Zagrają z Rosją i Brazylią

Nasi siatkarze po niedzielnym meczu z Włochami (3:0) przeprowadzili się z Fukuoki do Hiroszimy, gdzie rozegrają pozostałe sześć spotkań w Pucharu Świata. Po pięciu kolejkach reprezentacja Polski zajmuje w turnieju trzecią lokatę, za Brazylią i Stanami Zjednoczonymi. W środę 9 października w kolejnym spotkaniu przeciwnikiem biało-czerwonych będzie reprezentacja Rosji.

Polacy po rozegraniu pięciu z 11 meczów mają na koncie cztery zwycięstwa i porażkę. W turniejowych statystykach żaden z polskich siatkarzy nie znajduje się jednak w ścisłej czołówce, ale na to wpływ ma fakt, że trener Vital Heynen sporo rotuje składem. Jedynym naszym siatkarzem, który w indywidualnych statystykach na swojej pozycji mieści się w czołowej dziesiątce, jest rozgrywający Fabian Drzyzga. Liderem na tej pozycji jest Argentyńczyk Matias Sanchez.

Z kolei najlepszym blokującym w polskim zespole jest Bartosz Kurek. Atakujący, który osiem razy punktował blokiem, ma średnią na seta 0,44, co daje mu 12. lokatę w turnieju. O pięć pozycji niżej znajduje się przyjmujący Wilfredo Leon, który zdobył w ten sposób sześć punktów (średnia 0,33). W tym elemencie gry najlepszy jest rosyjski środkowy Iwan Jakowlew (21 pkt i średnia 1,0). Najlepszym serwującym w ekipie biało-czerwonych jest Leon. Kubańczyk w polskich barwach posłał sześć asów i ze średnią 0,33 na seta plasuje się na 13. pozycji. Najlepszy pod tym względem jest Brazylijczyk Alan Souza, który zdobył 11 punktów bezpośrednio z zagrywki i ma średnią 0,65. Leon jest zaś 19. wśród najlepiej punktujących. Jego dorobek to 56 zdobytych punktów, z których 44 zdobył atakiem, a po sześć blokiem i z zagrywki. Na czele tego zestawienia także jest Souza, który ma 81 pkt – 66 zdobytych atakiem, cztery blokiem i 11 za sprawą asów serwisowych.

Bartosz Kwolek zajmuje 18. miejsce wśród przyjmujących ze skutecznością 49,35 procent. Liderem jest Luke Perry – 75 procent. Australijski libero przoduje również w obronie – ma średnią 2,20 na seta. W drużynie mistrzów świata najwyżej, ale dopiero na 35. miejscu, jest Bartosz Kurek – 0,94. Trochę wyżej jest natomiast w klasyfikacji atakujących – ze skutecznością 40,58 procenta zajmuje 28. lokatę. Pierwszy jest w tym elemencie gry Argentyńczyk Agustin Loser – 65,35 procent.

Reprezentacja Polski jeszcze nigdy nie zdobyła Pucharu Świata. Drugie miejsce wywalczył w 1965 i 2011 roku, a trzecie w poprzedniej edycji cztery lata temu.

Terminarz gier reprezentacji Polski
(godziny wg. czasu polskiego)
Rozegrane mecze:
Polska – Tunezja 3:0; Polska – Japonia 3:1; Polska – USA 1:3; Polska – Argentyna 3:1; Polska – Włochy 3:0.
Mecze do rozegrania:
Polska – Rosja, 9 października, godz. 8:00;
Polska – Egipt, 10 października, 5:30;
Polska – Australia, 11 października, 5:30;
Polska – Brazylia,13 października, 8:00;
Polska – Kanada, 14 października, 5:30;
Polska – Iran, 15 października, 5.30.

Tabela Pucharu Świata:
M    Z-P   Pkt Sety
1. Brazylia         5     5-0   15   15:2
2. USA               5    4-1   13   14:5
3. Polska           5     4-1   12   13:5
4. Japonia         5     3-2     9   10:7
5. Rosja             5     3-2     9   11:10
6. Egipt             5     2-3     7   10:11
7. Argentyna     5     2-3    6   10:12
8. Iran               5     2-3    6     9:11
9. Kanada         5     2-3    5     9:12
10. Włochy       5     2-3    5     7:11
11. Australia     5     1-4    2     6:14
12. Tunezja       5     0-5    0    1:15

 

Słowenia na drodze

Nasi siatkarze będą walczyć o medal mistrzostw Europy. W miniony poniedziałek biało-czerwoni pokonali w ćwierćfinale reprezentację Niemiec 3:0 (25:19, 25:21, 25:18) i w czwartek o 20:30 zagrają w Lublanie ze zespołem Słowenii, który sensacyjnie wyeliminował obrońców tytułu Rosjan 3:1 (25:23, 25:22, 21:25, 25:21).

Reprezentacja Polski w ćwierćfinałowym starciu z zespołem Niemiec tylko na początku pierwszego seta miała niewielkie problemy. Potem jednak biało-czerwoni dominowali na parkiecie. Nasi sąsiedzi zza Odry nie zdołali sprawić niespodzianki, a jedyne na co było ich stać, to na przerwanie niesamowitej serii zwycięstw polskiej drużyny. Zdobywając w drugim secie 21 punktów Niemcy jako pierwszy zespół po Holandii, Czechach, Czarnogórze, Ukrainie i Hiszpanii – zdołał w jednym secie osiągnąć granicę 20 zdobytych punktów.

W wypełnionej po brzegi polskimi kibicami hali w holenderskim Apeldoorn wyraźnie lepiej czuli się nasi siatkarze, grający tu już wcześniej w 1/8 finału z Hiszpanią. Z meczowych statystyk wynika wyraźna przewaga Polaków, którzy na aktualnymi wicemistrzami Europy górowali w każdym elemencie siatkarskiego kunsztu. W ataku 58 procent do 49 na korzyść biało-czerwonych. Blokiem zdobyli sześć punktów, a rywale tylko dwa. Niemcy przyjęli strategię odrzucania przeciwników od siatki mocnymi serwisami, dlatego też ryzykowali w polu zagrywki, ale popełnili mnóstwo błędów. Oddali w ten sposób za darmo aż 21 punktów (Polacy tylko 10). Przyjęcie serwisu również było po stronie podopiecznych Vitala Heynena – 64 procent skutecznych odbiorów, w tym 36 procent bezbłędnych. Niemcy odpowiednio – 49 i 30 procent.

Pojedynek Leona z Grozerem

Przed meczem Polska – Niemcy zastanawiano się, który z bombardierów, Wilfredo Leon czy Gyorgy Grozer, w tym starciu okaże się lepszy. Zwycięsko z tej próby wyszedł Kubańczyk z polskim paszportem. Co prawda obaj zakończyli spotkanie z identyczną zdobyczą punktową – po 18, ale Leon miał niesamowitą skuteczność w ataku. 26-letni przyjmujący z 21 zagrań do niego udanie skończył aż 17, co dało mu 81 procent skuteczności w ataku. Grozer na 26 prób zdobyciem punktów zakończył 16, co dało mu 62 procent skuteczności. Ale nie tylko znakomita dyspozycja Leona przyczyniła się do wygranej biało-czerwonych. Kubańczyk miał mocne wsparcie świetnie grających kolegów z drużyny, natomiast Grozer była praktycznie osamotniony. Michał Kubiak zanotował skuteczność na poziomie 50 procent. Trzecią siłą w ataku polskiego zespołu był Maciej Muzaj, który wywalczył atakiem siedem punktów. Blok nie był w tym starciu elementem rozstrzygającym o końcowym rezultacie. Dwukrotnie atakujących rywali zatrzymali Mateusz Bieniek oraz Fabian Drzyzga, raz ta sztuka powiodła się także Leonowi i Piotrowi Nowakowskiemu. Rywale odpłacili się jedynie dwoma skutecznymi akcjami blokiem. Mniej skuteczni niż zazwyczaj byli nasi środkowi – Mateusz Bieniek skutecznie wykończył ledwie jedną z pięciu zagranych do niego piłek, a Nowakowski nie zmarnował żadnej z dwóch okazji do zdobycia punktu.

