S*ał to kot, zrobiliśmy już dosyć

Czyli, jak prominenci Prawa i Sprawiedliwości rozumieją swą strategiczną misję w służbie dla Polski.
To, że PiS-owska, firmowana przez Mateusza Morawieckiego tzw. Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju jest propagandową lipą, wiadomo było od samego początku. Teraz ta wiedza zyskuje twarde podstawy, budowane dzięki raportom Najwyższej Izby Kontroli.
Dla porządku warto przypomnieć, że w tekście Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju wymieniono 12 projektów, określonych jako flagowe. NIK podkreśla, że kontrola wykonania projektów flagowych została podjęta na skutek licznych informacji wskazujących na nieprawidłowości w ich realizacji, w tym opóźnienia czy wręcz zaniechania działań. „Analiza wykazała liczne ryzyka w obszarze planowania działań, realizacji, zarządzania poszczególnymi projektami flagowymi, zapewnienia finansowania podjętych projektów” – stwierdza Izba.
NIK zauważa, że główną przyczyną nieskuteczności podjętych dotychczas działań było nierzetelne ich przygotowanie. „Nie określono potrzeb oraz celów i wskaźników realizacji programów flagowych, nie ustalono także harmonogramów i budżetów. Nie dokonano analizy ryzyka i przewidywanych skutków, w tym proponowanego sposobu reakcji na ryzyko” – czytamy w raporcie. Nie było ani zatwierdzonych planów, ani mechanizmów zapobiegania zagrożeniom.
Czyli, podjęte działania (o ile można tu w ogóle użyć słowa: „działania”) miały wyłącznie charakter propagandowy, taki jak słynne już, uroczyste położenie cztery lata temu rzekomej stępki pod prom dalekomorski w Szczecinie, też stanowiący jeden z programów flagowych „strategii”. Śmieszy dziś, gdy cytuje się ówczesne wystąpienia prominentów PiS, wygłoszone z okazji położenia tej niby-stępki pod prom widmo.
Andrzej Duda: „To początek przedsięwzięcia o istotnym znaczeniu gospodarczym”.
Mateusz Morawiecki: „Stworzymy popyt na statki, może też na okręty, które będą tutaj budowane. Jest to dla nas kluczowa część całej wielkiej strategii reindustrializacji Polski. Batory znów wypływa na szerokie wody”.
Beata Szydło: „Wykonujemy kolejny krok na drodze do odbudowy polskiego przemysłu stoczniowego i polskiej pozycji na Bałtyku. To pierwszy statek, który po 8-letniej przerwie opuści dawną Stocznię Szczecińską” (dodajmy, że nie opuścił jej i nie opuści).
Joachim Brudziński: „Na całym europejskim rynku stoczniowym nie ma drugich takich specjalistów i takich mistrzów, jak wy. Politycy już zrobili, to co mieli zrobić. Czas politycznego gadania już za nami. A teraz wszystko zostawiamy w państwa rękach”.
Jeszcze w 2019 r., z okazji drugiej rocznicy położenia rzekomej stępki pod prom, Marek Gróbarczyk, ówczesny minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, żartował: „Prace przy budowie promu idą do przodu”.
Później jednak już nikomu nie było do żartów. Zaczęła się agresja i oskarżenia.
Teraz Joachim Brudziński oświadcza: „Oczekiwanie, że będę przepraszał i tłumaczył się hołocie i popaprańcom, którzy najpierw »zaorali« nasze stocznie a dziś ironizują i martwią się o rynek promowy i stoczniowców jest czymś zdumiewającym. Nie mam zamiaru przepraszać za swe zaangażowanie i wiarę, ze w Szczecinie jest możliwa odbudowa potencjału stoczniowego. Mam się tłumaczyć, ze od 2015 roku robię co tylko w mojej mocy aby stworzyć warunki umożliwiające odbudowę tego co ci popaprańcy zniszczyli?”.
Co do formy tej wypowiedzi Joachima Brudzińskiego, to jest ona dobitnym przykładem tego, jak Prawo i Sprawiedliwość rozumie kulturę polityczną i walkę z mową nienawiści. Natomiast co do treści, wydaje się, że tym razem Joachimowi Brudzińskiemu można uwierzyć. Zapewne rzeczywiście zrobił on wszystko co w jego mocy. I to jest właśnie problem – że jego możliwości okazały się aż tak nikłe.
Słusznie też Joachim Brudziński zapewnia, że nie będzie przepraszać za swe zaangażowanie i wiarę. Oczywiście, że tak! Wystarczy, jeśli przeprosi za swoją nieskuteczność – choć i tego nie zamierza robić.
