Zmarzlik znów mistrzem

Bartosz Zmarzlik w znakomitym stylu wygrał tegoroczną Speedway Grand Prix i jako pierwszy polski żużlowiec w historii wywalczył po raz drugi z rzędu tytuł indywidualnego mistrza świata na żużlu. Przed nim w erze Grand Prix takiego wyczynu dokonało tylko dwóch legendarnych zawodników – Szwed Tony Rickardsson i Duńczyk Nicki Pedersen.

W piątkowym turnieju na toruńskiej Motoarenie Zmarzlikowi szło jak po grudzie i z trudem przedarł się do półfinału, a w finale zajął ostatnie miejsce. Wygrał Australijczyk Max Fricke, drugi był Maciej Janowski, a trzeci Brytyjczyk Tai Woffinden. Przed ostatnimi zawodami tegorocznego cyklu, który z powodu pandemii został ograniczony do ośmiu turniejów rozegranych w czterech miastach (Wrocław, Gorzów, Praga, Toruń), w klasyfikacji generalnej SGP stawce przewodził Zmarzlik z dorobkiem 113 punktów, mający osiem punktów przewagi nad drugim Woffindenem i 10 nad trzecim Duńczykiem Fredrikiem Lindgrenem.
Złoty medal jeżdżący na co dzień w barwach Stali Gorzów Zmarzlik zapewnił sobie już w półfinale sobotnich zawodów na Motoarenie, ostatnich w tegorocznym cyklu ośmiu turniejów SGP. Potrzebował jedynie wywalczyć awansu do finału, ale zadanie miał niełatwe, bo w półfinałowym wyścigu musiał zmierzyć się ze swoimi największymi konkurentami do złota, czyli Brytyjczykiem Taiem Woffindenem i Szwedem Fredrikiem Lindgrenem. Gorzowianin startował na dodatek z najgorszego, czwartego pola, ale mimo to po fenomenalnej walce przez cztery okrążenia zdołał wywalczyć drugą lokatę, przegrywając jedynie z Lidgrenem, a wyprzedzając Woffindena oraz Duńczyka Leona Madsena.
W drugim półfinale znakomicie pojechał gwiazdor Sparty Wrocław Maciej Janowski, który pewnie wygrał bieg przed Rosjaninem Artiomem Łagutą, Australijczykiem Jasonem Doylem i kolejnym Rosjaninem, Emilem Sajfutdinowem.
I tak kibice mogli w finałowym wyścigu oglądać walkę dwóch polskich żużlowców z Łagutą i Lindgrene. Duńczyka dopadł straszliwy pech, bo na starcie jego motocykl odmówił posłuszeństwa. Ostatecznie finałowy bieg zakończył się podwójnym triumfem biało-czerwonych, bo wygrał Zmarzlik, przyklepując efektownie już należący do niego tytuł mistrza świata, przed Janowskim, który ostatecznie w klasyfikacji generalnej uplasował się na czwartej pozycji oraz trzecim na mecie Łagutą i czwartym Lindgrenem. W tym momencie w klasyfikacji generalnej Woffinden i Lindgren mieli tyle samo punktów i zarządzono dodatkowy bieg z ich udziałem, któego stawką był tytuł indywidualnego wicemistrza świata. Wygrał go bezdyskusyjnie Brytyjczyk i on też odebrał srebrny medal, zaś jego duński rywal musiał zadowolić się brązowym.
Polska ma teraz trzech mistrzów świata w jeździe na żużlu, ale zarówno Jerzemu Szczakielowi jak Tomaszowi Gollobowi nie udało się triumfować dwukrotnie, na dodatek rok po roku. A 25-letni Bartosz Zmarzlik tego dokonał i już na trwałe zapisał się w historii polskiego żużla. A także światowego, bo w erze Grand Prix, która obowiązuje od 1995 roku, tytuł mistrza świata potrafili obronić jedynie Szwed Tony Rickardsson i Duńczyk Nicki Pedersen.
Zmarzlik nie jest najmłodszym mistrzem świata w historii, bo ten splendor należy do brytyjskiego żużlowca Petera Cravena, który zdobył tytuł w 1955 roku w wieku 21 lat (po raz drugi triumfował siedem lat później), ale gorzowianin ma jeszcze mnóstwo czasu, żeby pobić rekord w liczbie mistrzowskich tytułów, należący do Nowozelandczyka Ivana Maugera i Rickardssona, którzy po sześć razy stawali na najwyższym podium.
Zmarzlik od początku swojej kariery jeździ w barwach Stali Gorzów. Z gorzowskim klubem lada moment zwiąże się nowym kontraktem, który uczyni go najlepiej zarabiającym żużlowcem na świecie. Za sam podpis pod umową ma otrzymać ponad milion złotych, a za jeden sezon ma inkasować trzy razy tyle. Do tego dochodzi jeszcze indywidualny kontrakt sponsorski z PKN Orlen, o wysokości którego już w żużlowym światku krążą legendy. Szefowie gorzowskiego klubu nie mogli się targować, bo doskonale wiedzieli, że Zmarzlik ma kilka innych intratnych ofert.