Przed meczem trener biało-czerwonych Vital Heynen przypominał, że kiedyś prowadził też reprezentację Niemiec i że wciąż „kocha siatkarzy z tego zespołu”, ale gdy już przyszło do meczu, zachowywał się jak zwykle. Może tylko po zakończeniu spotkania trochę stonował radość ze zwycięstwa. Ale mimo wyraźnej wygranej belgijski szkoleniowiec nie był w pełni zadowolony z gry swoich podopiecznych, ani obecnych z Polski, ani tych dawniejszych, z Niemiec. „To nie był mecz na poziomie, jakiego oczekiwałem. Obie drużyny źle weszły w spotkanie i popełniały za dużo błędów” – stwierdzi Heynen przed kamerami TVP.

W Lublanie nie będą u siebie

O ile zwycięstwo Polaków trudno było uznać za sensację, to z pewnością na takie miano zasłużyła wiktoria reprezentacji Słowenii, która przed własną publicznością w Lublanie wyeliminował w ćwierćfinale obrońców tytułu, Rosjan, 3:1. Ze Słoweńcami naszych siatkarzy czeka jednak wcale nie łatwiejsza przeprawa, niż mieliby z ekipą „Sbornej”. Z półfinałowymi rywalami Polacy mają rachunki do wyrównania za dwa poprzednie europejskie czempionaty. W 2015 roku Słoweńcy wyeliminowali biało-czerwonych w ćwierćfinale, a dwa lata później w barażu o ćwierćfinał. Ta druga porażka była tym bardziej bolesna, że turniej odbywał się w Polsce. Niewiele ponad miesiąc temu drużyna Vitala Heynena potykała się ze Słowenią w rozegranym w Gdańsku turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich w Tokio. Biało-czerwoni przed własną publicznością wygrali 3:1 i zapewnili sobie udział w igrzyskach, lecz w czwartek o 20:30 zmierzą się ze Słoweńcami na ich terenie, co oznacza, że po raz pierwszy w tegorocznych mistrzostwach Europy polscy kibice będą na trybunach w zdecydowanej mniejszości.

A gospodarzom, jak wiadomo, pomagają nawet ściany, a powiedzonko to w przypadku polskiej ekipy już we wtorek znalazło praktyczne zastosowanie, bowiem z powodu strajku pracowników słoweńskich linii lotniczych odwołano lot z Amsterdamu do Lublany i nasi siatkarze utknęli na holenderskim lotnisku bez perspektywy na szybki transport do Słowenii. Nie na długo jednak, bo premier Morawiecki wykorzystał okazję do poprawienia swojego wizerunku i posłał im w sukurs rządowy samolot.

 

Poprzeczka coraz wyżej

Nasi siatkarze już po trzech wygranych meczach w grupie D (z Estonią 3:1, Holandią 3:0 i Czechami 3:0) praktycznie zapewnili sobie awans do 1/8 finału mistrzostw Europy, ale formalnie potrzebowali zwycięstwa z debiutująca w mistrzostwach Europy Czarnogórą. Natomiast pewne awansu już po trzech spotkaniach były ekipy Francji, Bułgarii i Włoch (grupa A) oraz Słowenii i broniącej tytułu Rosji (grupa C).

Po stracie seta w meczu z Estonią, pierwszym rozegranym przez Polaków na mistrzostwach Europy, pojawiły się lekkie obawy o formę biało-czerwonych. Podopieczni trenera Vitala Heynena rozwiali jej jednak bezdyskusyjnie w dwóch kolejnych potyczkach. Najpierw w niedzielę rozbili Holendrów 3:0, co było o tyle zaskakujące, że zespół gospodarzy grupy D uważano za najpoważniejszego konkurenta biało-czerwonych do pierwszego miejsca. Zwycięstwo odnieśli również Czesi, którzy nadspodziewanie łatwo pokonali Estończyków 3:0, a wcześniej przegrali z Ukraińcami 1:3.

Może dlatego nasi siatkarze, mając w pamięci stracony set z Estończykami, do poniedziałkowego starcia z czeską drużyną wyszli maksymalnie skoncentrowani. Trener Heynen posłał do boju ten sam skład, który rozjechał dzień wcześniej Holendrów, więc żadnych nieprzewidzianych komplikacji nie było. Pierwszą partię biało-czerwoni wygrali 25:18, ale drugą zaczęli słabo, lecz zanim rywale zdążyli się nacieszyć prowadzeniem, w polu zagrywki stanął Piotr Nowakowski i zdobył serwisem siedem punktów z rzędu. A potem już poszło z górki i Czesi przegrali tego seta 12:25, a trzeciego 15:25. Taki wynik oznaczał, że reprezentacja Polski w całym spotkaniu oddała przeciwnikom w sumie 45 punktów.

Podczas tegorocznych mistrzostw Europy w innych meczach zdarzały się wyjątkowo jednostronne sety. Włosi pokonali Portugalczyków 25:10, takim samym wynikiem zakończyła się jedna z partii w meczu Rosja – Białoruś, ale 45 „oczek” oprócz Polaków w jednym meczu oddali jeszcze tylko Holendrzy w spotkaniu z Czarnogórą (25:13, 25:17 i 25:15), z którą reprezentacja Polski zmierzyła się we wtorek w Amsterdamie (mecz zakończył się po zamknięciu wydania). Mniej niż 50 punktów ugrali jeszcze Rumuni w meczu z Francuzami (przegrali 19:25, 14:25 i 16:25).

Trener Heynen jest zachwycony formą swoich podopiecznych, a także wspaniałym dopingiem jaki w Holandii funduje polskiej drużynie wielotysięczna grupa kibiców w biało-czerwonych barwach. Jeśli coś martwi belgijskiego szkoleniowca, to… łatwość z jaką jego zespół pokonuje kolejnych przeciwników w grupie D. Obawia się, zapewne słusznie, że ta łatwość może zdemobilizować jego graczy gdy przyjdzie im mierzyć się z silnymi rywalami.

A kilka takich drużyn w tegorocznych czempionacie przecież jest. Zespoły Francji, Rosji, Bułgarii, Włoch czy Serbii też w tym turnieju grają rewelacyjnie. Dla nas w tej chwili istotny jest jednak przebieg rywalizacji w grupie B, bo z którymś z zespołów z tej grupy nasi siatkarze zagrają w 1/8 finału.

