Szok

Opozycja powtarzała, że przejęcie prokuratury przez Zbigniewa Ziobrę spowoduje wyjątkowe jej upolitycznienie, podobnie jak objęcie stanowiska koordynatora służb specjalnych przez Mariusza Kamińskiego.

 

I oto w sytuacji, gdy wybuchła głośna afera PiS-u w KNF-ie, politycy tej partii postanawiają odwrócić od niej uwagę społeczeństwa włączając do akcji upolitycznioną prokuraturę i CBA. Bardziej jaskrawego i bezmyślnego działania na zamówienie polityczne nie można było sobie wyo-brazić.
Na wolności pozostają Senator Grzegorz Bierecki, ludzie z nadzoru SKOK-ów i władze PiS-u, które wspólnie z Prezydentem Lechem Kaczyńskim blokowały objęcie SKOK-ów nadzorem KNF-u. Aresztowaniami objęto natomiast tych ludzi, którzy zaraz po uchwaleniu stosownych przepisów, przystąpili do konsekwentnego realizowania swoich obowiązków. Ówczesny V-ce przewodniczący KNF-u omal nie przy-płacił tego swoim życiem. To już nie działanie w białych rękawiczkach ale ordynarne aroganckie działanie na zamówienie polityków PiS. Działania te świadczą o tym, że prokuratura i służby specjalne straciły „zimną krew”. Takie zachowanie z pewnością obróci się przeciwko nim. Miała być nacjonalizacja i repolonizacja banków a niestety ujawniła się rekomunizacja prokuratury i służb specjalnych. Teraz po odsunięciu PiS od władzy konieczna będzie ponowna dekomunizacja prokuratury i służb.
W kontekście tej sprawy trudno sobie wyobrazić co by się działo w naszym kraju, gdyby sądy wspierane protestami społeczeństwa nie oparły się zamachowi na ich niezależność. Mamy nadzieję, że to zachowanie polityków Zjednoczonej Prawicy ostatecznie przekona Polki i Polaków, że dla ich bezpieczeństwa koniecznością jest odsunięcie tej koalicji od władzy.
Panie Prezesie Jarosławie Kaczyński
Jak może Pan tolerować te aroganckie, bezprawne ekscesy Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry i jego zastępcy Bogdan Święczkowskiego. Tym ruchem przekroczyli Oni wszelkie granice przyzwoitości. Tej „prawdy” Pana ludzi nie kupi nawet najciemniejszy naród.

Czy PiS przesadził w walce o poparcie?

Wydaje się, że „przykrywkowa” akcja z zatrzymaniem członków poprzedniego kierownictwa Komisji Nadzoru Finansowego nie przyniesie oczekiwanych korzyści wizerunkowych dla partii rządzącej – i może spowodować spadek jej notowań w sondażach.

 

Tak jak było do przewidzenia, odzyskali wolność byli szefowie i dyrektorzy Komisji Nadzoru Finansowego, zatrzymani 6 grudnia – którym zarzuca się, jakoby niedostatecznie nadzorowali Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe przed 2016 r. Nie było bowiem żadnych podstaw do ich tymczasowego aresztowania.
Akcja zatrzymania byłych członków kierownictwa KNF została najprawdopodobniej zorganizowana przez obecną władzę w celu „przykrycia” aktualnej afery korupcyjnej z udziałem PiS-owskiego przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego.
Na konferencji prasowej, zorganizowanej z okazji zatrzymania byłych szefów KNF, prokurator krajowy Bogdan Święczkowski powtarzał, że to jest prawdziwa afera (w domyśle: w odróżnieniu od rzekomej, dzisiejszej afery z udziałem prezesa KNF). Rzeczywistość przeczy jednak słowom prokuratora Bogdana Święczkowskiego, gdyż byli szefowie KNF pozostają na wolności, zaś PiS-owski przewodniczący KNF (już pozbawiony tej funkcji) Marek Ch. został tymczasowo aresztowany – co świadczy o tym, iż podejrzenie jego udziału w korupcji może mieć solidne podstawy.

