Psy afgańskiej wojny

11 września 2021 r. ma się formalnie zakończyć najdłuższa wojna w historii Ameryki – po niemal 20 latach agresji na Afganistan USA wycofają oficjalnie resztki swego interwencyjnego kontyngentu z jednego z najbiedniejszych krajów świata. Jastrzębie z NATO jawnie krytykują decyzję Joe Bidena mającą zamknąć – formalnie – obecność wojskową Ameryki pod Hindukuszem. Szef Paktu Pólnocnego, Jens Stoltenberg wyraził sąd, że przedwczesne w jego mniemaniu wycofanie oddziałów z Afganistanu przekształci kraj w platformę międzynarodowego terroryzmu. Oznacza, zdaniem Stoltenberga, powrót do czasów sprzed ataku Al-Kaidy na WTC w 2001 roku.

Wraz z końcem tej interwencji wychodzi na jaw coraz więcej danych, do tej pory funkcjonujących półoficjalnie w przestrzeni publicznej, świadczących o haniebnym, ludobójczym, absolutnie niecywilizowanym charakterze tej wojny. W tym wypadku pokrywano odór i hańbę lukrem wyższości kultury, wartości, zasad jakoby właściwych Zachodowi. A także potrzebą zaprowadzenia demokracji i wolności pod Hindukuszem. Zmowa milczenia wokół prawdziwych intencji już jednak opadła. W szlachetne intencje interwentów wierzą już tylko najbardziej naiwni. A prokuratorka Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, pochodząca z Gambii Fatou Bensouda prowadzi postępowanie w sprawie masowych zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości, jakie popełniano nagminnie podczas wojny w Afganistanie. Podejrzani to żołnierze amerykańscy, sojusznicy Ameryki w Afganistanie, afgańscy uczestnicy tej wojny: siły rządowe i talibowie.
W tej sprawie powraca także problem tajnych więzień CIA i tortur tam stosowanych. Czyli Polska też będzie miała problem z tą kompromitującą sprawą, która u nas, wewnątrz kraju, została w zasadzie „zamieciona pod dywan”.
Trzeba dodać w tym miejscu, że Europejski Trybunał Praw Człowieka ze Strasburga odrzucił odwołanie Polski od wcześniejszego wyroku, w którym nasz kraj uznano za podmiot łamiący Europejską Konwencję Praw Człowieka w sprawie więzień CIA. Przyznano rację Palestyńczykowi Abu Zubajdzie i Saudyjczykowi Abd ar-Rahimowi an-Nasziriemu, którzy twierdzili, iż w latach 2002-2003 zostali – za przyzwoleniem polskich władz – osadzeni przez CIA w tajnym więzieniu w Polsce, gdzie Amerykanie ich torturowali. Obu zasądzono stosowne odszkodowania z tego tytułu.
Dziś organizacje praw człowieka mówią o przełomie: mają być zbadane kompleksowo działania i zachowania żołnierzy USA, Afganistanu oraz talibów. Haski MTK przyjrzy się także Polakom szkolącym afgańskich wojskowych i policjantów. Powróci nie tylko sprawa więzień, ale też wydarzenia w Nangar Khel: sprawa, którą polski Sąd Najwyższy uznał za „źle wykonany rozkaz”, nie zbrodnię wojenną.
Zmowa milczenia wobec rzeczywistości wojny w Afganistanie padła także pod wpływem informacji ujawnionych w mediach australijskich na temat „wyczynów” ich komandosów walczących w Afganistanie. Wyłania się z nich obraz żądnych krwi psychopatów mordujących bez żadnych zahamowań. Żołnierze z elitarnej jednostki zamordowali z zimną krwią w czasie służby w Afganistanie co najmniej 39 afgańskich cywilów. Specjalny raport opisuje, jak komandosi zatrzymali dwóch 14-letnich chłopców, uznali ich za sympatyków talibów, po czym zamordowali – poderżnęli im gardła. Ciała wrzucono do pobliskiej rzeki. W innym przypadku żołnierz bez żadnych emocji i w obecności swojego dowódcy zabił serią z automatu przypadkowo zatrzymanego mężczyznę. Odnotowano liczne przypadki obcinania palców u rąk zabitym Afgańczykom i traktowanie tych makabrycznych trofeów jak wojennego fetyszu. „Elitarna jednostka” dorobiła się nawet procesu „inicjacji wojennej”. Polegać miała ona na tym, iż nowoprzybyli żołnierze brali udział w masakrowaniu przypadkowych cywilów, po czym podrzucali broń w takim miejscu, by wina spadła na talibów.
Skala zbrodni wojennych popełnionych przez australijskie siły zbrojne jest o wiele szersza. Nawet 3000 żołnierzy i weteranów może utracić odznaczenia przyznane za służbę w Afganistanie.
Z kolei klasycznym przypadkiem niczym nieuzasadnionego uwięzienia, który znalazł się na biurku prokuratorki Bensoudy jest przypadek taksówkarza z Karaczi, Ahmeda Rabbaniego, który najpierw przebywał w tzw. „Mrocznym Więzieniu” w Kabulu, gdzie był brutalnie torturowany bez postawienia jakichkolwiek zarzutów i procesu, a następnie trafił do Guantanamo. Stracił wolność w 2002 r. Amerykanie uważają cały czas, że Rabbani to Hasan Ghul, były szef Al-Kaidy w Pakistanie.
I właśnie takie epizody wszystkich „humanitarnych interwencji”, mających nieść demokrację, wolność, liberalizm poglądów i wzrost stopy życiowej ludności skutecznie deprecjonują wszystkie te wzniosłe wartości. A zdarzają się one wszędzie, gdzie lądują wojska zachodnie. Na tym bazują różnego rodzaju prawicowi fanatycy i religijni fundamentaliści. Niewiele za to zostało z wielkiej idei uniwersalnych praw człowieka. Niestety.

