W rocznicę śmierci prof. Tadeusza Baci

W dniu 26.03.2012 odszedł prof. dr hab. nauk medycznych Tadeusz Bacia.

Urodził się w Zagłębiu, w rodzinie robotniczej. W czasie okupacji pracował jako robotnik budowlany na kopalni „Jowisz” w Wojkowicach. Uczęszczał wtedy na tajne komplety nauczania. Zawsze wspominał ogromny strach towarzyszący powrotom z kompletów w trakcie godziny policyjnej wprowadzonej przez okupanta. Po wyzwoleniu zdał maturę w czerwcu 1945 roku i lipcu tego roku przyjechał do Wrocławiu. Brał udział w organizacji i ochronie powstającego Wydziału Lekarskiego. Był studentem jego pierwszego powojennego rocznika.

Po skończeniu studiów pracował przez krótki czas jako asystent w Klinice Chorób Neurologii we Wrocławiu. Wyjazd do Moskwy w 1951 roku na aspiranturę zakończył wrocławski etap kariery zawodowej. Pracę naukowa prowadził pod opieką słynnego w Akademika A.M. Grinsztejna. Często wspominał aresztowanie profesora Grinsztejna w ramach domniemanego spisku białych fartuchów w czasach stalinowskich. W 1956 rozpoczął prace naukową i dydaktyczną w Klinice Neurologii Akademii Medycznej w Warszawie. Był stypendystą Fundacji Rockefellera w Kanadzie i USA, oraz w Paryżu był stypendystą Ministerstwa Spraw Zagranicznych Francji i Ministerstwa Zdrowia Polski. W 1957 roku stworzył pracownię EEG specjalizująca się w diagnozowaniu i leczeniu padaczki. Jego prace naukowe, szczególnie w zakresie diagnostyki padaczki, stanowią bardzo poważne osiągnięcia naukowe w skali światowej.

Równocześnie współpracował z wieloma ośrodkami medycznymi w Polsce.
Był również nauczycielem akademickim na Wydziale Medycznym
Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie . Wykształcił wielu specjalistów z neurologii i neurofizjologii. Profesor Tadeusz Bacia był laureatem wielu wyróżnień i odznaczeń państwowych i nagród zawodowych.

Przy cały zaangażowaniu w pracę zawodową Profesor znajdował czas dla
przyjaciół i znajomych. Z grupa kolegów z lat studenckich we Wrocławiu
stworzyli w Warszawie nieformalny „Klub Wrocławiaków”. Przez lata
utrzymywali ze sobą stały kontakt. Profesor Tadeusz Bacia był osobą
rodzinną, otwartą i wrażliwą na krzywdę ludzką. Często zabierał głos w
sprawach ważnych społecznie, równocześnie pomagał osobom, które były w potrzebie. Był osobą o lewicowych poglądach społecznych. Do końca był
aktywny zawodowo troszcząc się o zdrowie swoich pacjentów. Zmarł we Wrocławiu, został pochowany na cmentarzu przy ulicy Smętnej we Wrocławiu.

Chcemy prawdy o śmierci Jolanty Brzeskiej

Liderkę naszej grupy zabito 10 lat temu. Domagamy się powołania sejmowej komisji śledczej do zbadania nacisków politycznych, które skazały na obstrukcję oba śledztwa wokół tragedii Jolanty Brzeskiej: o zabójstwo oraz o udział policji i prokuratury w zacieraniu śladów.

Brutalne zabójstwo Jolanty Brzeskiej to jedna z największych, niewyjaśnionych zbrodni politycznych w III RP. Współzałożycielka i liderka Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów została zamordowana w szczytowym okresie reprywatyzacji zasobów mieszkaniowych stolicy.

Przed śmiercią w 2010 roku Brzeska zdążyła zbudować ruch lokatorski. Ten ruch obnażył, że Warszawa pogrąża się w ogromnym kryzysie mieszkaniowym: masowo traci zasób tanich mieszkań z regulowanym czynszem, skazuje ludzi na drastyczne podwyżki cen wynajmu, odbiera prawo do taniego mieszkania dla obecnych i przyszłych pokoleń, to jest w skrócie: „uwalnia rynek”.

