Australian Open 2021: Dla jednych radość, dla innych łzy

Do półfinału kobiecego turnieju w tegorocznym Australian Open z zawodniczek z czołowej dziesiątki rankingu przebiła się tylko Japonka Naomi Osaka (WTA 3). W rywalizacji mężczyzn sytuacja była odwrotna – w czwórce półfinalistów znalazł się tylko jeden gracz spoza Top 10 światowej listy.

W potyczkach ćwierćfinałowych odpadły dwie najwyżej sklasyfikowane przed imprezą tensistki. O ile jednak porażkę wiceliderki rankingu Rumunki Simony Halep z Amerykanka Sereną Williams trudno uznać nawet za niespodziankę, to już przegrana Ashleigh Barty z Czeszką Karoliną Muchovą 6:1, 2:6, 3:6 to jedna z największych sensacji tego turnieju. Liderka światowej listy była bowiem wielką nadzieją gospodarzy na pierwszy od 1978 roku triumf ich reprezentantki w singlowych zmaganiach na kortach Melbourne Park. Barty w poprzedniej edycji odpadła w półfinale, ale w tym roku 24-letnia australijska tenisistka po blisko rocznej przerwie w startach z powodu pandemii była wypoczęta i spragniona rywalizacji. W pierwszej rundzie rozbiła 6:0, 6:0 zawodniczkę z Czarnogóry Dankę Kovinić, a potem bez straty seta wyeliminowała z imprezy rodaczkę Darię Gavrilovą (6:1, 7:6), Rosjankę Jekaterinę Aleksandrową (6:2, 6:4) i Amerykankę Shelby Rogers (6:3, 6:4).
Przełomowa przerwa medyczna
Zajmująca przed tegorocznym Australian Open 27. miejsce w rankingu Muchova w drodze do ćwierćfinału miała zdecydowanie trudniejsze rywali. W pierwszej rundzie trafiła na mistrzynię French Open z 2017 roku Łotyszkę Jelenę Ostapenko (WTA 47), pokonując ją 7:5, 6:2, w kolejnej rundzie wyeliminowała zajmującą miejsce w trzeciej setce światowej listy niemiecką weterankę kortów Monę Barthel (6:4, 6:1), lecz w dwóch następnych trafiała na wyżej od siebie rozstawione w turnieju zawodniczki – szóstą w rankingu rodaczkę Karolinę Pliskovą (7:5, 7:5) i 14. w zestawieniu Belgijkę Elise Mertens (7:6, 7:5).
Jeśli australijscy kibice mieli jakieś obawy przez starciem ich ulubienicy z mało znaną 24-letnią czeską tenisistką, to pierwszy set z pewnością je rozwiał. Barty rozpoczęła pojedynek z impetem wygrywając pięć gemów z rzędu, oddając rywalce zaledwie sześć punktów. Przełomowy okazał się początek drugiej partii, gdy Muchova poprosiła o przerwę medyczną w związku z zawrotami głowy. Gdy mierzono jej puls i temperaturę, Australijka cierpliwie czekała na korcie na wznowienie gry, ale w trakcie tego oczekiwania coś się w jej nastawieniu do rywalizacji zmieniło. Jeśli poczuła się zbyt pewna siebie i już oczami wyobraźni widziała się w półfinale, to popełniła kosztowny błąd, bo po wznowieniu rywalizacji Czeszka zaczęła grać coraz lepiej, podczas gdy zaskoczona tym Barty coraz gorzej.
Dość powiedzieć, że w dwóch kolejnych setach Australijka popełniła aż 31 niewymuszonych błędów. Liderka rankingu, choć mocno rozczarowana porażką, nie miała pretensji o długą przerwę medyczną rywalki, którą miała prawo uznać za przyczynę swojego niepowodzenia. „Wszystko odbyło się zgodne z przepisami, Karolina po prostu skorzystała ze swoich praw. A ja jestem rozczarowana tylko z tego, że dopuściłam by to stało się punktem zwrotnym w naszym meczu. Chciałam zajść nieco dalej w turnieju, jednak to nie był mój dzień. Ta porażka jest dla mnie bardzo bolesna, lecz jestem wystarczająco doświadczoną zawodniczką, żeby się z tym uporać” – podsumowała swój występ Barty, która jak na razie ma w dorobku jeden wielkoszlemowy triumf (wygrała French Open w 2019 roku).
Brady zatrzymała Muchovą
Muchova miała podwójny powód do zadowolenia, bo dopiero po raz drugi w karierze pokonała rywalkę z Top 5 światowego rankingu, a po raz pierwszy liderkę tego zestawienia. W turniejach Wielkiego Szlema jej najlepsze dotychczasowe osiągnięcie to był ćwierćfinał Wimbledonu w 2019 roku. W Australian Open nigdy wcześniej nie przeszła nawet drugiej rundy. Niespodzianki nie było natomiast w pojedynku dwóch Amerykanek – sklasyfikowana na 24. miejscu rankingu Jennifer Brady, półfinalistka ubiegłorocznego US Open, przerwała piękny sen swojej rodaczki i dobrej koleżanki Jessiki Peguli, aktualnie 61. tenisistki na światowej liście, pokonując ją w trzech setach 4:6, 6:2, 6:1. W Au8stralian Open Brady wcześniej najdalej doszła do 1/8 finału. Pokonana przez nią Pegula w 1/8 finału wyeliminowała rozstawioną z numerem piątym Ukrainkę Jelinę Switolinę, a w swoich wcześniejszych startach w Wielkim Szlemie ani razu nie przeszła trzeciej rundy. W Australian Open debiutowała w poprzedniej edycji i odpadła już w I rundzie.
Muchova i Brady wcześniej grały przeciwko sobie tylko raz – w 1/8 finału turnieju WTA w Pradze w 2019 roku. Wtedy po trzysetowym pojedynku górą była Czeszka, na kortach Melbourne Park eksperci dawali obu tenisistkom równe szanse. W drugiej półfinałowej parze marzącej o 24. wielkoszlemowym tytule Serenie Williams na drodze do osiągnięcia tego celu znów stanęła młodsza o 16 lat Japonka Naomi Osaka.
