Biało-czerwoni wiceliderami rankingu FIVB

Polscy siatkarze zostali sklasyfikowani na drugim miejscu w najnowszym rankingu Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB) – pierwszym zestawionym wedle nowych zasad liczenia punktów. Swoją wcześniejszą lokatę znacznie poprawiły też nasze siatkarki, które awansowały z miejsca w trzeciej dziesiątce na 13 pozycję.

Nowy system liczenia punktów rankingowych uwzględnia wyniki wszystkich meczów rozegranych od 1 stycznia 2019 roku. Pod uwagę brane są rezultaty osiągane we wszystkich oficjalnych rozgrywkach – igrzyskach olimpijskich, kwalifikacjach do igrzysk, eliminacjach i finałach mistrzostw świata, Lidze Narodów, Pucharze Świata, eliminacjach i mistrzostwach kontynentów oraz międzynarodowe turnieju rozgrywane pod auspicjami FIVB. W klasyfikacji mężczyzn pierwsza lokatę utrzymała reprezentacja Brazylii, a w klasyfikacji kobiet ekipa Chin. Polki awansowały na 13. miejsce.
Top 10 rankingu FIVB mężczyzn: Brazylia (427 pkt), 2. Polska (384), 3. USA (365), 4. Rosja (317), 5. Argentyna (291), 6. Francja (291), 7. Włochy (288), 8. Iran (279), 9. Japonia (269), 10. Kanada (255). Top 10 rankingu FIVB kobiet: Chiny (391 pkt), 2. USA (382), 3. Brazylia (328), 4. Włochy (300), 5. Turcja (285), 6. Serbia (280), 7. Japonia (277), 8. Rosja (275), 9. Dominikana (272), 10. Korea Płd (261).

FIVB ustaliła terminarz

Rozgrywki Ligi Narodów w siatkówce rozpoczną się w drugim tygodniu maja 2021 roku, a zakończą 27 czerwca, na niespełna miesiąc przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio.

Taką informacje podała światowa federacja siatkarska. Gospodarzami turniejów finałowych (Final Six) Ligi Narodów 2021 będą kraje, które miały je zorganizować w tym roku – Chiny (kobiety) oraz Włochy (mężczyźni). FIVB poinformowała również, że mistrzostwa poszczególnych kontynentów odbędą się po zakończeniu igrzysk w Tokio. Na ich rozegranie wyznaczono ramy czasowe między 19 sierpnia a 19 września 2021 roku. Polska będzie współgospodarzem mistrzostw Europy siatkarzy, obok Czech, Estonii i Finlandii, natomiast turniej kobiet ma się odbyć w Serbii, Chorwacji, Bułgarii i Rumunii.
Ponadto FIVB potwierdziła, że wszystkie ligi krajowe będą mogły od 1 czerwca 2020 roku kontynuować sezon 2019/2020 lub rozpocząć nowy, ale przy zachowaniu wszystkich środków bezpieczeństwa, jakie zalecą władze państwowe lub lokalne. Ligi siatkarskie w Polsce zakończyły lub anulowały rozgrywki już w marcu.

Z kim zagrać, żeby zagrać

Wiadomo już, że po odwołaniu Ligi Narodów w tym roku nie będzie reprezentacyjnej części sezonu. Vital Heynen, który właśnie w tych dniach oficjalnie przedłużył kontrakt, na razie jako trener reprezentacji Polski nie ma nic do roboty. Działacze PZPS szukają jednak chętnych do rozegrania latem chociaż kilku turniejów towarzyskich.

Z powodu pandemii nasze siatkarskie reprezentacje, żeńska i męska, w 2020 roku nie rozegrają żadnego oficjalnego spotkania. Dla kadrowiczów będzie to szokująca odmiana. W 2019 ekipa trenera Heynena rozegrała 48 meczów w 142 dni, w halach rozsianych w 17 miastach i 10 krajach. Biało-czerwoni walczyli w Lidze Narodów, kwalifikacjach olimpijskich, mistrzostwach Europy i w Pucharze Świata. Bilans żeńskiej reprezentacji też budzi podziw: 29 meczów w 110 dni, w sześciu krajach i dziewięciu miastach, a w „jadłospisie” Liga Narodów, kwalifikacje do igrzysk oraz mistrzostwa Europy. W tym roku też miało być intensywnie, zwłaszcza dla męskiej kadry, bo miała grać w turnieju olimpijskim,. Lidze Narodów i mistrzostwach Europy. Co się odwlecze, to nie uciecze, bo te imprezy przeniesiono na przyszły rok, jednak czekająca naszą reprezentację tego lata terminarzowa „czarna dziura” wręcz zmusza do szukania jakiegoś sensownego rozwiązania. Takim mogą być mecze towarzyskie, ale ponieważ prawie wszędzie siatkarze i siatkarki od dwóch miesięcy nie trenują, nie będzie to łatwe do zorganizowania.
Na razie rozsyłają wici
PZPS wysłał do kilku federacji propozycję wzięcia udziału w turniejach towarzyskich, które latem, w lipcu lub sierpniu, jest gotów zorganizować w Polsce, nawet bez udziału publiczności. W pierwszej kolejności ofertę posłano do federacji z ościennych krajów, bo ich zespołom najłatwiej byłoby się do Polski dostać. Na razie nikt nie daje wiążącej odpowiedzi, bo żeby reprezentacje mogły zagrać, najpierw muszą trochę potrenować. A pod tym względem w każdym kraju jest inna sytuacja. Działacze PZPS najbardziej liczą na Rosjan, z którymi od lat mają bardzo dobre relacje, a do Gdańska i Kaliningradu obie strony mają blisko i mogą dojechać nawet autokarami.
Inny z pomysłów zakłada, że jeśli nie da się zorganizować spotkań międzypaństwowych, to rozwiązaniem mogą być sparingi z udziałem zawodniczek i zawodników reprezentacyjnych ekip. PZPS oferuje telewizyjnym nadawcom mecze Polski A z Polską B. W męskiej kadrze sytuacja jest komfortowa, bo Vital Heynen ma grupę liczącą ponad 30 siatkarzy na światowym poziomie i gdyby udało się ich wszystkich zebrać w jednym miejscu i czasie, to graczy starczyłoby na cztery równorzędne drużyny, więc dałoby się nawet rozegrać interesujący pod względem sportowym turniej.
Nie jest też tajemnicą powód, dla którego PZPS tak bardzo chce uaktywnić swoje reprezentacje w tym nietypowym roku. Chodzi o utrzymanie dotacji od sponsorów, jak Orlen, Plus i ministerstwo sportu. Donatorzy dają pieniądze za wykonane zgodnie z umową świadczenia, ale ponieważ w tym roku siatkarki i siatkarze nie mają jak się wykazać, te pieniądze do kasy siatkarskiego związku nie wpłyną.
Żeby jakiekolwiek mecze doszły do skutku, nasze reprezentacyjne zespoły muszą się do nich przygotować. „Piłkarze polskich klubów mogą trenować w grupach 13 osobowych. Dobrze by było, żebyśmy i siatkarze dostali taką możliwość, bo sześciu graczy na boisku to dla mnie za mało, żeby przeprowadzić zajęcia. Potrzebuję mieć na treningu co najmniej dwunastu” – stwierdził selekcjoner męskiej kadry Vital Heynen.
Rozmowy zamiast treningów
Belgijski szkoleniowiec w tej chwili zajmuje się wypytywaniem swoich podopiecznych jak widzą tegoroczny sezon. Chce wiedzieć, czy będą chcieli z nim potrenować, a jeśli tak, to jak długo i jakich oczekują warunków. „Zależy mi głównie na tym, żebyśmy spędzili trochę czasu razem, dla podtrzymania ducha zespołu. Niech to będzie chociaż dziesięć dni. Potrenujemy, zrobimy też grilla, bo obiecałem go zawodnikom po tym, jak przedłużyłem kontrakt z PZPS. Żeby to zrobić potrzebna jest jednak na treningi w liczniejszych niż sześcioosobowe grupach” – przekonuje Heynen.
Mecze towarzyskie są w tej chwili dla niego odległą perspektywą. Selekcjoner naszej kadry najpierw chcę się przekonać, czego chce zespół. Z różnych źródeł docierają informacje, że nie wszyscy kadrowicze są skłonni poświęcić ileś tam tygodni na treningi w kadrze tylko dla spotkań towarzyskich. Ale Heynen zapewnia, że dla niego ważniejszy od samych meczów będzie restart fizyczny i mentalny. I gwarantuje, że siatkarze wrócą ze zgrupowania kadry do klubów w przyzwoitej formie.
Warunkiem podstawowym do realizacji tego celu jest jednak wydanie przez rząd zgody na korzystanie z hal sportowych i ośrodków treningowych.