Wyniki ME 2019 w siatkówce mężczyzn
Grupa A (Montpellier)
Bułgaria – Grecja 3:0
Portugalia – Włochy 0:3
Francja – Rumunia 3:0
Bułgaria – Rumunia 3:0
Włochy – Grecja 3:1
Grecja – Francja 0:3
Bułgaria – Portugalia 3:1
Rumunia – Włochy 1:3
Portugalia – Francja 0:3
Rumunia – Grecja 1:3
Francja – Bułgaria 3:0
Grecja – Portugalia 1:3
Włochy – Bułgaria (17 września)
Portugalia – Rumunia (18 września, 14:00)
Francja – Włochy (18 września, 20:45)
1. Francja 4 4 12 12:0
2. Bułgaria 4 3 9 9:4
3. Włochy 3 3 9 9:2
4. Grecja 5 1 4 5:13
5. Portugalia 4 1 3 4:10
6. Rumunia 4 0 0 2:12

Grupa B (Bruksela i Antwerpia)
Serbia – Niemcy 3:0
Słowacja – Hiszpania 3:2
Belgia – Austria 3:0
Słowacja – Austria 3:1
Niemcy – Belgia 2:3
Hiszpania – Belgia 0:3
Serbia – Słowacja 3:0
Austria – Niemcy 0:3
Hiszpania – Serbia 1:3
Austria – Hiszpania (17 września)
Słowacja – Belgia (17 września)
Niemcy – Słowacja (18 września, 17:30)
Belgia – Serbia (18 września, 20:30)
Serbia – Austria (19 września, 20:30)
1. Serbia 3 3 9 12:1
2. Belgia 3 3 8 9:2
3. Słowacja 3 2 5 6:6
4. Niemcy 3 1 4 5:6
5. Hiszpania 3 0 1 3:9
6. Austria 3 0 0 1:9

Grupa C (Lublana)
Turcja – Rosja 1:3
Finlandia – Macedonia Północna 3:1
Słowenia – Białoruś 3:0
Macedonia Północna – Turcja 0:3
Białoruś – Rosja 1:3
Macedonia Północna – Rosja 0:3
Słowenia – Finlandia 3:1
Białoruś – Finlandia 3:2
Turcja – Słowenia 0:3
Rosja – Finlandia 3:0
Białoruś – Macedonia Północna 1:3
Słowenia – Macedonia Płn (17 września
Turcja – Białoruś (17 września)
Słowenia – Rosja (18 września, 17:30)
Finlandia – Turcja (18 września, 20:30)
1. Rosja 4 4 12 12-2
2. Słowenia 3 3 9 9:1
3. Finlandia 4 1 4 6:10
4. Turcja 3 1 3 4:6
5. Macedonia Płn 4 1 3 4:10
6. Białoruś 4 1 2 5:11

Grupa D (Rotterdam i Amsterdam)
Czechy – Ukraina 1:3
Estonia – Polska 1:3
Holandia – Czarnogóra
Ukraina – Holandia 0:3
Estonia – Czarnogóra 0:3
Holandia – Polska 0:3
Czechy – Estonia 3:0
Czarnogóra – Ukraina 1:3
Polska – Czechy 3:0
Czarnogóra – Polska (17 września)
Estonia – Holandia (17 września)
Ukraina – Estonia (18 września, 16:00)
Holandia – Czechy (18 września, 20:00)
Czechy – Czarnogóra (19 września, 17:00)
Polska – Ukraina (19 września, 20:00)
1. Polska 3 3 9 9:1
2. Holandia 3 2 6 6:3
3. Ukraina 3 2 6 6:5
4. Czechy 3 1 3 4:6
5. Czarnogóra 3 1 3 4:6
6. Estonia 3 0 0 1:9

 

Udany początek mistrzostw

W inauguracyjnym meczu mistrzostw Europy siatkarzy Polacy pokonali Estonię 3:1, ale nie był to dobry występ biało-czerwonych. Trener Vital Heynen trochę zaryzykował rezygnując przed turniejem ze spotkań sparingowych, ale solennie zapewniał, że forma jego podopiecznych będzie rosła z każdym kolejnym rozegranym spotkaniem.

Wcześniej nasi siatkarze grali z Estończykami dwa lata temu, w fazie grupowej poprzedniej edycji mistrzostw Europy. Wygrali wtedy z nimi gładko 3:0. Tym razem oddali im seta, a w trzech wygranych musieli się nieźle napocić na zwycięstwo. W estońskiej drużynie grało trzech dobrze znanych polskim kibicom zawodników – Renee Teppan, który miniony sezon spędził w PGE Skrze Bełchatów, Ardo Kreek, w przeszłości zawodnik kilku klubów PlusLigi i Robert Taht, w latach 2015-18 siatkarz zespołu Cuprum Lubin. Także selekcjoner kadry Estonii Gheorghe Cretu nie jest u nas postacią anonimową, bo był szkoleniowcem Cuprum Lubin, AZS Olsztyn oraz Asseco Resovii Rzeszów. To jednak nie tłumaczy skutecznego oporu jaki znacznie niżej notowani rywale postawili aktualnym mistrzom świata.

Biało-czerwoni zaczęli spotkanie całkiem nieźle i bez większych problemów zwyciężyli w pierwszym secie. Potem jednak w ich poczynania wkradł się chaos. „Zagraliśmy dobrze na początku, ale potem popełniliśmy sporo błędów. Uważam jednak, że nic w tym meczu nie zdarzyło się takiego, czego byśmy się nie spodziewali” – stwierdził Vital Heynen przed kamerami TVP Sport.

Bez meczów sparingowych

Belgijski szkoleniowiec po sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio zamknął się z kadrą na zgrupowaniu w Arłamowie, a przez ten czas nasi siatkarze aż do meczu z Estonią nie rozegrali żadnego spotkania kontrolnego. Heynen uznał, że rywale w grupie nie są na tyle mocni i w spotkaniach z nimi jego podopieczni dojdą do wysokiej formy, której apogeum ma przypaść akurat na mecze o medale. Nikt w polskiej ekipie nie rozważał przed turniejem innego celu, jak walka o złoty medal.
W starciu z Estończykami Heynen posłał do gry aż 12 zawodników, co nie jest niczym dziwnym, bo do jego zamiłowania do rotacji zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Z niejasnych powodów na parkiecie nawet na moment nie pojawiła się Wilfredo Leon, co jest o tyle dziwne, że kubański gwiazdor z polskim paszportem gra na pozycji przyjmującego, a właśnie przyjęcie najbardziej w grze polskiej drużyny w piątkowe popołudnie szwankowało. Kiepsko też nasi siatkarze radzili sobie w grze blokiem, a ten element do tej pory był jednym z ich najmocniejszych atutów. Zaskoczyło to nawet Heynena, który po meczu szczerze przyznał: „Mówią, że jesteśmy najlepiej blokującą drużyną na świecie, ale w meczu z Estonią mieliśmy aż 26 nieudanych bloków, co jest teraz naszym niechlubnym rekordem. Ten element musimy poprawić już w następnym spotkaniu”.

Belgijski trener niejasno też tłumaczył absencję Leona. „Jego nieobecność to żadna kara. Po prostu mam w zespole 14 równorzędnych graczy i każdy z nich czasem musi usiąść na ławce. Ale zapewniam, że Wilfredo na pewno w tym turnieju zagra. Przed nami jeszcze wiele spotkań” – powiedział Heynen.

