Rosjanie idą na wojnę z WADA

Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA) poinformowała w miniony piątek, że wysłała oficjalne pismo do Światowej Agencji Antydopingowej (WADA), w którym zakwestionowała decyzję o wykluczeniu Rosji z imprez sportowych światowej rangi, m. in. z letnich igrzysk 2020 roku w Tokio oraz zimowych w 2022 roku w Pekinie. Także Rosyjski Komitet Olimpijski ogłosił oficjalnie, że nie zgadza się z decyzją WADA. Głos w tej kontrowersyjnej sprawie zabrał również prezydent Rosji Władimir Putin.

Dyrektor generalny RUSADA Jurij Ganus w oficjalnym komunikacie przesłanym do mediów napisał: „Do Światowej Agencji Antydopingowej wysłany został zestaw dokumentów, w tym powiadomienie o braku zgody na sankcje, podpisanych przez radę nadzorczej i założycieli RUSADA, rosyjskie komitety olimpijski i paraolimpijski”. Zgodnie z procedurą WADA, której szefem od 1 stycznia 2020 będzie Polak Witold Bańka, musi teraz skierować sprawę do rozstrzygnięcia przez Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie (CAS), albowiem strona rosyjska dopełniła procedur dostarczając przed końcem roku odwołanie od decyzji z 9 grudnia 2019 wykluczającej Rosję z letnich igrzysk w Tokio w 2020 roku oraz zimowych w Pekinie w 2022 w związku z aferą dopingową w tym kraju.

Kara zasłużona, ale zbyt surowa

Sankcje wobec Rosji Komitet Wykonawczy Światowej Agencji Antydopingowej uzasadniła koniecznością ukarania tego kraju za fałszowanie próbek i manipulacji w bazie danych sportowców przez RUSADA. Nie uwzględniono jednak faktu, że to Rosjanie jako pierwsi wszczęli śledztwo w tej sprawie i osoby, którym udowodniono udział w tym procederze, zostały stosownie za to ukarane. Ponieważ jednak była to recydywa, nawet w rosyjskim środowisku sportowym panowało dość powszechne przekonanie, że ze strony WADA należy spodziewać się nieprzychylnej reakcji.

W światowych mediach, głównie amerykańskich i brytyjskich, jeszcze przed ostateczną decyzją zaczęły pojawiać się przecieki z liczącego 89 stron raportu WADA, wedle którego także przedstawiciele rosyjskich władz uczestniczyli w fałszowaniu wyników testów dopingowych. „Raport pokazuje, iż władze Rosji zamiast przygotować dokumenty dla WADA, zajmowały się zmienianiem, usuwaniem i manipulowaniem danymi, żeby tylko zatuszować obecność dopingu w rosyjskim sporcie” – napisano w komunikacie amerykańskiej agencji AP, na który powoływały się inne media. W komentarzach podkreślano, że Rosjanie mieli rzekomo manipulować przy dokumentach także po tym, jak zgodzili się przekazać je w ich oryginalnej formie do WADA.

Gwoli przypomnienia

Afera z dopingiem w rosyjskim sporcie wybuchła po zimowych igrzyskach 2014 roku w Soczi, a rozpoczęła się po wyemitowaniu przez niemiecką stację telewizyjną ARD dokumentu, wedle którego w Rosji stworzono system dopingowy, w który zamieszani byli sportowcy, trenerzy, urzędnicy państwowi, funkcjonariusze służb specjalnych i Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA). Zbiegło się to w czasie z politycznymi zawirowaniami wokół konfliktu rosyjsko-ukraińskiego o Krym i Donbas i nałożonymi z tego powodu na Rosję sankcjami przez USA i Unię Europejską.

Gdyby nie ta globalna polityczna rozgrywka między mocarstwami, pewnie nie doszłoby do zepchnięcia Rosji, jakby nie patrzeć jednej z największych potęg w światowym sporcie, najpierw na margines olimpijskiej społeczności, a teraz wręcz do jej wyrzucenia. Warto przypomnieć, że głównym informatorem w tej sprawie jest zbiegły do USA były dyrektor moskiewskiego laboratorium antydopingowego Grigorij Rodczenkow, który ponoć zeznał, iż „w Rosji przez lata dochodziło do tuszowania pozytywnych wyników testów antydopingowych, a proceder miał być ukrywany i finansowany przez państwo”.

