Z dymem wysypisk

Gdy chodzi o zwalczanie nielegalnych interesów śmieciowych to nasze państwo, tak jak i w wielu innych sprawach, funkcjonuje tylko teoretycznie.

Jesteśmy świadkami często powtarzających się, teoretycznie przypadkowych pożarów wysypisk śmieci w Polsce i mnożenia się coraz to nowych miejsc nielegalnego składowania odpadów.
To zjawisko ma szerokie negatywne konsekwencje społeczno-gospodarcze. Przede wszystkim tworzy się u nas coraz silniejsza „mafia śmieciowa” – zorganizowane grupy przestępcze, które z nielegalnego procederu odbioru i składowania w niedozwolonych miejscach, a także z importu odpadów z zagranicy, uczyniły potężne źródło nieopodatkowanego dochodu – alarmują Zieloni.
Ich zdaniem, jest to skutek bezradności państwa i tworzenia się mafijnych powiązań z władzą publiczną. Jak wskazują Zieloni, tak właśnie stało się w Bogatyni, gdzie zawiązała się regularna mafia z udziałem przestępców i prominentnych polityków lokalnych, łącząca nielegalny import odpadów oraz ich, także nielegalne, składowanie na publicznym wysypisku.

Władza nic z tym nie robi

Najgorsze jednak, że dochodzi do skażenia środowiska, tak w przypadku samego składowania (zanieczyszczenie ziemi i wód gruntowych, zagrożenie zdrowia obywateli, odór uciążliwy dla mieszkańców, niszczenie estetyki miejscowości), jak i pożarów. Wielomilionowe są koszty akcji gaśniczych, powietrze jest zatruwane groźnymi dymami i pyłami.
Spadają też wpływy publiczne, bo śmieciowe mafie nie uiszczają przecież podatków i opłat, związanych ze swoją działalnością. Często działalność ta prowadzona jest na tzw. słupy – osoby fizyczne bez majątku, spółki pozbawione zarządów itp. Ponadto urzędy miejskie nie dysponują stosownymi uprawnieniami śledczymi, aby ustalić rzeczywistych beneficjentów i organizatorów tego procederu. Konieczna jest współpraca z policją i prokuraturą.
Warto docenić wzorową służbę strażaków. Nie zmienia to jednak sytuacji, że bez współdziałania prokuratury i Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Środowiska, jednostki straży pożarnej są bezradne w walce z procederem prowadzenia nielegalnego lub nieprawidłowego składowania odpadów. Nie mają bowiem stosownych kompetencji kontrolnych i śledczych.
„Nieskuteczność władz państwowych przeraża, a dokonana przez Sejm latem 2018 r. nowelizacja ustawy o odpadach okazała się niewystarczająca” – stwierdzają Zieloni.
W rezultacie, na samorządy lokalne przerzucone zostały koszty likwidacji takich składowisk i utylizacji odpadów. Bezskuteczne okazały się działania administracji państwowej mające na celu egzekucję tych obowiązków od sprawców.