Blisko 40-letni już tenisowa gwiazda znów stała się obiektem niewybrednego ataku ze strony słynącego z kontrowersyjnych zachowań i wypowiedzi Iona Tiriaca. Były rumuński tenisista, który w najlepszym momencie kariery był ósmą rakietą na świecie, a potem jako menedżer z powodzeniem przez pewien czas prowadził Borysa Beckera, oceniając szanse Amerykanki powiedział: „W tym wieku i przy obecnej wadze nie rusza się już tak, jak 15 lat temu. Serena była rewelacyjną zawodniczką, ale dzisiaj nie jest i gdyby miała trochę przyzwoitości, przeszłaby już na emeryturę”.
Osaka znów lepsza od Sereny
Tiriac, choć jego ocena była chamska i wielce niestosowna wobec tenisowej mistrzyni, w ocenie szans amerykańskiej tenisistki jednak si nie pomylił. W starciu z Osaką, która wcześniej wyeliminowała znajdujące się w życiowej formie Hiszpankę Garbine Muguruzę i Tajwankę Su-Wei Hsieh, Williams nie miała zbyt wielu argumentów i przegrała dość gładko 3:6, 4:6. Serena ostatni z 23 swoich triumfów wielkoszlemowych odniosła cztery lata temu właśnie w Melbourne. Była już wówczas we wczesnym etapie ciąży. Do rywalizacji wróciła po przerwie macierzyńskiej w połowie 2018 roku i od tego czasu zaliczyła 11 nieudanych prób wywalczenia 24. wielkoszlemowego tytułu. Czterokrotnie była już o krok od spełnienia marzenia, gdy przegrywała w finale. W tegorocznej edycji Australian Open w ćwierćfinale nie dała się drugiej w rankingu Simonie Halep, ale z Osaką najwyraźniej nie umie grać. „Czy to było pożegnanie? Nie wiem. Jeśli kiedykolwiek zechcę się pożegnać z tenisem, to i tak nikomu o tym nie powiem” – stwierdził na konferencji po meczu z Osaką, podczas której po kolejnym pytaniu puściły jej nerwy i z płaczem przerwała spotkanie z przedstawicielami mediów.
A Naomi Osaka w sobotnim finale zmierzy się z inną z amerykańskich tenisistek, Jennifer Brady, która zatrzymała zwycięski pochód Karoliny Muchovej pokonując ją 6:4, 3:6, 6:4.
W rywalizacji mężczyzn w ćwierćfinale dominowali liczbowo Rosjanie. Rozstawiony z numerem 4 Daniił Miedwiediew pokonał Andrieja Rublowa 7:5, 6:3, 6:2. Ich poprzedni wielkoszlemowy mecz tych rosyjskich tenisistów, którego stawką również był awans do półfinału, także wygrał Miedwiediew. Obaj rosyjscy tenisiści przyjaźnią się poza kortem, niedawno poprowadzili Rosję do sukcesu w drużynowym ATP Cup, a tegorocznym sezonie byli niepokonani (każdy z nich miał bilans 8-0). Dla Miedwiediewa był to już czwarty wygrany pojedynek z rodakiem z rzędu – za każdym razem zwyciężał bez straty seta. Pod koniec ubiegłego sezonu triumfował w turnieju ATP w Paryżu oraz kończącej sezon turnieju mistrzów w Londynie – ATP Finals. Ale innych rywali też bije skutecznie – wygrał 11 ostatnich pojedynkach z rywalami z Top 10 rankingu ATP. W wielkoszlemowym półfinale zameldował się po raz trzeci w karierze – dwa wcześniejsze awanse wywalczył w US Open. Jego najlepszym wynikiem w Wielkim Szlemie jest finał US Open 2019 roku. W Melbourne wcześniej najdalej dochodził do 1/8 finału. Wiadomo już, że w najnowszym notowaniu rankingu ATP Miedwiediew awansuje na trzecie miejsce.
Grecki koszmar Nadala
W piątkowym pojedynku o finał Rosjanin zmierzy się z greckim tenisistą Stefanosem Tsitsipasem, który niespodziewanie okazał się lepszy od „turniejowej dwójki”, czyli Rafaela Nadala. Hiszpan łatwo wygrał dwa pierwsze sety, 6:3 i 6:2, ale trzeciej partii Grek zaczął grać jak w transie i wygrał ją po zaciętej walce w tie-breaku 7:6(4), a następnie niesiony entuzjazmem wygrał kolejnego seta 6:4. W decydującej partii obaj gracze wznieśli się na wyżyny, lecz Tsitsipas serwował jak natchniony i nie dał się Nadalowi ani razu przełamać, sam zaś dokonał tej sztuki przy stanie 5:5 i nie zmarnował szansy na zwycięstwo przy swoim podaniu – wygrał 7:5 i cały mecz po ponad czterogodzinnej walce 3-2. To sensacja, bo Hiszpan dopiero po raz drugi w swojej bogatej karierze przegrał wielkoszlemowy mecz, prowadzą 2:0 w setach. Po raz pierwszy miało to miejsce w trakcie US Open w 2015 roku, gdy w ten sposób dał się pokonać Włochowi Fabio Fogniniemu.
W walce o finał Tsitsipas będzie miał w nogach wyczerpujący mecz z Nadalem, ale nie tylko to może być atutem Miedwiediewa. Rosjanin ma patent na Greka, bo wygrał z nim pięć z sześciu pojedynków. Ich kolejne starcie, którego stawka będzie finał tegorocznego Australian Open, odbędzie się w piątek rano polskiego czasu.
W drugiej parze zagra Rosjanin Asłan Karaczew, rewelacyjny debiutant, który w swoim pierwszym występie w Wielkim Szlemie od razu zaszedł do półfinału, a jest to gracz już 27-letni, zaś przed turniejem w Melbourne nie było go nawet w pierwszej setce rankingu. O finał zagrał z najlepszym graczem ostatnich lat, liderem rankingu ATP Novakiem Djokoviciem. Serb w ćwierćfinale w czterech setach wyeliminował Niemca Alexandra Zvereva (6:7, 6:2, 6:4, 7:6) i z wielką pewnością siebie przystąpił do pojedynku z rewelacją turnieju i bez większego trudu wygrał z nim w trzech setach 6:3, 6:4, 6:2. W finałowej potyczce z Miedwiediewem Serb będzie faworytem, ale niespodzianki ze strony rosyjskiego tenisisty nie można wykluczyć.