Doping to powszechne zjawisko

Co ciekawe, w wywiadzie udzielonym w 2018 roku amerykańskiej telewizji CBS ten sam Rodczenkow publicznie przyznał, że wedle posiadanej przez niego wiedzy obecnie sportowcy z co najmniej 20 krajów stosują doping, który jest ukrywany.
Te rewelacje w światowych mediach przeszły jednak bez echa, natomiast każda informacja stawiająca w niekorzystnym świetle Rosjan była natychmiast rozdmuchiwana. Dlatego podjętą 9 grudnia przez Komitet Wykonawczy WADA decyzję zakazująca rosyjskim sportowcom przez najbliższe cztery lata startu w igrzyskach olimpijskich i innych zawodach sportowych o światowym zasięgu pod narodową flagą, przyjęto w świecie jako oczywistą kontynuację sankcji nałożonych na Rosję podczas letnich igrzysk olimpijskich 2016 roku w Rio de Janeiro i zimowych 2018 roku w Pjongczangu. Najnowsze sankcje WADA mają obowiązywać do 2023 roku i w tym czasie Rosja nie będzie mogła też organizować u siebie imprez rangi mistrzostw świata.

Amerykanie też koksują na potęgę

Bezkompromisowe stanowisko WADA wywołała jednak także falę oburzenia. Największą rzecz jasna w Rosji, ale nie tylko tam. Nic dziwnego, przecież doping jest zmorą całego światowego sportu i żaden kraj nie jest w tej kwestii stuprocentowo czysty. A już na pewno nie domagające się sankcji Stany Zjednoczone. Świadczą o tym kłopotliwe dla sportowego środowiska w tym kraju fakty. Choćby zniszczenie w nader zagadkowych okolicznościach zdeponowanych w magazynach WADA próbek pobranych od amerykańskich sportowców w latach 2008-2016 czy szokująca informacja o tym, że reprezentanci tego kraju są światowymi liderami pod względem liczby pozytywnych wyników testów dopingowych zrobionych od początku 2017 roku – przyłapano aż 73 zawodowych sportowców z USA.

Co ciekawe, na drugim miejscu tego wstydliwego zestawienia znalazła się Rosja, jednak zarejestrowanych przypadków stosowania zakazanych substancji przez rosyjskich sportowców było trzykrotnie mniej, bo 24. Na trzecim miejscu uplasowały się Indie z 16 pozytywnymi wynikami, na czwartym miejscu ax aequo znalazły się Brazylia i Dominikana (po 15 przypadków).

IAAF również nie jest bez skazy

Najbardziej nieprzejednana w karaniu Rosjan międzynarodowa federacja lekkoatletyczna (IAAF) ma na koncie mnóstwo przypadków instytucjonalnego tuszowania dopingu, także przy udziale wysokiej rangi działaczy, jak choćby byłego prezydenta IAAF Senegalczyka Lamine’a Diacka. W ostatniej dekadzie wielkie dopingowe wpadki zaliczyli Włosi (zdyskwalifikowano 26 lekkoatletów, w tym zawodników z krajowej czołówki). Zdumiewające w tej historii jest to, że Włoska Agencja Antydopingowa doprowadziła do gigantycznego bałaganu i w pewnym okresie ogóle nie uaktualniała danych w systemie komputerowym dotyczących aktualizacji paszportów biologicznych i miejsc pobytu sportowców. W efekcie działanie całego systemu było fikcją, ale mimo to WADA nie wyciągnęła żadnych konsekwencji.

