Liga Mistrzów: Pozostały trzy zespoły bez porażki

W 16 spotkaniach 3. kolejki Ligi Mistrzów strzelono 54 gole, co daje niezłą średnią 2,20 trafienia na jeden mecz. Królami polowania wśród strzelców goli byli tym razem Raheem Sterling (Manchester City) i Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), zdobywcy hat-tricków. Wyróżnił się też Robert Lewandowski, który zaliczył dwa trafienia, ale furorę w mediach robi przewodzący w klasyfikacji snajperów z dorobkiem sześciu bramek 19-letni norweski napastnik RB Salzburg Erling Haaland.

O Lewandowskim w mediach rozpisywano się głównie dlatego, że strzelając dwa gole w wygranym przez Bayern 3:2 meczu z Olympiakosem Pireus podtrzymał nieprawdopodobną passę, zdobywając bramkę w 13 meczu z rzędu. W sumie kapitan reprezentacji Polski w tych trzynastu występach strzelił aż 18 goli, z czego w Lidze Mistrzów pięć. W klasyfikacji strzelców obecnych rozgrywek ten dorobek daje mu w tej chwili drugie miejsce, za rewelacyjnym norweskim nastolatkiem z RB Salzburg. Erling Braut Haland zaliczył trzy trafienia w spotkaniu z KRC Genk (6:2), jedną w meczu z FC Liverpool (3:4) i dwa w środowej potyczce z SSC Napoli (2:3).

Dobrych strzelców przybywa

Te osiągnięcia są imponujące także dlatego, że 19-letni napastnik w tym sezonie dopiero zadebiutował w tych elitarnych rozgrywkach, nic zatem dziwnego, że znudzone już trochę sławieniem starych mistrzów media rozpisują się o nowym talencie nawet z przesadnym entuzjazmem.

Pominąć dokonań „Lewego” jednak nie mogły, bo jego strzeleckie wyczyny są spektakularne. W tym roku Polak z łącznym dorobkiem 46 goli jest najskuteczniejszym snajperem w ligach europejskich i przewodzi w klasyfikacji „Złotego Buta” obecnego sezonu. Dwoma trafieniami w spotkaniu z Olympiakosem poprawił swój łączny dorobek w lidze Mistrzów do 58 i na liście wszech czasów zajmuje obecnie o piątą lokatę. Przed nim z 60 golami na koncie jest napastnik Realu Madryt Karim Benzema i z nim teraz pewnie kapitan naszej reprezentacji będzie się ścigał o czwartą pozycję w zestawieniu. Trzeci na liście Raul z 71 bramkami dla obu w tym sezonie jest jeszcze nie do przeskoczenia. Na wyprzedzenie Cristiano Ronaldo (127 goli) i Leo Messiego (113) nie mają szans, zwłaszcza że obaj gwiazdorzy wciąż grają i z pewnością swoje strzeleckie osiągnięcia jeszcze wyśrubują.

W tym sezonie Portugalczyk i Argentyńczyk na razie jednak snajperskimi statystykami nie imponują. W 3. kolejce CR7 zaliczył pod tym względem pusty przebieg, a w meczu Juventusu Turyn z Lokomotiwem Moskwa (2:1) w strzelaniu goli zastąpił go Argentyńczyk polskiego pochodzenia Paulo Dybala, autor obu goli dla turyńskiej jedenastki. Warto odnotować, że w tym spotkaniu wystąpiło dwóch reprezentantów Polski – w bramce Juventusu stał Wojciech Szczęsny, a w rosyjskim zespole do 83. minuty dzielnie walczył Grzegorz Krychowiak, mimo osłabienia po infekcji żołądkowej. Drugi z naszych zawodników w Lokomotiwie, Maciej Rybus, nie znalazł się w kadrze meczowej z powodu kontuzji.

