Fabiański rzucił wyzwanie Szczęsnemu

West Ham United pokonał na swoim stadionie Sheffield United 3:0 w meczu 24. kolejki Premier League. W bramce zwycięskiego zespołu po raz 23. w tym sezonie zagrał Łukasz Fabiański i po raz siódmy zachował czyste konto. West Ham z dorobkiem 42 punktów zajmuje piąte miejsce, ale liczy się w walce o jedno z czterech miejsc premiowanych występami w Lidze Mistrzów.

Nowy selekcjoner reprezentacji Polski Paulo Sousa nie wyjawił jeszcze, którego z bramkarzy obdarzy zaufaniem i powierzy mu w kadrze rolę numeru 1. Zdradził jedynie, że wyboru już dokonał, ale ogłosi to publicznie dopiero podczas marcowego zgrupowania biało-czerwonych. Jeśli portugalski trener wybrał Wojciecha Szczęsnego, to teraz ma niezły ból głowy, bo West Ham United w Premier League w tym sezonie należy do ścisłej czołówki i pod tym względem praktycznie już nie odstaje od przeżywającego gorsze dni w Serie A Juventusu Turyn. A Fabiański regularnie zbiera nie gorsze recenzje za swoje występy od Szczęsnego.
W miniony poniedziałek ekipa „Młotów” rozbiła 3:0 Sheffield United. Pierwszego gola w 41. minucie strzelił z karnego Declan Rice, na 2:0 podwyższył w 58. minucie po rzucie rożnym środkowy obrońca Issa Diop, a wynik spotkania ustalił Ryan Fredericks, ale to Fabiańskiego w mediach wybrano na najlepszego piłkarza meczu. Nie bez powodu – obronił pięć groźnych strzałów, w tym uderzenie głową Davida McGoldricka z kilku metrów i po raz siódmy w tym sezonie zakończył występ z zerowym kontem strat. W swoich 23. występach (opuścił tylko jeden ligowy mecz – z Evertonem) udało mu się to siedmiokrotnie (z Wolverhampton, Southampton, Chelsea, dwukrotnie z Fulham, Burnley i teraz z Sheffield).
West Ham po 24 kolejkach zajmuje piąte miejsce z dorobkiem 42 punktów. Tyle samo punktów, ale lepszy bilans bramkowy ma czwarta w tabeli Chelsea Londyn, a to już jest miejsce premiowane grą w Lidze Mistrzów. Trzeci Leicester City ma 46 „oczek”, tyle samo co drugi Manchester United, zaś lider, Manchester City, prowadzi z dorobkiem 53 punktów i zapasem jednego rozegranego meczu mniej. Za plecami West Hamu ze stratą dwóch punktów plasuje się FC Liverpool.
A Juventus jak na razie jest w Serie A dopiero czwarty ze stratą ośmiu punktów do prowadzącego AC Milan, siedmiu do wicelidera Interu Mediolan i jednego punktu do trzeciej Romy. Ale ma do rozegrania zaległe spotkanie z Napoli.

Pechowy Gareth Bale

Trener Zinedine Zidane wreszcie pozbył się z drużyny Realu Madryt Garetha Bale’a. Walijski skrzydłowy zgodził się odejść na wypożyczenie do Tottenhamu, klubu z którego siedem lat temu trafił do ekipy „Królewskich”.

Bale w 2013 roku przeszedł do Realu Madryt z Tottenhamu za rekordową wówczas transferową kwotę w wysokości 100 mln euro. Nie od razu stał się „czarną owcą” madryckiego klubu, bo w jego barwach roizegrał jednak przez te siedem lat 251 meczów, w których strzelił 105 goli i zaliczył 68 asyst. Z realem Walijczyk cztery razy wygrał Ligę Mistrzów, zdobywając w spotkaniach finałowych tych rozgrywek trzy gole, dwukrotnie fetował też mistrzostwo Hiszpanii. Z bliżej niewyjaśnionych powodów popadł jednak w konflikt z Zinedine’m Zidane’m. Francuski szkoleniowiec po sezonie 2017/2018 odszedł z Realu i wtedy Bale trochę odżył jako piłkarz, ale po powrocie Zidane’a na Santiago Bernabeu ich konflikt odżył na nowo. Francuski trener dążył wszelkimi metodami do pozbycia się Walijczyka, ale ten, mając ważny kontrakt do końca czerwca 2022 roku, który gwarantował mu zarobki na poziomie 17 mln euro rocznie, ani myślał odchodzić i wybrał rolę rezerwowego w Realu, zaś każdą wolną chwilę spędzał na polu golfowym, a na boisku wyżywał się w meczach reprezentacji Walii. W końcu jednak Zidane dopiął swego, a przyczyniła się do tego nieprzejednana postawa walijskiego piłkarza w kwestii obniżki uposażeń w czasie pandemii koronawirusa. Bale wedle doniesień hiszpańskich mediów był jedynym graczem z kadry „Królewskich”, który się na to nie zgodził.
Podpadł tym szefom Realu tak bardzo, że oddali go na wypożyczenie do Tottenhamu, dzieląc się z angielskim klubem po połowie kosztami jego wynagrodzenia. W miniona niedzielę Bale zadebiutował w zespole „Kogutów” w meczu z West Hamem, którego bramki strzegł Łukasz Fabiański. Wszedł na boisko w 72. minucie przy prowadzeniu Tottenhamu 3:0, ale chyba przyniósł drużynie Jose Mourinho pecha, bo mecz zakończył się remisem 3:3.

