Decydujące starcia w Lizbonie

W środę zespoły Bayernu Monachium i Olympique Lyon zmierzą się w Lizbonie w półfinałowym meczu Ligi Mistrzów. O ile obecność niemieckiej ekipy na tym poziomie rozgrywek trudno uznać za sensację, to obecność francuskiej drużyny z pewnością tak. Nawet gracze bawarskiej jedenastki przyznali, że byli już nastawieni na potyczkę z Manchesterem City i zwycięstwo Olympique Lyon było dla nich szokiem.

Po tym jak Bayern w miniony piątek rozprawił się 8:2 z Barceloną, kibice już ostrzyli sobie apetyty na półfinałowe starcie mistrzów Niemiec z prowadzoną przez Pepa Guardiolę ekipą Manchesteru City. Tymczasem w sobotę „The Citizens” sensacyjnie przegrali 1:3 z Olympique Lyon. „Wiedzieliśmy, że w półfinale trafimy na silnego przeciwnika i nic się w tym względzie nie zmieniło, bo zespół Lyonu pokazał swój wielki potencjał eliminując Juventus Turyn, a teraz Manchester City. Ale, jak wszyscy, także i my byliśmy jednak zaskoczeni porażką angielskiego zespołu” – przyznał obrońca Bayernu Jerome Boateng podczas prasowej wideokonferencji.
W ćwierćfinałowych bojach rozgrywanego w Lizbonie turnieju Ligi Mistrzów także w innych meczach nie brakowało emocji i sensacyjnych rozstrzygnięć. FC Barcelona odpadła po bezprecedensowym laniu jakie sprawił jej Bayern, dzielnie walcząca w tym sezonie Atalanta Bergamo dopiero w końcówce meczu z faworyzowanym Paris Saint-Germain dała sobie wydrzeć zwycięstwo, bo prowadząc 1:0 w kilka minut straciła dwa gole i awans do 1/2 finału. O awansie paryżan przesądziła jakość piłkarzy sprowadzanych za największe pieniądze:Neymara, który asystował przy pierwszym golu i znakomitym podaniem do Kyliana Mbappe dał początek akcji zwieńczonej drugiem trafieniem. Wcześniej Neymar szesnaście razy (rekord Ligi Mistrzów) mijał obrońców Atalanty pokazując, że na najważniejsze mecze tego sezonu zbudował doskonałą formę.
Więcej zimnej krwi od graczy Atalanty zachowali piłkarze RB Lipsk, którzy w 51. minucie objęli prowadzenie z wyżej notowanym Atletico Madryt, ale dwadzieścia minut później stracili je po rzucie karnym wykorzystanym przez Joao Felixa. Nie dali się jednak zdominować ekipie trenera Diego Simeone i w 88. minucie po raz drugi objęli prowadzenie, które tym razem dowieźli już do ostatniego gwizdka.
Tym sposobem w najlepszej czwórce turnieju znalazły się dwa zespoły, na które nikt chyba nie stawiał. Los sprawił, że w półfinale zobaczymy dwie potyczki francusko-niemieckie. We wtorek Paris Saint-Germain zagrał z RB Lipsk (spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania), a w środę Bayern zmierzy się z Olympique Lyon.
Zaskoczenie jest zrozumiałe, bo jednak porażkę „The Citizens”, którzy w 1/8 finału dwukrotnie pokonali Real Madryt, trzeba jednak uznać za największą niespodziankę decydującej fazy rozgrywek w Champions League. Trener angielskiej drużyny Pep Guardiola już czwarty sezon z rzędu nie potrafi osiągnąć sukcesu w tych najważniejszych klubowych rozgrywkach na naszym kontynencie. Hiszpański szkoleniowiec w meczu z Lyonem znów przekombinował z taktyką, czym zaskoczył nie tyle przeciwników, co raczej swoich piłkarzy, wyraźnie gubiących się podczas szybkich kontrataków francuskiego zespołu.
Czy fani Bayernu powinni odczuwać niepokój przed środową potyczką ich ulubieńców z Lyonem? Bawarski zespół przyjechał do Lizbony w rewelacyjnej formie, co jest zasługą trenera Hansiego Flicka i odpowiedzialnego za przygotowanie fizyczne piłkarzy Holgera Broicha. Zgniótł drużynę Barcelony pressingiem, jakiego nie doznała od lat i na jaki zdecydowanie nie jest teraz przygotowana. Szef bawarskiego klubu Karl-Heinz Rummenigge zdradził, że gdy po meczu z Barceloną wszedł do szatni swojej drużyny, zdziwił go panujący w niej spokój, jakby przed chwila skończyli zwykły ligowy mecz. Nie było euforii, głośnej muzyki i tańców, jak zawsze gdy zespół dokonuje jakiegoś niesamowitego wyczynu. „Zobaczyłem zimnych profesjonalistów, którzy chwilę po triumfie już myślą o kolejnym wyzwaniu. Dlatego jestem spokojny o wynik meczu z Olympique Lyon, bo dla naszych piłkarzy będzie to kolejna przeszkoda w drodze do głównego celu, jakim jest wygrani Ligi Mistrzów” – stwierdził sternik Bayernu.

Lewy w niemiecko-francuskim półfinale

Takiego składu półfinalistów Ligi Mistrzów chyba nikt się nie spodziewał. Po raz pierwszy od blisko trzech dekad na tym szczeblu rozgrywek zabrakło zespołów z uważanych za najmocniejsze w Europie lig angielskiej, hiszpańskiej i włoskiej. O awans do finału w tym roku powalczą natomiast zespoły z Niemiec i Francji: Bayern Monachium z Olympique Lyon oraz Paris Saint-Germain z RB Lipsk.

