Wybory Paula Sousy

Portugalski trener piłkarskiej reprezentacji Polski Paulo Sousa odkrył karty ogłaszając skład kadry na marcowe mecze eliminacyjne do MŚ 2022. Powołania otrzymało 27 piłkarzy, a wśród nich czterech graczy z ekstraklasy: 20-letni Kamil Piątkowski z Rakowa, 21-letni Bartosz Slisz z Legii oraz dwaj zawodnicy Pogoni: 23-letni Sebastian Kowalczyk i 17-letni Kacper Kozłowski.

I właśnie powołanie przez Sousę nastolatka z Pogoni wzbudziło w Polsce najwięcej kontrowersji. Kozłowski gra na pozycji ofensywnego pomocnika, nie bez powodu uważany jest za wielki talent i nadzieję polskiego futbolu, rzecz jednak w tym, że jego dotychczasowe doświadczenia i dokonania w dorosłym futbolu są praktycznie żadne – w obecnym sezonie ekstraklasy zagrał w 12 meczach i zanotował tylko jedną asystę. Branżowy serwis internetowy transfermarkt.de wycenia jego aktualną wartość na 1,5 mln euro, ale amerykański „World Soccer” umieścił go na liście 100 najbardziej przyszłościowych młodych piłkarzy na świecie, a skauci kilku markowych klubów już mają go na celowniku i rekomendują swoim pracodawcom. Niewykluczone, że Paulo Sousa dostrzegł w tym chłopaku znacznie większy piłkarski potencjał niż w Bartoszu Kapustce, bo legioniście powołania nie wysłał. Ale nie wszyscy się z nim zgadzają i na tym tle zapewne przez polski futbol przetoczy się jeszcze wiele burz. Ale 17-letni Kacper Kozłowski już wkroczył do wielkiego futbolu i oby nie była to fanaberia, bo póki co jedynym jego osiągnięciem jest de facto to, że znalazł się w kadrze reprezentacji Polski, w której Paulo Sousa nie znalazł miejsca dla Bartłomieja Drągowskiego (Fiorentina, Włochy), Tomasza Kędziory (Dynamo Kijów), Tymoteusza Puchacza (Lech Poznań), Sebastiana Walukiewicza (Cagliari Calcio, Włochy), Bartosza Kapustki (Legia Warszawa), Michała Karbownika (Brighton&Hove Albion, Anglia), Karola Linettego (AC Torino) i Dawida Kownackiego (Fortuna Duesseldorf, Niemcy). Czy była to słuszna decyzja, będziemy mogli ocenić dopiero po marcowych meczach z Węgrami, Andorą i Anglią.
Na razie możemy jedynie stwierdzić, że Paulo Sousa przy ustalaniu kadry kieruje się tylko sobie wiadomymi kryteriami. Zaskoczył na przykład powołaniem Kamila Grosickiego, chociaż ten piłkarz od połowy stycznia tego roku znajduje się poza składem West Bromwich Albion. Trenerowi tego zespołu jest tak dalece niepotrzebny, że pozwolił mu pojechać do Polski na tydzień przed zgrupowaniem reprezentacji. „Grosik” od poniedziałku trenuje więc w Warszawie pod okiem asystentów Sousy, którzy dzięki temu mają jakieś konkretne zajęcie.
Selekcjoner biało-czerwonych jednak trochę pokrętnie uzasadniał powołanie Grosickiego: „To sygnał nie tylko dla niego, a dla wszystkich zawodników, którzy są na naszej liście. Wiem, że nie gra w klubie, ale znam jego charakterystykę i ambicję. Chciałbym, żeby Kamil miał z nami szczerą relację. Zależy mi na bezpośredniości. Pod uwagę biorę przede wszystkim dobro kadry narodowej. Myślimy, co piłkarze mogą do niej wnieść. Grosicki to zawodnik oddany reprezentacji, tworzy sytuacje na boisku i je wykorzystuje. Rozmawiałem z nim szczerze i powiedziałem mu, jak wygląda sytuacja. On jest częścią tej grupy i jestem przekonany, że nam pomoże” – tłumaczył Sousa. Równie niejednoznacznie uzasadniał też brak powołania dla