Serena Williams jest dumna z męża

Alexis Ohanian, mąż nakomitej tenisistki Sereny Williams, postanowił zrezygnować z członkostwa w zarządzie platformy internetowej Reddit, bo uznał, że firma toleruje mowę nienawiści wobec uczestników protestów przeciwko nierówności rasowej.

Co istotne, Ohanian 15 lat temu był jednym z założycieli Reddit i dzięki niemu stał się milionerem. W ostatnim czasie Reddit był krytykowany za brak reakcji na rzecz mowy nienawiści, szerzonej przez niektórych jego użytkowników. Sytuacja pogorszyła się po śmierci George’a Floyda. Biznesmen nie zgadzał się z takimi zachowaniami i postanowił zrezygnować z członkostwa w zarządzie firmy Reddit. „Zrobiłem to dla rodziny, jako ojciec, który będzie musiał kiedyś odpowiedzieć swojej czarnoskórej córce na pytanie, co ty wtedy zrobiłeś?” – powiedział Ohynian. Biznesmen jest mężem utytułowanej amerykańskiej tenisistki Sereny Williams, z którą ma córkę Olympię. Gwiazda światowych kortów skomentowała decyzję męża na portalach społecznościowych. „Jestem z ciebie bardzo dumna Alex. Wiem, ze Olympia również będzie” – napisała 23-krotna mistrzyni turniejów wielkiego Szlema.

Naomi Osaka krezuską

Japonka Naomi Osaka jest najlepiej zarabiającą sportsmenką według magazynu „Forbes”. Przez ostatni rok tenisistka zarobiła 37,4 mln dolarów. To nowy rekord w kobiecym sporcie.

Poprzedni rekord zarobków w jednym roku należał do Rosjanki Marii Szarapowej, został ustanowiony w 2015 roku, a wynosił 29,7 mln dolarów. „Forbes” w swoim zestawieniu uwzględnia zarówno premie za sukcesy na korcie, jak i wpływy z reklam przed opodatkowaniem. W publikowanych przez ten magazyn zestawieniach najlepiej zarabiających sportsmenek od 1990 roku wśród kobiet zawsze pierwsze miejsce zajmowała tenisistka, zaś od 2004 roku liderką wśród najlepiej zarabiających była albo wspomniana Szarapowa, albo Amerykanka Serena Williams, która w tegorocznym zestawieniu znalazła się na drugim miejscu w przychodami w wysokości 36 mln USD.
22-letnia Osaka od czerwca ubiegłego roku wygrała tylko dwa turnieje i obecnie w światowym rankingu jest dziesiąta. Lukratywne kontrakty sponsorskie zapewniły jej jednak wcześniejsze wielkoszlemowe sukcesy – w 2018 roku triumfowała w US Open, a kilka miesięcy później w Australian Open.

Solidarność na korcie

Przerwa w tenisowych rozgrywkach mocno uderzyła po kieszeni żyjących ze startów w turniejach graczy. Zwłaszcza tych spoza dobrze zarabiającej światowej czołówki. I to im władze ITF, ATP i WTA postanowiły przyjść z finansową pomocą.

