Polska piłkarka za milion euro

Na męskiej Bundeslidze wielką gwiazdą jest brylujący w Bayernie Monachium Robert Lewandowski, natomiast nie wszyscy kibice w Polsce wiedzą, że w kobiecej Bundeslidze taki sam status jak „Lewy” ma 23-letnia Ewa Pajor, która właśnie niedawno przedłużyła kontrakt z najlepszym niemieckim klubem w kobiecej piłce – VfL Wolfsburg. W klauzuli tzw. odstępnego wpisano w jej kontrakcie rekordową w kobiecym futbolu kwotę jednego miliona euro.

Ewa Pajor występuje w barwach kobiecej drużyny VfL Wolfsburg od lipca 2015 roku. Przez ten czas stała się niekwestionowana gwiazdą drużyny, najlepszej w Niemczech i zaliczanej do ścisłej czołówki w Europie. Nasza piłkarka do tej pory rozegrała w Bundeslidze sto spotkań, w których strzeliła 65 goli, walnie przyczyniając się do zdobycia przez ekipę z Wolfsburga trzech tytułów mistrzowskich oraz czterech Pucharów Niemiec. W poprzednim sezonie zdobyła nagrodę dla najskuteczniejszej zawodniczki kobiecej Bundesligi. Trofeum to zapewniły jej 24 trafienia uzyskane w 19 meczach i pod tym względem okazała się nawet lepsza od Roberta Lewandowskiego, któremu tytuł króla strzelców zapewniły 22 bramki. „Dla mnie to było niezwykłe przeżycie móc obserwować z bliska, jak Ewa przekształciła się z obiecująco utalentowanej zawodniczki w piłkarkę światowej klasy. A jestem przekonany, że to jeszcze nie jest szczyt jej możliwości” – przekonuje Ralf Kellermann, dyrektor sportowy żeńskiej drużyny Wolfsburga.
W tym sezonie 23-letnia Polka potwierdziła swoje nietuzinkowe umiejętności, chociaż rozgrywki kobiecej ekstraklasy przerwano z powodu pandemii koronawirusa po 16. kolejce. Tyle spotkań wystarczyło, żeby drużyna Wolfsburga umocniła się na pierwszym miejscu w tabeli z przewagą ośmiu punktów nad drugim Bayernem Monachium. Kellermann wykorzystał przerwę w rozgrywkach na renegocjacje kontraktów z kluczowymi zawodniczkami w tym także z Ewą Pajor. Polka miała co prawda kontrakt ważny do 2022 roku, ale bez oporów zgodziła się na jego przedłużenie o rok. Oczywiście – nie za darmo, tylko za solidną podwyżkę wynagrodzenia, lecz niemiecki klub także ubił na tej transakcji swój interes, wpisując do umowy z reprezentantka Polski kwotę jednego miliona euro w tzw. klauzuli odstępnego. Jak na finansowe realia kobiecego futbolu jest to kwota wręcz gigantyczna. Najdroższą obecnie piłkarką na świecie, takim odpowiednikiem Neymara w żeńskiej piłce nożnej, jest Francuzka Kadidiatou Diani, która w 2017 roku przeszła z Paris FC do Paris Saint-Germain za 150 tys. euro.