Tomasza Kędziory, co było chyba największym zaskoczeniem, bo obrońca Dynama Kijów za kadencji Jerzego Brzęczka był podstawowym graczem na prawej obronie (zagrał w 18 z 23 meczów), stając się na tej pozycji sukcesorem Łukasza Piszczka. Kędziora należy do filarów defensywy Dynama Kijów – w tym sezonie zagrał w 31 meczach, zdobył jedną bramkę i zaliczył cztery asysty. W Lidze Mistrzów zagrał we wszystkich spotkaniach „od deski do deski”. Nic dziwnego, że w pominięcie go w 27-osobowej kadrze kibice doszukują się jakiegoś drugiego dna, co nie dziwi, bo Kędziora w ukraińskim zespole gra też jako wahadłowy w ustawieniu z trójką obrońców, a w taki wariant taktyczny najprawdopodobniej będzie preferował Sousa. Tak przy okazji – próbował go wdrożyć przed mundialem w Rosji Adam Nawałka, ale wywołał tylko chaos w zespole. Dlatego zamiary Sousy mogą niepokoić, bo przecież nasi piłkarze nie będą mieli nawet czasu na porządne przećwiczenie tej taktyki. Cała nadziej w tym, że Portugalczyk i jego współpracownicy są fachowcami takiej klasy, że zdołają poukładać „te klocki” wyłącznie za pomocą zdalnych rozmów z piłkarzami.
Na razie nie ma powodów do obaw, że mogą mieć z tym jakieś problemy. Dowodzi tego choćby obecność w kadrze Łukasza Fabiańskiego, chociaż bramkarz West Hamu United już wie, że w reprezentacji numerem 1 będzie jego odwieczny konkurent Wojciech Szczęsny. „Rozmawiałem o tym z Fabiańskim. Powiedziałem, jaki jest mój punkt widzenia. Zależy mi na wprowadzeniu stabilizacji na pozycji bramkarza. Postawimy na Szczęsnego, chociaż także Fabiański rozgrywa fantastyczny sezon. Możemy się tylko cieszyć, że mamy w kadrze bramkarzy na tak wysokim poziomie, bo Łukasz Skorupski to także świetny zawodnik” – stwierdził Sousa.
Ta decyzja nie kończy rywalizacji 35-letniego Fabiańskiego z 30-letnim Szczęsnym, trwającej już od ponad dekady. Zaczęła się w Arsenalu Londyn, a potem przeniosła do drużyny narodowej. W turniejach Euro 2012, Euro 16 i mundialu w Rosji Szczęsny też miał być numerem 1, ale za każym razem co mu w tym stawało na przeszkodzie. Może dlatego Jerzy Brzęczek przez 2,5 roku nie potrafił podjąć decyzji, który z nich ma być w kadrze numerem 1. Sousa najwyraźniej nie miał z tym problemu, a Fabiański zgodził się na rolę dublera pewnie tylko dlatego, że chce reprezentacyjną karierę zakończyć udziałem w mistrzostwach Europy. A życie pokaże, kto na tej imprezie będzie strzegł polskiej bramki.
Na koniec warto zauważyć, że Paulo Sousa powołał siedmiu debiutantów (Michał Helik, Kamil Piątkowski, Rafał Augustyniak, Sebastian Kowalczyk, Kacper Kozłowski, Bartosz Slisz i Karol Świderski), a Paweł Dawidowicz wrócił do kadry po pięcioletniej przerwie. Reszta grupy to gracze mniej lub bardziej, ale już zadomowieni w reprezentacji. Co z tej ekipy potrafi wycisnąć portugalski szkoleniowiec, na razie nie wiemy. Mądrzejsi w tej kwestii będziemy dopiero po meczach z Węgrami (25 marca), Andorą (28 marca) i Anglią (31 marca). „Mam już pomysł na ustawienie składu wyjściowego. Musimy jednak w swoich planach uwzględniać sytuacją epidemiczną na Wyspach i restrykcje w Niemczech i Francji, przez które Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek mogą nie wystąpić na Wembley” – przyznał podczas poniedziałkowej konferencji Paulo Sousa. Oby to był jedyny jego kłopot.