Igrzyska za rok, a Heynen bez umowy

Przełożenie igrzysk w Tokio na następny rok wielu sportowcom i trenerom pokrzyżowało życiowe plany. Wśród poszkodowanych znalazł się selekcjoner reprezentacji Polski siatkarzy Vital Heynen, który po igrzyskach planował przerwę w pracy szkoleniowej i dlatego podpisał kontrakt z PZPS do końca września tego roku.

Pandemia koronawirusa sparaliżował sportowe życie na całym świecie. MKOl i komitet organizacyjny igrzysk w Tokio długo stali na stanowisku, żeby najważniejsze wydarzenie sportowe odbyło się zgodnie z planem, czyli od 24 lipca do 9 sierpnia. Pod naciskiem sportowców, którzy nie mają jak odpowiednio przygotować się do igrzysk, ponieważ władze krajowe apelują o pozostanie w domach oraz pod presją ze strony narodowych komitetów olimpijskich, MKOl się ugiął. Igrzyska olimpijskie w Tokio przełożone zostały na przyszły rok. To wydarzenie bez precedensu w historii ruchu olimpijskiego. W przeszłości tę największą imprezę sportową odwołano w latach 1916, 1940 i 1944 z powodu I i II wojny światowej, ale nigdy wcześniej nie zmieniono jej daty. Dokładnego terminu jeszcze nie wyznaczono, ale według nieoficjalnych informacji będzie to przełom lipca i sierpnia przyszłego roku. Już zdobyte kwalifikacje olimpijskie zachowują ważność, co jest dobrą wiadomością między innymi dla siatkarskiej reprezentacji Polski.
Belgijski trener biało-czerwonych, Vital Heynen, przyjął decyzję o przełożeniu igrzysk ze spokojem i zrozumieniem. „Droga po olimpijski medal z Polakami będzie dłuższa niż zakładałem. W sumie to nawet dobrze, bo mamy szesnaście dodatkowych miesięcy, żeby jeszcze podnieść poziom gry. Oczywiście szkoda, że igrzyska nie odbędą się w planowanym terminie, ale zdobycie medalu po takich zawirowaniach będzie miało dodatkowy walor. Nie widzę w tym problemu dla zespołu. Już tego lata bylibyśmy bardzo dobrą drużyną, a za rok możemy być nawet lepsi, bo motywacja u moich zawodników się nie zmieniła” – zapewnia Heynen.
Na razie jednak nie wiadomo jeszcze, kiedy siatkarskie rozgrywki zostaną wznowione. Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) przełożyła Ligę Narodów na drugą połowę roku i te rozgrywki miały się rozpocząć po igrzyskach w Tokio. Ale skoro olimpijskie zmagania przełożono, stwarza to nowe możliwości do przeorganizowania siatkarskiego kalendarza.
Wymuszone przez pandemię zmiany spowodowały też zmianę osobistych planów. Niektórzy siatkarze naszej kadry, którzy po Tokio 2020 planowali zakończenie reprezentacyjnych karier, teraz muszą podjąć decyzję czy chcą je kontynuować z pełnym poświęceniem jeszcze przez rok. Także trener Heynen musiał skorygować swoje plany dotyczące pracy z polską reprezentacją. „Wszyscy wiedzą, że po igrzyskach chciałem zrobić sobie przerwę trenerską. Roczną, może półtoraroczną, aby odpocząć i przemyśleć sobie parę spraw. Myślałem, że do Polski na dłużej już nie wrócę, ale wobec zaistniałych wydarzeń będę musiał popracować z jej reprezentacją dłużej” – wyjawił niedawno Heynen.
Przy okazji media przypomniały, że belgijski trener miał przecież kontrakt tylko do końca września tego roku. I nagle z oczywistego faktu zrobił się problem, bo z wypowiedzi nawet prominentnych działaczy PZPS bynajmniej nie wynikało, iż przedłużenie umowy przez Belga jest formalności. Wątpliwości nie rozwiał nawet prezes PZPS Jacek Kasprzyk, mówiąc: „Zależy nam, żeby trener pracował z kadrą do czasu przełożonych igrzysk. Nie chcemy robić żadnej rewolucji. Wierzę, że uda nam się dojść do porozumienia i będziemy dalej współpracować, tak żeby jak najlepiej przygotować się na igrzyska w nowym terminie” – stwierdził prezes PZPS. I przyznał, że Heynen wprawdzie nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, ale władze naszej siatkarskiej federacji nie wyobrażają sobie w tej chwili innego scenariusza niż przedłużenie kontraktu z belgijskim szkoleniowcem.
Reprezentujące interesy Belga agencja menedżerska z kolei zapewnia, że jak dotąd nie otrzymała z PZPS oficjalnej oferty przedłużenia kontraktu, ale dostaje wiadomości, że działacze planują podjęcie negocjacji w najbliższym tygodniu. Trudno jednak stwierdzić, czy zaproponują jedynie automatyczne przedłużenie obecnie obowiązującej umowy o rok, do końca września 2021 roku. „Nic innego w tej chwili nie wchodzi w grę. Cały czas mowa jest o pracy z kadrą Polski tylko do momentu zakończenia igrzysk. Dla Vitala turniej olimpijski w Tokio będzie zamknięciem cyklu, dopiero potem podejmie decyzję, co dalej” – przyznaje agencja nawet w oficjalnych komunikatach.
Nową umowę z Belgiem miał podpisać już nowy prezes PZPS, ale z powodu epidemii koronawirusa zjazd sprawozdawczo-wyborczy PZPS prawdopodobnie zostanie przełożony. Co oznacza, że pertraktacje z Heynenem zapewne zostaną odłożone w czasie.