W sobotę reprezentacja Polski miała wolne, ale do rywalizacji wróciła w niedzielę, mierząc się z ekipa gospodarzy grupy D, Holandią. „Powiedziałem moim zawodnikom, że dla mnie to bardzo ważny mecz. Członkowie mojej rodziny spędzają w Holandii sporo czasu, bo w tym kraju się uczą lub pracują. Nie ma więc takiej opcji, żebym tu przegrał” – zapowiedział przed meczem belgijski selekcjoner biało-czerwonych. Polacy byli faworytami, bo w tym sezonie dwukrotnie pokonali „Pomarańczowych” w sparingowych potyczkach w Opolu 3:0 i 3:1. Ale Holendrzy już w kwalifikacjach olimpijskich zagrali dużo lepiej, a mistrzostwach Europy wygrali po 3:0 dwa pierwsze mecze – z Ukrainą i Czarnogórą. Co ciekawe, tak dzielnie walczący przeciwko Polakom Estończycy w sobotę nieoczekiwanie przegrali z debiutującymi w europejskim czempionacie Czarnogórcami 0:3, natomiast Czesi, z którymi Polacy zmierza się w poniedziałek, przegrali z Ukrainą 1:3.

Leon włączył się do gry

W niedzielnym meczu z Holandią biało-czerwoni zagrali już z Wilfredo Leonem w wyjściowej szóstce. Oprócz Kubańczyka trener Heynen postawił jeszcze na Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Fabiana Drzyzgę, Piotra Nowakowskiego, Macieja Muzaja, oraz Pawła Zatorskiego i Damiana Wojtaszka w roli libero. Holendrzy próbowali stawić naszej drużynie skuteczny opór, ale mistrzowie świata robili swoje. Pierwszego seta wygrali 25:19, drugiego 25:18 i nic nie zapowiadało, żeby mieli nie wygrać w podobnym rozmiarze także trzeciej partii, którą rzeczywiście wygrali 25:19.

Przypomnijmy, że do 1/8 finału z każdej sześciozespołowej grupy awansują po cztery drużyny. W grupie D biało-czerwoni rywalizują z Estonią, Holandią, Czechami, Czarnogórą i Ukrainą. W takiej też kolejności będą grać z nimi mecze.
Drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylko w Paryżu) w dniach 26-29 września.

 

Mają ochotę na złoto

W miniony weekend oprócz reprezentacji Polski do siatkarskiego turnieju olimpijskiego w Tokio awansowały zespoły Rosji, Brazylii, USA, Argentyny i Włoch. Zagwarantowane miejsce jako gospodarze mają już Japończycy, a o pozostałe do obsadzenia pięć miejsc walka odbędzie się w styczniu przyszłego roku w turniejach kontynentalnych. Biało-czerwoni po udanym występie w Ergo Arenie dostali dwa tygodnie urlopu, po którym zbiorą się w Arłamowie.

Sześć turniejów interkontynentalnych rozegrano w Europie i w Azji. Niespodziewanie spore kłopoty mieli obrońcy olimpijskiego złota Brazylijczycy, którzy o awans wywalczyli w Warnie i w niedzielnym meczu z gospodarzami turnieju Bułgarami przegrali dwa pierwsze sety (23:25 i 19:25). W trzecim canarinhos bili się rozpaczliwie na przewagi aż do stanu 32:30, lecz potem dostali wiatru w żagle i wygrali czwartą partię 25:16, a w tie-breaku 15:11. Zdecydowanie łatwiej przepustkę do igrzysk w Tokio zdobyli wicemistrzowie z Rio de Janeiro Włosi, którzy w rozstrzygającej potyczce z drużyną Serbii pokonali ją gładko 3:0 (25:16, 25:19, 25:19). Porażki Serbów i Bułgarów tylko podwyższą poziom styczniowego europejskiego turnieju kontynentalnego, bo przecież zagra w nim także pokonany przez biało-czerwonych w Gdańsku zespół Francji czy wicemistrzowie Europy Niemcy.

FIVB dyskryminuje Europę

Na system kwalifikacji narzekają przede wszystkim europejskie reprezentacje. Osiem najwyżej notowanych w rankingu drużyn europejskich, które nie zapewniły sobie awansu na igrzyska, zagra w styczniu o jedno miejsce dające awans do Tokio. W rankingu europejskiej federacji siatkarskiej uwzględniane będą wyniki osiągnięte na mistrzostwach Europy (2019 i 2017), mistrzostwach świata 2018, Lidze Europejskiej 2017 i Lidze Narodów 2017. Aktualny ranking CEV: 1. Rosja (awans) – 280 pkt; 1. Serbia – 280 pkt; 3. Francja – 276 pkt; 4. Włochy (awans) – 272 pkt; 5. Polska (awans) – 266 pkt; 6. Bułgaria – 260 pkt; 7. Belgia – 258 pkt; 8. Słowenia – 256 pkt; 9. Holandia – 234 pkt; 10. Niemcy – 230 pkt; 11. Finlandia 216 pkt
Taki system kwalifikacji sprawia, że na igrzyskach na pewno nie zagra któryś z gigantów, np. Serbia (współlider rankingu CEV) albo Francja, która zajmuje trzecie miejsce. O krok od pokonania Brazylii i awansu na IO była Bułgaria, ale roztrwoniła przewagę 2:0 i przegrała 2:3. Ewentualna porażka nie byłaby dla Brazylii problemem, bo styczniowych kwalifikacjach z innymi drużynami z Ameryki Południowej wygraaby na luzie, zwłąszcza że nie byłoby Argentyny, która wywalczyła awans. A bez Brazylii i Argentynyo olimpijskie paszporty bic się bedą Wenezuela (31. w światowym rankingu FIVB) i Kolumbia (44. miejsce). Dla porównania, z Europy do Tokio pojedzie tylko jedna drużyna z tercetu: Francja (9. miejsce w rankingu FIVB), Serbia (10), Bułgaria (14).

Zdetronizować Brazylię w Tokio

Przypomnijmy, że w turnieju olimpijskim w Tokio o medale rywalizować będzie 12 drużyn narodowych. W pierwszej fazie zostaną podzielone na dwie grupy po sześć zespołów. W grupach zmagania toczyć się będą systemem każdy z każdym. Po cztery najlepsze zespoły z obu grup uzyskają awans do ćwierćfinału. Od tej fazy mecze rozgrywane będą systemem pucharowym. Mistrzowskiego tytułu wywalczonego w 2016 roku w Rio de Janeiro bronić będzie Brazylia, która na swoim terenie w finale pokonała Włochy. Brązowy medal wywalczyła ekipa USA.

Polacy, którzy na poprzednich igrzyskach zajęli piąte miejsce, teraz wyznaczyli sobie ambitny cel – w Tokio chcą wywalczyć złoto. Tak wysoko poprzeczkę stawia trener biało-czerwonych Vital Heynen, tego samego chce nowy nabytek polskiej drużyny Wilfredo Leon oraz każdy z pozostały siatkarzy znajdujących się w kadrze. Belgijski selekcjoner biało-czerwonych był tak podekscytowany znakomitą postawą swoich podopiecznych w gdańskim turnieju, że po ostatnim meczu, ze Słowenią, wygłosił w Ergo Arenie po polsku krótkie przemówienie dziękczynne do kibiców, którzy przez trzy dni swoim fantastycznym dopingiem wytrwale wspierali polski zespół. Podczas zwyczajowej konferencji prasowej Heynen nie omieszkał jednak wbić szpilę przedstawicielom mediów. „Jestem usatysfakcjonowany, bo niektórzy ludzie w Polsce wciąż powtarzają, że w drugim roku pracy już nie wykonuję swojej roboty jak trzeba. A ja myślę, że brązowy medal Ligi Narodów i teraz wywalczona pewnie kwalifikacja do igrzysk olimpijskich to chyba całkiem niezłe wyniki. Mimo to ciągle od was słyszę – że przeciwko tej czy innej drużynie będzie nam się grał ciężko. A innym zespołom z nami gra się łatwo? Mamy bardzo dobrych zawodników, zgraną drużynę i bardzo dobry sztab szkoleniowy. Wszyscy bardzo dobrze ze sobą współpracujemy. A jeśli chodzi o mnie, to chyba nikomu nie muszę niczego już udowadniać” – powiedział.