Biden prywatyzuje wojnę w Afganistanie.

Ponad 18 000 osób zatrudnionych przez Pentagon pozostaje w Afganistanie. Joe Biden wycofa 2500 żołnierzy, ale pozostawi na miejscu amerykańskie wojska specjalne, najemników i agentów wywiadu.

14 kwietnia prezydent Joe Biden ogłosił, że zakończy najdłuższą wojnę w historii USA i wycofa amerykańskie wojska z Afganistanu w 20. rocznicę ataków terrorystycznych z 11 września 2001 roku. Do tego czasu wycofanych zostanie także ponad 6 tys. żołnierzy NATO.
– Wojna w Afganistanie nigdy nie miała być przedsięwzięciem wielopokoleniowym – powiedział Biden podczas swojego wystąpienia z Sali Traktatowej Białego Domu, w tym samym miejscu, gdzie prezydent George W. Bush ogłosił rozpoczęcie wojny w październiku 2001 roku. – Zostaliśmy zaatakowani. Poszliśmy na wojnę z jasnymi celami. Osiągnęliśmy te cele. Bin Laden nie żyje, a al-Kaida została pokonana w Afganistanie i nadszedł czas, by zakończyć wojnę na zawsze.
To ostatnie to jednak tylko wersja dla publiczności.
Jak podał The New York Times, po formalnym opuszczeniu Afganistanu przez wojska amerykańskie pozostaną tam „wojska operacji specjalnych, podwykonawcy Pentagonu i tajni agenci wywiadu”. Ich misją będzie „znalezienie i zaatakowanie najbardziej niebezpiecznych zagrożeń ze strony al-Kaidy lub Państwa Islamskiego”. Źródłem informacji są anonimowi amerykańscy urzędnicy, z dawnych i obecnej administracji.
The Times poinformował, że Stany Zjednoczone utrzymają całą konstelację baz lotniczych w regionie Zatoki Perskiej, jak również w Jordanii, a także główne dowództwo lotnicze w Katarze. Wszystkie one mogłyby stanowić platformę startową dla bombowców dalekiego zasięgu lub misji dronów przeprowadzanych na terytorium Afganistanu.
Matthew Hoh, niepełnosprawny weteran wojenny, który zrezygnował z pracy w Departamencie Stanu w 2009 roku w proteście przeciwko wojnie, stwierdził, że prawdziwy proces pokojowy w Afganistanie jest „zależny od opuszczenia Afganistanu przez obce siły”. – Niezależnie od tego, czy 3500 żołnierzy amerykańskich opuści Afganistan, wojsko amerykańskie będzie nadal obecne w postaci tysięcy pracowników służb specjalnych i personelu CIA w Afganistanie, jak i wokół niego, poprzez dziesiątki eskadr załogowych samolotów szturmowych i dronów stacjonujących w bazach lądowych i na lotniskowcach w regionie – podsumował.
Najemnicy
Bezpodstawność „pokojowych” zapowiedzi prezydenta Bidena staje się oczywista, gdy weźmiemy pod uwagę, że na każdego żołnierza służącego w Afganistanie przypada siedmiu zatrudnionych przez Pentagon podwykonawców. Dziesięć lat temu stosunek ten wynosił 1:1. W styczniu, według raportu Departamentu Obrony, w Afganistanie przebywało ponad 18 tys. najemników na kontraktach, podczas gdy oficjalna liczba żołnierzy została zredukowana do 2500.
Te liczby odzwierciedlają strategię rządu amerykańskiego polegającą na outsourcingu wojny na rzecz prywatnych korporacji najemniczych. W ten sposób wojna jest oddalana od opinii publicznej i nie wywołuje protestów społecznych, ponieważ stosunkowo niewielu Amerykanów jest nią bezpośrednio dotkniętych. Większość najemników to byli weterani wojskowi, choć pewien odsetek stanowią obywatele państw trzecich, którym płaci się nędzne wynagrodzenie za wykonywanie obowiązków na rzecz wojska.
Jedną z największych firm najemniczych jest DynCorp International z Falls Church Virginia, która w 2019 roku otrzymała ponad 7 miliardów dolarów w kontraktach rządowych na szkolenie afgańskiej armii i zarządzanie bazami wojskowymi w Afganistanie. Od 2002 do 2013 roku DynCorp otrzymał 69 procent wszystkich funduszy Departamentu Stanu na ten cel. Magazyn Forbes nazwał ją „jednym z wielkich zwycięzców wojen w Iraku i Afganistanie” – przegrani to prawie wszyscy inni.
Wzorcem dla amerykańskiej strategii w Afganistanie jest tajna wojna w Laosie w latach 1959-1975, gdzie CIA współpracowała z setkami cywilnych kontrahentów. To oni latali samolotami zwiadowczymi, prowadzili bazy naziemne i obsługiwali stacje radarowe w cywilnych ubraniach, jednocześnie tworząc własną prywatną armię do walki z lewicowym Pathet Lao. CIA i amerykańskie wojska specjalne stale podejmują próby werbunku, bazując na podziała plemiennych w Afganistanie. Podobnie jak w Laosie, wikłają się przy tym w lokalne konflikty. Do tego przez lata amerykańscy agenci sił specjalnych szkolili afgańskie siły bezpieczeństwa jako armię zastępczą.
