Solidarni z protestującymi w USA

Kilka tysięcy osób zgromadziło się w sobotę pod warszawską ambasadą Stanów Zjednoczonych, by wyrazić gniew z powodu policyjnej przemocy oraz solidarność z ludźmi, którzy demonstrują na ulicach amerykańskich miast.

Protest, zorganizowany przez Koalicję Przeciw Rasizmowi, zgromadził nadspodziewane tłumy, w większości młodych ludzi. Ambasada, zamknięta na głucho, z podniesionymi zabezpieczeniami przed wtargnięciem pojazdów na teren przedstawicielstwa, była ochraniana przez dość rzadki łańcuch policjantów i policjantki ubranych w zwykłe mundury. Wzdłuż ogrodzenia ambasady protestujący składali kwiaty, zapalili znicze, postawili kartonowe plakaty z fotografiami m.in. Malcolma X i innych działaczy na rzecz praw człowieka w USA, napisami ku pamięci George’a Floyda, fragmentami wierszy, przemówień i hasłami wyrażającymi sprzeciw wobec rasizmu.

Sam protest, choć przebiegał pokojowo, był bardzo dynamiczny. Protestujący nieśli mnóstwo samodzielnie wykonanych plakatów i tablic z napisami: „Black lives matter”, „No justice, no peace” (nie ma sprawiedliwości, nie ma pokoju), „Nie ma kapitalizmu bez rasizmu”, „Silence = Violence” (cisza = przemoc), i z ostatnimi słowami George’a Floyda, które nabrały podczas demonstracji uniwersalnego znaczenia:„I can’t breathe”, czyli „nie mogę oddychać”.

W jednym z ważniejszych przemówień Justyna Samolińska, działaczka Inicjatywy Pracowniczej oznajmiła, iż na naszych oczach Stany Zjednoczone stają się otwarcie faszystowskim i totalitarnym państwem i będzie to miało wpływ na nas wszystkich na całym świecie.

Samolińska odniosła się również do przypadków dyskryminacji na tle narodowościowym, jakie zdarzają się w Polsce. Wspomniała o ukraińskim robotniku Wasylu Czorneju, którego pracodawczyni nie wezwała pogotowia, gdy mężczyzna zasłabł w pracy. Następnie wywiozła jego ciało do lasu i usiłowała zatuszować całą sytuację. Jak oceniła działaczka, gdyby Czornej był Polakiem, nie spotkałby go taki los.

Główne wątki przemówienia dotyczyły jednak brutalnych amerykańskich realiów. Chociaż piętnowane przez nią nierówności i wykluczenie to domena nie tylko kapitalizmu za oceanem.

– Przemoc wobec czarnych Amerykanów, wobec mniejszości w Stanach Zjednoczonych ma nie tylko wymiar policyjny, ma też wymiar ekonomiczny. Mamy do czynienia z wielowiekowym wyzyskiem, z wielowiekową dyskryminacją – podsumowała Samolińska.

Protesty w ten weekend odbyły się również m.in. w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Łodzi. Wszędzie przypominano, że Amerykanie walczą o równość we wszystkich wymiarach: w dostępie do edukacji, do mieszkań w lepszej okolicy, do opieki zdrowotnej.

Na razie polityka rządu USA systemowo im tego dostępu nie gwarantuje. Tego samego rządu USA, który jest idolem obecnych władz Polski.

Jaka kara za śmierć pracownika?

Gdy mężczyzna zasłabł w pracy, Grażyna F. nie tylko nie zadzwoniła po pogotowie, ale też wywiozła mężczyznę do lasu. Zwłoki znalazł leśniczy 125 km od zakładu, w którym 36-letni Wasyl Czornej pracował przy produkcji trumien.

Bo pracował na czarno

Do tragedii doszło na terenie zakładu produkującego trumny w jeden z upalnych dni w ubiegłym roku. Wasyl Czornej, który u Grażyny F. pracował na czarno, zasłabł podczas pracy. Wówczas, jak ustaliła prokuratura, inni pracownicy z Ukrainy – też zatrudnieni na czarno – poprosili szefową o wezwanie karetki. Kobieta obawiała się jednak konsekwencji z tytułu zatrudniania ludzi z pominięciem przepisów, więc po pomoc nie zadzwoniła i zabroniła tego również innym. Rozesłała całą załogę do domu, zostawiła na miejscu tylko innego ukraińskiego pracownika – Serhija H., któremu poleciła załadować kolegę do bagażnika samochodu.
– Ten odmówił, lecz Grażyna F. zagroziła, że nie wypłaci mu pensji. Serhii H. bał się zgłosić zdarzenie na policję, gdyż znajdował się w obcym kraju, nie znal języka, jak również nie miał umowy o pracę – portal RMF24 cytuje fragmenty ustaleń prokuratury.

Nieumyślne spowodowanie śmierci

Eksperci sądowi nie zdołali ustalić, czy 36-latek zmarł wskutek niewydolności oddechowo-krążeniowej jeszcze na hali, w samochodzie, czy dopiero w lesie. Niemniej niewezwanie pomocy i porzucenie go w odosobnionym miejscu mogło skończyć się tylko w jeden sposób. Prokuratura zakwalifikowała postępowanie Grażyny F. jako nieudzielenie pomocy i nieumyślne spowodowanie śmierci.

Oskarżona nie przyznała się do winy i podczas pierwszej rozprawy robiła wszystko, by obarczyć odpowiedzialnością za tragedię zatrudnianych przez siebie Ukraińców. Zeznała, że gdy zaalarmowano ją o złym samopoczuciu Wasyla Czorneja, poleciła, by pracownicy przerwali pracę, zabrali nieprzytomnego kolegę i „zajechali do lekarza”. Ci jednak mieli odmówić i stwierdzić, że nie chcą żadnych problemów.

Nie wiedziała, co robić

Grażyna F. zasugerowała również, że to Serhij H. zadeklarował, że pozbędzie się zwłok, podrzucając je na teren innego zakładu, których jest kilka w okolicy. – Postanowiłam więc, że wezmę to na siebie i sama się tym zajmę. Nie wiedząc, co zrobić, wywiozłam to ciało do lasu – przekonywała.
Serhij H. również jest oskarżonym w sprawie. Prokuratura stawia mu zarzuty utrudniania postępowania karnego poprzez pomoc w zatarciu śladów przestępstwa. Śledczy nie zamierzają jednak się sprzeciwiać, jeśli sąd potraktuje go łagodniej. Zauważyli, że mężczyzna działał pod presją – obawiał się, że jeśli nie pomoże szefowej, nie dostanie wypłaty, a jeśli wezwie policję, to będzie miał problemy z powodu pracy na czarno.
Ukraińskiego pracownika nie było na sali sądowej podczas pierwszego posiedzenia. Odczytano jego zeznania z prokuratury, stojące w całkowitej sprzeczności ze słowami drugiej oskarżonej. Mężczyzna opisał, jak próbował ratować kolegę i podkreślał, że trzy razy prosił Grażynę F. o wezwanie pogotowia.

Zarówno „rzutkiej przedsiębiorczyni”, która oszczędzała na kosztach pracy, dopóki nie zdarzyła się tragedia, jak i Serhijowi H. grozi 5 lat pozbawienia wolności.