Fabiański już trenuje

Występujący na co dzień w West Ham United Łukasz Fabiański, który od 10 stycznia leczył kontuzję uda, w miniony piątek wznowił treningi z zespołem. Powinien wrócić do gry w ciągu kilku, góra kilkunastu dni.

Fabiański nabawił się urazu 10 stycznia w meczu z Sheffield United. Dla 34-letniego bramkarza reprezentacji Polski był to dramat, bo ledwie dwa tygodnie wcześniej wrócił do gry po trwającej od września ubiegłego roku pauzie spowodowanej właśnie kontuzją uda, po której musiał poddać się operacji. Służby medyczne w West Hamie w komunikatach podawały, że przerwa w grze polskiego golkipera może potrwać nawet do lutego 2020 roku, ale ostatecznie trwała niemal równe trzy miesiące.
Powrót Fabiańskiego do drużyny kibice „Młotów” przyjęli z entuzjazmem, bo polski bramkarz swoją fantastyczną grą w poprzednim i w tym sezonie zaskarbił sobie ich sympatię, ale ważniejszym powodem do świętowania było to, że bez Polaka w składzie West Ham przestał zdobywać ligowe punkty. W jego pierwszym występie po powrocie, 28 grudnia ub. roku, ekipa „Młotów” jeszcze złej passy nie przerwała, ale w ówczesnym wiceliderem, Leicester City, przegrała minimalnie 1:2, a Fabiański popisał się efektowna obroną rzutu karnego. W kolejnym spotkaniu, z AFC Bournemouth, West Ham już wygrał i gdy wydawało się, że wszystko wróciło do normy, w meczu z Sheffield United reprezentant Polski musiał opuścić boisko już w 15. minucie.
Trener West Hamu David Moyes trochę się przestraszył, bo dubler Polaka, David Martin, odbiegał znacznie poziomem i w trybie awaryjnym sprowadził nowego bramkarza, Darrena Randolpha, ale Irlandczyk na dzień dobry puścił w dwóch meczach aż pięć bramek (jedną z Evertonem i cztery Leicester City. Ekipa Davida Moyesa po 23 meczach zajmuje dopiero 17. miejsce z dorobkiem 23 punktów i tylko lepszym bilansem bramkowym wyprzedza zespół AFC Bournemouth i Watford, znajdujące się w strefie spadkowej. Dlatego sympatyków tego londyńskiego klubu tak ucieszyła wieść, że Fabiański wrócił.

Fabiański znów doznał kontuzji

Pech nie przestaje prześladować Łukasza Fabiańskiego. Bramkarz reprezentacji Polski w trakcie piątkowego meczu West Hamu z Sheffield United (0:1) doznał urazu i musiał już w 15. minucie opuścić boisko. Fabiański 12 października ub. roku przeszedł operację biodra. Do gry wrócił pod koniec roku, ale zdołał zagrać tylko w trzech meczach.

Londyński klub w oficjalnym komunikacie wydanym po ubiegłorocznej operacji Fabiańskiego podał, że Polak wróci na boisko za trzy miesiące. Gdyby tego terminu dotrzymano, bramkarz West Hamu powinien zagrać pierwszy mecz po wyleczeniu kontuzji właśnie w miniony weekend. Ekipie „Młotów” reprezentanta Polski w bramce wiodło się jednak fatalnie – w 11 spotkaniach zdobyła tylko siedem punktów i niebezpiecznie zjechała w tabeli w pobliże strefy spadkowej. Nic zatem dziwnego, że trener West Hamu David Moyes trochę przyspieszył powrót Fabiańskiego, wystawiając go do gry już po koniec ubiegłego roku przeciwko Leicester City (1:2). Polak zaimponował wysoką formą i obronił w tym spotkaniu rzut karny, a potem walnie przyczynił się do zwycięstwa „Młotów” w starciach z Bournemouth i pucharowym z Gillingham. Szczęście nie trwało jednak długo i jeśli uraz biodra się odnowi, naszego bramkarz znów czeka wielomiesięczna przerwa w grze, a Euro 2020 coraz bliżej.

Pierwszy spadkowicz

Zespół Huddersfield Town został pierwszym spadkowiczem z Premier League. W 32. kolejce przegrał z Crystal Palace 0:2 i nie ma już szans na uniknięcie degradacji. Zagrożony jest też zespół Jana Bednarka Southampton.

