Łomża Vive Kielce gra o wszystko

W miniony weekend rozpoczęły się rozgrywki w ekstraklasie piłkarzy ręcznych. Nowy sezon PGNiG Superligi zapowiada się jako najciekawsza rywalizacja od lat, głównie dlatego, że mistrza kraju oraz spadkowicza poznamy już po rundzie zasadniczej, bowiem z uwagi na napięty terminarz władze ligi zrezygnowały z rozgrywania fazy play off.

Rozegranie sezonu 2020/2021 w dotychczasowej formule wobec natłoku spotkań i utrudnień jakie powoduje pandemia koronawirusa władze naszej ekstraklasy piłkarzy ręcznych uznały za zbyt ryzykowne i zdecydowały, że rywalizacja zostanie skrócona do fazy zasadniczej, czyli 26 ligowych kolejek. A to oznacza, że radykalnie zmniejszy się liczba spotkań „o pietruszkę”. Nawet w rundzie rewanżowej, bo już pierwsza kolejka pokazała, że zmniejszyły się dysproporcje sił między zespołami z czołówki a resztą stawki. Najlepszym przykładem jest zaskakująca porażka wicemistrza kraju, Orlenu Wisły Płock, w wyjazdowym meczu z Sandrą Spa Pogoń Szczecin.
A przecież „Nafciarze” jeszcze kilka tygodni temu byli przekonaniu, że w końcu przełamią po dekadzie dominacji hegemonię zespołu z Kielc, który latem popadł w gigantyczne tarapaty finansowe. W mediach pojawiały się już nawet transferowe spekulacje, gdzie powędrują najlepsi gracze PGE Vive, gdy po kolei z nazwy kieleckiego klubu wypadały nazwy głównych sponsorów, w tym firmy Vive należącej do holenderskiego prezesa klubu Bertusa Servaasa. Ale on jakimś cudem wyprowadził klub z opresji i znalazł mu nowego i hojnego sponsora tytularnego, polski koncern browarniczy Van Pur, który za pośrednictwem kieleckich szczypiornistów postanowił promować należący do niego browar Łomża. Ale ponieważ nazwa klubu, Łomża Kielce, byłaby trochę zbyt zabawna, zostawiono rozpoznawalną już w europejskim szczypiorniaku markę Vive. I tak oto kielecki zespół już pod szyldem Łomża VIVE Kielce, ze stabilnym budżetem i nadal pod wodzą trenera Tałanta Dujszebajewa oraz kadrą złożoną z 20 zdrowych i gotowych do gry zawodników, przystąpił z entuzjazmem do walki o dziesiąty z rzędu mistrzowski tytułu, który zamierza okrasić zdobyciem krajowego pucharu. Ale celem nadrzędnym na ten sezon jest co najmniej awansem do finałowej stawki Ligi Mistrzów.
W okresie przygotowawczym do nowego sezonu gracze Łomży Vive Kielce rozegrali rekordową liczbę dziewięciu spotkań sparingowych. Miały im pomóc w przywyknięciu do rywalizacji po pięciomiesięcznej pauzie spowodowanej koronawirusem. Bilans kieleckiej ekipy siedem zwycięstw i dwie porażki. Na rozkładzie mieli takie mocne zespoły, jak Telekom Veszprem (32:29) czy SC DHfK Lipsk (również 32:29), ale porażki ponieśli w starciach z niżej notowanymi drużynami Tatabanya KC (27:28) oraz Fuechse Berlin (27:35).
Z końcem czerwca z Kielcami pożegnało się sześciu zawodników (Mateusz Jachlewski, Blaż Janc, Doruk Pehlivan, Mariusz Jurkiewicz, Julen Aguinagalde, Romaric Guillo), ale sześciu przybyło w ich miejsce (Sigvaldi Gudjonsson z Elverum Handball, Szymon Sićko z Górnika Zabrze, Haukur Thrastarson z Selfoss, Michał Olejniczak z SMS ZPRP Gdańsk, Nicolas Tournat z HBC Nantes, Sebastian Kaczor z SMS ZPRP Gdańsk oraz Cezary Surgiel), a ponadto do zespołu dołączył leczący przez cały poprzedni sezon kontuzję Tomasza Gębala. Teraz kadra mistrzów Polski liczy aż 20 zawodników.
Kapitan Łomży Vive, niemiecki bramkarz Andreas Wolff, tak ocenił potencjał zespołu: „W zeszłym roku atmosfera w zespole była dobra, ale mieliśmy wielu graczy którzy po sezonie odchodzili, co różnie wpływało na innych zawodników. Teraz bardziej skupiamy się na przyszłości, bo wiemy już, że być może przez kolejne kilka lat będziemy grać w bardzo podobnym składzie. Dlatego moim zdaniem będziemy przez mocniejsi, niż rok temu”.
Na swoje szczęście działacze Orlenu Wisły Płock nie czekali na upadek kieleckiego rywala, tylko poczynili solidne wzmocnienia. Z Telkom Veszprem ściągnęli jednego z najlepszych obrońców w Europie, Mirsada Terzicia, a wkrótce na boisko po kontuzji ma wrócić Davida Fernandez.
Czy w tym sezonie jakiś inny zespół może wtrącić się do trwającej od dekady „świętej wojny” miedzy zespołami z Kielc i Płocka? Może będą to Azoty Puławy pod wodzą trenera Larsa Walthera i naszpikowanej reprezentantami Polski, z Michałem Jureckim na czele, może Gwardia Opole, Górnik Zabrze lub wspomniana już ekipa Sandry Spa Pogoń, która na otwarcie rozgrywek pokonała u siebie „Nafciarzy”. Ale o mistrzostwo po staremu kielczanie bić się będą jednak raczej z płocczanami.

