Szansa na pokój

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował o podpisaniu „formuły Steinmeiera”, która określa mechanizm realizacji ustawy o specjalnym statusie samorządu lokalnego w niektórych regionach obwodu donieckiego i ługańskiego.

„Formuła Steinmeiera” (niemiecki prezydent, były przewodniczący OBWE, były minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier) określa mechanizm realizacji ustawy o specjalnym statusie samorządu lokalnego w niektórych regionach obwodu donieckiego i ługańskiego tymczasowo w dniu wyborów i na stałe – po opublikowaniu raportu OBWE dotyczącego wyników wyborów.
Jak poinformowano, tekst „formuły Steinmeiera” został podpisany w formie, którą uzgodniła grupa kontaktowa. Podpisy złożyli wszyscy uczestnicy: Ukraina, republiki, Federacja Rosyjska i OBWE.
Unia Europejska uważa rezultaty posiedzenia grupy kontaktowej w Mińsku, zajmującej się m.in. omówieniem „formuły Steinmeiera” ws. Donbasu za krok, który może stworzyć warunki do wypełnienia porozumień mińskich – oświadczyła przedstawicielka Europejska Służba Działań Zewnętrznych Maja Kocijančič.
„Rezultaty toczących się wczoraj w Mińsku debat trójstronnej grupy kontaktowej, w tym ws. tak zwanej formuły Steinmeiera są krokiem, który jak mamy nadzieję, może przyczynić się do dalszych wysiłków odnośnie całościowego wypełnienia porozumień mińskich przez wszystkie strony” – powiedziała Maja Kocijančič‏. Jak podkreśliła, „jest to kluczem do osiągnięcia stabilnego, pokojowego uregulowania konfliktu na wschodzie Ukrainy”.
„Unia Europejska konsekwentnie wspiera prace czwórki normandzkiej, Trójstronnej Grupy Kontaktowej i OBWE w ich wysiłkach odnośnie stworzenia warunków do wypełnienia porozumień mińskich” – oświadczyła, dodając, że UE „w dalszym ciągu jednoznacznie wspiera niepodległość, suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy w jej granicach, uznanych na arenie międynarodowej”.
To, że Kijów zaakceptował formułę Steinmeiera jest pozytywnym faktem i ważnym krokiem na drodze osiągniętych wcześniej porozumień, chciałoby się mieć nadzieję, że proces będzie się później nadal rozwijać w kierunku realizacji porozumień mińskich – powiedział rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow.
„Samo potwierdzenie „formuły Steinmeiera”, która a propos została przyjęta przez wszystkich uczestników czwórki normandzkiej, w tym Ukrainę, już de facto kilka lat temu, jest pozytywnym faktem i bez wątpienia ważnym krokiem na drodze realizacji tych porozumień, które zostały wcześniej osiągnięte” – zaznaczył Pieskow, komentując ostatnie doniesienia.
„Teraz pozostaje tylko mieć nadzieję, że również w przyszłości pójdziemy drogą realizacji porozumień mińskich, ponieważ jest to jedyny możliwy sposób uregulowania ukraińskiego konfliktu na południowym wschodzie kraju” – dodał.
Przewodniczący Komisji Polityki Zagranicznej i Współpracy Międzyparlamentarnej Bohdan Jaremenko powiedział, że w czasie posiedzenia trójstronnej grupy kontaktowej w Mińsku strona ukraińska zatwierdziła tekst „formuły Steinmeiera”, ale jej nie podpisała.
Wcześniej przedstawiciel Rosji w grupie kontaktowej ds. Ukrainy Borys Gryzłow powiedział, że wszyscy uczestnicy uzgodnili „formułę Steinmeiera”, która ma znaleźć się w ukraińskim ustawodawstwie. Przedstawiciel przewodniczącego OBWE Martin Sajdik, komentując wyniki posiedzenia w Mińsku zaznaczył, że członkowie grupy kontaktowej i przedstawiciele proklamowanych w trybie jednostronnym Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych napisali listy, w których „potwierdzili tekst formuły Steinmeiera”.
Zostały one podpisane prze OBWE, stronę rosyjską, przedstawicieli nieuznawanych republik i Łeonida Kuczmę, reprezentującego Ukrainę i są datowane na 1 października. „Strona ukraińska przyjmuje tekst tej formuły” – napisano obok podpisu byłego prezydenta Ukrainy.

Ukraina wreszcie da

Szorstka przyjaźń zapanowała w politycznych relacjach polsko- ukraińskich. Tym razem ten szorstki ton nadaje strona polska pomimo jednoznacznych ukraińskich zalotów.

