Nieświęte prawo własności

Dziś będę miał niewiele roboty z pisaniem komentarza, gdyż większa jego część będzie składać się z cytatu. I zagadki: kto to napisał?

„Świat istnieje dla wszystkich, ponieważ my wszyscy, istoty ludzkie, rodzimy się na tej ziemi z taką samą godnością. Różnic koloru, religii, zdolności, miejsca pochodzenia, miejsca zamieszkania oraz wiele innych nie można przedkładać lub wykorzystywać do uzasadnienia przywilejów dla niektórych, kosztem praw wszystkich. Dlatego też jako wspólnota jesteśmy zobowiązani do zapewnienia, aby każdy człowiek żył godnie i miał odpowiednie szanse pełnego rozwoju. (…)
Zasada wspólnego używania dóbr stworzonych przez wszystkich jest „pierwszą zasadą całego porządku społecznoetycznego” i jest to prawo naturalne, pierwotne i pierwszorzędne. (…) Prawo do własności prywatnej może być uznane jedynie za wtórne prawo naturalne i wywodzi się z zasady powszechnego przeznaczenia dóbr stworzonych, co ma bardzo konkretne konsekwencje, które muszą znaleźć odzwierciedlenie w funkcjonowaniu społeczeństwa. Często jednak zdarza się, że prawa wtórne stawiane są ponad prawa priorytetowe i pierwotne, co sprawia, że nie mają one żadnego praktycznego znaczenia”.
To fragment ostatniej encykliki papieża Franciszka „Fratelli Tutti” (o braterstwie i przyjaźni społecznej) z tak mocnym wskazaniem podrzędności statusu własności prywatnej.
Dyżurnych nieprzyjaciół Pana Boga od razu uprzedzam: mam własne zdanie dotyczące roli Kościoła we wspólnocie, udziału w budowaniu niesprawiedliwych społeczeństw i niegodziwości jego funkcjonariuszy. Mam też własne zdanie dotyczące ludzkiej potrzeby wiary. Zróbcie więc 100 przysiadów i dajcie sobie na wstrzymanie.
Z zazdrością jednak konstatuję, że taką właśnie pełną wad i poddawaną słusznej krytyce strukturę stać na podjęcie w najważniejszym dokumencie najważniejszego jej funkcjonariusza próby zmierzenia się z najważniejszymi problemami dygocącego w agonii kapitalistycznego świata. Bowiem kwestia własności i sprawiedliwości społecznej jest obecnie fundamentalna w konstruowaniu obrazu przyszłości, jeśli mamy ocaleć jako gatunek. Zazdrość bierze się stąd, że lewica w moim kraju na razie pęta się w działaniach ważnych, potrzebnych, a jednak obok głównego nurtu stojących przed ludźmi wyzwań. Nie słyszę nic od nikogo o własności, sprawiedliwości, kształcie społeczeństwa. A mamy przecież instytuty, nawet dość zacne, think tanki, spośród których być może dałoby się znaleźć ze dwa, które nie koncentrują się tylko na liczeniu i dzieleniu grantów. Nic nie wiem, jaka jest wizja lewicy na najbliższe 30-50 lat. Czego ona chce?
Zamiast tego mam przedstawiciela jednej z najbardziej zasłużonych partii lewicowych, który bez cienia wstydu mówi, że jest za kapitalizmem i gospodarka rynkową, mam ważne, potrzebne, ale jednak obok, protesty skupiające się na kwestiach tożsamościowych i nieprzekonujące stękania, że chcemy być jak Skandynawia, nie rozumiejąc ani jej historii, ani konstruktu społecznego i mentalności.
Ten lęk przed zmierzeniem się z kardynalnymi zagadnieniami doprowadzi lewicę do samozagłady.

Nie zawsze trzeba kupić

Fot. Wynajem samochodu często może być bardzo dogodnym rozwiązaniem.

 

 

Dziś codzienne użytkowanie bardzo wielu dóbr nie musi wiązać się z zdobywaniem ich na własność.