Kadra Polski wg Paulo Sousy
Bramkarze: Łukasz Fabiański (West Ham United FC, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna FC 1909, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus FC, Włochy);
Obrońcy: Kamil Glik (Benevento Calcio, Włochy), Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Arkadiusz Reca (Crotone, Włochy), Paweł Dawidowicz (Hellas Verona, Włochy), Michał Helik (Barnsley, Anglia), Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa);
Pomocnicy: Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion, Anglia), Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Jakub Moder (Brighton&Hove Albion, Anglia), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Przemysław Płacheta (Norwich City, Anglia), Rafał Augustyniak (Ural Jekaterynburg, Rosja), Bartosz Slisz (Legia Warszawa), Sebastian Kowalczyk (Pogoń Szczecin), Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin);
Napastnicy: Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (Olympique Marsylia, Francja), Krzysztof Piątek (Hertha Berlin, Niemcy), Karol Świderski (PAOK Saloniki, Grecja).

Liga Europy UEFA: Teraz powalczą o awans do ćwierćfinału

W miniony piątek odbyło się losowanie par 1/8 finału Ligi Europy. W gronie 16 zespołów najsilniejszą reprezentację ma Anglia (trzy drużyny), po dwie ekipy mają Włochy, Hiszpania i Ukraina, a po jednej Szwajcaria, Holandia, Grecja, Szwecja, Czechy, Szkocja i Chorwacja.

Najliczniej w tej fazie rywalizacji w Lidze Europy jest reprezentowana angielska Premier League, która ma trzy zespoły – Arsenal, Manchester United i Tottenham. Zaskakuje natomiast brak zespołu z Bundesligi. W poprzedniej rundzie Hoffenheim odpadło z Molde, a Bayer Leverkusen z Young Boys Berno. Pierwsze mecze 1/8 finału odbędą się 11 marca. Rewanże zaplanowano tydzień później. W tym roku finał Ligi Europy odbędzie się w Gdańsku.
Hitem tej rundy zmagań będzie bez wątpienia starcie dwóch odradzających się dawnych europejskich potęg, Manchesteru United z AC Milan. „Czerwone Diabły” w okresie gorszej prosperity sportowej w 2017 roku wygrali Ligę Europy i w tym sezonie mają zamiar powtórzyć ten wyczyn, chociaż w Premier League idzie im nieźle. Mistrzostwa Anglii już raczej nie zdobędą, bo lokalny rywal, Manchester City, ma zbyt dużą przewagę w tabeli, ale wicemistrzowski tytuł jak najbardziej, a już na pewno miejsce gwarantujące start w nowej edycji Champions League. Podobnie rzecz się ma z zespołem AC Milan, który toczy wyrównaną walkę o mistrzostwo Włoch z lokalnym rywalem Interem i broniącym tytułu Juventusem Turyn.
W Dynamie Kijów gra Tomasz Kędziora, jedyny polski piłkarz, który jeszcze uczestniczy w obecnej edycji Ligi Europy. Ukraiński zespół trafił na znakomicie w tym sezonie spisujący się hiszpański Villareal CF, szósty aktualnie zespół w Primera Division, ale nie jest bez szans na wywalczenie awansu do 1/4 finału.
Z kolei drużyna Glasgow Rangers, z którą w fazie grupowej rywalizował Lech Poznań, zmierzy się ze Slavią Praga, która w 1/16 finału sensacyjnie wyeliminowała Leicester City.

Zestaw par 1/8 finału Ligi Europy:
Ajax Amsterdam – Young Boys Berno
Dynamo Kijów – Villareal
AS Roma – Szachtar Donieck
Olympiakos Pireus – Arsenal Londyn
Dinamo Zagrzeb – Tottenham Hotspur
Manchester United – AC Milan
Slavia Praga – Glasgow Rangers
Grenada CF – Molde FK.

48 godzin sport

Nie dogoniła Margaret Court
Serena Williams (na zdjęciu) wycofała się z French Open z powodu kontuzji ścięgna Achillesa – poinformowali organizatorzy turnieju. W II rundzie Amerykanka miała zmierzyć się z Bułgarką Cwetaną Pironkową (157. WTA). 39-letnia Williams była rozstawiona w paryskim turnieju z numerem 6. W I rundzie pokonała rodaczką Kristie Ahn 7:6(2), 6:0, ale już po tym pojedynku narzekała na uraz i ostatecznie po naradzie z trenerem postanowiła się wycofać z dalszej rywalizacji. Tym samym Serena Williams nie zdobędzie w tym roku swojego 24. wielkoszlemowego tytułu i nie wyrówna rekordu wszech czasów należącego do Australijki Margaret Court. Po raz ostatni młodsza z sióstr Williams triumfowała w Wielkim Szlemie w styczniu 2017 roku, wygrywając Australian Open. Na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu triumfowała trzykrotnie, po raz ostatni w 2015 roku.

Kędziora doczekał w Dynamie Kijów awansu do Ligi Mistrzów
Dynamo Kijów z reprezentantem Polski Tomaszem Kędziorą w składzie wywalczyło awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Ukraiński zespół w decydującej fazie eliminacji pokonał w dwumeczu belgijski Gent. W pierwszym spotkaniu Dynamo zwyciężyło 2:1, a w rewanżu rozgromiło rywali 3:0. Prawo gry w LM wywalczył także węgierski Ferencvaros oraz grecki Olympiakos Pireus.