Uczestnicy turnieju w Tokio w komplecie

Zakończyły się kwalifikacje do turnieju olimpijskiego siatkarzy. Reprezentacja Polski zapewniła sobie awans już w sierpniu ubiegłego roku, a w styczniu jako ostatnie awans wywalczyły reprezentacje Francji, Wenezueli i Kanady.

Wszystko wskazuje na to, że grupy turnieju olimpijskiego zostaną utworzone na podstawie rankingu Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB). O tym, gdzie trafią poszczególne zespoły, zadecyduje zasada tzw. serpentyny. Jeśli FIVB nie zmieni dotychczasowych postanowień w tej kwestii, to Polacy, którzy w rankingu zajmują obecnie trzecie miejsce, powinni trafić do teoretycznie łatwiejszej grupy A,z gospodarzem turnieju Japonią, Włochami (4. miejsce w rankingu FIVB ), Kanadą (7. miejsce), Iranem (8. miejsce) i Wenezuelą (36. miejsce). W grupie B natomiast powinny znaleźć się ekipy Brazylii (1. miejsce w rankingu FIVB), USA (2. miejsce), Rosja (5. miejsce), Argentyna (6. miejsce), Francja (9. miejsce) i Tunezja (22. miejsce). Do ćwierćfinału awansują po cztery najlepsze drużyny z każdej z grup. Pary 1/4 finału zostaną utworzone na zasadzie: 1A-4B, 2A-3B, 1B-4A, 2B-3A.
W turnieju siatkarek nie zobaczymy niestety Polek, które w półfinale europejskich kwalifikacji przegrały po dramatycznym meczu z wicemistrzyniami Europy Turczynkami, które ostatecznie wywalczyły bilet do Tokio, wygrywając w finale turnieju kwalifikacyjnego w Apeldoorn z Niemcami 3:0. Podział na grupy olimpijskiego turnieju pań ma być na identycznych zasadach, jak w przypadku mężczyzn. A to oznacza, że skład grup powinien wyglądać następująco: grupa A – Japonia (gospodarz), Serbia (3. miejsce w rankingu FIVB), Brazylia (4. miejsce), Korea Płd (9. miejsce), Dominikana (10. miejsce), Kenia (19. miejsce); grupa B – Chiny (1. miejsce w rankingu FIVB), USA (2.) miejsce, Rosja (5. miejsce), Włochy (8. miejsce), Argentyna (11. miejsce), Turcja (12. miejsce). Igrzyska olimpijskie w Tokio rozpoczną się 24 lipca i potrwają do 9 sierpnia. Tytułu wśród siatkarzy będą bronić Brazylijczycy, a wśród siatkarek Chinki.
Turniej olimpijski w siatkówce mężczyzn zostanie rozegrany w dniach 25 lipca – 8 sierpnia 2020 roku.
Pechowe olimpijskie ćwierćfinały
Nasi siatkarze od 2004 roku regularnie występują w olimpijskich turniejach, ale bez powodzenia. Trzykrotni mistrzowie świata mają w swoim dorobku tylko jeden złoty medal olimpijski, wywalczony przez legendarną ekipę Huberta Wagnera w 1976 roku na igrzyskach w Montrealu. A że szlachectwo zobowiązuje, dojście tylko do ćwierćfinału to żaden sukces, tylko sromotna porażka. A tak się składa, że reprezentacja Polski w czterech ostatnich turniejach olimpijskich odpadała z rywalizacji właśnie na tym etapie. W 2004 roku w Atenach biało-czerwoni odpadli po porażce 0:3 z Brazylią, w 2008 roku w Pekinie przegrywając z Włochami 2:3, w 2012 roku w Londynie po klęsce 0:3 z Rosją, a w 2016 roku w Rio de Janeiro po przegranej 0:3 ze Stanami Zjednoczonymi.
W Tokio nasi siatkarze chcą w końcu przerwać ten nieciekawy dla nich serial i powalczyć w końcu o medale. A właściwie o złoty medal, bo taki cel postawił sobie trener Vital Heynen i o krążek tego koloru chcą też walczyć wybrani przez niego do drużyny zawodnicy. Nie ulega też wątpliwości, że o złocie marzą także polscy kibice oraz rzecz jasna działacze Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Nie będzie to jednak takie proste zadanie, jak mogłoby się wydawać po ostatnich mistrzostwach świata, w których nasi siatkarze w decydujących spotkaniach pokonali ekipy USA i Brazylii.
W stolicy Japonii biało-czerwoni rywalizować będą z zespołami, które do igrzysk awansowały w różny sposób. Japonia jako gospodarz dostała miejsce z przydziału, Polska, Włochy, Rosja, USA, Brazylia i Argentyna awansowały jako zwycięzcy interkontynentalnych turniejów kwalifikacyjnych, a Iran, Francja, Kanada, Wenezuela i Tunezja jako zwycięzcy rozegranych w styczniu turniejów kontynentalnych. W tej dwunastce drużyn za co najmniej równorzędnych rywali trzeba uznać ekipy Brazylii, USA, Rosji, Francji i Włoch, a za groźnych Argentynę, Kanadę i Iran. Na pewno nie można też lekceważyć szykujących się już od dłuższego czasu do tej imprezy Japończyków. W ubiegłorocznym Pucharze Świata już stawili rywalom mocny opór, a podczas igrzysk z pewnością będą grać tylko lepiej.
Rosjanie zaburzą serpentynę?
Dwunastu uczestników olimpijskiego turnieju zostanie podzielonych na dwie grupy po sześć zespołów. Władze FIVB zapowiadały już wcześniej, że przy podziale zastosują zasadę tzw. serpetyny i nie będą w niej przesuwać zajmującej piąte miejsce w rankingu reprezentacji Rosji. Dla przypomnienia – Międzynarodowy Komitet Olimpijski na wniosek Światowej Agencji Antydopingowej wyrzucił Rosję z igrzysk w Tokio, ale decyzja nie dotyczy reprezentacji siatkarzy. FIVB przyjął wprawdzie, że rosyjska reprezentacja zagra w stolicy Japonii pod szyldem „Olimpijczycy z Rosji”, nie zmienił jednak jej miejsca w światowym rankingu.
Inna sprawa, że jakiekolwiek zmiany w układzie grup i tak nie mają większego znaczenia. Po pierwszej fazie turnieju do ćwierćfinału awansują po cztery zespoły z każdej z dwóch grup, co oznacza, że Polacy, nawet jeśli w grupie A zajmą pierwsze miejsce, to w 1/4 finału trafią na którąś z potęg zgrupowanych w grupie B, czyli Brazylię, USA, Rosję lub Francję. Czyli znów pojawi się ryzyko powtórki „ćwierćfinałowej klątwy”.
Z drugiej jednak strony będzie też okazja do przełamania tej niefortunnej serii. Trener Heynen ma do dyspozycji liczną, wyrównaną i mocno nastawioną na sukces grupę utalentowanych siatkarzy. I to raczej nie oni muszą się bać rywali, tylko na odwrót.