ATP Finals dla młodzieży, ale w rankingu górą weterani

Debiutujący w turnieju mistrzów 21-letni Grek Stefanos Tsitsipas pokonał w finale 26-letniego Austriaka Dominika Thiema 6:7(6), 6:2, 7:6(5). W rankingu ATP trzy czołowe lokaty zajmują jednak weterani – liderem jest 33-letni Hiszpan Rafael Nadal, drugie miejsce zajmuje 32-letni Serb Novak Djokovic, a trzecie 38-letni Szwajcar Roger Federer.

Finałowy pojedynek Tsitsipasa z Thiemem trwał 155 minut. Obaj tenisiści wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności i stworzyli pasjonujące widowisko, zwłaszcza w tie-breaku trzeciego seta. Grek prowadził już 4-1, lecz niezrażony tym Austriak doprowadził do wyrównania. W końcówce odrobinę lepszy był Tsitsipas i zasłużenie zwyciężył. 21-letni grecki tenisista jest siódmym graczem w 49-letniej historii ATP Finals, który wygrał ten turniej startując w nim po raz pierwszy. Przed nim tej sztuki dokonali Amerykanin Stan Smith (1970, pierwsza edycja), Rumun Ilie Nastase (1971), Argentyńczyk Guillermo Villas (1974), Amerykanin John McEnroe (1978), Hiszpan Alex Corretja (1998) i Bułgar Grigor Dimitrow (2017).

W stawce startujących w londyńskim turnieju zawodników Tsitsipas był najmłodszy. Do rywalizacji przystąpił jako szósty zawodnik w rankingu ATP. W fazie grupowej pokonał Rosjanina Daniła Miedwiediewa i broniącego tytułu Niemca Aleksandra Zvierieva, przegrał zaś w trzech setach z Rafaelem Nadalem. W półfinale pokonał jednak Rogera Federera. Za zwycięstwo w ATP Finals 2019 Tsitsipas, dla którego był to czwarty w turniejowy trium w karierze, otrzymał 1300 punktów do rankingu ATP i premię w wysokości 2,7 mln dolarów. Pokonany przez niego Dominic Thiem dostał 800 punktów rankingowych i 1,3 mln dolarów. Obaj finaliści londyńskiej imprezy awansowali w najnowszym notowaniu światowej listy – Thiem wskoczył na czwartą, a Tsitsipas na szóstą pozycję.

Na czele rankingu ATP nie doszło do zmian i pierwsze trzy miejsca utrzymali Rafael Nadal (9985v pkt), Novak Djokovic (9145) i Roger Federer (6590). Szwajcar ma jednak nad czwartym Thiemem już tylko niespełna osiemset „oczek” przewagi. Piątą lokatę w najnowszym notowaniu zajmuje Miedwiediew (5705), na siódmą z czwartej spadł Zverev (3345), ósmy jest jest Włoch Matteo Berrettini (2870), dziewiąty Hiszpan Roberto Bautista Agut (2540), a stawkę w Top 10 zamyka Francuz Gael Monfils (2530).
W czołowej setce światowej listy mamy obecnie tylko jednego zawodnika – Hubert Hurkacz utrzymał 37. miejsce, wypadł natomiast zajmujący wcześniej 91. lokatę Kamil Majchrzak, który spadł na 101. pozycję.

W grze podwójnej triumfowali Francuzi Pierre-Hugues Herbert i Nicolas Mahut. Francuzi w całym turnieju nie stracili nawet seta. W finale pokonali 6:3, 6:4 reprezentanta RPA Ravena Klaasena i Nowozelandczyka Michaela Venusa, a po drodze wyeliminowali m.in. rozstawionych z numerem 1 Kolumbijczyków Juana Sebastiana Cabala i Roberta Faraha oraz z numerem 2 Łukasza Kubota i Brazylijczyka Marcelo Melo (nr 2). Wygrali ATP Finals jako pierwsza francuska para od 2005 roku.

 

Finał nie dla Kubota

Łukasz Kubot i jego deblowy partner Brazylijczyk Marcelo Melo przegrali w półfinale ATP Finals w Londynie z Francuzami Pierre-Huges Herbertem i Nicolasem Mahutem 3:6, 6:7(4).