Liga Europy EHF bez szczypiornistów z Puław
Piłkarze ręczni Azotów Puławy przegrali w Szwecji rewanżowy mecz 2. rundy kwalifikacyjnej Ligi Europejskiej z IFK Kristianstad 22:24 (8:12) i odpadli z dalszej rywalizacji. Do fazy grupowej awansowali rywale, który w pierwszym spotkaniu wygrali w Puławach 25:24. Bez konieczności udziału w kwalifikacjach, w fazie grupowej Ligi Europejskiej występować będzie wicemistrz Polski Orlen Wisła Płock.

Nieoczekiwana porażka naszych żużlowców z Rosjanami
Reprezentacja Rosji pokonała Polskę 52:38 w towarzyskim meczu rozegranym na torze w Bydgoszczy. W polskim zespole startowali: Bartosz Zmarzlik (zdobył 14 pkt), Szymon Woźniak (7), Patryk Dudek (6), Janusz Kołodziej (4), Dominik Kubera (4), Jarosław Hampel (3), a w rosyjskim: Emil Sajfutdinow (12), Artiom Łaguta (10), Wiktor Kułakow (10), Wadim Tarasienko (9), Grigorij Łaguta (8), Andriej Kudriaszow (3). Przed spotkaniem odbyła się uroczystość wprowadzenia do Galerii Sław Żużlowej Reprezentacji Polski jednego z najbardziej utytułowanych zawodników Tomasza Golloba..

Po raz pierwszy piłkarz z Izraela zagra w arabskim klubie
Dia Saba został pierwszym izraelskim piłkarzem, który podpisał kontrakt z arabskim klubem. 27-letni pomocnik, ostatnio występujący w chińskim Kanton R&F, będzie bronił barw ekipy Al-Nasr z Dubaju. Saba, który ma ma palestyńskie pochodzenie, występuje też w reprezentacji Izraela – do tej pory zagrał w 10 spotkaniach i zdobył w trzy gole..

Koniec obecności CCC Team w kolarskiej elicie
Belgijski zespół Circus-Wanty Gobert przejmie licencję WorldTour znajdującą się dotychczas w posiadaniu CCC Team. Oznacza to koniec polskiej grupy po dwóch latach obecności w kolarskiej elicie. Według komunikatu ekipy, spółka nią zarządzająca, Want You Cycling, w 2021 roku przejmie spółkę stojącą za CCC Team, Continuum Sports. Tym samym belgijska grupa, dziś występująca jako zespół ProTeam, uzyska status zespołu WorldTour. Belgijska ekipa w tym roku dysponowała budżetem w wysokości 7 milionów euro, ale będzie musiała w przyszłym roku znacznie go powiększyć, żeby poszerzyć kadrę i skład sztabu szkoleniowego.

48 godzin sport

Asysty Kędziory w Dynamie
Tomasz Kędziora zaliczył kolejny udany występ w barwach Dynama Kijów. W spotkaniu ligowym z FC Oleksandria (5:1) reprezentant Polski zanotował dwie asysty. Kędziora, który jest graczem kijowskiej drużyny od połowy 2017 roku, w tym sezonie także jest kluczowym zawodnikiem – zagrał dotąd w 31 meczach i zaliczył cztery asysty. Dynamo zajmuje trzecie miejsce w grupie mistrzowskiej ligi ukraińskiej, tracąc do lidera, Szachtara Donieck, 16 punktów.

Brazylijczyk w Radomiu
Wicemistrz świata Brazylijczyk Lucas Eduardo Loh został nowym przyjmującym zespołu PlusLigi Cerrad Enea Czarni Radom. To srebrny medalista mistrzostw świata w 2018 roku z Brazylią, która uległa w finale reprezentacji Polski. Ma też na koncie mistrzostwo Ameryki Południowej i brąz Igrzysk Panamerykańskich. Z reprezentacją Brazylii wywalczył również dwa razy drugie miejsce w Lidze Światowej. Nowy zawodnik Czarnych grał już w polskiej ekstraklasie, w sezonie 2014/2015 występował w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle. 29-letni Lukas będzie pierwszym Brazylijczykiem zatrudnionym przez radomski klub.

Ukarany za usiłowanie
Mistrz Europy w skoku wzwyż z Barcelony w 2010 roku, Rosjanin Aleksander Szustow został zdyskwalifikowany na cztery lata za złamanie przepisów antydopingowych. Decyzję podjął Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie (CAS). Nie podano, jaką zabronioną substancję wykryto w jego organizmie, dlatego uzasadnienie brzmi kuriozalnie: „Zawodnik został ukarany za użycie lub usiłowanie użycia zabronionej substancji lub metody zabronionej” – napisano w oficjalnym oświadczeniu CAS. 36-letni złoty medalista Uniwersjady w Bangkoku w 2007, który karierę zakończył trzy lata temu, nie przyznał się do winy. Jego dyskwalifikacja obejmuje okres od lipca 2013 do lipca 2017.