 

Wzburzenie bankierów

Natomiast przeświadczenie o tym, iż poprzedni szefowie KNF są bezpodstawnie oskarżani, jest dość powszechne. Właśnie dał temu wyraz zarząd Związku Banków Polskich, który opublikował w tej sprawie oświadczenie.
Stwierdza ono, co następuje: „Jesteśmy wzburzeni metodami i działaniami podjętymi w stosunku do grupy wysokich urzędników Komisji Nadzoru Finansowego, w tym Andrzeja Jakubiaka byłego Przewodniczącego KNF i Wojciecha Kwaśniaka byłego Zastępcy Przewodniczącego KNF. Dokonywanie demonstracyjnych i wątpliwie uzasadnianych zatrzymań osób, które w przeszłości – także z narażeniem życia, jak w przypadku pana Wojciecha Kwaśniaka – ujawniały poważne nieprawidłowości w funkcjonowaniu systemu Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych budzić musi najwyższe zaniepokojenie.
Takie działanie wobec byłego kierownictwa nadzoru finansowego uderza w wiarygodność tej instytucji, której reputacja tak dotkliwie została naruszona w ciągu ostatnich tygodni. Podważa też zaufanie do krajowego systemu finansowego. Dokonano zatrzymań wysokich urzędników nadzoru, którzy stali na straży bezpieczeństwa sektora finansowego i domagali się objęcia systemu SKOK nadzorem państwowym.
Dlatego, Związek Banków Polskich w poczuciu sprawiedliwości oraz w przekonaniu co do uczciwości i zgodnego z prawem działania zatrzymanych osób deklaruje gotowość udzielenia poręczenia na warunkach określonych w przepisach prawa”.

 

Coraz więcej głosów krytycznych

W dość podobny sposób wypowiedziały się organizacje pracodawców.
„Zatrzymanie przez funkcjonariuszy CBA byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego Andrzeja Jakubiaka i sześciu podległych mu urzędników pod zarzutem niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, pogłębia i tak już duże zamieszanie wokół funkcjonowania KNF. Instytucji, która ma dbać o stabilność, przejrzystość i bezpieczeństwo naszego systemu finansowego” – napisali w oświadczeniu szefowie Business Centre Club, Konfederacji Lewiatan, Pracodawców RP, Związku Rzemiosła Polskiego.
Ponadto, jak stwierdzili oni w tym piśmie: „Nasze szczególne oburzenie budzi fakt zatrzymania wczoraj byłego wiceprzewodniczącego KNF Wojciecha Kwaśniaka, który wielokrotnie dowiódł swojego profesjonalizmu w zapewnianiu bezpieczeństwa sektora bankowego. Jednym z przykładów jego szczególnie zdeterminowanych działań w tym zakresie były kroki w sprawie SKOK-u Wołomin, które doprowadziły do ataku na jego życie”.
W związku z tym wszystkim, pracodawcy zasiadający w Radzie Dialogu Społecznego zaapelowali do władz, aby w sprawie Komisji Nadzoru Finansowego: „podjąć pilne działania, których celem będzie przywrócenie tej instytucji zdolności do sprawnego funkcjonowania oraz odbudowy zaufania do polskiego systemu finansowego”.
Z pewnością nie doprowadzą do tego pokazowe zatrzymania.
Wydaje się więc, że tym razem PiS-owska ekipa przesadziła – i z powodu akcji przeciwko byłym szefom KNF, partia rządząca może wizerunkowo stracić, zamiast zyskać. A przecież gra toczy się o każdy milimetr słupka poparcia w sondażach.

Salto Mortale

Prawdopodobnie mózgowcy PiS dostrzegli w postawieniu zarzutu 7 byłym pracownikom KNF, w tym jego przewodniczącemu i jego zastępcy zarzutów w sprawie SKOK okazję do „odspawania” PiS od afery SKOK. Oto właśnie wskazano winnych.