Końcowa klasyfikacja SGP 2020:

  1. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 133 pkt;
  2. Tai Woffinden (W. Brytania)– 117;
  3. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 117;
  4. Maciej Janowski (Polska) – 107;
  5. Leon Madsen (Dania) – 89;
  6. Jason Doyle (Australia) – 87;
  7. Artiom Łaguta (Rosja) – 84;
  8. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 81;
  9. Martin Vaculik (Słowacja) – 78;
  10. Max Fricke (Australia) – 64
  11. Matej Zagar (Słowenia) – 46
  12. Patryk Dudek (Polska) – 39;
  13. Niels Kristian Iversen (Dania) – 32;
  14. Mikkel Michelsen (Dania) – 32;
  15. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 22;
  16. Gleb Czugunow (Polska) – 16;
  17. Jack Holder (Australia) – 12;
  18. Andres Thomsen (Dania) – 10;
  19. Vaclav Milik (Czechy) – 1;
  20. Eduard Krcmar (Czechy) – 1.

Gollob komentatorem

Tomasz Gollob podczas rozegrany w miniony weekend turniejów SSG 2020 w Pradze udanie zadebiutował w roli komentatora. Stacja Canal+ zapowiada nawiązanie z mistrzem świata dłuższej współpracy.

Indywidualny mistrz świata na żużlu z 2010 roku, który w kwietniu 2017 roku podczas treningu motocrossowego w Chełmnie uległ wypadkowi i odniósł bardzo poważne obrażenia kręgosłupa, przez co dzisiaj porusza się na wózku inwalidzkim, od dwóch lat współpracuje z telewizją Canal+, ale dotąd występował wyłącznie w roli eksperta, który ze studia i po czasie komentował żużlową rywalizację. W miniony weekend wraz z Tomaszem Dryłą stworzył komentatorski duet, który wykonał znakomitą robotę podczas Grand Prix Czech i spodobał się telewidzom. Dziennikarz jest uznanym w żużlowym środowisku specem od budowania tzw. atmosfery relacji, natomiast Gollob zaimponował niesamowitą wiedzą o niuansach rywalizacji na torze, którą w spokojny i rzeczowy sposób dzielił się z widzami. Do legendy zaś z pewnością przejdzie moment, gdy w trakcie relacji Gollob otrzymał SMS-a od Bartosza Zmarzlika. Żużlowiec Stali Gorzów zapytał w nim swojego mentora, które pole startowe powinien wybrać przed jednym z kluczowych biegów. Rady udzielone przez „starego mistrza” swojemu następcy okazały się bezcenne i z całą pewnością pomogły Zmarzlikowi w odniesieniu podwójnego zwycięstwa na praskim torze, dzięki czemu wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji generalnej cyklu Speedway Grand Prix i w zamykających rywalizację o indywidualne mistrzostwo świata dwóch turniejach w Toruniu stanie przed ogromną szansą na obronę wywalczonego przed rokiem tytułu.
A co do komentatorskich wyczynów Golloba, wszyscy żużlowi eksperci podkreślali z uznaniem jego ogromną wiedzę o żużlowych wyścigach, ale też wielka klasa i wyczucie w formułowaniu ocen ścigających się na torze zawodników. Nawet jeśli kogoś krytykuje i wytyka mu błędy, robi to w wyważony sposób, chociaż akurat on mógłby pozwolić sobie na więcej, bo sam był przecież żużlowcem wybitnym.

