W drużynie Polacy znów byli najlepsi

Reprezentacja Polski w składzie Piotr Żyła, Jakub Wolny, Kamil Stoch i Dawid Kubacki wygrała drużynowe zawody Pucharu Świata w Klingenthal. Już na półmetku konkursu biało-czerwoni uzyskali wyraźną przewagę nad drugimi Austriakom i trzecią na podium zawodów ekipą Japonii. To pierwszy triumf naszych skoczków w obecnym sezonie, a siódmy w historii.

Skocznia w Klingenthal najwyraźniej sprzyja naszym skoczkom. To tutaj w 2016 roku biało-czerwoni zwyciężyli po raz pierwszy w historii w rywalizacji drużynowej. Był to ich pierwszy sezon pod wodzą wodzą trenera Stefana Horngachera. Polski zespół tworzyli wówczas Piotr Żyła, Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Maciej Kot. W tegorocznej edycji konkursu, który wrócił do cyklu Pucharu Świata w po trzyletniej przerwie, w składzie tego kwartetu zabrakło jedynie Kota, którego zastąpił Jakub Wolny. W tym sezonie był to dopiero drugi konkurs drużynowy – wcześniejszy rozegrano w Wiśle w pierwszych zawodach obecnego sezonu. Nasi skoczkowie zajęli w nim trzecie miejsce. Triumfowali Austriacy przed Norwegami.

W Klingenthal do rywalizacji przystąpiło dziewięć reprezentacji: Rosji, Finlandii, Szwajcarii, Niemiec, Japonii, Polski, Słowenii, Norwegii i Austrii. Wiejący wiatr utrudniał rywalizację, ale tym razem sprzyjał naszym zawodnikom. Skaczący jako pierwszy w naszej drużynie Piotr Żyła poszybował na fantastyczną odległość 145 m, tylko o 1,5 m gorzej od rekordu skoczni, ale Philipp Aschenwald skoczył 144,5 m z niższej belki startowej i dzięki temu Austriacy objęli prowadzenie. Żyła wypracował jednak ponad 20 punktów przewagi nad trzecią Słowenią. Startujący jako drugi Jakub Wolny zaliczył 136 m i był lepszy o 4,5 m od Gregora Schlierenzauera, a zatem po doszło do zmiany lidera i na prowadzenie wyszli biało-czerwoni, którzy nie oddali go już do końca zawodów. Kamil Stoch uzyskał odległość 126 m, a skaczący jako ostatni Dawid Kubacki pofrunął przy niezbyt korzystnym wietrze 133,5 m. Po pierwszej serii z rywalizacji odpadli Finowie.

W drugiej serii Polacy nadal trzymali wysoki poziom. Co prawda Żyła zaliczył tylko 127 m, bo trafił na fatalne warunki, lecz Wolny skoczył 130 m i znów był lepszy od startującego w jego grupie Schlerenzauera (124,5 m). Przed skokami dwóch ostatnich grup zawodników Austriacy tracili do polskiej drużyny 24 punkty, a trzecia Norwegia już ponad 42. Stoch w drugiej próbie powtórzył wynik z pierwszej – 126 m, ale Kubacki skokiem na odległość 137 m przypieczętował zwycięstwo biało-czerwonych.
Rzutem na taśmę na najniższy stopień podium wskoczyli Japończycy, którzy po skoku Ryoyu Kobayashiego wyprzedzili Norwegów. Drugie miejsce Austriakom zapewnił Kraft uzyskując 133,5 m. Reprezentacja Polski zdobyła 968,7 punktów i wyprzedziła drugą Austrię o 25 punktów. Dalsze miejsca zajęli Japończycy, Norwegowie, Słoweńcy, Niemcy, Szwajcarzy i Rosjanie. Indywidualnie najlepszy był Japończyk Ryoyu Kobayashi, który zdobył aż 270,1 pkt. Tuż za jego plecami znalazł się Dawid Kubacki (254,2 pkt), który był lepszy od Philippa Aschenwalda o 0,6 pkt. Piotr Żyła zajął czwarte miejsce, Jakub Wolny siódme, a Kamil Stoch 13.

Triumf w Klingenthal był siódmym zwycięstwem polskiej ekipy w historii konkursów drużynowych Pucharu Świata. Ponadto biało-czerwoni mają na koncie po dziesięć drugich i trzecich miejsc. Na podium nasi skoczkowie stanęli po raz pierwszy w Villach w Austrii w 2001 roku, zajmując trzecią lokatę. Niedzielny konkurs indywidualny zakończył się po zamknięciu wydania.