Wsparcie tej inicjatywy zapowiedzieli też organizatorzy turniejów Wielkiego Szlema oraz zawodniczki i zawodnicy z Top 100 światowych rankingów. O tym, że toczy trwają prace na opracowaniem koncepcji pomocy poinformował jako pierwszy wiceprezes Niemieckiego Związku Tenisowego Dirk Hordorff. Nowe informacje w tej sprawie ujawnił też lider rankingu ATP Novak Djoković w liście otwartym. Serbski tenisista potwierdził, że w tej chwili toczy się dyskusja nad propozycjami finansowego wsparcia dla niżej notowanych graczy. Uczestniczący w niej przedstawiciele ITF, ATP, WTA i turniejów Wielkiego Szlema planują zebrać z różnych źródeł około 9 mln dolarów i podzielić go równo na wytypowanych do pomocy zawodniczki i zawodników. Na lwią część tej kwoty mają się złożyć Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF), organizująca turniejową rywalizację mężczyzn ATP i zarządzająca rywalizacją kobiet WTA oraz organizatorzy czterech imprez wielkoszlemowych. Około 2 mln dolarów mają natomiast dorzucić do tej puli gracze z czołówki rankingów WTA i ATP w ramach funduszu pomocowego Player Relief Fund. Dobrowolnie na ten cel mają się złożyć zawodniczki i zawodnicy z Top 100 światowych list w grze pojedynczej oraz z Top 20 rankingu deblowego.
Z informacji przekazanych przez Djokovicia wynika, że pomocą planuje się objąć zawodniczki i zawodników zajmujących aktualnie w rankingach miejsca od 250. do 700. To gracze, którzy nie kwalifikują się do wielkoszlemowych eliminacji i dlatego trudniej jest im walczyć o wyższe premie na zawodowych kortach. Każdy tej grupy może liczyć na wsparcie w wysokości 10 tys. dolarów. W tym gronie są także Polacy – Urszula Radwańska (WTA 266), Katarzyna Piter (WTA 360), Natalia Siedliska (WTA 560), Kacper Żuk (ATP 305), Daniel Michalski (ATP 434), Jerzy Janowicz (ATP 470) i Michał Dembek (ATP 654).
Djoković wyjawił też zasady na jakich gracze ze światowej elity opodatkują się na rzecz Player Relief Fund. Proponuje się, żeby zawodnicy i zawodniczki z Top 5 rankingów WTA (Ashleigh Barty, Simona Halep, Karolina Pliskova, Sofia Kenin, Jelina Switolina) i ATP (Novak Djoković, Rafael Nadal, Dominic Thiem, Roger Federer, Daniił Miedwiediew) wpłaciły po 30 tys. dolarów, a wkład kolejnych będzie malał wraz z niższym miejscem w zestawieniu Top 100. Jeśli takie ustalenia zostaną zaakceptowane, notowany aktualnie na 29. światowej listy Hubert Hurkacz musiałby przekazać na fundusz pomocowy 10 tys. dolarów, a nasz najwyżej notowany deblista Łukasz Kubot 5 tys. dolarów. Z naszych tenisistek w Top 100 klasyfikowane są obecnie tylko Magda Linette (WTA 36) i Iga Świątek (WTA 49) – one także, jak Hurkacz, będą musiały wpłacić po 10 tys. dolarów. Raczej na pewno nikt się nie wyłamie, bo solidarność na korcie w czasie zarazy jest wymagana nawet w tak indywidualnym sporcie, jakim jest tenis.
Oficjalne turnieje tenisowe zostały zawieszone na razie do 13 lipca. Organizatorzy wielkoszlemowego US Open wciąż jeszcze mają nadzieję, że imprezę uda się przeprowadzić, nie rezygnują też animatorzy przełożonego na wrzesień turnieju French Open. Z myślą o tych zawodach trener Sereny Williams Patrick Mouratoglou wpadł na pomysł zorganizowania nieformalnych rozgrywek z udziałem zaproszonych graczy ze ścisłej światowej czołówki. Rywalizacja ma się toczyć na zamkniętych dla publiczności kortach jego prywatnej akademii tenisowej w Nicei na przełomie maja i czerwca. Mouratoglou nazwał te nietypowe rozgrywki Ultimate Tennis Showdown (UTS). Rywalizacja ma się toczyć przez pięć tygodni, ale żeby wszyscy mieli w tym interes, Francuz oferuje telewizjom nabycia praw telewizyjnych do transmisji na żywo. Pierwszy pojedynek ma się odbyć 16 maja, a zmierzą się w nim zajmujący 10. miejsce w rankingu ATP Belg David Goffin z klasyfikowanym na 103. pozycji Australijczykiem Alexem Popyrinem , którego dołączono do stawki wyłącznie dlatego, że jego ojciec jest udziałowcem UTS. Jak wieść niesie, gracze z Top 10 rankingów WTA i ATP wyrazili chęć udziału w tym przedsięwzięciu.
Nic dziwnego, także ich czeka chudy rok. Wiadomo już, że sierpniowy turniej WTA w Montrealu został przełożona na 2021 rok, a lipcowy turniej ATP w Hamburgu odwołano. Wielkoszlemowy French Open, który zazwyczaj odbywa się w Paryżu na przełomie maja i czerwca, przesunięto w marcu na termin 20 września – 4 października. Tydzień wcześniej zakończyć się ma US Open. Szef Amerykańskiej Federacji Tenisowej (USTA) Mike Dowse poinformował, że decyzja w sprawie tych zawodów ma zapaść w czerwcu. Opcję turnieju bez kibiców określił jako możliwą, ale ją wykluczył.

Duet Sereny z Karoliną

Pod koniec ubiegłego roku Karolina Woźniacka ogłosiła, że po Australian Open 2020 zakończy karierę. Duńska tenisistka polskiego pochodzenia żegna się z WTA Tour w wielkim stylu. Gra nawet w debla.

Woźniacka zaczęła nowy rok od startu w turnieju WTA 250 na twardych kortach w Auckland. Nieprzypadkowo w tej imprezie postanowiła też wziąć udział Serena Williams. Obie tenisistki przyjaźnią się od lat, wielokrotnie grały też przeciwko sobie, lecz nigdy wspólnie w debla. Także dlatego, że Serenie, jeśli zdecydowała się na występ w grze podwójnej, zazwyczaj partnerowała jej siostra Venus.

W Auckland Serena zagrała w parze z Woźniacką. „Musiałam z nią zagrać zanim przejdzie na sportową emeryturę” – żartobliwie przyznała 38-letnia Amerykanka. Historyczny dla światowego tenisa pierwszy mecz Williams i Woźniacka rozegrały z Japonkami Nao Hibino i Makoto Ninomiya, wygrywając 6:2, 6:4. W drugiej potyczce w pokonanym polu pozostawiły szwedzko-amerykański duet Johanna Larsson – Caroline Dolehide 6:2, 6:1.

Serena Williams ma znacznie większe doświadczenie w grze podwójnej od Woźniackiej i wiele sukcesów na koncie m. in. w Wielkim Szlemie. Dlatego to ona była szefową w tym duecie, do czego zresztą duńska tenisistka chętnie się przyznawała. „Po prostu słuchałam Sereny, która mówiła mi, co mam robić i jak się na korcie ustawiać. Ona jest świetną liderką, a możliwość dzielenia kortu z nią to było coś niesamowitego. Jej podpowiedzi były inspirujące. Świetnie się bawię grając z Sereną. Żałuję, że nie robiłam tego wcześniej” – przyznała Woźniacka.

Niewykluczone, że w Auckland obie te wybitne tenisistki będą musiały stanąć naprzeciwko siebie, bo w grze pojedynczej też zmiatają z kortu kolejne rywalki. Serena pokonała Włoszkę Camilę Giorgi i 6:3, 6:2 i rodaczkę Christinę McHale 3:6, 6:2, 6:3, a Woźniacka Nowozelandkę Paige Mary Hourigan 6:1, 6:0 i Amerykankę Lauren Davis 6:1, 4:6, 6:4. W ćwierćfinale czekało je starcie z Niemkami – Serenę z Laurą Siegemund, a Karolinę z Julią Goerges.

 

 

Szarapowa schodzi z kortu

W tegorocznym US Open Maria Szarapowa odpadła już w 1. rundzie po dotkliwej porażce z odwieczną rywalką Sereną Williams 1:6, 1:6. W najnowszym notowaniu rankingu WTA rosyjska tenisistka, która od powrotu w kwietniu 2017 roku po dyskwalifikacji za doping nie wygrała żadnego ważnego turnieju, została sklasyfikowana dopiero na 135. miejscu. Dla byłej liderki światowej listy i pięciokrotnej triumfatorki turniejów Wielkiego Szlema może to być powód do zakończenia kariery.