Jeszcze gorzej wygląda sprawa nadzoru antydopingowego nad lekkoatletami w Kenii, gdzie przecież za korupcję zawieszony został prezes miejscowej federacji lekkoatletycznej, oskarżany m. in. o tuszowanie przypadków dopingu. Zawieszono także siódemkę kolejnych biegaczy z tego kraju, co sprawiło, że w ciągu ostatnich lat liczba zdyskwalifikowanych kenijskich lekkoatletów doszła do 40 osób. A trzeba pamiętać, że kontrole antydopingowe w tym kraju były i są jeszcze większą fikcją niż we Włoszech. Niewiele lepiej, a w zasadzie tak samo sytuacja wygląda w Etiopii i w zdecydowanej większości pozostałych afrykańskim krajów.

Nie powinno zatem nikogo dziwić, że w Rosji nie ma zgody na sankcje WADA. „Rosyjski Narodowy Komitet Olimpijski jest pełnoprawnym i z urzędu członkiem ruchu olimpijskiego, dlatego mamy wszelkie powody, by wierzyć, iż utworzymy reprezentację na igrzyska w Tokio. Zrobimy wszystko, aby zapewnić udział naszego zespołu pod rosyjską flagą” – powiedział przewodniczący tego gremium Stanisław Pozdniakow i potwierdził, że RNKOl jako członek-założyciel Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA) zatwierdził decyzję jej rady nadzorczej z 19 grudnia tego roku o nieprzyjęciu sankcji nałożonych przez WADA.

Prezydent wzywa do walki

Sygnał do walki wszystkim instytucjom sportowym w Rosji dał jednak prezydent Władimir Putin. „Każda kara powinna być indywidualna. Karanie wszystkich sportowców jest niesprawiedliwe. Każda kara powinna być indywidualna. Nie może być tak, że czyści sportowcy będą cierpieć za działania innych. Ta decyzja jest sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem i prawem międzynarodowym. Podobną decyzję podjęto przecież przed poprzednimi igrzyskami, teraz karze się nas za to samo. Żaden istniejący system prawny na to nie pozwala. Istnieją wszelkie powody, by sądzić, że podstawą takiej decyzji nie jest troska o czystość światowego sportu, ale względy polityczne nie mające nic wspólnego z interesami sportu i ruchu olimpijskiego. Zwłaszcza, że nie ma żadnych skarg na Rosyjski Narodowy Komitet Olimpijski. A jeśli nie ma żadnych skarg przeciwko niemu, kraj powinien pojawić się pod flagą narodową” – powiedział rosyjski prezydent podczas tradycyjnej już dorocznej konferencji prasowej.

Tak więc Rosja będzie teraz dochodzić swoich racji przed Trybunałem Arbitrażowym ds. Sportu (CAS) w Lozannie. Do czasu wydania werdyktu przez CAS sankcje WADA nie obowiązują.

Chcą startować pod własną flagą

Działacze WADA i światowego ruchu olimpijskiego zdają się nie rozumieć rosyjskich pretensji. Twierdzą, że przecież zawieszenie reprezentacji Rosji nie zamyka sportowcom z tego kraju drogi do występu na igrzyskach olimpijskich czy w mistrzostwach świata, bo dla nie uwikłanych w dopingowy proceder stworzono możliwość startu pod neutralną flagą. Taka sytuacja miała już miejsce na zimowych igrzyskach w 2018 roku w Pjongczangu. I bardzo się w Rosji nie spodobała, zwłaszcza gdy fetowano sukces hokeistów „Sbornej”, którzy wywalczyli tam złote medale. W Pjongczangu wystąpili jako „olimpijscy sportowcy z Rosji”, a gdy stali na podium odegrano im hymn olimpijski. Na powtórkę takiej upokarzającej sceny nikt w Rosji nie ma ochoty, dlatego WADA i MKOl muszą liczyć się tym razem z mocniejszym oporem. Włącznie z bojkotem igrzysk przez Rosjan, co w konsekwencji może doprowadzić do potężnego rozłamu w olimpijskiej rodzinie.

 

Nie będą walczyć pod neutralną flagą

Rosyjscy bokserzy oświadczyli, że nie wystartują w olimpijskim turnieju w Tokio pod neutralną flagą. Po pierwszym szoku jaki wywołała w Rosji decyzja Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) o wykluczeniu jej sportowców na cztery lata z igrzysk olimpijskich, słowa oburzenia zaczynają zastępować czyny.