 

Mieć, a nie być. Wiele osób stwierdziłoby, że to właśnie jest motto ludzi urodzonych na przełomie lat 80. i 90, czyli tzw. Millenialsów.
Często postrzega się ich jako jednostki, które są nastawione na konsumpcyjny styl życia. To do nich kierowane są kampanie marketingowe największych marek, zachęcające do kupowania kolejnych gadżetów.

 

Młodzi i bogatsi

W ciągu najbliższej dekady Millenialsi będą stanowić globalnie aż 3/4 wszystkich osób aktywnych zawodowo, co również oznacza, że za kilkanaście lat będą również główną grupą nabywającą wszelkie dobra konsumpcyjne.
Okazuje się jednak, że jest to nieco krzywdzący obraz tego pokolenia – badania pokazują, że ludzi w wieku 25 – 35 lat interesuje także i przeżywanie, a nie tylko posiadanie.
Przeżywanie daje bowiem doświadczenie, którego z racji wieku mają oni niewiele. Dlatego, jak się okazuje, to właśnie doświadczenie jest najważniejsze aż dla ponad 60 proc. z nich.
Ponadto, z racji długiego okresu pokoju i rozwoju gospodarczego oraz cywilizacyjnego, są oni znacznie zamożniejsi niż ich rówieśnicy, żyjący o pokolenie wcześniej.
Dlatego właśnie ludzie urodzeni pod koniec ubiegłej dekady, chętniej niż ich rodzice przeznaczają pieniądze na podróże, czy na samorozwój, niż na zakupy. To zrozumiałe, bo podróże i samorozwój są usytuowane blisko szczytu piramidy potrzeb Maslowa. Mogą sobie na nie pozwolić ci, którzy już wyposażyli się w zestaw rzeczy pozwalających na w miarę wygodne życie – lub wiedzą, że w każdej chwili będą mogli je zdobyć, jeśli będą tego chcieli.
W związku z tym wszystkim, także i zakup auta nie znajduje się na liście priorytetów młodszego pokolenia.

 

Korzystać z cudzych

Tylko około co 7 człowiek w Polsce w wieku 25-35 lat uważa, że koniecznie musi nabyć samochód (ok. 15 proc.). Dla 25 proc. z nich jest to ważna potrzeba, a kolejne 25 proc. osób z młodszego pokolenia deklaruje, że kupiłoby auto, gdyby rzeczywiście było im potrzebne – ale akurat specjalnie nie jest. Co więcej, ważniejszy od własnego samochodu jest dla nich własny smartfon (26 do 40 proc.).
Dla młodszych ludzi smartfon stał się niezbędnym elementem codzienności Takie dane podaje Goldman Sachs i wydaje się, że można im wierzyć. Wprawdzie młodzi ludzie na wsi, gdzie nie funkcjonuje komunikacja publiczna, potrzebują samochodów, ale to nie znaczy, że muszą je kupować, wystarczy przecież, jeśli pożyczą pojazd od kogoś z grona rodziny lub przyjaciół.
Mogą też pożyczyć auto w wyspecjalizowanej firmie – bo wielu z nich już stać na to. Takie dysponowanie samochodem wiąże się z niezależnością, cenioną przez Millenilasów, a jednocześnie nie nakłada na nich obowiązku utrzymywania samochodu, w tym myślenia o regularnym przeprowadzaniu przeglądów czy pilnowania ważności ubezpieczenia. To trochę wyjaśnia też, dlaczego Uber, dużo tańszy od taksówek, w krótkim czasie stał się popularny w naszym kraju wśród ludzi z grupy 25 – 35 lat.