A niech się pali

Zieloni wzywają ministra spraw wewnętrznych Joachima Brudzińskiego i ministra środowiska Henryka Kowalczyka do: „niezwłocznego wydania rozporządzenia w sprawie wymagań w zakresie ochrony przeciwpożarowej jakie mają spełniać obiekty budowlane lub ich części oraz inne miejsca przeznaczone do zbierania, magazynowania lub przetwarzania odpadów”. Rozporządzenie powinno minimalizować ryzyko związane z zagrożeniem pożarowym.
Państwowa Straż Pożarna, nie dysponując takim rozporządzeniem, ma jak na razie bardzo ograniczone możliwości prowadzenia czynności kontrolnych. Doprecyzowanie wymogów przeciwpożarowych pozwoli na skuteczne kontrole i egzekwowanie przepisów. Konieczne jest też wzmocnienie wydziałów kontrolno-rozpoznawczych Państwowej Straży Pożarnej.
Ściganiem przestępczości przeciwko środowisku powinny zająć się wyspecjalizowane zespoły policjantów i prokuratorów. Dlatego Zieloni apelują do ministrów Zbigniewa Ziobry i Joachima Brudzińskiego o utworzenie wydziałów w ramach komend powiatowych i prokuratur rejonowych, w których pracowałyby osoby posiadające odpowiednie kompetencje fachowe.
Należy zmienić podejście prokuratur, które dotychczas „hurtowo” umarzały postępowania ze względu na rzekomo niską szkodliwość społeczną czynu. Potrzebne są szkolenia dla prokuratorów i policjantów z zakresu zagrożeń ekologicznych. Jak przypominają Zieloni, jedno składowisko na Dolnym Śląsku paliło się 30 razy w ciągu ostatnich 8 lat a osoby za to odpowiedzialne nie poniosły żadnych konsekwencji!
W podobnych sytuacjach mamy do czynienia z działalnością przestępczą, kontrole powinny być zatem prowadzone bez pisemnego uprzedzenia. Tymczasem, często niemożliwe jest przeprowadzenie kontroli ze względu na zamknięcie zakładu lub nie przynosi ona efektu. Na czas kontroli usunięto bowiem nieprawidłowości – a po jej zakończeniu śmiecie przeważnie wracają na miejsce nielegalnego składowania.
Kontrole powinny więc odbywać się bez zapowiedzi, należy również dopuścić kontrole krzyżowe różnych służb. Każdy protokół z kontroli składowiska, który stwierdza naruszenia, z urzędu powinien trafić do prokuratury.
Zieloni zwracają uwagę, że potrzebne jest wsparcie prawników i ekspertów. Apelują więc, aby organy ochrony środowiska wyposażyć w dodatkowe fundusze na zlecanie ekspertyz.
Przydatne byłoby stworzenie ogólnopolskiej bazy biegłych z zakresu ochrony środowiska, z których pracy mogłyby korzystać organy administracji i ścigania. W skomplikowanych sprawach, organy ochrony środowiska powinny zaś uzyskać wsparcie radców Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa. Często bowiem służby ochrony środowiska są bezradne w sporze z przestępcami, których wspierają czołowe kancelarie prawne, a postępowania ciągną się latami.

Milion to za mało

Na nielegalne wysypiska należy patrzeć jak na działalność przestępczą, ponieważ powodują one straty dla budżetu państwa i samorządów oraz stanowią zagrożenie dla środowiska. Dlatego Zieloni postulują aby samo prowadzenie nielegalnego składowiska odpadów było zagrożone karą więzienia.
Powinna zostać także wprowadzona dodatkowa sankcja finansowa, wymierzana stosownie do stworzonego zagrożenia i obszaru składowiska. Obecnie wykazanie przesłanek odpowiedzialności karnej z art. 183 kodeksu karnego jest niesłychanie trudne. W miarę skuteczne postępowania prowadzone są zaś dopiero wówczas, gdy dojdzie do katastrofy ekologicznej.
Jednym z podstawowych celów postępowania karnego jest prewencja. Spełnienie tej roli prawa karnego stanie się możliwe, gdy organy ścigania będą mogły podjąć walkę z nielegalnym prowadzeniem wysypisk zanim jeszcze wydarzy się jakieś nieszczęście.
Niewystarczające są również zawarte w ustawie o odpadach sankcje administracyjne w wysokości do 1 mln złotych. Powinny one bowiem zawsze przewyższać przychód z nielegalnej działalności. Zieloni chcą więc podwyższenia tego limitu i powiązania kary finansowej z oszacowanymi przychodami z działalności przestępczej.
Już samo naruszenie zasad ochrony przeciwpożarowej powinno grozić grzywną przynajmniej 10 tys. złotych – i nałożeniem kolejnej w razie nieusunięcia naruszeń w terminie.
Ważna jest tu także rola organizacji społecznych, których rolą jest monitorowanie niepożądanych zjawisk i zgłaszanie ich właściwym organom, a także pomaganie obywatelom w relacjach z administracją publiczną.
Tymczasem, zgodnie z art. 170 ustawy śmieciowej, do postępowań w sprawach zezwolenia na zbieranie i przetwarzanie odpadów oraz prowadzenie wysypiska nie stosuje się przepisów kodeksu postępowania administracyjnego, stanowiących iż organizacja społeczna może w sprawie dotyczącej innej osoby występować z żądaniem wszczęcia postępowania czy dopuszczenia jej do udziału w postępowaniu, jeżeli jest to uzasadnione celami statutowymi tej organizacji i przemawia za tym interes społeczny.
Tak więc, organizacje społeczne zostały odsunięte od zajmowania się śmieciami i składowiskami.
Oznacza to, że w takich sprawach organizacja społeczna nie może żądać inicjowania postępowania ani dopuszczenia do udziału w charakterze strony. Ponadto, z mocy polskiego prawa, stronami takich postępowań nie mogą być właściciele nieruchomości sąsiadujących z terenem na którym będzie prowadzone zbieranie czy przetwarzanie odpadów. Jakby komuś zależało, by nikt nie przeszkadzał w nieskrępowanym rozwijaniu śmieciowych biznesów…
Należy wyeliminować te przepisy z porządku prawnego – bo to sąsiad wysypiska śmieci i organizacja społeczna powinny być partnerami w postępowaniach dotyczących działalności, która może być bardzo szkodliwa i uciążliwa dla ludzi oraz środowiska. Pozbawienie ich prawa strony w postępowaniu narusza standardy demokratyczne.
W związku z planowanym wprowadzeniem przez państwo monitoringu tzw. ładunków wrażliwych, Zieloni postulują również objęcie tym monitoringiem pojazdów ciężarowych, wożących odpady. Informacja o takich pojazdach powinna spłynąć do organów administracji i każdą ciężarówkę należy rozliczyć. Limit kar administracyjnych za nielegalny transport odpadów należy zaś podnieść z zakresu 2-10 tys. zł do 10-100 tys. zł (z zatrzymaniem pojazdu naruszającego przepisy na poczet kary).