Szarapowa ostatni raz tak nisko w rankingu była w sierpniu 2017 roku, ale wtedy była to konsekwencja półtorarocznej dyskwalifikacji za stosowanie zakazanego meldonium, niezbyt zresztą uciążliwą, bo organizatorzy turniejów chętnie przydzielali sławnej Rosjance tzw. dzikie karty. Dzisiaj już nie są jednak tacy chętni do wyświadczania jej takiej uprzejmości. Z prostego powodu – Szarapowa jest cieniem zawodniczki, która trzy lata temu zachwycała walecznością, a siłą uderzeń zmiatała rywalki z kortów. Trudno jednoznacznie stwierdzić co jest faktycznym powodem jej ewidentnie słabszej formy 32-letniej obecnie tenisistki – liczne kontuzje czy brak meldonium, którym faszerowała się w najlepszych latach swojej kariery, ponoć nieświadoma jego dopingowych właściwości.

Gdy w połowie stycznia 2016 roku ogłaszano aktualny ranking WTA, Szarapowa zajmował w nim piąte miejsce. Przed nią w zestawieniu był Agniesza Radawańska, Hiszpanka Garbine Muguruza, Rumunka Simona Halep i na samym szczycie Serena Williams, zaś w dolnej połówce Top 10 plasowały się Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber, Czeszka Petra Kvitova, Włoszka Flavia Pennetta, kolejna Czeszka Lucie Safarova, a stawkę zamykała starsza z sióstr Williams, Venus. Dzisiaj z tej grupy zawodniczek w pierwszej dziesiątce światowej listy znajdują się Serena Williams (jest 9.), Kvitova (7) i Halep (6). Radwańska, Safarova i Pennetta zakończyły już kariery, a z tej trójki starsza od Szarapowej jest tylko włoska tenisistka (37 lat), Czeszka jest rówieśniczką, a Polka jest młodsza o dwa lata.

Z wielkich rywalek rosyjskiej tenisistki sprzed kilku lat w elicie nie ma też Dunki Karoliny Woźniackiej (WTA 17), Białorusinki Wiktorii Azarenki (WTA 45), Amerykanki Venus Williams (WTA 56), Rosjanki Swietłany Kuzniecowej (WTA 65), Slowaczki Dominiki Cibulkovej (WTA 95), Australijki Samanthy Stosur (WTA 139), Niemek Andrei Petković (WTA 79) i Julii Goerges (WTA 25) czy kolejnej Rosjanki, Anastazji Paluczenkowej (WTA 41). Miejsce w czołówce utrzymała tylko Serena Williams, chociaż Amerykanka od powrotu po przerwie macierzyńskiej też nie jest w stanie wygrać upragnionego, 24. turnieju Wielkiego Szlema.

Dzikie karty dla mistrzyni

Szarapowa po odbyciu kary dyskwalifikacji też miała ambicje powrotu do Top 10 i na początku wydawało się, że jest w stanie tego dokonać. Do rywalizacji wróciła w kwietniu 2017 roku w Porsche Cup w Stuttgarcie. Do tej imprezy oraz następnych w Rzymie i w Madrycie otrzymała dzikie karty, a zdobyte punkty pozwoliły jej awansować z miejsca 258. na 59. pod koniec 2017 roku. W tamtym okresie wygrała mały turniej w Tiencinie, a miesiąc wcześniej w US Open doszła do 4. rundy. W kolejnym sezonie też jeszcze pięła się w rankingu i nawet przebiła się do trzeciej dziesiątki. W czerwcu 2018 roku doszła w Paryżu do ćwierćfinału French Open i tryskała optymizmem. „Gdybym nie miała motywacji i chęci do codziennej pracy, to nie grałabym już w tenisa. Ale nadal mam motywację i wciąż chcę wygrywać” – zapewniała w rozmowach z dziennikarzami.

W tym sezonie jej entuzjazm mocno przygasł, bo dokuczające jej kontuzje wyłączyły ją z czynnego tenisowego życia na ponad pół sezonu. Przed US Open chyba miała świadomość, że nie jest w dyspozycji pozwalającej na podjęcie wyrównanej walki z Sereną Willimas, dlatego w wypowiedziach dla mediów pozwalała już sobie na stwierdzenie, że największe wyzwania w karierze ma już za sobą. „Ogromne wyzwania stoją dziś przed nastolatkami, które mają w kieszeni kilkaset dolarów i żadnej pewności, co osiągną w przyszłości. Nie wiedzą, do jakiego dotrą miejsca. Mają tylko marzenia i dlatego jest im dużo trudniej niż 32-latce, która zarobiła tyle, że może w życiu robić, co jej się podoba” – pochwaliła się niebezpodstawnie Szarapowa, która tylko na korcie zarobiła ponad 40 mln dolarów, a dzięki licznym kontraktom reklamowym przez blisko dekadę była najlepiej zarabiającą sportsmenka na świecie.

Zeszłoroczny występ w stolicy Francji był jej ostatnim jak dotąd udanym występem w turniejach wielkoszlemowych. Potem doszła do 4. rundy US Open 2018, 4. rundy Australian Open 2019, nie dostałą się do French Open 2019, a w tegorocznym Wimbledonie i US Open odpadła już w 1. rundzie. Wypadając z Top 100 rankingu WTA Szarapowa będzie w przyszłym roku miała duże problemy z zakwalifikowaniem się nie tylko do turniejów Wielkiego Szlema, ale także do turniejów klasy Premier. Jeśli nie dostanie dzikiej karty, będzie musiała bić się w kwalifikacjach, co dla zawodniczki tej klasy i z takimi osiągnięciami (36 wygranych turniejów, w tym pięć wielkoszlemowych, 21 tygodni na pierwszym miejscu światowej listy) będzie upokarzające. I ryzykowne, bo w kwalifikacjach trafia się często na „nastolatki z kilkuset dolarami w kieszeni”, nie mających żadnych kompleksów przed wielkimi mistrzyniami.