Wyniki 1. kolejki PGNiG Superligi:
Łomża Vive Kielce – Torus Wybrzeże Gdańsk 34:25; Grupa Azoty Tarnów – KS Azoty Puławy 20:33; Sandra Spa Pogoń Szczecin – Orlen Wisła Płock 26:24; KPR Gwardia Opole – Piotrkowianin Piotrków Trybunalski 33:29; Zagłębie Lubin – Energa MKS Kalisz 27:25; Górnik Zabrze – SPR Stal Mielec 27:25; MMTS Kwidzyn – Chrobry Głogów 27:28.

Puchar dla mistrzów

Rozegrany w minionym tygodniu w Mielcu Memoriał Weryńskiego to najsilniej obsadzony turniej piłkarzy ręcznych przed sezonem 2020/21. Wygrał go zespół mistrza Polski Łomża Vive Kielce.

To pierwsze trofeum wywalczone przez kielecki klub pod nazwą Łomża Vive Kielce. 17-krotni mistrzowie Polski w piłce ręcznej podpisali w miniony czwartek czteroletnią umowę sponsoringową z holdingiem piwowarskim Van Pur, największą niezależną polską firmą w tej branży, do której należy pięć browarów, w tym produkujący piwo pod marką Łomża. Ale ponieważ nazwa klubu Łomża Kielce brzmiałaby dość dziwacznie, w nazwie przywrócono człon Vive, chociaż firma należąca do holenderskiego prezesa kieleckiego klubu, Bertusa Servaasa, w czerwcu wycofała się czasowo ze sponsorowania zespołu. „Nawiązanie współpracy z najlepszym zespołem w historii polskiej piłki ręcznej to dla nas szczególny moment. Drużyna od lat dostarcza kibicom wiele powodów do dumy i osiąga wybitne rezultaty w Polsce i na świecie. Poprzez podpisanie umowy sponsorskiej chcemy wesprzeć ją w walce o kolejne wygrane i zapewnić możliwości dalszego, równie imponującego rozwoju. Ne mam wątpliwości, że nasza współpraca będzie pełna sukcesów” – powiedziała Jagoda Iwańczuk, prezes firmy Van Pur S.A.
Podczas uroczystego podpisywania umowy nie podano jaka kwotą firma Van Pur wesprze kieleckich szczypiornistów, ale mówi się, że będzie to jedna trzecia budżetu, czyli około 7 mln złotych rocznie. To wystarczające wsparcie żeby do ekipy mistrzów Polski wrócił spokój o przyszłość. A gdy zniknęły obawy, że z zespołu będą musieli odejść najlepsi gracze, w Memoriale Weryńskiego zespół pod wodza trenera Tałanta Dujszebajewa pokazał rywalom, że w nowym sezonie także zamierza dominować na polskich parkietach. W finale turnieju kielczanie pokonali Azoty Puławy 33:27.
Kolejne lokaty zajęły zespoły Tatrana Preszów, SPR Stali Mielec, Orlenu Wisły Płock, Piotrkowianina Piotrków Trybunalski, Zagłębie Lubin i I-ligowy Czuwaj Przemyśl.