W ubiegłorocznych, wygranych przez biało-czerwonych mistrzostwach świata, na najlepszego zawodnika imprezy wybrano Bartosza Kurka, a kilku innych naszych zawodników plasowało się wysoko w rankingach na swoich pozycjach na boisku.
Statystyki prowadzone przez FIVB we wszystkich sześciu turniejach kwalifikacyjnych, w Warnie, Gdańsku, Rotterdamie, Bari, Ningbo i Petersburgu, wykazały, że tym razem nasi zawodnicy nie odgrywali wiodącej roli w atakach, przyjęciach, serwisach czy blokach. Nawet pozyskany do naszej ekipy Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon, chociaż to siatkarz z najwyższej światowej półki, nie znalazł się na czele żadnej indywidualnej klasyfikacji. To jednak nie jest wadą, lecz zaletą metody rotacji składem stosowanej przez trenera Heynena. Alizując statystyki FIVB łatwo zauważyć, że ustawianie gry pod jednego gracza, nawet najbardziej genialnego, nie przynosi pożądanych korzyści.

Zespołowość atutem Polaków

Liderzy rankingu najlepiej punktujących zawodników wywodzą się z drużyn, które nie zdobyły przepustek do Tokio. Najlepszym z nich był Chińczyk Chuan Jiang, który w meczach z Finlandią, Kanadą i Argentyną zdobył w sumie 67 punktów, za nim znaleźli się Bułgar Cwetan Sokołow (59 pkt) i Kubańczyk z zespołu Kuby Jesus Herrera Jaime (51 pkt). Wilfredo Leon w tym zestawieniu uplasował się najwyżej z graczy polskiego zespołu, ale jednak na odległej 25. pozycji, z dorobkiem 35 punktów. Kolejny z naszych graczy, Mateusz Bieniek, zdobył 28 pkt (45. miejsce), a Michał Kubiak 24 pkt (55. miejsce).

To jeszcze nie była absolutnie najwyższa dyspozycja Wilfredo Leona, ale nowy nabytek reprezentacji Polski ma duży udział w awansie naszej kadry na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio. Jeden z najlepszych siatkarzy świata po meczu ze Słowenią dziękował kibicom i zapowiedział, że interesują go tylko najwyższe cele. Dotąd brakowało nam siatkarza, który byłby wręcz gwarantem zdobywania punktów, a Leon, nawet jeszcze nie w najwyższej formie, to doskonale potrafi. Dał też namiastkę tego, co na co dzień wyczynia w polu zagrywki, posyłając serwy z prędkością ponad 120 km/h. „Nie mogę pokazać wszystkiego od razu, bo potem nie mógłbym już nic dodać. Wiem, że mogę grać lepiej” – podsumował swój występ kubański gwiazdor biało-czerwonych.

Nasi siatkarze od poniedziałku mają dwutygodniowe wakacje po pierwszej części sezonu. Po odpoczynku spotkają się na zgrupowaniu w Arłamowie, podczas którego będą przygotowywać się do wrześniowych mistrzostw Europy, które rozpoczną się 13 września w Belgii, Holandii, Francji i Słowenii. Występ w poprzedniej edycji tej imprezy Polacy zakończyli na barażu o ćwierćfinał, w którym przegrali ze Słowenią 0:3.

 

Leon już może grać

W środę 24 lipca upłynęła dwuletnia karencja nałożona przez FIVB na kubańskiego siatkarza Wilfredo Leona po zmianie przez niego barw narodowych. Jeden z najlepszych obecnie siatkarzy na świecie ma już teraz prawo występować w reprezentacji Polski. Zadebiutuje w niej w najbliższy weekend w towarzyskich meczach z Holandią w Opolu.

Leon wystąpił o polskie obywatelstwo w połowie 2015 roku, trzy lata po tym jak zrezygnował z gry w reprezentacji Kuby i pozostał w Europie. Oficjalny wniosek o zmianę przez niego barw narodowych i zgodę na występy w reprezentacji Polski działacze PZPS złożyli w 2017 roku. Po wyrażeniu zgody przez kubańską federacje siatkarską, FIVB na podstawie swoich przepisów ustalił dwuletni okres karencji, który zakończył się 24 lipca tego roku.

„Oto dzień, od kiedy mogę oficjalnie reprezentować Polskę. Wielkie podziękowania dla wszystkich ludzi, którzy mi to umożliwili. Bardzo cieszą mnie wszelkie pozytywne reakcje, które do mnie dotarły od osób, które czekały na ten dzień tak samo, jak ja. Mogę wam obiecać, że zostawię całe swoje serce na boisku, grając dla kraju, w którym znalazłem swój nowy dom” – napisał na swoim profilu na Facebooku 25-letni przyjmujący.

Oficjalny debiut Leona w reprezentacji Polski zaplanowano w towarzyskich meczach z Holandią w Opolu (w sobotę i w niedzielę, początek godz. 16:30).

„Oczywiście, że mam tremę, bo to będzie mój pierwszy występ w zespole narodowy po długiej przerwie. Mam nadzieję, że nie zawiodę oczekiwań kibiców, ale przede wszystkim moich kolegów. Wciąż pracuję nad tym, żeby jak najlepiej dostosować moją grę do gry siatkarzy, którzy w kadrze Polski są od wielu lat i stanowią o jej sile” – zapewniał Leon w licznych wywiadach udzielanych podczas zgrupowania reprezentacji z Zakopanem.

Siatkarski talent czystej wody

Umiejętności urodzonego 31 lipca 1993 roku w Santiago de Cuba Wilfredo szybko został zauważony. W reprezentacji Kuby zadebiutował już w wieku 14 lat, a w 2010 roku został nawet jej kapitanem. Dziewięć lat temu wywalczył z zespołem Kuby wicemistrzostwo świata, dwa razy triumfował w mistrzostwach Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów (2009, 2011), a w 2012 roku zajął trzecie miejsce w Lidze Światowej. I właśnie występ w Lidze Światowej był, jak się później okazało, jego pożegnaniem z kubańską reprezentacją, gdyż nieco wcześniej wraz z kolegami zaliczył nieudany występ w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Londynie.

Mierzący 201 cm zawodnik dostawał wiele atrakcyjnych ofert z czołowych klubów w Europie. Skorzystania z którejś z nich zabraniały mu jednak obowiązujące na Kubie przepisy. Zrezygnował więc z dalszego reprezentowania ojczyzny. Do Polski przyjechał za ukochaną, Małgorzatą Gronkowską, która została potem jego żoną. Mają dwuletnią córkę Natalię i zbudowali dom w Rzeszowie.