Skoro już o naszych graczach mowa, w zespole SSC Napoli zagrał tylko Piotr Zieliński, a Arkadiusz Milik całe spotkanie z RB Salzburg (3:2) przesiedział na ławce rezerwowych. Ławę przez cały mecz grzał też Łukasz Piszczek w przegranej przez jego Borussię Dortmund 0:2 wyjazdowej potyczce z Interem Mediolan. Najlepsze recenzje z Polaków otrzymał za swój występ Lewandowski, który po raz kolejny w tym sezonie był najlepszym zawodnikiem Bayernu.
Bawarska drużyna wywiozła z Grecji komplet punktów, ale nie zachwyciła grą, natomiast doprowadziła swoich fanów do szewskiej pasji żenującymi błędami w obronie. Trener Niko Kovac znowu jest na cenzurowanym i niemieckie media wieszczą jego rychłą dymisję. Nerwowość jest zrozumiała, bo z czterech niemieckich zespołów największe szanse na odegranie znaczącej roli w obecnej edycji Ligi Mistrzów dawano Bayernowi.

Faworyci biją coraz mocniej

Szansy w wyjściowym składzie w końcu doczekał się Thomas Mueller, choć Kovac ustawił go na pozycji skrzydłowego, której Niemiec nie lubi. Ale mimo to miał on udział przy obu bramkowych akcjach Lewandowskiego, więc nie dziwi, że szefowie bawarskiego klubu nawet nie chcą słyszeć o jego odejściu. Ale Mueller twardo chce już zimą zmienić klub, bo rola rezerwowego jest dla niego nie do przyjęcia. Byłoby to spore osłabienie i tak już mocno przetrzebionego przez kontuzje monachijskiego zespołu, a przecież wiosną przyszłego roku Bayern czekają najważniejsze mecze w Lidze Mistrzów. Awans do 1/8 finału „Lewy” i spółka mają już de facto w kieszeni, bo po trzech kolejkach prowadzą w grupie B z kompletem punktów i przewagą pięciu „oczek” nad drugim Tottenhamem oraz sześciu na trzecią Crveną Zvezdą Belgrad.

W równie korzystnej sytuacji są jeszcze zespoły Manchesteru City i Paris Saint-Germain. Zespół Pepa Guardioli rozgromił Atalantę Bergamo 5:1, a paryżanie 5:0 Club Brugge. Bayern w trzech kolejkach zdobył 13 bramek i jest w tej chwili najskuteczniejszą drużyną w rozgrywkach. Dziesięć goli wbił rywalom Manchester City, a PSG dziewięć. Czyste konto bramkowe po stronie strat ma jednak tylko mistrz Francji, „The Citizens” stracili tylko jednego gola, a Bayern aż cztery. To pokazuje nad czym muszą popracować gracze bawarskiej jedenastki, jeśli chcą się liczyć w walce o triumf w obecnej edycji Champions League.

Przeżywające teraz chwile słabości zespoły Liverpoolu, Barcelony i Realu Madryt z pewnością za dwa-trzy miesiące wrócą do wielkiej formy, słabość przezwyciężą też z pewnością Juventus, Inter, Tottenham i Atletico. Prawdziwa walka zacznie się dopiero od 1/8 finału.

 

Wybryki bułgarskich kibiców

Do skandalicznych wydarzeń doszło w Sofii podczas meczu eliminacji Euro 2020 Bułgarii i Anglii (0:6). Bułgarscy kibice skandowali rasistowskie przyśpiewki i naśladowali małpie odgłosy, gdy tylko przy piłce znajdowali się ciemnoskórzy gracze angielskiej reprezentacji – Raheem Sterling, Marcus Rashford lub Tyrone Mings.

Na publikowanych przez światowe media zdjęciach i filmach wideo widać, że wielu kibiców podnosiło też ręce w nazistowskim salucie. Jeszcze przed przerwą spotkanie było dwukrotnie przerwane przez chorwackiego sędziego Ivana Bebeka. Trener reprezentacji Anglii Gareth Southgate przyznał, że w szatni on i jego gracze ustalili, że jeśli w drugiej połowie takie incydenty się powtórzą, zespół na znak protestu zejdzie z boiska.

W przerwie kapitan reprezentacji Bułgarii Iwelin Popow zaapelował do kibiców o zaprzestanie takich nagannych zachowań i jego prośba poskutkowała na tyle, że mecz dokończono. Ale premier bułgarskiego rządu Bojko Borisow polecił ministrowi sportu Krasenowi Kralewowi zawieszenie wszelkich kontaktów z federacją piłkarską, także w kwestiach finansowych, do czasu aż do dymisji poda się prezes bułgarskiej federacji piłkarskiej Borisław Michajłow.