Lijewski w Kielcach w podwójnej roli

Krzysztof Lijewski przedłużył o cztery lata kontrakt z zespołem PGE Kielce, aktualnym mistrzem Polski w piłce ręcznej mężczyzn. W najbliższym sezonie ten wybitny szczypiornista, wicemistrz świata z 2007 roku, będzie występował w podwójnej roli – zawodnika oraz asystenta trenera Tałanta Dujszebajewa, ale w następnych ma się już skupić wyłącznie na pracy szkoleniowej.

Zadowolenia z podpisania nowej umowy z 37-letnim Lijewskim nie krył prezes PGE Kielce Bertus Servaas. „Krzysztof to jeden z najbardziej doświadczonych zawodników naszej drużyny, co stanowi jego wielką wartość. Ma niesamowitą wiedzę o piłce ręcznej, a przez lata oddał naszemu klubowi całe swoje serce. To wspaniałe, jakim lojalnym jest człowiekiem i jestem szczęśliwy, że w najbliższym sezonie wciąż będzie wspierał kolegów na parkiecie, a jednocześnie uczył się trenerskiego fachu pod okiem Tałanta Dujszebajewa. Takie połączenie przyniesie wiele korzyści całemu zespołowi” – stwierdził holenderski sternik kieleckiego klubu. Lijewski jest wychowankiem Ostrovii Ostrów Wlkp, z którym to klubem podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt w 2000 roku. Po dwóch sezonach odszedł do Śląska Wrocław, skąd w 2005 roku na sześć sezonów przeszedł do czołowej wtedy niemieckiej drużyny HSV Hamburg, a następnie na jeden sezon do potentata Bundesligi Rhein-Neckar Loewen. Zawodnikiem kieleckiej drużyny jest od sezonu 2012/2013 i przez osiem lat wywalczył z nim ośmiokrotnie mistrzostwo Polski, zdobył siedem razy Puchar Polski, a w 2016 roku wygrał Ligę Mistrzów EHL.
W reprezentacji Polski Lijewski występował w latach 2003-2017, zaliczając w tym czasie 182 mecze, w których zdobył 435 bramek. Oprócz wspomnianego już tytułu wicemistrzowskiego wywalczonego z biało-czerwonymi na mistrzostwach świata w 2007 roku w Niemczech, dwukrotnie jeszcze zdobywał w narodowych barwach brązowe medale w światowym czempionacie – w 2009 roku w Chorwacji i 2015 roku w Katarze. Dwukrotnie reprezentował też Polskę na igrzyskach olimpijskich – w Pekinie (2008), gdzie nasi szczypiorniści zajęli piąte miejsce oraz osiem lat później w Rio de Janeiro, zajmując z biało-czerwonymi znakomitą czwartą lokatę. „Myślę, że chciałbym jeszcze częściowo być na parkiecie, walczyć i wygrywać z kolegami w aktywny sposób. Wiem natomiast, że czas leci nieubłaganie i prędzej czy później karierę sportową skończę. Mam nadzieję, że proces przechodzenia z kariery zawodniczej na ławkę trenerską przejdzie w moim przypadku płynnie” – powiedział Lijewski w wypowiedzi opublikowanej przez oficjalną stronę internetową PGE Kielce.
Mimo finansowych problemów, w jakie popadł kielecki klub z powodu wycofania się w wyniku pandemii głównego sponsora, należącej do Bertusa Servaasa firmy Vive, zespół nie rozpadł się, a nawet nie stracił kluczowych graczy stanowiących o jego sile w poprzednich sezonach. Mało tego, do kadry PGE Vive latem dołączyło sześciu nowych zawodników. Obok uznany graczy, jak 26-letni reprezentant Francji Nicolas Tournat, do zespołu trafili też młodzi i obiecujący polscy szczypiorniści. Najbardziej obiecujący z nich, Michał Olejniczak, na dopiero 19 lat i już dostaje powołania do reprezentacji Polski, a nieźle zapowiadają się też jego rówieśnicy – Szymon Kaczor i Islandczyk Haukur Thrastarson. Tylko trzy lata starszy od nich jest Szymon Sićko, a inny z pozyskanych tego lata Islandczyków, Sigvaldi Gudjonsson, ma tyle lat, co wspomniany wcześniej Nicolas Tournat. Dzięki tym zawodnikom średnia wieku kadry PGE Kielce obniżyła się do 25 lat.
Z szóstki nowych graczy na pierwszym treningu kieleckiego zespołu przed nowym sezonem stawiło się tylko pięciu, bo Haukur Thrastarson na razie zmaga się z kontuzją stopy. „Miałem pecha, bo złamałem nogę. Dwa tygodnie temu miałem już operację w Islandii i dopiero teraz zaczynam powoli chodzić bez żadnego bólu. Myślę, że za trzy może cztery tygodnie zacznę już chodzić i biegać” – zapewnia utalentowany nastolatek z Islandii. Jego starszy rodak, Sigvaldi Gudjonsson, po przybyciu do Kielc najbardziej cieszył się z ładnej pogody, ale też podkreślał, że cieszy go perspektywa zagrania w barwach PGE Kielce w Lidze Mistrzów EHF przeciwko dawnej drużynie, mistrzowi Islandii Elverum Handball. „Fajnie będzie zobaczyć dawnych kolegów i pokazać się kibicom w moim kraju, ale teraz dla mnie najważniejsza jest gra w PGE Kielce. Tu wszyscy są dla mnie bardzo mili, więc nie narzekam na przyjęcie w drużynie. Lubię zmiany i nowe wyzwania. Im większe, tym lepiej” – zapewnia Gudjonsson. Przed szczypiornistami PGE Kielce intensywne przygotowania. Do startu rozgrywek, który ma nastąpić na początku września, trener Dujszebajew zaplanował aż dziewięć sparingów. Pierwszy odbędzie się już 8 sierpnia, z Energą Kalisz.

