Rosjanie zmorą Novaka Djokovicia

Novak Djoković miał w tym roku szansę na zdobycie Wielkiego Szlema, czyli wygranie w jednym roku Australian Open, French Open, Wimbledonu i US Open oraz tzw. Złotego Wielkiego Szlema, do którego zalicza się także zdobycie złotego medalu olimpijskiego. W Tokio przeszkodził mu w tym Alexander Zverev, a w Nowym Jorku Daniił Miedwiediew.

Serbski tenisista, który wciąż jest liderem rankingu ATP, w wielkoszlemowych finałach w tym roku walczył z Miedwiediewem dwukrotnie. W Australian Open pokonał Rosjanina w finale 7:5, 6:2, 6:2 i sięgnął po swój 18. tytuł w turniejach Wielkiego Szlema. Na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu o drugi w tym roku wielkoszlemowy „skalp” walczył w finałowym pojedynku z Grekiem Stefanosem Tsitsipasem i zwyciężył go po ciężkim boju 6:7(6), 2:6, 6:3, 6:2, 6:4. Z kolei na trawiastych kortach Wimbledonu finałowym przeciwnikiem Serba był Włoch Matteo Berrettini, którego pokonał 6:7(4), 6:4, 6:4, 6:3. Te trzy sukcesy zrodziły w 34-letnim liderze światowego rankingu pragnienie zapisania się w historii tenisa, bo Wielkiego Szlema udało się do tej pory zdobyć tylko dwóm graczom – dokonali tego Amerykanin Don Budge w 1938 roku oraz legendarny australijski tenisista Rod Laver w 1962 i 1969 roku. Jeszcze bardziej kusząca była dla Djokovicia perspektywa wywalczenia Złotego Wielkiego Szlema, bo do tej pory takiego wyczynu dokonała jedynie genialna niemiecka tenisistka Steffi Graf w 1988 roku, więc Serb miał szansę zostać pierwszym mężczyzną w klubie zdobywców pięciu najbardziej prestiżowych trofeów w jednym roku.
Niestety, marzenia o Złotym Wielkim Szlemie pokrzyżował mu urodzony w Niemczech w 1997 roku Alexander Zverev, syn świetnego przed laty radzieckiego, a potem rosyjskiego tenisisty Aleksandra Zwieriewa, który po rozpadzie ZSRR wyjechał na Zachód i osiadł w Hamburgu. W półfinale olimpijskiego turnieju Djoković przegrał ze Zverevem i opuścił stolicę Japonii zdruzgotany niepowodzeniem. Zdołał się jednak pozbierać psychicznie i do rozgrywanego na kortach nowojorskiego kompleksu tenisowego Flushing Meadows US Open przystąpił zmotywowany chęcią osiągnięcia drugiego z wielkich celów, czyli wywalczenia chociaż Wielkiego Szlema.
Nic jednak z tego nie wyszło, bo chociaż w półfinale, czyli swoim 27. tegorocznym pojedynku wielkoszlemowym odegrał się Zverevowi za tokijską porażkę i pokonał go po zaciętym pojedynku 4:6, 6:2, 6:4, 4:6, 6:2, to „po przepłynięciu oceanu zatonął przy wejściu do portu”. W finale US Open 2021 Djoković niespodziewanie przegrał 4:6, 4:6, 4:6 z innym Rosjaninem, grającym w barwach swojej ojczyzny Daniiłem Miedwiediewem, młodszym o dziewięć lat aktualnym wiceliderem światowego rankingu. W przypadku triumfu Serb zostałby tenisistą z największą liczbą triumfów w turniejach wielkoszlemowych. Obecnie ma 20 tytułów, tyle samo co Szwajcar Roger Federer i Hiszpan Rafael Nadal, ale póki co ten stan pozostanie bez zmian.
Dla Djokovicia był to już 31. finał wielkoszlemowy w karierze, dzięki czemu wyrównał wynik Rogera Federera. W finale US Open Djoković zagrał już po raz dziewiąty, ale udało mu się wygrać tylko trzy razy – w 2011, 2015 i 2018 roku. Co ciekawe, nigdy wcześniej serbski tenisista nie miał za sobą sympatii nowojorskiej publiczności, ale w niedzielnym pojedynku z Miedwiediewem to się nagle zmieniło na jego korzyść. Rosjanin musiał na korcie centralnym im. Arthura Ashe’a zmagać się nie tylko z zagraniami rywala, ale też z wrogą i momentami nawet agresywnie mu przeszkadzającą publiką, która najwyraźniej chciała być świadkiem historycznego wydarzenia, czyli zdobycia Wielkiego Szlema. Pamiętajmy, że po raz ostatni coś takiego zdarzyło się 52 lata temu.