Zagrają z Rosją i Brazylią

Nasi siatkarze po niedzielnym meczu z Włochami (3:0) przeprowadzili się z Fukuoki do Hiroszimy, gdzie rozegrają pozostałe sześć spotkań w Pucharu Świata. Po pięciu kolejkach reprezentacja Polski zajmuje w turnieju trzecią lokatę, za Brazylią i Stanami Zjednoczonymi. W środę 9 października w kolejnym spotkaniu przeciwnikiem biało-czerwonych będzie reprezentacja Rosji.

Polacy po rozegraniu pięciu z 11 meczów mają na koncie cztery zwycięstwa i porażkę. W turniejowych statystykach żaden z polskich siatkarzy nie znajduje się jednak w ścisłej czołówce, ale na to wpływ ma fakt, że trener Vital Heynen sporo rotuje składem. Jedynym naszym siatkarzem, który w indywidualnych statystykach na swojej pozycji mieści się w czołowej dziesiątce, jest rozgrywający Fabian Drzyzga. Liderem na tej pozycji jest Argentyńczyk Matias Sanchez.

Z kolei najlepszym blokującym w polskim zespole jest Bartosz Kurek. Atakujący, który osiem razy punktował blokiem, ma średnią na seta 0,44, co daje mu 12. lokatę w turnieju. O pięć pozycji niżej znajduje się przyjmujący Wilfredo Leon, który zdobył w ten sposób sześć punktów (średnia 0,33). W tym elemencie gry najlepszy jest rosyjski środkowy Iwan Jakowlew (21 pkt i średnia 1,0). Najlepszym serwującym w ekipie biało-czerwonych jest Leon. Kubańczyk w polskich barwach posłał sześć asów i ze średnią 0,33 na seta plasuje się na 13. pozycji. Najlepszy pod tym względem jest Brazylijczyk Alan Souza, który zdobył 11 punktów bezpośrednio z zagrywki i ma średnią 0,65. Leon jest zaś 19. wśród najlepiej punktujących. Jego dorobek to 56 zdobytych punktów, z których 44 zdobył atakiem, a po sześć blokiem i z zagrywki. Na czele tego zestawienia także jest Souza, który ma 81 pkt – 66 zdobytych atakiem, cztery blokiem i 11 za sprawą asów serwisowych.

Bartosz Kwolek zajmuje 18. miejsce wśród przyjmujących ze skutecznością 49,35 procent. Liderem jest Luke Perry – 75 procent. Australijski libero przoduje również w obronie – ma średnią 2,20 na seta. W drużynie mistrzów świata najwyżej, ale dopiero na 35. miejscu, jest Bartosz Kurek – 0,94. Trochę wyżej jest natomiast w klasyfikacji atakujących – ze skutecznością 40,58 procenta zajmuje 28. lokatę. Pierwszy jest w tym elemencie gry Argentyńczyk Agustin Loser – 65,35 procent.

Reprezentacja Polski jeszcze nigdy nie zdobyła Pucharu Świata. Drugie miejsce wywalczył w 1965 i 2011 roku, a trzecie w poprzedniej edycji cztery lata temu.

Terminarz gier reprezentacji Polski
(godziny wg. czasu polskiego)
Rozegrane mecze:
Polska – Tunezja 3:0; Polska – Japonia 3:1; Polska – USA 1:3; Polska – Argentyna 3:1; Polska – Włochy 3:0.
Mecze do rozegrania:
Polska – Rosja, 9 października, godz. 8:00;
Polska – Egipt, 10 października, 5:30;
Polska – Australia, 11 października, 5:30;
Polska – Brazylia,13 października, 8:00;
Polska – Kanada, 14 października, 5:30;
Polska – Iran, 15 października, 5.30.

Tabela Pucharu Świata:
M    Z-P   Pkt Sety
1. Brazylia         5     5-0   15   15:2
2. USA               5    4-1   13   14:5
3. Polska           5     4-1   12   13:5
4. Japonia         5     3-2     9   10:7
5. Rosja             5     3-2     9   11:10
6. Egipt             5     2-3     7   10:11
7. Argentyna     5     2-3    6   10:12
8. Iran               5     2-3    6     9:11
9. Kanada         5     2-3    5     9:12
10. Włochy       5     2-3    5     7:11
11. Australia     5     1-4    2     6:14
12. Tunezja       5     0-5    0    1:15

 

Słowenia na drodze

Nasi siatkarze będą walczyć o medal mistrzostw Europy. W miniony poniedziałek biało-czerwoni pokonali w ćwierćfinale reprezentację Niemiec 3:0 (25:19, 25:21, 25:18) i w czwartek o 20:30 zagrają w Lublanie ze zespołem Słowenii, który sensacyjnie wyeliminował obrońców tytułu Rosjan 3:1 (25:23, 25:22, 21:25, 25:21).

Reprezentacja Polski w ćwierćfinałowym starciu z zespołem Niemiec tylko na początku pierwszego seta miała niewielkie problemy. Potem jednak biało-czerwoni dominowali na parkiecie. Nasi sąsiedzi zza Odry nie zdołali sprawić niespodzianki, a jedyne na co było ich stać, to na przerwanie niesamowitej serii zwycięstw polskiej drużyny. Zdobywając w drugim secie 21 punktów Niemcy jako pierwszy zespół po Holandii, Czechach, Czarnogórze, Ukrainie i Hiszpanii – zdołał w jednym secie osiągnąć granicę 20 zdobytych punktów.

W wypełnionej po brzegi polskimi kibicami hali w holenderskim Apeldoorn wyraźnie lepiej czuli się nasi siatkarze, grający tu już wcześniej w 1/8 finału z Hiszpanią. Z meczowych statystyk wynika wyraźna przewaga Polaków, którzy na aktualnymi wicemistrzami Europy górowali w każdym elemencie siatkarskiego kunsztu. W ataku 58 procent do 49 na korzyść biało-czerwonych. Blokiem zdobyli sześć punktów, a rywale tylko dwa. Niemcy przyjęli strategię odrzucania przeciwników od siatki mocnymi serwisami, dlatego też ryzykowali w polu zagrywki, ale popełnili mnóstwo błędów. Oddali w ten sposób za darmo aż 21 punktów (Polacy tylko 10). Przyjęcie serwisu również było po stronie podopiecznych Vitala Heynena – 64 procent skutecznych odbiorów, w tym 36 procent bezbłędnych. Niemcy odpowiednio – 49 i 30 procent.