Zmarzlik może obronić tytuł

Bartosz Zmarzlik wygrał oba turnieje Speedway Grand Prix rozegrane w miniony weekend w Pradze. Aktualny mistrz świata z dorobkiem 99 punktów po sześciu wyścigach objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej tegorocznej edycji SGP. Drugie miejsce zajmuje Szwed Fredrik Lindgren (92 pkt), a trzecie Brytyjczyk Tai Woffinden (89 pkt). Czwartą lokatę zajmuje Maciej Janowski.

Do zawodów w stolicy Czech Bartosz Zmarzlik przystępował z pozycji wicelidera klasyfikacji generalnej. Żużlowiec Stali Gorzów mógł być na pierwszym miejscu, gdyby tydzień wczesniej nie pokpił sprawy w sobotnim turnieju SGP na gorzowskim torze. Po wygranej w piątek wydawało się, że na obiekcie, na którym się wychował, zwycięży w obu turniejach. Niestety, w drugiej odsłonie zmagań w stadionie imienia E. Jancarza nie był juz taki szybki jak dzień wcześniej i nawet nie zakwalifikował sie do finału. Z okazji skorzystał Szwed Fredrik Lindgren, który po czterech rundach objął prowadzenie z minimalną przewagą nad Zmarzlikiem i drugim z Polaków w czołówce, Maciejem Janowskim ze Sparty Wrocław.
W Pradze Zmarzlik wcześniej zwykle zawodził, dlatego jego znakomita jazda była zaskoczeniem. Gorzowianin wygrał pewnie dwa pierwsze biegi, ale w trzech kolejnych zajmował kolejno drugą trzecia i druga lokatę. Do półfinału awansował jednak pewnie i jako jedyny z naszych zawodników.
W półfinale Zmarzlik trafił do czwórki z Woffindenem, Duńczykiem Leonem Madesenem i Australijczykiem Jasonem Doyle’m. Sędzia za falstart wykluczył najpier Madsena, a następnie Doyle, co oznaczało, że Zmarzlik i Woffinden mieli awans do finału zapewniony, a ścigali się jedynie o prawo wyboru pola startowego. Trzecią lokatę wywalczył Słowak Martin Vaculik, a czwarty linię mety minął Rosjanin Emil Sajfutdinow. Nasz żużlowiec po tym zwycięstwie awansował na pozycję lidera klasyfikacji generalnej. Na drugie miejsca spadł Lindgren, a na trzecie awansował Woffinden kosztem Janowskiego.
Przed sobotnim turniejem organizatorzy trochę bardziej przyłożyli się do przygotowania toru, co od razu poprawiło atrakcyjność zawodów, bo kibice w końcu mogli obejrzeć trochę walki. „Dzisiaj tor jest inny” – podkreślał w telewizyjnej wypowiedzi Zmarzlik, ale zmiana warunków zupełnie mu nie przeszkadzała. Gorzowianin wygrał pewnie trzy pierwsze biegi, a dwóch kolejnych był drugi i z dorobkiem 13 punktów pewnie awansował do półfinału. Zdecydowanie lepiej niż piątek spisał się Janowski, który także przebił się do czołowej ósemki. Wrocławianin miał pecha w 13. biegu, bo unikając zderzenia z Woffindenem musiał zwolnić i już potem nie odrobił dystansu do rywali. Brytyjski sędzia Craig Ackroyd nie ukarał swojego rodaka za niebezpieczną jazdę i nie wykluczył go z jazdy w półfinale. W walce o miejsce w czołowej czwórce zawodów zmierzyli się Zmarzlik, Doyle, Madsen, Janowski i w takiej kolejności mijali metę. W drugim półfinałowym biegu zmierzyli się Lindgren, Woffinden, Vaculik, Sajfutdinow i w takim zestawieniu zakończyli wyścig. W finale wystartowali zatem Zmarzlik, Woffinden, Doyle, Lindgren.
Bieg finałowy trzeba było rozgrywać na raty. W pierwszym podejściu Zmarzlik świetnie ruszył spod taśmy, ale na pierwszym łuku zderzyli się Woffinden i Doyle, w wyniku czego Australijczyk zaliczył groźnie wyglądający upadek. W powtórce mistrz świata z 2017 roku popełnił falstart i sędzia Ackroyd musiał ponownie przerwać przygotowania do startu. Dopiero w trzecim podejściu udało się żużlowcom ruszyć spod taśmy bez błędów. Zmarzlik wygrał start, ale po wyjściu z wirażu wyprzedził go Woffinden. Polak walczył z Brytyjczykiem do ostatniego okrążenia i odważnym atakiem zdołał o na mecie o włos wyprzedzić trzykrotnego mistrza świata.
Do zakończenia zmagań pozostały już tylko dwie rundy, które zostaną rozegrane w dniach 2-3 października na Motoarenie w Toruniu. Zmarzlik ma wielka szansę na obronę mistrzowskiego tytułu, czego jak dotąd nie dokonał żaden polski żużlowiec, a po raz ostatni taka sztuka udała się w sezonach 2007 i 2008 Duńczykowi Nickiemu Pedersenowi.