Ale Djoković tego dnia był w kiepskiej dyspozycji, albo Rosjanin w genialnej, w każdym razie na korcie było wyraźnie widać dominację wicelidera światowego rankingu nad liderem. Serb unikał długich wymian, bo widać było, że nie czuje się w nich dobrze. Często skracał akcje, szukał kończących uderzeń i regularnie chodził do siatki (aż 47 takich akcji, przy zaledwie 12 rywala). Mylił się jednak niemiłosiernie i tracił punkty nawet w łatwych zagraniach. Za to Miedwiediew grał bardzo dobrze i świetnie serwował, chociaż kibice hałasowali gdy miał zagrywać piłkę i okazywali dziką radość po każdym jego nieudanym zagraniu. Nie był to ładny widok i takie zachowanie nie wystawia nowojorskiej publiczności dobrego świadectwa za łamanie tenisowej etykiety. Rosjanin na Flushing Meadows nie jest lubiany od 2019 roku, gdy pokazał wygwizdującej go publice środkowy palec, a po meczu powiedział ironicznie: „Wygrałem dzięki wam. I wiedzcie, że im bardziej będziecie na mnie gwizdać, tym bardziej będę wygrywał. Daliście mi energię, bo gdyby was nie było, prawdopodobnie bym przegrał, tak już byłem zmęczony”. Po zwycięstwie nad Djokoviciem mógł spokojnie powtórzyć te wszystkie złośliwe gesty i słowa. Ale odpuścił sobie, bo chciał się nacieszyć pierwszym w karierze wielkoszlemowym triumfem, który zadedykował obchodzącej tego dnia urodziny żonie.
Djoković starał się trzymać fason i nawet komplementował zwycięskiego rywala, lecz w głębi serca pewnie trawiła go rozpacz, że zaprzepaścił okazję na przejście do tenisowej legendy. Kalendarzowego Wielkiego Szlema może już nigdy nie zdobyć, więc zostało mu już tylko wyprzedzić Rogera Federera i Rafaela Nadala w liczbie wielkoszlemowych trofeów. I na to na pewno jeszcze nie raz zapoluje, chociaż ośmieleni sukcesem Miedwiediewa młodsi gracze z pewnością zaczną teraz stawiać odważniej opór.
Póki co jednak to Djokovic jest numerem 1 w światowym rankingu i mimo porażki w finale US Open nawet zwiększył przewagę punktową nad drugim w zestawieniu Miedwiediewem, bo Serb miał do obrony punkty za IV rundę, a Rosjanin za finał sprzed dwóch lat, więc mimo życiowego sukcesu strata rosyjskiego gracz wzrosła do 1353 punktów. W najnowszym notowaniu rankingu ATP doszło do licznych zmian. Nasz najlepszy obecnie zawodnik, Hubert Hurkacz, odpadł wprawdzie z US Open już w II rundzie, ale utrzymał 13. lokatę w zestawieniu. W kobiecym rankingu też doszło do sporych przetasowań. Iga Świątek utrzymała ósmą lokatę, liderką pozostała Australijka Ashleigh Barty, a w Top 10 Polkę wyprzedzają jeszcze Białorusinka Aryna Sabalenka, Czeszka Karolina Pliskowa, Ukrainka Jelina Switolina, Japonka Naomi Osaka, Amerykanka Sofia Kenin i Czeszka Barbora Krejcikova.
Wypada odnotować wielki awans triumfatorki tegorocznego US Open Brytyjki Emmy Raducanu, która ze 150. miejsca przeskoczyła aż na 23. Duży skok z 73. na 28. pozycję zaliczyła też pokonana przez nią w finale Kanadyjka Leylah Fernandez.

Djoković dogonił Federera i Nadala

Novak Djoković po raz szósty w karierze wygrał Wimbledon, pokonując w finale 6:7(4), 6:4, 6:4, 6:3 Włocha Matteo Berrettiniego. To zarazem jego 20. wielkoszlemowy tytuł w karierze. Pod tym względem serbski tenisista zrównał się z Rogerem Federerem i Rafaelem Nadalem w klasyfikacji wszech czasów.