A Rosjanka najwyraźniej nie potrafi już odnaleźć się w nowej tenisowej rzeczywistości, bo chociaż wciąż jest jedną z najwyższych (187 cm), to jej zasięg ramion i siła nie dają jej już takiej przewagi, jaką miała kiedyś nad zawodniczkami ze swojego pokolenia. Młodsze zawodniczki odbijają piłki równie mocno, a nawet mocniej, są ponadto szybsze, lepiej wyszkolone technicznie, zwrotniejsze i znakomicie przygotowane kondycyjnie. One nie boją się Szarapowej, tak jak w którymś momencie przestały bać się Radwańskiej i jak powoli przestają bać się Sereny Williams. Czas dawnych mistrzyń, które weszły na szczyt w pierwszej dekadzie XXI wieku, powoli dobiega końca.

Czas na życie bez tenisa?

Niewykluczone, że Rosjanka pójdzie w ślady Radwańskiej i zakończy karierę. Na brak zajęcie poza kortem z pewnością narzekać nie będzie. Mimo dopingowej wpadki i braku wyników w ostatnich latach, wciąż jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych tenisistek na świecie. Mieszka w Stanach Zjednoczonych od 1994 roku, ma obywatelstwo tego kraju, ale zachowała także rosyjski paszport. W ostatnich latach wykorzystywała przerwy w karierze na edukacje – skończyła m. in. studia biznesowe w Harvard Business School w Bostonie. Sponsorzy, którzy na krótko odwrócili się od Szarapowej po wybuchu afery dopingowej, niemal w komplecie wznowili z nią współpracę – nie zrobił tego jedynie szwajcarski producent zegarków TAG Heuer, ale Porsche, Nike i Evian and Head znów korzystają z jej wizerunku i słono za to płacą.

Biznesowo jednak najważniejszy dla Szarapowej okazał się projekt Sugarpova, czyli produkcja słodyczy, której sztandarowym produktem są tabliczki czekolady klasy premium, firmowane nazwiskiem tenisistki. Magazyn „Forbes” ocenił, że dzisiaj firma jest warta ponad 20 mln dolarów. Jak widać piękna Maria umie zadbać o swoje finanse, a ludzie z jej najbliższego otoczenia wręcz twierdzą, że ma wyjątkowy talent do biznesu i gdy już odłoży tenisową rakietę na półkę, z pewnością sobie w życiu poradzi.

 

Niezwykły finał Wimbledonu

Kobiecy finał tegorocznego Wimbledonu zawiódł oczekiwania, bo po jednostronnym pojedynku Simona Halep w niespełna godzinę pokonała Serenę Williams. W męskim finale walka o mistrzowski tytuł trwała blisko pięć godzin i zakończyła się pierwszym w historii tego turnieju tie-breakiem. Novak Djoković pokonał Rogera Federera 7:6(5), 1:6, 7:6(4), 4:6, 13:12(3).

Takiego finału w 142-letniej historii Wimbledonu jeszcze nie było. Nie tylko dlatego, że po raz pierwszy o zwycięstwie w meczu zadecydował tie-break w piątym secie pojedynku. Spotkanie o tytuł nie miało faworyta i przed pojedynkiem każdemu z tenisistów przyznawano pięćdziesiąt procent szans na zwycięstwo. Federer wcześniej wygrywał Wimbledon osiem razy, dwa razy częściej niż Djoković, który miał na koncie cztery triumfy. Obaj jednak uwielbiają grać na trawiastych kortach i notują na tej nawierzchni znakomite wyniki.

Szwajcar jest co prawda starszy o kilka lat od Serba, ale w tym roku od pierwszej rundy demonstrował znakomitą formę, a w półfinale z równie znakomicie grającym w tej imprezie Hiszpanem Rafaelem Nadalem zagrał wręcz koncertowo, nie ujawniając żadnych słabych punktów. Nie było po nim widać, że ma już na karku 37 lat także w heroicznej potyczce z Djokoviciem. Ale Serb nie bez powodu jest numerem 1 w rankingu ATP. „Dla mnie to zaszczyt, że wciąż mogę rywalizować z Federerem i Nadalem. To wspaniali zawodnicy, grający w tenisa na niebotycznym poziomie od wielu, wielu lat. Ich obecność zmusza mnie do ciągłej i coraz bardziej wytężonej pracy, żeby im dorównać. Są dla mnie inspiracją i motywują mnie do ciągłego doskonalenia mojej gry” – powiedział Djoković po odebraniu trofeum.

Federer trzymał fason, ale było widać, że jest mocno rozczarowany porażką. „No cóż, postaram się o tym meczu zapomnieć, chociaż na pewno nie będzie to łatwe” – przyznał szczerze. To prawda, w drugiej fazie piątego seta miał już Djokovicia na widelcu. Przełamał go i objął prowadzenie 8:7, a w kolejnym gemie serwował. Publiczność na korcie centralnym już szykowała się do fetowania sukcesu Szwajcara, bo od początku pojedynku wyraźnie mu sprzyjała. Niestety, „Maestro”, żywa legenda światowego tenisa i wzór do naśladowania dla kolejnych pokoleń adeptów tenisa, pokpił sprawę i spalił się nerwowo jak początkujący junior. Federer miał dwie piłki meczowe, lecz Djoković poradził sobie lepiej ze stresem i obronił oba meczbole i walka trwała dalej, aż przy stanie 12:12 w gemach sędzia zarządził tie-breaka. I w tej rozstrzygającej o wszystkim rozgrywce Djoković okazał się lepszy, wygrywając 7-3.