 

Auto w abonamencie

Działa już u nas wiele firm, które dają niezależność związaną z samodzielnym poruszaniem się samochodem, ale jednocześnie nie wymagają zakupu auta na własność. Jedną z możliwości jest na przykład długoterminowy najem samochodu w formie abonamentu – czyli rozwiązanie nieco podobne choćby do miesięcznego karnetu na basen czy siłownię.
Dziś w abonamencie można wykupić prawie wszystko – nawet zamówić posiłki, które będą codziennie dostarczane pod nasze drzwi.
Zrozumiałe więc, że osoby urodzone pod koniec lat 80. i w 90. , które często całkiem nieźle zarabiają, chcą w ten sam sposób korzystać również z samochodu. Wolą wydawać mniej ale częściej, zamiast pozbyć się jednorazowo dużej sumy czy zaciągać kredyt na zakup własnego auta.
Zwłaszcza, że cały proces uruchomienia usługi długoterminowego najmu samochodu może odbywać się online. Trzeba zdecydować, na jaki okres chcemy wynająć samochód i czym chcemy jeździć, wybierając konkretny model oraz markę.
Najmniejsze, najtańsze i najstarsze samochody są już niekiedy dostępne za 25 zł brutto dziennie. W porównaniu do ceny kawy latte czy śniadań, kupowanych w drodze do pracy, to raczej niski koszt. Na koniec należy dokonać płatności kartą – i usługa najmu jest uruchamiana.
Co więcej, cena za miesięczny wynajem samochodu w abonamencie zawiera w sobie już koszt ubezpieczenia, serwisu, a czasami nawet i czy wymiany opon – co szczególnie może zainteresować wszystkie osoby, których do posiadania samochodu na własność zniechęca konieczność myślenia o tych obowiązkach.
Generalnie, najem samochodu w abonamencie może sprawdzić się również w przypadku rodzin, którym na co dzień przestał wystarczać jeden pojazd, ale nie mają w planach zakupu kolejnego.
To pozwoli rozwiązać spory o to, kto powinien mieć rano pierwszeństwo do jedynego auta, aby sprawnie dojechać do pracy czy szybko załatwić ważne sprawunki.

 

Prawo – czyli obowiązek

Długoterminowy najem auta może być także dogodny dla młodych kierowców, którzy chcą zacząć prowadzić od razu po uzyskaniu uprawnień, a w przyszłości planują zakup własnego auta – ale jeszcze nie mają zgromadzonych funduszy.
Kiedyś prawo jazdy robiły przeważnie osoby, które już miały w perspektywie zakup samochodu, dzięki czemu po zdaniu egzaminów stawały się czynnymi kierowcami.
Dziś posiadanie prawa jazdy staje się obowiązkiem, bo to konieczny element kwalifikacji zawodowych w wielu profesjach. Dlatego dobrze, gdy i ci początkujący kierowcy, których nie stać na zakup samochodu, od samego początku będą doskonalić swoje umiejętności na drodze.
Najem auta w abonamencie może przydać się też rodzicom młodych, początkujących kierowców, którzy boją się o bezpieczeństwo swoich dzieci. Można już bowiem wypożyczyć samochód wyposażony w tzw. system telemetrii. Dzięki niemu, rodzice mogą otrzymywać powiadomienie sms, jeżeli ich dziecko, świeżo upieczony kierowca, przekroczy dozwoloną prędkość.

 

Nie trzeba się znać

Wprawdzie w naszym kraju więcej mężczyzn niż kobiet posiada prawo jazdy (stosunek 80 do 51 proc., ale w grupie wiekowej 25-34 lat różnica między płciami wynosi zaledwie 1 proc. Z każdym rokiem przybywa Pań za kółkiem.
Przez ostatnie dziesięć lat liczba kobiet kierowców w Polsce zwiększyła się o 3 miliony, a obecnie prawo jazdy ma blisko 8 mln z nich. Powszechnie uważa się, że kobiety nieco słabiej niż mężczyźni są zorientowani w tematach związanych z obsługą techniczną pojazdów – zwłaszcza, że podzespoły mechaniczne w dzisiejszych samochodach to na tyle zaawansowana technologia, że znają się na niej naprawdę nieliczni.
Aby jednak być dobrym kierowcą, nie trzeba wiedzieć wszystkiego o samochodach. Gdy ktoś wybierze korzystanie z auta w abonamencie, to firma wynajmująca będzie pamiętać o tym, kiedy trzeba kupić nowe lub wymienić opony, wykonać przegląd czy wznowić ubezpieczenie.
Nie trzeba się również martwić w razie stłuczki czy awarii pojazdu, bo w takich przypadkach można liczyć na auto zastępcze. No ale Polacy są cały czas przywiązani do pełnej własności.

