Panie zaczynają bój o igrzyska

Obie nasze siatkarskie reprezentacje o olimpijskie paszporty powalczą w turniejach organizowanych w Polsce. Pierwsze do rywalizacji przystąpią panie, które od piątku we Wrocławiu mierzyć się będą z ekipami Serbii, Tajlandii i Portoryko. Panowie w tym czasie sprawdzą formę w Krakowie, w Memoriale Huberta Wagnera, a o awans do igrzysk powalczą w następny weekend.

W olimpijskim turnieju w Tokio zagra 12 zespołów kobiecych i tyle samo męskich. Zagwarantowany udział mają już ekipy gospodarzy, czyli Japonii, a o pozostałe miejsca zaczyna się dopiero rywalizacja. W ten weekend do zespołu japońskich siatkarek dołączy sześć kolejnych drużyn – będą to zwyciężczynie sześciu turniejów interkontynentalnych. Jeden z nich organizuje Polska. Od piątku do niedzieli we Wrocławiu biało-czerwone podejmować będą ekipy Serbii, Tajlandii i Portoryko.
Zdecydowanymi faworytkami wrocławskiego turnieju są Serbki, aktualne mistrzynie świata. Pięć pozostałych imprez kwalifikacyjnych odbędzie się w brazylijskiej Uberlandii, chińskim Ningbo, amerykańskim Shreveport, włoskiej Katanii oraz w Kaliningradzie. Męskie ekipy w takich turniejach walczyć będą w dniach 9-11 sierpnia.

Dla przypomnienia – biało-czerwoni w Gdańsku podejmą Francuzów, Słoweńców i Tunezyjczyków. Gospodarzami pozostałych będą: Warna, Rotterdam, Bari, Ningbo i Petersburg. Zestaw drużyn ustalono na podstawie światowego rankingu. O pozostałe miejsce w olimpijskim turnieju w styczniu 2020 roku. Odbędzie się wtedy pięć kobiecych i pięć męskich turniejów kontynentalnych, a ich triumfatorzy uzupełnią stawkę uczestników olimpijskich zmagań. Skład zespołów będzie ustalany na podstawie rankingów kontynentalnych federacji. W przypadku europejskich drużyn będzie to klasyfikacja CEV, a w imprezach weźmie udział po osiem czołowych drużyn z wyłączeniem tych, które wcześniej uzyskają przepustkę w zawodach interkontynentalnych.

Reprezentacja siatkarek pod wodzą trenera Jacka Nawrockiego świetnie spisała się w tegorocznej Lidze Narodów, awansując do Final Six, lecz mało kto daje biało-czerwonym szanse w starciu z drużyną Serbii. Rozgrywająca naszej drużyny, Joanna Wołosz, już jakiś czas temu szczerze przyznała, że na dziesięć spotkań z aktualnymi mistrzyniami świata polski zespół, przy maksymalnej mobilizacji i w sprzyjających okolicznościach, jest w stanie wygrać jeden mecz. A skoro tak, to może akurat we Wrocławiu zostaną spełnione te wszystkie warunki i biało-czerwone sprawią sobie i kibicom prezent. „Jakaś szansa na pokonanie Serbek na pewno jest, choć będzie to bardzo trudne zadanie. One mają w składzie na poszczególnych pozycjach najlepsze siatkarki na świecie. Mam jednak nadzieję, że mecz z nimi to nie będzie jednostronne spotkanie” – przekonuje Wołosz.

Dużo będzie zależało od dyspozycji najskuteczniejszej naszej siatkarki, Malwiny Smarzek. Po kontuzji kolana ta znakomita zawodniczka ponoć już doszła do siebie i jak zapewnia sztab naszej reprezentacji, we Wrocławiu ma być w pełni gotowa do gry.
Zmagania naszych siatkarek pokaże telewizja Polsat, na kanale Polsat Sport. W piątek Polki zmierzą się z drużyną Portoryko (początek godz. 20:30). W sobotę rywalkami biało-czerwonych będzie ekipa Tajlandii (początek meczu godz. 20:30), a w niedzielę zespół trenera Nawrockiego zmierzy się z Serbią (początek także o 20:30).

