Białystok. Czy w tym domu jest miejsce dla wszystkich?

Zakończył się pierwszy Marsz Równości. Białystok jest dziś miejscem ścierających się poglądów. Tak niebezpiecznie różnych, że ich konfrontacyjny charakter przypomina mi czasy stanu wojennego. Nie bez przyczyny bo wykreowane przez przeciwników marszu poczucie zagrożenia i konieczności wejścia w stan gotowości daje się odczuć na każdym jego kroku.

Jak mogłoby być inaczej skoro już na tygodnie przed dzisiejszym wydarzeniem z ambon białostockich kościołów nikt bynajmniej nie wygłaszał ostrzeżeń przed wielce prawdopodobną podczas marszu agresją kibiców i ruchów pseudopatriotycznych. W każdym kościele natomiast została odczytana odezwa metropolity białostockiego arcybiskupa Tadeusza Wojdy, gdzie nawiązując do przeciwstawiających się komunizmowi słów Wyszyńskiego podkreślał: „No possumus – nie pozwolimy!”. Nie ma co się dziwić więc, że zastraszeni żołnierze kościoła przeważali w liczbie zorganizowanych kontrmanifestacji (warto zaznaczyć że do jednego Marszu zgłoszono ich niemal 50).

Białystok jest dziś rzeczywiście „domem dla wszystkich”. Przyjmuje przecież pod swój dach nie tylko tych, którzy pragną zamanifestować swoje prawo do równości, wolności i miłości, ale i dla tych, którzy kibicują swoim własnym wizjom moralności.

Sytuacje obserwowane na ulicach wydają się symbolizować polski naród – tak niepokojąco
i zasmucająco różny…

…Przechodząc obok Katedry słyszałem słowa modlitwy zgromadzonych tam osób: „ Za poniżenie nieprzyjaciół Kościoła – Módlmy się” . A wystarczyłoby odrzucić to niepotrzebne przecież słowo „poniżenie”, a jakże inny byłby przekaz?

…Mijam grupki kiboli ubranych w charakterystyczne koszulki i szaliki, grupki narodowców i Młodzieży Wszechpolskiej. Ci z klubowymi koszulkami mają już podniecone zaczerwienione twarze, w rekach puszki, butelki i zapalone papierosy….

…Słyszę katolicką, chrześcijańską gawiedź skandująca jakże tolerancyjne i miłosierne hasło „WY-PIER-DA-LAĆ”…

…Widzę ładną młodą kobietę w króciutkich spodenkach idącą pod prąd chodnikiem z wyciągniętym przed sobą środkowym palcem…

…I spontaniczne oklaski uczestników marszu gdy na balkonie bloku który mijali, starsza pani machała do nich z sympatią. Jest nadzieja, że tych, którym bliżej do drugiego człowieka aniżeli do strachu przed jego odmiennością możemy szukać wszędzie. Brawo i dziękuję, że są jeszcze tacy ludzie.