Działania Brzeskiej w ramach WSL sprawiły, że pojedyncze tragedie i walki lokatorów zebrano w obraz masowej reprywatyzacji jako głównego mechanizmu przyspieszenia przemian własnościowych w Warszawie. Złożone metody taśmowej reprywatyzacji dotarły do mediów, polityków i szerszych grup lokatorskich. Do kompletu metod przekształcania własności w stolicy, w marcu 2010 roku dołączył mord na charyzmatycznej liderce, która te metody blokowała.

Historia walki i tragedii Brzeskiej składa się na oskarżenie wobec polskich elit politycznych, które pod przykrywką „walki z komuną” i „przywracania świętej własności” utorowały drogę do największej grabieży w powojennej historii stolicy. Mity założycielskie III RP przekładają się na brak efektów w wyjaśnieniu zbrodni, a kolejne władze ewidentnie mają trudność w zaakceptowaniu tego faktu.

W dziesiątą rocznicę spalenia Jolanty Brzeskiej, nie mamy wątpliwości co do stanu rzeczy.

Oba śledztwa ws Brzeskiej – o zabójstwo oraz udział policji oraz prokuratury w zacieraniu jego śladów – okryto kompletnym milczeniem, zamieciono pod dywan prokuratora generalnego.

Tym samym, polskie elity wciąż nie potrafią oczyścić się z odpowiedzialności za stan dojrzałej III RP, w której można bezkarnie zamordować liderkę socjalnego ruchu. Postulaty Jolanty Brzeskiej w kampanii „Mieszkanie prawem nie towarem!” wciąż są dla tych elit nie do przyjęcia, bo są po prostu zagrożeniem dla opłacalnych nierówności w III RP. Polskie elity polityczne nadal bronią i korzystają ze spekulacji na nieskrępowanym regulacjami rynku mieszkaniowym. Umożliwiają zyski nielicznym, kosztem narzucania niewiarygodnie wysokich czynszów ludziom utrzymującym się z pracy.

Prawda o tragedii Jolanty Brzeskiej jest trudna do ujawnienia, bowiem leży w tym samym punkcie, gdzie największe sprzeczności polskiego ustroju neoliberalnej demokracji. Posłowie na Sejm RP muszą się z tą prawdą zmierzyć. Dlatego żądamy jak na wstępie.

50 lat temu zmarł Jacek Woszczerowicz

Był jednym z tych – w sumie nie tak wielu – aktorów generacji rozpoczynającej pracę w służbie Melpomeny i X Muzy jeszcze w latach trzydziestych, których można zobaczyć na taśmach filmowych z lat 50-tych, 60-tych i na zarejestrowanych na taśmie telerecordingu spektaklach teatru telewizji.