Dla 34-letniego Djokovicia tegoroczny trium na wimbledońskiej trawie był już szóstym w karierze. Pierwszy raz wygrał na kortach All England Club w 2011 roku, pokonując w finale Rafaela Nadala, a potem triumfował jeszcze w edycjach 2014, 2015 (w obu w finale pokonał Federera), 2018 (wygrał z Kevinem Andersonem) i 2019 (ponownie pokonał Federera). Dzięki tegorocznej wygranej Djoković w liczbie trofeów wywalczonych w Wimbledonie zdystansował Bjoerna Borga oraz Laurence’a Doherty’ego i awansował na4. pozycję w historycznej klasyfikacji. Więcej triumfów na londyńskiej trawie wywalczyli Roger Federer (osiem) oraz Pete Sampras i William Renshaw (po siedem).
Federer, Nadal i Djoković teraz wspólnie są na czele klasyfikacji wszech czasów w liczbie wielkoszlemowych zwycięstw. Na samodzielne prowadzenie jeden z nich będzie mógł wysunąć się za dwa miesiące – ten, który wygra US Open (30 sierpnia – 12 września). Djoković będzie w tej imprezie podwójnie zmotywowany, bo w tym roku wygrał już Australian Open, French Open i Wimbledon, więc do zdobycia Wielkiego Szlema została mu ostatnia lewa. A Serb może jeszcze pokusić się o zdobycie tzw. Złotego Wielkiego Szlema, do którego zalicza się jeszcze triumf w turnieju olimpijskim. To unikatowe osiągnięcie, bo do tej pory udało się dokonać takiego wyczynu tylko Steffi Graf. Niemiecka tenisistka w 1988 roku wygrała wszystkie cztery imprezy wielkoszlemowe oraz zdobyła złoty medal w singlu na igrzyskach w Seulu. Djoković jednak zastanawia się nad rezygnacją z olimpijskiego występu w Tokio. Podczas konferencji prasowej po niedzielnym zwycięstwie nad Matteo Berrettinim serbski tenisista powiedział, szanse na jego udział w tej imprezie wynoszą 50 na 50.
Nasza sześcioosobowa reprezentacja tenisowa do Tokio wybiera się w pełnym składzie. W ekipie biało-czerwonych wystartują zatem Iga Świątek, aktualnie ósma rakieta na świecie w rankingu WTA i Hubert Hurkacz, sklasyfikowany w najnowszym rankingu ATP na najwyższym w karierze 11. miejscu. Na dobre wyniki tej dwójki liczymy najbardziej, ale także na udane występy Magdy Linette (WTA 43) i Kamila Majchrzaka (ATP 109) w singlu oraz Hurkacza i Łukasza Kubota oraz Linette i Alicji Rosolskiej w deblu, a być może także Świątek i Kubota w mikście. W aktualnym rankingu ATP Hurkacz po dotarciu do półfinału Wimbledonu powiększył swoje konto do 3163 punktów rankingowych i awansował z 18. na 11. pozycję. Tym samym 24-letniego wrocławianina dzieli już tylko jedna lokata od rekordowego w polskim męskim tenisie osiągnięcia Wojciecha Fibaka, który na światowej liście doszedł do 10. miejsca. A w aktualnym rankingu ATP ma przed sobą już tylko dziesięciu graczy: 1. Novaka Djokovicia (Serbia) – 12 113 pkt; 2. Daniiła Miedwiediewa (Rosja) – 10 370; 3. Rafaela Nadala (Hiszpania) – 8270; 4. Stefanosa Tsitsipasa (Grecja) – 8150); 5. Alexandra Zvereva (Niemcy) – 7475; 6. Dominika Thiema (Austria) – 7425; 7. Andrieja Rublewa (Rosja) – 6255; 8. Matteo Berrettiniego (Włochy) – 5488; 9. Rogera Federera (Szwajcaria) – 4215 i Denisa Shapovalova (Kanada) – 3625.
Hurkacz przeskoczył natomiast z 11. na ósmą pozycję w rankingu „Race to Turin”, który uwzględnia tylko tegoroczne wyniki i służy do wyłonienia ośmiu najlepszych graczy w jednym roku, którzy na koniec sezonu wystąpią w turnieju mistrzów w Turynie. Liderem tego zestawienia oczywiście także jest Djoković, a kolejne lokaty zajmują: Tsitsipas, Berrettini, Rublew, Zverev, Miedwiediew i Nadal, zaś za plecami Hurkacza plasują się Asłan Karaczew i Shapovalov.
Na czele rankingu WTA liderka pozostała Australijka Ashleigh Barty, która wygrała Wimbledon 2021 i umocniła się na prowadzeniu. W Top 10 zestawienia doszło jednak do sporych zmian. Zajmująca 3. lokatę przed Wimbledonem Rumunka Simona Halep spadła na dziewiąte miejsce, z czołowej dziesiątki wypadła Amerykanka Serena Williams, a do elity wróciła finalistka Wimbledonu Czeszka Karolina Pliskova. Top 10 rankingu WTA wygląda obecnie tak: 1. Ashleigh Barty (Australia) – 9635 pkt; 2. Naomi Osaka (Japonia) – 7336; 3. Aryna Sabalenka (Białoruś) – 6965; 4. Sofia Kenin (USA) – 5640; 5. Bianca Andreescu (Kanada) – 5331; 6. Elina Switolina (Ukraina) – 5125; 7. Karolina Pliskova (Czechy) – 4975; 8. Iga Świątek (Polska) – 4695; 9. Simona Halep (Rumunia) – 4330; 10. Garbine Muguruza (Hiszpania) 4165. Iga Świątek zajmuje też wyższe miejsca od Hurkacza w rankingu kwalifikującym do wieńczącego sezon turnieju mistrzyń (Porsche Rice). W tym zestawieniu 20-letnia warszawianka jest na wysokiej 4. pozycji za Barty, Sabalenką i Czeszką Barborą Krejcikovą, a przed Pliskovą, Osaką, Muguruzą i Rosjanką Anastasja Pawluczenkową.