Zerwał kontrakt przez wirusa
Niemiecki piłkarz Benedikt Hoewedes rozwiązał kontrakt z Lokomotiwem Moskwa. Mistrz świata z 2014 roku nie chce wracać do Rosji, gdzie sezon ma zostać wznowiony 19 czerwca mimo trudnej sytuacji związanej z pandemią COVID-19. Oficjalnie 44-krotny reprezentant Niemiec rozstał się z klubem z powodów rodzinnych. Piłkarzem Lokomotiwu był od 2018 roku, grał u boku m.in. Grzegorza Krychowiaka i Macieja Rybusa.

W Bundeslidze też zwalniają
Holender Alfred Schreuder nie jest już trenerem występującego w niemieckiej Bundeslidze zespołu Hoffenheim. Pod wodzą tego 47-letniego szkoleniowca ekipa „Wieśniaków”, jak potocznie zwany jest zespół ze wsi Hoffenheim koło Sinsheim, zdobyli 43 punkty i na cztery kolejki przed końcem sezonu zajmują siódme miejsce. Chociaż wciąż liczą się w walce o awans do Ligi Europy, a kontrakt Schreudera obowiązywał do końca czerwca 2022 roku, władze klubu postanowiły zmienić trenera.

To był najgorszy rok od 18 lat

Fot. Z polskich piłkarzy największą cenę za nieudany występ na mundialu zapłacił Robert Lewandowski

 

 

W 2018 roku biało-czerwony balonik pękł z wielkim hukiem – najpierw nasza narodowa drużyna pod wodzą Adama Nawałki skompromitowała się na mundialu, a potem pod rządami Jerzego Brzęczka nie wygrała żadnego z sześciu rozegranych meczów, spadając w rankingu FIFA na 21. miejsce.

 

W rankingu FIFA z 18 stycznia 2018 roku reprezentacja Polski zajmowała siódmą lokatę, wyprzedzając m.in. późniejszych mistrzów świata Francuzów i wicemistrzów świata Chorwatów. W Polsce panowała napędzana przez media euforia, której nie zdołały przytłumić nawet słabe występy biało-czerwonych w marcowych meczach towarzyskich. Porażkę z Nigerią 0:1 zrównoważyła wygrana z Koreą Południową 3:2, ale w obu spotkaniach nasz zespół zagrał fatalnie. Trener Nawałka uspokajał jednak fanów, że drużyna potrzebuje więcej czasu na opanowanie ustawienia systemem 1-3-5-2 robi, ale robi szybkie postępy i niebawem będzie w tym elemencie groźna dla każdego rywala. Czerwcowe sparingi z Chile (2:2) i Litwą (4:0) także nie zapowiadały mundialowej klęski, chociaż do stylu gry zespołu wciąż zgłaszano mnóstwo zastrzeżeń.

W przededniu wyjazdu do Rosji kontuzji barku doznał Kamil Glik i chyba to był kluczowy moment w dramacie, w jaki zamienił się występ biało-czerwonych w mistrzostwach świata. W spotkaniu z Senegalem Nawałka nagle wycofał się w ćwiczonego wcześniej ustawienia 3-5-2 i wrócił do starego schematu 4-4-2. Rywale bezlitośnie wykorzystali powstały bałagan w szeregach polskiej drużyny.

W tym momencie kolejny mecz z Kolumbią nabrał rangi „spotkania o wszystko”, ale pogubiony już wyraźnie w swoich kadrowych decyzjach Nawałka w tym najważniejszym meczu w roku wystawił do gry m.in. Jacka Góralskiego i Dawida Kownackiego, którzy wcześniej nie grali w meczach o punkty, a na ławce posadził Kamila Grosickiego, ale gdy nasz zespół potrzebował pilnie wzmocnienia linii ataku, selekcjoner zmienił… Michała Pazdana i w jego miejsce posłał na boisko rekonwalescenta Kamila Glika.

O żenującej potyczce z Japonią lepiej nie wspominać, bo chociaż biało-czerwoni ją wygrali, to swoim zachowaniem w końcówce na spółkę z Japończykami stali się pośmiewiskiem kibiców. Nasz zespół w niesławie wrócił do kraju na tarczy, a piłkarze w krótkim czasie zaliczyli bolesny upadek z piedestału.

Straty wizerunkowe ponieśli wszyscy – trener Nawałka, jego pryncypał Zbigniew Boniek a wraz z nimi cały PZPN. Stracili też rzecz jasna kadrowicze, lecz bez wątpienia najwięcej stracił najlepszy z nich, Robert Lewandowski. Nie ulega wątpliwości, że to głównie przez słaby występ biało-czerwonych na rosyjskim mundialu „Lewy” doznał upokarzających degradacji w najważniejszych plebiscytach organizowanych przez FIFA, UEFA i „France Football”.

