Rzecznik naszych praw

Rzecznik Praw Obywatelskich stał się dla mediów publicznych wrogiem numer jeden. Atmosfera nienawiści i szczucie jaką propagują posłuszni władzy dziennikarze jest wynikiem tego, że Adam Bodnar stanął w obronie uniwersalnych praw człowieka i zasady domniemania niewinności.

Każda osoba nie skazana przez Sąd jest w świetle prawa niewinna. Ta elementarna wydawać by się mogło oczywistość, nie jest powszechnie znana. Adam Bodnar stanął nie w obronie czynu, jaki popełnił podejrzany, zbrodni okrutnej i odrażającej, ale w obronie ludzkiej godności. A taka należy się w świetle prawa, zarówno polskiego jak i europejskiego, każdemu. Taka jest cywilizacja zachodnia w przeciwieństwie do standardów wschodnich.

Na takie zbrodnie reagujemy impulsywnie.

Decydują emocje i chęć zemsty. To zrozumiałe. Oburzają nas zbrodnie, zwłaszcza na dzieciach w dodatku o podłożu seksualnym. To nie społeczeństwo jest od wymierzenia kary w imię zemsty. To państwo jest od wymierzenia sprawiedliwej kary. Adam Bodnar słusznie poddał w wątpliwość sposób zatrzymania podejrzanego. Na oczach opinii publicznej zobaczyliśmy podejrzanego w bieliźnie, co było ewidentnym nagięciem prawa i miało poniżyć podejrzanego. To był pokaz siła państwa policyjnego. Nikt o zdrowych zmysłach nie stanie w obronie czynu, jaki popełnił podejrzany.

Chyba niczego nie nauczył nas sprawa Tomasza Komendy.

On był podejrzany o dokonanie podobnej zbrodni, choć nie na dziecku, to kontekst sprawy jest bardzo podobny. Jego też chciano zlinczować, choć nie było jeszcze wiadomo, czy dopuścić się tej zbrodni. Wyrok zapadł w sercach i głowach wielu. Dziś wiemy, że przyznanie się do winy Tomasza Komendy wymuszono biciem podczas przesłuchania. Zatem przyznanie się do winy o niczym jeszcze nie świadczy. To Sąd ma osądzić, przesłuchać i wydać sprawiedliwy wyrok, jeśli uzna, że podejrzany popełnił przestępstwo. Podobnie było zapewne w sprawie Arkadiusza Kraski, skazanego niewinnie na 20 lat pozbawienia wolności.
Żądając sprawiedliwości społeczeństwo często zapomina, nie tylko o domniemaniu niewinności, o którym mówi Art. 42 ust. 3 Konstytucji RP i co stanowi Kodeks postępowania sądowego, o znaczeniu roli obrońcy. Największy przecież zbrodniach powinien go mieć. Tak było w Norymberdze. Nikt przecież nie miał wątpliwości, że ci, którzy zasiedli na ławie oskarżonych, winni są okropności jakich dokonali. Ale cywilizowany świat chciał i potrafił wznieść się ponad emocje i ukazać ich zbrodnie w oparciu o prawo międzynarodowe. To fundament naszej cywilizacji. Tam nie było bicia czy wyprowadzania oskarżonych w bieliźnie. Taka jest rola obrońcy. Podobnie lekarz, który operuje, a zatem ratuje życie, jakiegoś przestępcy, który ma na koncie kilka morderstw. Czy powinien odejść od stołu operacyjnego? Nie, przecież to absurd!

To w imię fundamentalnych praw człowieka wystąpił Adam Bodnar.

Rzecznik Praw Obywatelskich dobrze sprawuje swój urząd, ma stać na straży praw człowieka a od wymierzenia kary jest Sąd. Państwo i jego cały aparat nie może mścić się na podejrzanym, aby rzucić go na pożarcie opinii publicznej, ma wydać zapewne surowy wyrok. Podczas pielgrzymki do Polaki w 1991 roku Jan Paweł II, w przemówieniu do więźniów wygłoszonym w Płocku, powiedział m.in.: „Jestem tutaj wśród was, drodzy bracia i siostry – mówię: siostry, bo przemawiając do was tu, w więzieniu w Płocku, zwracam się do wszystkich osób uwięzionych w Polsce – mówię do was jako sługa Ewangelii. Jest ona także ewangelią więzień i więźniów. Chrystus był więźniem i został skazany na śmierć, więźniami byli apostołowie, a także wielu wśród tych, których Kościół czci jako świętych. Tak więc ewangelia więźniów ma długą i zróżnicowaną historię. Zapewne też wielu z tych, którzy do tej historii przynależą, znajdzie się kiedyś – podczas ostatecznego sądu – „po prawicy”.