Jako pierwsi stanowczo sprzeciwili się decyzji WADA przedstawiciele rosyjskiej federacji bokserskiej o czym poinformował sekretarz generalny tej organizacji Umar Kremlew. „Nasi bokserzy podjęli taką decyzję. Chcą, aby ich prawa jako sportowców olimpijskich były bronione w sądzie. Podzielamy ich zdanie jako władze federacji. Dla nas wszystkich najważniejsze jest to, aby nasi bokserzy mogli rywalizować pod rosyjską flagą i żeby w przypadku medalowych triumfów mogli usłyszeć nasz hymn. Bez tego uczestnictwo w igrzyskach nie ma żadnego sensu i byłoby dobrze, żeby to sobie uświadomili zwolennicy tego rodzaju sankcji” – stwierdził stanowczo Kremlew.

W poniedziałek, w związku z aferą dopingową w rosyjskim sporcie, WADA wykluczyła ten kraj z igrzysk w Tokio w 2020 i zimowych w Pekinie w 2022 roku. Oznacza to, że rosyjscy sportowcy nie będą mogli startować w wielkich imprezach w swoich barwach, ale możliwy jest ich występ pod neutralną flagą, podobnie jak w ubiegłym roku na zimowej olimpiadzie w Pjongczangu, i podobnie jak w 2016 roku w Rio de Janeiro. Sankcje mają obowiązywać do 2023 roku i obejmują również inne największe imprezy międzynarodowe, w tym mistrzostwa świata. W ciągu czterech najbliższych lat Rosja nie będzie mogła również organizować najważniejszych imprez.

Sankcje WADA skomentował też prezydent Rosji Władimir Putin. Zapytany o nie na konferencji prasowej po szczycie w Paryżu, powiedział: „Każda kara, jak ma to miejsce od czasów rzymskiego prawa, musi być indywidualna i wynikać z tego, co popełniła jedna lub druga osoba. Kary nie mogą mieć charakteru zbiorowego, stosować się do osób, które nie mają nic wspólnego z niektórymi naruszeniami i wszyscy to rozumieją. Wydaje mi się, że istnieją wszelkie powody, by sądzić, że podstawą takich decyzji nie jest troska o czystość światowego sportu, ale względy polityczne, nic wspólnego z interesami sportu i ruchu olimpijskiego. Zwłaszcza, że nie ma żadnych skarg na Rosyjski Narodowy Komitet Olimpijski. A jeśli nie ma żadnych skarg przeciwko niemu, kraj powinien pojawić się pod flagą narodową”. Prezydent Rosji zapowiedział też, że Rosja złoży odwołanie od decyzji WADA do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS). Mogą to w ciągu najbliższych trzech tygodni uczynić Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA), Rosyjski Komitet Olimpijski albo dowolna zainteresowana federacja sportowa. Złożenie apelacji skutkowałoby zawieszeniem sankcji aż do czasu potwierdzenia decyzji przez CAS.

 

W Katarze już jest bardzo gorąco

W piątek 27 września w Dausze rozpoczną się lekkoatletyczne mistrzostwa świata. Impreza, która potrwa do 6 października, od dawna wzbudza mnóstwo kontrowersji. Głównie ze względu na nietypowy termin, najpóźniejszy w historii światowych czempionatów, ale też na dopingową histerię. W Katarze wystąpi 44 reprezentantów Polski.

Pierwsi w Katarze zjawili się lekkoatletyczni działacze, by w Dosze w luksusowych warunkach odbębnić kongresowe obowiązki i wybrać szefa federacji. Pracy przy tym wiele nie było, bo jedynym kandydatem był obecny sternik IAAF Brytyjczyk Sebastian Coe. Delegaci nie przemęczyli się też rozważając kwestię przywrócenia Rosji do lekkoatletycznej rodziny. Akurat WADA po raz kolejny zgłosiła zastrzeżenia do wiarygodności informacji antydopingowych przekazywanych przez RUSADA i dali tym samym argument do podtrzymania zawieszenia rosyjskiej federacji lekkoatletycznej. Tak więc w rozpoczynających się piątek mistrzostwach świata reprezentanci tego kraju znów będą startować pod neutralną flagą.