Nafciarze dostali ciężkie lanie w Hali Legionów

W pierwszej ligowej „świętej wojnie”, jak w ekstraklasie piłkarzy ręcznych zwie się potyczki dwóch najsilniejszych polskich zespołów klubowych, we własnej hali sensacyjnie zwyciężyła ekipa Orlenu Wisły Płock. W miniony wtorek w Kielcach szczypiorniści PGE Vive wzięli srogi rewanż i rozbili „Nafciarzy” 29:20, dzięki czemu odzyskali utracone po porażce w Płocku pierwsze miejsce w tabeli Superligi.

Płocczanie w Hali Legionów zagrali bez Renato Sulicia, który został zawieszony za niesportowe zachowanie w meczu z Gwardią Opole, natomiast w zespole gospodarzy zabrakło Igora Karacicia, Krzysztofa Lijewskiego, Angela Fernandeza i Doruka Pehlivana. W wyjściowym składzie znalazł się za to Alex Dujshebaev, którego występ stał pod znakiem zapytania ze względu na kontuzję palca.
Kilka miesięcy temu Orlen Wisła przerwała trwającą 3,5 roku serię porażek z PGE Vive i w końcu zdołała pokonać najgroźniejszego konkurenta w walce o mistrzowski tytuł. Po tym spotkaniu oba zespoły zgodnie wygrywały swoje kolejne mecze w Superlidze, przez co „Nafciarze” przez ten czas twardo trzymali pozycję lidera tabeli. W końcu jednak przyszedł czas na weryfikację mocarstwowych ambicji płockiego zespołu w mateczniku PGE Vive, czyli kieleckiej Hali Legionów. A że poniesiona w jesiennej rundzie porażka mocno rozsierdziła ekipę trenera Tałanta Dujszebajewa, to mimo braku kilku podstawowych graczy w rewanżu dosłownie zmietli rywali z parkietu.
„Jesteśmy zadowoleni w wygranej, ale nie chciałbym w szatni euforii, bo to tylko jeden mecz. Tak jak przegrane spotkanie w Płocku. Chcę, żeby teraz wszyscy twardo stąpali po ziemi, bo przed nami kolejne wyzwania” – podsumował występ swojej drużyny trener Dujszebajew. Mobilizacja jest wskazana, bo już w piątek 8 lutego PGE Vive czeka wyjazdowy mecz w Lidze Mistrzów z Montpellier.
Istnieje szansa, że do składu dołączy przynajmniej jeden rekonwalescent. Wiadomo, że Igor Karacić musi jeszcze pauzować, ale Angel Fernandez i Krzysztof Lijewski powinni być już gotowi do gry.

Awans szczypiornistów w bardzo kiepskim stylu

Reprezentacja Polski piłkarzy ręcznych po straszliwych męczarniach zdołała wywalczyć awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Ale sukcesu w nich nie odniesie.

Po tym co nasi szczypiorniści pokazali w eliminacjach do mistrzostw Europy, które w przyszłym roku odbędą się w Austrii, Norwegii i Szwecji, fani tego sportu w Polsce nie mają co liczyć na ich sukcesy. Miarą upadku reprezentacji Polski jest wrzucenie jej przed losowaniem grup do czwartego koszyka, w którym znalazły się najsłabsze europejskie drużyny. Degrengolada trwa od kilku lat i zaczęła się jeszcze za selekcjonerskiej kadencji Tałanta Dujszebajewa, a jego następca, Piotr Przybecki, zamiast powstrzymać zjazd po równi pochyłej, tylko go przyspieszył. Na jesieni ubiegłego roku biało-czerwoni pod jego wodzą skompromitowali się przegrywając na wyjeździe z na poły amatorską ekipą Izraela, za co Przybecki zapłacił utratą posady.