Z punktu widzenia polskich kibiców najważniejszą ćwierćfinałową potyczką był mecz Bayernu Monachium z Barceloną. Fani obu zespołów zapamiętają go na bardzo długo, chociaż akurat kibice katalońskiego zespołu woleliby pewnie o nim nie pamiętać. „Duma Katalonii” w piątkowy wieczór przegrała w Lizbonie z mistrzem Niemiec aż 2:8. Nic dziwnego, że w niemieckich mediach w tytułach najczęściej pojawiało się słowo „deklasacja”, a w hiszpańskich „żenada”. Tak dotkliwej porażki mają prawo nie pamiętać nawet najstarsi kibice katalońskiego klubu. Jak bowiem sprawdzili futbolowi statystycy, była to najwyższa porażka Barcelony od 1951 roku, kiedy to przegrała 0:6 z lokalnym rywalem, Espanyolem.
Lewandowski kontra Messi
Przed meczem najwięcej pisano o pojedynku Roberta Lewandowskiego z Leo Messim, ale w piątkowy wieczór ani Polak, ani Argentyńczyk nie byli głównymi aktorami widowiska. Ale bez wątpienia z ich obu zdecydowanie lepiej wypadł kapitan reprezentacji Polski, który strzelił gola (już 14 w obecnej edycji LM) i zaliczył asystę, a na dodatek jeszcze swoimi boiskowym zaangażowaniem kompletnie zdezintegrował linię defensywną rywali. Ale tego wieczoru odrodził się strzelec dwóch goli Thomas Mueller oraz wypożyczony przez Bayern na ten sezon z Barcelony Brazylijczyk Philippe Coutinho. Niechciany na Camp Nou piłkarz strzelił swoim kolegom dwa gole i do tego dorzucił asystę przy golu Lewego, za którą otrzymał od polskiego snajpera wylewne podziękowania, bo w końcu po kilku latach przerwy strzelił też gola w Lidze Mistrzów na wyższym poziomie rywalizacji niż 1/8 finału.
Po raz pierwszy od 2005 roku w półfinale Ligi Mistrzów nie znaleźli si e ze swoimi drużynami Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Portugalczyk nie doszedł nawet z Juventusem do /4 finał, bo ekipa „Starej Damy” odpadła nieoczekiwania w starciu z Olympique Lyon.
Po raz ostatni z taką sytuacją mieliśmy do czynienia 29 lat temu, jeszcze przed erą Ligi Mistrzów. Wówczas te rozgrywki nosiły nazwę Pucharu Europejskich Mistrzów Klubowych. W sezonie 1990/1991 w fazie półfinałowej znalazły się: Bayern Monachium, Crvena Zvezda Belgrad, Spartak Moskwa oraz Olympique Marsylia. Trofeum wywalczyli wtedy piłkarze z Marsylii, którzy w finale pokonali ekipę z Belgradu dopiero po konkursie rzutów karnych. W regulaminowym czasie gry i po dogrywce było 0:0. Finał rozegrany na stadionie w Bari obejrzało 57,5 tys. widzów.
Sukces drużyn z lig farmerów
Wśród pięciu najwyżej notowanych w rankingu UEFA lig europejskich niemiecka Bundesliga i francuska Ligue 1 były w ostatnich latach uznawane za słabsze od angielskiej Premier League, hiszpańskiej Primera Division i włoskiej Serie A, głównie ze względu na brak sukcesów w Lidze Mistrzów. Ostatnią drużyną z Ligue 1, która zagrała w finale Ligi Mistrzów, było AS Monaco w sezonie 2003/2004, które w decydującym starciu uległo jednak FC Porto 0:3. Dwa lata temu natomiast do finału Ligi Europy dotarł zespół Olympique Marsylia, ale z Atletico Madryt także przegrał 0:3. Warto jednak odnotować, że szprycowana bez umiaru petrodolarami drużyna Paris Saint-Germain dopiero po raz pierwszy w XXI wieku awansowała do najlepszej czwórki Champions League, zaś Olympique Lyon dotarł do tej fazy rozgrywek po 10 latach przerwy.
Nic dziwnego, że we Francji zapanowała euforia. Gwiazdor PSG po sensacyjnym zwycięstwie ekipy z Lyonu nad faworyzowanym Manchesterem City zamieścił na portalu społecznościowym pytanie: „Liga farmerów?”, skierowane do tych wszystkich, którzy wcześniej nie szczędzili francuskim zespołom i Ligue 1 lekceważących opinii, że jest to właśnie „liga farmerów”. Na jego wpis odpowiedzieli natychmiast Memphis Depay i Moussa Dembele, główni aktorzy zwycięstwa Olympique Lyon nad „The Citizens”, a na oficjalnym koncie Twitterowym ich klubu pojawił się wpis: „Nie ma tutaj żadnych farmerów”.
O ile awans paryskiej drużyny do półfinału trudno uznać za wielką sensację, chociaż drużyna Thomasa Tuchela trochę męczyła się z rewelacją rozgrywek, Atalantą Bergamo, zanim po golach strzelonych w końcówce spotkania wygrała 2:1, to obecność w najlepszej czwórce rozgrywanego w Lizbonie turnieju Ligi Mistrzów drużyny z Lyonu to więcej niż niespodzianka. Ekipa trenowana przez Rudiego Garcię skończyła ten sezon Lique 1 dopiero na 7. miejscu. A że we Francji nie dokonano restartu rozgrywek, to gracze Oympique Lyon nie zdołali już poprawić tej lokaty i przez to nie wywalczyli miejsca gwarantującego grę w Lidze Mistrzów w nowym sezonie.
I są jedynym zespołem wśród półfinalistów, który jest w takiej sytuacji, ale to akurat jest dodatkową motywacją, bo jak wiadomo zwycięzca rozgrywek zapewnia sobie też automatycznie miejsce w fazie grupowej nowej edycji. To była dla ekipy z Lyonu zapewne dodatkową motywacją, bo chociaż nie zagrali żadnego meczu o stawkę od pięciu miesięcy, to zdołali wyeliminować w 1/8 finału Juventus Turyn z Cristiano Ronaldo (2:2 w dwumeczu, zdecydowały bramki wyjazdowe), a w minioną sobotę odprawili z kwitkiem Manchester City trenowany przez wielkiego Pepa Guardiolę, pokonując „The Citizens” w Lizbonie 3:1.
Paryż, Monachium, Lipsk i Lyon
Na placu boju pozostały zatem cztery zespoły. We wtorek 18 sierpnia Paris Saint-Germain zmierzy się z sensacyjnym pogromcą Atletico Madryt, RB Lipsk, natomiast dzień później Bayern Monachium zagra z sensacyjnym pogromcą Manchesteru City Olympique Lyon. Faworytami tych spotkań są zespoły z Paryża i Monachium, ale piłkarze z Lipska i Lyonu na pewno są w stanie sprawić kolejne sensacje. Nam wypada jednak trzymać kciuki za jedynego w tej stawce polskiego piłkarza, czyli Roberta Lewandowskiego. Wiadomo już, że na 99 procent zapewnił już sobie koronę króla strzelców obecnej edycji Champions League, ale „Lewy” chce koniecznie wygrać z Bayernem Ligę Mistrzów. Gdyby w finale rywalem ekipy mistrza Niemiec został Paris Saint-Germain, bylibyśmy świadkami wielikiego pojedynku naszego najlepszego piłkarza z gwiazdami paryskiej drużyny – Brazyliczykiem Neymarem i Francuzem Kylianem Mbappe.
Oba spotkania półfinałowe, podobnie zresztą jak zaplanowany na niedzielę 23 sierpnia finał, będzie można w Polsce obejrzeć na kanałach Polsatu i TVP.

