Puchar dla Cracovii

W rozegranym w miniony piątek w Lublinie finale Pucharu Polski Cracovia pokonała po dogrywce 3:2 broniącą trofeum Lechię Gdańsk i po raz pierwszy w historii zdobyła ten puchar. Zwycięskiego gola dla „Pasów” strzelił w 118. minucie wychowanek klubu Mateusz Wdowiak, jeden z trzech ledwie polskich piłkarzy wystawionych do gry przez krakowski klub.

Rozegrany w piątek 24 lipca na Arenie Lublin finałowy mecz o Puchar Polski był typowym piłkarskim widowiskiem w czasie pandemii koronawirusa, które na mogącym pomieścić ponad 15 tysięcy widzów stadionie obejrzało zaledwie 3700 widzów. Czuwający nad bezpieczeństwem imprezy funkcjonariusze z pionów prewencji, ruchu drogowego i operacyjnego mieli jednak mnóstwo pracy. W akcji użyto nawet śmigłowca. „Policjanci zabezpieczyli w skontrolowanych prywatnych pojazdach karczowniki, race, petardę hukową, pojemniki z gazem pieprzowym, pistolet pneumatyczny na metalowe kulki, nóż, trzonek od kilofa. Ponadto na autostradzie zatrzymany został 26-latek, który przewoził dostawczym samochodem ponad 60 rac, ponad 70 petard, karczownik, pałkę teleskopową, megafon i pojemnik z gazem pieprzowy” – podała w komunikacie lubelska komenda policji. Mimo to w trakcie meczu Cracovii z Lechią doszło do kilku incydentów, m.in. odpalenie rac przez kibiców, w sumie jednak impreza odbyła się w bezpiecznych dla wszystkich uczestników warunkach.
W przeniesionym z powodu pandemii koronawirusa z Warszawy do Lublina finale Pucharu Polski wystąpiło w sumie 30 piłkarzy, ale w tej grupie było tylko 11 Polaków. Co ciekawe, w należącej do niemieckiego właściciela Lechii zagrało ośmiu polskich graczy, natomiast w należącej do polskiego właściciela Cracovii, Janusza Filipiaka, jedynie trzech. To dzieło trenera ekipy „Pasów” Michała Probierza. W rozgrywkach ekstraklasy ten jego projekt kompletnie się nie sprawdził i krakowski zespół zakończył sezon dopiero na siódmym miejscu. Lechia w ekstraklasie uplasowała się na czwartej pozycji zdobywając o trzy punkty więcej od Cracovii, lecz w sezonie przegrała z nią wszystkie trzy ligowe potyczki. Ale w piątek do przerwy to gracze gdańskiej drużyny rządzili na boisku Areny Lublin spychając zespół „Pasów” do rozpaczliwej momentami obrony i na przerwę schodzili w prowadzeniem 1:0 po golu Omrana Haydary’ego w 21. minucie.
Trener Probierz musiał jednak w przerwie przypomnieć swoim podopiecznym, że prezes i właściciel klubu Janusz Filipiak obiecał za zdobycie Pucharu Polski wyrównanie obciętych w czasie zawieszenia rozgrywek o połowę zarobków. Poskutkowało, bo po zmianie stron Cracovia zaczęła przeważać i w 65. minucie doprowadziła do wyrównania, a na dodatek od 79.minuty grała w przewadze po czerwonej kartce dla Mario Maloczy. Mimo to Lechia zdołała jeszcze w 85. minucie objąć prowadzenie po golu Patryka Lipskiego, lecz tego dnia było to już wszystko, co zdołali z siebie wycisnąć podopieczni trenera Piotra Stokowca. Po wyrównującej bramce zdobytej w 88. minucie przez krakowian było już jasne, że w lechiści w dogrywce będą „umierać” i jedyną szansą dla nich na zwycięstwo będą rzuty karne. Ale w 118. minucie kolejną akcję ofensywną lewego obrońcy „Pasów” 21-letniego Kamila Pestki, nawiasem mówiąc uznanego za najlepszego gracza meczu, na zwycięską bramkę zamienił wychowanek klubu 23-letni Mateusz Wdowiak.
Po meczu trener Probierz pochwalił się, że zdobycie Pucharu Polski, dla Cracovii pierwszego, ale dla niego osobiście już drugiego w karierze, zamierza uczcić szklaneczką whisky i wypaleniem drogiego cygara. Może kontemplując sukces pojmie przy okazji, że zapychanie kadry Cracovii cudzoziemcami to nie jest dobry pomysł na zbudowanie potęgi zdolnej do walki o najwyższe laury w ekstraklasie, ale przede wszystkim w europejskich pucharach.