Znawcy kobiecego futbolu twierdzą z przekonaniem, że 23-letnia Pajor będzie w najbliższych latach z powodzeniem walczyć o najbardziej prestiżowe nagrody indywidualne, ze „Złotą Piłką” włącznie. Co prawda jeszcze nigdy do tej nagrody nie była nawet nominowana, lecz to tylko kwestia czasu. VfL Wolfsburg stawia sobie za cel wygranie Ligi Mistrzyń i sukcesywnie wzmacnia kadrę zespołu, a i w reprezentacji Polski Pajor odgrywa rolę równie istotną jak Lewandowski w męskiej. Polki jak na razie z powodzeniem walczą o awans na Euro 2022 w Anglii. Po trzech spotkaniach eliminacyjnych są liderkami w grupie, a Pajor zdobyła w tych trzech meczach pięć goli. Warto odnotować, że kilka innych zawodniczek w kadrze prowadzonej przez trenera Miłosza Stępińskiego na co dzień także występuje w mocnych europejskich klubach. Katarzyna Kiedrzynek i Paulina Dudek grają w Paris Saint-Germain, Aleksandra Sikora w Juventusie Turyn, a Patrycja Balcerzak i Agnieszka Winczo w niemieckim SC Sand.
Piłkarski talent Ewy Pajor pierwszy zauważył Piotr Kozłowski, wuefista ze szkoły podstawowej w Wieleninie, do której z rodzinnego Pęgowa dojeżdżała. W jej wsi szkoły nie ma, więc pierwsze piłkarskie kroki Ewa stawiała nie na orliku, czy osiedlowym boisku, lecz na łące opodal domu, kopiąc w piłkę z chłopakami lub siostrami. Można ja było łatwo poznać replice koszulki Cristiano Ronaldo jeszcze z Manchesteru United. Do dzisiaj uważa portugalskiego gwiazdora za swój piłkarski wzór, a jej ulubionymi klubami są Lech Poznań i Widzew Łódź.
Od Kozłowskiego o Ewie Pajor dowiedział się Roman Jaszczak, twórca potęgi Medyka Konin, były selekcjoner kobiecej reprezentacji Polski i jak tylko zobaczył ją na własne oczy, już nie odpuścił. W kobiecej ekstraklasie Ewa zadebiutowała mając 15 lat i 133 dni, co wciąż jest niepobitym rekordem ligi. Żeby zagrać, potrzebowała specjalnej zgody, bo związkowy przepis zezwalał na grę zawodniczkom, które ukończyły 16 lat. W debiucie od razu strzeliła dwa gole.
Świat usłyszał o utalentowanej piłkarsko dziewczynie z Pęgowa w czerwcu 2013 roku. Na mistrzostwach Europy U-17 Polska zdobyła złoty medal, a Pajor otrzymała nagrodę UEFA dla najlepszej piłkarki do lat 17. Tuż po turnieju zadebiutowała w pierwszej kobiecej reprezentacji kraju, zdobywając z miejsca bramkę i dokładając asystę. Na to wystarczył jej tylko kwadrans gry, a miała wtedy dopiero 16 lat. I działaczom Medyka Konin od tego momentu nie starczyło już argumentów, żeby utalentowaną piłkarkę zatrzymać na dłużej. Na początku 2015 roku skusił ją Wolfsburg, który był wtedy najlepszym kobiecym zespołem w Europie. Pozyskał młoda polska zawodniczkę za darmo i najpierw podpisał z nią dwuletnią umowę, lecz później co rusz ją przedłużał o kolejne sezony.
Pajor mogła przejść do Chelsea Londyn, miała oferty z Francji, a nawet z amerykańskiej zawodowej ligi NWSL. Wybrała jednak Wolfsburg i nigdy tego nie żałowała. Dziś jest gwiazdą tej drużyny i całej żeńskiej Bundesligi. Robi dobrą reklamę polskiemu futbolowi w Niemczech nie gorzej niż Lewandowski, chociaż rzecz jasna to „Lewy” jest zdecydowanie większa gwiazdą. Ale młodsza od niego o osiem lat piłkarka też ma się już czym pochwalić.