 

Afera SKOK wisi nad Polską od kilkunastu lat. Teraz zmierza do zakończenia, ale czy będzie to dobre zakończenie? Jej twarzą, symbolem stał się ostatnio I Zastępca Prokuratora Generalnego, Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski. Pan minister, prawa ręka ministra Ziobry, referując wczoraj przed telewizyjnymi kamerami sprawę zatrzymania przez szczecińską prokuraturę byłego kierownictwa KNF pod zarzutem niedopełnienia obowiązków służbowych w latach 2013 – 2014 czym „doprowadzili do szkody na ponad 1,5 miliarda złotych oraz na szkodę interesu prywatnego w kwocie ponad 58 milionów złotych” jak mantrę powtarzał zaklęcie” „i to jest prawdziwa afera KFN”. Tezę tą musiał powtarzać dla wzmocnienia siły wypowiedzi i po to, aby głęboko zapadła w pamięć słuchaczy.
Tym samym I Z-ca Prokuratora Generalnego wyjawił, może bezwiednie, że owo spektakularne i bardzo kontrowersyjne zatrzymanie ma za cel podstawowy przykrycie afery korupcyjnej pisowskiego przewodniczącego KNF Marka Ch. Wydaje się jednak, że PiS zdecydowało się na próbę ustrzelenia przy tej okazji dubletu, że jest jeszcze drugi cel propagandowej ofensywy Nowogrodzkiej. Prawdopodobnie mózgowcy PiS dostrzegli w postawieniu zarzutu 7 byłym pracownikom KNF, w tym jego przewodniczącemu i jego zastępcy zarzutów w sprawie SKOK okazję do „odspawania” PiS od afery SKOK. Oto właśnie wskazano winnych, nawet tych, którzy swoją dociekliwość w kwestii nieprawidłowości SKOK nieomal przypłacili życiem.
To nie ich założyciel, dziś przewodniczący senackiej komisji finansów i przewodniczący Rady Krajowej SKOK Grzegorz Bierecki, to nie główny ekonomista SKOK wiceprzewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych, nie ś.p. Lech Kaczyński, który jako prezydent kierował do sejmu projekty ustaw mających SKOK zapewnić szczególne warunki działania, nie mecenas Jedliński, autor tych projektów i przyjaciel Lecha Kaczyńskiego, nie wielu, wielu innych PiS-owskich polityków, którzy w Sejmie dzielnie bronili SKOK przed zewnętrznymi kontrolami, tylko właśnie aresztowani wczoraj pracownicy KNF winni są aferze . Tak to ma wyglądać w mediach, taką legendę ma kupować „suweren”. Legendę ma też wzmacniać fakt, że zatrzymania dokonały, na polecenie prokuratury, służby Centralnego Biura Antykorupcyjnego, chociaż formalnie zarzutów korupcyjnych ta prokuratura nie stawia. Zatrzymania dokonano również zaraz po tym, jak do opinii publicznej zaczęły przenikać zeznania oskarżonych w wołomińskiej aferze pracowników SKOK o tym, którym z imienia i nazwiska politykom PiS wręczali koperty z pieniędzmi.
Zasadności formułowanych zarzutów szkoda komentować, Może należy tylko przypomnieć, że bez względu na swoją absurdalność, dotyczą one kwoty 1,5 mld zł. Tymczasem za niegospodarność księstwa pana Biereckiego Bankowy Fundusz Gwarancyjny wypłacił jak dotąd ponad 4 mld zł. Ponieważ nie ma innych „beneficjentów” BFG uznać należy, że fundusz ten, tworzony przez wszystkie banki w Polsce, przekształcony został na Bankowy Fundusz Gwarancji dla SKOK.
Wołania o powołanie sejmowej komisji śledczej d.s. SKOK rozlegają się od dawna. Z niewiadomych powodów nie zdecydowała się na to PO, gdy była u władzy. Ale powstanie takiej komisji jest zasadne jak żadnej innej. To w aferze SKOK splatają się w olbrzymi węzeł interesy polityczne i prawdopodobnie finansowe polityków rządzącej Polską partii. Nie dziś, to z pewnością jutro komisja taka powstać musi.
Tymczasem PiS postawiło wszystko na jedną kartę: postanowiło użyć wszystkich swoich aktywów dla wyzwolenia się spod ciężaru odpowiedzialności za wielomiliardowe straty powołanego przez swoich luminarzy przedsięwzięcia. PiS uciekło się do działań mogących świadczyć o swojej skrajnej desperacji i o strachu.
To istne salto mortale, które Jarosław Kaczyński wraz ze swoją partią usiłuje wykonać ponad gigantyczną aferą SKOK nie może się udać. Jeśli stanie się inaczej mrok zapadnie pomiędzy Bugiem a Odrą na długie lata.
Tekst ukazał się na blogu „Jacka Uczkiewicza wołania na puszczy”.