Wypowiedź Joachima Brudzińskiego nie spotkała się z przychylnością w środowisku PiS. Można było bowiem odnieść wrażenie, że czepia się swoich, kala własne gniazdo i ma pretensje do PiS-owskiej wszak ekipy, która miała wybudować ów prom. Dlatego dobitnie odpowiedziała mu Małgorzata Jacyna -Witt, przewodnicząca rady nadzorczej Stoczni Szczecińskiej, radna i szefowa klubu PiS w sejmiku zachodniopomorskim: „Zrobiliśmy w Polsce bardzo dużo. S*ał kot tę stępkę”. To ważne słowa pani przewodniczącej, niejako emblematyczne dla całej ekipy rządzącej. Pokazują one bowiem jak Prawo i Sprawiedliwość rozumie swą misję w służbie dla kraju. Otóż, misja ta polega na podkreślaniu, jak dużo PiS już zrobiło dla Polski i Polaków. Gdyby zaś ktoś oczekiwał konkretów, to należy mu odpowiedzieć, że s*ał to kot.
Wydaje się, że te trzy słowa pani przewodniczącej Małgorzaty Jacyny-Witt można też odnieść do oceny całej Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju, formułowanej w łonie Prawa i Sprawiedliwości: S*ał ją kot, my idziemy do przodu i mnożymy kolejne obietnice. Nie ma co odwracać się za siebie. Zrozumiałe zatem, że prominentom PiS bardzo nie podoba się działalność Najwyższej Izby Kontroli, która właśnie odwraca się za siebie i ma czelność krytykować swoich. NIK nie zostawia zaś suchej nitki na Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju. Stwierdza, że nie było skutecznej współpracy i koordynacji działań pomiędzy wszystkimi podmiotami zaangażowanymi w dany program flagowy. Wady w zarządzaniu programami stanowiły istotną barierę w realizacji celów SOR. Dotychczas nie udało się zrealizować zamierzenia przyjętego w strategii, by wzmocnić zdolności państwa do określania i realizacji celów oraz procesów rozwojowych. Sposób działania administracji nie został uporządkowany i skoncentrowany wokół wspólnych celów. Poszczególni ministrowie skupiali się jedynie na wąsko rozumianych zadaniach własnych, bez angażowania się w tworzenie warunków skutecznej realizacji wspólnych celów administracji rządowej. To nie wszystko. NIK podkreśla też, że w żadnym z programów flagowych nie zapewniono środków niezbędnych do ich realizacji. Nie opracowano budżetu ani nie wskazano i nie zabezpieczono źródeł sfinansowania. Ministrowie, przewodnicząc poszczególnym komitetom sterującym (odrębnym dla każdego programu, o ile je w ogóle powołano) i będąc odpowiedzialnymi za nadzór nad realizacją programów, nie wykonali nałożonych na nich zadań. Nie zapewnili prawidłowej organizacji prac komitetów sterujących, nie ustalili planu działań. Zaniechali też zwoływania komitetów sterujących z częstotliwością wymaganą choćby z potrzeby rozwiązywania krytycznych problemów występujących w realizacji programów flagowych. Na tym ponurym tle jasnym ewenementem jest program flagowy Polskie Meble. W jego przypadku, objęcie przez Polskę pozycji lidera w eksporcie mebli w Europie w 2019 r. oznaczało osiągnięcie celu nawet rok wcześniej niż zakładano. Co do wielu innych programów flagowych, to trudno nawet ocenić, czy w ogóle coś zrobiono. Nie było bowiem możliwe dokonywanie rzetelnych ocen stopnia realizacji projektów flagowych, nie zapewniono właściwych narzędzi weryfikacji, kontroli i oceny informacji przedkładanych przez podmioty odpowiedzialne za realizację projektów – a tym samym, nie było właściwej koordynacji procesów realizacyjnych. Nie opracowano mierników osiągania kolejnych etapów ani końcowych celów poszczególnych projektów. System monitorowania tych projektów, jeśli zaś był, to był nierzetelny. „Nie zapewniał pełnej i wiarygodnej wiedzy o stanie zaawansowania poszczególnych programów. Nie był też skutecznym narzędziem sygnalizowania o występujących ryzykach” – stwierdza NIK. No oczywiście, że nie zapewniał pełnej i wiarygodnej wiedzy! Przecież właśnie o to chodziło, by nikt się nie dowiedział, że Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju to jedynie produkt propagandowy. Co na to wszystko PiS-owska ekipa rządząca? Odpowiedź zapewne będzie jedna: S*ał to kot, my zrobiliśmy już dosyć.