Czego naprawdę chce Wujek Sam w Afganistanie
Republikański jastrząb Jim Inhofe skrytykował plan wycofania Bidena, stwierdzając, że jest to „lekkomyślna i niebezpieczna decyzja”. Zasugerował, że „arbitralne terminy /wycofania/ mogą narazić żołnierzy na niebezpieczeństwo, zniweczyć postępy, jakie poczyniliśmy, doprowadzić do wojny domowej w Afganistanie i stworzyć wylęgarnię międzynarodowych terrorystów”.
Inhofe, należy zauważyć, jest spekulantem wojennym. Zainwestował w akcje wiodącego producenta broni Raytheon w tym samym czasie, gdy jako przewodniczący senackiej komisji ds. służb zbrojnych wzywał do zwiększenia budżetu na obronę. A co do jego oceny sytuacji – fakty są takie, że talibowie, według think-tanku Council on Foreign Relations, są silniejsi niż kiedykolwiek od 2001 roku i kontrolują około jednej piątej Afganistanu. Poza tym to Afganistan nigdy nie był wylęgarnią międzynarodowych terrorystów. Porywacze z 11 września pochodzili głównie z Arabii Saudyjskiej, a talibowie zgodzili się oddać Osamę Bin Ladena w ręce międzynarodowego trybunału po atakach z 11 września.
Wojna w Afganistanie będzie trwała w nieskończoność nie ze względu na zagrożenie terroryzmem – które jest spotęgowane przez obecność wojsk amerykańskich – ale dlatego, że Stany Zjednoczone nie ustąpią pola w regionie. Stany Zjednoczone ogłosiły zamiar utrzymania co najmniej dwóch baz wojskowych w Afganistanie po oficjalnym wycofaniu wojsk, a w czasie wojny założyły ponad 1000 placówek.
Wujek Sam pożąda również afgańskich bogactw mineralnych. Badanie przeprowadzone w 2007 roku przez Służbę Geologiczną Stanów Zjednoczonych odkryło złoża mineralne o wartości prawie 1 bln dolarów, w tym ogromne pokłady żelaza, miedzi, kobaltu, złota i metali przemysłowych o kluczowym znaczeniu, takich jak lit, który jest używany w produkcji baterii do laptopów i telefonów komórkowych.
W wewnętrznej notatce Pentagonu stwierdzono, że Afganistan może stać się „Arabią Saudyjską litu”.
W 2001 roku, kiedy USA po raz pierwszy najechały na Afganistan, były w trakcie rozbudowy swojej infrastruktury wojskowej w Azji Środkowej. Afganistan stanowił kluczowy punkt orientacyjny do tego nowego „naftowego dorado”, w którym znajduje się aż 200 miliardów baryłek ropy – około 10 razy więcej niż na Morzu Północnym i jedna trzecia całkowitych rezerw Zatoki Perskiej. Afganistan był wówczas wyceniany jako kluczowa lokalizacja dla ropociągu, który transportowałby ropę z Azji Środkowej do Oceanu Indyjskiego z pominięciem Rosji.
W latach 90. XX wieku południowokalifornijski koncern naftowy Unocal rozpoczął działania na rzecz budowy rurociągu, zabiegając nawet o względy talibów. W 2018 r. rozpoczęto budowę nowego rurociągu wspieranego przez Stany Zjednoczone, który będzie transportował ropę z Turkmenistanu do północnych Indii. Największą obawą amerykańskiego establishmentu rządzącego jest to, że całkowite wycofanie się USA z Afganistanu doprowadzi do utraty tego strategicznego przyczółka na rzecz głównych rywali geopolitycznych: Rosji i Chin. Chiny zwiększyły ostatnio handel i inwestycje w Afganistanie, z którym graniczą, a także starają się nawiązać lepsze relacje z afgańskim rządem i talibami.
Rosja natomiast w 2014 roku ponownie otworzyła centrum kulturalne w Kabulu, odbudowała opuszczone radzieckie centrum przyjaźni, powiększyła personel swojej ambasady, zwiększyła inwestycje gospodarcze i dostarczyła afgańskiemu rządowi 10 tys. karabinów Kałasznikowa. Moskwa wsparła również afgańskie projekty mieszkaniowe i wykorzystała kontakty w Kabulu do odnowienia więzi z częścią prorządowo nastawionych plemion z północy kraju, jednocześnie po cichu zabiegając o talibów.
Jak udokumentował CovertAction Magazine, obecny rząd afgański pod przywództwem Ashrafa Ghaniego jest w dużej mierze tworem Stanów Zjednoczonych. Jego wojsko jest finansowane przez Stany Zjednoczone, a utrzymanie go wynosi około 4 miliardów dolarów rocznie. Wsparcie to będzie kontynuowane – o ile Kongres go nie odetnie – wraz z wielkoskalowymi programami pomocy zagranicznej USA, które wynoszą prawie 1 miliard dolarów rocznie.
USA chcą utrzymać Ghaniego u władzy lub zastąpić go innym pełnomocnikiem, który pomoże im wygrać geopolityczną rywalizację z Rosją i Chinami, która niewiele różni się od XIX-wiecznej „wielkiej gry” między Wielką Brytanią a carską Rosją.
Tak długo, jak imperium amerykańskie pozostanie nienaruszone, wojna w tej czy innej postaci będzie trwała.