Klasyfikacja generalna po 6 turniejach:

  1. Bartosz Zmarzlik – 99 pkt; 2. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 92; 3. Tai Woffinden (W. Brytania) – 89; 4. Maciej Janowski (72); 5. Leon Madsen (Dania) – 70; 6. Jason Doyle (Australia) – 69; 7. Martin Vaculik (Słowacja) – 63; 8. Artiom Łaguta (Rosja) – 60; 9. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 59; 10. Max Fricke (Australia) – 40; 11. Matej Zagar (Słowenia) – 37; 12. Niels Kristian Iversen (Dania) – 30; 13. Patryk Dudek – (29); 14. Mikkel Michelsen (Dania) – 27; 15. Gleb Czugunow(Rosja/Polska) – 16; 16. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 12; 17. Anders Thomsen (Dania) – 10; 18. Vaclav Milik (Czechy) – 1.

Janowski liderem pod dwóch rundach

Po rozegranych na torze we Wrocławiu dwóch rundach Speedway Grand Prix 2020 liderem klasyfikacji generalnej został Maciej Janowski, który w piątek zajął drugą lokatę, a w sobotę był pierwszy. Broniący tytułu indywidualnego mistrza świata Bartosz Zmarzlik pierwszego dnia był szósty, a drugiego trzeci i ze stratą 11 punktów do Janowskiego jest na piątym miejscu. Przed nim sa jeszcze Brytyjczyk Tai Woffinden i Szwed Fredrik Lindgren.