Prawa człowieka są wartością uniwersalną.

I nie można ich stosować wybiórczo. To wielka wartość, która cechować powinna każdego cywilizowanego człowieka oraz każde państwo, które chce zbudować trwały, demokratyczny fundament. I w obronie tych fundamentalnych zasad wystąpił Adam Bodnar. Jego postępowanie zasługuje na ogromne uznanie.

Nieaktualne światło nadziei

Wyrok unijnego trybunału ma tylko wymiar symboliczny.

„Ten wyrok jest światłem nadziei na to, że prawa polskich obywateli zostaną ochronione” – tak prof. Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, skomentował wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, stwierdzający, iż obniżenie wieku sędziów przechodzących w stan spoczynku nie było zgodne z przepisami unijnymi.
„Z drugiej strony to także kompromitacja obecnej, upolitycznionej Krajowej Rady Sądownictwa, która popierała ustawy łamiące prawo europejskie. Sprawa ta być może nigdy nie trafiłaby na wokandę, gdyby nie determinacja i niezłomność polskich sędziów, którzy nie ulegli politycznym naciskom” – powiedział Krystian Markiewicz, wskazując, iż Stowarzyszenie Iustitia od początku ostrzegało polski rząd, że popierane przez niego rozwiązania są niezgodne z prawem europejskim.
“Być może politycy i ich nominaci w KRS mieli świadomość, że już wkrótce także ta KRS będzie podlegała ocenie Trybunału. Bez zmian w KRS i Trybunale Konstytucyjnym wymiar sprawiedliwości nie będzie nigdy bardziej obywatelski, może być tylko jeszcze bardziej polityczny” – podsumowuje prezes Iustitii.
To tylko jeden z wielu komentarzy na ten temat. Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej został bowiem przyjęty z entuzjazmem przez cały anty-PiS. Powszechne ekscytowanie się tym orzeczeniem zakrawa jednak na absurd.
Ekipa rządząca już dawno zrezygnowała z wprowadzenia obniżonego wieku emerytalnego sędziów, ustawa została zmieniona. PiS wykorzystuje zaś propagandowo wyrok TSUE, podkreślając w rządowej propagandzie jak bardzo rząd przestrzega wszelkich rozstrzygnięć ustaleń unijnych; ba, nawet je wyprzedza.
Niech więc opozycja zajmie się lepiej tymi naruszeniami Konstytucji, ustaw oraz reguł demokracji przez obecną władzę, które cały czas są rzeczywistością. A jest ich bez liku. Wymieńmy chociaż artykuł 32 Konstytucji:
„Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”.

Dąbrowszczacy się bronią!

W wyniku decyzji Naczelnego Sądu Administracyjnego, na mapę Warszawy powracają ulice Dąbrowszczaków oraz gen. Sylwestra Kaliskiego. NSA odrzucił skargę wojewody mazowieckiego na wcześniejszy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego anulujący zarządzenie zmieniające nazwy ulic. Wyrok jest prawomocny i oznacza zwycięskie zakończenie walki z dekomunizacją w Warszawie. NSA uchylił decyzje dekomunizacyjne w sprawie wszystkich 50 nazw ulic, których zmiany chciał narzucić wojewoda. Decyzja w sprawie przywrócenia nazw 44 ulic zapadła w grudniu ubiegłego roku, trzech kolejnych – Stanisława Tołwińskiego, Krystyny Matysiakówny oraz Józefa Szymańskiego – w marcu. W przypadku jednej nazwy wojewoda nie odwołał się od wyroku WSA.
Wojewoda mazowiecki został obciążony kosztami postępowania sądowego. W uzasadnieniu decyzji NSA stwierdził, że zaprezentowane w związku z dekomunizacją opinie IPN nie mają wiążącego charakteru, a wojewoda sam nie umiał wystarczająco uzasadnić proponowanych zmian.
Na tym samym posiedzeniu zapadła również decyzja przywracająca w Makowie Mazowieckim nazwę ulicy Janka Krasickiego.
Zablokowanie dekomunizacji było możliwe między innymi dzięki społecznemu oporowi, który skłonił samorządy do wystąpienia na drogę sądową. W przypadku ul. Dąbrowszczaków mieszkańcy ulicy masowo podpisywali się pod petycją w jej obronie. Społeczności lokalne mają szansę na zwycięstwo nad dekomunizatorami dzięki wywieraniu presji społecznej i zorganizowaniu się.