Nie jest to decyzja sprawiedliwa, bo w zorganizowany doping umoczone jest znacznie więcej federacji, a najbardziej kenijska. O dziwo, Kenii jakoś władze IAAF zawieszać nie chcą, chociaż światowe media co rusz dostarczają dowodów, że w tym afrykańskim kraju proceder zorganizowanego dopingu wręcz kwitnie, bo są tam ku temu wręcz wymarzone warunki do szprycowania się – rzadkie kontrole, możliwość zatuszowania wpadki i tabuny ofiarnych działaczy gotowych kłamać i mataczyć w obronie swoich sportowców i dobrego imienia ojczyzny.

Reporterzy niemieckiej telewizji ARD nagrali ukrytą kamerą, jak dwoje reprezentantów na mistrzostwa w Katarze wstrzykuje sobie EPO. Jeden z lekarzy specjalizujących się w dopingu opowiedział niemieckiej ekipie, że w kenijskiej kadrze ma ośmiu klientów. ARD nagrała też byłego pracownika kenijskiej komisji antydopingowej, który opowiedział, jak menedżerowie lekkoatletów płacą kenijskiej federacji za tuszowanie wpadek.

Te zarzuty dotyczą przecież jednej z największych potęg w światowej lekkoatletyce. Od 2007 roku Kenia tylko raz znalazła się poza podium klasyfikacji medalowej mistrzostw świata (w 2013 w Moskwie), a wygrała ją w Pekinie w 2015, zaś w 2013 i 2017 roku przegrała tylko ze Stanami Zjednoczonymi. I co ciekawe, jeszcze do niedawna nie miał nawet swojej agencji antydopingowej.

Ale w przeciwieństwie do Rosjan, Kenijczycy będą jednak mogli startować w mistrzostwach świata w Katarze pod własną flagą. Owszem, będą pod specjalnym nadzorem, bo Kenia znalazła się, obok Rosji, Ukrainy, Białorusi i Etiopii, na liście krajów pod specjalnym nadzorem IAAF. Przed katarskimi mistrzostwami pobrano od uczestników aż 700 próbek krwi, podczas zaczynającej się w piątek rywalizacji ma być zrobionych kolejnych 500 testów. To dobre informacje dla wolnych od dopingu sportowców. Ale gdy zobaczymy podczas mistrzostw Rosjanina bez własnej flagi i Kenijczyka z flagą to trudno się będzie oprzeć wrażeniu, że coś tu chyba jednak nie gra.

Atmosfera w Dosze jest zatem gorąca nie tylko ze względu na piekielne upały. Nie wszystkie ekipy są zachwycone warunkami, jakie zapewniają organizatorzy. Skandal wywołała na przykład ekipa Norwegii, która nie przyjęła proponowanych jej kwater i za ponad 100 tys. euro wynajęła luksusowy hotel. Ale jej kierownictwo zapowiedziało, że zażąda od Katarczyków zwrotu tych pieniędzy.

 

IAAF nie chce Rosji

Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) tuż przed mistrzostwami świata utrzymała decyzję o dyskwalifikacji Rosji. Sportowcy z tego kraju w Dausze będą musieli startować pod neutralną flagą.

Skandal dopingowy w rosyjskim sporcie został rozpętany w 2014 roku przez jedną z niemieckich stacji telewizyjnych, która wyemitowała film dokumentalny o stosowaniu zorganizowanego dopingu, którego animatorów chroniły służby państwowe. Głównym celem było zdobycie jak największej liczby medali podczas zimowych igrzysk w Soczi. W efekcie rosyjska agencja antydopingowa straciła akredytacje WADA (Światowa Agencja Antydopingowa), a MKOl zabronił sportowcom tego kraju startu pod rosyjską flagą podczas letnich igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 roku. Z czasem te restrykcje cofnięto, a jedyną światową federacją sportową, która nie zniosła stanu zawieszenie w jaki w 2015 roku postawiła rosyjską federację lekkoatletyczną, była kierowana przez Brytyjczyka Sebastiana Coe’a IAAF.