Sytuacja, że spadkowicz został wyłoniony już w marcu, zdarzyła się dopiero po raz drugi w historii tych rozgrywek. Zajmujący ostatnia lokatę w tabeli zespół Huddersfield Town zdobył w 32 kolejkach zaledwie 14 punktów, a plasująca się na 17. miejscu ekipy Burnley, zajmującej pierwsze bezpieczne miejsce w tabeli, ma na koncie 33 punkty. Ponieważ do zakończenia rozgrywek pozostało sześć kolejek, czyli do zdobycia maksymalnie 18 „oczek”, piłkarze Huddersfield już mogą planować nowy sezon w niższej klasie, , podobnie jak ekipa Fulham, która jest na 19. miejscu z 17. punktami. Obroni się może jeszcze 18. w tabeli Cardiff City, bo ma 28 pkt i do Burnley traci pięć „oczek”. Tyle samo punktów co Burnley mają też drużyny Brighton&Hove Albion oraz Southampton, w barwach którego występuje reprezentant Polski Jan Bednarek. W 32. kolejce te zespoły zmierzyły się w bezpośrednim starciu, które na swoją korzyść rozstrzygnęła ekipa „Świętych” wygrywając 1:0. Nasz piłkarz rozegrał cały mecz i zebrał za swój występ pochlebne recenzje.

Obaw przed degradacja nie musi mieć Łukasz Fabiański, bo jego West Ham United, chociaż w ten weekend przegrał u siebie z Evertonem 0:2, z 42. pkt na koncie zajmuje 11. miejsce ze stratą ledwie dwóch „oczek” do siódmego w tabeli Wolverhampton. Fabiański przy obu straconych golach nie miał żadnych szans na obronę. Degradacja nie grozi też drużynie Artura Boruca Bournemouth. Polak w tej kolejce usiadł na ławce, a w meczu z Leicester City (0:2) do bramki wrócił Bośniak Asmir Begović, który ostatnio zagroził odejściem, jeśli nie odzyska roli bramkarz numer 1.

 

Fabiański bohaterem „Młotów”

W miniony weekend West Ham United bezbramkowo zremisował z kroczącą od zwycięstwa do zwycięstwa drużyną Chelsea Londyn. Wielki udział w tym sukcesie miał reprezentant Polski Łukasz Fabiański.

 

Przed szóstą kolejką Premier League tylko Chelsea Londyn i FC Liverpool były zespołami z kompletem zwycięstw. Znakomitą serię „The Blues” przerwał w niedzielę West Ham. Ekipa popularnych „Młotów” słabo rozpoczęły sezon i mimo heroicznej postawy Fabiańskiego w bramce zaliczyły serię czterech porażek. Przełamanie nastąpiło dopiero w piątej kolejce, w wygranym spotkaniu z Evertonem, ale przed potyczką z Chelsea nikt nie dawał West Hamowi większych szans. Trener „Młotów” Manuel Pellegrini ostatnio znacznie poprawił grę obronną drużyny, ale mimo to bez znakomitej postawy Fabiańskiego „Młoty” nie dałyby rady wywalczyć remisu.

Nasz reprezentacyjny golkiper obronił mnóstwo groźnych strzałów, a największe wrażenie zrobił ratując swój zespół przed utratą gola interwencją w 66. minucie, gdy twarzą odbił piłkę po uderzeniu Alvaro Moraty. Brytyjska prasa wysoko oceniła występ Polaka. „The Times” przyznał mu notę „8” (w skali 1-10), najwyższą spośród wszystkich piłkarzy na boisku. Także w ocenie portalu 90min.com Fabiański był najlepszym zawodnikiem i także przyznał mu ósemkę, a lepszą notę otrzymał jedynie pomocnik Chelsea Jorginho (8,5), który w tym spotkaniu ustanowił rekord Premier League w liczbie celnych podań (180).
„Kiedy mierzysz się z zespołem, który ma za sobą serię zwycięskich meczów, to sam chcesz grać lepiej i pokazać im, że nie będą mieli łatwo” – podsumował swój występ Fabiański. West Ham awansując na 17. miejsce opuścił strefę spadkową.

 

W Anglii szkolą nam bramkarzy

W miniony weekend w meczach towarzyskiego cyklu International Champions Cup polski futbol reprezentowało trzech nastolatków.

 

W angielskiej Premier League mamy dwóch bramkarzy – Łukasza Fabiańskiego w West Ham United i Artura Boruca w Bournemouth. Niewykluczone, że wkrótce dołączą do nich Marcin Bułka w Chelsea Londyn i Kamil Grabara w FC Liverpool. Obaj znaleźli się w kadrach swoich klubów na letnie zgrupowania przed sezonem i dostali od trenerów szanse występu w rozgrywanych za oceanem towarzyskich meczach cyklu International Champions Cup. 18-letni Marcin Bułka zagrał jedną połowę spotkania z Interem Mediolan i zebrał za swój występ życzliwe recenzje.

O rok starszy Kamil Grabara rozpoczął mecz z Manchesterem United w wyjściowym składzie i w 14. minucie popisał się efektowną „kiwką” w polu karnym, na którą dał się nabrać napastnik rywali Alexis Sanchez. Młody polski bramkarz puścił gola, ale genialnego strzału z rzutu wolnego Pereiry nie obroniłby nawet Alisson Becker, który będzie w tym sezonie pierwszym golkiperem Liverpoolu.

Warto też odnotować udane występy w Bayernie Monachium 18-letniego pomocnika reprezentacji Polski juniorów Marcela Zylly.