Zapomniana forma własności

W dyskusjach na temat ustroju państwa rozpatruje się zwykle tylko dwie dominujące formy własności i odpowiadające im sektory gospodarcze.

 

Mirosław Niezielski kandyduje na radnego Rady Miasta Warszawy w okręgu nr 8, z listy nr 5 – SLD Lewica Razem.

 

Sektor państwowy dominował w okresie PRL. Nadmierne, odgórne, „ręczne” sterowanie tym sektorem doprowadziło do wyeliminowania mechanizmów rynkowych, braku konkurencji i ograniczonej innowacyjności gospodarki. System stał się niewydolny, co było główną przyczyną jego upadku.
Na fali wprowadzania kapitalistycznego systemu rynkowego doprowadzono do traktowanej w sposób ideologiczny, żywiołowej prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, ich sprzedaży, często poniżej wartości i wyeliminowania z rynku wielu dobrze prosperujących i dających sobie radę na rynkach krajowych i zagranicznych przedsiębiorstw państwowych. Koszty społeczne tego przedsięwzięcia były olbrzymie i nie zostały dotychczas w pełni przezwyciężone.
Elity posierpniowe przyjęły i uwierzyły w złudne i fałszywe dogmaty wolnego rynku, akceptując skrajne urynkowienie nie tylko gospodarki ale i stosunków międzyludzkich i tzw. usług społecznych, które obowiązująca konstytucja RP zalicza do trwałych wartości.
Tymczasem sektor państwowy to istotny element zabezpieczenia strategicznych interesów państwa i jego oddziaływania na procesy gospodarcze. W wielu krajach o dominującej gospodarce rynkowej działają duże przedsiębiorstwa państwowe i skutecznie konkurują z prywatnymi. Pod bezpośrednim nadzorem państwa pozostają przede wszystkim energetyka, infrastruktura komunikacyjna, przemysł wydobywczy i zbrojeniowy. Państwa dbają również o zapewnienie swojej przewagi w sektorze bankowym.
Poniewczasie zaczyna się i w Polsce doceniać potrzebę wpływu na gospodarkę i bezpieczeństwo państwa realizowanego poprzez istnienie i działanie wybranych przedsiębiorstw państwowych. Niestety kolejno rządzące partie traktują te przedsiębiorstwa jako źródło korzyści dla „swoich” i „łup polityczny” co nie sprzyja odgrywaniu przez te przedsiębiorstwa roli regulatorów gospodarki.
Obecnie mamy do czynienia w Polsce z dominacją sektora prywatnego, a wolny rynek pełni rolę podstawowego regulatora procesów gospodarczych.
Zauważamy jednak, że wolny rynek, oprócz swej pozytywnej roli stymulowania konkurencji, często rodzi zjawiska patologiczne w postaci nadmiernej koncentracji kapitału, zmów cenowych, wypierania z rynku towarów i usług potrzebnych społeczeństwu, lecz przynoszących niewielki zysk, lichwy i tym podobnych zjawisk. Konkurencja nigdy nie jest doskonała. Zawsze ktoś wie więcej. Nieosiągalna jest cena równowagi, nie ma racjonalności zachowań, ani doskonałej reakcji w czasie.
Dodatkowo należy zauważyć, że zmieniła się rola człowieka w procesach gospodarczych z podmiotu w przedmiot tych procesów. Człowiek zamienił się w „kapitał ludzki” głoszonego złudnie przez neoliberałów „społeczeństwa obywatelskiego”.
Uważam, że ważnym celem lewicy powinna być odbudowa więzi społecznych w społeczeństwie i odrzucenie lansowanego przez neoliberałów i podległe im media hasła o przewadze zaradności nad normami prawnymi, przedsiębiorczości za cenę wyzysku innych członków społeczeństwa oraz wycofywanie się państwa ze sfery socjalnej.
Na peryferiach zainteresowania lewicy leży trzecia forma własności i związana z nim forma gospodarowania – sektor społeczny. Własność w tym sektorze opiera się na zaufaniu, wzajemności i poczuciu odpowiedzialności . Przyczynia się to do wzmocnienia kapitału społecznego i codziennego praktykowania działań na rzecz dobra wspólnego.