 

To nie była dobra zmiana

Trener Nawałka nie utrzymał posady i w sierpniu został zastąpiony przez Jerzego Brzęczka. Nie była to jednak dobra zmiana. Pod wodzą nowego selekcjonera reprezentacja rozegrała sześć meczów. Trzy porażki i trzy remisy to bilans Brzęczka, który na dodatek zaliczył też spadek z Dywizji A Ligi Narodów. Nic dziwnego, że stracił zaufanie kibiców, także za to, że wbrew zasadom powoływał na zgrupowania kadry niegrającego w VfL Wolfsburg siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego. W mediach krytykowano go też za forowanie w kadrze zawodników, których znał z pracy w zespołach klubowych – Damiana Szymańskiego, Adama Dźwigałę i Arkadiusz Reca w Wiśle Płock, Rafała Pietrzaka w GKS Katowice. Żaden z nich nie potwierdził reprezentacyjnych kwalifikacji.

Ani Nawałka ani Brzęczek nie odważyli się na „odstrzelenie” graczy stanowiących od lat trzon reprezentacji – Roberta Lewandowskiego, Grzegorza Krychowiaka, Piotra Zielińskiego, Kamila Glika, Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego, Arkadiusza Milika, Piotra Zielińskiego czy… Jana Bednarka. Ten młody środkowy obrońca w 2018 roku rozegrał 847 minut, podczas gdy w klubowej drużynie Southamptonu 1126, z czego w Premier League 778. Krychowiak w reprezentacji zaliczył 960 minut, Zieliński 948 minut, Lewandowski 862 minuty. Za tą czwórką graczy jest próżnia, za którą wyłania się grupa zawodników z gorszymi wynikami – Grosicki miał przerwy z powodu perturbacji w klubie, Glik pauzował sporo przez kontuzję, a bramkarze Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański musieli dzielić się występami – pierwszy zaliczył 585 minut, drugi 405. Na absencjach kluczowych graczy skorzystali m.in. Bartosz Bereszyński (piąty pod względem rozegranych minut), Jacek Góralski (dziesiąty), czy Rafał Kurzawa (piętnasty).

Najmniej minut w reprezentacji zaliczyli Bartosz Białkowski (45), Rafał Pietrzak (27), Jakub Świerczok (23) i Sławomir Peszko (10). Tak przy okazji, te 10 minut Peszko zaliczył na mundialu, bo we wcześniejszych meczach sparingowych Nawałka nie skorzystał z jego usług ani razu. To jedyny gracz, który grając o punkty jednocześnie nie zaliczył ani minuty w sparingu. Odwrotnie niż Marcin Kamiński, który zaliczył najwięcej minut w spotkaniach sparingowych (270), ale ani jednej w spotkaniu o punkty. Ten dziwaczny sposób selekcji stosuje niestety także Brzęczek, który nie wygrał sześciu spotkań z rzędu i jest bliski dogonienia pod tym względem rekordzisty Jerzego Engela. W 2000 roku nasze reprezentacja pod wodzą tego selekcjonera nie wygrał siedmiu meczów z rzędu: zaczęła od porażek z Hiszpanią 0:3 i Francją 0:1, potem były bezbramkowe remisy z Węgrami i Finlandią oraz porażka z Holandią (1:3) oraz remis z Rumunią (1:1) tuż przed rozpoczęciem eliminacji MŚ 2002.

 

Brzęczek goni rekord Engela

Mimo fatalnego startu Engel utrzymał posadę i doczekał przełomu w pamiętnym spotkaniu z Ukrainą w Kijowie, wygranym przez biało-czerwonych 3:1, po którym nasz zespół rozpoczął marsz po pierwszy od 1986 roku awans na mundial. Ale w 2000 roku z 10 meczów pod jego komendą reprezentacja Polski wygrała tylko trzy, cztery zremisowała i trzy przegrała. Tak słaby wynik pod względem wygranych spotkań powtórzyły dopiero 18 lat później ekipy prowadzone przez Nawałkę i Brzęczka.
Obaj wspólnie zapracowali na ten bilans, ale wszystkie trzy zwycięstwa wywalczył Nawałka – z Koreą Południową (3:2), Litwą (4:0) i Japonią (1:0). Brzęczek jeszcze nie poznał smaku wygranej i jeśli będzie miał dalej taki niefart, już wiosną może wyrównać niechlubny rekord Engela siedmiu spotkań bez wygranej.

