy oraz większość publicystów. Co gorsza, zamiast protestować przeciwko zagrażającym pokojowi światowemu militarnym działaniom Stanów Zjednoczonych zaczęli się do nich łasić, a jednocześnie niczym ratlerek wściekle ujadać na Rosję i Białoruś – kraje z którymi wcześniej – przez ponad 40 lat – byliśmy połączeni węzłami przyjaźni.
Warto zauważyć, że dopóki istniał Związek Radziecki, nie było tak wielu niekontrolowanych możliwości wybuchu wojny nuklearnej. Dziś może ją wywołać, tzw. „ingerencja humanitarna” Stanów Zjednoczonych na tak mały kraj jak Korea Północna. Z drugiej strony należy zauważyć – że posiadany przez nią nuklearno-rakietowy arsenał stanowi skuteczny atut odstraszający przed takową ingerencją.
Ostrzeżeniem nie tylko dla Stanów Zjednoczonych, ale całego świata powinny być tragiczne skutki – dokonanego 11 września 2001 roku – zamachu terrorystów Al-Kaidy na dwa wieżowce World Trade Center i budynek Pentagonu. W moim odczuciu należałoby to wydarzenie potraktować jako wyjątkowo wyraźny symbol końca epoki, w której obowiązywała rzymska zasada: „Si vis pacem, para bellum” – Jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny.
Zrozumienie bezsensu wojny i że tą drogą ludzkość może dojść do samozagłady, było czynnikiem, który doprowadził do wybuchu Wielkiej Rewolucji Październikowej w Rosji. Jakoś dziwnie mało kto dostrzega genialności opracowanego wówczas przez Włodzimierza Lenina pierwszego dokumentu władzy radzieckiej jakim był wygłoszony w drugim dniu rewolucji 9 listopada 1917 r. na II Zjeździe Rad „Dekret o pokoju” (jego fragmenty zacytowałem w przypisie do niniejszego artykułu).
„Dekret o pokoju”, był najlepszą z możliwych propozycji zakończenia monstrualnej rzezi, jaką była I wojna światowa, ale także aktem rozpoczynającym nową kartę w dziejach ludzkości. Domyślam się, że wielu czytelników, nie od razu ze mną się zgodzi z tezą, że wola ustanowienia na świecie trwałego i sprawiedliwego pokoju na świecie stanowiła główny wyznacznik polityki Związku Radzieckiego. Wola ta była często była poddawana trudnym próbom i w takich wypadkach niejednokrotnie państwo to było zmuszone do stosowania zasady „Si vis pacem, para bellum”. Długo można byłoby ten problem rozważać. Myślę, że ostatecznym probierzem prawdziwości dążenia Związku Radzieckiego do ustanowienia na świecie trwałego i sprawiedliwego pokoju, było… samorozwiązanie tego państwa.