Timo Werner ściga Lewego

W środę Bayern Monachium pokonał na wyjeździe Freiburg 3:1, a jednego z goli zdobył Robert Lewandowski. To był 54. gol kapitana reprezentacji Polski strzelony w 2019 roku, co jest jego najlepszym wynikiem w karierze, dającym mu zdecydowane prowadzenie w klasyfikacji najskuteczniejszych w tym roku strzelców w Europie. W Bundeslidze nasz piłkarz z dorobkiem 19 trafień jest liderem w klasyfikacji snajperów obecnego sezonu, ale wyrósł mu groźny konkurent – napastnik RB Lipsk Tomo Werner, który ma na koncie tylko jedną bramkę mniej.

W 2019 roku żaden z piłkarzy grających w najsilniejszych ligach Europy nie zdobył więcej goli niż kapitan reprezentacji Polski. Drugi w klasyfikacji Argentyńczyk Leo Messi przez ostatnich 12 miesięcy trafiał do siatki 49 razy, a że nie zdołał poprawić swojego dorobku w środowym starciu Barcelony z Realem Madryt, musiałby w ostatnim tegorocznym występie jaki mu pozostał (21 grudnia z Deportivo Alaves) zdobyć co najmniej sześć bramek, żeby wyprzedzić Polaka. Oczywiście przy założeniu, że „Lewy”, który także ma jeszcze jeden mecz do rozegrania w Bundeslidze (także 21 grudnia, z VfL Wolfsburg), nie zaliczy w nim trafienia.

Napastnik Bayernu ma na koncie już 54 bramki i jest jak na razie jedynym zawodnikiem, który w 2019 roku przekroczył granicę 50 goli. Polak dokonał tego po raz drugi w karierze, stając się trzecim graczem obecnej ery w futbolu, po Messim i Cristiano Ronaldo, który zdołał więcej niż raz przekroczyć w jednym roku barierę 50 goli. Kolejni gracze na liście, Anglik Raheem Sterling z Manchesteru City i Francuz Kylian Mbappe z Paris Saint-Germain, mają jeszcze trudniejsze zadanie, bo mają na koncie po 43 gole.

Na tegoroczny dorobek Lewandowskiego składa się 48 goli strzelonych w 44 meczach Bayernu i 6 trafień w 10 spotkaniach reprezentacji Polski. 31 goli „Lewy” strzelił w Bundeslidze, 10 w Lidze Mistrzów i siedem w Pucharze Niemiec. A zatem wszystko wskazuje, że niczym nie nagradzany tytuł najskuteczniejszego piłkarza roku w Europie w 2019 przypadnie Lewandowskiemu. W tej dekadzie zdobywali go jedynie Portugalczyk Cristiano Ronaldo (4), Messi (3) i Harry Kane (1). W XXI wieku opróz z tych graczy i Lewandowskiego powyżej 50 bramek w jednym roku kalendarzowym zdobyli jeszcze Luis Suarez (51, 2016) i Edinson Cavani (53, 2017), a dwukrotnie do granicy 50 trafień dobił Szwed Zlatan Ibrahimović (2012 i 2016).