Brzęczek nie uczy się na błędach

Jerzy Brzęczek nie wyciąga wniosków z popełnionych błędów. Do kadry na mecz z Czechami (15 listopada) i spotkanie w Lidze Narodów z Portugalią (20 listopada) znów powołał graczy, którzy nie grają w klubach, wśród nich swojego siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego, a także dwóch kompletnych nowicjuszy – Adama Buksę i Huberta Matynię.

 

Na wstępie przypomnijmy, że nasze reprezentacja za rządów trenera Brzęczka jeszcze nie wygrała meczu. We wrześniu zremisowała z Włochami (1:1) i Irlandią (1:1), a w październiku przegrała z Portugalią (2:3) i Włochami (0:1). Biało-czerwoni zajmują ostatnie miejsce w swojej grupie Ligi Narodów i wiadomo już, że w kolejnej edycji tych rozgrywek zagrają szczebel niżej. Wyniki nie zachwycają, ale jeszcze większe zaniepokojenie kibiców budzi styl gry naszej drużyny. Nic zatem dziwnego, że wszelkim kadrowym decyzjom selekcjonera wszyscy przyglądają się uważnie. Nie każda z nich jest zrozumiała. Najwięcej kontrowersji wzbudza regularne powoływanie Jakuba Błaszczykowskiego, chociaż w macierzystym klubie, VfL Wolfsburg, ten piłkarz w tym sezonie praktycznie w ogóle nie gra, co zresztą jest aż nadto widoczne w niskiej jakości jego występów w reprezentacji. Rodzinne koneksje Brzęczka i Błaszczykowskiego stawiają decyzję selekcjonera o ponownym powołaniu siostrzeńca w wyjątkowo niekorzystnym dla obu świetle. Obecność w kadrze znajdującego się w podobnej sytuacji w Southamptonie Jana Bednarka niczego w tej materii nie zmienia.
Wręcz przeciwnie. Każdy selekcjoner biało-czerwonych prędzej czy później popełnia ten sam grzech, to znaczy dla swoich ulubionych zawodników łamie zasadę, że do kadry mają być powoływani wyłącznie najlepsi piłkarze, ale znajdujący się aktualnie w najwyższej formie, czego dowodem są regularne występ w klubowych drużynach. Brzęczek dla Błaszczykowskiego złamał tę zasadę już na początku, a że sam był kiedyś piłkarzem reprezentacji, to musi wiedzieć, co o tym naprawdę myśli reszta kadrowiczów. Dlaczego jednak, mimo tej wiedzy, dalej brnie w tę kłopotliwą sytuację, pozostanie pewnie jego tajemnicą. O ile rzecz jasna wreszcie wygra mecz.

 

Kadra Polski

 

Bramkarze:
Łukasz Fabiański (West Ham, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy).

Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Monako), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Hubert Matynia (Pogoń Szczecin), Paweł Olkowski (Bolton, Anglia), Rafał Pietrzak (Wisła Kraków).

Pomocnicy:
Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg, Niemcy), Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Damian Szymański (Wisła Płock).

Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Krzysztof Piątek (Genoa, Włochy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Adam Buksa (Pogoń Szczecin).

 

Pierwsza ligowa porażka Bayernu

Niko Kovac zaliczył pierwszą porażkę jako trener Bayernu Monachium. W sobotę w mistrzowie Niemiec przegrali z Herthą 0:2 i stracili prowadzenie w tabeli Bundesligi.

 

Zespół Bayernu, który od początku sezonu wygrywał wszystkie mecze, w środku tygodnia zremisował u siebie ligowe spotkanie z FC Augsburg (1:1), a w piątek doznał pierwszej porażki. „Te dwa mecze nam nie wyszły, ale problem byłoby, gdybyśmy zanotowali dziewięć takich występów” – bagatelizował porażkę Kovac. Co ciekawe, zdecydowanie bardziej krytyczne oceny swojej gry mieli jego podopieczni. „Mamy w drużynie tyle jakości, że stać nas na wygranie każdego meczu. Ale jeśli z tyłu dalej będziemy popełniać takie błędy, to może zapomnieć o zwycięstwach” – stwierdził bez ogródek reprezentacyjny obrońca Joshua Kimmich. Jego uwaga odnosiła się do błędu popełnionego przez Jerome Boatenga, który w dość niegroźnej sytuacji sfaulował w polu karnym Salomona Kalou i zafundował rywalom rzut karny, który na gola zamienił Vedad Ibisevic. Z kolei w sytuacji, po której drugiego gola dla Herthy strzelił były gracz Legii Ondrej Duda, pogubił się David Alaba.
A skoro o Dudzie mowa, słowacki piłkarz prowadzi w klasyfikacji strzelców i w piątkowy wieczór przyćmił słabo grającego Roberta Lewandowskiego. Kapitan polskiej reprezentacji dostał za swój występ bardzo słabe noty.
Porażka z Hertha kosztowała Bayern utratę prowadzenia w tabeli Bundesligi. Na pierwsze miejsce wskoczyła drużyna Borussii Dortmund, która po wygranej na wyjeździe z Bayerem Leverkusen 4:2 objęła prowadzenie z dorobkiem 14 punktów. Wiceliderem jest Bayern z 13 punktami, tyle samo „oczek” na koncie ma trzecia w zestawieniu Hertha. Warto też odnotować powrót Jakuba Błszczykowskiego do kadry VfL Wolfsburg. Na razie tylko na ławę, ale może wkrótce dadzą mu pograć.

 

Dwóch grało, a jeden nie

Z kadrowiczów Jerzego Brzęczka w 1. Bundeslidze występuje trzech – Robert Lewandowski w Bayernie, Marcin Kamiński w Fortunie Duesseldorf oraz Jakub Błaszczykowski w VfL Wolfsburg. W miniony weekend trzeci z wymienionych siedział na trybunach.