Tak czy inaczej, niezaprzeczalnym faktem jest, że dopóki trwaliśmy w sojuszu ze Związkiem Radzieckim, głównym wyznacznikiem naszej polityki, było hasło „Nigdy więcej wojny”. Przykładem czynnego wkładu we wdrażaniu w życie idei pokojowego współistnienia państw o różnych ustrojach społecznych był plan Rapackiego (stworzenia strefy bezatomowej w Europie Środkowej; sformułowany 2 października 1957 r.) i plan Gomułki (zamrożenia zbrojeń atomowych w Europie Środkowej; sformułowany 28 grudnia 1963 r)…
Aczkolwiek nasza armia w okresie PRL była znacznie liczniejsza i silniejsza, to miała charakter zdecydowanie obronny. 16 lat służyłem w Ludowym Wojsku Polskim. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek w jakikolwiek sposób przygotowywano mnie tu działań agresywnych wobec jakiegokolwiek kraju na świecie. W ostatnich latach co rusz dowiadywałem się o żołnierzach polskich wracających inwalidami z misji wojennych. Z takim zjawiskiem nie spotykałem się w okresie PRL. Matki oddające wówczas synów do wojska, nie tylko nie miały powodów do obawy o ich bezpieczeństwo ale były przekonane, że oni stamtąd wyjdą pełnowartościowymi mężczyznami. Świadomość ta była niemal powszechna. Dwuletnia służba była okresem, w którym młodych chłopców nie tylko przysposabiano do obrony Ojczyzny, ale też kształtowano w nich właściwą postawę patriotyczną i obywatelską.
W czasach PRL-u inne niż obecnie było nastawienie naszego społeczeństwa wobec zagrożenia wojennego. Głęboki sprzeciw i krytykę wywoływały w nim działania wojenne Stanów Zjednoczonych w Wietnamie. Aż trudno uwierzyć, że w ostatnich latach większość naszego społeczeństwa potraktowała amerykańskie interwencje zbrojne w byłej Jugosławii oraz w Afganistanie i Iraku tak, jak by nic się stało. Czyż nie dostrzegamy, że skutki zbrojeń i militarnej polityki Stanów Zjednoczonych stanowią odzwierciedlenie łacińskiej sentencji: „Ubi solitudinem faciunt, pacem appellant” – Gdy pustynię uczynią, nazywają to pokojem (Tacitus, „Agricola” 30).
Ciekawe, czy jak – nie daj Boże – dojdzie do wojny światowej z użyciem broni nuklearnej, będziemy śpiewać ten nasz narodowy refren: „Polacy, nic się nie stało…”. Pewnie nie. Najprawdopodobniej zginiemy, bo tym razem nie będzie nikogo, kto nas przed tym niebezpieczeństwem uchroni.