Zwycięstwa drużynowe Polaków:
3 grudnia 2016, Klingenthal (Niemcy) – Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Maciej Kot, Kamil Stoch; 28 stycznia 2017, Willingen (Niemcy) – Żyła, Kubacki, Kot, Stoch; 27 stycznia 2018, Zakopane – Kot, Stefan Hula, Kubacki, Stoch; 17 listopada 2018, Wisła – Żyła, Wolny, Kubacki, Stoch; 15 lutego 2019, Willingen (Niemcy) – Żyła, Wolny, Kubacki, Stoch; 23 marca 2019, Planica (Słowenia) – Wolny, Stoch, Kubacki, Żyła; 14 grudnia 2019, Klingenthal (Niemcy) – Żyła, Wolny Stoch, Kubacki.

 

Kończy się era Waltera Hofera

Rywalizację w tegorocznej edycji Letniej Grand Prix niespodziewanie wygrał Rosjanin Jewgienij Klimow, ale większą sensację wywołało oświadczenie dyrektora Pucharu Świata w skokach narciarskich Waltera Hofera, że za dwa lata odejdzie na emeryturę.

 

Austriak pełni funkcję dyrektora Pucharu Świata w skokach narciarskich nieprzerwanie od 1992 roku, ale jego dyktatorskie niekiedy rządy wkrótce przejdą do historii. „Sezon 2019-2020 będzie moim ostatnim w roli dyrektora Pucharu Świata. Nie jest to jednak moja decyzja, lecz kolej rzeczy uwarunkowana moim wiekiem. Ostatni sezon mojej przygody może być niesamowity, więc nie zamierzam się poddawać” – oznajmił w rozmowie z portalem skijumping.pl Walter Hofer i jego deklaracja natychmiast wywołała falę komentarzy. Różnych, bo nie wszystkim jego trwające od 26 lat rządy się podobają. Jedni chwalą austriackiego działacza za to, że dostosował skoki narciarskie do oczekiwań telewizyjnych nadawców i przeforsował wprowadzenie przeliczników za wiatr, inni mają mu za złe liczne manipulacje podczas konkursów, które niejednokrotnie wypaczały przebieg rywalizacji.

Hofer na odchodnym zamierza jednak jeszcze sporo w skokach narciarskich zmienić. Podczas ostatniej konferencji Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) w Zurychu przedstawił propozycję kalendarza na kolejny sezon Pucharu Świata oraz ujawnił plany na edycję 2019-2020. Jego propozycje oznaczają dla zawodników konieczność odbywania jeszcze dalszych podróży, bo w sezonie zimowym 2019-2020 roku czekają ich po kolei starty w Japonii (Sapporo), Turcji (Erzurum) i Stanach Zjednoczonych (prawdopodobnie będzie to Iron Mountain, które od lat organizuje cieszące się sporym zainteresowaniem miejscowych kibiców zawody Pucharu Kontynentalnego).

Do tej pory działacze FIS wzbraniali się przed lokalizowaniem turniejów Pucharu Świata poza Europą, ale pod naciskiem Hofera zaczynają zmieniać podejście. Na razie to tylko luźne sugestie, ale szykujący się do organizacji zimowych igrzysk Chińczycy też chcieliby w przyszłości gościć zawody Pucharu Świata, a skoro chcą oni, to zapewne ofertę złoży też Korea Południowa, dysponująca przecież nowoczesnymi obiektami po tegorocznych igrzyskach w Pjongczangu.

Większe niż do tej pory zaangażowanie tych krajów w skoki narciarskie z pewnością może wnieść do tej dyscypliny sportu jeszcze większe pieniądze i zwiększyć zainteresowanie nią w mediach. Wobec tych oczywistych korzyści jakikolwiek opór nie ma szans.

Te cele będzie jednak realizował już ktoś inny. Niewykluczone, że po odejściu Hofera na emeryturę w FIS zwycięży koncepcja, żeby jego rolę powierzyć więcej niż jednej osobie. Byłoby to z pewnością bardziej sprawiedliwe rozwiązanie. Ale o tym będzie się dyskutowało za dwa lata, bo na razie przez najbliższe dwa sezony królem światowych skoczni wciąż będzie Austriak.