Rezygnując z przylotu pierwszego września do Warszawy amerykański prezydent Trump olał nie tylko polskiego, usłużnego mu gospodarza. Przykrość wielką sprawił też ukraińskiemu prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu, który też liczył na ciepłe słówka Trumpa podczas warszawskich uroczystości.
Zelenski chciał upiec trzy pieczenie na warszawskim rożnie. Spotkać się z Trumpem, pogadać z „przyjacielem Macronem” i ocieplić relacje z panem prezydentem Dudą.
Udało mu się tylko z tym ostatnim. Złożył panu prezydentowi i państwu polskiemu bardzo korzystnie brzmiącą ofertę. Oto strona ukraińska bez warunków wstępnych znosi wszelkie biurokratyczne bariery poczynione przez administrację poprzedniego ukraińskiego prezydenta w kwestii ekshumacji i poszukiwań polskich ofiar na terenie Ukrainy. Proponuje też aby od teraz politykami historycznymi w obu państwach zajmowali się przede wszystkim historycy. A wszelkie sporne interpretacje bolesnej historii rozwiązywano dzięki wspólnej komisji.
Takie przesunięcie historycznych sporów na drugi plan ułatwi polskiemu biznesowi w korzystaniu ze skutków zaplanowanych przez ekipę Zełenskiego ukraińskich reform gospodarczych. W uczestnictwie w prywatyzacji ukraińskich przedsiębiorstw, zakupie ziemi uprawnej, wspólnych przedsięwzięciach na terenie Unii Europejskiej.
W zamian za swe ustępstwa i przyjacielskie gesty strona ukraińska oczekuje poparcia Polski w konflikcie z Rosją. Co przy gigantycznej rusofobii, demonstrowanej od lat przez pana prezydenta Dudę i jego ministrów oraz elit politycznych PiS, nie było warunkiem trudnym do spełnienia.
I rzeczywiście podczas swego okolicznościowego przemówienia pan prezydent Duda twardo skrytykował Rosję, gromko poparł suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy. Choć tych tematów nie poruszali pozostali mówcy. Prezydent Niemiec i przysłany substytut prezydenta Trumpa.
Wyglądało, że pakt Duda – Zełenski zaczął obowiązywać. Ale to tylko miraż.

Najpierw głowa

Pan prezydent Duda stanął po stronie walczącej z Rosją Ukrainy i kolejny raz skrytykował agresywne geny prezydenta Putina, aby przede wszystkim przypomnieć administracji amerykańskiej o sobie i ministrze Szczerskim. O wymarzonym przez ich obu „Forcie Trump”, który właśnie odpływa na dalekie prerie nierealizowanych koncepcji.
Ukraina potrzebna jest elitom PiS jako młot do walenia w Rosję. Propagandowego rzecz jasna. Bo przecież propagandowa rusofobia elit PiS nie przeszkadza im w codziennym popieraniu zaprzyjaźnionych biznesmenów zarabiających na imporcie i handlu węglem z Rosji oraz od prorosyjskich, ukraińskich separatystów.
Poza tym ukraińska oferta ocieplenia stosunków ukraińsko- polskich została przyjęta w polskim Dużym Pałacu z wielką rezerwą. Bez entuzjastycznej woli szybkiej jej realizacji. Czmu tak się stało?
Warszawskie wiewiórki ćwierkają, że pomimo podobnego wieku obu prezydentami, pomiędzy polskim i ukraińskim, nie ma tej przysłowiowej „chemii”. Niektórzy kanceliści pana prezydenta Dudy obwiniają taki stan poprzednimi zaszłościami. Wcześniej to pan prezydent Duda proponował przyjaźń i współpracę ukraińskiemu prezydentowi Poroszence. Ale ten szybko postawił na ukraiński nacjonalizm i wystawił Polaka do przysłowiowego wiatru.
A ściślej wystawił go, jak politycznego szczeniaka, na działalność Wołydymira Wiatrowycza szefa ukraińskiego IPN.
Jeszcze trzy lata temu przewodniczący Wiatrowycz był idolem polskiej prawicy, nawet tej narodowo- katolickiej. Bo pod jego przewodem ukraiński IPN skutecznie porozwalał tamtejsze pomniki Lenina. Ale kiedy zaraz potem zaczął ich miejsce zapełniać Stefanem Banderą, stał się śmiertelnym wrogiem polskiego IPN i elit narodowo- katolickich.
Wtedy też pan prezes Kaczyński obiecał prezydentowi Poroszence, że zablokuje mu wstęp do Unii Europejskiej, bo tam Ukraina „z Banderą nie wejdzie”.
W odwecie ukraiński IPN zablokował ekshumacje i inne prace planowane przez polski IPN. A prezydent Poroszenko zaczął łączyć się z Brukselą przez centralę w Berlinie. Warszawę uznał za zbędnego pośrednika.
Obrażony, dumny warszawski Duży Pałac, bacznie teraz obserwował nowo wybranego w Kijowie. Spekulował czy na pierwszą zagraniczną wizytę ukraiński prezydent wybierze Warszawę?
Okazało się, że Zełenski od razu poleciał do Brukseli. To jeszcze dumny polski Duży Pałac mógłby ukraińskiemu pariasowi wybaczyć. Ale demonstrowanej wszem i wobec jego „przyjaźni z Macronem” nadal nie potrafi.
Jak wszyscy już wiedzą relacje prezydent Macron – elity PiS są złe. Francuski prezydent po raz pierwszy miał odwiedzić Warszawę właśnie z okazji obchodów wrześniowej rocznicy wybuchu II wojny światowej. Kiedy Trump zdecydowal się olać uroczystości, to Macron skorzystał z okazji. Nie przyleciał do wrogiej mu Warszawy i też wysłał swojego substytuta.
Prezydent Zełenski nie kryje za to swej sympatii do francuskiego prezydenta. Media ukraińskie mówią wręcz o „wzajemnej sympatii i przyjaźni” obu prezydentów.
Dlatego polski prezydent sparzony we wcześniejszym związku politycznym z prezydentem Poroszenką, teraz nowemu prezydentowi stawia ponoć jeden kardynalny warunek. Najpierw wyrzucicie z waszego IPN Wołodymyra Wiatrowycza, a potem pogadamy sobie o ociepleniu.
O miłości mowy nie ma, bo pan prezydent Duda jest przykładnym katolikiem i wyklucza inne związki niż bilateralne. O francuskich trójkątach mowy nie ma.