Jego miejsce w lutym 2019 roku zajął Patryk Rombel, ale nowy selekcjoner miał mało czasu, żeby cokolwiek poprawić w grze zespołu. Nikt nawet nie miał do niego pretensji za dwie porażki z najmocniejszą w naszej grupie eliminacyjnej reprezentacją Niemiec, ale oczekiwano, że nasi szczypiorniści pewnie pokonają na wyjeździe amatorski zespół Kosowa oraz u siebie wygrają w rewanżu z Izraelem. Dwa zwycięstwa zapewniały awans do mistrzostw Europy. Niestety, w Kosowie biało-czerwoni z trudem wywalczyli remis, a w spotkaniu z Izraelem długo przegrywali i dopiero w końcówce spotkania zdołali przechylić szalę na swoją korzyść (26:23).

Przyszłoroczne mistrzostwa Europy po raz pierwszy zostaną rozegrane z udziałem 24 zespołów. Dzięki temu do imprezy zakwalifikowały się ekipy z europejskiej drugiej ligi, jak Portugalia, Łotwa czy Holandia. Podziału na koszyki dokonano jednak wedle niejasnych kryteriów, które niezbyt starannie odzwierciedlają aktualny układ sił w tej dyscyplinie sportu na naszym kontynencie. Dla polskiego zespołu nie ma to większego znaczenia, bo został umieszczony w ostatnim, czwartym koszyku i w losowaniu, które odbędzie się 28 czerwca, trafi do jednej z sześciu grup jako najsłabszy w stawce.

Podział na koszyki:
Koszyk 1: Hiszpania, Szwecja, Francja, Dania, Chorwacja, Czechy;
Koszyk 2: Norwegia, Słowenia, Niemcy, Macedonia Północna, Węgry, Białoruś;
Koszyk 3: Austria, Islandia, Czarnogóra, Portugalia, Szwajcaria, Łotwa;
Koszyk 4: Polska, Rosja, Serbia, Ukraina, Bośnia i Hercegowina, Holandia

 

PGE Vive zagra z milionerami z Paryża

Szczypiorniści PGE Vive Kielce w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów pokonali we własnej hali ukraiński Motor Zaporoże 34:29 i awansowali do kolejnej fazy rozgrywek. Pierwsze spotkanie zakończyło się remisem 33:33. Polski zespół w ćwierćfinale zagra z opływającym w katarskie petrodolary Paris Saint-Germain HB.

Do rozegranego w miniona sobotę meczu w kieleckiej Hali Legionów oba zespoły przystąpiły osłabione. Mistrzowie Polski zagrali bez Michała Jureckiego, Krzysztofa Lijewskiego i Daniela Dujshebaeva, zaś w zespole mistrza Ukrainy zabrakło Jewgienija Butienki oraz Pawła Paczkowskiego, który zerwał więzadło w kolanie i prawdopodobnie w tym sezonie już nie pojawi się na boisku. Kielczanie rozpoczęli to spotkanie od dwóch bramek Władysława Kulesza. W ósmej minucie bramkarza Motoru Gienadija Komoka pokonał Luka Cindric i prowadzenie polskiej drużyny wzrosło do trzech trafień (5:2).

Po kwadransie gry przewaga gospodarzy wciąż utrzymywała się na poziomie trzech-czterech bramek. Ukraiński zespół raz jeszcze poderwał się do walki i o dwóch bramkach Litwina Aidenasa Malasinskasa przewaga PGE Vive stopniała i w 20. minucie było 11:9, a 26. minucie skurczyła się nawet do jednego trafienia. Ale wtedy podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa znów zwarli szyki i zaczęli punktować, ponownie odskakując rywalom na trzy bramki (15:12), a na przerwę schodzili przy prowadzeniu 17:12. Dla czterech tysięcy kibiców obecnych w Hali Legionów kwestia awansu ich ulubieńców do najlepszej ósemki Ligi Mistrzów była już w tym momencie przesądzona.