Żadnego polskiego klubu nie było stać na jego zatrudnienie, bo Leon już pięć lat temu miał opinię jednego z najlepszych przyjmujących na świecie. Kubańczyka pozyskał ostatecznie rosyjski potentat, Zenit Kazań, który zaoferował mu ponoć zarobki na rzadko spotykanym w siatkówce poziomie półtora miliona euro rocznie. Występując w tej ekipie w latach 2014-2018 w każdym sezonie potwierdzał, że wart jest tych pieniędzy.

W barwach zespołu z Kazania cztery razy z rzędu wygrał Ligę Mistrzów i tyle samo razy zdobył mistrzostwo Rosji. Dwa lata temu jego zespół triumfował w klubowych mistrzostwach świata, a w latach 2015 i 2016 zajął w tej imprezie drugie miejsce. W okresie gry w kubańskiej kadrze i drużynie z Kazania zdobył wiele nagród indywidualnych. Między innymi uznano go dwukrotnie za najbardziej wartościowego zawodnika (MVP) Ligi Mistrzów i czterokrotnie za najlepszego przyjmującego tych rozgrywek.
Po wypełnieniu czteroletniego kontraktu w Zenicie latem ubiegłego roku Leon przeniósł się do włoskiego klubu Sir Sicoma Colussi Perugia. W pierwszym roku występów w tej ekipie wywalczył Puchar Włoch i wicemistrzostwo Italii. Od jesieni trenerem tego zespołu ma być belgijski selekcjoner biało-czerwonych Vital Heynen, o ile na przeszkodzie nie staną przeszkody natury formalnej (władze włoskiej ligi kwestionują uprawnienia Belga do prowadzenia zespołów w tym kraju) .

Kubańska wartość dodana

Z reprezentacją Polski Leon jest już de facto od roku, bo ubiegłego lata Heynen zaprosił go na zgrupowanie. Pojawił się wówczas na kilka dni w Zakopanem, a później mentalnie wspierał przyszłych kolegów z kadry podczas ich marszu po drugie z rzędu mistrzostwo świata.

„Jako drużyna mamy utworzoną grupę na WhatsAppie, do której należy także Wilfredo. Kilka godzin przed meczem z Serbami w drugiej rundzie grupowej napisał bardzo długą wiadomość skierowaną do całego zespołu. Nie zdradzę co w niej było, bo to nasza wewnętrzna tajemnica, ale to była bardzo długa, pełna wsparcia i mobilizująca wiadomość. Już wtedy pokazał, że czuje się częścią naszego zespołu” – wyjawił w jednym z wywiadów trener Heynen. A gdy biało-czerwoni odbierali złote medale, Leon w mediach społecznościowych napisał: „Jestem dumny, że mogę być częścią tej drużyny. Choć jeszcze nie na boisku, to przez cały turniej byłem sercem z chłopakami”.

Leon udziela już wywiadów po polsku, więc ostatnią niewiadomą jest to, co pokaże na parkiecie jako zawodnik mistrzowskiej drużyny biało-czerwonych.

 

 

Trudne wybory Heynena

Dla reprezentacji Polski siatkarzy zbliża się czas kolejnej wielkiej próby. Za niespełna trzy tygodnie biało-czerwoni zagrają w Gdańsku w turnieju kwalifikacyjnym do przyszłorocznych igrzysk w Tokio z zespołami Francji, Słowenii i Tunezji. Trener Vital Heynen ma więc już niewiele czasu na podjęcie ostatecznych decyzji kadrowych.

W turniejach kwalifikacyjnych, czyli także tym z udziałem biało-czerwonych, drużyny zagrają w systemie „każdy z każdym”, zaś o miejscu w grupie decydować będą zwycięstwa, punkty, ratio setów, punktów i dopiero na samym końcu wynik bezpośredniego starcia. Olimpijskie paszporty do Tokio uzyskają jedynie zwycięzcy sześciu grup, którzy dołączą do gospodarzy igrzysk, Japończyków. O pozostałe do obsadzenie pięć miejsc w styczniu przyszłego roku odbędzie się dogrywka w turniejach kontynentalnych.

W turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich trenerzy mogą wystawić 14-osobowe kadry. Trener biało-czerwonych Vital Heynen w Lidze Narodów wykorzystał aż 26 zawodników i mimo ciągłych rotacji wywalczył w tych rozgrywkach trzecie miejsce. Znakomita postawa naszej drużyny w Final Six w Chicago była ogromnym zaskoczeniem dla rywali, bo przecież doskonale wiedzieli, że belgijski szkoleniowiec nie wysłał do USA aż 12 czołowych polskich siatkarzy, aktualnych przecież mistrzów świata. Z ekipy tak dzielnie walczącej w Final Six do Zakopanego, gdzie owa dwunastka asów spokojnie trenowała, zaprosił pięciu graczy. Tym samym zawęził szeroką kadrę biało-czerwonych z 26 do 17 zawodników. Trzech z nich w Gdańsku nie zagra, ale naprawdę nie jest łatwo ich wytypować.

Wśród rozgrywających pewniakiem wydaje się być Fabian Drzyzga, który poprowadził kadrę do ubiegłorocznego sukcesu w mistrzostwach świata. W Lidze Narodów grał krótko, a znacznie więcej szans dostał Grzegorz Łomacz. Mimo to siatkarz PGE Skry Bełchatów prawdopodobnie będzie dublerem Drzyzgi. Marcin Komenda, który dobrze wypadł w Final Six Ligi Narodów, raczej nie wygryzie ze składu żadnego z tych dwóch tuzów naszej siatkówki.
Wśród atakujących numerem 1 jest bez wątpienia rutynowany Dawid Konarski, a o rolę jego zmiennika rywalizują Maciej Muzaj i Łukasz Kaczmarek. Obaj w Lidze Narodów dostawali sporo szans w turniejach interkontynentalnych oraz w Final Six w Chicago. Chyba nieco lepiej prezentował się Muzaj, ale pewnie trener Heynen podejmie decyzję w ostatniej chwili. W razie czego będzie mógł na tę pozycję przesunąć któregoś z przyjmujących.

Na pozycji środowego o udział w kwalifikacjach olimpijskich rywalizuje czterech siatkarzy. Piotr Nowakowski miał najwięcej wolnego i jego aktualna dyspozycja jest największą niewiadomą, natomiast Mateusz Bieniek i Jakub Kochanowski grali dobrze w fazie interkontynentalnej Ligi Narodów, zaś Karol Kłos brylował w Final Six. Trudno wskazać najsłabszego z tej czwórki, ale może co się wyjaśni po najbliższych meczach towarzyskich.

Ból głowy Heynen ma też przy wyborze zawodników na pozycji przyjmującego. Pewni występu wydają się być Wilfredo Leon (ma zadebiutować podczas meczów towarzyskich z Holandią) oraz Michał Kubiak. Ponadto w przygotowaniach wciąż uczestniczą Artur Szalpuk, Aleksander Śliwka, Bartosz Bednorz i Bartosz Kwolek. Teoretycznie zatem dwóch z nich powinno wypaść z kadry, chociaż selekcjoner może poświęcić tylko jednego z nich. Niewiadomą jest forma Artura Szalpuka, który z powodów zdrowotnych nie zdążył dojść do wysokiej dyspozycji podczas Ligi Narodów. Aleksander Śliwka świetnie się prezentował w fazie interkontynentalnej, a Bartosz Bednorz oraz Bartosz Kwolek byli filarami zespołu, który zdobył brąz w Final Six. Tu wybór jest naprawdę trudny.