Herbert i Mahut to obecnie jedna z najlepszych męskich par deblowych na świecie. Francuscy tenisiści wygrali w tym roku Australian Open, kompletując triumfy we wszystkich czterech wielkoszlemowych turniejach. Wcześniej uzupełniając brakujące ogniwo w Wielkim Szlemie. Wcześniej wygrali US Open w 2015 roku, Wimbledon w 2016 i French Open w 2018 roku. W Londynie w drodze do finału nie stracili nawet seta. O tytuł w niedzielę Francuzi zagrali z Ravenem Klaasenem (RPA) i Michaelem Venusem (Nowa Zelandia).

W finale singla zmierzyli się natomiast Grek Stefanos Tsitsipas i Austriak Dominic Thiem. Grecki tenisista w półfinale rozprawił się z Rogerem Federerem 6:3, 6:4, natomiast austriacki także w dwóch setach wyeliminował obrońcę tytułu Niemca Alexandra Zvereva, pokonując go 7:5, 6:3. Finałowy pojedynek Thiema z Tsitsipasem oraz finał w grze podwójnej zakończyły się po zamknięciu wydania.

 

ATP Finals w Londynie

Od niedzieli 10 listopada w Londynie odbywa się kończący sezon ATP Finals. W turnieju mistrzów uczestniczy polski tenisista Łukasz Kubot, który w duecie z Brazylijczykiem Marcelo Melo rywalizuje w grze podwójnej. Tytułu w singlu broni niemiecki tenisista Alexander Zverev.

Turniej z pulą nagród 9 milionów dolarów potrwa do 17 listopada. W grze pojedynczej walczy w nim ośmiu najlepszych graczy tegorocznego sezonu. W losowaniu zostali podzieleni na dwie grupy. Do grupy „Andre Agassiego” trafili: Rafael Nadal (Hiszpania, rozstawiony z numerem 1); Daniił Miedwiediew (Rosja, 4); Stefanos Tsitsipas (Grecja, 6); Alexander Zverev (Niemcy, 7), natomiast do grupy „Bjoerna Borga”: Novak Djoković (Serbia, 2); Roger Federer (Szwajcaria, 3); Dominic Thiem (Austria, 5); Matteo Berrettini (Włochy, 8).

Przed rozpoczęciem turnieju głośnym echem w światowych mediach odbiła się niechlujna sesja zdjęciowa, na której tenisiści pojawili się w dresach. W poprzednich latach zawodnicy występowali podczas oficjalnej prezentacji w garniturach. Przyczyną ich ostentacyjnego lekceważenie turniejowego zwyczaju być może była płacowa dyskryminacja. W tym roku po raz pierwszy zdarzyło się, że pula nagród w WTA Finals była wyższa niż w ATP Finals. Dla rywalizujących w Shenzhen ośmiu najlepszych tenisistek sezonu organizatorzy przygotowali ponad 14 milionów dolarów, czyli o pięć milionów więcej niż przewidziano na nagrody dla walczących w Londynie tenisistów.

Z każdej z grup dwóch najlepszych tenisistów awansuje do półfinału. Zwycięzcy półfinałów zmierzą się w przyszłą niedzielę w wielkim finale Turnieju Mistrzów. Walka powinna być bardzo zacięta, bo aktualnie liderem rankingu ATP jest Nadal. Hiszpan ma tylko 640 punktów przewagi nad drugim Djokoviciem, a zwycięzca turnieju w Londynie zgarnie 1500 punktów. Obaj mają więc szansę na zostanie numerem jeden na koniec roku. Trzecim z faworytów w stolicy Wielkiej Brytanii był Federer, ale Szwajcar słabo rozpoczął turniej, bo przegrał pierwszy pojedynek w turnieju, z Thiemem, 5:7, 5:7. Świetnie zaczął natomiast Djokovic, który w pierwszym niedzielnym meczu grupy „Bjoerna Borga” łatwo pokonał najmłodszego w stawce Berrettiniego 6:2, 6:1.
W poniedziałek pierwsze mecze rozegrali zawodnicy z grupy „Andre Agassi”. Miedwiediew przegrał z Tsitsipasem 6:7(50, 4:6, a broniący mistrzowskiego tytułu Zverev niespodziewanie pokonał Nadala 6:2, 6:4. 33-letni Hiszpan jeszcze nie wygrał ATP Finals. W pierwszym secie, od stanu 2:2, przegrał sześć gemów z rzędu, co pozwoliło rozpędzonemu Zverevowi wygrać pierwszą partię, a drugą zacząć od prowadzenia 2:0 z przełamaniem już w pierwszym gemie. Potem Niemiec jedynie pilnował własnego podania i dowiózł zwycięstwo do końca. Dla 22-letniego reprezentanta Niemiec było to pierwsze zwycięstwo w starciach z Nadalem, z których pięć wcześniejszych przegrał.

W grze podwójnej osiem najlepszych duetów także podzielono na dwie grupy. W grupie „Maksa Mirnego” rywalizują: Juan Sebastian Cabal, Robert Farah (Kolumbia, 1); Kevin Krawietz, Andreas Mies (Niemcy, 3); Jean-Julien Rojer, Horia Tecau (Holandia, Rumunia, 6); Pierre-Hugues Herbert, Nicolas Mahut (Francja, 7), zaś w grupie „Jonasa Bjoerkmana”: Łukasz Kubot, Marcelo Melo (Polska, Brazylia, 2); Rajeev Ram, Joe Salisbury (USA, Wielka Brytania, 4); Raven Klaasen, Michael Venus (RPA, Nowa Zelandia, 5); Ivan Dodig, Filip Polasek (Chorwacja, Słowacja, 8).