Rosjanie nie mogli zatem wystąpić pod swoją flagą także w mistrzostwach świata w 2017 roku, ale przed tegorocznym światowym czempionatem IAAF nie miała już zbyt wielu argumentów, żeby podtrzymać dyskwalifikację Rosji. Działaczom IAAF w sukurs znów przyszła WADA, która ponownie na podstawie medialnych doniesień niemieckich mediów zarzuciła Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA) manipulowanie danymi. Ten pretekst wystarczył, żeby podtrzymano dyskwalifikację rosyjskiej federacji lekkoatletycznej, co oznacza, że rosyjscy sportowcy także w Dosze wystąpią pod neutralną flagą. Do 30 zawodniczek i zawodników WADA i IAAF nie mają żadnych zastrzeżeń i oni będą mogli powalczyć o medale, o ile władze Rosji wyrażą na to zgodę.

 

Rosjanie w tarapatach

Rosjanie przestali chronić swoich sztangistów i Międzynarodowa Federacja Podnoszenia Ciężarów ujawniła nazwiska podejrzanych o doping, m.in. Dmitrija Łapikowa i Nadzieżdę Jewtuszynę.

Łapikow to dwukrotny wicemistrz świata i mistrz Europy w kategorii do 105 kg. Jego największym sukcesem w karierze było zdobycie brązowego medalu olimpijskiego w Pekinie w 2008 roku. Uzyskał wtedy w dwuboju taki sam rezultat, jak Polak Marcin Dołęga, ale był od niego o 70 gramów lżejszy i dlatego to jemu przyznano trzecie miejsce. W 2017 roku stracił jednak medal na rzecz Dołęgi, bo udowodniono mu stosowanie zabronionych środków dopingowych. Z kolei Jewtuszyna została przyłapana na dopingu podczas igrzysk w Pekinie, gdzie zajęła trzecie miejsce w kat. 75 kg. Odebrano jej medal w 2016 roku, ale do tego czasu była mistrzynią i wicemistrzynią świata i dwa razy zdobyła tytuł mistrzyni Europy. Teraz jest ponownie podejrzana o doping, ale nie ujawniono, z jakiego okresu jej startów są próbki z wynikami pozytywnymi.

Kilka dni temu IWF po raz pierwszy poinformowała, że kilkoro Rosjan jest podejrzanych o stosowanie dopingu. Oprócz wyżej wymienionych, wśród podejrzanych znaleźli się brązowy medalista igrzysk w Londynie (2012) oraz mistrz świata z 2013 i 2014 Rusłan Ałbiegow, mistrzyni świata z 2013 roku Tima Turijewa, dwukrotni mistrzowie Europy Oleg Czen (2013, 2014) i Dawid Bedżanian (2012 i 2013) oraz tegoroczny wicemistrz Europy Jegor Klimonow. Ujawnienie tych przypadków stało się możliwe dzięki przekazaniu Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) danych z laboratorium dopingowego w Moskwie. Archiwa RUSADY agenci antydopingowi WADY otrzymali w lipcu 2019.

 

Rosjanie skarżą się na IAAF w CAS

Rosyjska Federacja Lekkoatletyczna złożyła do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie odwołanie od decyzji IAAF o przedłużeniu zawieszenia.

 

Gwoli przypomnienia: po aferze wywołanej raportem WADA Rosja została zawieszona przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) i wykluczona z udziału m.in. w igrzyskach w Rio de Janeiro w 2016 roku, lekkoatletycznych mistrzostw świata w Londynie i zimowych igrzysk olimpijskich i paraolimpijskich w Pjongczangu. Rosyjscy sportowcy mogli w tych imprezach startować tylko pod neutralną flagą.

Po decyzji Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) z 20 września tego roku,w wyniku której zniesiona została kara dyskwalifikacji nałożona na Rosję, akredytację odzyskała też Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA) oraz jej moskiewskie laboratorium.

Mimo to IAAF, chociaż potwierdziła znaczną poprawę sytuacji w Rosji, odłożyła decyzję o zniesieniu kary zawieszenia dla rosyjskich lekkoatletów do grudnia, bo w tym miesiącu ma się odbyć kolejne posiedzenie Rady IAAF.