„Jeżeli nie był to jeden z najbardziej ekscytujących finałów w jakich grałem, to na pewno jeden z najlepszych” – przyznał po walce serbski tenisista. Tak więc Djoković wygrał Wimbledon po raz piąty i w liczbie zwycięstw dogonił legendarnego Szweda Bjoerna Borga. Ale do dorobku Federera brakuje mu jeszcze trzech wimbledońskich „skalpów”.
W deblu pań triumfowały Czeszka Barbora Strycova i Tajwanka Su-Wei Hsieh, w deblu panów Kolumbijczycy Juan Sebastian Cabal i Robert Farah, a w mikście Tajwanka Latisha Chan i Chorwat Ivan Doddig.

 

Weterani nadal dominują

W porównaniu z poprzednim turniejem w tegorocznej edycji w półfinale wśród mężczyzn ponownie znaleźli się Novak Djoković, Rafael Nadal i Roger Federer. Wśród pań w czołowej czwórce pozycję sprzed roku utrzymała jedynie Serena Williams.

Hierarchia w męskim tenisie jest od lat ustabilizowana. Dowodzi tego choćby skład tegorocznych ćwierćfinalistów Wimbledonu. W 2018 roku do tej fazy turnieju dotarli Roger Federer (Szwajcaria), Kevin Anderson (RPA), John Isner (USA), Milos Raonic (Kanada), Novak Djoković (Serbia), Kei Nishikori (Japonia), Rafael Nadal (Hiszpania) i Juan Martin del Potro (Argentyna). W 1/2 finału zagrali Anderson (pokonał Federera) z Isnerem, a Djoković z Nadalem. W finale Djoković wygrał z Andersonem. W obecnej edycji zmagań na wimbledońskich trawnikach w ćwierćfinale zagrali: Novak Djoković (Serbia, 1) – David Goffin (Belgia, 21) 6:4, 6:0, 6:2, Roberto Bautista (Hiszpania, 23) – Guido Pella (Argentyna, 26) 7:5, 6:4, 3:6, 6:3, Rafael Nadal (Hiszpania, 3) – Sam Querrey (USA) 7:5, 6:2, 6:2 i Roger Federer (Szwajcaria, 2) – Kei Nishikori (Japonia, 8) 4:6, 6:1, 6:4, 6:4. Nietrudno policzyć, że połowę najlepszej ósemki tworzą ci sami gracze, co rok temu – Djoković, Nadal, Federer i Nishikori.

U pań roszady w czołówce są zdecydowanie większe. Przed rokiem w ćwierćfinale zagrały Dominika Cibulkova (Słowacja) z Jeleną Ostapenko (Łotwa), Daria Kasatkina (Rosja) z Angelique Kerber (Niemcy), Kiki Bertens (Holandia) z Julią Goerges (Niemcy) oraz Serena Williams (USA) z Camilą Giorgi (Włochy). W półfinale Ostapenko przegrała z Kerber, a Goerges z Williams, zaś w finale Kerber okazała się lepsza od Sereny Williams.W tym sezonie zestaw par ćwierćfinałowych prezentował się następująco: Alison Riske (USA) – Serena Williams (USA), Barbora Strycova (Czechy) – Johanna Konta (W. Brytania), Elina Switolina (Ukraina) – Karolina Muchova (Czechy) oraz Simona Halep (Rumunia) – Zhang Shuai (Chiny). Jak widać, miejsce w czołowej ósemce turnieju zdołała utrzymać jedynie najstarsza w tym gronie 37-letnia Williams. 23-krotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych w półfinale zmierzyła się z rewelacyjnie grającą w tej imprezie Strycową, którą rozbiła bez trudu w dwóch setach. W drugiej parze Halep równie łatwo pokonała jednak Switolinę, dlatego wynik ich potyczki w finale jest sprawą otwartą.

Warto zauważyć, że trójka półfinalistów wśród panów, Djoković, Nadal i Federer, w takiej kolejności zajmuje trzy czołowe miejsca w rankingu ATP, natomiast wśród półfinalistek nie ma ani jednej zawodniczki z czołówki. Halep jest obecnie sklasyfikowana na 7. pozycji, Switolina na 8., Williams na 10., a Strycova dopiero na 54.

Panowie o awans do finału powalczą w piątek. W ćwierćfinale Nadal wyeliminował Sama Querreya (ATP 65), z którym dwa lata temu przegrał w w Acapulco. Tym razem Hiszpan zwyciężył 7:5, 6:2, 6:2, awansując po raz siódmy do półfinału Wimbledonu. W piątek tenisista z Majorki zmierzy się z odwiecznym rywalem, Federerem, który z kolei uporał się w czterech setach z Nishikorim. Dla Szwajcara był to setny wygrany mecz w wimbledońskim turnieju, za także 13. awans do półfinału tej imprezy. Trudno przewidzieć, który z nich zwycięży.

Łatwiej wytypować zwycięzcę drugiego pojedynku półfinałowego, w którym Djoković zmierzy się z Roberto Bautistą (ATP 22). Obecność tego hiszpańskiego tenisisty w tym doborowym towarzystwie jest niewątpliwą sensacją. Bautista w ćwierćfinale wygrał 7:5, 6:4, 3:6, 6:3 z Argentyńczykiem Guido Pellą (ATP 26) i awansował do półfinału, co jest jego największym sukcesem w karierze. W piątek o awans do finału zagra Djokoviciem i wcale nie jest bez szans, bo w tym roku pokonał lidera rankingu w Dosze i Miami. Bilans ich potyczek jest jednak korzystniejszy dla Serba, który wygrywał siedem, a przegrał trzy razy. Na trawie zmierzą się jednak po raz pierwszy, ale wydaje się, że faworytem jest lider światowej listy.