Kapitan reprezentacji Polski ściga się jednak także w innych prestiżowych klasyfikacjach, na dodatek nagradzanych pamiątkowymi statuetkami i miejscem w futbolowych kronikach. Zdobywając bramkę w środowym spotkaniu z Freiburgiem (3:1) „Lewy” powiększył swój strzelecki dorobek w obecnym sezonie do 19 trafień i za jednym zamachem odzyskał pozycję samodzielnego lidera w klasyfikacji snajperów niemieckiej Bundesligi oraz zwiększając łączną liczbę goli do 221 awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji wszech czasów niemieckiej ekstraklasy. Przed nim są już tylko Klaus Fischer (268 goli) i Gerd Mueller (365 goli).

Lewandowskiemu w niemieckiej lidze w ostatnich tygodniach nieoczekiwanie wyrósł groźny rywal do zdobycia statuetki armaty, która jest nagrodą dla króla strzelców Bundesligi. To 23-letni napastnik aktualnego lidera RB Lipsk Timo Werner. Reprezentant Niemiec w miniony wtorek zdobył dwie kolejne bramki w spotkaniu z Borussią Dortmund (3:3) i na chwilę dogonił w klasyfikacji strzelców „Lewego”, który przed środowym meczem Bayernu z Freiburgiem także miał na koncie 18 trafień. Odpowiedź polskiego napastnika była natychmiastowa, ale Werner także jest w fenomenalnej formie i nie można wykluczyć, że na finiszu jesiennej rundy jeśli nie przegoni, to co najmniej zrówna się z Lewandowskim. W ostatniej kolejce RB Lipsk gra u siebie z 10. w tabeli Augsburgiem, natomiast przeciwnik Bayernu, VfL Wolfsburg, zajmuje 8. lokatę.

Rywalizacja Lewandowskiego z Wernerem jest świetną promocją Bundesligi, bo ci dwaj piłkarze zajmują w tej chwili także czołowe lokaty w klasyfikacji „Złotego Buta”, nagrody dla najskuteczniejszego strzelca sezonu w ligach europejskich. Dla przypomnienia: ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w krajowych ligach. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy, dwa, ma pięć czołowych lig – hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. Współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów. W poprzednim sezonie nagrodę „Złotego Buta” otrzymał Leo Messi – Argentyńczyk zwyciężył z dorobkiem 36 goli i 72 punktów.
W obecnym sezonie prowadzi Lewandowski (19 goli i 38 pkt), a drugi w zestawieniu jest Werner ( 18 goli, 36 pkt). Trzecie miejsce zajmuje Włoch Ciro Immobile z Lazio Rzym, legitymujący się dorobkiem 17 trafień i 34 pkt, czwarte Anglik Jamie Vardy z Leicester City (16 goli, 32 pkt), a piątą lokatę okupują na spółkę Messi i francuski napastnik Realu Madryt Karim Benzema (obaj mają po 12 goli i 24 pkt). Ale to dopiero półmetek rozgrywek.

 

Hat-trick Milika

Zakończyły się rozgrywki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Do 1/8 finału awansowały Paris Saint-Germain, Realu Madryt, Bayernu Monachium, Tottenhamu Hotspur, Manchesteru City, Atalanty Bergamo, Juventusu Turyn, Atletico Madryt, Liverpoolu, Napoli, Barcelony, Borussii Dortmund, RB Lipsk, Olympique Lyon, Valencii i Chelsea Londyn. W grze o zwycięstwo w Lidze Mistrzów pozostał 16 zespołów: po cztery z hiszpańskiej Primera Division i angielskiej Premier League, po trzy z niemieckiej Bundesligi i włoskiej Serie A oraz dwa z francuskiej La Ligi.

Jedynym niepokonanym zespołem w fazie grupowej był Bayern Monachium, który zakończył zmagania w grupie B z kompletem punktów i najlepszym bilansem bramkowym (24:5). To dopiero siódmy zespół w historii tych rozgrywek, który dokonał tej sztuki, a pierwszy z ligi niemieckiej. Wcześniej wszystkie mecze w fazie grupowej wygrały ekipy AC Milan (1992/1993), Paris Saint-Germain (1994/1995), Spartak Moskwa (1995/1996), FC Barcelona (2002/2003) i dwukrotnie Real Madryt (2011/2012 i 2014/2015).

Bawarski zespół zdobył najwięcej bramek w stawce 32 drużyn, a 10 z 24 goli było autorstwa Roberta Lewandowskiego, który w fazie grupowej okazał się najskuteczniejszym graczem. Kapitan reprezentacji Polski w ostatniej kolejce w spotkaniu z Tottenhamem nie wystąpił, przez co stracił okazję do wyrównania osiągnięcia Cristiano Ronaldo. Portugalczyk wciąż jest jedynym piłkarzem, któremu udało się strzelić gola w każdym z sześciu spotkań grupowych. „Lewy” w tym sezonie trafiał w pięciu wcześniejszych meczach.

Osiem zespołów, które uplasowały sie w grupach na trzecich pozycjach, wiosną przeniosą się do Ligi Europy. On ten puchar powalczą: Ajax Amsterdam, Benfica Lizbona, Inter Mediolan, RB Salzburg, Bayer Leverkusen, Olympiacos Pireus, Szachtar Donieck i Club Brugge.

Z polskich piłkarzy występujących w klubach walczących w tym sezonie w Lidze Mistrzów, w szóstej kolejce na boisku nie pojawili się tylko wspomniany już Lewandowski oraz Wojciech Szczęsny, którego w bramce Juventusu zastąpił Gianluigi Buffon. Łukasz Piszczek zaczął spotkanie Borussii Dortmund ze Slavią Praga (2:1) jako rezerwowy i wszedł do gry w 82. minucie, zatem nie zdążył się niczym wyróżnić. Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus rozegrali cały mecz w przegranej przez ich Lokomotiw Moskwa 0:2 wyjazdowej potyczce z Atletico Madryt, ale obaj nasi piłkarze, podobnie jak reszta ich zespołu, byli tylko tłem dla świetnie grających rywali.