Fabiański już trenuje

Występujący na co dzień w West Ham United Łukasz Fabiański, który od 10 stycznia leczył kontuzję uda, w miniony piątek wznowił treningi z zespołem. Powinien wrócić do gry w ciągu kilku, góra kilkunastu dni.

Fabiański nabawił się urazu 10 stycznia w meczu z Sheffield United. Dla 34-letniego bramkarza reprezentacji Polski był to dramat, bo ledwie dwa tygodnie wcześniej wrócił do gry po trwającej od września ubiegłego roku pauzie spowodowanej właśnie kontuzją uda, po której musiał poddać się operacji. Służby medyczne w West Hamie w komunikatach podawały, że przerwa w grze polskiego golkipera może potrwać nawet do lutego 2020 roku, ale ostatecznie trwała niemal równe trzy miesiące.
Powrót Fabiańskiego do drużyny kibice „Młotów” przyjęli z entuzjazmem, bo polski bramkarz swoją fantastyczną grą w poprzednim i w tym sezonie zaskarbił sobie ich sympatię, ale ważniejszym powodem do świętowania było to, że bez Polaka w składzie West Ham przestał zdobywać ligowe punkty. W jego pierwszym występie po powrocie, 28 grudnia ub. roku, ekipa „Młotów” jeszcze złej passy nie przerwała, ale w ówczesnym wiceliderem, Leicester City, przegrała minimalnie 1:2, a Fabiański popisał się efektowna obroną rzutu karnego. W kolejnym spotkaniu, z AFC Bournemouth, West Ham już wygrał i gdy wydawało się, że wszystko wróciło do normy, w meczu z Sheffield United reprezentant Polski musiał opuścić boisko już w 15. minucie.
Trener West Hamu David Moyes trochę się przestraszył, bo dubler Polaka, David Martin, odbiegał znacznie poziomem i w trybie awaryjnym sprowadził nowego bramkarza, Darrena Randolpha, ale Irlandczyk na dzień dobry puścił w dwóch meczach aż pięć bramek (jedną z Evertonem i cztery Leicester City. Ekipa Davida Moyesa po 23 meczach zajmuje dopiero 17. miejsce z dorobkiem 23 punktów i tylko lepszym bilansem bramkowym wyprzedza zespół AFC Bournemouth i Watford, znajdujące się w strefie spadkowej. Dlatego sympatyków tego londyńskiego klubu tak ucieszyła wieść, że Fabiański wrócił.

Fabiański znów doznał kontuzji

Pech nie przestaje prześladować Łukasza Fabiańskiego. Bramkarz reprezentacji Polski w trakcie piątkowego meczu West Hamu z Sheffield United (0:1) doznał urazu i musiał już w 15. minucie opuścić boisko. Fabiański 12 października ub. roku przeszedł operację biodra. Do gry wrócił pod koniec roku, ale zdołał zagrać tylko w trzech meczach.

Londyński klub w oficjalnym komunikacie wydanym po ubiegłorocznej operacji Fabiańskiego podał, że Polak wróci na boisko za trzy miesiące. Gdyby tego terminu dotrzymano, bramkarz West Hamu powinien zagrać pierwszy mecz po wyleczeniu kontuzji właśnie w miniony weekend. Ekipie „Młotów” reprezentanta Polski w bramce wiodło się jednak fatalnie – w 11 spotkaniach zdobyła tylko siedem punktów i niebezpiecznie zjechała w tabeli w pobliże strefy spadkowej. Nic zatem dziwnego, że trener West Hamu David Moyes trochę przyspieszył powrót Fabiańskiego, wystawiając go do gry już po koniec ubiegłego roku przeciwko Leicester City (1:2). Polak zaimponował wysoką formą i obronił w tym spotkaniu rzut karny, a potem walnie przyczynił się do zwycięstwa „Młotów” w starciach z Bournemouth i pucharowym z Gillingham. Szczęście nie trwało jednak długo i jeśli uraz biodra się odnowi, naszego bramkarz znów czeka wielomiesięczna przerwa w grze, a Euro 2020 coraz bliżej.

Pierwszy spadkowicz

Zespół Huddersfield Town został pierwszym spadkowiczem z Premier League. W 32. kolejce przegrał z Crystal Palace 0:2 i nie ma już szans na uniknięcie degradacji. Zagrożony jest też zespół Jana Bednarka Southampton.