Solidarność na korcie

Przerwa w tenisowych rozgrywkach mocno uderzyła po kieszeni żyjących ze startów w turniejach graczy. Zwłaszcza tych spoza dobrze zarabiającej światowej czołówki. I to im władze ITF, ATP i WTA postanowiły przyjść z finansową pomocą.

Wsparcie tej inicjatywy zapowiedzieli też organizatorzy turniejów Wielkiego Szlema oraz zawodniczki i zawodnicy z Top 100 światowych rankingów. O tym, że toczy trwają prace na opracowaniem koncepcji pomocy poinformował jako pierwszy wiceprezes Niemieckiego Związku Tenisowego Dirk Hordorff. Nowe informacje w tej sprawie ujawnił też lider rankingu ATP Novak Djoković w liście otwartym. Serbski tenisista potwierdził, że w tej chwili toczy się dyskusja nad propozycjami finansowego wsparcia dla niżej notowanych graczy. Uczestniczący w niej przedstawiciele ITF, ATP, WTA i turniejów Wielkiego Szlema planują zebrać z różnych źródeł około 9 mln dolarów i podzielić go równo na wytypowanych do pomocy zawodniczki i zawodników. Na lwią część tej kwoty mają się złożyć Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF), organizująca turniejową rywalizację mężczyzn ATP i zarządzająca rywalizacją kobiet WTA oraz organizatorzy czterech imprez wielkoszlemowych. Około 2 mln dolarów mają natomiast dorzucić do tej puli gracze z czołówki rankingów WTA i ATP w ramach funduszu pomocowego Player Relief Fund. Dobrowolnie na ten cel mają się złożyć zawodniczki i zawodnicy z Top 100 światowych list w grze pojedynczej oraz z Top 20 rankingu deblowego.
Z informacji przekazanych przez Djokovicia wynika, że pomocą planuje się objąć zawodniczki i zawodników zajmujących aktualnie w rankingach miejsca od 250. do 700. To gracze, którzy nie kwalifikują się do wielkoszlemowych eliminacji i dlatego trudniej jest im walczyć o wyższe premie na zawodowych kortach. Każdy tej grupy może liczyć na wsparcie w wysokości 10 tys. dolarów. W tym gronie są także Polacy – Urszula Radwańska (WTA 266), Katarzyna Piter (WTA 360), Natalia Siedliska (WTA 560), Kacper Żuk (ATP 305), Daniel Michalski (ATP 434), Jerzy Janowicz (ATP 470) i Michał Dembek (ATP 654).
Djoković wyjawił też zasady na jakich gracze ze światowej elity opodatkują się na rzecz Player Relief Fund. Proponuje się, żeby zawodnicy i zawodniczki z Top 5 rankingów WTA (Ashleigh Barty, Simona Halep, Karolina Pliskova, Sofia Kenin, Jelina Switolina) i ATP (Novak Djoković, Rafael Nadal, Dominic Thiem, Roger Federer, Daniił Miedwiediew) wpłaciły po 30 tys. dolarów, a wkład kolejnych będzie malał wraz z niższym miejscem w zestawieniu Top 100. Jeśli takie ustalenia zostaną zaakceptowane, notowany aktualnie na 29. światowej listy Hubert Hurkacz musiałby przekazać na fundusz pomocowy 10 tys. dolarów, a nasz najwyżej notowany deblista Łukasz Kubot 5 tys. dolarów. Z naszych tenisistek w Top 100 klasyfikowane są obecnie tylko Magda Linette (WTA 36) i Iga Świątek (WTA 49) – one także, jak Hurkacz, będą musiały wpłacić po 10 tys. dolarów. Raczej na pewno nikt się nie wyłamie, bo solidarność na korcie w czasie zarazy jest wymagana nawet w tak indywidualnym sporcie, jakim jest tenis.