Zdecydowanie najlepiej z naszych piłkarzy wypadli Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński, którzy walnie przyczynili się do wysokiego zwycięstwa SSC Napoli w meczu z belgijskim KRC Genk (4:0). W rolę bohatera fanów zespołu z Neapolu tym razem wcielił się Milik, który do przerwy ustrzelił hat-tricka. Pierwszego gola belgijskiej drużynie strzelił już w trzeciej minucie po fatalnym błędzie bramkarza Maartena Vandevoordta. Drugie trafienie zaliczył finalizując znakomite podanie Di Lorenzo, a siedem minut przed końcem pierwszej odsłony spotkania Milik trzecią bramkę zdobył z rzutu karnego. Wielka szkoda, że trener Napoli Carlo Ancelotti, który po zwycięskim meczu został zdymisjonowany (w środę jego miejsce zajął Gennaro Gattuso), nie pozwolił naszemu piłkarzowi egzekwować drugiej „jedenastki”, którą w drugiej połowie w 75. minucie na gola zamienił Dries Mertens. Tak więc zamiast pierwszym w karierze „czteropakiem” w Lidze Mistrzów, Milik musiał zadowolić się hat-trickiem, też zresztą pierwszym. Polak został w 78. minucie przez Ancelottiego zmieniony, a gdy schodził z boiska fani Napoli urządzili mu owację na stojąco.

Milik wrócił do gry po prawie miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją. Hat-tricka w spotkaniu z KRC Genk skompletował w 38. minut i były to najszybciej zdobyte trzy bramki w Lidze Mistrzów od 2013 roku, kiedy to Zlatan Ibrahimović zaliczył trzy trafienia w 36 minut w meczu Paris Saint-Germain z Anderlechtem. Dla 25-letniego reprezentanta Polski były to pierwsze gole w tej edycji Ligi Mistrzów, ale w barwach SSC Napoli dorównał już skutecznością wielkiemu Diego Maradonie. Argentyńczyk to legenda klubu z Neapolu, ale on i Milik legitymują się identyczną średnią bramek na mecz – 0,44. Ale to wszystko, co ich na razie łączy.

Maradona był graczem Napoli w latach 1984-1991. Rozegrał 259 meczów, w których strzelił 115 goli. Dwa razy wywalczył z zespołem mistrzem Włoch (1987, 1990), zdobył Puchar Italii (19870 i Superpuchar (1990), a w 1989 roku osiągnął z Napoli największy sukces zdobywając Puchar UEFA (1989). Dokonania naszego piłkarza w barwach Napoli są nieporównanie skromniejsze. Gra w tym zespole od połowy 2016 roku. Rozegrał w tym czasie 96 meczów i strzelił w nich 42 gole, w tym 32 w Serie A. Milik jest najskuteczniejszym polskim piłkarzem w historii włoskiej ekstraklasy.

 

Lewy trafił po raz trzynasty

Gol strzelony przez Roberta Lewandowskiego w meczu 9. kolejki Bundesligi z Unionem Berlin (2:1) był jego 13. ligowym trafieniem w tym sezonie. Polski napastnik Bayernu Monachium jest liderem klasyfikacji strzelców – nad drugim w stawce Timo Wernerem z RB Lipsk ma aż siedem bramek przewagi.

Lewandowski zdobywał bramki we wszystkich dziewięciu ligowych kolejkach obecnego sezonu, a zaliczając trafienie w spotkaniu z Unionem Berlin został pierwszym piłkarzem w historii Bundesligi, który strzelił przynajmniej jednego gola w każdym z pierwszych dziewięciu meczów sezonu. Wcześniej dzielił na spółkę z Pierre -Emerickiem Aubameyangiem rekord trafień w pierwszych ośmiu spotkaniach ligowych z rzędu. Niewykluczone, że w 10. kolejce, jeśli znów zdobędzie bramkę, ustanowi nowy rekord. „Lewy” jest w tej chwili w życiowej formie i na każdym froncie uzyskuje niesamowite statystyki. W reprezentacji Polski doszedł do granicy 60 trafień, w Lidze Mistrzów ma 58 goli w klasyfikacji wszech czasów, a w Bundeslidze dogania powoli trzeciego na liście wszech czasów Juppa Heynckesa – brakuje mu jeszcze tylko pięciu bramek. Odskoczył także Leo Messiemu w rankingu najlepszych klubowych strzelców w 2019 roku. Polak zdobył do tej pory 37 bramek w 36 spotkaniach, natomiast argentyński gwiazdor FC Barcelona ma na koncie 33 trafienia w 37 meczach. Trzecie miejsce w tym zestawieniu z 28 bramkami zajmują Kylian Mbappe (30 meczów) i Sergio Aguero (34 mecze).

Niemieckie media nie szczędzą kapitanowi reprezentacji Polski komplementów, ale zarazem podkreślają, że w tej chwili Bayern jest niepokojąco uzależniony od Lewandowskiego, a na domiar złego słabo prezentuje się jako zespół, szczególnie w grze defensywnej. Bawarska jedenastka pokonała Union Berlin z najwyższym trudem i odzyskała prowadzenie w tabeli Bundesligi. Warto odnotować, że w bramce beniaminka z Berlina stał polski bramkarz Rafał Gikiewicz.
Kapitan reprezentacji Polski jest na dobrej drodze do zdobycie kolejnego tytułu króla strzelców Bundesligi – piątego w ogóle, a trzeciego z rzędu. Jeśli wygra rywalizację po raz trzeci, wyrówna osiągnięcie legendarnego Gerda Muellera, który wygrywał rywalizację snajperów Bundesligi w latach 1972-1974. W liczbie tytułów króla strzelców „Lewy” z czterema triumfami już jest drugi, a więcej od niego wygrywał tę prestiżową rywalizacje tylko wspomniany Gerd Mueller, który ma na koncie siedem tytułów.