W obsadzie tegorocznej imprezy w grę podwójnej nie znaleźli się ubiegłoroczni triumfatorzy, Amerykanie Mike Bryan i Jack Sock. Pierwszy z nich wrócił w tym roku do wspólnych występów z bratem bliźniakiem Bobem i obaj nie zgromadzili odpowiedniej liczby punktów rankingowych.

Rozstawieni w deblowej części turnieju mistrzów z numerem drugim Kubot i Melo pierwszy mecz rozegrali w niedzielę, a ich przeciwnikami byli Ivan Dodig i Filip Polaski. Polak i Brazylijczyk mieli z tymi rywalami rachunki do wyrównania za tegoroczne porażki w Cincinnati i Pekinie. Początek spotkania nie był jednak dla Kubota i Melo udany, bo przegrali pierwszego seta 4:6. W drugiej partii zagrali już jednak dużo lepiej i zwyciężyli w tej partii 6:4. Losy meczu rozstrzygnęły się w super tie-breaku wygranym pewnie przez polsko-brazylijski duet 10:5.

Z pozostałymi rywalami w grupie Kubot i Melo też mieli rachunki do wyrównania. Amerykaninowi i Brytyjczykowi chcieli odpłacić za niedawną porażkę pod koniec października w finale halowej imprezy na kortach twardych w Wiedniu. Wyższość zawodników z RPA i Nowej Zelandii musieli natomiast finale turnieju w Halle.
W drugim niedzielnym starciu w grupie „Jonasa Bjoerkmana” Raven Klaasen i Michael Venus pokonali Rajeeva Rama i Joe Salisbury’ego 6:3, 6:4. W poniedziałek rywalizację deblową zaczęli gracze z grupy „Maksa Mirnego”. Krawietz i Mies pokonali Rojera i Tecau 7:6(3), 4:6, 10:6, zaś Cabal i Farah przegrali z Herbertem i Mahutem 3:6, 5:7. Wtorkowe spotkania w grupie „Bjoern Borg”, Rogera Federera z Matteo Berrettinim oraz Novaka Djokovicia z Dominikiem Thiemem, a także deblowe potyczki w grupie „Jonas Bjorkman”: Rajeeva Rama i Joe Salisbury’ego z Ivanem Dodigiem i Filipem Polaskiem oraz Łukasza Kubota i Marcelo Melo z Ravenem Klaasenem i Michael Venusem zakończyły się po zamknięciu wydania.

W środę kontynuować zmagania będą singliści w grupie „Andre Agassi (Nadal – Miedwiedew i Tsitsipas – Zverew oraz debliści z grupy „Maks Mirny” (Cabal i Farah – Rojer i Tecu oraz Krawietz i Mies – Herber i Mahut).

 

Warto piąć się w rankingu ATP

W najnowszym notowaniu światowej listy tenisistów Hubert Hurkacz został sklasyfikowany na 54. miejscu. To efekt jego dobrego występu w Indian Wells. Triumfator tego turnieju, Austriak Dominic Thiem, awansował na czwartą pozycję.

Warto walczy o jak najwyższe miejsce w rankingu ATP, bo miejsce w czołówce otwiera drzwi do najlepiej punktowanych i opłacanych turniejów. Hurkacz zakończył 2018 rok jako 87. tenisista świata. Dzięki temu miał pewne miejsce w wielkoszlemowym Australian Open 2019. Przed występem w Melbourne Polak zdecydował się na start w challengerze w Canberze. Zwycięstwo w tej imprezie pozwoliło mu wskoczyć do Top 80 rankingu ATP i chociaż Australian Open odpadł już w I rundzie, to do turnieju w Indian Wells wrocławianin dostał się do głównej drabinki bez konieczności gry w eliminacjach, podobnie jak do rozgrywanego obecnie turnieju tej samej rangi w Miami. Zdobyte 90 punktów w Dubaju i 180 w Indian Wells wywindowało go na najwyższą w karierze 54. pozycję na światowej liście. Polak ma obecnie na koncie 904 punkty.

Dzięki temu Hurkacz ma duże szanse na udział w mocno obsadzonym turnieju w Monte Carlo bez kwalifikacji, bo na miesiąc przez tymi zawodami jest pierwszym oczekującym do miejsce w głównej drabince. W turnieju który rozpocznie się 15 kwietnia największymi gwiazdami będą dwaj najwyżej sklasyfikowaniu obecnie w światowym zestawieniu tenisiści – lider rankingu Serb Novak Djoković i drugi na liście Hiszpan Rafael Nadal.

Djoković ma dużą przewagę, którą zapewne jeszcze powiększy po imprezie w Miami, bowiem jego hiszpański konkurent wycofał się z niej z powodu kontuzji. Serb ma na koncie 10 990 punktów i wyprzedza Nadala o 2265 „oczek”. Trzeci na liście jest Niemiec Alexander Zverev (6630 pkt), a czwarty Austriak Dominic Thiem (4755), który w finale Indian Wells pokonał Rogera Federera i przeskoczył go w zestawieniu. Szwajcar jest piąty z dorobkiem 4600 pkt. Top 10 rankingu ATP uzupełniają: 6. Kei Nishikori (Japonia) – 4235 pkt, 7. Kevin Anderson (RPA) – 4115, 8. Juan Martin del Potro (Argentyna) – 3585, 9. John Isner (USA) – 3485 i 10. Stefanos Tsitsipas (Grecja) – 3160 pkt.