Bezradny organ

Wojewódzkie Inspekcje Ochrony Środowiska są w myśl przepisów ustawy o odpadach podstawowym organem kontrolnym i nakładającym sankcje. Zieloni apelują o poddanie Inspekcji Ochrony Środowiska władaniu marszałków województw. Marszałkowie, jako reprezentanci samorządu, powinni bowiem być żywotnie zainteresowani sprawną służbą ochrony środowiska. Dziś natomiast nie zawsze wypełnia ona swoje podstawowe obowiązki.
Pożądane byłoby także rozszerzenie kompetencji WIOŚ, aby umożliwić inspektorom ochrony środowiska kontrolowanie osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej. Częstokroć właśnie takie osoby prowadzą nielegalne składowiska odpadów.
Ze względu na podział kompetencji organów powołanych do zwalczania nielegalnych wysypisk, potrzebna jest współpraca poszczególnych służb – i dobra wola na wszystkich szczeblach. Konieczne byłoby powołanie wspólnych zespołów roboczych, dzielenie się ustaleniami i zebranym materiałem dowodowym, wreszcie wspólne kontrole. Potrzeba tu współpracy strażaków, policjantów, WIOŚ, RDOŚ, starostów, wójtów, burmistrzów i prezydentów, strażników miejskich.
Wystarczy powiedzieć, że bez działania WIOŚ nie da się uzyskać wyników kontroli i nałożyć administracyjnej kary pieniężnej. Bez udziału wójta czy burmistrza bądź prezydenta nie można wydać decyzji nakazującej usunięcie odpadów. Bez straży pożarnej nie dojdzie do ustalenia naruszenia warunków ochrony przeciwpożarowej. Bez starosty niemożliwe będzie cofnięcie zezwolenia na składowanie odpadów, a bez pracy prokuratury i policji nie da się ustalić organizatorów i beneficjentów procederu.
Dziś tej współpracy brakuje, co pozwala przestępcom zarabiać miliony złotych kosztem zdrowia Polaków i skażenia środowiska.

Płoną góry, płoną śmieci

W przedwieczornej mgle. A dyrektor sortowni śmieci w Olsztynie oświadcza, że płoną „bo 500 plus”.