W sektorze tym działają spółdzielnie, przedsiębiorstwa komunalne i stowarzyszenia prowadzące działalność gospodarczą.
Socjalistom, do których należę, szczególnie bliski jest sektor spółdzielczy, w którego tworzeniu po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, Polska Partia Socjalistyczna aktywnie uczestniczyła . Wystarczy tu wymienić Warszawską Spółdzielnię Mieszkaniową, spółdzielnie mieszkaniowe w Gdyni i innych miastach oraz Powszechną Spółdzielnię Spożywców „Społem”.
Do założeń spółdzielni leży współposiadanie majątku produkcyjnego lub rzeczowego, którym zarządzają pracownicy czy użytkownicy tego majątku. W sektorze tym najpełniej realizowana jest zasada równowagi pomiędzy kapitałem i pracą. Wszyscy mają prawa i wszyscy obowiązki świadczenia na rzecz spółdzielni. Wynaturzenia, które powstały w ruchu spółdzielczym to nie powód do jego likwidacji lecz konieczność powrotu do korzeni.
Wszelkie dotychczasowe próby „uzdrowienia” spółdzielczości zmierzały i nadal zmierzają do jej stopniowej prywatyzacji, a nie powrotu do idei spółdzielczości.
Lewica powinna walczyć o przywrócenie sensu spółdzielczości jako ważnego elementu współpracy pracowników (w spółdzielniach pracy) i mieszkańców (w spółdzielniach mieszkaniowych).
Spółdzielczość, uczestnicząc w rynkowej konkurencji, łagodzić może jej niekorzystne skutki społeczne. Powinna stać się ważnym elementem poprawy sytuacji ekonomicznej ludzi aktywnych, choć niezamożnych i niemogących sprostać finansowemu dyktatowi wielkich przemysłowych i handlowych korporacji oraz banków.
Trzeba też sprzyjać tworzeniu, przy udziale gwarantowanych przez państwo kredytów, spółdzielni pracowniczych z upadających zakładów państwowych i prywatnych, jako jeden ze sposobów przeciwdziałania bezrobociu.
Właściwa rola samorządów spółdzielczych to element budowania społeczeństwa obywatelskiego i powinno to stać się istotnym przedmiotem zainteresowania samorządów terytorialnych. Są miasta, czy dzielnice wielkich miast (np. Dzielnica Ursynów w Warszawie) gdzie dominują Spółdzielnie Mieszkaniowe i wykorzystanie społecznego potencjału ich samorządów ma szczególne znaczenie.
Własność komunalna podległa samorządom to znacząca w skali Polski forma własności.
Między jednostkami samorządu terytorialnego kraju nie ma więzi hierarchicznej. Żadna z tych jednostek nie jest podporządkowana drugiej, każda ma własne zadania i własny majątek, z którego samodzielnie korzysta i nim dysponuje. Jest też niezależną od innych jednostek osobą prawną. Jest to więc istotny element budowania społeczeństwa obywatelskiego, którego podporządkowanie uregulowaniom władz centralnych powinno polegać na zasadzie dobrowolności i korzyści, a nie przymusu.
W imię obowiązującej, acz nieprawdziwej doktryny, że jedynie to co prywatne może być efektywne, przedsiębiorstwa komunalne są coraz częściej prywatyzowane. Tymczasem celem działania tych przedsiębiorstw jest zaspakajanie potrzeb lokalnej społeczności, a nie wypracowywanie zysku.
Tak rozumiana jest ich rola np. we Francji, Niemczech i innych krajach kapitalistycznych, gdzie stanowią odrębną formę własności, a przedsiębiorstwa komunalne działają na zasadzie „non profit”. W Polsce przedsiębiorstwa te należy również uwolnić od mechanizmu „łupów politycznych”. Mechanizm ten jest obecnie szeroko praktykowany przez PiS, ale występował również za rządów ich poprzedników.