Efekt Fijo

Jego sprawą żyła cała Polska. Oprawca psa Fijo skazany na 1,5 roku więzienia.

Szczeniak, który został skatowany przez byłego właściciela, do tej pory jest częściowo sparaliżowany. Sąd Rejonowy w Toruniu nie dał wiary Bartoszowi D., że ten będąc pod wpływem alkoholu przewrócił się na psa tak nieszczęśliwie, że uszkodził mu tylne łapy. Bartosz D. został skazany na 1,5 roku pozbawienia wolności za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem. Ma również zakaz posiadania zwierząt przez 10 lat.
– Wersja oskarżonego jest całkowicie niewiarygodna – oceniła sędzia. Opierając się na opinii biegłych uznała, że Fijo został co najmniej trzykrotnie uderzony przez oskarżonego. Działanie to, zdaniem sądu, spełniało znamiona „szczególnego okrucieństwa”. – zdecydowała sędzia Aneta Zawulewska-Glonek. – W ocenie sądu kara jest adekwatna do społecznej szkodliwości czynu.
skarżyciele domagali się maksymalnego wymiaru kary (przed nowelizacją ustawy są to 3 lata pozbawienia wolności. – Ważne, że oskarżony został skazany na bezwzględne więzienie, ale liczyłam, że będzie to wyrok przełomowy, czyli, że będzie zasądzony maksymalny wymiar kary. Zastanowimy się nad odwołaniem – komentowała po ogłoszeniu wyroku adwokat Katarzyna Topczewska, która reprezentowała fundację „Judyta”.
Gabriela Kieres-Rynkowska z Prokuratury Rejonowej Toruń-Wschód podkreślała, że postawa skazanego od początku była naganna: – W dniu zdarzenia został kilkukrotnie powiadomiony przez żonę o fakcie ujawnienia obrażeń psa, ich zakresie, o tym, że psu należy udzielić bezwzględnie natychmiast pomocy, nie tylko laboratoryjnej, ale także w zakresie uśmierzenia bólu. Nie zainteresował się tą sytuacją. W swoich wyjaśnieniach wskazał, że udał się do kolegi, ponieważ miał ochotę dalej spożywać alkohol. Nie interesował się, jak sytuację odbiorą dzieci, co czują, co uważają, ani kto się nimi zajmie, gdy żona będzie udzielała psu pomoc. Dzieci były ofiarami tej przemocy. Były świadkami tego, jak zwierzę cierpi. Miały świadomość, że doszło do tragedii. Osoba, która powinna zapewnić im stabilizację i bezpieczeństwo, była sprawcą tej agresji.
Żona Bartosza D. z Chełmży odmówiła zeznań, ale to ona znalazła psa w kałuży krwi i wezwała pomoc. Mąż najpierw tłumaczył, że Fijo potrącił samochód, później zmienił wersję.
Skrzywdzony pies przechodził wielomiesięczne leczenie w specjalistycznych lecznicach w Czechach i Portugalii. Nadal wymaga rehabilitacji, ma sparaliżowane tylne łapy. Trafił do nowego domu pod opiekę odpowiedzialnych opiekunów.

Jak korporacje dbają o czystość szeregów?

Korupcja to poważne przewinienie, ale niepłacenie składek bywa uważane za równie wielki grzech przez szefów organizacji branżowych.