 

W 4. kolejce Bundesligi Bayern Monachium zmierzył się na wyjeździe z Schalke 04 Gelsenkirchen. Bawarczycy wygrali 2:0 i utrzymali dwupunktową przewagę nad wiceliderem tabeli Hertha Berlin. Jedną z bramek dla Bayernu zdobył Lewandowski. Kapitan naszej reprezentacji tym razem trafił z rzutu karnego i było to jego trzecie ligowe trafienie w tym sezonie, a ósme licząc mecze we wszystkich rozgrywkach. W klasyfikacji strzelców Bundesligi „Lewy” nie jest jednak liderem, bo prowadzi z czterema golami na koncie pomocnik Herthy Ondrej Duda. Polscy kibice mieli okazję poznać tego słowackiego piłkarza gdy występował w Legii Warszawa. „Wojskowi” oddali go do berlińskiego klubu za ponad cztery miliony euro. Hertha w czwartej kolejce pokonała Borussię Moenchengladbach 4:2, a Duda zdobył jedną z bramek dla swojego zespołu. Na dłuższy dystans Słowak zapewne nie dotrzyma kroku Lewandowskiemu, ale póki co ma satysfakcję, że w klasyfikacji strzelców wyprzedza dwukrotnego króla snajperów Bundesligi.

Gol z karnego strzelony przez Lewandowskiego był już jego ósmym trafieniem w siedmiu ostatnich meczach Bayernu. Bramkarza Schalke nasz najlepszy piłkarz pokonał już po raz 14. Trener Niko Kovac nie dał tym razem pograć „Lewemu” do końca spotkania i w 79. minucie zastąpił go Sandro Wagnerem. To sygnał, że szkoleniowiec zaczyna oszczędzać swojego najskuteczniejszego snajpera, ale też ma powód, bo Bayern czeka teraz seria trudnych meczów. Już w najbliższy wtorek w ramach 5. kolejki bawarski zespół zagra u siebie z Augsburgiem, a już w piątek czeka go wizyta na Stadionie Olimpijskim w Berlinie i starcie na szczycie Bundesligi z Herthą. Będzie to okazja do bezpośredniej konfrontacji „Lewego” z Ondrejem Dudą.

Emocjonujący weekend miał też drugi z naszych reprezentantów, Marcin Kamiński, bo zagrał na stadionie VfB Stuttgart przeciwko swojej drużynie, z której został wypożyczony do beniaminka 1. Bundesligi Fortuny Duesseldorf. Nasz 26-letni piłkarz cały okres przygotowawczy spędził w drużynie ze Stuttgartu i odszedł do Fortuny dopiero tuż przed startem rozgrywek. W Bundeslidze nie ma automatycznego zakazu gry wypożyczonych zawodników przeciwko macierzystej drużynie, więc Kamiński mógł zagrać. W starciu z VfB Fortuna po raz pierwszy w tym sezonie zachowała czyste konto, do czego Polak się przyczynił.
Po raz kolejny w kadrze meczowej VfL Wolfsburg zabrakło Jakuba Błaszczykowskiego. Jego sytuacja w tym klubie staje się coraz bardziej nieciekawa.

 

Niemcy znów walą w Lewego

Niemieckie media nie odpuszczają Robertowi Lewandowskiemu. Po golu Mario Mandzukicia w półfinale mundialu z Anglią nagle zaczęły żałować, że Bayern cztery lata temu zamienił Chorwata na polskiego napastnika.

 

Mandzukić spędził w Bundeslidze cztery sezony – dwa w VfL Wolfsburg i dwa w Bayernie, z którego odszedł w 2014 roku po konflikcie z ówczesnym trenerem Bawarczyków Pepem Guardiolą. Na jego miejsce do Bayernu przyszedł właśnie Lewandowski. „Który z nich jest lepszym napastnikiem? Chorwat, bo trafiał do siatki w najważniejszych meczach” – piszą niemieccy dziennikarze. I przypominają gol Mandzukicia w finale Ligi Mistrzów 2013 wypominając przy okazji „Lewemu”, że on takich ważnych goli nie strzela. Tylko że jedna przypadkowo zdobyta bramka nie może zmienić faktu, że Chorwat po odejściu z Bayernu przez cztery lata zdobył w sumie 34 bramki (12 dla Atletico i 22 dla Juventusu), a „Lewy” w tym samym czasie dla Bayernu 106.