W klasyfikacji strzelców obecnego sezonu jest pierwszy z dorobkiem 13 goli. Drugi w zestawieniu Timo Werner z RB Lipsk ma na koncie sześć bramek. Trzecią lokatę zajmuje pięciu graczy z pięcioma trafieniami – Paco Alcacer (Borussia Dortmund), Rouwen Hennings (Fortuna Duesseldorf), Goncalo Paciencia (Eintracht Frankfurt), Marco Reus (Borussia Dortmund), Wout Weghorst (VfL Wolfsburg). Dorobek „Lewego” jest imponujący nie tylko na tle rywali z Bundesligi, ale także w porównaniu z dokonaniami snajperów w innych czołowych ligach europejskich. W Hiszpanii najskuteczniejsi z siedmioma trafieniami są Gerard Moreno (Villarreal) i Artur Moron (Betis Sewilla), w Anglii z dziewięcioma golami w dorobku prowadzi Jamie Vardy (Leicester City), we Włoszech także z dziewięcioma trafieniami przewodzi Ciro Immobile z Lazio Rzym, a we Francji z tyloma golami na czele jest klubiwy kolega Kamila Glika z AS Monaco Wissam Ben Yedder.

 

Znów bez polskich drużyn

UEFA dokonała losowania fazy grupowej europejskich pucharów. Finał Ligi Mistrzów zostanie rozegrany 30 maja w Stambule, natomiast finał Ligi Europy odbędzie się 27 maja w Gdańsku. W kwalifikacjach wzięły udział cztery polskie zespoły (Piast, Cracovia, Lechia i Legia), ale wszystkie odpadły.

Już trzeci sezon z rzędu nie ma polskiej drużyny w fazie grupowej europejskich pucharów. W obecnej edycji oprócz Polski swoich zespołów nie zobaczą też kibice w Albanii, Andorze, Armenii, Białorusi, Bośni i Hercegowinie, Czarnogórze, Estonii, Finlandii, Gibraltarze, Gruzji, Irlandii, Irlandii Północnej, Islandii, Izraela, Kosowa, Liechtensteinu, Litwy, Łotwy, Macedonii Północnej, Malty, Mołdawii, San Marino, Walii i Wysp Owczych. Polska ekstraklasa w rankingu UEFA znajduje się obecnie na 25. miejscu w rankingu UEFA.

Liga Mistrzów 2019/2020

Grupa A: Paris Saint-Germain (Marcin Bułka), Real Madryt, Club Brugge, Galatasaray Stambuł. Grupa B: Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Tottenham Hotspur, Olympiakos Pireus, Crvena Zvezda Belgrad. Grupa C: Manchester City, Szachtar Donieck, Dinamo Zagrzeb (Damian Kądzior), Atalanta Bergamo. Grupa D: Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Atletico Madryt, Bayer Leverkusen (Adrian Stanilewicz), Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus). Grupa E: FC Liverpool, SSC Napoli (Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik), FC Salzburg, KRC Genk (Jakub Piotrowski). Grupa F: FC Barcelona, Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), Inter Mediolan, Slavia Praga. Grupa G: Zenit Petersburg, Benfica Lizbona, Olympique Lyon, RB Lipsk. Grupa H: Chelsea Londyn, Ajax Amsterdam, Valencia CF, OSC Lille.

Liga Europy 2019/2020

Grupa A: FC Sevilla, APOEL Nikozja, Karabach Agdam, Football 1991 Dudelange. Grupa B: Dynamo Kijów (Tomasz Kędziora), FC Kopenhaga, Malmoe FF, FC Lugano. Grupa C: FC Basel, FK Krasnodar, Getafe, Trabzonspor. Grupa D: Sporting Lizbona, PSV Eindhoven, Rosenborg Trondheim, LASK Linz. Grupa E: Lazio Rzym, Celtic Glasgow, Stade Rennes, CFR Cluj. Grupa F: Arsenal Londyn, Eintracht Frankfurt, Standard Liege, Vitoria Guimaraes. Grupa G: FC Porto, Young Boys Berno, Feyenoord Rotterdam, Glasgow Rangers. Grupa H: CSKA Moskwa, Łudogorec Razgrad (Jacek Góralski, Jakub Świerczok), Espanyol Barcelona, Ferencvaros Budapeszt. Grupa I: VfL Wolfsburg, KAA Gent, Saint-Etienne, FK Ołeksandria. Grupa J: AS Roma, Borussia M’gladbach, Basaksehir Stambuł, Wolfsberger AC. Grupa K: Besiktas Stambuł, SC Braga, Wolverhampton, Slovan Bratysława. Grupa L: Manchester United, FK Astana, Partizan Belgrad, AZ Alkmaar.

 

Liga Mistrzów 2019/2020: Koszyki już wypełnione

Podczas minionego weekendu bezpośredni awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów wywalczyły trzecia w Serie A Atalanta Bergamo i czwarty Inter Mediolan, oraz drugi w rosyjskiej ekstraklasie Lokomotiw Moskwa.