Rzeczniczka prasowa rosyjskiej federacji lekkoatletycznej Natalia Juczarewa nie kryła oburzenia decyzją władz IAAF. „Jesteśmy zaskoczeni przedłużeniem naszego zawieszenia, tym bardziej, że podczas lipcowego posiedzenia Rady IAAF stwierdzono, że w Rosji zostały poczynione znaczące postępy w walce z dopingiem. Rosjanie liczą, że CAS wyda korzystne dla nich orzeczenie, które zobliguje światową federację do cofnięcia kary zawieszenia.

Te oczekiwania są jak najbardziej zasadne, skoro Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) przywrócił Rosyjski Komitet Olimpijski w prawach członkowskich niedługo po zakończeniu zimowych igrzysk w Pjongczangu.

 

IAAF akceptuje powrót Rosji

Nie milkną echa decyzji Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) o odwieszeniu Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA). Głos w tej sprawie zabrał też szef światowej federacji lekkoatletycznej (IAAF) Sebastian Coe.

 

RUSADA została zawieszona w prawach członka WADA niespełna trzy lata temu, gdy na jaw wyszło, że państwo nie tylko wiedziało o stosowaniu dopingu przez rosyjskich sportowców, ale też wspierało ten zakrojony na szeroką skalę proceder. Banicja rosyjskiej agencji dobiegła końca w czwartek. Za przywróceniem RUSADA w poczet członków było dziewięciu z dwunastu członków Komitetu.

Sebastian Coe oświadczył, że IAAF akceptuje tę decyzję, ale przypomniał, że federacja ma też własny system dopuszczania do zawodów sportowców uwikłanych w doping, zaś w tym przypadku będzie ponadto oczekiwał, że przed głos w sprawie zabiorą sami lekkoatleci. „Sportowcy muszą mieć zaufanie do sportu, któremu poświęcają swoje życie. W ostatnich dniach byłem trochę zakłopotany, czytając, oglądając i słuchając komentarzy o decyzji WADA. Czasem zastanawiam się, czy żyję w równoległym świecie. Powszechnie twierdzono, że dzięki przywróceniu RUSADA w poczet członków WADA rosyjscy sportowy wrócą do międzynarodowej rywalizacji. A to jest przecież nieprawda, bo rosyjscy sportowcy nigdy nie przestali startować w zawodach, choć robili to pod neutralną flagą. Uczynienie z tego nadrzędnej kwestii jest nonsensem, przez co pomijane są najważniejsze konsekwencje podjętej w czwartek decyzji: przywrócenie RUSADA w poczet członków WADA oznacza, że Rosjanie znów będą badać sportowców. Czy świat sportu zaufa systemowi, który był tak mocno manipulowany? To pytania, na które WADA i RUSADA muszą odpowiedzieć” – stwierdził Sebastian Coe na łamach „London Evening Standard”.

 

WADA odpuściła Rosji

Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) poinformowała o zniesieniu kary zawieszenia nałożonej na Rosję w 2015 roku po ujawnieniu kulis „państwowego systemu dopingowego”, funkcjonującego w tym kraju w latach 2011-2015.

 

Ta decyzja oznacza, że akredytację odzyska też Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA) oraz jej laboratorium w Moskwie. Niezależna komisja, badająca postępy Rosjan w walce z dopingiem, zarekomendowała Komitetowi Wykonawczemu WADA przywrócenie akredytacji RUSADA. Decyzję ma potwierdzić Komitet Wykonawczy WADA na swoim posiedzeniu 20 września.
RUSADA została zawieszona w listopadzie 2015 roku po skandalu, jaki wywołało opublikowanie raportu Światowej Agencji Antydopingowej ujawniającego kulisy „państwowego systemu dopingowego”, funkcjonującego w latach 2011-2015 za przyzwoleniem wysoko postawionych rosyjskich urzędników państwowych i przy pomocy służb specjalnych. W czerwcu 2017 roku WADA zezwoliła Rosji na stworzenie od podstaw swego systemu antydopingowego pod nadzorem zagranicznych ekspertów. Władze sportowe Rosji oceniły to wówczas jako „znaczący krok w kierunku całkowitej rehabilitacji RUSADA”.