Jacek Woszczerowicz, „Woszczer”, jak o nim mawiano, prezentował aktorstwo dziś już prawie nieznane, ktoś powie – archaiczne, takie, które mimo swoich rozmaitych gier z realizmem i naturalizmem, było zjawiskiem bardzo dalekim od aktorstwa dzisiejszego, opartego w dominującym stopniu na odwzorowywaniu, na trywialnym odtwarzaniu psychologicznego kształtu realnej psychologii zachowań. Było to aktorstwo w pełnym tego słowa znaczeniu kreujące rzeczywistość teatralną, bardzo odległą od rzeczywistości ulicy.
W roku 1957 zagrał Rejenta Milczka w pierwszej filmowej wersji „Zemsty” w reż. Antoniego Bohdziewicza. Stworzył też kilka wspaniałych kreacji w niezwykłym w owych czasach teatrze telewizyjnym. Majstersztykiem była jego tytułowa rola Voigta w słynnym „Kapitanie z Koepenick” Carla Zuckmayera w roku 1965, w telewizyjnej realizacji Józefa Słotwińskiego. Rolę Dyrektora stworzył w „Apollu z Bellac” (1958) Jeana Giraudox, był znakomitym tytułowym „Gościem wieczornym” (1966) w sztuce Dürrenmatta, Napoleonem w „Układach. 1806” (1967) Jerzego Krasowskiego, Kapitanem Nutem w „Żeglarzu” Jerzego Szaniawskiego, a także rewelacyjnym Łatką w „Dożywociu” (1968) Fredry. Zagrał też w dwóch nowelach filmowych z cyklu „Opowieści niezwykłych”: „Ślepym torze” (1967) i „Wenus z Ille” (1967). Jako aktor wychował się w Reducie Juliusza Osterwy. Witold Filler napisał o nim jako o „maniakalnym zwolenniku gry realistycznej”, który „Osterwę miał w sercu, Stanisławskiego w pamięci”.
Urodził się 11 września 1904 roku w Siedlcach. W przedwojennych filmach grywał epizody, m.in. w „Znachorze”, „Profesorze Wilczurze”, „Testamencie profesora Wilczura” w reżyserii Michała Waszyńskiego czy w „Strachach” w reż. Eugeniusza Cękalskiego Wyreżyserował pierwsze powojenną inscenizację „Wesela” Wyspiańskiego w Teatrze Wojska Polskiego w Lublinie jesienią 1944 roku, grając jednocześnie rolę Stańczyka. W Łodzi działał od 1945 do 1948 roku i w tamtejszym Studiu Poetyckim zagrał wspaniale Żebraka w „Elektrze” J. Giraudoux, a w Teatrze Kameralnym Homera „Homerze i Orchideach” T. Gajcego, Merkurego w „Amfitrionie 38” J. Giraudoux, Arnolfa w „Szkole żon” Moliera. Od 1948 roku działał w Warszawie, w teatrach Kameralnym Polskim, Narodowym, kreując m.in. Tariełkina w „Śmierci Tariełkina” Suchowo-Kobylina, Sgagnarela w „Don Juanie” Moliera, Papkina w „Zemście” Fredry, Jowisza w „Muchach” Sartre’a, Daviesa w „Dozorcy” Harolda Pintera, Ferrantego w „Martwej królowej” Henri de Montherlanta i – w roku 1958 w Ateneum – fenomenalnego Józefa K. w „Procesie” według Kafki, rolę o której Jan Kott napisał, że godna jest obszernego i wnikliwego studium, które pokazałoby wszystkie „przegiby” aktorskie Woszczerowicza. Swoją najsłynniejszą i być może najwspanialszą kreację stworzył w roku 1960 na deskach Teatru Ateneum jako tytułowy „Ryszard III” Szekspira, w przedstawieniu przez siebie wyreżyserowanym. Był też profesorem szkół teatralnych, łódzkiej i warszawskiej.
Warunki fizyczne Woszczerowicza były na pozór złe: niski, na granicy karłowatości, nieproporcjonalnej budowy, głos miał brzydki, nosowy, skrzeczący, oczy tzw. „wyłupiaste”. Z wszystkimi tymi przeklętymi wadami fizjonomii był aktorem o rzadkiej sugestywności i charyzmie. Grał zupełnie inaczej niż inni aktorzy, jakby nieklasycznie, inny był w geście, spojrzeniu, intonacji. „To ta inność narzucała widzom przeświadczenie, że stają się oto świadkami jakiegoś misterium gry” – pisał W. Filler.
Tym co niewątpliwie należało do najbardziej charakterystycznych cech aktorstwa Woszczerowicza był swoisty apsychologizm jego gry, do pewnego stopnia intelektualnie sprzeczny z deklarowanym przez niego przywiązaniem do aktorstwa realistycznego. Gdy się obserwowało grę Woszczerowicza, uderzał sposób grania jakby abstrakcyjny, śladowo tylko nawiązujący do realnych ludzkich zachowań. Gesty, mimika, intonacja Woszczerowicza były wywiedzione jakby z innego świata, z jakiejś rzeczywistości tajemniczej i skrytej, rządzącej się innymi prawami niż otaczająca nas. Częstym składnikiem jego gry było błaznowanie, przedrzeźnianie konwencjonalnych gestów, drwina, od której natychmiast potrafił przechodzić do zadumy. Wspaniale i niepowtarzalnie wygrywał dwuznaczność wielu postaci, ich tajemniczość i niejednoznaczność. I tak grał nawet w rolach, które – wydawałoby się – wymagały gry typowo realistycznej.
Ten apsychologizm i abstrakcjonizm był istotą koncepcji jego najważniejszej roli scenicznej, „Ryszarda III”. Ryszard w wykonaniu Woszczerowicza nie był postacią ludzką, o człowieczych, choćby najgorszych cechach psychicznych, lecz abstrakcyjnym upostaciowaniem zła, potwornym histrionem, rządzącym się sobie tylko właściwymi prawami.
Niezależnie od konotacji moralnych jego najważniejszej roli, Woszczerowicz wykreował w całości swojego aktorstwa postać szarego człowieka tragicznego, przytłoczonego dramatyzmem ludzkiej egzystencji i grającej z nią swoją własną grę, za pomocą tragizmu i komizmu. W jakimś dalekim skojarzeniu przywodzi to na myśl sztukę aktorską i przesłanie filmów Charlesa Chaplina.
Już po śmierci Woszczerowicza, Krzysztof Teodor Toeplitz napisał o jego aktorstwie bardzo trafnie: „Jego sztuka była sztuką mroczną. Patrząc na jego grę odnosiło się wrażenie, że postacie które kreował, podszyte były niespełnionymi ambicjami, marzeniami, złościami, pragnieniami i zawodami, że w duszach tych postaci szaleje piekło”.
Woszczerowicz należał do tytanów i poniekąd męczenników swojego zawodu. Ciężko chory na serce, zawsze miał przy sobie nitroglicerynę, a mimo to nie zdecydował się zerwać ze sceną. W dniu śmierci ukochanego syna nie zrezygnował wystąpienia w spektaklu. Zmarł w Warszawie 19 października 1970 roku.