Dla Djokovica to dziewiąty awans do półfinału Wimbledonu, lepsi od niego pod tym względem są tylko Amerykanin Jimmy Connors i wspomniany Federer. Serbski tenisista w dorobku ma 15 tytułów wielkoszlemowych, z tego cztery wywalczone na wimbledońskiej trawie – triumfował tu w latach 2011, 2014, 2015 i 2018.

 

Wimbledon 2019: Narodziny gwiazdy?

W IV rundzie wielkoszlemowego Wimbledonu odpadła liderka rankingu WTA Australijka Ashleigh Barty, ale zdecydowanie większym echem odbiła się porażka rewelacyjnej 15-letniej Amerykanki Cori Gauff. Utalentowana nastolatka przegrała z Rumunką Simoną Halep.

Serena Williams przed Wimbledonem zaprosiła brytyjskiego tenisistę do wspólnego występu w mikście, ale siedmiokrotna triumfatorka Wimbledonu w grze pojedynczej przyjechała do Londynu osiągnąć znacznie dla niej ważniejszy cel, czyli wygrać tu po raz ósmy. Gdyby jej się ta sztuka udała, byłoby to jej 24. zwycięstwo w imprezach Wielkiego Szlema. Tyle trofeów na koncie ma tylko legendarna australijska tenisistka Margaret Court.

Właśnie pragnienie pobicia jej rekordu wciąż jeszcze motywuje Serenę do kontynuowania kariery. Jeśli zwycięży na wimbledońskiej trawie, będzie mogła dopiąć celu w swoim mateczniku, czyli w wielkoszlemowym US Open na kortach Flushing Meadows w Nowym Jorku, przed własną publicznością, która obdarza ją bezgranicznym uwielbieniem. Wygranie turnieju Wielkiego Szlema po raz 25. w takim otoczeniu byłoby z pewnością wspaniałym ukoronowaniem kariery, ale też kuszącą okazją do ogłoszenia światu, że to już koniec przygody z tenisem.

Najpierw jednak Serena Williams musi zwyciężyć na wimbledońskich trawnikach, a nie jest tu traktowana na specjalnych warunkach. Wręcz przeciwnie, organizatorzy niczego jej nie puszczają płazem. Dowodem jest choćby kara 10 tys. dolarów grzywny, jaką nałożyli na Serenę Williams za uszkodzenie trawy podczas jednego z treningów na korcie.

Mistrzyni w cieniu nastolatki

Klasyfikowana obecnie w rankingu WTA na 10. miejscu Serena Williams, przed rokiem przegrała w finale z Niemką polskiego pochodzenia Angelique Kerber. W ćwierćfinale obecnej edycji zmierzyła się z rodaczką Alison Riske (WTA 55), która w poprzedniej rundzie sprawiła sensację eliminując liderkę światowej listy Australijkę Ashleigh Barty.

Riske przed rokiem odpadła z wimbledońskiego turnieju już w drugiej rundzie, tym razem poszło jej znacznie lepiej, a pokonując Barty przerwała australijskiej tenisistce piękną serię wygranych meczów z rządu. Liderka rankingu WTA była niepokonana w 15 pojedynkach, a w tej liczbie jest też siedem zwycięstw w wielkoszlemowym French Open w Paryżu.
Serena Williams musiał się trochę namęczyć z nakręconą sukcesami rodaczką, ale wygrała z nią w trzech setach 6:4, 4:6, 6:3 i w półfinale zmierzy się w czwartek ze lepszą w pojedynku Barbora Strycova – Johanna Konta.

Z licznej grupy grających w tym roku na trawnikach All England Club amerykańskich tenisistek na placu boju została już tylko Serena, ale większą sympatią publiczności cieszyła się jednak młodsza od niej o 17 lat Cori Gauff. Utalentowana 15-latka już w I rundzie wyeliminowała starszą siostrę Sereny, Venus Williams, pięciokrotną triumfatorkę Wimbledonu, potem pokonała Słowaczkę Magdalenę Rybarikovą i Słowenkę Polonę Hercog. W poniedziałek na drodze Gauff stanęła jednak dążąca do odzyskania pierwszego miejsca w rankingu WTA Simona Halep. Rumunka po 74 minutach walki wygrała 6:3, 6:3. Nastoletnia Amerykanka zyskała jednak ogromną popularność, chociaż tegoroczny Wimbledon był jej wielkoszlemowym debiutem w singlu. Wcześniej miała okazję wystąpić w US Open 2018 w mikście i w French Open 2019 w deblu.

Zaczyna jak Martina Hingis

Do IV rundy w Londynie awansowała jako pierwsza 15-latka od czasu Martiny Hingis (1996). Wcześniej mając 15 lat i 122 dni przeszła kwalifikacje do Wimbledonu jako najmłodsza tenisistka w Erze Otwartej. Pierwszy występ w WTA Tour Gauff zaliczyła w marcu tego roku w Miami, gdzie doszła do II rundy. Miesiąc wcześniej w Surpise osiągnęła premierowy finał na zawodowych kortach (ITF z pulą nagród 25 tys. dolarów). Jeszcze lepiej spisała się tam w deblu, bo zdobyła tytuł.
Legendarna Billie Jean King, zdobywczyni 12 wielkoszlemowych tytułów w singlu, na Twitterze odważnie stwierdziła, że oto w osobie Cori Gauff „narodziła się nowa gwiazda światowego tenisa. Czy Cori Gauff (WTA 313) faktycznie nią zostanie, pokaże dopiero czas, ale póki co jej występy ściągają na trybuny komplet publiczności i miliony przed telewizorami. Jej cztery mecze rozegrane w Wimbledonie znalazły w czołówce najchętniej oglądanych transmisji w stacji BBC.