 

Ile grali kadrowicze w 2018 roku:

1. Grzegorz Krychowiak – 960 minut (w tym 540 minut w meczach o punkty); 2. Piotr Zieliński – 948 (595); 3. Robert Lewandowski – 862 (540); 4. Jan Bednarek – 847 (585); 5. Bartosz Bereszyński – 673 (485); 6. Kamil Grosicki – 598 (363); 7. Kamil Glik – 588 (370); 8. Wojciech Szczęsny – 585 (360); 9. Arkadiusz Milik – 537 (253); 10. Jacek Góralski – 470 (285); 11. Maciej Rybus – 416 (180); 12. Jakub Błaszczykowski – 415 (197); 13. Łukasz Fabiański – 405 (270); 14. Michał Pazdan – 387 (170); 15. Rafał Kurzawa – 375 (234); 16. Thiago Cionek – 360 (180); 17. Łukasz Piszczek – 353 (173); 18. Artur Jędrzejczyk – 343 (183); 19. Tomasz Kędziora – 342 (135); 20. Mateusz Klich – 312 (193); 21. Marcin Kamiński – 270 (0); 22. Arkadiusz Reca – 250 (177); 23. Przemysław Frankowski – 248 (90); 24. Dawid Kownacki – 232 (74); 25. Karol Linetty – 222 (69); 26. Krzysztof Piątek – 151 (90); 27. Łukasz Skorupski – 135 (0); 28. Łukasz Teodorczyk – 132 (27); 29. Damian Szymański – 98 (81); 30. Krzysztof Mączyński – 90 (0); 31. Damian Kądzior – 77 (11); 32. Taras Romanczuk – 61 (0); 33. Bartosz Białkowski – 45 (0); 34. Rafał Pietrzak – 27 (10); 35. Jakub Świerczok – 23 (0); 36. Sławomir Peszko – 10 (10).

 

Liga Mistrzów UEFA: Walczą o sześć miejsc w elicie

Dwanaście zespołów walczy o sześć miejsc w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W ich składach jest tylko dwóch Polaków – Tomasz Kędziora i Damian Kądzior.

 

Kędziora jest podstawowym graczem Dynama i jednym z filarów żelaznej defensywy kijowskiej drużyny, która od początku sezonu do środowego meczu z Ajaksem straciła tylko jednego gola. I to z rzutu karnego. Holenderski zespół trzykrotnie jednak rozerwał jej szyki, co zresztą nie dziwi, bo Ajax we wcześniejszych czterech meczach w eliminacjach Ligi Mistrzów strzelił aż 10 goli. Polski piłkarz nie zwalił przy żadnej z trzech straconych bramek, a jeszcze na dokładkę sam strzelił honorowego gola dla ekipy Dynama. Niewykluczone, że to trafienie w rewanżu może mieć dla ukraińskiego zespołu kolosalne znaczenie, chociaż wynik 3:1 raczej przesądza kwestię awansu na korzyść Ajaksu.Drugi z naszych reprezentantów, Damian Kądzior, nie wniósł aż tak dużego wkładu w wyjazdowy remis Dinama Zagrzeb ze szwajcarskim Young Boys. Polak wszedł na boisko dopiero w 83. minucie.

 

Wyniki pierwszych meczów IV rundy:

Ajax Amsterdam – Dynamo Kijów 3:1, Vodi FC – AEK Ateny 1:2, Young Boys Berno – Dinamo Zagrzeb 1:1, BATE Borisow – PSV Eindhoven 2:3, Benfica Lizbona – PAOK Saloniki 1:1, Crvena Zvezda Belgrad – RB Salzburg 0:0.

 

Liga Mistrzów UEFA: Walczą o sześć wolnych miejsc

W miniony wtorek odbyły się spotkania rewanżowe 3. rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Awans do IV rundy wywalczyło dziesięć zespołów.

 

W ostatniej rundzie kwalifikacji zagra dwanaście drużyn: BATE Borysow – PSV Eindhoven, Benfica Lizbona – PAOK Saloniki, Young Boys Berno – Dinamo Zagrzeb (Damian Kądzior), MOL Vidi – AEK Ateny, Ajax Amsterdam – Dynamo Kijów (Tomasz Kędziora). Pierwsze mecze zostaną rozegrane 21 i 22 sierpnia, rewanże tydzień później.

Już wcześniej miejsca w fazie grupowej Ligi Mistrzów otrzymały: Real Madryt (triumfator poprzednich rozgrywek), Atletico Madryt (zwycięzca Ligi Europy), FC Barcelona, Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Manchester City, Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Paris Saint-Germain, Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus), Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), FC Porto, Manchester United, Szachtar Donieck, SSC Napoli (Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik), Tottenham Hotspur, AS Roma, FC Liverpool, Schalke, Olympique Lyon, AS Monaco (Kamil Glik), CSKA Moskwa, Valencia, Viktoria Pilzno, Club Brugge, Galatasaray Stambuł, Inter Mediolan oraz Hoffenheim.

