Widzew bez awansu do I ligi

Tego nikt się przed sezonem II ligi nie spodziewał. Legitymujący się frekwencją na poziomie ekstraklasy Widzew Łódź na finiszu rozgrywek pogrzebał swoje szanse na awans do I ligi, kończąc rozgrywki dopiero na 5. miejscu.

Brak awansu to porażka Widzewa. Odradzający się po upadku klub może pochwalić się nowoczesnym stadionem na 18 tysięcy widzów, który nawet w II lidze (de facto trzeciej) przez cały kończący się sezon zapełniały po brzegi rzesze wiernych sympatyków. Łódzki klub mógł pochwalić się największa w Polsce liczbą sprzedanych karnetów (ponad 16 tysięcy), co pod względem frekwencyjnych osiągnięć stawiało go wyżej nawet od ekip z Lotto Ekstraklasy. Taka liczba kibiców przyciągnęła też licznych sponsorów, dzięki czemu budżet zasiliły kolejne miliony złotych. Niestety dla fanów Widzewa, nie przełożyło się to na wyniki. Mimo licznych transferów i zmian trenerskich, w rundzie wiosennej widzewiacy grali słabo, a po serii 10 meczów bez zwycięstwa zostali dogonieni w tabli przez kilka klubów, z którymi w końcówce musieli toczyć walkę już nie o prestiżowe pierwsze miejsce, ale choćby o dające także awans trzecie.

Niedzielna potyczka w Bełchatowie była ostatnim meczem Widzewa w tym sezonie, bo spotkanie z 34. kolejki, z Olimpią Grudziądz, łodzianie rozegrali awansem w miniona środę, przegrywając je u siebie 1:2. Musieli więc koniecznie wygrać w GKS Bełchatów, bo każdy inny rezultat eliminował ich z walki o czołowe lokaty. Ale gospodarzy też interesowało zwycięstwo, bo w przypadku remisu czy porażki oni także odpadali z walki o awans. W ostatniej kolejce bełchatowianie zagrają na wyjeździe z Błękitnymi Stargard i jeśli wygrają, w nowym sezonie na pewno zagrają na zapleczu ekstraklasy kosztem Elany Toruń. Awans wywalczyły już Radomiak Radom i Olimpia Grudziądz.

 

Trzeci upadek Niebieskich

Na dwie kolejki przed końcem rozgrywek w II lidze jest już praktycznie przesądzone, że wśród zespołów, które spadną na czwarty poziom rozgrywek, znajdzie się 14-krotny mistrz Polski Ruch Chorzów. Będzie to trzecia z rzędu degradacja „Niebieskich”. Upadek tego klubu jest niebywały, bo w sezonie 2013/2014 Ruch był jeszcze trzecią siłą w ekstraklasie.

W chorzowskim klubie w ostatnich czterech latach doszło do wielu zmian właścicielskich, we władzach, w sztabie trenerskim oraz w kadrze zespołu. Upadek zaczął się Ww kwietniu 2017 gdy po zakończeniu sezonu zasadniczego ekstraklasy odszedł z Ruchu trener Waldemar Fornalik. Szkoleniowiec, który dzisiaj walczy z Piastem Gliwice o mistrzostwo Polski, dwa lata temu sam zrezygnował z dalszego prowadzenia ekipy „Niebieskich”, ale odchodząc zostawiał zespół na bezpiecznym miejscu w tabeli. Na trenerskiej ławce zastąpił go dawny kolega z boiska, ściągnięty z Grecji legendarny wśród fanów Ruchu „Gucio”, czyli Krzysztof Warzycha. On i Fornalik byli zawodnikami „Niebieskich” wówczas, gdy 30 lat temu drużyna ta zdobyła swój 14. i ostatni jak dotąd tytuł mistrzowski. Niestety, Warzycha nie miał wielkiego trenerskiego doświadczenia i mimo starań nie zdołał utrzymać zespołu w ekstraklasie.

Ostatni raz chorzowianie spadli do niższej ligi w 2003 roku i wrócili do elity po czterech sezonach. Wydawało się wtedy, że klub ma solidne fundamenty. W grudniu 2008 zadebiutował na giełdzie, w 2012 wywalczył wicemistrzostwo Polski, dwukrotnie kończył rozgrywki na najniższym stopniu podium, był bliski awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Mimo tych sukcesów klub nie znalazł dość uznania we władzach miasta i nie dorobił się nowoczesnego stadionu. Wpadł też w spiralę zadłużenia, z której nie wyplątał się do dzisiaj.

Pierwszoligowe rozgrywki w poprzednim sezonie „Niebiescy” zaczęli z pięcioma ujemnymi punktami, co było karą za naruszenia wymogów licencyjnych. Osłabiony kadrowo zespół grał słabo i we wrześniu Warzycha zrezygnował z samodzielnego prowadzenia drużyny. Zastąpił go ściągniętego z Grecji Argentyńczyk Juana Ramona Rochy, dawny trener „Gucia” w Panathinaikosie Ateny, u boku którego Warzycha był asystentem i tłumaczem. Duet ten nie zdołał jednak powstrzymać upadku i w kwietniu 2018 roku podziękowano im za pracę. Nowym szkoleniowcem został inny były zawodnik i szkoleniowiec Ruchu Dariusz Fornalak, ale jemu także nie udało się poprawić wyników i zespół z hukiem spadł do II ligi, czyli de facto trzeciej. Po raz pierwszy w swojej 99 historii chorzowski klub znalazł się na tym poziomie rozgrywek.

Fornalakowi w końcu podziękowano i w jego miejsce od 1 listopada ub. roku zatrudniono kolejnego zasłużonego w przeszłości dla tego klubu piłkarza i trenera – Marka Wleciałowskiego, obarczając go zadaniem przebudowy kadry zespołu i wywalczenia awansu do I ligi. Wydawało się, że podoła zadaniu, bo zimą tego roku w trakcie przygotowań do rundy wiosennej „Niebiescy” wygrali wszystkie mecze kontrolne. W lidze już jednak tacy mocni nie byli i zamiast marszu w górę tabeli, zespół zanotował zjazd w dół. Władze klubu w kwietniu zwolniły Wleciałowskiego i misję ratunkową powierzyły słowackiemu trenerowi Janowi Kocianowi, pod wodzą którego pięć lat temu Ruch zajął w ekstraklasie trzecie miejsce.

Tym razem Kocian nic nie wskórał i na dwie kolejki przed końcem rozgrywek zajmuje z zespołem przedostatnią lokatę w tabeli, ze stratą sześciu punktów do zajmującego pierwsze niezagrożone spadkiem miejsce zespołu Gryfa Wejherowo. Ruchu przed degradacją może uratować tylko cud, bo ma tylko jeden procent szans na jej uniknięcie. Wściekli kibice posłali delegację na spotkanie z władzami klubu, która przedstawiła listę żądań. Mają zostać spełnione do 30 maja. To zapowiedź jeszcze większego zamętu. Nie można zatem wykluczyć, że „Niebiescy” jako klub mogą przestać istnieć dosłownie w przededniu jubileuszu stulecia.