Kwiaty dla Okrzei

Lud warszawskiej Pragi śpiewał o nim piosenki, na uroczystości ku jego czci organizowane przed wojną przez Polską Partię Socjalistyczną przybywały setki, jeśli nie tysiące. Dziś o Stefanie Okrzei pamiętają ideowi lewicowcy – w panteonie „właściwych” bohaterów IPN od dawna nie ma dla niego miejsca.

Tym większe słowa uznania należą się Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej, gdzie na nowoczesnej wystawie upamiętniono więźniów niezależnie od ideowych afiliacji. Tablica pamięci Okrzei w tym miejscu nie jest zagrożona.

Aktywiści powstałego kilka miesięcy temu stowarzyszenia Historia Czerwona złożyli na cytadeli kwiaty 19 lipca – dwa dni przed 114. rocznicą stracenia Okrzei. 21 lipca uczynił to przewodniczący PPS, senator Wojciech Konieczny.

Stefan Okrzeja, robotnik z położonych na Pradze zakładów produkcji naczyń emaliowanych, był jednym z pierwszych członków Organizacji Bojowej PPS. Uczestniczył w pierwszych manifestacjach, podczas których bojowcy, uzbrojeni w broń krótką, stawili czoła carskim policjantom i żołnierzom. To on niósł czerwony sztandar podczas słynnej demonstracji socjalistów na Placu Grzybowskim 13 listopada 1904 r.

26 marca następnego roku, gdy Warszawę ogarnęło już rewolucyjne wrzenie, bojowcy postanowili zabić znienawidzonego warszawskiego oberpolicmajstra Karla von Nolkena. Grupa, w której był Okrzeja, zaatakowała cyrkuł przy ul. Wileńskiej na Pradze, chcąc sprowokować przyjazd Nolkena w to miejsce. Bomba rzucona przez Okrzeję raniła pięć osób, a jego samego ogłuszyła. Podczas nieudanej ucieczki bojowiec zastrzelił jeszcze jednego policjanta. Za członkostwo w antyrządowej organizacji i udział w zamachu Okrzeja został skazany na śmierć i stracony.

Nasza wdzięczna pamięć

Na Powązkowskim Cmentarzu Wojskowym w dniach 24-25 maja br., przy grobie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, zbierali się przyjaciele i podwładni.