Kadra Polski siatkarek:
Atakujące:
Malwina Smarzek-Godek (Zanetti Bergamo, Włochy), Magdalena Stysiak (Grot Budowlani Łódź), Martyna Łukasik (Chemik Police), Katarzyna Zaroślińska-Król (DevelopRes Rzeszów);
Środkowe:
Agnieszka Kąkolewska (Pomi Casalmaggiore, Włochy), Klaudia Alagierska (ŁKS Commercecon), Zuzanna Efimienko-Młotkowska (ŁKS Comercecon Łódź), Kamila Witkowska (DevelopRes Rzeszów);
Przyjmujące:
Martyna Grajber (KPS Chemik Police), Natalia Mędrzyk (KPS Chemik Police), Aleksandra Wójcik (ŁKS Commercecon);
Rozgrywające:
Joanna Wołosz (Imoco Volley Conegliano, Włochy), Julia Nowicka (BKS Profi Credit Bielsko-Biała), Marlena Pleśnierowicz (Chemik Police);
Libero:
Paulina Maj-Erwardt (BKS Profi Credit Bielsko-Biała), Maria Stenzel (Grot Budowlani).

 

Siatkarskie MŚ 2018: Kombinowanie się nie opłaca

Włosi podczas losowania grup trzeciej fazy mistrzostw świata zadbali, żeby nie trafić na zespoły USA, Rosji i Brazylii. Byli przekonani, że łatwiej im pójdzie w starciach z Serbami i Polakami. Ale już w środę ta kombinacja wyszła im bokiem.

 

Przed losowanie nawet nasi siatkarze prorokowali, że trafią do jednej grupy z Włochami i Serbami. Te przewidywania okazały się słuszne. Sama ceremonia wzbudziła kontrowersje już na samym początku. Przez pierwsze minuty nikt z obserwatorów nie potrafił się zorientować, na jakich zasadach drużyny zostają przydzielane do dwóch grup. Prowadzący losowanie kilkukrotnie wyjmowali i z powrotem wkładali do kulek kartki z nazwami zespołów. Nic dziwnego, że w komentarzach zarzucano później gospodarzom mistrzostw ustawienie losowania.

Włosi chcieli trafić do grupy z Polską i Serbią, bo z Rosjanami grali wcześniej i z nimi przegrali, a na Amerykanów nikt z uczestników turnieju nie chciał trafić, bo oni w tych mistrzostwach rozwalali wszystkich jak leci i do trzeciej fazy turnieju przeszli bez porażki. Zauważono, że najlepsze zespoły z drugich miejsc (Rosja i Serbia) zostały od razu przydzielone do grup. Dlaczego? Chodziło o to, żeby w losowaniu brały udział już tylko dwie, a nie trzy kulki. W dodatku kulki losowano ze szklanych, przezroczystych misek, a nazwy grup do kulek były wkładane na żywo, dzięki czemu znajdujący się przy stole przedstawiciel włoskiej federacji mógł bez problemu zapamiętać, w której kulce znajduje się która grupa. I zdaje się z tej możliwości bez żenady skorzystał.

Obecni na losowaniu dziennikarze dość szybko zorientowali się, że jest ono prowadzone nieuczciwie, dlatego poprosili Aleksandara Boricia, szefa Europejskiej Federacji Siatkówki, żeby na „sierotkę” wyciągającą kule z owych przezroczystych misek wybrać jakąś przypadkowe osoby z sali. W odpowiedzi usłyszeli, „byłoby to trudne”. Działacze światowej federacji nie zareagowali też na późniejsze negatywne komentarze na temat losowania, a w środę po meczu Włochy – Serbia cały zgiełk wokół tej sprawy ucichł.