Oficjalne turnieje tenisowe zostały zawieszone na razie do 13 lipca. Organizatorzy wielkoszlemowego US Open wciąż jeszcze mają nadzieję, że imprezę uda się przeprowadzić, nie rezygnują też animatorzy przełożonego na wrzesień turnieju French Open. Z myślą o tych zawodach trener Sereny Williams Patrick Mouratoglou wpadł na pomysł zorganizowania nieformalnych rozgrywek z udziałem zaproszonych graczy ze ścisłej światowej czołówki. Rywalizacja ma się toczyć na zamkniętych dla publiczności kortach jego prywatnej akademii tenisowej w Nicei na przełomie maja i czerwca. Mouratoglou nazwał te nietypowe rozgrywki Ultimate Tennis Showdown (UTS). Rywalizacja ma się toczyć przez pięć tygodni, ale żeby wszyscy mieli w tym interes, Francuz oferuje telewizjom nabycia praw telewizyjnych do transmisji na żywo. Pierwszy pojedynek ma się odbyć 16 maja, a zmierzą się w nim zajmujący 10. miejsce w rankingu ATP Belg David Goffin z klasyfikowanym na 103. pozycji Australijczykiem Alexem Popyrinem , którego dołączono do stawki wyłącznie dlatego, że jego ojciec jest udziałowcem UTS. Jak wieść niesie, gracze z Top 10 rankingów WTA i ATP wyrazili chęć udziału w tym przedsięwzięciu.
Nic dziwnego, także ich czeka chudy rok. Wiadomo już, że sierpniowy turniej WTA w Montrealu został przełożona na 2021 rok, a lipcowy turniej ATP w Hamburgu odwołano. Wielkoszlemowy French Open, który zazwyczaj odbywa się w Paryżu na przełomie maja i czerwca, przesunięto w marcu na termin 20 września – 4 października. Tydzień wcześniej zakończyć się ma US Open. Szef Amerykańskiej Federacji Tenisowej (USTA) Mike Dowse poinformował, że decyzja w sprawie tych zawodów ma zapaść w czerwcu. Opcję turnieju bez kibiców określił jako możliwą, ale ją wykluczył.

Anglicy odwołali Wimbledon

Komitet organizacyjny wielkoszlemowego Wimbledonu w minioną środę ogłosił decyzję, której od jakiegoś czasu sympatycy tenisa na całym świecie się spodziewali, ale która chyba nikogo nie ucieszyła. Po raz pierwszy od zakończenia II Wojny Światowej ten najbardziej prestiżowy turniej tenisowy został odwołany. Jego kolejna edycja odbędzie się dopiero za rok, w dniach 28 czerwca – 11 lipca. Tym samym All England Lawn Tennis Club nie poszedł śladem Francuzów, którzy swój wielkoszlemowy French Open przenieśli na koniec września.