W milczeniu i zadumie składali wiązanki kwiatów i wieńce, zapalali znicze. Krótko przed godz. 11.00 24 maja, Pan Prezydent Aleksander Kwaśniewski poinformował zebrane grono przyjaciół i podwładnych Generała, iż niespodziewane powody uniemożliwiają osobisty udział w oddaniu hołdu Zmarłemu o godz. 14.00. Szczerze, serdecznie żałując i przepraszając za nieobecność zapewnia, iż jest sercem i myślą ze wszystkimi na Cmentarzu Powązkowskim, ze wszystkimi Polakami, dla których odejście Generała wciąż jest nieodżałowanym i przedwczesnym wyrokiem Losu.
Wobec tego organizatorzy, spełniając prośbę Prezydenta RP przypomnieli niektóre Jego słowa i myśli sprzed 5-ciu laty, gdy przy urnie z prochami m.in. mówił o trudnej drodze życiowej, wyborach, decyzjach i dokonaniach Generała. Wczesne, dorosłe życie przyszłego Generała rozpoczęło się katorżniczą pracą na Syberii, walkami na froncie i służbie Polsce, „takiej, jaka wówczas była i być mogła”. „W najtrudniejszym czasie wziął odpowiedzialność za państwo w stanie kryzysu i ze szczerym przekonaniem wybrał mniejsze zło, chroniąc nas przed obcą interwencją albo domową, bratobójczą konfrontacją. Był i pozostanie Mężem Stanu, który potrafił przejść od dyktatury do dialogu, do Okrągłego Stołu i pokojowej transformacji”. Za polityczną wyobraźnię i odpowiedzialność, spotykał się z upokorzeniami i niewdzięcznością, włącznie po procesy sądowe, nie mówiąc o wielu chorobach i cierpieniach fizycznych. Pan Prezydent prosił o podkreślenie, iż miliony Polaków, wyrażały i wyrażają Generałowi wdzięczność i szacunek za rozwagę, nie pozwalają na „wykreślenie Jego nazwiska z polskiej historii”. I za to wszystko, zebranym na Powązkowskim Cmentarzu, wszystkim Polakom w kraju i za granicą, którzy w 5 rocznicę odejścia Generała na wieczną wartę, przywołali Jego dokonania w myślach i wspomnieniach -Pan Prezydent RP serdecznie dziękuje. Jest przekonany, iż dzięki tym wszystkim Rodakom, Generał pozostanie na zawsze w narodowej pamięci, jako patriota, który„dzielnie i wiernie służył Polsce”.
Do palących się zniczy, kwiatów i wieńca z inskrypcją -„Zasłużonemu dla Ojczyzny moja wdzięczna pamięć- Stanisław Świtalski”, dołączyły kolejne, od organizacji b. żołnierzy WP i osób prywatnych, m.in.:„Chwała Tobie Generale. Koło nr 6 ZŻWP przy DGW”; „Panu Generałowi w Rocznicę Śmierci, sołtys Stanisław Kiljańczyk”. Wśród obecnych byli- gen. Franciszek Puchała i gen. Stanisław Świtalski, prezesi kół i środowisk b. żołnierzy – płk rez.: Marek Bielec, Wiesław Korga, Sławomir Majchrzak, Andrzej Gąszczołowki z Małżonką, także jako przedstawiciel poznańskiego środowiska lotników i Zbigniew Żurowski. Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ reprezentował płk rez. Bogusław Ludwikowski. Byli obecni członkowie Kierownictwa SLD na czele z Przewodniczącym Włodzimierzem Czarzastym, Krzysztofem Janikiem i Jerzym Wenderlichem. Kierownictwo i warszawskie środowisko PPS reprezentował Andrzej Ziemski, Redaktor Naczelny Przeglądu Socjalistycznego. Redaktor Naczelny Przeglądu Jerzy Domański o 5 rocznicy śmierci, w nr 21 przypomniał fragmentem oświadczenia Generała- „Podejmowałem decyzje, dysponując aktualną wiedzą o realiach sytuacji wewnętrznej i międzynarodowej. Towarzyszyło mi pełne poparcie ze strony Wojska. Wiedziałem o zrozumieniu i zaufaniu znacznej części społeczeństwa polskiego. Po latach wiem więcej, iż w ówczesnej sytuacji wiele osób było w różny sposób poszkodowanych i skrzywdzonych. Z tego powodu ubolewam i nieustannie przepraszam”.