 

Jak szła ta piosenka Młynarskiego? „Bo kto na co dzień żyje w cyrku, temu cyrkiem zdaje się normalne życie”?
Od miesiąca media donoszą o coraz to nowych pożarach wysypisk – legalnych i nielegalnych. W 2017 roku spłonęło ich 37, w 2018 – prawie 70. Tak mówią statystyki z Ministerstwa Środowiska. Dwa najbardziej spektakularne pożary to Zgierz pod Łodzią (tzw. wulkan „Zgiezuwiusz”) i właśnie Olsztyn. Dyrektor Zakładu Gospodarowania Odpadami Komunalnymi w Olsztynie Marek Bryszewski, oświadczył natomiast podczas sesji rady miasta, omawiając przyczyny wybuchu ognia 24 maja w nocy: winne jest 500 plus! Jego beneficjenci masowo wymieniają meble. A stare palą. To oni rujnują polski recycling i zatruwają atmosferę!
– Meble zalegają plac, gdyż non stop są dowożone; jest to efekt programu Rodzina 500+. Póki nie będzie zorganizowanej selektywnej zbiórki odpadów, z takimi sytuacjami musimy się liczyć – stwierdził, zaznaczając, że samozapłon mógł zostać spowodowany przez reakcję baterii z laptopa bądź butli z gazem, którą ponoć znaleziono na pogorzelisku.
Akcja gaśnicza na terenie ZGOK w Olsztynie trwała 16 godzin. Spłoną miało 900 ton mebli składowanych na placu należącym do zakładu, ale radni miejscy pozostali sceptyczni wobec teorii lansowanej przez Bryszewskiego. Przypomnieli argument dziennikarzy portalu debata.olsztyn.pl: na placu znajdowało się również 1,5 tys. ton odpadów wielkogabarytowych, które zalegały tam na stałe.
Teoria spiskowa lansowana przez szefa ZGOK obiegła internet i stała się żartem sezonu. Ale tak najzupełniej szczerze, jest dość ordynarnym szukaniem kozła ofiarnego i manipulacyjnym przekierowywaniem gniewu społecznego na rodziny, korzystające z pomocy rządu. Nie znaczy to oczywiście, że problemu nie ma – Polacy palą śmieciami, nierzadko toksycznymi.
W Polsce rocznie średnio produkuje się 58 mln m3 odpadów komunalnych. I służą one jako materiał opałowy, nie ma co się oszukiwać. Szczególnie niebezpieczne dla zdrowia jest wdychanie tego, co wytwarza się ze spalania plastikowych butelek, folii i otoczek kabli. Raport Komisji Europejskiej nie pozostawia złudzeń: co roku na choroby wywołane złym stanem powietrza umiera 28 tys. Polaków.
– Generalnie ta wypowiedź miała odwrócić uwagę od problemu i przekierować dyskusję na nieco inne tory – stwierdził Andrzej Gąsiorowski, adwokat i autor bloga poświęconego przyrodzie – Jakaś część prawdy w tym jest. Rzeczywiście słyszy się, że rodziny, które otrzymują świadczenie wymieniają sobie w domach meble, ale nawet gdybyśmy mówili o „paleniu nimi” na ogromną skalę, to nadal nie jest trujące w tym stopniu, co spalanie plastików, kabli, czy innych opon. Dwa takie pożary wysypisk z odpadami z tworzyw sztucznych przynosi tak szkodliwe skutki jak kilka ładnych lat ekspozycji na smog – bez porównania…
Mój rozmówca był oburzony bezczynnością polskich służb w ostatnich miesiącach, kiedy płonęły składowiska śmieci.
– To jest państwowa afera, w moim przekonaniu dużo większa niż rozdmuchana awantura o Amber Gold. Dlaczego nasze państwo nic z tym nie robi? Dlaczego rząd nadal jest zainteresowany tylko tym, żeby spływały pieniądze na polityków, ich wyborców i beneficjentów ich programów, a problemy, które dotyczą wszystkich Polaków bez wyjątku, ma w nosie?
Mateusz Morawiecki dwa tygodnie temu zapowiedział, że wprowadzi odpowiednie „rozwiązania legislacyjne”… w ciągu dwóch tygodni. Niecierpliwie czekają na nie Polacy, nie tylko ci pobierający 500 plus.