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu The Grayzone. Tłumaczenie: Wojciech Łobodziński (strajk.eu).

Nie oddamy wojsk NATO!

Po wiernopoddańczej deklaracji polskiego prezydenta i otaczających go elit, że Polska chętnie weźmie 9 tysięcy amerykańskich żołnierzy na własne ziemie i utrzymanie, okazało się, że Niemcom się to nie podoba.

Niemieckie media, a konkretnie „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, piszą, że wyprowadzenie tak dużej liczby żołnierzy z terytorium Niemiec osłabi plany zorientowane na odstraszenie Rosji oraz pogorszy elastyczność strategiczną paktu.
Niemiecka gazeta jest zdania, że decyzja Trumpa jest absolutnie nieracjonalna, zaś wszelkie próby Pentagonu, by nadać jej jakiś sens – bezcelowe. Pentagon istotnie dokonuje karkołomnych wybiegów, by udowodnić, że tak naprawdę cała zmiana tylko wzmocni NATO, podniesie jego elastyczność i bardziej odstraszy Rosję. FAZ posuwa się do sugestii, że decyzje amerykańskiego prezydenta w tej sprawie dowodzą, że racje mieli ci, którzy ostrzegali przed wyborem Trumpa na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych, zaś jego posunięcia są przejawem „antyniemieckiej gorączki i żądzy zemsty” wobec niemieckiego sojusznika. Gazeta zwraca uwagę, że w Kongresie USA wielu kongresmenów, niezależnie od partyjnego szyldu, sprzeciwia się relokacji niemieckich wojsk traktując to jako zagrożenie dla bezpieczeństwa interesów USA na świecie.
Niemiecka gazeta sugeruje na koniec, że niemieckie władze powinny wzmocnić kontakty z Kongresem USA. Trudno to inaczej odczytywać, jak wezwanie kręgów biznesowych Niemiec, którego FAZ jest wyrazicielem, do izolowania prezydenta USA w realizowaniu amerykańskiej polityki zagranicznej. To odważny ruch, ale też świadczący o kryzysie, w jakim znalazły się relacje niemiecko-amerykańskie.
Charakterystyczne, że wpływowa gazeta niemiecka, jaką jest FAZ, nawet przez chwile nie zwróciła uwagę na zdanie, interesy i bezpieczeństwo Polski w tej całej sytuacji. To pokazuje, jak niewiele Polska znaczy w Europie.