Polacy to urodzeni posesjonaci

Z praktycznego punktu widzenia, użytkowanie wieczyste niemal nie różni się od własności, ale przecież każdy z nas wolałby być właścicielem.

 

Rząd postanowił, że z dniem 1 stycznia 2019 r. prawo użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych budynkami mieszkalnymi zostanie przekształcone w prawo własności. Właścicielami staną się dotychczasowi użytkownicy wieczyści.
Ostateczna decyzja zależy oczywiście od parlamentu, ale trudno przypuścić, by ustawa zmieniająca użytkowanie wieczyste w własność nie spotkała się z dość powszechną aprobatą posłów i senatorów.

 

Już na zawsze

Opinia Polaków jest tu jednoznaczna: znacznie bardziej wolimy własność, niż użytkowanie wieczyste. W istocie różnica między tymi prawami majątkowymi jest znikoma.
Wprawdzie użytkowanie wieczyste wygasa po 99 latach, a własność, o ile nie dojdzie do wywłaszczenia, nigdy, ale w praktyce po wygaśnięciu użytkowania wieczystego aktualny użytkownik może nabyć na własność daną nieruchomość, albo może dojść do ponownego ustanowienia użytkowania wieczystego na kolejne 99 lat.
Właściciel może naturalnie zobowiązać użytkownika wieczystego do określonego sposobu użytkowania nieruchomości, oddanej mu w użytkowanie wieczyste, ale na ogół jest to taki sam sposób użytkowania jaki istniał w momencie ustanawiania tegoż użytkowania wieczystego i nie stanowi dla nikogo żadnego zaskoczenia.

 

Wychodzimy ludziom naprzeciw

Dla władzy także zamiana użytkowania wieczystego na własność będzie korzystna, bo na tym zarobi. Opłata z tytułu użytkowania wieczystego zostanie z czasem zastąpiona podatkiem od nieruchomości.
Różnica między tymi dwiema należnościami jest fundamentalna. Jeśli ktoś nie płaci za użytkowanie wieczyste, to aby ściągnąć od niego taką zaległość, trzeba go pozwać do sądu i przeprowadzić postępowanie egzekucyjne, co trwa długo i jest skomplikowane.
Natomiast podatek może z łatwością, bez żadnego procesu, ściągnąć nie tylko administracja skarbowa, zajmując konta lub wynagrodzenia dłużnika, lecz także i gminy, bo mają one uprawnienia organu podatkowego.
Tak więc, zwłaszcza dla obecnej ekipy, borykającej się z napiętym budżetem, zamiana w przyszłości opłaty za użytkowanie wieczyste na łatwo ściągalny podatek od nieruchomości, byłaby bardzo opłacalna.
Oczywiście, ze względów propagandowych, Rada Ministrów prezentuje całe to przekształcenie jako wyjście naprzeciw oczekiwaniom obywateli i działanie w ich interesie. Dlatego rząd oświadcza, że chodzi tu o: „wsparcie obywateli w uzyskaniu prawa własności nieruchomości gruntowej wykorzystywanej na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych (domki jednorodzinne, mieszkania w budynkach wielolokalowych, w których co najmniej połowa lokali to lokale mieszkalne)”.
W rzeczywistości, zamiana użytkowania wieczystego terenu położonego pod blokiem mieszkalnym na współwłasność tegoż terenu, nie jest do niczego potrzebna mieszkańcom tego bloku. Na pewno wolą oni jednak być właścicielami choćby ułamka takiej nieruchomości, niż jej współużytkownikami wieczystymi. A poza tym, nikt ich nie będzie pytał o zdanie, bo z dniem 1 września użytkowanie wieczyste automatycznie, z mocy prawa, stanie się własnością.