Los opowieści premiera Morawieckiego

Szczęśliwie dla polskiej gospodarki, rząd PiS bynajmniej nie palił się do bardziej stanowczego wprowadzania swoich „programów rozwojowych” w życie.
Które z założeń „Planu Morawieckiego” udało się zrealizować przez ostatnie pięć lat? Przypomnijmy, że 16 lutego 2016 roku Rada Ministrów przyjęła uchwałę „Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”.
Tego samego dnia ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki przedstawił swoją słynną prezentację tego planu. We wprowadzeniu premier Beata Szydło zapowiedziała: „Chcemy, ażeby ten program budował naszą gospodarczą potęgę w następnych latach”. Niecały rok później Rada Ministrów przyjęła, będącą rozwinięciem planu, „Strategię na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”.
W prezentacji Morawieckiego można byo wyróżnić trzy główne elementy – wskazuje Forum Obywatelskiego Rozwoju: diagnozę stanu gospodarki; opis planowanych projektów inwestycyjnych; listę ogólnogospodarczych celów i mierzalnych wskaźników, według których należało realizację tych celów oceniać.
Stawiając diagnozę, Morawiecki wskazał na pięć „pułapek rozwojowych”, w które Polska rzekomo wpadła, mieszając przy tym faktyczne problemy (np. zmienność prawa, spadek liczby Polaków w wieku produkcyjnym) z wyimaginowanymi (np. duża obecność inwestycji zagranicznych w Polsce przy pominięciu płynących z nich korzyści).
Morawiecki zidentyfikował „stan gospodarczy jako bardzo trudny”, co według FOR jest zdumiewające, jeśli wziąć pod uwagę fakt nieprzerwanego i wysokiego wzrostu gospodarczego w Polsce od 1992 roku. Jednak wydaje się, że tego rodzaju fałszywa diagnoza była konieczna do uzasadnienia zmiany „paradygmatu gospodarczego” na bardziej etatystyczny, zakładający umocnienie panowania władz administracyjnych nad gospodarką.
W chwili obecnej niektóre projekty znalazły się we wstępnej fazie realizacji: w ramach programu „Batory” Morawiecki w czerwcu 2017 roku położył tzw. stępkę, która rdzewieje do dziś. Z kolei dokonana przez Polski Fundusz Rozwoju nacjonalizacja znajdującej się na skraju bankructwa Pesy ma służyć prawdopodobnie wykonaniu „Luxtorpedy 2.0”, programu wedle którego w Polsce miałyby jakoby jeździć tzw. innowacyjne pociągi.
Zdaniem FOR, szczęśliwie dla polskiej gospodarki rząd nie zdecydował się na bardziej stanowcze wprowadzanie swoich „programów rozwojowych” w życie.
Premier Morawiecki wymienił też ogólnogospodarcze cele na 2020 rok, jakim ma jego plan służyć, oraz wskaźniki, według których należy realizację tych celów oceniać, rozdzielając dziewięć wskaźników pomiędzy pięć filarów („reindustrializacja”, „rozwój innowacyjnych firm”; „kapitał dla rozwoju”, „ekspansja zagraniczna” oraz „rozwój społeczny i regionalny”).
Cele wyznaczono na 2020 rok, ale można – rzecz jasna – podnosić, że szyki rządowi pokrzyżowała pandemia. Mimo że w miarę dostępności prezentujemy też dane za 2020 rok, podstawą naszej oceny będzie koniec 2019 roku. Aby uniknąć zarzutów o stronniczość, w tej prezentacji porównujemy wszystkie wybrane przez Morawieckiego cele z ich realizacją. Jednocześnie, dążąc do tego, by ewaluacja była pełniejsza, na koniec porównujemy dynamikę wskaźników z analogicznym czteroletnim okresem przed dojściem PiS do władzy, gdy rządziła koalicja PO-PSL – podkreśla FOR.
Okazuje się, że z dziewięciu celów osiągnięte zostały tylko dwa: eksport wzrósł bardziej niż PKB (co było jednak tylko kontynuacją trendu obecnego od początków transformacji); zasięg ubóstwa względnego (nie skrajnego) spadł, osiągając poziom poniżej 15,5 proc. (stało się to jednak już w 2015 roku).
Różne cele z pierwotnego planu Morawieckiego były później wielokrotnie modyfikowane, ale rząd PiS nigdy nie przedstawił ocen stopnia ich realizacji. Postawionych celów w większości obszarów nie udałoby się osiągnąć, nawet gdyby nie wybuchła pandemia. Jednak rząd zamiast przedstawić podsumowanie wykonania planu Morawieckiego, zapowiedział kolejny „wielki plan” o chwytliwej nazwie – „Nowy Polski Ład”.