Po głośnej aferze wywołanej raportem WADA Rosja została zawieszona przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) i wykluczona z udziału w ważnych wydarzeniach sportowych, w tym igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku, lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Londynie i zimowych igrzyskach olimpijskich i paraolimpijskich w Pjongczangu, gdzie rosyjscy sportowcy mogli startować tylko pod neutralną flagą. 28 lutego MKOl przywrócił Rosyjski Komitet Olimpijski w prawach członkowskich.

 

IAAF nadal nie chce Rosjan

Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) podtrzymało decyzję o zawieszeniu rosyjskiej federacji, podjętą w listopadzie 2015 roku po ujawnieniu zorganizowanego systemu dopingowego w tym kraju. Lekkoatleci z Rosji w mistrzostwach Europy w Berlinie wystąpią pod neutralną flagą.

 

Dla przypomnienia – po zimowych igrzyskach w Soczi wyszło na jaw, że władze państwowe sponsorowały system dopingowy na masową skalę. Międzynarodowy Komitet Olimpijski decyzje w sprawie dopuszczenia rosyjskich sportowców do rywalizacji scedował na światowe federacje. Wśród nich nadzwyczajną gorliwością wykazała się IAAF, która w listopadzie 2015 roku zawiesiła rosyjską federację lekkoatletyczną i konsekwentnie odmawiała odwołania tej decyzji. Przez to z rosyjskich lekkoatletów na igrzyskach w Rio de Janeiro wystąpiła pod neutralną flagą jedynie skoczkini w dal Daria Kliszyna, ponieważ udowodniła, że w ostatnich latach mieszkała w USA i przechodziła tam regularnie testy dopingowe. Po serii odwołań do CAS w zeszłorocznych mistrzostwach świata w Londynie wystartowało już 19 sportowców z Rosji, którzy udowodnili, że nie brali udziału w państwowym systemie dopingowym. Oni jednak także musieli startować pod neutralną flagą.

Rosjanie liczyli, że przed mistrzostwami Europy w Berlinie IAAF w końcu złagodzi swoje stanowisko. Mieli podstawy tak sądzić, bo oficjele z Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej zaczęli publicznie przyznawać, że dostrzegają duże postępy w działaniach rosyjskiej federacji. Mniej lub bardziej oficjalnie wskazywali jednak, że Rosjanie muszą spełnić trzy warunki, żeby ich lekkoatleci znów mogli startować pod narodową flagą. Po pierwsze, rosyjska federacja musi pokryć koszty poniesione przez IAAF w następstwie dopingowego skandalu. Po drugie, RUSADA (Rosyjska Agencja Antydopingowa) musi odzyskać akredytację Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). I po trzecie – władze lekkoatletyczne w Rosji muszą udostępnić wyniki badań antydopingowych z lat 2011-15. Rosjanie nie są jednak skłonni płacić IAAF, bo nie mają żadnej gwarancji, że światowa federacja cofnie zawieszenie. Zwłaszcza że uzależnia to od dobrej woli WADA w procesie przywracania akredytacji RUSADA, a ta wola zależy od politycznych zawirowań. Do porozumienia droga zatem daleka.

IAAF zapowiedziała, że w berlińskim czempionacie będą mogli wystartować tylko ci, których specjalną komórka antydopingowa uzna za wolnych od dopingowych podejrzeń. Obecnie na tej liście znajduje się 72 zawodniczek i zawodników z Rosji, ale w Berlinie zobaczymy tylko połowę z nich. IAAF podtrzymując podjętą w listopadzie 2015 roku decyzję o zawieszeniu rosyjskiej federacji lekkoatletycznej mocno wkurzyła Rosjan. Niewykluczone, że na berlińskim Stadionie Olimpijskim będziemy świadkami czegoś w rodzaju festiwalu rosyjskiej flagi. Wiadomo, że każda akcja powoduje reakcję, a nadgorliwość IAAF wręcz prosi się o ciętą ripostę.