My nie mamy tak uzdolnionych zawodniczek i zawodników. Pozostaje nam się więc cieszyć, że nasz weteran kortów Łukasz Kubot i jego deblowy partner Brazylijczyk Marcelo Melo wygrali w 1/8 finału z brazylijsko-hinduską parą Marcelo Demoliner – Divij Sharan, pokonując rywali po trzech godzinach i 18 minutach walki w czterech setach 7:5, 6:7(8), 7:6(6), 6:3. W meczu 1/4 finału przeciwnikami rozstawionych w turnieju z numerem 1 Polaka i Brazylijczyka byli Francuzi Edouard Roger-Vasselin i Nicolas Mahut (ich potyczka zakończyła się po zamknięciu wydania), którzy wyeliminowali utytułowanych amerykańskich braci Boba i Mike’a Bryanów. Kubot i Melo już dochodząc do 1/4 finału poprawili swoje osiągnięcie z ubiegłego roku, kiedy to odpadli w czwartej rundzie, ale trzeba pamiętać, że to mistrzowie z 2017 roku, a zatem dla nich poprzeczka i w tej edycji jest zawieszona wysoko.

 

Serena Williams wróciła do Top 10

Tenisowa karuzela kręci się już na całego i wyrzuca z czołówki słabnących. W tym tygodniu padło na duńską tenisistkę Karolinę Woźniacką, która z powodu kłopotów zdrowotnych nie gra od Australian Open i w najnowszym notowaniu rankingu WTA spadła z 9. na 14. miejsce. Za to do czołowej „10” po raz pierwszy po przerwie macierzyńskiej wróciła Amerykanka Serena Williams.

Pozycję liderki rankingu WTA mimo absencji w rozegranym w ubiegłym tygodniu turnieju w Dosze utrzymała zwyciężczynie tegorocznego Australian Open Naomi Osaka. 21-letnia Japonka przewodzi stawce z dorobkiem 6970 punktów. Na drugie miejsce z trzeciego awansowała finalistka imprezy w Katarze 27-letnia Rumunka Simona Halep (5537 pkt), którą z pierwszego miejsca po sukcesie w Melbourne zepchnęła Osaka. Najniższe miejsce na podium klasyfikacji WTA Tour zajęła 25-letnia Amerykanka Sloane Stephens (5307 pkt), co daje jej formalnie tytuł pierwszej rakiety w Stanach Zjednoczonych. Wedle rankingu numerem drugim w tym kraju jest Serena Williams (3406 pkt), która po raz pierwszy po urlopie macierzyńskim znalazł się w Top 10. N razie 23-krotna triumfatorka wielkoszlemowych turniejów zamyka dziesiątkę najwyżej sklasyfikowanych tenisistek, ale większość ekspertów przewiduje, że 37-letnia gwiazda ten rok zakończy na 1. miejscu.

W Top 10 dwie zawodniczki mają jeszcze tylko Czechy – czwartą lokatę zajmuje 28-letnia Petra Kvitova (5120 pkt), a piąta młodsza od niej o dwa lata Karolina Pliskova (5055 pkt). Pozostał miejsca zajmują 24-letnia Ukrainka Elina Switolina (5020), 31-letnia Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (4960), 27-letnia Holenderka Kiki Bertnes (4885) i 20-letnia Białorusinka Aryna Sabalenka (2565).

Z czołowej „10” rankingu wypadła duńska tenisistka polskiego pochodzenia Karolina Woźniacka, która spadła na 14. miejsce . a to dlatego, że z powodu kłopotów zdrowotnych nie gra w tenisa od Australian Open. Wycofała się ze startów w Dosze i Dubaju, co będzie ja kosztowało utratę wielu punktów i dalszy spadek w klasyfikacji. Pierwszą rakietą w Polsce wśród pań pozostaje 27-letnia Magda Linette, zajmująca obecnie 89. pozycję. Druga z Polek w zestawieniu, 17-letnia Iga Świątek, wróciła na 140. miejsce. Niewielki awans zaliczyła też 21-letnia Magdalena Fręch, obecnie 178.. W trzeciej setce rankingu WTA mamy trzy reprezentantki – Katarzyna Kawa jest 264., Urszula Radwańska 274., a Katarzyna Piter 297.

W rywalizacji mężczyzn w czołówce doszło tylko do drobnej korekty, bo 29-letni Japończyk Kei Nishikori przeskoczył na liście Rogera Federera i awansował jego kosztem na szóstą pozycję. 37-letni „Il Maestro” jest obecnie siódmy, a na czele rankingu ATP niezmiennie pozostaje 31-letni Serb Novak Djoković (10955 pkt), który ma sporą przewagę nad drugim w zestawieniu 32-letnim Hiszpanem Rafaelem Nadalem (8320 pkt) i trzecim na liście 21-letnim Niemcem Alexandrem Zverevem (6475). Najwyżej sklasyfikowany z polskich tenisistów 21-letni Hubert Hurkacz spadł na 78. miejsce, a nasza męska rakieta nr 2, Kamil Majchrzak, utrzymał 158. lokatę.

 

Australian Open: Triumfy Osaki i Djokovicia

Japonka Naomi Osaka pokonała Czeszką Petrę Kvitovą 7:6(2), 5:7, 6:4 i po raz pierwszy w karierze wygrała Australian Open. W męskim finale Serb Novak Djoković niespodziewanie łatwo pokonał Hiszpana Rafaela Nadala 6:3, 6:2, 6:3.

Kvitova i Osaka w sobotnim finale w Melbourne Park zmierzyły się po raz pierwszy. 28-letnia Czeszka to dwukrotna triumfatorka Wimbledonu (2011, 2014), ale w Australian Open jej najlepszym dotąd osiągnięciem był półfinał w 2012 roku. W poprzedniej edycji tego turnieju odpadła już w pierwszej rundzie, w obecnych zmaganiach aż do finału szła przez turniej jak burza. Zatrzymała ją dopiero Osaka, która drugim z rzędu triumfem w Wielkim Szlemie chyba potwierdziła, że jest już tenisową gwiazdą pierwszej wielkości.