Za to na pozycji libero sytuacja wydaje się klarowna. Paweł Zatorski i Damian Wojtaszek są raczej nie do zastąpienia i dobrze prezentujący się w Lidze Narodów Jakub Popiwczak raczej nie odbierze żadnemu z nich miejsca.

 

 

W kadrze Polski wszystko wróciło do normy

Medialna burza po opuszczeniu przez trenera Vitala Heynena kadry siatkarzy walczącej o brązowy medal Ligi Narodów, została wyciszona i wszystko wróciło do normy.

Prezes PZPS Jacek Kasprzyk spotkał się co prawda z selekcjonerem podczas wizyty na zgrupowaniu reprezentacji w Zakopanem, ale obaj panowie zapewniają, że o tym incydencie już nie rozmawiali. Kasprzak twierdzi, że głównym tematem jego spotkania z Heynenem były sprawy związane z kolejnym startem biało-czerwonych w turnieju kwalifikacyjnym do przyszłorocznych igrzysk w Tokio. Sternik polskiej siatkówki przekonywał w mediach, że całe zamieszanie to efekt jakiegoś przekłamania na łączach. „Zrobiło się z tego większe zamieszania niż powinno, bo Heynen dostał zgodę na powrót od sekretarza generalnego związku Tomasza Karasińskiego, czyli przez kompetentną osobę” – przyznał Kasprzak.

Wygląda na to, że burza definitywnie ucichła i teraz wszyscy ponownie skupili się na przygotowaniach do kolejnych imprez. Od początku lipca podstawowi kadrowicze trenują w Zakopanem. Tam 12 zawodników przygotowuje się do najważniejszych imprez, a po Final Six w Chicago dołączyli do nich jeszcze Bartosz Bednorz, Bartosz Kwolek, Łukasz Kaczmarek, Maciej Muzaj i Karol Kłos. Pierwszym sprawdzianem formy tej grupy będą mecze towarzyskie z Holandią w Opolu, które odbędą się w dniach 27-28 lipca. W nich ma zadebiutować w barwach reprezentacji Polski naturalizowany Kubańczyk Wilfredo Leon, któremu karencja po zamianie drużyny narodowej kończy się 24 lipca. Potem mistrzowie świata wystąpią w Memoriale Huberta Wagnera w Krakowie.

Będzie to ich ostatni sprawdzian przed turniejem kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio, który Heynen od dawna wskazuje jako najważniejszą imprezę w tym roku. W Gdańsku Polacy zmierzą się kolejno z Tunezją, Francją i Słowenią. Drugim ważnym startem naszych zawodników w tym roku będą wrześniowe mistrzostwa Europy, których gospodarzami będą cztery kraje – Francja, Belgia, Słowenia i Holandia. W fazie grupowej europejskiego czempionatu biało-czerwoni zmierzą się w Rotterdamie i Amsterdamie z Holandią, Czechami, Estonią, Ukrainą i Czarnogórą.

Dwa dni po zakończeniu mistrzostw naszego kontynentu rozpocznie się w Japonii (w Fukuoce, Nagano i Hiroszimie) Puchar Świata, w którym nasza reprezentacja wystąpi jako mistrz globu.

 

Heynen wolał Zakopane

Drużyna Rosji okazała się najlepsza w drugiej edycji Ligi Narodów. W finale turnieju w Chicago pokonała zespół USA 3:1 i powtórzyła ubiegłoroczny sukces. Reprezentacja Polski po wygranej z Brazylią 3:0 zajęła 3. miejsce. W naszym kraju więcej jednak niż o wyczynie siatkarzy mówiono o opuszczeniu zespołu przez trenera Vitala Heynena tuż przed potyczką o brązowy medal.

Ekipa „Sbornej” w fazie grupowej przegrała gładko 0:3 z Amerykanami, ale w tamtym spotkaniu jej fiński trener Tuomas Sammelvuo nie posłał do boju wszystkich swoich najlepszych zawodników. Musiał ostrożnie szafować ich siłami, bo rosyjska drużyna zaczynała najpóźniej swoje występy w Final Six i miała w perspektywie do rozegrania cztery mecze dzień po dniu. Ta kalkulacja jak się okazało przyniosła im sukces, bo w meczu o finał pokonali biało-czerwonych 3:1. Oczywiście trener Sammelvuo do gry z Polakami wystawił podstawowy skład, a nie ma w nim praktycznie słabych punktów – Dmitrj Wołkow, Jegor Kliuka, Iwan Jakowlew czy Wiktor Połetajew to już teraz gracze światowego formatu. Rosjanom w starciu z młodym polskim zespołem dopisało jednak też trochę szczęście, bo po pierwsze – trafili na jego słabszy dzień, a po drugie, zwykłej żądzy zwycięstwa nie przejawiał tym razem trener biało-czerwonych Vital Heynen.

Belgijski szkoleniowiec, aczkolwiek cieszyły go wcześniejsze wygrane jego podopiecznych z Brazylią i Iranem, to jednak myślami był przy trenujących w tym czasie w Zakopanem zawodnikach głównej kadry, bo w jego, a także szefów PZPS hierarchii celów, najważniejsze są w tym roku sierpniowe kwalifikacje olimpijskie oraz wrześniowe mistrzostwa Europy. I do tych imprez wykuwają formę w polskich górach nasi najlepsi obecnie gracze, z Michałem Kubiakiem, Jakubem Kochanowskim i Wilfredo Leonem na czele.

Zwycięstwa nie na rękę

Dlatego znakomita postawa kadry, która została wysłana do Chicago, była Heynenowi trochę nie na rękę, chociaż nie krył podziwu nad jej grą. Tak na marginesie, trenerzy pozostałych pięciu zespołów rywalizujących w Final Six szczerze Belgowi zazdrościli, bo żadna z ekip, nawet Amerykanie, Rosjanie i Brazylijczycy, nie miała w swojej kadrze nawet dwóch równorzędnych szóstek, więc trochę z przerażeniem patrzyli na popisy rezerwowej kadry biało-czerwonych. Zszokowani byli zwłaszcza Brazylijczycy, którzy w fazie grupowej zagrali przeciwko Polakom w najmocniejszym składzie i przegrali 2:3, a gdy w spotkaniu o brązowy medal posłali do boju drugą szóstkę, dostali tęgie lanie 0:3. Fiński trener „Sbornej” w półfinałowej potyczce z Polakami rzucił na szalę wszystkie siły swojego zespołu, ale chociaż ostatecznie wygrał 3:1, to kilka razy w trakcie meczu musiało mu się robić nieswojo, gdy grający w optymalnym ustawieniu rywale chwytali swój rytm gry i zaczynali seryjnie zdobywać punkty. Gdyby Heynen chciał ten mecz rzeczywiście wygrać, pewnie znalazłby sposób na powstrzymanie rosyjskich ataków. Potraktował jednak mecz wybitnie szkoleniowo i chyba dlatego Polacy go przegrali. Nawiasem mówiąc, w finale Amerykanie wystawili przeciwko „Sbornej” najmocniejszą szóstkę i też przegrali 1:3.

Potępiać za to belgijskiego trenera nie ma powodu, podobnie jak za jego rejteradę z Chicago przed meczem o brązowy medal z Brazylią. Na zdrowy rozum jego decyzja była niezbyt zrozumiała, bo tak naprawdę przyspieszył swój powrót do trenującej w Zakopanem kadry A ledwie o kilkanaście godzin. Opuszczając zespół w tak ważnym momencie Belg podpadł natomiast trochę kibicom, którzy już zdążyli polubić ten dzielnie walczący zespół, a także samym siatkarzom, bo nikt nie chce być lekceważony.