Czy staniemy się społeczeństwem starców?

To, że ktoś dożył podeszłego wieku, nie stanowi już dowodu jego rozsądku i posiadania wiedzy, z której warto korzystać.

W Polsce jest około 38,5 mln mieszkańców. Ponad 9 mln z nich stanowią osoby w wieku 60 lat i więcej. Rosnący odsetek seniorów to wynik trwającego procesu starzenia się ludności Polski, który nie jest już zakłócany tragediami wojennymi (znika charakterystyczna choinka, będąca dotychczas odzwierciedleniem sytuacji demograficznej naszego kraju).
Do tego dochodzi korzystne zjawisko jakim było wydłużanie się czasu trwania życia. Niestety, trzeba już o tym mówić w czasie przeszłym, bo pod rządami Prawa i Sprawiedliwości długość życia w Polsce zaczęła się skracać.
Starzenie się Polaków jest pogłębiane nieskutecznością rządowego programu Rodzina 500 plus, który nie zapobiegł niskiemu poziomowi dzietności.

Będzie nas coraz mniej

W sumie, mamy pogarszającą się sytuację demograficzną, która oznacza coraz niższe emerytury – i stawia przed rządzącymi Polską rosnące wyzwania, związane z działaniami na rzecz aktywnego oraz w miarę zdrowego starzenia się.
Rządy PiS doprowadziły do tego, że dziś Polska należy do ścisłej czołówki europejskich krajów, w których kryzys demograficzny występuje w największym stopniu.
Według prognozy Głównego Urzędu Statystycznego, do 2050 r. liczba ludności naszego kraju zmniejszy się o 4,5 mln, natomiast populacja osób w wieku 60 lat i więcej wzrośnie do 13,7 mln – co oznacza, że będzie stanowić ponad 40 proc. ogółu społeczeństwa.
Takie społeczeństwo starców nie będzie zdolne do zapewnienia dynamicznego rozwoju i postępu cywilizacyjnego kraju.
Minęły już bowiem czasy, w których to, że ktoś dożył podeszłego wieku, stanowiło dowód na jego rozum i bagaż doświadczeń, z których należy korzystać. Dziś to dziadkowie muszą – o ile jeszcze nie są na to zbyt niedołężni – korzystać z wiedzy i doświadczeń swoich wnuków. Słuszny wiek nie jest zaś dowodem posiadania jakichkolwiek pożądanych cech umysłu czy charakteru.
Starym ludziom państwo powinno jednak zagwarantować w miarę godne warunki spędzenia tzw. jesieni życia – zwłaszcza, jeśli nie mają chętnych rodzin, które mogłyby się tym zająć. Dlatego wymyślono u nas rządowy program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych, realizowany od 2012 r. Od tego czasu z programu skorzystało ponad 850 tys. polskich seniorów. Budżet programu w latach 2012-2013 wynosił 60 mln zł, a w latach 2014-2020 ma to być 280 mln zł (40 mln zł rocznie).
Problem jednak w tym, że program ASOS stworzono jeszcze za rządów Platformy Obywatelskiej, więc obecna ekipa nie ma ochoty go realizować – ale sama nie potrafi wymyślić niczego innego.
Dlatego też Najwyższa Izba Kontroli, mimo, że już została przejęta przez PiS, musiała stwierdzić jednoznacznie: „Skuteczność Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych, rozumiana, jako osiągnięcie trwałych efektów w odniesieniu do założonego celu głównego – poprawy jakości i poziomu życia osób starszych dla godnego starzenia się poprzez aktywność społeczną – była niska”.