Dekret o pokoju 9 listopada 1917 r.
(fragmenty)

Rząd robotniczy i chłopski, stworzony przez rewolucję 24-25 października(7-8 listopada wg obecnego kalendarza – przyp autora) i opierający się na radach delegatów robotniczych, żołnierskich i chłopskich proponuje wszystkim wojującym narodom i ich rządom niezwłocznie rozpocząć rokowania o sprawiedliwy pokój demokratyczny.
Za pokój sprawiedliwy i demokratyczny, którego pragnie przytłaczająca większość wyczerpanych, znękanych i zmaltretowanych przez wojnę robotników i klas pracujących wszystkich krajów wojujących – rząd uważa niezwłoczny pokój bez aneksji (tj. bez zaboru obcych ziem bez przyłączenia przemocą obcych narodowości) i bez kontrybucji.
Rząd Rosji proponuje wszystkim narodom wojującym niezwłoczne zawarcie takiego pokoju i wyraża zarazem gotowość poczynienia natychmiast, bez najmniejszej zwłoki, wszystkich decydujących kroków, aż do zatwierdzenia wszystkich warunków takiego pokoju przez pełnomocne zgromadzenie przedstawicieli ludu wszystkich krajów i wszystkich narodów.
Przez aneksję, czyli zabór obcych ziem, rząd – zgodnie ze świadomością prawną właściwą demokracji w ogóle, a klasom pracującym w szczególności – rozumie wszelkie przyłączenie do wielkiego lub silnego państwa małej lub słabej narodowości bez ściśle, wyraźnie i dobrowolnie wyrażonej zgody i chęci tej narodowości, niezależnie od tego, kiedy to przyłączenie przemocą zostało dokonane, jak również niezależnie od tego, jak dalece rozwinięty lub zacofany jest naród przemocą przyłączony lub przemocą utrzymywany w granicach danego państwa. Niezależnie od tego wreszcie, czy naród ten żyje w Europie, czy też w odległych krajach zaoceanicznych (…)
Jeżeli jakikolwiek naród jest utrzymywany w granicach danego państwa przemocą, jeżeli wbrew wyrażonemu przezeń życzeniu – niezależnie od tego, czy życzenie to znalazło wyraz w prasie, na zgromadzeniach ludowych, na uchwałach partyj, czy też w buntach i powstaniach przeciw uciskowi narodowemu – nie udziela mu się prawa, by w swobodnym głosowaniu, po całkowitym wycofaniu wojsk narodu przyłączającego lub w ogóle silniejszego, bez najmniejszego przymusu rozstrzygnął kwestię form swego bytu państwowego – to jego przyłączenie jest aneksja, tj. zaborem i aktem przemocy.
Jednocześnie rząd oświadcza, że bynajmniej nie uważa wymienionych warunków pokoju za ultymatywne, tzn. zgadza się na rozpatrzenie również wszelkich innych warunków pokoju, nalegając jedynie (…) na to, by były całkowicie jasne, by bezwzględnie wykluczały jakąkolwiek dwuznaczność i jakakolwiek tajemnicę przy proponowaniu warunków pokoju.
Rząd znosi tajną dyplomację, wyrażając ze swej strony stanowczy zamiar prowadzenia wszystkich rokowań zupełnie jawnie wobec całego,narodu i przystępując niezwłocznie do ogłoszenia w całości tajnych traktatów, uznanych lub zawartych przez rząd obszarników i kapitalistów i kapitalistów w okresie od lutego do 25 października 1917 r. Całą treść tych traktatów, o ile miała ona na celu, jak to było w większości przypadków, zapewnienie korzyści i przywilejów rosyjskim obszarnikom i kapitalistom, utrzymanie lub powiększenie aneksji Wielkorusów – rząd ogłasza za bezwarunkowo i niezwłocznie anulowaną (…)
Rząd proponuje wszystkim rządom i narodom wszystkich krajów wojujących niezwłoczne zawieszenie broni (…) Odrzucamy wszystkie punkty dotyczące grabieży i przemocy, lecz chętnie przyjmiemy wszystkie punkty, w których zawarte są warunki stosunków dobrosąsiedzkich i porozumienia gospodarcze, tych punktów odrzucać nie możemy (…) Nasze wezwanie roześlemy wszędzie, będzie ono znane wszystkim. Nie będzie można ukryć warunków wysuniętych przez nasz rząd robotniczo–chłopski (…) My mamy inne pojecie o sile. W naszym pojęciu państwo jest silne świadomością mas. Państwo jest silne wówczas, kiedy masy o wszystkim wiedzą o wszystkim mogą wydać sąd i wszystko czynią świadomie. Nie mamy żadnego powodu, by obawiać się powiedzieć prawdę o znużeniu, albowiem jakie państwo obecnie nie jest znużone i jaki naród nie mówi o tym otwarcie?