Czeszki nie dały jej rady

Japonka została rozstawiona w Melbourne z numerem czwartym. Mieszkająca na co dzień w Stanach Zjednoczonych 21-letnia tenisistka ogromny postęp zanotowała w poprzednim sezonie. Zaczęła go jako 68. rakieta świata, a zakończyła na czwartej pozycji w światowej hierarchii. Błysnęła wielką formą już w marcowym, silnie obsadzonym turnieju WTA w Indian Wells, ale uwagę całego tenisowego świata zwróciła na siebie niespodziewanym triumfem w US Open. Niespodziewanym podwójnie, bo wcześniej ani razu nie przeszła 1/8 finału w Wielkim Szlemie, a ponadto w finale jej rywalką była wielka Serena Williams. Amerykańska gwiazda fatalnie zniosła porażkę z młodszą o 17 lat przeciwniczką. Karczemnymi awanturami z sędzią meczu popsuła widowisko, a Osace radość zwycięstwa popsuły wrogie wobec niej zachowanie nowojorskiej publiczności, która bardzo chciała świętować 24. wielkoszlemowy tytuł Sereny. W Melbourne kibice zachowywali się życzliwie wobec obu walczących w finale zawodniczek.

Ten rok Japonka zaczęła od półfinału w Brisbane. Australian Open zaczęła od zwycięstwa w I rundzie nad Polka Magdą Linette, a potem poradziła sobie z kolejnymi pięcioma rywalkami. Przepustkę do finału dała jej wygrana z Czeszką Karoliną Pliskovą, która w ćwierćfinale wyeliminowała Serenę Williams i wybawiła Japonkę od konieczności dania Amerykance rewanżu za US Open. Osaka, która ma także amerykańskie obywatelstwo, jest pierwszą japońską tenisistką, która wygrała Australian Open. Została też 10. w historii triumfatorką dwóch turniejów Wielkiego Szlema z rzędu. Za triumf na kortach Melbourne Park zarobiła 4,1 mln dolarów australijskich, czyli 2,91 mln dolarów amerykańskich. W najnowszym notowaniu rankingu WTA Naomi Osaka znajdzie się po raz pierwszy w karierze na pierwszym miejscu i będzie rzecz jasna pierwszą Japonką na szczycie światowej hierarchii tenisistek. Petra Kvitova zajmie w rankingu drugą pozycję, ale dla nie będzie to powtórzenie tego osiągnięcia, bo już kiedyś był numerem 2. na światowej liście.

Starcie tenisowych gigantów

W rywalizacji mężczyzn w finale tegorocznego Australian Open spotkało się dwóch najlepszych obecnie tenisistów – sklasyfikowany w rankingu ATP na pierwszym miejscu 31-letni Serb Novak Djoković i zajmujący druga lokatę w zestawieniu 32-letni Hiszpan Rafael Nadal. W półfinale na drodze tych dwóch mistrzów tenisa stanęli „młodzi, gniewni” – 20-letni Grek Stefanos Tsitsipas i 24-letni Francuz Lucas Pouille.
Zamiast udanego „zamachu na majestat” kibice obejrzeli dwa najbardziej jednostronne półfinały Wielkiego Szlema w Erze Otwartej. Rafael Nadal w starciu z Tsitsipasem stracił ledwie sześć gemów, gromiąc greckiego pretendenta 6:2. 6:4, 6:0. Jeszcze surowiej z Pouille’em obszedł się Djoković, który pozwolił Francuzowi ugrać zaledwie cztery gemy wygrywając pojedynek 6:0, 6:2, 6:2. Nigdy nie wcześniej w erze nowożytnej zawodowego tenisa nie zdarzyło się, żeby w dwóch rozegranych od pierwszej do ostatniej piłki półfinałach wielkoszlemowego turnieju zwycięzcy oddali pokonanym tak niewielką liczbę gemów.

Siódmy triumf Djokovicia

W niedzielnym finale Rafael Nadal i Novak Djoković zmierzyli się już po raz 53, co jest rekordem w erze tenisa zawodowego. Bilans wcześniej rozegranych 52 pojedynków był korzystny dla Serba, który zwyciężył 27 razy, natomiast Hiszpan wygrał 25 spotkań. Starcie na kortach Melbourne Park było ich 15. w Wielkim Szlemie. W tych potyczka lepszy bilans ma Nadal, który zanotował 9 zwycięstw i 6 porażek). Jeśli chodzi o wielkoszlemowe finały, to wcześniej obaj mierzyli się siedem razy, a Hiszpan triumfował czterokrotnie. W finale Australian Open wcześniej Nadal i Djoković spotkali się tylko raz, w 2012 roku, gdy po rekordowym, trwającym pięć godzin i 52 minuty widowisku Serb zwyciężył 5:7, 6:4, 6:2, 6:7(5), 7:5.
Djoković miał chyba odrobinkę mocniejszą motywację od Nadala, bo w przypadku zwycięstwa mógł zostać pierwszym tenisistą w historii, który wygrał wielkoszlemowy turniej na Antypodach po raz siódmy. I osiągnął ten cel nadspodziewanie łatwo. Wszyscy spodziewali się wielogodzinnego, morderczego pojedynku tenisowych gigantów, tymczasem Serb w 124 minuty wygrał 6:3, 6:2, 6:3.

Djoković po raz siódmy w karierze wygrał Australian Open i ustanowił pod tym względem męski rekord wszech czasów. Wcześniej był najlepszy w Melbourne w 2008, 2011, 2012, 2013, 2015 i 2016 roku. To jego 15. tytuł wielkoszlemowy.