Przy grobie Generała wspominano tamten jakże trudny i złożony „czas wojenny” i odbudowy kraju. Nawiązując do „syberyjskiego tragizmu”, jeden z sybiraków przypomniał, iż prezydent ZSRR Michaił Gorbaczow zlecił w latach 90-tych upamiętnienie „polskiego losu” postawieniem dwóch pomników – Polakom Zmarłym na Syberii oraz Ojcu Generała, który zmarł w Bijsku 4 czerwca 1942 r. (obrazuje zdjęcie). Serdeczne słowa kierowano do Zbigniewa Domino, za książki „Syberiada” i „Zaklęty krąg”, wydane przez Studio Emka, a są trudne do nabycia. Nawiasem mówiąc, Matka Generała-Wanda z Zarembów zmarła 6 września 1964 r. spoczywa na cmentarzu w Lublinie z córką Teresą Starnawską (zm. w 2018) i jej mężem prof. Jerzym.
Ku zdumieniu kilku obecnych, jeden z uczestników pytał organizatorów dlaczego nie wspomniano słów Jana Pawła II, wypowiedzianych 17 czerwca 1983 r. w Belwederze, że Generał jest patriotą, które przeczytał w Trybunie choć nie pamiętał autora i tytułu publikacji. Był to przecież okres zawieszonego stanu wojennego, a Papież dobrze wiedział o różnych jego dolegliwościach i nie obawiał się nazwać Generała „patriotą”. Zachęcał, by Trybuna jak najczęściej przypominała je Czytelnikom. Pani Danuta Marciniak, reprezentująca Forum Równych Szans i Praw Kobiet mówiła o inicjatywie wybudowania w Łodzi Centrum Zdrowia Matki Polki- obecnie Instytut, z inicjatywy Generała i WRON, co też zasługuje na społeczną pamięć i wsparcie, o czym Forum będzie w przyszłości pamiętać.
Wiele słów uznania i szacunku dla Generała miały panie, które specjalnie przyjechały na Powązki z Wieliczki, Krakowa i Bielska Białej. Janusz Śliwiński przyniósł książkę „Pod prąd” z dedykacją, m.in. ze wzruszeniem mówił, ż żyje właśnie dzięki Generałowi. Głosy, by na „wzór” Przeglądu zachęcającego do nadsyłania zdjęć z okresu PRL, podjąć podobne kroki gromadząc zdjęcia i wspomnienia o Generale – zasługują na uwagę.
Różne przeszkody, w tym stan zdrowia nie pozwolił kilkunastu osobom na osobiste wyrażenie szacunku zmarłemu, prosząc organizatorów o zapalenie od nich zniczy: Pani Łucja Sadykiewicz z mężem Michałem (także Sybirakiem, już nie żyjącym), przyjaźniącymi się z Generałem i Rodziną od lat 50-tych; panowie: Adam Koseski, Mirosław Słowiński, Rafał Skąpski, Mirosław Dyzio.
Obecna przy grobie Córka Monika, w serdecznych słowach dziękowała przybyłym za pamięć. W bezpośrednich rozmowach wspominała pamiętne chwile, wciąż dojmujący ból po stracie Ojca, a dwa lata później i Matki. Mówiła, iż często odczuwa brak rozwagi i spokoju Ojca, kultury w postępowaniu nawet wobec politycznych przeciwników, że wraca tęsknota za Rodzicami.