Właśnie te trzy ekipy dołączyły do zespołów, które wcześniej zapewniły sobie awans. Stawkę może jeszcze uzupełnić Arsenal Londyn jeśli wygra w finale Ligi Europy z Chelsea Londyn, lub Olympique Lyon jeśli górą będzie Chelsea, która zakwalifikowała się już do Champions League jako trzecie drużyna Premier League. Pozostałe sześć miejsce przypadną zespołom wyłonionym w eliminacjach (m.in. z udziałem mistrza Polski Piasta Gliwice). Losowanie pierwszej rundy eliminacji odbędzie się w połowie czerwca, a pierwsze mecze zaplanowano na 9 i 10 lipca. Natomiast losowanie fazy grupowej zostanie przeprowadzone 29 sierpnia.

W pierwszym koszyku, który daje przywilej rozstawienia, znaleźli się tegoroczni triumfatorzy obu europejskich pucharów (FC Liverpool lub Tottenham i Arsenal bądź Chelsea Londyn) oraz sześciu mistrzów najsilniejszych europejskich lig według rankingu UEFA: hiszpańskiej (FC Barcelona), niemieckiej (Bayern Monachium), włoskiej (Juventus Turyn), angielskiej (Manchester City), francuskiej (Paris Saint-Germain) i rosyjskiej (Zenit Petersburg).

W pozostałych koszykach znajdą się: Real Madryt, Atletico Madryt, Borussia Dortmund, SSC Napoli, Szachtar Donieck, Arsenal Londyn lub Chelsea Londyn, Tottenham Hotspur lub FC Liverpool, Benfica Lizbona, Bayer Leverkusen, Red Bull Salzburg, Valencia CF, Inter Mediolan, Lokomotiw Moskwa, KRC Genk, Galatasaray Stambuł, RB Lipsk, Atalanta Bergamo i OSC Lille. Losowanie grup odbędzie się 29 sierpnia, rozgrywki zaczną się 17 września, a finał odbędzie się 30 maja 2020 roku w Stambule.

 

Trzynaście drużyn z awansem do Ligi Mistrzów UEFA

Ligowe rozgrywki w Europie powoli dobiegają końca i jest w nich coraz mniej niewiadomych. Ale daleko jeszcze do skompletowania całej grupy zespołów, które dzięki zajęciu czołowych pozycji w rodzimych rozgrywkach uzyskują od razu awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. UEFA przeznaczyła dla nich aż 24 miejsca.

W nowej edycji tych najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych zachowany zostanie format rozgrywek znany nam z obecnego sezonu. Miejsca dla federacji zostaną rozdzielane na podstawie współczynnika ligowego UEFA z sezonu 2017/18. W edycji 2019/2020 Ligi Mistrzów będzie mogło wystartować 81 zespołów z 54 federacji piłkarskich należących do UEFA (poza Liechtensteinem, gdzie nie były przeprowadzane krajowe rozgrywki ligowe. Drużyny piłkarskie z tego kraju należą do szwajcarskiego systemu ligowego).

Wiadomo, że dwa miejsca w fazie grupowej Ligi Mistrzów otrzymają obrońca trofeum oraz zwycięzca obecnej edycji Ligi Europy. Z kwalifikacji awans uzyska tylko sześć zespołów – cztery w tzw. ścieżce mistrzowskiej i dwa w niemistrzowskiej. Pozostał 24 miejsca UEFA przeznacza dla drużyn wyłonionych w rozgrywkach krajowych. Cztery najsilniejsze ligi, czyli hiszpańska, angielska, włoska i niemiecka, będą mieć po czterech przedstawicieli. Liga francuska i rosyjska mają po dwa zespoły, a ligi portugalska, ukraińska, belgijska oraz turecka po jednym. W przypadku gdyby tegoroczni zwycięzcy finałów Ligi Mistrzów i Ligi Europy zajęły w rodzimych rozgrywkach miejsca gwarantujące im miejsce w fazie grupowej, ich miejsce w gronie 26 ekip zwolnionych z udziału w kwalifikacjach zajmą mistrz Austrii Red Bull Salzburg (za triumfatora Champions League) oraz trzecia drużyna ligi francuskiej (za triumfatora Ligi Europy).

Do tej pory udział w fazie grupowej zapewniło sobie 13 zespołów, a w zasadzie 14, bo Tottenham Hotspur na kolejkę przed końcem sezonu Premier League ma trzy punkty przewagi nad Arsenalem i zdecydowanie lepszą różnicę bramek (osiem), więc tylko jakiś kataklizm pozbawi „Koguty” miejsca w elicie 26 drużyn. Poza tym Tottenham wciąż pozostaje w grze w obecnej edycji Ligi Mistrzów, bo w środę gra w Amsterdamie rewanż z Ajaksem i mimo porażki u siebie w pierwszym meczu 0:1, wciąż ma przecież szanse na awans do finału, a w nim na zwycięstwo.

Pewne gry w nowej edycji Champions League są już natomiast te oto zespoły: FC Barcelona, Atletico Madryt, Real Madryt, FC Liverpool, Manchester City, Chelsea Londyn, Juventus Turyn Wojciech Szczęsny), SSC Napoli (Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński), Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), RB Lipsk, Paris Saint-Germain oraz Zenit Petersburg.

Premiowane awansem do Ligi Mistrzów miejsca zajmują aktualnie: w Hiszpanii Getafe, we Włoszech Inter Mediolan i Atalanta Bergamo, w Niemczech Eintracht Frankfurt, we Francji OSC Lille OSC, w Rosji Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus)), w Portugalii Benfica Lizbona, na Ukrainie Szachtar Donieck, w Belgii KRC Genk (Jakub Piotrowski) oraz w Turcji Galatasaray Stambuł.