Wyniki meczów 3. rundy eliminacji (w nawiasie wynik pierwszego meczu): Dynamo Kijów – Slavia Praga 2:0 (1:1); BATE Borysów – Karabach Agdam (Jakub Rzeźniczak) 1:1 (1:0); Spartak Moskwa – PAOK 0:0 (2:3); AEK Ateny – Celtic Glasgow 2:1 (1:1); Dinamo Zagrzeb – FK Astana 1:0 (2:0); Fenerbahce – Benfica 1:1 (0:1); MOL Vidi – Malmoe 0:0 (1:1); Shkendija Tetowo – RB Salzburg 0:1 (0:3); Ajax Amsterdam – Standard Liege 3:0 (2:2); Spartak Trnawa (pogromca Legii Warszawa w II rundzie kwalifikacji) – Crvena Zvezda 1:1, 1:2 po dogrywce (1:1).

 

Finał Ligi Mistrzów w cieniu skandalu

W sobotę 26 maja na Stadionie Olimpijskim w Kijowie Real Madryt zmierzy się z Liverpoolem w wielkim finale Ligi Mistrzów. W przededniu tego wielkiego wydarzenia Ukraińcy niespodziewanie ujawnili wielka aferę korupcyjną w swojej krajowej lidze.

Do trzęsienia ziemi w ukraińskim futbolu doszło we wtorek 22 maja. Tego dnia funkcjonariusze służb specjalnych wkroczyli do 50 lokali użytkowanych przez piłkarskie organizacje. Operacja jest pokłosiem śledztwa prowadzonego w sprawie działalności pięciu zorganizowanych grup przestępczych, które są podejrzewane o ustawianie meczów piłkarskich w ukraińskiej lidze. Proceder prowadzony był przez firmy bukmacherskie ulokowane w krajach azjatyckich.

Przestępcy zarabiali na tym miliony dolarów, a w korupcyjny proceder uwikłali aż 35 klubów. W tej grupie nie ma dwóch największych i najbardziej utytułowanych, czyli Szachtara Donieck i Dynama Kijów (w jego barwach występuje reprezentant Polski Tomasz Kędziora). Śledztwo w tej sprawie trwało dwa lata. Policja ustaliła, że mecze ustawiane były za łapówki dla graczy, sędziów, a nawet właścicieli klubów. Były także przypadki zastraszania i gróźb. Nielegalnym procederem sprzedawania meczów zajmowali się arbitrzy, trenerzy, zawodnicy i prezesi klubów – w sumie 328 osób. Z danych przekazanych przez policję wynika, że w korupcję zamieszanych było niemal 70 procent zespołów grających w czterech ukraińskich ligach – od ekstraklasy po ligę amatorską. Akcja została przeprowadzona na cztery dni przed wielkim finałem Ligi Mistrzów.

To nie jedyny skandal towarzyszący finałowi Champions League. W stolicy Ukrainy zniknęły reklamy jednego z głównych sponsorów rozgrywek, rosyjskiego koncernu Gazprom. Co ciekawe, banery z reklamami tej firmy zostały zainstalowane w wynajętych przez UEFA miejscach i dopiero wtedy strona ukraińska zaczęła domagać się od działaczy UEFA ich natychmiastowego usunięcia. Komuś zabrakło albo wyobraźni, albo umiaru, bo skoro Kijów zabiegał o organizację finału Ligi Mistrzów, to musiał wiedzieć, że Gazprom jest sponsorem rozgrywek.

W tym przypadku biznesowe zasady przegrały jednak z polityka i banery zostały pospiesznie usunięte z ulic ukraińskiej stolicy, albo zostały zakryte. „Taka decyzja spowodowana jest kwestiami politycznymi. Działania Rosji względem naszego kraju, czyli sprawa Krymu, wojna, sprawiają, że wszystkie działania agresora na terenie Ukrainy nie są dozwolone. Mam nadzieję, że pod tym względem dojdziemy do porozumienia z UEFA” – wyjaśnił przedstawiciel rządu Andrij Mirosznyczenko. Ze strony UEFA podano tylko, że „zaszło nieporozumienie co do reklam Gazpromu”.

W sobotę wieczorem o triumf w Lidze Mistrzów powalcz Real Madryt, który broni tytułu i ma szansę na trzeci triumf z rzędu oraz FC Liverpool.