Rzadko bywa tak aby myśl ludzka realizowała się od razu. Wojna światowa trwała jeszcze cały rok, ale ponad dwadzieścia lat później rozpoczęła się na nowo. Zakończyła się w roku 1945. Chociaż od tego czasu w różnych punktach kuli ziemskiej wybuchają co rusz nowe konflikty zbrojne, to mimo wszystko zwiększają się coraz bardziej szanse na zbudowanie świata, w którym zwaśnione strony będą potrafiły się ze sobą porozumieć na zasadach określonych przez Lenina w „Dekrecie o pokoju”. Wskazuje na to chociażby fakt, że od połowy XX wieku poziom przemocy na świecie systematycznie maleje. Według danych „Human Security Brief 2006” liczba poległych w konfliktach międzypaństwowych spadła z ponad 65 tysięcy rocznie w latach 50 – tych ubiegłego wieku do niecałych 2 tysięcy w obecnym dziesięcioleciu ( Stevern Pinker, „Żegnaj przemocy”, „GW”, 7 lipca 2007 r.).
Niemal całkowicie spełnił się zawarty w „Dekrecie o pokoju” postulat likwidacji kolonializmu. Przed Rewolucją Październikową aż 72 proc. powierzchni świata, zamieszkałe przez 69 proc. ludności, podlegało władzy kolonizatorów. Począwszy od wielkich odkryć geograficznych XV i XVI wieku większość państw Europy Zachodniej rozwijała się i bogaciła kosztem wyzysku kolonialnego. Państwa te bez skrupułów przez kilkaset lat rabowały i eksploatowały terytoria zamorskie kilka a nawet kilkadziesiąt razy większe od siebie. W podziale świata uczestniczyła także Rosja carska. Władała nie tylko uzyskanymi w drodze aktów rozbiorowych ziemiami dawnego państwa polskiego, ale także podboju Finlandii, części Bałkanów i Turcji oraz niezmierzonych obszarów Azji Środkowej i Północnej. Imperializm rosyjski za ostatnich carów rozszerzył się także na Mandżurię i częściowo na Chiny.
Bezpośrednio pod wpływem rewolucji październikowej rozpoczął się proces wyzwalania się wielu narodów spod zależności kolonialnej. Fala rewolucyjna ogarnęła Chiny, Indie, Turcję, Indonezję, Koreę, państwa arabskie oraz inne kraje Wschodu /94/. Wszystkie ówczesne i późniejsze sukcesy narodów Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej i Oceanii nie mogłyby zostać osiągnięte bez powstania pierwszego państwa, a później – całego systemu socjalistycznego/94/. Tak czy inaczej od czasu rewolucji październikowej radykalnie zmieniła się polityczna mapa świata. Proces dekolonizacji nabrał szczególnie szybkiego tempa w okresie lat 1956 – 1976. Powstało wówczas 67 nowych państw. Za koniec epoki kolonializmu uznaje się rozpad ostatniego klasycznego imperium jakim była do połowy lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku Portugalia. Wówczas to tylko niecały1 proc. powierzchni ziemi z 0,5 proc. ludności świata, pozostał w zależności kolonialnej.
Twierdzeniu, że mocarstwa kapitalistyczne dobrowolnie zrezygnowały z kontynuowania polityki kolonialnej przeczy między innymi fakt, że tak długo jak było to możliwe eksploatowały zależne od siebie kraje. Jeszcze po II wojnie światowej istniały wielkie imperia kolonialne: brytyjskie (33mln km²), francuskie(10mln km²) oraz holenderskie, belgijskie i portugalskie( każde po około 10mln km²). Zdaniem profesora Włodzimierza Bojarskiego zmiana nastąpiła pod wpływem idei wolnościowych ostatniej wojny światowej oraz zaangażowania kolonii w wojnie po stronie państw kolonialnych.
Trudno zaprzeczyć, że podstawowym źródłem tych idei był wyjątkowo pozytywny obraz Związku Radzieckiego jako głównej siły w walce z zagrożeniem faszystowskim. Po zakończeniu wojny komunizm w miarę upływu czasu stawał się coraz mniej modny. Politycy zachodni starali się go wszelkimi sposobami zatrzymać. Zdawali sobie jednak sprawę z jego atrakcyjności. Prezydent Stanów Zjednoczonych Harry Truman wyraził to następnymi słowy: „ Komunizm pojawia się wszędzie tam, gdzie jest nędza i brak nadziei. Dlatego musimy utrzymać nadzieje przy życiu”.

Lech Fabjańczyk

Co pokojem nie jest?

Przeszło dwa wieki temu napisany został komentarz do współczesnych wydarzeń i opinii. Może się to wydawać paradoksem, jakimś niepojętym działaniem wehikułu czasu. Napisał ten komentarz filozof Immanuel Kant (1724-1804) w „Traktacie o wiecznym pokoju”.

 

W dziele tym mędrzec z Królewca ukazał, co pokojem jest, a co nie jest. Na temat tego, co nie służy pokojowi, filozof pisze:

1. „Nie można uważać zawarcia pokoju jako takiego, jeśli uczyniono to z tajnym zastrzeżeniem dla przyszłej wojny…” Kant odrzuca powoływanie się na odkrywane archiwalne dokumenty, gdyż jest to jezuicka sofistyka. Podkreśla, że tego rodzaju zawieranie pokoju nastąpiło na skutek wyczerpania sił obu stron bądź na skutek równoważenia siły.