Pojedynek Leona z Grozerem

Przed meczem Polska – Niemcy zastanawiano się, który z bombardierów, Wilfredo Leon czy Gyorgy Grozer, w tym starciu okaże się lepszy. Zwycięsko z tej próby wyszedł Kubańczyk z polskim paszportem. Co prawda obaj zakończyli spotkanie z identyczną zdobyczą punktową – po 18, ale Leon miał niesamowitą skuteczność w ataku. 26-letni przyjmujący z 21 zagrań do niego udanie skończył aż 17, co dało mu 81 procent skuteczności w ataku. Grozer na 26 prób zdobyciem punktów zakończył 16, co dało mu 62 procent skuteczności. Ale nie tylko znakomita dyspozycja Leona przyczyniła się do wygranej biało-czerwonych. Kubańczyk miał mocne wsparcie świetnie grających kolegów z drużyny, natomiast Grozer była praktycznie osamotniony. Michał Kubiak zanotował skuteczność na poziomie 50 procent. Trzecią siłą w ataku polskiego zespołu był Maciej Muzaj, który wywalczył atakiem siedem punktów. Blok nie był w tym starciu elementem rozstrzygającym o końcowym rezultacie. Dwukrotnie atakujących rywali zatrzymali Mateusz Bieniek oraz Fabian Drzyzga, raz ta sztuka powiodła się także Leonowi i Piotrowi Nowakowskiemu. Rywale odpłacili się jedynie dwoma skutecznymi akcjami blokiem. Mniej skuteczni niż zazwyczaj byli nasi środkowi – Mateusz Bieniek skutecznie wykończył ledwie jedną z pięciu zagranych do niego piłek, a Nowakowski nie zmarnował żadnej z dwóch okazji do zdobycia punktu.

Przed meczem trener biało-czerwonych Vital Heynen przypominał, że kiedyś prowadził też reprezentację Niemiec i że wciąż „kocha siatkarzy z tego zespołu”, ale gdy już przyszło do meczu, zachowywał się jak zwykle. Może tylko po zakończeniu spotkania trochę stonował radość ze zwycięstwa. Ale mimo wyraźnej wygranej belgijski szkoleniowiec nie był w pełni zadowolony z gry swoich podopiecznych, ani obecnych z Polski, ani tych dawniejszych, z Niemiec. „To nie był mecz na poziomie, jakiego oczekiwałem. Obie drużyny źle weszły w spotkanie i popełniały za dużo błędów” – stwierdzi Heynen przed kamerami TVP.

W Lublanie nie będą u siebie

O ile zwycięstwo Polaków trudno było uznać za sensację, to z pewnością na takie miano zasłużyła wiktoria reprezentacji Słowenii, która przed własną publicznością w Lublanie wyeliminował w ćwierćfinale obrońców tytułu, Rosjan, 3:1. Ze Słoweńcami naszych siatkarzy czeka jednak wcale nie łatwiejsza przeprawa, niż mieliby z ekipą „Sbornej”. Z półfinałowymi rywalami Polacy mają rachunki do wyrównania za dwa poprzednie europejskie czempionaty. W 2015 roku Słoweńcy wyeliminowali biało-czerwonych w ćwierćfinale, a dwa lata później w barażu o ćwierćfinał. Ta druga porażka była tym bardziej bolesna, że turniej odbywał się w Polsce. Niewiele ponad miesiąc temu drużyna Vitala Heynena potykała się ze Słowenią w rozegranym w Gdańsku turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich w Tokio. Biało-czerwoni przed własną publicznością wygrali 3:1 i zapewnili sobie udział w igrzyskach, lecz w czwartek o 20:30 zmierzą się ze Słoweńcami na ich terenie, co oznacza, że po raz pierwszy w tegorocznych mistrzostwach Europy polscy kibice będą na trybunach w zdecydowanej mniejszości.

A gospodarzom, jak wiadomo, pomagają nawet ściany, a powiedzonko to w przypadku polskiej ekipy już we wtorek znalazło praktyczne zastosowanie, bowiem z powodu strajku pracowników słoweńskich linii lotniczych odwołano lot z Amsterdamu do Lublany i nasi siatkarze utknęli na holenderskim lotnisku bez perspektywy na szybki transport do Słowenii. Nie na długo jednak, bo premier Morawiecki wykorzystał okazję do poprawienia swojego wizerunku i posłał im w sukurs rządowy samolot.

 

Poprzeczka coraz wyżej

Nasi siatkarze już po trzech wygranych meczach w grupie D (z Estonią 3:1, Holandią 3:0 i Czechami 3:0) praktycznie zapewnili sobie awans do 1/8 finału mistrzostw Europy, ale formalnie potrzebowali zwycięstwa z debiutująca w mistrzostwach Europy Czarnogórą. Natomiast pewne awansu już po trzech spotkaniach były ekipy Francji, Bułgarii i Włoch (grupa A) oraz Słowenii i broniącej tytułu Rosji (grupa C).

Po stracie seta w meczu z Estonią, pierwszym rozegranym przez Polaków na mistrzostwach Europy, pojawiły się lekkie obawy o formę biało-czerwonych. Podopieczni trenera Vitala Heynena rozwiali jej jednak bezdyskusyjnie w dwóch kolejnych potyczkach. Najpierw w niedzielę rozbili Holendrów 3:0, co było o tyle zaskakujące, że zespół gospodarzy grupy D uważano za najpoważniejszego konkurenta biało-czerwonych do pierwszego miejsca. Zwycięstwo odnieśli również Czesi, którzy nadspodziewanie łatwo pokonali Estończyków 3:0, a wcześniej przegrali z Ukraińcami 1:3.

Może dlatego nasi siatkarze, mając w pamięci stracony set z Estończykami, do poniedziałkowego starcia z czeską drużyną wyszli maksymalnie skoncentrowani. Trener Heynen posłał do boju ten sam skład, który rozjechał dzień wcześniej Holendrów, więc żadnych nieprzewidzianych komplikacji nie było. Pierwszą partię biało-czerwoni wygrali 25:18, ale drugą zaczęli słabo, lecz zanim rywale zdążyli się nacieszyć prowadzeniem, w polu zagrywki stanął Piotr Nowakowski i zdobył serwisem siedem punktów z rzędu. A potem już poszło z górki i Czesi przegrali tego seta 12:25, a trzeciego 15:25. Taki wynik oznaczał, że reprezentacja Polski w całym spotkaniu oddała przeciwnikom w sumie 45 punktów.