Cracovia i Lechia powalczą w Lublinie o Puchar Polski

Lechia Gdańsk i Cracovia w piątek 24 lipca zagrają w Lublinie finałowy mecz o Puchar Polski. Gdańszczanie będą bronić zdobytego przed rokiem trofeum, natomiast dla ekipy „Pasów” to dopiero pierwszy występ w finale tych rozgrywek. Chociaż zespół Cracovii wygrał pięć ostatnich meczów z Lechią, w tym trzy w zakończonym niedawno sezonie ligowym, szanse obu zespołów na zdobycie pucharu oceniane są po równo.

Cracovia tylko dwa razy – w 1962 i 2007 roku dotarła do półfinału tych rozgrywek. Dlatego w klubie mają świadomość historycznej chwili, zwłaszcza że w Lublinie „Pasy” mogą wywalczyć pierwsze trofeum od 1948 roku, gdy po raz ostatni zostały mistrzem Polski. Zapotrzebowanie na sukces zgłasza zwłaszcza prezes krakowskiego klubu Janusz Filipiak, który jest także właścicielem Cracovii od 2003 roku i jak na razie nie zdobył z nim żadnego trofeum. Dlatego, żeby maksymalnie zmobilizować swoich piłkarzy, obiecał im, że jeśli zdobędą Puchar Polski, wyrówna im obcięte z powodu pandemii o 50 procent wynagrodzenia.
Trener Cracovii Michał Probierz ma już w dorobku jeden triumf w Pucharze Polski – w 2010 roku prowadzona przez niego Jagiellonia Białystok pokonała w finale Pogoń Szczecin 1:0. „Na takie mecze się czeka, czasem całą karierę. Mam nadzieję, że stworzymy ciekawe widowisko. Z drugiej strony nie można też się dać zwariować. Do tego spotkania przygotowujemy się jak do każdego innego” – zapewniał Probierz.
Lechia wydaję się być idealnym rywalem dla Cracovii, która wygrała cztery ostatnie spotkania ekstraklasy z ekipą Piotra Stokowca, w tym dwa rozegrane w tym sezonie w Gdańsku – 3:1 i 3:0. „Wyniki potwierdzają tezę, że Cracovia ma w starciach z nami dobrą passę. Ale nic nie trwa wiecznie, a w ligowej tabeli to my jesteśmy wyżej. Poza tym Lechia przez lata notowała słabe rezultaty w Poznaniu, aż w końcu się przełamała i w pucharowym meczu na wyjeździe jednak wyeliminowaliśmy poznański zespół. W lidze od dawna nie możemy wygrać z Zagłębiem Lubin, a w Pucharze Polski okazaliśmy się jednak lepsi. Z porażek z Cracovią też wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski, ale czy właściwe, przekonamy się w piątek po ostatnim gwizdku arbitra” – stwierdził z kolei trener gdańskiej drużynu Piotr Stokowiec.
Zawodnicy Lechii na pewno mają w Pucharze Polski znacznie większe doświadczenie od graczy Cracovii – przed rokiem triumfowali w tych rozgrywkach, a teraz znowu dotarli do finału. Wielka szkoda, że finał nie odbędzie się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Z powodu pandemii PZPN przeniósł mecz na nowoczesny, ale znacznie mniejszy stadion Arena w Lublinie.
Piątkowy finał sędziować będzie Paweł Raczkowski z Warszawy. Początek meczu o godz. 20:00. Triumfator zapewni sobie występy w eliminacjach Ligi Europy, a także w sierpniowym spotkaniu o Superpuchar Polski, w którym zmierzy się z mistrzem kraju – Legią Warszawa.