2. „Żadne istniejące państwo, obojętnie czy duże, czy małe, nie może poprzez dziedziczenie, zamianę, kupno czy darowiznę, nabyć innego państwa”. Kant jest zdania, że państwo nie jest, jak terytorium („Boden”), posiadłością. Jest wspólnotą ludzi – narodem, któremu nie można narzucać swoich praw. Filozof kontynuuje, iż ten sposób nabywania może doprowadzić do, jak to wyraża, ożenku, co może spowodować, że oddziały („die Truppen”) zostają zobowiązane do występowania przeciw wrogowi niebędącemu wspólnym przeciwnikiem. Poddanych można wtedy użyć wedle własnych potrzeb i zużyć („brauchen und verbrauchen”).

3. „Z czasem stałe armie powinny przestać istnieć”. Poprzez gotowość do tego, by być dobrze uzbrojonym, zagrażają nieustannie innym państwom – uważa Kant. Zbrojeniom nie ma końca. Wydawane na to środki powodują coraz większe obciążenia, zaś wzrost kosztów wręcz zachęca do podjęcia wojennych napaści. Ludzie zmuszeni do uczestniczenia w napaści są jedynie maszyną i narzędziem. Czymś innym jest, kiedy obywatele wprawieni w posługiwaniu się bronią dla odparcia ataku występują w obronie ojczyzny. Wraz z powiększaniem skarbu byłoby podobnie (jak ze zbrojeniami), gdyż inne państwa mogłyby to oceniać jako zagrożenie wojną, co mogłoby skłonić je do uprzedzenia napaści. Oprócz siły wojska jest bowiem potęga finansowa, którą należy oceniać jako najpewniejsze narzędzie wojny.

4. „Nie powinno się dopuszczać do zadłużenia…” System kredytowy i wzrost należności – zdaniem Kanta – doprowadzić mogą do nagromadzenia tak wielkich środków, że przekraczają one zawartość skarbców wszystkich państw zadłużonych łącznie, i w razie jednorazowego niezapłacenia długu państwa-wierzyciele mogą z łatwością wymusić należności drogą wojenną albo też spowodować bankructwo dłużnika.

5. „Żadne państwo nie może siłą ingerować w rządy i konstytucję innego państwa. Cóż bowiem miałoby to uzasadnić…” – pyta filozof. Może chodzi o ostrzeżenie przed wielkim złem, jakiego dopuścił się naród? Nie byłoby dziwne, gdyby w jakimś państwie wskutek jego zanieczyszczenia („Verunreinigung”) doszło do podziału na dwie części i każda z nich ogłosiła, że przedstawia sobą szczególne państwo mające prawo („den Anspruch erhebt”) do całości. Mogłoby to doprowadzić do anarchii. I jak długo wewnętrzny spór nie jest jeszcze rozstrzygnięty, mieszanie się w ten spór przez inne mocarstwa oznaczałoby naruszenie praw narodu starającego się przezwyciężyć wewnętrzną chorobę.

6. „Państwo prowadzące wojnę z innym nie powinno zajść w swej wrogości tak daleko, żeby późniejszy pokój i powrót do resztek zaufania stały się niemożliwe…” Autor wymienia tu nadesłanych skrytobójców, trucicieli i werbowanie zdrajców. Filozof potępia tego rodzaju postępowanie. Uważa, że nawet w czasie wojny, mimo wszystko minimum zaufania do wroga winno zostać zachowane. Bez tego wojna taka wyrodzi się w wojnę na wyniszczenie („Ausrottungskrieg”) i wtedy staje się smutną koniecznością stanu naturalnego. Odpowiedź na to stanowi wojna odwetowa dla ukarania przeciwnika. Taka sytuacja doprowadziłaby ludzkość do „wiecznego pokoju” jedynie na cmentarzu.