Pandemia koronawirusa sparaliżowała kompletnie tenisowe życie. Z jej powodu odwołano w marcu wielkie turnieje w Indian Wells i Miami, a od 18 marca ITF, WTA i ATP zawiesiły rozgrywki tenisowe na wszystkich szczeblach. Pierwotnie przerwa miała potrwać do 7 czerwca, czyli do końca cyklu turniejów na kortach ziemnych, który zwyczajowo kończy wielkoszlemowy French Open na kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. W tym roku miał się odbyć w dniach 24 maja – 7 czerwca, ale jego organizatorzy już dwa tygodnie temu ogłosili, że przenoszą turniej na jesień i wyznaczyli nawet nową datę: 20 września – 4 października.
Pierwszy padł French Open
Ich decyzja wywołała spore poruszenie w tenisowym środowisku, bo nie został uprzednio uzgodniona z władzami ITF, WTA i ATP, zawodnikami oraz organizatorami innych zaplanowanych wcześniej w tym okresie turniejów. „Wiedzieliśmy, że będziemy za to krytykowani, bo jako pierwsi zdecydowaliśmy się na taki krok. Byliśmy jednak pewni, że musimy coś zrobić, bo nie było wspólnej dyskusji na ten temat. Nawet ludzie z ATP mówią nam dziś, że mieli podobny pomysł. A my działamy też w interesie Francji” – przekonuje w rozmowie z dziennikiem „L’Equipe” Lionel Maltese, dyrektor do spraw finansów Francuskiej Federacji Tenisowej (FFT).
Przeniesienie imprezy na wrzesień nie daje jednak stuprocentowej pewności, że się w tym terminie odbędzie. Wszystko zależy od rozwoju pandemii koronawirusa. Ale Francuzi są zdeterminowani, żeby impreza na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa jednak się odbyła. „Straty z powodu odwołania turnieju wyniosłyby 260 mln euro, a to by oznaczało, że ucierpi także tenis amatorski, na który z tych zysków przeznaczamy co roku sto milionów euro” – tłumaczy dyrektor Maltese.
Protesty zawodników szybko jednak ucichły, gdy pojawiły si pierwsze pogłoski, że Wimbledon także jest zagrożony i może nawet w ogóle się nie odbyć. A to już jest cios bolesny, bo cztery turnieje Wielkiego Szlema łącznie wnoszą do zawodowego tenisa w puli nagród prawie dwieście milionów dolarów. A przypomnijmy, że w tym roku odbył się jak na razie jedynie Australian Open.
W środę organizatorzy zawodów na trawnikach All England Lawn Tennis Clubu (AELTC) spotkali się, aby podjąć decyzję w sprawie tegorocznego Wimbledonu. Pod uwagę wzięto bezpieczeństwo i zdrowie graczy, sędziów, kibiców oraz wszystkich osób pracujących przy turnieju. Ostatecznie podjęto decyzję, że 134. edycja The Championships odbędzie się w przyszłym roku, w dniach 28 czerwca – 11 lipca 2021 roku.
Anglikom żal było trawy
„To jest decyzja, której nie podjęliśmy pochopnie, a zrobiliśmy to z najwyższym szacunkiem dla zdrowia publicznego oraz dobrobytu wszystkich tych, którzy sprawiają, że Wimbledon się odbywa” – stwierdził przewodniczący AELTC, Ian Hewitt. Organizatorzy w oficjalnym komunikacie poszerzyli listę powodów: „Naszym zdaniem najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo wszystkich, którzy sprawiają, że Wimbledon to wydarzenie angażujące społeczeństwo, graczy, gości, pracowników, wolontariuszy, partnerów, kontrahentów i lokalnych mieszkańców. Dlatego uważamy, że odwołanie Wimbledonu jest najlepszą decyzją w interesie zdrowia publicznego. Podejmujemy tę decyzję teraz, a nie za kilka tygodni, co jest w interesie osób, które miały rozpocząć przygotowania do tego wydarzenia. Ci, którzy kupili bilety, otrzymają zwrot pieniędzy i możliwość zakupu wejściówek na ten sam dzień w 2021 roku” – poinformował All England Lawn Tennis Club.
Wimbledon to najstarszy i najbardziej prestiżowy turniej tenisowy na świecie. Rozgrywany jest od 1877 roku. W tym czasie nie został rozegrany jedynie podczas pierwszej i drugiej wojny światowej. Od 1946 roku odbywał się regularnie. Organizatorzy nie zdecydowali się, wzorem French Open, przenieść imprezy na jesienny termin, bo rywalizacja na trawiastych kortach w Wielkiej Brytanii możliwa jest tylko latem.
Międzynarodowa Federacja Tenisowa zareagowała natychmiast i także w minioną środę zaakceptowała wniosek ATP i WTA, aby przerwę w rozgrywkach przedłużyć do 13 lipca. Potwierdziły to obie organizacje w oficjalnych komunikatach, co oznacza, że wszystkie zaplanowane turnieje na kortach trawiastych zostaną odwołane. W czerwcu tenisistki i tenisiści mieli w kalendarzu po sześć imprez. ATP nie skreśliła jedynie mający rozpocząć się 13 lipca turniej w Newport.
ITF wydłuża przerwę do lipca
Poprzedni komunikat ITF, WTA i ATP z 18 marca wstrzymał rywalizację na kortach do 7 czerwca, teraz już wiadomo, że przerwa potrwa co najmniej o miesiąc dłużej. Na tyle też utrzymano tzw. zamrożenie rankingów, czyli utrzymano jako wiążące wyniki ostatniego notowania. Dla czołówki profesjonalnych graczy utrata możliwości występu na wimbledońskiej trawie będzie jednak kolejną dotkliwą stratą finansową, bo to impreza z najwyższą pulą nagród (ponad 40 mln funtów).
W tym roku odbył się tylko jeden turniej wielkoszlemowy – Australian Open w Melbourne. Wśród pań triumfowała w nim Amerykanka Sofia Kenin, natomiast wśród mężczyzn najlepszy był Serb Novak Djoković.
ATP i WTA rozważają teraz różne scenariusze. Nie można wykluczyć, że z powodu pandemii w tym roku nie odbędzie się już żaden turniej tenisowy. Wariant optymistyczny zakłada wydłużenie sezonu do grudnia i limitowanie liczby imprez. Jeśli zajdzie taka konieczność, pierwszeństwo będą miały turnieje Wielkiego Szlema i Masters 1000, bo one oferują największe pule nagród dla uczestników.