Flaczki tygodnia

Czy pan prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński powinien podać się do dymisji?
Bo, zdaniem opozycji, mógł patronować zorganizowanej grupie przestępczej działającej w najważniejszych finansowych instytucjach państwowych.

***

Uwaga Czytelnicy! Nasza rozmowa nie jest przez „Flaczki” podstępnie nagrywana. Nie musicie zatem uruchamiać przeróżnych „szumideł”, czyli zagłuszarek wszelkiej maści. Nie musicie też uruchamiać najpowszechniejszego w Polsce „szumidła”, czyli autocenzury.

***

Z zaprezentowanych już przez mecenasa Giertycha i z zapowiadanych przez niego kolejnych informacji wynika, że w polskich, państwowych instytucjach finansowych istniała grupa przestępcza, która zajmowała się wymuszaniem pieniędzy od prywatnych przedsiębiorców. I to tych z najwyższej finansowej półki.

***

W zamian za przychylność najwyższych władz partyjno – państwowych krajowi biznesmeni opłacali się przedstawicielom grupy trzymającej finansową władzę. Zatrudniali jako doradców, konsultantów, prawników, członków rad nadzorczych i zarządów zaproponowane im osoby. Wyznaczając im wysokie wynagrodzenie. Zatrudnieni mogli być wysoko opłacanymi „słupami”. Piszemy mogli, bo nie zostało im jeszcze udowodnione, że większą część swych wysokich wynagrodzeń przekazywali szefom grupy przestępczej.

***

Z nagranych podstępnie rozmów oraz zeznań biznesmana Leszka Czarneckiego wynika, że otrzymał on od pana przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego propozycję zatrudnienia związanego z KNF prawnika za jeden procent wartości aktywów banku. W zamian biznesmen Czarnecki uzyskałby przychylność władz państwowego nadzoru finansowego, co pomogłoby mu wyprowadzić posiadane przez niego banki z finansowych tarapatów.
Gdyby jednak biznesmen Czarnecki nie zechciał skorzystać z propozycji pana przewodniczącego Chrzanowskiego, to najwyższe władze finansowe przystąpiłyby do realizacji „planu Zdzisława”.
Planu doprowadzającego do upadki finansowego banki biznesmena Czarneckiego i przejęcia je przez państwo polskie za przysłowiową złotówkę.

***

Pomimo tak kuszącej propozycji biznesmen Czarnecki oferty Komisji Nadzoru Finansowego nie przyjął. Tylko dokumentował ją na podstępnie dokonywanych nagraniach.
A kiedy Sejm RP w trybie pilnym zechciał przyjąć rozwiązania prawne pozwalające na szybkie przejęcie tych banków, to biznesmen Czarnecki rozpoczął obronę przez atak. Wykorzystując płatne usługi mecenasa Romana Giertycha, byłego wicepremiera w rządzie pana premiera Jarosława Kaczyńskiego, upubliczniać zaczął korupcyjne propozycje pana przewodniczącego Chrzanowskiego.