Podczas tegorocznych mistrzostw Europy w innych meczach zdarzały się wyjątkowo jednostronne sety. Włosi pokonali Portugalczyków 25:10, takim samym wynikiem zakończyła się jedna z partii w meczu Rosja – Białoruś, ale 45 „oczek” oprócz Polaków w jednym meczu oddali jeszcze tylko Holendrzy w spotkaniu z Czarnogórą (25:13, 25:17 i 25:15), z którą reprezentacja Polski zmierzyła się we wtorek w Amsterdamie (mecz zakończył się po zamknięciu wydania). Mniej niż 50 punktów ugrali jeszcze Rumuni w meczu z Francuzami (przegrali 19:25, 14:25 i 16:25).

Trener Heynen jest zachwycony formą swoich podopiecznych, a także wspaniałym dopingiem jaki w Holandii funduje polskiej drużynie wielotysięczna grupa kibiców w biało-czerwonych barwach. Jeśli coś martwi belgijskiego szkoleniowca, to… łatwość z jaką jego zespół pokonuje kolejnych przeciwników w grupie D. Obawia się, zapewne słusznie, że ta łatwość może zdemobilizować jego graczy gdy przyjdzie im mierzyć się z silnymi rywalami.

A kilka takich drużyn w tegorocznych czempionacie przecież jest. Zespoły Francji, Rosji, Bułgarii, Włoch czy Serbii też w tym turnieju grają rewelacyjnie. Dla nas w tej chwili istotny jest jednak przebieg rywalizacji w grupie B, bo z którymś z zespołów z tej grupy nasi siatkarze zagrają w 1/8 finału.

Wyniki ME 2019 w siatkówce mężczyzn
Grupa A (Montpellier)
Bułgaria – Grecja 3:0
Portugalia – Włochy 0:3
Francja – Rumunia 3:0
Bułgaria – Rumunia 3:0
Włochy – Grecja 3:1
Grecja – Francja 0:3
Bułgaria – Portugalia 3:1
Rumunia – Włochy 1:3
Portugalia – Francja 0:3
Rumunia – Grecja 1:3
Francja – Bułgaria 3:0
Grecja – Portugalia 1:3
Włochy – Bułgaria (17 września)
Portugalia – Rumunia (18 września, 14:00)
Francja – Włochy (18 września, 20:45)
1. Francja 4 4 12 12:0
2. Bułgaria 4 3 9 9:4
3. Włochy 3 3 9 9:2
4. Grecja 5 1 4 5:13
5. Portugalia 4 1 3 4:10
6. Rumunia 4 0 0 2:12

Grupa B (Bruksela i Antwerpia)
Serbia – Niemcy 3:0
Słowacja – Hiszpania 3:2
Belgia – Austria 3:0
Słowacja – Austria 3:1
Niemcy – Belgia 2:3
Hiszpania – Belgia 0:3
Serbia – Słowacja 3:0
Austria – Niemcy 0:3
Hiszpania – Serbia 1:3
Austria – Hiszpania (17 września)
Słowacja – Belgia (17 września)
Niemcy – Słowacja (18 września, 17:30)
Belgia – Serbia (18 września, 20:30)
Serbia – Austria (19 września, 20:30)
1. Serbia 3 3 9 12:1
2. Belgia 3 3 8 9:2
3. Słowacja 3 2 5 6:6
4. Niemcy 3 1 4 5:6
5. Hiszpania 3 0 1 3:9
6. Austria 3 0 0 1:9

Grupa C (Lublana)
Turcja – Rosja 1:3
Finlandia – Macedonia Północna 3:1
Słowenia – Białoruś 3:0
Macedonia Północna – Turcja 0:3
Białoruś – Rosja 1:3
Macedonia Północna – Rosja 0:3
Słowenia – Finlandia 3:1
Białoruś – Finlandia 3:2
Turcja – Słowenia 0:3
Rosja – Finlandia 3:0
Białoruś – Macedonia Północna 1:3
Słowenia – Macedonia Płn (17 września
Turcja – Białoruś (17 września)
Słowenia – Rosja (18 września, 17:30)
Finlandia – Turcja (18 września, 20:30)
1. Rosja 4 4 12 12-2
2. Słowenia 3 3 9 9:1
3. Finlandia 4 1 4 6:10
4. Turcja 3 1 3 4:6
5. Macedonia Płn 4 1 3 4:10
6. Białoruś 4 1 2 5:11

Grupa D (Rotterdam i Amsterdam)
Czechy – Ukraina 1:3
Estonia – Polska 1:3
Holandia – Czarnogóra
Ukraina – Holandia 0:3
Estonia – Czarnogóra 0:3
Holandia – Polska 0:3
Czechy – Estonia 3:0
Czarnogóra – Ukraina 1:3
Polska – Czechy 3:0
Czarnogóra – Polska (17 września)
Estonia – Holandia (17 września)
Ukraina – Estonia (18 września, 16:00)
Holandia – Czechy (18 września, 20:00)
Czechy – Czarnogóra (19 września, 17:00)
Polska – Ukraina (19 września, 20:00)
1. Polska 3 3 9 9:1
2. Holandia 3 2 6 6:3
3. Ukraina 3 2 6 6:5
4. Czechy 3 1 3 4:6
5. Czarnogóra 3 1 3 4:6
6. Estonia 3 0 0 1:9

 

Udany początek mistrzostw

W inauguracyjnym meczu mistrzostw Europy siatkarzy Polacy pokonali Estonię 3:1, ale nie był to dobry występ biało-czerwonych. Trener Vital Heynen trochę zaryzykował rezygnując przed turniejem ze spotkań sparingowych, ale solennie zapewniał, że forma jego podopiecznych będzie rosła z każdym kolejnym rozegranym spotkaniem.

Wcześniej nasi siatkarze grali z Estończykami dwa lata temu, w fazie grupowej poprzedniej edycji mistrzostw Europy. Wygrali wtedy z nimi gładko 3:0. Tym razem oddali im seta, a w trzech wygranych musieli się nieźle napocić na zwycięstwo. W estońskiej drużynie grało trzech dobrze znanych polskim kibicom zawodników – Renee Teppan, który miniony sezon spędził w PGE Skrze Bełchatów, Ardo Kreek, w przeszłości zawodnik kilku klubów PlusLigi i Robert Taht, w latach 2015-18 siatkarz zespołu Cuprum Lubin. Także selekcjoner kadry Estonii Gheorghe Cretu nie jest u nas postacią anonimową, bo był szkoleniowcem Cuprum Lubin, AZS Olsztyn oraz Asseco Resovii Rzeszów. To jednak nie tłumaczy skutecznego oporu jaki znacznie niżej notowani rywale postawili aktualnym mistrzom świata.