UEFA będzie miała teraz poważny dylemat, bo zgodnie z zasadami ustalonymi przez FIFA ma w swoim statucie regulacje zabraniające ingerowania przez władze państwowe w niezależność piłkarskich stowarzyszeń. Wątpliwe zatem by zaakceptowała wymuszoną dymisję Michajłowa.

Może jednak nie mieć skrupułów w kwestii wykluczenia bułgarskiej drużyny z eliminacji Euro 2020, czego domaga się angielska federacja piłkarska w opublikowanym po meczu oświadczenie. Anglicy żądają od UEFA wszczęcia natychmiastowego i wskazują, że nie był to pierwszy wybryk bułgarskich kiboli. Już wcześniej Bułgarzy zostali ukarani częściowym zamknięciem stadionu po rasistowskich zachowaniach kibiców w meczach z Czechami i Kosowem.

Przedstawicieli UEFA na Europę Wschodnią Pavel Klimenko nie wyklucza takiej decyzji. „Uważamy, że po tym, co się wydarzyło w meczu z Anglia, UEFA ma możliwość wyrzucenia Bułgarii z kwalifikacji Euro 2020. Zdarzyło się zbyt wiele incydentów, zbyt wiele zaniedbań ze strony federacji piłkarskiej tego kraju, że więcej pobłażania być już nie może” – stwierdził. Komisja dyscyplinarna decyzję podejmie po analizie raportu sędziego Bebeka.

 

Popis Cristiano Ronaldo na Litwie

Po sześciu kolejkach gier w 10 grupach eliminacyjnych z kompletem zwycięstw zostały cztery zespoły – Anglia (grupa A), Hiszpania (grupa F), Belgia (grupa I) i Włochy (grupa J). Z tego elitarnego grona wypadła Polska, która po porażce ze Słowenią 0:2 i remisie z Austrią 0:0 straciła aż pięć punktów. Najskuteczniejszy zespół mają Anglicy, Belgowie i Francuzi (po 19 goli), a najlepszą obronę Belgowie i Ukraińcy (po jednym straconym golu).

W czterech poprzednich spotkaniach reprezentacja Polski strzeliła osiem goli i nie straciła żadnego, co czyniło jej dorobek wyjątkowym i godnym podziwu. Teraz już taki nie jest, bo teraz jest po prostu przeciętny. Jeśli coś nas może martwić, to tylko brak skuteczności, bo zero zdobytych bramek w dwóch meczach chwały zespołowi, który ma w składzie jednego z najlepszych napastników na świecie, z pewnością nie przynosi.

We wrześniowych meczach eliminacji Euro 2020 oprócz naszej drużyny jeszcze jedenaście innych nie strzeliło gola. Ale cztery z nich rozegrały tylko jedno spotkanie, a pozostałe osiem, w tym Polska, po dwa. Oprócz podopiecznych Brzęczka w gronie drużyn, które nie zdobyły gola znajdują się outsiderzy w swoich grupach: Malta (0:2 z Norwegią, 0:1 z Rumunią), Wyspy Owcze (0:4 ze Szwecją, 0:4 z Hiszpanią), Łotwa (0:6 z Austrią, 0:2 z Macedonią Północną), Mołdawia (0:3 z Islandią, 0:4 z Turcją), Andora (0:1 z Turcją, 0:3 z Francją), San Marino (0:4 z Belgią, 0:4 z Cyprem) oraz Gibraltar (0:4 z Szwajcarią, 0:6 z Danią). Goli nie strzeliły też reprezentacje Bułgarii (porażka 0:4 z Anglią), Czarnogóry (0:3 z Czechami), Irlandii Północnej (0:2) z Niemcami oraz Gruzji (0:0 z Danią). W sumie jednak w 50 spotkaniach rozegranych w dwóch wrześniowych kolejkach spotkań strzelono 170 goli, co daje niezłą średnią 3,4 bramki na jedno spotkanie.