Hierarchia pozostała bez zmian

Nie okazywali jednak niezadowolenia, bo chociaż osiągnęli w Chicago niewątpliwy sukces, to przy całym szacunku dla ich osiągnięć (w poprzednim sezonie Polacy zakończyli występ w Final Six na fazie grupowej, zaś na podium stanęli po raz trzeci, licząc też poprzedzające Ligę Narodów rozgrywki Ligi Światowej), nic to w hierarchii polskiej kadry nie zmienia. Dowodzi tego choćby decyzja trenera Heynena, który z tej ekipy na zgrupowanie do Zakopanego zaprosił tylko pięciu zawodników – Karola Kłosa, Bartosza Bednorza, Macieja Muzaja, Łukasza Kaczmarka i Bartosza Kwolka.

Z naszych graczy indywidualne wyróżnienie za występy w Final Six przyznano jedynie Bednarzowi, który z dorobkiem 78 punktów został najlepiej punktujących zawodnikiem. W opinii ekspertów FIVB najlepszym zawodnikiem turnieju (MVP) został właśnie Matthew Anderson. Wśród środkowych za najlepszych uznano Amerykanina Maxa Holta i Rosjanina Iwan Jakowlewa, chociaż zapewne żaden z nich nie był lepszy od Karola Kłosa. Amerykanin Micah Christensen dostał nagrodę dla najlepszego rozgrywającego, a jego rodak Erik Shoji dla najlepszego libero. Te wybory Kłos skomentował krótko: „Największą nagrodą dla mnie jest to, że mogłem być kapitanem tej drużyny, a nie jakieś śmieszne wyróżnienia” – napisał na Twitterze kapitan naszej drużyny.

Ta jego rola zapewne nie skończy się po powrocie z Chicago, bo parę spraw w imieniu młodszych kolegów przyjdzie mu przypilnować. Liga Narodów to rozgrywki komercyjne, a nasza reprezentacja zarobiła w nich w sumie, za 3. miejsce, awans do Final Six i premie za wygrane mecze w fazie interkontynentalnej 1 848 000 złotych, a że nie wszyscy siatkarze z szerokiej kadry do tego zarobku jednakowo się przyczynili, przyjdzie starszyźnie drużyny trochę z kalkulatorem popracować, żeby nikt naprawdę nie poczuł się pokrzywdzony.

 

Siatkarze grają o milion dolarów

Trener siatkarskiej reprezentacji Polski Vital Heynen w Final Six Ligi Narodów nie wystawił najmocniejszego składu. Do Chicago poleciała kadra złożona z zawodników, którzy walczyli w dwóch ostatnich turniejach fazy interkontynentalnej w Mediolanie i Lipsku.

Takie rozwiązanie belgijski szkoleniowiec awizował już wcześniej, lecz z ogłoszeniem decyzji wstrzymywał się aż do wtorku, chociaż powód rozdziału kadry na dwie grupy jest znany od dawna. Dla biało-czerwonych ważniejsze są w tej chwili przygotowania do olimpijskiego turnieju kwalifikacyjnego, który w dniach 9-11 sierpnia zostanie rozegrany w Gdańsku, a oprócz naszej drużyny zagrają w nim jeszcze Francuzi, Słoweńcy i Tunezyjczycy. Do tej imprezy na zgrupowaniu w Zakopanem przygotowuje się grupa kilkunastu zawodników, wśród których jest też Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon.

Dlatego trener Heynen do Stanów Zjednoczonych nie poleciał z zawodnikami wyznaczonymi do gry w Final Six. Ma się tam pojawić dopiero w środę, dosłownie tuż przed pierwszym grupowym meczem biało-czerwonych z Brazylią. O ile rzecz jasna nie staną mu na przeszkodzie jakieś kłopoty komunikacyjne, typu opóźnienie czy wręcz odwołanie lotu. W takim przypadku polski zespół ma poprowadzić powołany w trybie pilnym na asystenta Heynena Jakub Bednaruk, na co dzień szkoleniowiec klubowej drużyny MKS Będzin.

Tak na marginesie – on też, podobnie jak inni asystenci Belga, Mieszko Gogol i Sebastian Pawlik, byli swego czasu konkurentami Heynena w konkursie na posadę trenera reprezentacji Polski. Belgijski selekcjoner biało-czerwonych wpadnie do Chicago jak po ogień, bo na jego obecność w Final Six, nawet symboliczną, naciskały władze PZPS. Chodziło o to, żeby FIVB nie odniosło wrażenie, że Polacy całkowicie lekceważą Ligę Narodów, a przy okazji zrobiono ukłon pod adresem chicagowskiej Polonii. Belgijski szkoleniowiec jednak jak wieść niesie nie zamierza siedzieć tam do końca imprezy, tylko planuje wrócić do Polski już po fazie grupowej. Gdyby nasz zespół jednak przebił się do półfinału, to być może zmieni zdanie i zostanie do końca, ale całkiem możliwym scenariuszem jest przekazanie obowiązków Bednarukowi.

Nasi siatkarze w środę zmierzą się Brazylijczykami, a w piątek z Irańczykami. W drugiej grupie rywalizować będą Amerykanie, Francuzi oraz Rosjanie. Do półfinału awansują po dwie najlepsze ekipy z każdej grupy. Faworytami są gospodarze turnieju Amerykanie, bo inne ekipy postąpiły podobnie jak Polacy i nie przysłały do Chicago wszystkich swoich najlepszych graczy. Niespodzianek wykluczyć jednak nie można, bo na stole leży całkiem spora walizka pieniędzy do wygrania. Łączna pula nagród wynosi 2,1 mln dolarów amerykańskich, z czego zwycięzca zgarnie okrągły milion. Dla zdobywcy drugiego miejsca FIVB przeznaczyła pół miliona dolarów, za dla trzeciej drużyny 300 tysięcy dolarów. Dla trzech pozostałych zespołów w stawce pozostanie do podziału 300 tysięcy, czyli średnio po sto. Opłaca się zatem powalczyć o jak najlepsze miejsce w turnieju.

Kadra Polski na Final Six w Chicago
Rozgrywający: Marcin Janusz, Marcin Komenda. Atakujący: Bartłomiej Bołądź, Łukasz Kaczmarek, Maciej Muzaj. Środkowi: Norbert Huber, Karol Kłos, Andrzej Wrona. Przyjmujący: Bartosz Bednorz, Bartosz Kwolek, Piotr Łukasik, Tomasz Fornal. Libero: Jędrzej Gruszczyński, Jakub Popiwczak.

Terminarz Final Six Ligi Narodów siatkarzy 2019: (godziny wg czasu polskiego)

10 lipca, środa, 23:30 Polska – Brazylia. 11 lipca, czwartek 2:30 USA – Francja. 12 lipca, piątek, 0:00 Polska – Iran; 3:00 Rosja – Francja. 13 lipca, sobota, 0:00 Brazylia – Iran; 3:00 USA – Rosja. 14 lipca, niedziela, 0:00 1. półfinał (1A vs 2B); 3:00 2. półfinał (1B vs 2A). 22:00 mecz o 3. miejsce. 15 lipca, poniedziałek, 1:00 mecz o 1. miejsce