Harce na trawnikach Wimbledonu

W poniedziałek 1 lipca rozpocznie się 143. turniej na trawiastych kortach Wimbledonu. Rozgrywana od 1877 roku na obiektach All England Lawn Tennis and Croquet Club impreza to najstarszy i najbardziej prestiżowy turniej tenisowy na świecie, zaliczany wraz z Australian Open, French Open i US Open do tzw. Wielkiego Szlema.

Wśród mężczyzn rekordzistą w liczbie triumfów na wimbledońskiej trawie jest Szwajcar Roger Federer, który wygrywał tu osiem razy (2003-2007, 2009, 2012, 2017). Wśród kobiet najwięcej razy (dziewięciokrotnie) triumfowała Amerykanka czeskiego pochodzenia Martina Navratilova (1978-1979, 1982-1987, 1990). W tegorocznym Wimbledonie tytułów bronić będą Angelique Kerber oraz Novak Djokovic.

Tradycja ponad wszystko

Wimbledon jest w tej chwili jedynym turniejem wielkoszlemowym, rozgrywanym na trawie. W przeszłości taką nawierzchnię miały też korty trzech pozostałych imprez wielkoszlemowych – French Open do 1928, US Open do 1975, a Australian Open do 1988 roku. Dwie główne areny Wimbledonu, kort centralny (widownia na 14 tys. osób) i kort nr 1 (11 000 miejsc) są używane tylko podczas turnieju. Na pozostałych 17 kortach rozgrywa się również inne imprezy organizowane przez All England Lawn Tennis and Croquet Club.