Do czołowej dziesiątki światowej listy Hurkaczowi jeszcze wiele brakuje, ale od zajmującego 20. pozycję Belga Davida Goffina dzieli go różnica już tylko 784 punków. A od pozostałych graczy drugiej dziesiątki? Spójrzmy: 19. na liście Gruzin Nikołoz Basilaszwili ma 1865 pkt, 18. Francuz Gael Monfils 1875, 17. Włoch Fabio Fognini 1885, jego rodak 16. w zestawieniu Marco Cecchinato 2021, 15. Rosjanin Danił Miedwiediew 2230, 14. Kanadyjczyk Milos Raonić 2275, 13. Chorwat Borna Corić 2345, 12. Rosjanin Karen Chaczanow 2845, a 11. na liście Chorwat Marin Cilić 3095.

Celem Hurkacza jest jak najszybszy awans do Top 20. Jeśli ustabilizuje formę na poziomie z Indian Wells, powinien go bez większych problemów osiągnąć jeszcze w tym roku.

 

Australian Open: Triumfy Osaki i Djokovicia

Japonka Naomi Osaka pokonała Czeszką Petrę Kvitovą 7:6(2), 5:7, 6:4 i po raz pierwszy w karierze wygrała Australian Open. W męskim finale Serb Novak Djoković niespodziewanie łatwo pokonał Hiszpana Rafaela Nadala 6:3, 6:2, 6:3.

Kvitova i Osaka w sobotnim finale w Melbourne Park zmierzyły się po raz pierwszy. 28-letnia Czeszka to dwukrotna triumfatorka Wimbledonu (2011, 2014), ale w Australian Open jej najlepszym dotąd osiągnięciem był półfinał w 2012 roku. W poprzedniej edycji tego turnieju odpadła już w pierwszej rundzie, w obecnych zmaganiach aż do finału szła przez turniej jak burza. Zatrzymała ją dopiero Osaka, która drugim z rzędu triumfem w Wielkim Szlemie chyba potwierdziła, że jest już tenisową gwiazdą pierwszej wielkości.

Czeszki nie dały jej rady

Japonka została rozstawiona w Melbourne z numerem czwartym. Mieszkająca na co dzień w Stanach Zjednoczonych 21-letnia tenisistka ogromny postęp zanotowała w poprzednim sezonie. Zaczęła go jako 68. rakieta świata, a zakończyła na czwartej pozycji w światowej hierarchii. Błysnęła wielką formą już w marcowym, silnie obsadzonym turnieju WTA w Indian Wells, ale uwagę całego tenisowego świata zwróciła na siebie niespodziewanym triumfem w US Open. Niespodziewanym podwójnie, bo wcześniej ani razu nie przeszła 1/8 finału w Wielkim Szlemie, a ponadto w finale jej rywalką była wielka Serena Williams. Amerykańska gwiazda fatalnie zniosła porażkę z młodszą o 17 lat przeciwniczką. Karczemnymi awanturami z sędzią meczu popsuła widowisko, a Osace radość zwycięstwa popsuły wrogie wobec niej zachowanie nowojorskiej publiczności, która bardzo chciała świętować 24. wielkoszlemowy tytuł Sereny. W Melbourne kibice zachowywali się życzliwie wobec obu walczących w finale zawodniczek.

Ten rok Japonka zaczęła od półfinału w Brisbane. Australian Open zaczęła od zwycięstwa w I rundzie nad Polka Magdą Linette, a potem poradziła sobie z kolejnymi pięcioma rywalkami. Przepustkę do finału dała jej wygrana z Czeszką Karoliną Pliskovą, która w ćwierćfinale wyeliminowała Serenę Williams i wybawiła Japonkę od konieczności dania Amerykance rewanżu za US Open. Osaka, która ma także amerykańskie obywatelstwo, jest pierwszą japońską tenisistką, która wygrała Australian Open. Została też 10. w historii triumfatorką dwóch turniejów Wielkiego Szlema z rzędu. Za triumf na kortach Melbourne Park zarobiła 4,1 mln dolarów australijskich, czyli 2,91 mln dolarów amerykańskich. W najnowszym notowaniu rankingu WTA Naomi Osaka znajdzie się po raz pierwszy w karierze na pierwszym miejscu i będzie rzecz jasna pierwszą Japonką na szczycie światowej hierarchii tenisistek. Petra Kvitova zajmie w rankingu drugą pozycję, ale dla nie będzie to powtórzenie tego osiągnięcia, bo już kiedyś był numerem 2. na światowej liście.

Starcie tenisowych gigantów

W rywalizacji mężczyzn w finale tegorocznego Australian Open spotkało się dwóch najlepszych obecnie tenisistów – sklasyfikowany w rankingu ATP na pierwszym miejscu 31-letni Serb Novak Djoković i zajmujący druga lokatę w zestawieniu 32-letni Hiszpan Rafael Nadal. W półfinale na drodze tych dwóch mistrzów tenisa stanęli „młodzi, gniewni” – 20-letni Grek Stefanos Tsitsipas i 24-letni Francuz Lucas Pouille.
Zamiast udanego „zamachu na majestat” kibice obejrzeli dwa najbardziej jednostronne półfinały Wielkiego Szlema w Erze Otwartej. Rafael Nadal w starciu z Tsitsipasem stracił ledwie sześć gemów, gromiąc greckiego pretendenta 6:2. 6:4, 6:0. Jeszcze surowiej z Pouille’em obszedł się Djoković, który pozwolił Francuzowi ugrać zaledwie cztery gemy wygrywając pojedynek 6:0, 6:2, 6:2. Nigdy nie wcześniej w erze nowożytnej zawodowego tenisa nie zdarzyło się, żeby w dwóch rozegranych od pierwszej do ostatniej piłki półfinałach wielkoszlemowego turnieju zwycięzcy oddali pokonanym tak niewielką liczbę gemów.