W piątek królem wrocławskiego toru był jeżdżący w polskiej lidze w barwach GKM Grudziądz rosyjski żużlowiec Artiom Łaguta, który tego wieczoru przegrał tylko raz, z Maciejem Janowskim (Sparta Wrocław), ale w fazie eliminacji. W biegu finałowym zrewanżował się Polakowi, który był drugi i wygrał pierwszy turniej tegorocznego cyklu SGP. Trzeci linię mety minął Szwed Fredrik Lindgren (Włókniarz Częstochowa), zaś na czwartej pozycji Brytyjczyk Tai Woffinden (Sparta Wrocław).
W tym sezonie dokonano zmiany w regulaminie indywidualnych mistrzostw świata. Punkty do klasyfikacji generalnej są przyznawane za miejsca wywalczone w turnieju, natomiast w poprzednich latach sumowano zdobycze punktowe z całych zawodów. Teraz triumfator każdej z eliminacji otrzymuje 20 punktów, drugi zawodnik 18, trzeci 16, czwarty 14, piąty 12 i tak aż do 16. miejsca, za które przyznawany jest jeden punkt. Takie zasady punktacji powodują, że decydujące znaczenie ma awans do finału i zajęte w nim miejsce, natomiast liczba wywalczonych punktów w eliminacjach i półfinale ma znaczenie jedynie porządkowe. I tak np. Janowski do swojego ostatniego, piątego biegu w eliminacjach mógł podejść treningowo, bo po czterech startach miał dziewięć punktów na koncie i pewne miejsce w półfinale. Ale już Zmarzlik musiał do ostatniego biegu walczyć o zakwalifikowanie się do najlepszej ósemki, lecz niewiele mu to dało, bo w półfinale trafił na lepiej tego dnia dysponowanych Łagutę i Woffindena, z którymi przegrał walkę o finał. Z drugiej półfinałowej czwórki do finałowego biegu awansowali Janowski i Lindgren. Dla zwycięskiego w finale Łaguty był to pierwszy triumf w zawodach cyklu SGP, ale obaj zawodnicy wrocławskiej Sparty, czyli Maciej Janowski i Tai Wofinden, w sobotę zamierzali lepiej wykorzystać atut dobrze im znanego toru.
Lepiej z obietnicy wywiązał się Janowski, który w sobotę zdominował rywalizację na Stadionie Olimpijskim i pewnie wygrał drugą rundę tegorocznego cyklu SGP. W półfinale znów wystrzelił spod taśmy jak z armaty i nie dał sobie odebrać prowadzenia. Za nim linię mety minął Lindgren. Szwed podobnie jak w piątek znów wymęczył awans do finału, ale liczy się efekt. W drugim półfinale porywający pojedynek stoczyli mistrzowie świata – Woffinden i Zmarzlik. Tasowali się niemal do ostatniego wirażu, ale ostatecznie na mecie jako pierwszy zameldował się Brytyjczyk. Tym razem ścigający się z nimi Artiom Łaguta wystąpił w roli statysty.
Finałowy wyścig był popisem jednego aktora. Janowski prowadził niezagrożony od startu do mety, a za jego plecami trwała porywająca walka o dwa pozostałe miejsca na podium. Zamknięty na pierwszym wirażu Zmarzlik wręcz szalał na torze, zdołał jednak wyprzedzić tylko Lindgrena, bo Woffindenowi udało się odeprzeć jego ataki. Tak więc sobotni turniej zakończył się podwójnym zwycięstwem żużlowców Sparty Wrocław, po którym Janowski awansował na pozycję lidera klasyfikacji generalnej cyklu SGP, a Woffinden podzielił się drugą lokata z Łagutą. Za tym tercetem uplasował się Fredrik Lindgren, który oba wrocławskie turnieje ukończył na czwartej pozycji.
Aktualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik w „generalce” przesunął się na piątą lokatę, ale kolejne dwa turnieje odbędą się 11 i 12 września w Gorzowie, co będzie na pewno jego atutem, bo przecież na co dzień ściga się w barwach gorzowskiej Stali. Potem karuzela SGP przeniesię się do czeskiej Pragi, gdzie powalczy o punkty 18 i 19 września, zaś tegoroczny cykl SGP, okrojony z powodu pandemii do ośmiu turniejów, zakończą 2 i 3 października zmagania na Motoarenie w Toruniu.

Klasyfikacja generalna SGP 2020:

  1. Maciej Janowski (Polska) – 38 pkt
  2. Artiom Łaguta (Rosja) – 32 pkt
    – Tai Woffinden (W. Brytania) – 32 pkt
  3. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 30 pkt
  4. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 27 pkt
  5. Leon Madsen (Dania) – 18 pkt
  6. Gleb Czugunow (Polska) – 16 pkt
  7. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 15 pkt
  8. Niels Kristian Iversen (Dania) – 14 pkt
  9. Patryk Dudek (Polska) – 13 pkt
  10. Martin Vaculik (Słowacja) – 12 pkt
  11. Matej Zagar (Słowenia) – 12 pkt
  12. Max Fricke (Australia) – 12 pkt
  13. Mikkel Michelsen (Dania) – 11 pkt
  14. Jason Doyl (Australia) – 8 pkt
  15. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 2 pkt