Po zmianie stron goście zaskoczyli graczy PGE Vive okresem znakomitej gry i w 36. minucie przegrywali już tylko 17:19, ale kielczanie opanowali sytuację i odskoczyli rywalom na sześć goli. Trener Motoru Nikołaj Stepanets wziął czas i jego rady na jakiś czas pomogły ukraińskiemu zespołowi, bo zniwelował stratę do czterech trafień. Ale wtedy do boksu poprosił swoich graczy Dujszebajew i wszystko wróciło do normy. Goście niemal przez całe spotkanie grali siódemką zawodników w polu, wycofując bramkarza, ale nie przyniosło to im powodzenia, zaś w 55. minucie po takim taktycznym manewrze stracili gola, gdy do pustej ukraińskiej bramki trafił z dystansu syn trenera PGE Vive Alex Dujshebaev. Kielczanie prowadzili po jego rzucie już 31:26 i kibice w Hali Legionów rozpoczęli świętowanie awansu do ćwierćfinału. Ostatecznie mistrzowie Polski wygrali mecz 34:29. Bramki dla gospodarzy zdobywali: Cupara 1 – A. Dujshebaev 6, Kulesz 6, Janc 4, Karalok 4, Moryto 3, Cindrić 3, Fernandez 2, Jurkiewicz 2, Aginagalde 1, Mamić 1 i Jachlewski 1.

W 1/4 finału graczy PGE Vive czeka prestiżowe starcie z potentatem, najbogatszym klubem w piłce ręcznej Paris Saint-Germain HB. Do pierwszego spotkania z mistrzami Francji dojdzie między 24 a 28 kwietnia w Kielcach. Rewanż rozegrany zostanie tydzień później w Paryżu. Stawką rywalizacji jest awans do Final Four Ligi Mistrzów w Kolonii.

 

Bolesna porażka PGE Vive

Szczypiorniści PGE VIVE Kielce przegrali we własnej hali z francuskim Montpellier HB 27:28 (11:14) w meczu 12. kolejki Ligi Mistrzów. Była to piąta porażka kieleckiego zespołu w tych rozgrywkach.

Po porażkach macedońskiego Vardaru Skopje (z węgierskim Veszprem) i niemieckiego Rhein-Neckar Loewen (z białoruskim Mieszkowem Brześć) przed kielczanami otworzyła się szansa na zajęcie drugiego miejsca w grupie. Szczypiorniście PGE VIVE zmarnowali jednak tę okazję przegrywając na własnym boisku z Montpellier i pozostali na czwartej pozycji w tabeli. Pewnym usprawiedliwieniem dla nich jest fakt, że do sobotniego starcia z broniącym tytułu francuskim zespołem kielczanie mogli wystawić zespół zdziesiątkowany kontuzjami (m.in. Alex Dujshebaev, Daniel Dujshebaev i Luka Cindric), zaś ekipa Montpellier przyjechała do Kielc w najsilniejszym składzie. Oba zespoły od początku do końca grały twardo w obronie, a wynik oscylował najczęściej wokół remisu. Dopiero w 23. minucie goście wyszli na dwubramkowe prowadzenie (11:9), a na przerwę schodzili przy wyniku 14:11.

Po zmianie stron francuska drużyna nadal dominowała. W 34. minucie jej przewaga urosła do pięciu trafień (17:12), ale w 55. minucie Julen Aginagalde doprowadził do remisu. Na siedem sekund przed końcowym gwizdkiem przy wyniku 27:28 o czas poprosił trener Tałant Dujszebajew. Po wznowieniu gry jego zawodnicy stracili jednak piłkę i nie zdołali doprowadzić do remisu.

W grupie A prowadzi FC Barcelona Lassa (18 pkt), przed Telekom Veszprem (16), Vardarem Skopje (15), PGE VIVE Kielce (14), Rhein-Neckar Loewen (12), Montpellier HB (7), Mieszkowem (8) i IFK Kristianstad (5).

 

Nafciarze znów gorsi w świętej wojnie

W meczu na szczycie ekstraklasy piłkarzy ręcznych Orlen Wisła Płock przegrała u siebie 24:31 z PGE Vive Kielce. Kolejna odsłona „świętej wojny” pokazała, że „Nafciarze” w tym sezonie raczej nie będą dla kielczan równorzędnym przeciwnikiem.

 

Od ponad dekady potyczki Orlenu Wisły z PGE Vive ekscytują kibiców piłki ręcznej w Polsce i zdążyły przez ten czas zyskać pewien rozgłos także za granicą. Dla polskiej ligi fakt, że ma w swoim składzie dwa zespoły regularnie występujące w Lidze Mistrzów EHF, to świetna reklama i powód do dumy. Przed rozpoczęciem obecnego sezonu kielecki klub popadł w finansowe tarapaty i tu i ówdzie pojawiły się głosy, że być może będzie to początek jego bezdyskusyjnej dominacji i że pierwsi mogą na tym skorzystać właśnie „Nafciarze”.