Siódmy triumf Djokovicia

W niedzielnym finale Rafael Nadal i Novak Djoković zmierzyli się już po raz 53, co jest rekordem w erze tenisa zawodowego. Bilans wcześniej rozegranych 52 pojedynków był korzystny dla Serba, który zwyciężył 27 razy, natomiast Hiszpan wygrał 25 spotkań. Starcie na kortach Melbourne Park było ich 15. w Wielkim Szlemie. W tych potyczka lepszy bilans ma Nadal, który zanotował 9 zwycięstw i 6 porażek). Jeśli chodzi o wielkoszlemowe finały, to wcześniej obaj mierzyli się siedem razy, a Hiszpan triumfował czterokrotnie. W finale Australian Open wcześniej Nadal i Djoković spotkali się tylko raz, w 2012 roku, gdy po rekordowym, trwającym pięć godzin i 52 minuty widowisku Serb zwyciężył 5:7, 6:4, 6:2, 6:7(5), 7:5.
Djoković miał chyba odrobinkę mocniejszą motywację od Nadala, bo w przypadku zwycięstwa mógł zostać pierwszym tenisistą w historii, który wygrał wielkoszlemowy turniej na Antypodach po raz siódmy. I osiągnął ten cel nadspodziewanie łatwo. Wszyscy spodziewali się wielogodzinnego, morderczego pojedynku tenisowych gigantów, tymczasem Serb w 124 minuty wygrał 6:3, 6:2, 6:3.

Djoković po raz siódmy w karierze wygrał Australian Open i ustanowił pod tym względem męski rekord wszech czasów. Wcześniej był najlepszy w Melbourne w 2008, 2011, 2012, 2013, 2015 i 2016 roku. To jego 15. tytuł wielkoszlemowy.

 

Australian Open: Greckie objawienie

Do ćwierćfinału Australian Open nie przebili się broniący tytułów Karolina Woźniacka i Roger Federer. Sensacją turnieju są półfinałowe awanse debiutującej w Melbourne Park 25-letnieju Amerykanki Danielle Collins i 20-letniego Greka Stefanosa Tsitsipasa.

W tegorocznej edycji zmagań na kortach Melbourne Park tytułów bronili Karolina Woźniacka i Roger Federer. Dunka polskiego pochodzenia odpadła szybko, bo już w 1/16 finału, przegrywając 4:6, 6:4, 3:6 z triumfatorką Australian Open z 2008 roku Marią Szarapową. Ta porażka będzie Woźniacką słono kosztować, bo straci mnóstwo punktów rankingowych i w najnowszym notowaniu światowej listy tenisistek spadnie z trzeciego miejsca pod koniec pierwszej dziesiątki. Swoich pozycji nie utrzyma też też druga z polskich tenisistek w obcych barwach, Angelique Kerber. Rosyjska gwiazda też wiele się nie nawojowała, bo po wyeliminowaniu Woźniackiej już w następnej rundzie sama została wyeliminowana przez reprezentantkę gospodarzy Ashleigh Barty.

Opłaca się wygrywać

Reprezentantka Niemiec, która wygrała Australian Open w 2016 roku, w ubiegłym roku doszła do półfinału, a w tym odpadła w kompromitującym stylu już w 1/8 finału, przegrywając z niżej notowaną Danielle Collins (WTA 35) 0:6, 2:6. 25-letnia Amerykanka z Florydy, która dopiero od niedawna na serio zaczęła grać w tenisa, bo wcześniej ważniejsze były dla niej studia biznesowo-medialne i tytuł magistra, w Melbourne Park rozbiła dwukrotną triumfatorkę turniejów Wielkiego Szlema w 59 minut. Collins to obecnie czwarta rakieta w USA wśród kobiet – przed nią są tylko Sloane Stephens, Serena Williams i Madison Keys, a z nią legendarna Venus Williams. Sroce spod ogona więc nie wypadła i chociaż w Australian Open gra po raz pierwszy, jej obecność w najlepszej ósemce nie jest aż taką sensacją, bo ta mierząca 178 cm tenisistka potrafi naprawdę znakomicie grać, o czym przekonała się także Rosjanka Anastasia Pawljuczenkowa, która w 1/4 finału przegrała z Collins 6:2, 5:7, 1:6.

Tegoroczny turniej na kortach Melbourne Park nie jest jakoś specjalnie przełomowy, bo młodzież oraz mniej znani gracze odważnie atakują pozycje uznanych mistrzów już od kilku sezonów, odkąd premie za sam start w Wielkim Szlemie zaczęły przewyższać premie za zwycięstwa w turniejach niskiej rangi. Nasza utalentowana juniorka Iga Świątek za awans do II rundy zarobiła 75 tys. dolarów, czyli więcej niż zarobiła w sumie za wszystkie wygrane przez siebie turnieje klasy ITF.