Biało-czerwoni zaczęli spotkanie całkiem nieźle i bez większych problemów zwyciężyli w pierwszym secie. Potem jednak w ich poczynania wkradł się chaos. „Zagraliśmy dobrze na początku, ale potem popełniliśmy sporo błędów. Uważam jednak, że nic w tym meczu nie zdarzyło się takiego, czego byśmy się nie spodziewali” – stwierdził Vital Heynen przed kamerami TVP Sport.

Bez meczów sparingowych

Belgijski szkoleniowiec po sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio zamknął się z kadrą na zgrupowaniu w Arłamowie, a przez ten czas nasi siatkarze aż do meczu z Estonią nie rozegrali żadnego spotkania kontrolnego. Heynen uznał, że rywale w grupie nie są na tyle mocni i w spotkaniach z nimi jego podopieczni dojdą do wysokiej formy, której apogeum ma przypaść akurat na mecze o medale. Nikt w polskiej ekipie nie rozważał przed turniejem innego celu, jak walka o złoty medal.
W starciu z Estończykami Heynen posłał do gry aż 12 zawodników, co nie jest niczym dziwnym, bo do jego zamiłowania do rotacji zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Z niejasnych powodów na parkiecie nawet na moment nie pojawiła się Wilfredo Leon, co jest o tyle dziwne, że kubański gwiazdor z polskim paszportem gra na pozycji przyjmującego, a właśnie przyjęcie najbardziej w grze polskiej drużyny w piątkowe popołudnie szwankowało. Kiepsko też nasi siatkarze radzili sobie w grze blokiem, a ten element do tej pory był jednym z ich najmocniejszych atutów. Zaskoczyło to nawet Heynena, który po meczu szczerze przyznał: „Mówią, że jesteśmy najlepiej blokującą drużyną na świecie, ale w meczu z Estonią mieliśmy aż 26 nieudanych bloków, co jest teraz naszym niechlubnym rekordem. Ten element musimy poprawić już w następnym spotkaniu”.

Belgijski trener niejasno też tłumaczył absencję Leona. „Jego nieobecność to żadna kara. Po prostu mam w zespole 14 równorzędnych graczy i każdy z nich czasem musi usiąść na ławce. Ale zapewniam, że Wilfredo na pewno w tym turnieju zagra. Przed nami jeszcze wiele spotkań” – powiedział Heynen.

W sobotę reprezentacja Polski miała wolne, ale do rywalizacji wróciła w niedzielę, mierząc się z ekipa gospodarzy grupy D, Holandią. „Powiedziałem moim zawodnikom, że dla mnie to bardzo ważny mecz. Członkowie mojej rodziny spędzają w Holandii sporo czasu, bo w tym kraju się uczą lub pracują. Nie ma więc takiej opcji, żebym tu przegrał” – zapowiedział przed meczem belgijski selekcjoner biało-czerwonych. Polacy byli faworytami, bo w tym sezonie dwukrotnie pokonali „Pomarańczowych” w sparingowych potyczkach w Opolu 3:0 i 3:1. Ale Holendrzy już w kwalifikacjach olimpijskich zagrali dużo lepiej, a mistrzostwach Europy wygrali po 3:0 dwa pierwsze mecze – z Ukrainą i Czarnogórą. Co ciekawe, tak dzielnie walczący przeciwko Polakom Estończycy w sobotę nieoczekiwanie przegrali z debiutującymi w europejskim czempionacie Czarnogórcami 0:3, natomiast Czesi, z którymi Polacy zmierza się w poniedziałek, przegrali z Ukrainą 1:3.

Leon włączył się do gry

W niedzielnym meczu z Holandią biało-czerwoni zagrali już z Wilfredo Leonem w wyjściowej szóstce. Oprócz Kubańczyka trener Heynen postawił jeszcze na Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Fabiana Drzyzgę, Piotra Nowakowskiego, Macieja Muzaja, oraz Pawła Zatorskiego i Damiana Wojtaszka w roli libero. Holendrzy próbowali stawić naszej drużynie skuteczny opór, ale mistrzowie świata robili swoje. Pierwszego seta wygrali 25:19, drugiego 25:18 i nic nie zapowiadało, żeby mieli nie wygrać w podobnym rozmiarze także trzeciej partii, którą rzeczywiście wygrali 25:19.

Przypomnijmy, że do 1/8 finału z każdej sześciozespołowej grupy awansują po cztery drużyny. W grupie D biało-czerwoni rywalizują z Estonią, Holandią, Czechami, Czarnogórą i Ukrainą. W takiej też kolejności będą grać z nimi mecze.
Drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylko w Paryżu) w dniach 26-29 września.

 

Mają ochotę na złoto

W miniony weekend oprócz reprezentacji Polski do siatkarskiego turnieju olimpijskiego w Tokio awansowały zespoły Rosji, Brazylii, USA, Argentyny i Włoch. Zagwarantowane miejsce jako gospodarze mają już Japończycy, a o pozostałe do obsadzenia pięć miejsc walka odbędzie się w styczniu przyszłego roku w turniejach kontynentalnych. Biało-czerwoni po udanym występie w Ergo Arenie dostali dwa tygodnie urlopu, po którym zbiorą się w Arłamowie.

Sześć turniejów interkontynentalnych rozegrano w Europie i w Azji. Niespodziewanie spore kłopoty mieli obrońcy olimpijskiego złota Brazylijczycy, którzy o awans wywalczyli w Warnie i w niedzielnym meczu z gospodarzami turnieju Bułgarami przegrali dwa pierwsze sety (23:25 i 19:25). W trzecim canarinhos bili się rozpaczliwie na przewagi aż do stanu 32:30, lecz potem dostali wiatru w żagle i wygrali czwartą partię 25:16, a w tie-breaku 15:11. Zdecydowanie łatwiej przepustkę do igrzysk w Tokio zdobyli wicemistrzowie z Rio de Janeiro Włosi, którzy w rozstrzygającej potyczce z drużyną Serbii pokonali ją gładko 3:0 (25:16, 25:19, 25:19). Porażki Serbów i Bułgarów tylko podwyższą poziom styczniowego europejskiego turnieju kontynentalnego, bo przecież zagra w nim także pokonany przez biało-czerwonych w Gdańsku zespół Francji czy wicemistrzowie Europy Niemcy.