Przekroczyć setkę

W zamykających szóstą serię spotkań wtorkowych meczach strzelono 34 gole. Średnio zatem w każdym spotkaniu kibice obejrzeli trzy trafienia, ale tylko średnio. W spotkaniu Litwy z Portugalią padło sześć bramek (5:1), a z tej liczby aż cztery zapisano na konto Cristiano Ronaldo. Napastnik Juventusu niemal w pojedynkę przesądził o zwycięstwie swojego zespołu i powiększył swój dorobek strzelecki w tych eliminacjach do pięciu trafień. Wyczyn Portugalczyka najlepiej skomentował jego rodak i wybitny trener Jose Mourinho. „Nie zaskakuje mnie to, co robi. W wieku 34 lat jest świetnym piłkarzem, który gra w klubie o największych ambicjach. To też zasługa jego genetycznych uwarunkowań i mentalności. Cristiano jest fenomenem. Myśli tylko o zwycięstwach i ciągle byciu lepszym. Kiedy będzie mieć już 50 lat, a FIFA zaprosi go na mecz legend, to wtedy też będzie strzelać gole” – stwierdził z uznaniem Mourinho. Słynny napastnik ustanowił przy okazji kolejny rekord. Litwa była 40. krajem, któremu Ronaldo strzelił gola. Żaden piłkarz nie może pochwalić się takim osiągnięciem. Na liście ofiar Portugalczyka jest także reprezentacja Polski. 8 września 2007 roku w Lizbonie Ronaldo pokonał Artura Boruca. Trafił na 2:1, ale Polacy zdołali wyrównać, po strzale Jacka Krzynówka.

Bramki z Litwą były kolejno 90., 91., 92. i 93. w jego reprezentacyjnym dorobku. CR7 ma najwięcej goli w Europie, a na świecie lepszy od niego jest już tylko Ali Daei, który w latach 1993-2006 zdobył dla reprezentacji Iranu 106 bramek. W ubiegłym sezonie Cristiano Ronaldo we wszystkich rozgrywkach klubowych strzelił dla Juventusu Turyn 28 goli.

Izraelczyk na czele

Na razie jednak to nie on przewodzi w stawce snajperów, w czołówce nie ma też Roberta Lewandowskiego, który jak na razie zdobył ledwie dwie bramki, a to przecież najskuteczniejszy strzelec dwóch poprzednich eliminacji do Euro 2016 i mistrzostw świata 2018. Niestety, odkąd selekcjonerem reprezentacji jest Jerzy Brzęczek, „Lewy” przestał zdobywać tyle bramek co dawniej, choćby pod rządami Adama Nawałki.

Po sześciu seriach gier liderem klasyfikacji strzelców jest Izraelczyk Eran Zahavi, który zdobył już 9 goli. O trzy mniej mają ścigający reprezentanta Izraela Anglicy Raheem Sterling i Harry Kane, Rosjanin Artiom Dziuba i Austriak Marko Arnautović. Po pięć goli strzelili Niemiec Serge Gnabry, Rumun Claudiu Keseru, Serb Aleksandar Mitrović, Fin Teemu Pukki, Szwed Robin Quaison i wspomniany już Cristiano Ronaldo. Z czterema trafieniami w zestawieniu plasują się Holender Memphis Depay, Cypryjczyk Giannis Koussoulos, Belg Romelu Lukaku, Rumun George Puscas, Hiszpan Sergio Ramos, Czech Patrik Schick i Turek Cenk Tosun. Najskuteczniejszy z polskich piłkarzy, Krzysztof Piątek, ma w dorobku trzy gole, Lewandowski dwa, a po jednym Kamil Glik, Kamil Grosicki i Damian Kądzior. We wrześniowych spotkaniach jak wiadomo reprezentacja Polski nie zdobyła żadnej bramki. Jedynym pocieszeniem jest uznanie jakie zyskał w UEFA Lewandowski, zakładając dwie „siatki” jedną po drugiej piłkarzom Austrii. Trochę to jednak za mało.

Nic zatem dziwnego, że w naszym kraju toczy się zażarta dyskusja nad przyszłością Jerzego Brzęczka w roli selekcjonera kadry biało-czerwonych. Z efektów jego pracy nikt nie jest zadowolony, nawet piłkarze naszej kadry. Niewykluczone więc, że PZPN nie przedłuży z nim umowy, która wygasa z końcem tego roku.