 

Bez udziału sądu

Takich mieszkańców, którzy dziś są użytkownikami wieczystymi, a staną się właścicielami całą gębą jest, jak ocenia rząd, ponad 2,5 mln. To wszyscy ci, którzy zamieszkują w budynkach mieszkalnych położonych na gruntach publicznych, będących własnością Skarbu Państwa i samorządu terytorialnego.
Zgodnie z obecnymi przepisami, do przekształcenia udziałów w użytkowaniu wieczystym w prawo własności gruntu, niezbędna jest – co do zasady – zgoda wszystkich właścicieli lokali w takim budynku.
Brak takiej zgody, choćby jednego właściciela mieszkania, blokuje nabycie prawa własności gruntu przez pozostałych mieszkańców, którzy wtedy często kierują taką sprawę do sądu. To znakomicie wydłuża proces przekształceń, powoduje niezadowolenie właścicieli lokali oraz dodatkowe obciążenie administracji i sądów.
W dodatku, to postępowanie sądowe wcale nie gwarantuje, że dojdzie do przekształcenia użytkowania wieczystego w własność. Może się zdarzyć, że część właścicieli lokali skutecznie złoży odwołania od podwyżki opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego. Czasami dochodzi wtedy do sytuacji, że w tym samym budynku, opłaty roczne płacone za grunt pod nim są w różnej wysokości. Powoduje to poczucie niesprawiedliwości u tych, co nie pomyśleli w porę, by się odwołać.
Inną korzyścią dla właścicieli lokali w blokach i innych większych budynkach będzie przewidywalność wysokości opłaty przekształceniowej, która zastąpi zmienną, a często dość szybko rosnącą opłatę za użytkowanie wieczyste.
No i, właściciele takich mieszkań uzyskają teoretycznie mocniejsze prawo do gruntu pod budynkiem, jakim jest prawo własności – choć, powtórzmy, do niczego nie jest im ono potrzebne.

 

Zachęta do płacenia

Według nowych przepisów, zamiast obecnych rocznych opłat za użytkowanie wieczyste, przyszli właściciele gruntów będą płacić roczne opłaty przekształceniowe – przez 20 lat od dnia przekształcenia.
Ich wysokość będzie równa opłacie rocznej za użytkowanie wieczyste, jaka obowiązywałaby w dniu przekształcenia (czyli w dniu 1 stycznia 2019 r.). Roczna opłata przekształceniowa ma być wnoszona do 31 marca każdego roku (będzie można wystąpić o jej rozłożenie na raty płatne w ciągu roku).
Ze względu na długi okres wznoszenia opłaty przekształceniowej będzie ona waloryzowana. Waloryzacji będzie można dokonać z urzędu, ale nie częściej niż raz na trzy lata.
Aby uniknąć waloryzacji, będzie można wpłacić wszystkie 20 opłat jednorazowo, w postaci opłaty łącznej. Można zgłosić zamiar jednorazowej płatności w każdym momencie podczas okresu obowiązywania opłat przekształceniowych. Takie większe, jednorazowe zastrzyki gotówki w postaci opłaty łącznej, także będą korzystne dla budżetu.

 