Początek rozgrywek zdawał się potwierdzać te spekulacje. W trzech pierwszych meczach Ligi Mistrzów płocczanie byli niepokonani, dobrze też sobie radzili w krajowej Superlidze. Kryzys przyszedł niespodziewanie, ale fani Orlenu Wisły przed pierwszą w tym sezonie „świętą wojną” z PGE Vive byli dobrej myśli i liczyli, że ich ulubieńcy mimo wszystko wygrają, piekąc za jednym zamachem na jednym ogniu dwie pieczenie – przełamią obecną złą passę i przerwą serię zwycięstw odwiecznego rywala. Ich nadzieje okazały się jednak płonne.

Zespół prowadzony przez Tałanta Dujszebajewa już do przerwy prowadził w Orlen Arenie z przewagą ośmiu bramek(18:10). W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Kielczanie w pewnym momencie mieli nawet dwanaście trafień przewagi, ale w końcówce meczu trochę się pogubili, coś tam gospodarzom pomogli sędziowie sypiąc bez umiaru karami dla zawodników gości, także w efekcie spotkanie zakończyło się wygraną mistrzów Polski 31:24. Dla kielczan było to trzynaste z rzędu zwycięstwo nad ekipa Orlenu Wisły.

Najwięcej trafień dla mistrzów Polski (dziewięć) uzyskał świetnie grający przez cały mecz skrzydłowy Arkadiusz Moryto, pięć bramek zdobył Mateusz Jachlewski, a po trzy Luka Cindrić, Angel Perez Fernandez i Daniel Dujshebaev. W zespole „Nafciarzy” najskuteczniejszy był Michał Daszek, który zdobył siedem bramek, pięć dorzucił Przemysław Krajewski, a trzy Renato Sulić.
W pozostałych środowych meczach Superligi Azoty Puławy pokonały Arkę Gdynia 35:22 (15:9), Chrobry Głogów zwyciężył Wybrzeże Gdańsk 26:21 (14:11), MMTS Kwidzyn wygrał z Pogonią Szczecin 27:22 (14:13), MKS Kalisz przegrał po rzutach karnych z Górnikiem Zabrze 28:30 (26:26 po 60 minutach), zaś Stal Mielec uległa Gwardii Opole 28:39 (14:17).

Na czele tabeli z kompletem 24 punktów jest oczywiście niepokonana w naszej krajowej lidze PGE Vive, druga lokatę zajmują Azoty (21 pkt), trzeci jest Górnik (20 pkt), a dopiero czwarte miejsce zajmuje Orlen Wisła (18 pkt). W piątek, na zakończenie ósmej kolejki, Zagłębie Lubin podejmie Piotrkowianina.

 

Sukces PGE Vive w Lidze Mistrzów

Szczypiorniści PGE Vive Kielce w 5. kolejce Ligi Mistrzów EHF pokonali u siebie Vardar Skopje 31:27 i dogonili mistrza Macedonii w tabeli grupy A. Gorzej wiedzie się Orlenowi Wiśle Płock. „Nafciarze” przegrali z Dinamem Bukareszt 21:24 i wypadli z czołówki grupy D.

 

Takie mecze jak PGE Vive z Vardarem są ozdobą rozgrywek Ligi Mistrzów, bo wyrównany poziom zespołów gwarantuje znakomite i emocjonujące widowiska. W starciu mistrzów Polski i Macedonii tym razem dominowały jednak brutalne faule, niesportowe gesty ze strony graczy obu zespołów, prowokacyjne zachowania, kłótnie na parkiecie i przy stoliku sędziowskim. Walka toczyła się więc na noże i nikt w niej nie chciał odpuścić.

Podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa uzyskali jednak przewagę i do przerwy momentami prowadzi nawet z przewagą czterech trafień, ale na krótki odpoczynek schodzili tylko z jednobramkowym prowadzeniem (16:15). Po zmianie stron atmosfera na boisku zrobiła się jeszcze bardziej gorąca, do czego swoje trzy grosze dorzucili sędziowie, wykluczając z gry Alexa Dujshebaeva, chociaż to rywale powstrzymali nieprzepisowo jego atak. Kielczanie zareagowali błyskawicznie i odskoczyli macedońskiej ekipie na pięć bramek. Vardar próbował jeszcze odrobić stratę, ale kielczanie kontrowali bezbłędnie i ostatecznie zwyciężyli wynikiem 31:27. Dzięki tej wygranej w tabeli grupy A zrównali się punktami z mistrzem Macedonii oraz zespołem FC Barcelona Lassa.