FIVB dyskryminuje Europę

Na system kwalifikacji narzekają przede wszystkim europejskie reprezentacje. Osiem najwyżej notowanych w rankingu drużyn europejskich, które nie zapewniły sobie awansu na igrzyska, zagra w styczniu o jedno miejsce dające awans do Tokio. W rankingu europejskiej federacji siatkarskiej uwzględniane będą wyniki osiągnięte na mistrzostwach Europy (2019 i 2017), mistrzostwach świata 2018, Lidze Europejskiej 2017 i Lidze Narodów 2017. Aktualny ranking CEV: 1. Rosja (awans) – 280 pkt; 1. Serbia – 280 pkt; 3. Francja – 276 pkt; 4. Włochy (awans) – 272 pkt; 5. Polska (awans) – 266 pkt; 6. Bułgaria – 260 pkt; 7. Belgia – 258 pkt; 8. Słowenia – 256 pkt; 9. Holandia – 234 pkt; 10. Niemcy – 230 pkt; 11. Finlandia 216 pkt
Taki system kwalifikacji sprawia, że na igrzyskach na pewno nie zagra któryś z gigantów, np. Serbia (współlider rankingu CEV) albo Francja, która zajmuje trzecie miejsce. O krok od pokonania Brazylii i awansu na IO była Bułgaria, ale roztrwoniła przewagę 2:0 i przegrała 2:3. Ewentualna porażka nie byłaby dla Brazylii problemem, bo styczniowych kwalifikacjach z innymi drużynami z Ameryki Południowej wygraaby na luzie, zwłąszcza że nie byłoby Argentyny, która wywalczyła awans. A bez Brazylii i Argentynyo olimpijskie paszporty bic się bedą Wenezuela (31. w światowym rankingu FIVB) i Kolumbia (44. miejsce). Dla porównania, z Europy do Tokio pojedzie tylko jedna drużyna z tercetu: Francja (9. miejsce w rankingu FIVB), Serbia (10), Bułgaria (14).

Zdetronizować Brazylię w Tokio

Przypomnijmy, że w turnieju olimpijskim w Tokio o medale rywalizować będzie 12 drużyn narodowych. W pierwszej fazie zostaną podzielone na dwie grupy po sześć zespołów. W grupach zmagania toczyć się będą systemem każdy z każdym. Po cztery najlepsze zespoły z obu grup uzyskają awans do ćwierćfinału. Od tej fazy mecze rozgrywane będą systemem pucharowym. Mistrzowskiego tytułu wywalczonego w 2016 roku w Rio de Janeiro bronić będzie Brazylia, która na swoim terenie w finale pokonała Włochy. Brązowy medal wywalczyła ekipa USA.

Polacy, którzy na poprzednich igrzyskach zajęli piąte miejsce, teraz wyznaczyli sobie ambitny cel – w Tokio chcą wywalczyć złoto. Tak wysoko poprzeczkę stawia trener biało-czerwonych Vital Heynen, tego samego chce nowy nabytek polskiej drużyny Wilfredo Leon oraz każdy z pozostały siatkarzy znajdujących się w kadrze. Belgijski selekcjoner biało-czerwonych był tak podekscytowany znakomitą postawą swoich podopiecznych w gdańskim turnieju, że po ostatnim meczu, ze Słowenią, wygłosił w Ergo Arenie po polsku krótkie przemówienie dziękczynne do kibiców, którzy przez trzy dni swoim fantastycznym dopingiem wytrwale wspierali polski zespół. Podczas zwyczajowej konferencji prasowej Heynen nie omieszkał jednak wbić szpilę przedstawicielom mediów. „Jestem usatysfakcjonowany, bo niektórzy ludzie w Polsce wciąż powtarzają, że w drugim roku pracy już nie wykonuję swojej roboty jak trzeba. A ja myślę, że brązowy medal Ligi Narodów i teraz wywalczona pewnie kwalifikacja do igrzysk olimpijskich to chyba całkiem niezłe wyniki. Mimo to ciągle od was słyszę – że przeciwko tej czy innej drużynie będzie nam się grał ciężko. A innym zespołom z nami gra się łatwo? Mamy bardzo dobrych zawodników, zgraną drużynę i bardzo dobry sztab szkoleniowy. Wszyscy bardzo dobrze ze sobą współpracujemy. A jeśli chodzi o mnie, to chyba nikomu nie muszę niczego już udowadniać” – powiedział.

W ubiegłorocznych, wygranych przez biało-czerwonych mistrzostwach świata, na najlepszego zawodnika imprezy wybrano Bartosza Kurka, a kilku innych naszych zawodników plasowało się wysoko w rankingach na swoich pozycjach na boisku.
Statystyki prowadzone przez FIVB we wszystkich sześciu turniejach kwalifikacyjnych, w Warnie, Gdańsku, Rotterdamie, Bari, Ningbo i Petersburgu, wykazały, że tym razem nasi zawodnicy nie odgrywali wiodącej roli w atakach, przyjęciach, serwisach czy blokach. Nawet pozyskany do naszej ekipy Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon, chociaż to siatkarz z najwyższej światowej półki, nie znalazł się na czele żadnej indywidualnej klasyfikacji. To jednak nie jest wadą, lecz zaletą metody rotacji składem stosowanej przez trenera Heynena. Alizując statystyki FIVB łatwo zauważyć, że ustawianie gry pod jednego gracza, nawet najbardziej genialnego, nie przynosi pożądanych korzyści.

Zespołowość atutem Polaków

Liderzy rankingu najlepiej punktujących zawodników wywodzą się z drużyn, które nie zdobyły przepustek do Tokio. Najlepszym z nich był Chińczyk Chuan Jiang, który w meczach z Finlandią, Kanadą i Argentyną zdobył w sumie 67 punktów, za nim znaleźli się Bułgar Cwetan Sokołow (59 pkt) i Kubańczyk z zespołu Kuby Jesus Herrera Jaime (51 pkt). Wilfredo Leon w tym zestawieniu uplasował się najwyżej z graczy polskiego zespołu, ale jednak na odległej 25. pozycji, z dorobkiem 35 punktów. Kolejny z naszych graczy, Mateusz Bieniek, zdobył 28 pkt (45. miejsce), a Michał Kubiak 24 pkt (55. miejsce).

To jeszcze nie była absolutnie najwyższa dyspozycja Wilfredo Leona, ale nowy nabytek reprezentacji Polski ma duży udział w awansie naszej kadry na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio. Jeden z najlepszych siatkarzy świata po meczu ze Słowenią dziękował kibicom i zapowiedział, że interesują go tylko najwyższe cele. Dotąd brakowało nam siatkarza, który byłby wręcz gwarantem zdobywania punktów, a Leon, nawet jeszcze nie w najwyższej formie, to doskonale potrafi. Dał też namiastkę tego, co na co dzień wyczynia w polu zagrywki, posyłając serwy z prędkością ponad 120 km/h. „Nie mogę pokazać wszystkiego od razu, bo potem nie mógłbym już nic dodać. Wiem, że mogę grać lepiej” – podsumował swój występ kubański gwiazdor biało-czerwonych.

Nasi siatkarze od poniedziałku mają dwutygodniowe wakacje po pierwszej części sezonu. Po odpoczynku spotkają się na zgrupowaniu w Arłamowie, podczas którego będą przygotowywać się do wrześniowych mistrzostw Europy, które rozpoczną się 13 września w Belgii, Holandii, Francji i Słowenii. Występ w poprzedniej edycji tej imprezy Polacy zakończyli na barażu o ćwierćfinał, w którym przegrali ze Słowenią 0:3.