Ułamkowi właściciele

Po przekształceniu użytkowania wieczystego w własność, właściciel lokalu uzyska udział we własności gruntu w takiej wysokości, w jakiej przysługiwał mu udział w użytkowaniu wieczystym. Gdy zaś uiści całą opłatę przekształceniową, zacznie płacić podatek od nieruchomości.
Starostowie, jako reprezentanci dotychczasowych właścicieli nieruchomości, będą wydawali zaświadczenia, potwierdzające przekształcenie prawa użytkowania wieczystego gruntu w prawo własności gruntu.
Takie zaświadczenia będą stanowić podstawę wpisu do księgi wieczystej prawa własności gruntu nabytego z mocy ustawy – i wykreślenia użytkowania wieczystego. Za te wpisy nie będą pobierane opłaty sądowe.
Przewidziano także możliwość udzielania bonifikaty od wpłat rocznych opłat przekształceniowych. Dotychczasowi właściciele gruntów, czyli Skarb Państwa i gminy będą mogli udzielać takiej bonifikaty lokatorom, o ile uznają to za stosowne.
O wysokości bonifikaty i zasadach jej udzielenia decydować będą rady gmin, powiatów lub sejmiki województw albo wojewodowie (w przypadku przekształcania gruntów będących dotychczas własnością Skarbu Państwa).
Z bonifikaty będzie ponadto mógł skorzystać każdy, kto całą należność przekształceniową zapłaci jednorazowo w postaci opłaty łącznej (jeśli budynek stoi na gruncie Skarbu Państwa). Ma to skłonić Polaków do uiszczania opłat przekształceniowych jednorazowo, w całości.

Na elektroodpady nie ma rady

Przedsiębiorcy grożą, że Polskę mogą zasypać miliony ton elektrycznego złomu.

 

Pracodawcy z branży elektroodpadów (czyli starych pralek, lodówek czy telewizorów) apelują do Ministra Środowiska oraz posłów z sejmowej Komisji Ochrony Środowiska o zmiany w rządowym projekcie nowelizacji ustawy o odpadach. Uważają, że inaczej branży zbierania i przetwarzania elektroodpadów grozi w Polsce likwidacja.
Art. 41b projektu mówi, że zbieraniem i przetwarzaniem elektroodpadów mogą zajmować się jedynie przedsiębiorcy, mający prawo własności do nieruchomości, w których taką działalność jest prowadzona.
Tymczasem w przypadku sklepów z AGD czy elektroniką, do których klienci przynoszą zużyty sprzęt, jest to warunek nie do spełnienia – tak jak dla większości polskich przedsiębiorców, głównie małych i średnich zbierających i przetwarzających elektroodpady. W zdecydowanej większości prowadzą oni bowiem działalność w nieruchomościach wynajmowanych.
Bez wyłączenia zapisów art. 41b, systemowi zbierania i przetwarzania elektrozłomu w Polsce grozi więc szybka likwidacja. Co ważne, w związku z dyrektywą unijną z 4 lipca 2012 r. sprawie zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, nasz kraj zobowiązał się do zwiększenia zbiórki i przetwarzania elektroodpadów, z 50 proc. do 65 proc. w ciągu trzech lat. Oznacza to konieczność rozbudowy systemu zbiórki i przetwarzania tych odpadów, a nie ich jego ograniczania, do czego wspomniany art. 41 b.
W trakcie prac nad ustawą z rygorów art. 41b wyłączono gminne punkty zbiórki odpadów. One mogą działać w wynajętych nieruchomościach. Nie dotyczy to jednak punktów prywatnych, które w niektórych rejonach kraju są jedynym miejscem, gdzie mieszkańcy mogą oddać zużyty sprzęt. Groźny dla branży jest także zapis mówiący o tym, że zakład przetwarzania musi znajdować się na terenie objętym planem zagospodarowania przestrzennego, zakładającym zgodę na lokalizacje takiej działalności na danym terenie.
Rzecz w tym, iż w Polsce 70 proc. terenu nie ma takich planów. Przedsiębiorcy nie mają wpływu na tempo ich uchwalania przez gminy, ale poniosą tego konsekwencje. Dla wielu zakładów zapis ten oznaczać będzie likwidację.
Punkty zbierania złomu to często nieduże place dogodnie zlokalizowane dla mieszkańców. Oczekiwanie, że w ciągu 12 miesięcy ich użytkownicy zdobędą tytuł własności do tych terenów jest nierealistyczne. Efektem będzie likwidacja tych miejsc i ograniczenie dostępu mieszkańców do punktów zbiórki złomu.
Spowoduje to wzrost szarej strefy i w efekcie zużyte lodówki, zamiast w w legalnym systemie zbierania i przetwarzania znajdą się z powrotem w lesie.