Numery w rankingu nie grają

Mistrzowie trzymają się jednak mocno i nie oddają bez walki zdobytych pozycji. W ósemce ćwierćfinalistek z młodego pokolenia znalazły się tylko 21-letnia Japonka Naomi Osaka (WTA 4), triumfatorka ubiegłorocznego US Open oraz 22-letnia Australijka Ashleigh Barty (WTA 15). Pozostała szóstka to zaprawione w wieloletnich bojach weteranki światowych kortów – Czeszki Petra Kvitova (28 lat, WTA 6) i Karolina Pliskova (26, WTA 8), Ukrainka Elina Switolina (24, WTA 7), Rosjanka Anastazja Pawluczenkowa (27, WTA 44) i najbardziej utytułowana z nich 37-letnia Serena Williams (WTA 16). Zdobywczyni 23 wielkoszlemowych tytułów bardzo chce pobić rekord wszech czasów w liczbie tych trofeów. W pierwszych trzech rundach zmiatała młodsze rywalki z kortu jak odkurzacz, bez straty seta. Dopiero w 1/8 finału starsza z sióstr Williams natrafiła na silniejszy opór, ale to nic dziwnego, bo jej przeciwniczką była liderka rankingu Rumunka Simona Halep. Wygrała jednak 6:1, 4:6, 6:4.

Tsitsipas bije swojego idola

Wśród mężczyzn sensacją jest nieobecność w ćwierćfinale broniącego tytułu Rogera Federera. 37-letni Szwajcar przegrał z 20-letnim Grekiem Stefanosem Tsitsipasem 7:6(11), 6:7(3), 5:7, 6:7(5). Legendarny „Maestro” jeszcze nigdy w karierze nie miał tak słabych statystyk wykorzystywania breakpointów. Do tej pory najgorsze, gdy nie wygrał żadnego, miał w finale Igrzysk olimpijskich w Londynie z Andy’m Murray’em. „Nie wiem, jak mogłem przegrać drugiego seta, gdy wypracowałem sobie tyle szans. A rywal? Do niego należy przyszłość. Będzie na szczycie bardzo, bardzo długo” – komplementował swojego pogromcę Federer, któremu grozi teraz ostry zjazd w rankingu ATP, dlatego zapowiedział, że w tym sezonie nie zrezygnuje ze startów na kortach ziemnych, na czym niewątpliwie zyska wielkoszlemowy French Open w Paryżu.

Dla Tsitsipasa Federer jest idolem i wzorcem do naśladowania. Gra w stylu Szwajcara, nosi podobną przepaskę na włosach, ale jest o 17 lat młodszy i to jemu eksperci lepiej wróżą na przyszłość, a szwajcarskiemu mistrzowi przepowiadają rychłe zejście ze sceny. Przoduje w tym szczególnie znany z kontrowersyjnych opinii John McEnroe. Federer skomentował opinię Amerykanina w swoim stylu: „Uwielbiam Johna, ale słyszę te jego przepowiednie od dziesięciu lat”. Tsistsipas jest teraz flagowym przedstawicielem pokolenia młodych graczy. Zastąpił w tej roli Alexandra Zvereva, bo Niemiec zawodzi w turniejach Wielkiego Szlema. W tegorocznej edycji odpadł w 1/8 finału po porażce z Milosem Raonicem. Był tym tak sfrustrowany, że połamał rakietę. A Tsitsipas pokonał w 1/4 finału Bautistę i awansował do półfinału. W najlepszej ósemce męskiego turnieju oprócz niego, Bautisty i Raonica znaleźli się jeszcze Novak Djoković, Rafael Nadal, Lucas Pouille, Kei Nishikori i Frances Tiafoe.

 

Hurkacz nowej generacji

Hubert Hurkacz wystąpi w turnieju Next Gen ATP Finals, imprezie z udziałem ośmiu najlepszych w sezonie tenisistów do 21. roku życia. Polak zapewnił sobie udział dzięki zwycięstwu w Breście.

 

Nasz najlepszy obecnie tenisista jeszcze do niedawna nie mieścił się nawet na liście rezerwowej, ale po wygranej w Breście wyprzedził w rankingu „Race to Milan” Amerykanina Michaela Mmoha i Francuza Ugo Humberta. A ponieważ z występu w Mediolanie zrezygnowali Kanadyjczyk Denis Shapovalov i Niemiec Alexander Zverev, Polak dostał szansę debiutu w imprezie dla zawodników nowej generacji. Oprócz niego na kortach w Mediolanie pojawią się Grek Stefanos Tsitsipas, Australijczyk Alex de Minaur, Rosjanin Andriej Rublow, Hiszpan Jaume Munar oraz Amerykanie Frances Tiafoe i Taylor Fritz i reprezentant gospodarzy.

Dla naszego tenisisty udział w ATP Next Gen ATP Finals to kolejny milowy krok w karierze. W tym roku Hurkacz wygrał Challengery w Poznaniu i Breście, dotarł też do finału w Zhuhai, ale zadebiutował też w Wielkim Szlemie, a w Roland Garros i US Open wygrał nawet po jednym meczu. Te dobre występy dały awans do Top 100 rankingu ATP, w którym w ostatnim notowaniu został sklasyfikowany na najwyższym w karierze 79. miejscu, co gwarantuje mu udział w Australian Open 2019 bez konieczności gry w eliminacji.

Tegoroczny turniej Next Gen ATP Finals odbędzie się w dniach 6-10 listopada. W ubiegłym roku jego pierwszą edycję wygrał Koreańczyk Hyeon Chung. Zasady różnią się od innych turniejów pod szyldem ATP. Zawodnicy grają do trzech wygranych setów, ale w każdym secie rywalizują do czterech wygranych gemów. Po necie nie powtarza się serwisu, a przy wyniku 40:40 nie gra się na przewagi, tylko zwycięzcę wyłania pierwsza udana akcja.