Sytuacja, że spadkowicz został wyłoniony już w marcu, zdarzyła się dopiero po raz drugi w historii tych rozgrywek. Zajmujący ostatnia lokatę w tabeli zespół Huddersfield Town zdobył w 32 kolejkach zaledwie 14 punktów, a plasująca się na 17. miejscu ekipy Burnley, zajmującej pierwsze bezpieczne miejsce w tabeli, ma na koncie 33 punkty. Ponieważ do zakończenia rozgrywek pozostało sześć kolejek, czyli do zdobycia maksymalnie 18 „oczek”, piłkarze Huddersfield już mogą planować nowy sezon w niższej klasie, , podobnie jak ekipa Fulham, która jest na 19. miejscu z 17. punktami. Obroni się może jeszcze 18. w tabeli Cardiff City, bo ma 28 pkt i do Burnley traci pięć „oczek”. Tyle samo punktów co Burnley mają też drużyny Brighton&Hove Albion oraz Southampton, w barwach którego występuje reprezentant Polski Jan Bednarek. W 32. kolejce te zespoły zmierzyły się w bezpośrednim starciu, które na swoją korzyść rozstrzygnęła ekipa „Świętych” wygrywając 1:0. Nasz piłkarz rozegrał cały mecz i zebrał za swój występ pochlebne recenzje.

Obaw przed degradacja nie musi mieć Łukasz Fabiański, bo jego West Ham United, chociaż w ten weekend przegrał u siebie z Evertonem 0:2, z 42. pkt na koncie zajmuje 11. miejsce ze stratą ledwie dwóch „oczek” do siódmego w tabeli Wolverhampton. Fabiański przy obu straconych golach nie miał żadnych szans na obronę. Degradacja nie grozi też drużynie Artura Boruca Bournemouth. Polak w tej kolejce usiadł na ławce, a w meczu z Leicester City (0:2) do bramki wrócił Bośniak Asmir Begović, który ostatnio zagroził odejściem, jeśli nie odzyska roli bramkarz numer 1.

 

Fabiański bohaterem „Młotów”

W miniony weekend West Ham United bezbramkowo zremisował z kroczącą od zwycięstwa do zwycięstwa drużyną Chelsea Londyn. Wielki udział w tym sukcesie miał reprezentant Polski Łukasz Fabiański.

 

Przed szóstą kolejką Premier League tylko Chelsea Londyn i FC Liverpool były zespołami z kompletem zwycięstw. Znakomitą serię „The Blues” przerwał w niedzielę West Ham. Ekipa popularnych „Młotów” słabo rozpoczęły sezon i mimo heroicznej postawy Fabiańskiego w bramce zaliczyły serię czterech porażek. Przełamanie nastąpiło dopiero w piątej kolejce, w wygranym spotkaniu z Evertonem, ale przed potyczką z Chelsea nikt nie dawał West Hamowi większych szans. Trener „Młotów” Manuel Pellegrini ostatnio znacznie poprawił grę obronną drużyny, ale mimo to bez znakomitej postawy Fabiańskiego „Młoty” nie dałyby rady wywalczyć remisu.

Nasz reprezentacyjny golkiper obronił mnóstwo groźnych strzałów, a największe wrażenie zrobił ratując swój zespół przed utratą gola interwencją w 66. minucie, gdy twarzą odbił piłkę po uderzeniu Alvaro Moraty. Brytyjska prasa wysoko oceniła występ Polaka. „The Times” przyznał mu notę „8” (w skali 1-10), najwyższą spośród wszystkich piłkarzy na boisku. Także w ocenie portalu 90min.com Fabiański był najlepszym zawodnikiem i także przyznał mu ósemkę, a lepszą notę otrzymał jedynie pomocnik Chelsea Jorginho (8,5), który w tym spotkaniu ustanowił rekord Premier League w liczbie celnych podań (180).
„Kiedy mierzysz się z zespołem, który ma za sobą serię zwycięskich meczów, to sam chcesz grać lepiej i pokazać im, że nie będą mieli łatwo” – podsumował swój występ Fabiański. West Ham awansując na 17. miejsce opuścił strefę spadkową.

 

W Anglii szkolą nam bramkarzy

W miniony weekend w meczach towarzyskiego cyklu International Champions Cup polski futbol reprezentowało trzech nastolatków.

 

W angielskiej Premier League mamy dwóch bramkarzy – Łukasza Fabiańskiego w West Ham United i Artura Boruca w Bournemouth. Niewykluczone, że wkrótce dołączą do nich Marcin Bułka w Chelsea Londyn i Kamil Grabara w FC Liverpool. Obaj znaleźli się w kadrach swoich klubów na letnie zgrupowania przed sezonem i dostali od trenerów szanse występu w rozgrywanych za oceanem towarzyskich meczach cyklu International Champions Cup. 18-letni Marcin Bułka zagrał jedną połowę spotkania z Interem Mediolan i zebrał za swój występ życzliwe recenzje.

O rok starszy Kamil Grabara rozpoczął mecz z Manchesterem United w wyjściowym składzie i w 14. minucie popisał się efektowną „kiwką” w polu karnym, na którą dał się nabrać napastnik rywali Alexis Sanchez. Młody polski bramkarz puścił gola, ale genialnego strzału z rzutu wolnego Pereiry nie obroniłby nawet Alisson Becker, który będzie w tym sezonie pierwszym golkiperem Liverpoolu.

Warto też odnotować udane występy w Bayernie Monachium 18-letniego pomocnika reprezentacji Polski juniorów Marcela Zylly.