Włosi przeliczyli się bowiem w swoich rachubach. W spotkaniu z Serbami nie rozpoczęli marszu po złoty medal, bo na oczach 12 tysięcy fanów ich siatkarze przerżnęli w kompromitującym stylu 0:3 (15:25, 20:25, 17:25). Tego samego dnia w drugiej grupie Rosjanie zmierzyli się ze skazywanymi powszechnie na pożarcie Brazylijczykami i chociaż prowadzili już z nimi w setach 2:0, ostatecznie przegrali mecz 2:3. Nic dziwnego, że te wyniki jeszcze bardziej rozpaliły emocje przed czwartkowymi spotkaniami.
Nasi siatkarze musieli stawić czoła nakręconym wygraną z Włochami Serbom, którzy jeszcze na dodatek pałali żądzą rewanżu za lanie 0:3, jakie Polacy sprawili im w poprzedniej rundzie. Ten „mecz prawdy”, który miał też dać odpowiedź na pytanie, co biało-czerwoni będą w stanie ugrać w Turynie, zakończył się po zamknięciu wydania, podobnie jak spotkanie Rosji z ekipą Stanów Zjednoczonych.

 

MŚ 2018 w siatkówce mężczyzn: A tak pięknie zaczęli

Nasi siatkarze przeszli przez I rundę mistrzostw świata jak burza, co zrodziło w kibicach wiarę, że bułgarsko-włoskim czempionacie będą w stanie obronić tytuł. Ale po porażkach z Argentyną i Francją już mało kto liczył, że pokonają Serbię i awansują do kolejnej fazy turnieju.

 

Biało-czerwoni pierwszą fazę bułgarsko-włoskiego czempionatu rozpoczęli od pięciu kolejnych zwycięstw i awansowali do drugiej fazy zmagań z kompletem punktów. W miniony piątek nasz sen o potędze rozwiał się jednak jak dym, bo podopieczni trenera Vitala Heynena niespodziewanie przegrali z Argentyną 2:3. A że Serbowie pokonali Francję, bezpieczna przewaga punktowa jaka mieli nad nimi biało-czerwoni mocno stopniała. W sobotę sytuacja naszej drużyny zrobiła się jeszcze gorsza, bo przegrali z Francuzami 1:3. Była to pierwsza porażka Polaków z trójkolorowymi w historii ich potyczek w mistrzostwach świata. W niedzielę biało-czerwonych czekała ostatnie starcie w tej fazie mistrzostw, z rozpędzoną reprezentacją Serbii. Nasi siatkarze wciąż jeszcze mogli wywalczyć awans z pierwszego miejsca, ale musieli ten mecz koniecznie wygrać za trzy punkty.
Nikt nie liczył, że Francuzi przegrają z Argentyńczykami, a tylko taki wynik dawał naszej drużynie awans z drugiego miejsca nawet w przypadku porażki z Serbami. Ekipa „Les Blues” rozwiała te nadzieje gromiąc „Albicelestes” i biało-czerwoni musieli jednak stanąć do walki „o wszystko”.

Eksperci nie dawali im większych szans. Pomijając fakt, że po dwóch porażka byli kompletnie rozbici psychicznie i na parkiecie wyglądali jak ostatnie siatkarskie łamagi, to na domiar złego z Serbami w ostatnich czterech latach nie mieli dobrego bilansu. Prawdę mówiąc, mieli ten bilans fatalny. W 2015 roku nasz zespół przegrał z nimi w turnieju finałowym Ligi Światowej 2:3, potem co prawda pokonał ich w eliminacjach do igrzysk 2016 roku, ale później przyszły dwie porażki w Lidze Światowej 2016, jedna w Memoriale Wagnera i na otwarcie mistrzostw Europy 2017 na Stadionie Narodowym (0:3).Po raz ostatni nasz zespół zmierzył się z ekipą Serbii w tegorocznej edycji Ligi Narodów i choć po wyrównanej walce, to jednak przegrał z nią 0:3 (23:25, 23:25, 23:25).

Po wygranych 3:2 z Francją i 3:0 z Argentyną Serbowie mieli już awans w kieszeni, więc na pokonaniu Polaków specjalnie im nie zależało, chociaż w przypadku wygranej mogli przejść do kolejnej fazy mistrzostw z pierwszego miejsca. Ale tedy wraz z nimi awansowaliby Francuzi, w tym momencie zespół znacznie bardziej konkurencyjny w walce o medale niż Polacy, co mogło zrodzić pokusę odpuszczenia meczu z biało-czerwonymi. Czy tak się stało nie wiemy, bo niedzielny mecz Polska – Serbia zakończył się po zamknięciu wydania. Wrócimy do niego w kolejnym numerze.