Tylko karę upomnienia otrzymał od Naczelnego Sądu Aptekarskiego, skazany wyrokiem sądu powszechnego za łapownictwo Tadeusz B., były prezes Wielkopolskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej. W dodatku Naczelny Sąd Aptekarski odmówił upublicznienia uzasadnienia swego tak niebotycznie „surowego” orzeczenia.
O tym wszystkim z ochotą poinformował Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET, skupiający głównie większych pracodawców z tej branży, który nie do końca zgodnie żyje z zawodowym samorządem aptekarskim, zrzeszonym w Izbach.
Warto przypomnieć, że Tadeusz B. zażądał, za pośrednictwem innej osoby, 120 tysięcy złotych łapówki za wydanie pozytywnych rękojmi dotyczących otwarcia i prowadzenia aptek. Od łapówki uzależnił też wydanie pozytywnych opinii dotyczących kierowników aptek. Starający się o otwarcie aptek przedsiębiorca, po otrzymaniu korupcyjnej propozycji powiadomił policję. Ostatecznie w torebce, którą przyjął w ramach tzw. kontrolowanego wręczenia łapówki, było 50 tysięcy złotych.
Sprawa ma już swoją historię, bo to się działo na przełomie lat 2014 i 2015. 14 października 2015 r. odbył się proces, a poznański sąd skazał Tadeusza B. na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i orzekł pięcioletni zakaz pełnienia funkcji w organach samorządu aptekarskiego. Były już prezes WOIA (zrezygnował przed procesem) musiał też zapłacić 30 tysięcy złotych grzywny.
„Oskarżony wyraził skruchę, przyznał się w całości do popełnionego czynu. W związku z tym, że nie był wcześniej karany, kara uzgodniona z prokuratorem jest adekwatna do stopnia winy, stopnia społecznej szkodliwości czynu, spełni swoje cele zapobiegawcze i wychowawcze” – uzasadniła wtedy ten wyrok przewodnicząca składu orzekającego.
Natomiast Naczelny Sąd Aptekarski w toku postępowania dyscyplinarnego ukarał nieuczciwego farmaceutę jedynie upomnieniem. Upomnienie to zaś najmniej dotkliwa kara ze wszystkich możliwych do orzeczenia przez sądy aptekarskie. NSA go upomniał – a następnie odmówił udostępnienia uzasadnienia tego orzeczenia.
„Trudno wyobrazić sobie jakiej zbrodni musiałby dopuścić się farmaceuta, żeby został pozbawiony prawa wykonywania zawodu, skoro za przyjęcie 50 tys. złotych łapówki grozi jedynie upomnienie” – ironizuje szefostwo Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, które postanowiło poznać – i ogłosić publicznie – motywy tego orzeczenia, wydanego przez korporacyjny sąd aptekarski. NSA, co można zrozumieć, nie odniósł się jednak przychylnie do takiej inicjatywy. Gdy odmówił udostępnienia uzasadnienia, związek pracodawców zaskarżył tę odmowę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
Kolejna odmowa była następstwem uchylenia pierwszej odmownej decyzji sądu aptekarskiego przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Naczelny Sąd Aptekarski ponownie jednak odmówił upublicznienia uzasadnienia wyroku nakładającego karę upomnienia.
Ukaranie kogoś przez samorząd zawodowy za korupcję tylko upomnieniem i utajenie uzasadnienia takiego orzeczenia trudno uznać za działanie służące oczyszczeniu własnych szeregów.
Związek Pracodawców Aptecznych uznał, że działania samorządu aptekarskiego wskazują na to, iż korporacja za wszelką cenę stara się sprawę wyciszyć. Takie działanie nie przystoi zaś samorządowi zawodu zaufania publicznego.
ZPA wskazuje także na fakt, że korporacja wydaje się być dużo łaskawsza dla „prominentnego członka aptekarskiego establishmentu” niż dla kogoś mniej znaczącego . Liczne przykłady wskazują, że zwykli farmaceuci nie mogą liczyć na tak daleko idącą wyrozumiałość kolegów. Przykładowo, taką samą karę, jaką były prezes Wielkopolskiej OIA otrzymał za korupcję, zwyczajni farmaceuci otrzymują na przykład za niepłacenie składek członkowskich.
Ten przykład jest jednak mocno nietrafiony, ponieważ dla każdej korporacji zawodowej niepłacenie składek na jej rzecz jest strasznym przewinieniem. Zrozumiałe więc, że Naczelny Sąd Aptekarski uznaje coś takiego za czyn o ciężarze gatunkowym równym korupcji.
Nie znając uzasadnienia orzeczenia w sprawie Tadeusza B. można domniemywać, iż sąd aptekarski miał nieco życzliwości dla swego kolegi po fachu – i zrozumiał, że przeżył on sytuację wybitnie stresującą.
Dobrze jest bowiem postawić się na jego miejscu: wszystko zostało skutecznie dogadane, wykazano stosowną ostrożność, sprawę załatwiano przez pośrednika, pieniądze już były w ręku – a tu nagle wpadają obcy faceci, zatrzymują, machają odznakami. Przecież to można paść na zawał (choćby z żalu za straconą kasą)!. Warto więc czasami okazać wyrozumiałość komuś, kto miał pecha.