***

Jeśli fakty ujawniane przez Czarneckiego i Giertycha są prawdziwe, to mamy do czynienia z powstaniem w Polsce systemu oligarchii podobnego do istniejącego już na Ukrainie. W panującym tam systemie oligarchii politycznej i finansowej bardzo często, zwłaszcza za prezydentury Wiktora Janukowicza, dochodziło do podobnych przejęć prywatnych przedsiębiorstw przez grupy finansowe związane z panującą władzą.
Mechanizm okradania był podobny. Najpierw właściciel firmy dostawał propozycję zatrudnienia wskazanych mu osób. Te systematycznie przejmowały firmę wyrzucając w końcu jej dotychczasowego właściciela lub pozostawiając go na pozbawionym wpływów stanowisku. Jeśli opierał się takiemu „reketowi”, to władze państwowe od razu przejmowały niepokorną firmę wykorzystując istniejące prawo lub tworząc je na potrzeby takiego przejęcia.

***

Jeśli wierzyć mecenasowi Giertychowi plan przejęcia banków biznesmana Czarneckiego przez państwo polskie reprezentowane przez grupę przestępczą reprezentowaną przez pana przewodniczącego Chrzanowskiego, zwany „Planem Zdzisława”, powstał w głowie pana Zdzisława Sokala. Polskiego ekonomisty. Członka zarządu Narodowego Banku Polskiego za pierwszych rządów pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Od 2015 roku doradcy finansowego pana prezydenta Andrzeja Dudy. Od 2016 roku prezesa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Obecnego przedstawiciela pana prezydenta Dudy w Komisji Nadzoru Finansowego. Znającego się z panem prezesem Narodowego Banku Polskiego Adamem Glapińskim.

***

Co ciekawe, pan Zdzisław Sokal był powołany w 2007 roku przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego na stanowisko członka zarządu Narodowego Banku Polskiego. Wchodził też w skład rady Międzynarodowego Banku Współpracy w Moskwie a w latach 2006-2007 przewodniczył radzie nadzorczej Kredobank S.A Ukraina. Jest zatem znawcą nie tylko zachodnio europejskich bankowych standardów, ale też rosyjskich i ukraińskich rozwiązań w sferze bankowości.

***

Aby zdyskredytować biznesmana Leszka Czarneckiego związane z PiS narodowo – katolickie media przypomniały, że Leszek Czarnecki był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa w Polsce Ludowej.
Taka informacja ma doprowadzić do automatycznego włączenia „szumideł” wśród wyborców PiS. Aby nie słuchali oni o ujawnianych aferach finansowych na szczytach władzy Prawa i Sprawiedliwości. Aby nie dotarła do nich informacja, że tworzy się u nas oligarchiczny, podobny ukraińskiemu, system sprawowania władzy.

***

Leszek Czarnecki rzeczywiście podpisał zgodę na współpracę z SB w 1980 roku. Miał wtedy 18 lat, był licealistą. SB miała obiecać mu wyjazd na zagraniczne studia. Z zachowanych materiałów i relacji jego kolegów ze studiów wynika, że aktywnym współpracownikiem jednak nie był.

***

Nie wiemy jeszcze czy ten „reket”, te plany rujnowania prywatnych polskich firm i przejmowania ich za złotówkę przez państwo PiS były częścią wielkiego planu budowy narodowo-katolickiej IV RP przez elity „Dobrej Zmiany”. Czy były pod patronatem pana prezesa NBP? Czy były akceptowane przez samego pana prezesa – sułtana Jarosława Kaczyńskiego?
Ale intuicja podpowiada „Flaczkom”, że okradanie byłego współpracownika SB, mogło być uważane przez środowiska PiS, za wielce patriotyczny czyn. Za słuszną i zbawienną walkę z „komuną”.
A w tej walce, taki szlachetny, patriotyczny wręcz, czyn, uświęca wszelkie podjęte środki.