Organizatorzy londyńskiego turnieju są mocno przywiązani do tradycji – choćby w kwestii koloru ubiorów. Nadal wymagają, aby gracze byli ubrani od stóp do głów na biało. Niedziela w środku imprezy zazwyczaj jest dniem wolnym, a odstępstwa od tej zasady zdarzają tylko w sytuacji, gdy opady deszczu doprowadzą do nadmiernych zaległości w terminarzu gier. Dla tysięcy fanów śledzących na żywo zmagania miłą dla podniebienia tradycją są podawane tu truskawki ze śmietaną – przez dwa tygodnie uczestnicy Wimbledonu zjadają prawie 30 ton tych owoców i doprawianych siedmioma tysiącami litrów śmietany.
Jak do tej pory żaden polski tenisista czy tenisistka nie wygrał singla na wimbledońskich trawnikach. Najbliżej triumfu były panie – w 1937 legendarna Jadwiga Jędrzejowska uległa w finale Brytyjce Dorothy Round 2:6, 6:2, 5:7, a w 2012 roku Agnieszka Radwańska przegrała z Amerykanką Sereną Williams 1:6, 7:5, 2:6. Co ciekawe, w rywalizacji juniorskiej możemy pochwalić się czterema zwycięstwami naszych zawodniczek – w 1995 roku sztuki tej dokonała Aleksandra Olsza, w 2005 roku Agnieszka Radwańska, dwa lata później jej młodsza siostra Urszula, a przed rokiem Iga Świątek. W grze podwójnej seniorów sukces odniósł natomiast Łukasz Kubot, który w duecie z Brazylijczykiem Marcelo Melo wygrał tu debla w 2017 roku.

Polski kwartet w singlu
W tegorocznej edycji Wimbledonu w grze pojedynczej mężczyzn nasz tenis reprezentować będą Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak, a w grze pojedynczej pań Iga Świątek i Magda Linette. Rywalem notowanego w rankingu ATP na 52. miejscu Hurkacza w 1. rundzie będzie Serb Dusan Lajović (ATP 32). 22-letni wrocławianin grał z nim dotąd tylko raz i wyszedł zwycięsko z tego pojedynku. W przypadku wygranej Hurkacz w 2. rundzie zagra z Łotyszem Ernestsem Gulbisem lub Argentyńczykiem Leonardo Mayerem, a gdyby przebrnął do trzeciej rundy, trafi tam zapewne na lidera obrońcę tytułu Novaka Djokovicia. Z serbskim mistrzem nasz zawodnik miał okazję zmierzyć się w 1. rundzie French Open i odpadł po porażce w trzech setach.

Drugi z naszych reprezentantów, 23-letni Kamil Majchrzak, aktualnie sklasyfikowany w rankingu na 111. pozycji, do głównej drabinki wimbledońskich zmagań musiał przebijać się przez trzystopniowe kwalifikacje. Dla piotrkowianina będzie to drugi występ w Wielkim Szlemie. W styczniowym Australian Open skreczował w piątym secie meczu pierwszej rundy z Japończykiem Keiem Nishikorim. Jego rywal, zajmujący obecnie 36. miejsce w rankingu ATP i starszy o 13 lat Hiszpan Fernando Verdasco na londyńskiej trawie najdalej zaszedł w 2013 roku, gdy dotarł do ćwierćfinału. W trzech ostatnich edycjach Hiszpan przegrywał jednak już w 1. rundzie, co daje Majchrzakowi jakąś nadzieję. Jeśli wygra, to jego kolejnym rywalem będzie albo Brytyjczyk Kyle Edmund, albo kolejny Hiszpan Jaume Munar.

Szczęście Magdy i Igi

Los był bardziej łaskawy dla naszych tenisistek. Zajmująca 75. miejsce w rankingu WTA Linette trafia na sklasyfikowaną na 144. miejscu rankingu WTA Rosjankę Annę Kalinską, która do głównej drabinki dostała się z kwalifikacji. W turnieju Wielkiego Szlema Rosjanka zagra po raz czwarty, ale jeszcze nigdy nie wygrała meczu. Linette zmierzy się z Kalinską po raz pierwszy. Jeśli ją pokona, to w następnej rundzie trafi na rozstawioną z numerem 25 18-letnią Amerykankę Amandę Anisimovą lub Rumunkę Soranę Cirsteę.

Z kolei Iga Świątek, która otrzymała od organizatorów tzw. dziką kartę, w rankingu WTA plasuje się na 63. pozycji, natomiast jej pierwsza rywalka w tegorocznym Wimbledonie, 26-letnia Szwajcarka Viktorija Golubić, sklasyfikowana jest na 81. pozycji. Obie panie nie miały jeszcze okazji zmierzyć się w bezpośredniej walce. Golubic nie ma żadnych osiągnięć na trawie, Świątek w razie awansu do 2. rundy trafi jednak na wiceliderkę rankingu Japonkę Naomi Osakę lub Julię Putincewą z Kazachtanu.