Wieczna warta Generała

24 maja, w przeddzień mijającej 5 rocznicy nieodżałowanego odejścia na wieczną wartę gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

Żegnając Zmarłego w Katedrze Polowej WP, bp Józef Guzdek m.in. mówił: – „Historia jeszcze długo będzie oceniać Jego słowa, podejmowane decyzje i czyny. Będą to czynić następne pokolenia. Jest jednak różnica pomiędzy oceną a sądem… Pogrzeb gen. Wojciecha Jaruzelskiego jest czasem próby dla wierzących. Jak z tej próby wyjdziemy? Czy zdamy egzamin z naszego człowieczeństwa i chrześcijaństwa? Czy pozostaniemy wierni ewangelicznemu przesłaniu?”…
Prezydent RP, Aleksander Kwaśniewski, przy urnie z prochami Zmarłego na Cmentarzu Powązkowskim m.in. mówił: „Nic mu nie zostało oszczędzone. Stracony dom rodzinny, Syberia i katorżnicza praca, front, krew i łzy, polityczna odpowiedzialność i ryzyko porażki, niewdzięczność, ataki, procesy, choroby i cierpienia, i nawet dziś te krzyki wydobywające się z serc, które nie mają w nich miłosierdzia, a często tylko Boga na ustach.
Niech, Drogi Wojciechu, za to wszystko zadośćuczynieniem będzie świadomość, że Polska jest niepodległa, bezpieczna, że dobrze się rozwija, że byłeś współarchitektem tego dzieła, które dziś czcimy na XXV-lecie polskiej transformacji, że miliony ludzi wyrażają wobec Ciebie szacunek i wdzięczność, że nie da się wykreślić Twojego nazwiska z polskiej historii”…
Wszystkie osoby, czujące osobistą potrzebę złożenia wyrazów hołdu i uszanowania przy grobie Zmarłego na Cmentarzu Powązkowskim, zapraszamy w dniu 24 maja (piątek) br. na godz. 14.00. Spotkanie przy bramie głównej Cmentarza o godz. 13.45.

Uczciliśmy pamięć

16 stycznia 2017 r. w wyniku ciężkiej choroby nowotworowej odszedł nasz przyjaciel Tomasz Kalita. W imieniu SLD kwiaty na grobie zmarłego polityka lewicy złożyli przewodniczący partii Włodzimierz Czarzasty, sekretarz generalny Marcin Kulasek oraz rzeczniczka prasowa Sojuszu Anna-Maria Żukowska. W uroczystości udział wziął dr Bartosz Rydliński jeden z najbliższych współpracowników Tomka, obecnie szef Centrum im. Ignacego Daszyńskiego.
Tomasz Kalita urodził się 8 lutego 1979 roku w Bielsku-Białej, sam o sobie mówił „homo politicus”. Z wielką polityką związał się 2003 r. kiedy pracował przy kampanii referendalnej w sprawie akcesji Polski do Unii Europejskiej.
W 2005 roku kierował zespołem programowym SLD i został współtwórcą Konstytucji Programowej „SLD Polska Demokratyczna i Socjalna”. W 2008 r. został rzecznikiem prasowym SLD i pełnił tę funkcję do 2011 r., kiedy to powrócił do pracy programowej i założył lewicowy think – tank: Centrum im. Ignacego Daszyńskiego, który funkcjonuje do dziś i ma za sobą kilkadziesiąt konferencji tematycznych oraz publikacji.
Również w 2011 r. został szefem zespołu doradców byłego premiera i ówczesnego przewodniczącego SLD Leszka Millera, a także doradcą wicemarszałka Jerzego Wenderlicha. Z ramienia SLD pełnił również funkcję wiceprzewodniczącego Rady Programowej TVP..
Wiadomość o chorobie nie zniechęciła Tomka do pracy publicznej, zmobilizował świat polityki, aby zainteresował się sprawę medycznej marihuany i dał ulgę osobą cierpiącym na chroniczny ból wywoływany poprzez różne schorzenia, głównie nowotwory. W Sejmie złożył projekt tzw. „Ustawy Kality”, która legalizowałaby marihuanę używaną do celów leczniczych.
W czerwcu 2017 r. częściowo został zrealizowany jego polityczny testament, zalegalizowano użycie medycznej marihuany, jednakże nie w pełnym wymiarze, o który postulował polityk SLD. Zgodnie z nowymi regulacjami, w Polsce wciąż nie wolno hodować konopi, z których mogłaby powstawać medyczna marihuana.
Tomasz Kalita był żonaty z Anną Kalitą.
Pośmiertnie Kalita został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, drugim najważniejszym cywilnym polskim odznaczeniem.