Natomiast drugi z naszych zespołów w Lidze Mistrzów, Orlen Wisła Płock, przegrał z Dinamem Bukareszt 21:24 (10:13). „Nafciarze” przez tę porażkę wypadli w grupie D na trzecie miejsce nie dające awansu do kolejnej fazy rozgrywek, ale do prowadzącego zespołu Dinama traci dwa punkty, a do drugiego w tabeli hiszpańskiego Abanca Ademar Leon jeden, więc wciąż ma jeszcze szanse nawet na wygranie rywalizacji w grupie. Wcześniej, bo już w środę 17 października, czeka płocczan starcie z PGE Vive w krajowej ekstraklasie. Wynik tej kolejnej „świętej wojny” da odpowiedź, w jakim miejscu znajdują się oba zespoły.
Oba polskie kluby od lat ze sobą zaciekle rywalizują o pryma w Polsce, ale w tym sezonie na forum międzynarodowym są zmuszone do ścisłej współpracy.

Chodzi o sankcje EHF za odmowę eksponowania przez PGE Vive i Orlen Wisłę podczas meczów w Lidze Mistrzów loga sponsora rozgrywek konsorcjum Nord Stream 2. Właśnie europejska federacja po raz trzeci ukarała je za to grzywnami finansowymi, a jak wieść niesie, kolejna odmowa może skutkować wykluczeniem obu polskich zespołów z rozgrywek. We wtorek w Wiedniu odbyło się w tej sprawie spotkanie, lecz nieprzejednane stanowisko obu stron nie rokowało na satysfakcjonujące dla wszystkich zainteresowanych rozwiązanie.

Zmianę nastawienia EHF widać choćby w pominięcie gracza PGE Vive w „siódemce kolejki”. Wcześniej zawsze któryś z kielczan trafiał na listę wyróżnionych, a tym razem nikt się nie znalazł mimo wygranej z Vardarem Skopje.

 

Kłopoty kadrowe PGE Vive

Broniąca mistrzowskiego tytułu ekipa PGE Vive Kielce ma kłopoty kadrowe i z tego powodu klub zgłosił do rozgrywek ekstraklasy i Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych drugiego trenera Urosa Zormana.

 

W inauguracyjnym meczu nowego sezonu ekstraklasy szczypiornistów kielczanie wystawili do gry zaledwie jedenastoosobowa kadrę. Mistrzowie Polski w spotkaniu z Gwardią Opole musieli zagrać bez środkowego rozgrywającego, bowiem Mariusz Jurkiewicz dopiero w miniony piątek przeszedł trzecią już operację kontuzjowanego palca lewej dłoni i wciąż nie wiadomo, kiedy będzie mógł wznowić treningi i dołączyć do zespołu. Problemy zdrowotne ma też Luka Cindrić. Trener PGE Vive Tałant Dujszebajew wyjawił, że Chorwat ma naderwany mięsień i w tej chwili nie można jeszcze stwierdzić, kiedy wróci do gry. Nie wiadomo zatem czy wystąpi w pierwszych dwóch meczach Ligi Mistrzów z Telekomem Veszprem i Rhein-Neckar Loewen.

Wobec trudnej sytuacji kadrowej szefowie kieleckiego klubu zgłosili do rozgrywek drugiego trenera Urosa Zormana, który zakończył już karierę sportową. Dujszebajew otwarcie przyznał, że był przeciwnikiem tego pomysłu, ale jak mus to mus. W ligowym meczu z Górnikiem Zabrze nie wystąpi kontuzjowany Michał Jurecki. Jego uraz nie jest groźny, ale w pełni sił będzie dopiero w przyszłym tygodniu. Rehabilitację po operacji kontuzjowanej nogi przechodzi Białorusin Władysław Kulesz i jeśli nic złego się nie wydarzy powinie wrócić za trzy miesiące. Z kolei obrotowy Bartłomiej Bis wciąż jeszcze nie odzyskał pełnej sprawności po zerwaniu więzadeł krzyżowych w kolanie, co przytrafiło mu się jeszcze w poprzednim sezonie. Mimo tych kłopotów kielczanie wygrali w Opolu 36:26 i w piątkowym starciu z Górnikiem także są zdecydowanymi faworytami.