Aktywność, ale bierna

Ten cel główny – czyli „Poprawa jakości i poziomu życia osób starszych, dla godnego starzenia się poprzez aktywność społeczną” – mógł zostać wytyczony dzięki temu, że Polska, gdy jeszcze nie działała na rzecz osłabiania Unii Europejskiej, została włączona do unijnych strategii Rozwoju Kraju, Rozwoju Kapitału Ludzkiego, Rozwoju Kapitału Społecznego oraz Wspierania Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
W programie ASOS chodzi o to, aby włączyć sektor organizacji pozarządowych do działań służących aktywności społecznej seniorów. Priorytety, to nadrobienie niedostatków edukacyjnych osób starszych, nawiązywanie przez nie kontaktów wewnątrz – i międzypokoleniową, ich udział w życiu publicznym oraz rozwój usług społecznych dla osób starszych.
Jak dotychczas, w ramach programu Aktywności Społecznej Osób Starszych, seniorzy najczęściej uczestniczyli w projektach związanych z profilaktyką zdrowotną (porady zdrowotne, dietetyka, medycyna – w tym naturalna), zajęciami sportowymi i turystycznymi (basen, nordic walking, wycieczki) oraz zajęciami w obszarze kultury i sztuki (uniwersytety trzeciego wieku, rękodzieło, malarstwo, występy artystyczne, wyjścia do kina i teatru). Ważnym niestety, lecz pozaprogramowym elementem partycypacji seniorów, jest też ich udział w pokazach, połączonych z namawianiem ich do zakupów rozmaitego badziewia.
NIK stwierdza, że tylko ok. 25 – 30 proc. zbadanych projektów z programu ASOS ukierunkowanych było na pobudzenie czynnej aktywności seniorów i osiągnięcie trwałych efektów, wymagających stałych i regularnych działań.
Najczęściej realizowano zaś (w ponad 60 proc. przypadków) projekty obejmujące tzw. „aktywność bierną”, oznaczającą krótkotrwałe, jednorazowe działania. Polegają one głównie na konsumpcji różnorodnych usług – np. wyjścia do kina, teatru, na wystawy, wycieczki, zajęcia sportowe, czy szkolenia z nowych technologii. W ocenie NIK, działania takie są wprawdzie potrzebne, zwłaszcza w ramach realizacji różnych projektów lokalnych, nie powinny jednak być dominujące.
Jak pokazują wyniki badania ankietowego przeprowadzonego przez NIK, najczęściej uczestnikami działań w ramach programu ASOS były kobiety (73,5 proc.) i osoby mieszkające w miastach (69,5 proc.), a średnia wieku osób w nim uczestniczących wyniosła 67 lat. Podważa to samą główną ideę aktywizacji osób starszych w Polsce, skoro z programu korzystają przede wszystkim ludzie, będący jeszcze w okresie niemal pełnej aktywności zawodowej i społecznej. Tymczasem chodzić powinno o to, aby zapobiec wykluczeniu osób, które już nie mają okazji do kontaktów związanych z wykonywaną pracą, a ich krąg towarzyski się kurczy.
Konkretnie, to polscy seniorzy brali głównie udział w wycieczkach jedno i kilkudniowych (ok. 41 proc.), w spotkaniach z ekspertami (ok. 36 proc.), w akcjach promujących zdrowy styl życia (32 proc.) oraz kursach posługiwania się nowymi technologiami (ok. 31 proc).
Czego natomiast oczekiwali seniorzy? Otóż tego, że udział w projektach pozwoli im na poszerzenie wiedzy i umiejętności (ok. 67 proc.), przebywanie wśród ludzi (ok. 51 proc.), oraz na miłe spędzenie czasu (ok 44 proc.) – niekoniecznie w gronie rówieśników.

A jednak się podobało

Po zakończeniu projektów, 65,5 proc. uczestników programu ASOS zadeklarowało, że ich oczekiwania zostały spełnione całkowicie lub nawet powyżej tego, czego się spodziewali. Organizację zajęć za bardzo dobrą lub dobrą uznało niemal 84 proc. ich uczestników.
Seniorzy należą generalnie do osób kulturalnych i mało narzekających – więc mimo tych pozytywnych opinii, Najwyższa Izba Kontroli ocenia, że cel główny – „poprawa jakości i poziomu życia osób starszych dla godnego starzenia się poprzez aktywność społeczną” – nie został osiągnięty.
Zdaniem NIK niska skuteczność programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych wynikała głównie z tego, że jego założenia opracowano na podstawie częściowo nieaktualnych danych i nie poprzedzono ich bezpośrednimi badaniami potrzeb osób starszych, co utrudniło właściwe zaprojektowanie kierunków działań. Diagnozy organizacji pozarządowych nie zawierały rzetelnego rozpoznania zarówno liczby jak i sytuacji osób starszych, do których miały być kierowane działania Programu ASOS.
Nie bardzo wiadomo, jak NIK doszła do tych wniosków, skoro w opinii samych seniorów, działania w których uczestniczyli zaspokajały ich potrzeby. Izba zwraca też jednak uwagę na to, że popełniono błędy w zarządzaniu.
Błędy polegały zwłaszcza na nieprzestrzeganiu odpowiedniego procentowego podziału środków, nieterminowym zawieraniu i rozliczaniu umów, braku możliwości porównania nakładów i efektów – a tym samym, wyboru w konkursach najbardziej efektywnych projektów. Czyli tradycyjnie, jak to w Polsce dzieje się z realizacją wszelkich programów.