 

Ukarani za skarpetki

Angielska Federacja Piłkarska (FA) została ukarana przez FIFA grzywną 70 tys. franków szwajcarskich za to, że trzech jej piłkarzy podczas meczu ze Szwecją założyło własne skarpetki zasłaniając przez to na getrach nazwa jednego ze sponsorów.

 

Do ukarania angielskiej federacji przyczynili się Dele Alli, Eric Dier i Raheem Sterling podczas meczu ćwierćfinałowego ze Szwecją, którzy zakładając na getry swoje własne przykryli nimi z logo oficjalnego dostawcy sprzętu na mistrzostwa świata. W związku z tym FIFA ukarała angielską federację za naruszenie przepisów medialnych i marketingowych oraz przepisów dotyczących sprzętu FIFA. Wcześniej taką samą karę otrzymali Szwedzi, którzy dopuścili się identycznego przewinienia. Grzywna 70 tys. franków jest drugą pod względem wysokości grzywną w tegorocznym mundialu. Więcej, bo po 105 tysięcy franków, zapłaciły federacje argentyńska i szwajcarska za wybryki swoich kibiców oraz wykrzykiwanie przez nich homofobicznych haseł.

Premier League mundialową potęgą

W poniedziałek 4 czerwca minął czas na zgłaszanie do FIFA 23-osobowych kadr zespołów na mundial. Z 736 zawodników co szósty gra w angielskich klubach.

 

Z analizy przeprowadzonej przez statystyków FIFA wynika, że z 736 piłkarzy zgłoszonych do udziału w mistrzostwach świata w Rosji aż 108 występuje na co dzień w zespołach angielskiej Premier League. O potędze klubowego futbolu w Anglii może świadczyć też fakt, że kolejnych 23 piłkarzy gra w zespołach Championship, czyli w drugiej lidze tego kraju. Solidną reprezentację ma też hiszpańska Primera Division, która z 78 zawodnikami uplasowała się na drugiej pozycji w zestawieniu. Trzecie miejsce przypadło niemieckiej Bundeslidze, zatrudniającej na co dzień 62 uczestników rozpoczynającego się 14 czerwca mundialu. W tej grupie jest czterech polskich piłkarzy (Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek i Kamiński), czyli tylu, ilu wśród uczestników MŚ 2018 umieściła nasza rodzima Lotto Ekstraklasa (Jędrzejczyk, Pazdan, Kądzior, Peszko). To najsłabszy wynik polskiej ligi w historii mistrzostw świata.

Jeśli chodzi o ranking klubów, to najwięcej zawodników w zespołach uczestników mundialu ma Manchester City (16 ). Powołania otrzymali Sergio Aguero, David Silva, Vincent Kompany, Gabriel Jesus, Nicolas Otamendi, Kevin De Bruyne, Fernandinho, Ederson, Kyle Walker, John Stones, Danilo, Raheem Sterling, Fabian Delph, Benjamin Mendy, Ilkay Gundogan i Bernardo Silva. Drugą lokatę zajmuje Real Madryt, który będzie miał 15 swoich graczy na mundialu: Isco, Sergio Ramosa, Marco Asensio, Mateo Kovacicia, Lukę Modricia, Raphaela Varane’a, Marcelo, Cristiano Ronaldo, Toniego Kroosa, Casemiro, Achrafa Hakimiego, Daniego Carvajala, Nacho, Lucasa Vázqueza oraz Keylora Navasa. Trzecie miejsce przypadło Barcelonie, która w Rosji będzie reprezentowana przez 14 piłkarzy: Gerarda Pique, Samuela Umtitiego, Leo Messiego, Paulinho, Andrssa Iniestę, Luisa Suareza Thomasa Vermaelena, Ousmane’a Dembele, Ivana Rakiticia, Jordiego Albę, Philippe Coutinho, Yerry’ego Minę, Marca-Andre ter Stegena oraz Sergio Busquetsa.

Wśród 32 finalistów tegorocznego mundialu tylko reprezentacja Anglii składa się wyłącznie z zawodników występujących w klubach rodzimej ligi. Po drugiej stronie znajduje się zespół Szwecji, w którego szeregach są wyłącznie zawodnicy grający na co dzień w klubach zagranicznych.