W 28. sezonie Ligi Mistrzów UEFA mistrz Polski rozpocznie zmagania od I rundy eliminacyjnej i by wystąpić w fazie grupowej, będzie musiał pokonać aż czterech przeciwników. Ale za kilka lat, jeśli UEFA ugnie się przed żądaniami najsilniejszych klubów, straci nawet taką szansę na wejście do elity, bo jej rozgrywki mają zostać gruntownie zmienione. Na razie będzie jednak wszystko po staremu, czyli zwycięzca rozgrywek zakwalifikuje się do fazy grupowej Ligi Mistrzów w następnym sezonie oraz rozegra mecz o Superpuchar Europy ze zwycięzcą Ligi Europy UEFA, a także wystąpi jako przedstawiciel UEFA w Klubowych Mistrzostwach Świata. Mecz finałowy zostanie rozegrany 30 maja 2020 roku na Ataturk Olimpiyat w Stambule.

 

Bayern dobrze trafił w Pucharze Niemiec

Zespół Bayernu Monachium w tym sezonie może zdobyć potrójną koronę, bo nadal jest walczy o trzy trofea – w Lidze Mistrzów walczy w 1/8 finału, w Bundeslidze jest wiceliderem, a w pucharze Niemiec gra w ćwierćfinale.

W tych ostatnich rozgrywkach Bawarczycy w przeprowadzonym w minioną niedzielę losowaniu par 1/4 finału trafili na drugoligowy FC Heidenheim. Zespół ten jest rewelacją rozgrywek o Puchar Niemiec, w poprzedniej rundzie sprawił nie lada sensację, eliminując z pucharowej rywalizacji pokonując 2:1 dobrze spisujący się w ostatnich tygodniach Bayer Leverkusen. W 2.Bundeslidze FC Heidenheim zajmuje aktualnie czwarte miejsce z dorobkiem 37 punktów i wciąż liczy się w walce o miejsce gwarantujące awans do 1. Bundesligi. Lekceważyć zatem tego zespołu nie można i trener Bayernu Niko Kovac raczej na pewno nie wystawi przeciwko niemu rezerwowej ekipy, więc Robert Lewandowski zapewne też będzie musiał powalczyć z drugoligowcami.

A w Pucharze Niemiec nie jest łatwo, o czym przekonał się broniący tytułu Eintracht Frankfurt odpadając już w pierwszej rundzie. W 1/8 finału z rozgrywkami pożegnał się natomiast lider Bundesligi Borussia Dortmund, przegrywając w rzutach karnych z Werderem Brema (po dogrywce było 3:3). Bayern też awansował z trudem wygrywając po dogrywce z Herthą Berlin 3:2.

W ćwierćfinale oprócz starcia FC Heidenheim z Bayernem kibice zobaczą dwie potyczki między zespołami 1. Bundesligi – Schalke z Werderem i Augsburga z RB Lipsk oraz spotkanie dwóch drużyn z 2. Bundesligi – SC Paderborn (7. miejsce) z Hamburgerem SV (lider rozgrywek). Mecze zostaną rozegrane 2 i 3 kwietnia, półfinały zaplanowano na 23 i 24 kwietnia, zaś finał odbędzie się 25 maja w Berlinie.

 

Liga Europy: W czwartej rundzie nie będzie lekko

UEFA podzieliła na grupy drużyny przed poniedziałkowym losowaniem 4. rundy eliminacji Ligi Europy. To zawęziło listę rywali Legii, Lecha i Jagiellonii.

 

Interesująco wygląda sytuacja Legii, która w przypadku wyeliminowania luksemburskiego Football 1991 Dudelange, w IV rundzie kwalifikacji Ligi Europy może ponownie trafić na słowacki Spartak Trnawa, z którym przegrała w 3. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Pogromcy legionistów o awans do kolejnej rundy kwalifikacji Champions League powalczą z Crveną Zvezdą Belgrad i przegrany zespół w tej konfrontacji może stanąć na drodze warszawskiej ekipy. Jej potencjalnym rywalem jest też chorwackie Dinamo Zagrzeb, którego trenerem jest były trener Lecha Poznań Nenad Bjelica, a także kazachska FK Astana, z którą Legia przegrała w zeszłym roku walkę o Ligę Mistrzów. Pożądanym przeciwnikiem jest natomiast irlandzki Cork City, którego wyeliminowanie dwa lata temu dało warszawianom awans do Ligi Mistrzów. Legia znalazła się w grupie 1 w grupie drużyn nierozstawionych.
Z kolei Jagiellonia Białystok, która w 3. rundzie zmierzy się z belgijskim Gentem, znalazła się wśród rozstawionych ekip w grupie trzeciej. Dzięki temu uniknie ewentualnych starć z potentatami jak FC Sevilla czy Besiktas Stambuł, ale może trafić na Girondins Bordeaux lub Partizana Belgrad. Natomiast Lech Poznań w trzeciej rundzie zmierzy się z belgijskim Genkiem, a UEFA zakwalifikowała zwycięzcę tego pojedynku do drużyn rozstawionych z grupy piątej. Pozwoli to lepszej ekipie z tej pary uniknąć w IV rundzie takich mocnych przeciwników, jak Feyenoord Rotterdam, Zenit Petersburg czy SC Braga. „Kolejorz” w przypadku awansu może jednak trafić na RB Lipsk, Broendby Kopenhaga, Spartak, Hibernian (Szkocja) lub Molde (Norwegia), Sturm Graz lub Burnley FC (Anglia).