Zwycięstwo Armii Ludowej…

…nad Lechem Kaczyńskim. Dekomunizacja w stolicy (prawie) cofnięta!

 

Naczelny Sąd Administracyjny zajmuje się skargami kasacyjnymi wniesionymi przez wojewodę Sipierę – w piątek 7 grudnia przywrócił 44 z 45 nazw dawnych ulic. Na decyzję czekają jeszcze m.in. Dąbrowszczacy.
Wymienić tabliczki na poprzednie będą musiały m.in. ulice ZWM, Modzelewskiego, Duracza, Wrońskiego, Gidzińskiego, Małego Franka, 17 Stycznia, Kulczyńskiego, Gruszczyńskiego, Rzymowskiego, Sternhela, Sobczaka, Pstrowskiego, Jędrzejowskiego, 1 Praskiego Pułku, Parola, Szałka, Balcerzaka, Kokoszków, Fondamińskiego, al. Armii Ludowej.
Ta ostatnia zmiana oznacza, że plan ekipy rządzącej, aby w stolicy jedna z większych arterii Śródmieścia nosiła nazwę Lecha Kaczyńskiego, spełznie na niczym.
NSA, jak podkreśla sędzia Roman Ciąglewicz, cytowany przez „GW”, nie badał zasadności takiej czy innej nazwy ulicy, ale fakt, czy zarządzenia zastępcze Sipiery wprowadzające dekomunizację ulic były zgodne z prawem. – Uprzedzając ewentualne pytania i kontrowersje, które mogą się pojawić, zgodnie z takim podejściem, nie można oczekiwać, że sąd mógł załatwić sprawę, bo wszyscy wiedzą, że jakaś osoba, organizacja czy data symbolizują komunizm – powiedział, dodając, że wojewoda popełnił błąd, podając zbiorcze uzasadnienie dekomunizacji poszczególnych patronów. Zwrócił przy tym uwagę na stronniczość IPN i celowe przedstawienie dekomunizowanych patronów ulic w złym świetle, a także „ubogą faktografię” w przesłanych na ich temat opiniach np. pominięcie faktu, iż Stanisław Tołwiński był Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata za zasługi w ratowaniu Żydów podczas II wojny światowej.
Właśnie Tołwiński, a także Dąbrowszczacy – poczekają jeszcze na „swoją” rozprawę, ponieważ zapomniano powiadomić o dzisiejszym terminie stowarzyszenie MJN, które jest stroną postępowania.
Inny sędzia, Zdzisław Kostka, stwierdził, że „związki z komunizmem” a „symbolizowanie komunizmu” to dwie różne rzeczy.
Chodziło konkretnie o Armię Ludową.
– W rozpoznawanych sprawach były takie przypadki, np. Armii Ludowej, gdzie można byłoby dokonać oceny, że te nazwy w sposób oczywisty symbolizują komunizm. Ale ta opinia IPN została sporządzona w sposób taki, w jaki została sporządzona.
Ostatecznie do WSA trafiło 50 skarg stolicy na zarządzenia zastępcze wojewody o zmianach nazw ulic, czyli na wszystkie zarządzenia zastępcze dotyczące Warszawy, także ostatnie trzy podjęte w grudniu 2017 r. Sędzia, Zdzisław Kostka, stwierdził, że „związki z komunizmem” a „symbolizowanie komunizmu” to dwie różne rzeczy.

Skazani za propagowanie komunizmu

Czworo działaczy Komunistycznej Partii Polski zostało skazanych 31 marca 2016 roku przez Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej za propagowanie ideologii komunistycznej na łamach pisma „Brzask” oraz partyjnej stronie internetowej na kary 9 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania przymusowej, nieodpłatnej pracy społecznej oraz na kary grzywny.
Ten prowokacyjny wyrok zapadł na podstawie procedury nakazowej, bez obecności stron, stosowanej zwykle do wykroczeń, w których wina oskarżonego nie budzi wątpliwości. Sąd nawet nie przeprowadził standardowego postępowania procesowego, opierając się jedynie na akcie oskarżenia. Oskarżeni nie mieli nawet prawa do obrony. Skazani złożyli już sprzeciw od wyroków w trybie nakazowym domagając się rozpatrzenia sprawy w normalnym trybie.
Działaczom KPP postawiono zarzut z artykułu 256§1 kodeksu karnego: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.
Wcześniejsza próba nowelizacji tego artykułu poprzez dodanie zakazu prezentowania symboliki komunistycznej spotkała się ze sprzeciwem w kraju i za granicą. 19 lipca 2011 roku została unieważniona przez Trybunał Konstytucyjny jako ograniczająca wolność słowa.
Oskarżenie działaczy KPP o promowanie totalitarnego ustroju państwa jest kolejną próbą zrównywania komunizmu z faszyzmem i zakazania w ten sposób działalności komunistycznej.
Sprawę zapoczątkował donos posła PiS Bartosza Kownackiego z 2013 r. Wówczas prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania. Postępowanie wznowione na podstawie tego donosu przyspieszyło bieg pod koniec ubiegłego roku – po wyborach wygranych przez PiS. 31.12.2015 roku Prokuratura Rejonowa w Katowicach skierowała do Sądu Rejonowego w Dąbrowie Górniczej akt oskarżenia przedstawiający zarzut w brzmieniu: „publicznie propagował totalitarny ustrój państwa, w ten sposób, że wchodząc w skład zespołu redakcyjnego czasopisma „Brzask” zamieszczał na jego łamach treści, odwołujące się bezpośrednio do idei komunistycznego ustroju państwa oraz marksizmu i leninizmu, publikowane następnie na stronie internetowej www.kompol.org, co w kontekście doświadczeń historycznych jest zaprzeczeniem wartości demokratycznych…”, czyli za statutową działalność legalnej partii politycznej.
Dla sprawy istotne jest również upolitycznienie instytucji prokuratury poprzez jej podporządkowanie Ministrowi Sprawiedliwości – Zbigniewowi Ziobro z PiS, mianowanemu Prokuratorem Generalnym.
Wymiar sprawiedliwości w sposób jawny zupełnie inaczej traktuje skrajną prawicę. W tym samym czasie, gdy skazano członków redakcji „Brzasku”, neofaszyści z ONR swobodnie demonstrowali w 82 rocznicę powstania organizacji na ulicach Białegostoku. Na demonstracji nieśli sztandary z symbolem falangi i wzywali do rozprawy z wrogami politycznymi, czyli bezpośrednio nawiązywali do faszyzmu. Pomimo tego Ministerstwo Obrony planuje uzbrojenie neofaszystów w ramach struktur obrony terytorialnej. Wcześniej częstochowski sąd uniewinnił człowieka handlującego rasistowskimi koszulkami, nie dopatrując się w tym naruszenia wspomnianego art. 256 kk. Ostatnio Minister Sprawiedliwości oraz Prokurator Generalny zawiesił wykonanie wyroku wobec nacjonalisty skazanego za napaść na policjanta.
Wyrok na polskich komunistów zbiegł się z uchwaleniem 1 kwietnia przez Sejm ustawy „o zakazie propagowania komunizmu”, która zmusza samorządy do zmiany nazw ulic i innych obiektów kojarzących się z komunizmem i historią PRL, przez co uderza w tradycje ruchu robotniczego. W tym samym czasie Instytut Pamięci Narodowej tworzy rejestr oraz domaga się od samorządów likwidacji pomników żołnierzy radzieckich oraz innych związanych z komunizmem. Dewastacja i likwidacja pomników świadectw historii oraz jej fałszowanie jest właśnie przejawem faszystowskich praktyk.
Burżuazyjny rząd łudzi się, że zastraszy KPP poprzez represje, a antykomunistyczna kampania przyniesie mu korzyści. Żądamy zakończenia antykomunistycznych represji, a także zniesienia ustawy dekomunizacyjnej oraz zaprzestania fałszowania historii.
Ręce precz od KPP!