Biznes potem

To prezydent Macron zapewne jest pomysłodawcą zamrożenia konfliktu rosyjsko- ukraińskiego lansowanego teraz przez prezydenta Zełenskiego. Przyszły stały rozejm polegać ma na uznaniu przez Kijów jakiejś formy autonomii zbuntowanych regionów Doniecka i Ługańska. W zamian Ukraina przejmie kontrolę nad ich granicami z Rosją. Sprawa Krymu zostanie odłożona na przyszłość, jak turecka okupacja części Cypru.
Nowy rząd ukraiński zezwoli na wielką prywatyzację ukraińskich przedsiębiorstw i zniesie zakaz nabywania ukraińskiej ziemi przez cudzoziemców. To doprowadzi do wzrostu zagranicznych inwestycji na Ukrainie. Amerykanie i Chińczycy już przejmują wielkie gospodarstwa rolne. Francuzi Niemcy chętnie wejdą w ukraiński przemysł. Powinni się spieszyć, bo Chińczycy też mają na oku smakowite kąski.
Dzięki takiemu rozejmowi z Rosją, zagranicznym inwestycjom i kolejnym zachodnim kredytom, ekipa Zełenskiego chce unowocześnić państwo, gospodarkę i wtopić się w zachodnią Europę. Nawet za cenę bycia jej peryferiami.
A co zyska na tym Polska? Jeśli elity PiS przestaną się zachowywać po jaśniepańsku to Ukraińscy pozwolą im na ekshumacje i inne dokumentowanie polskich historycznych krzywd na Ukrainie.
Zatem Amerykanie, Chińczycy, Niemcy i Francuzi zostaną udziałowcami ukraińskiej gospodarki. Polacy odnajdą, udokumentują i pokażą światu swe krzywdy.
Każdy dostanie od prezydenta Zełenskiego to co lubi najbardziej.

Czy „młodzieżowa Odnowa” zmieni Ukrainę?

Debiutanci „Siły Narodu” wygrali wybory przeciwko starym układom i korupcji.

„Sługa Narodu” – partia prezydenta Wołodymira Zelenskyego jest bezapelacyjnym zwycięzcą przedterminowych wyborów parlamentarnych na Ukrainie, które odbyły się 21 lipca. Po przeliczeniu 98 % protokołów otrzymanych z komisji wyborczych okazało się, że partia ta zdobyła 43,14% poparcia (6 160 933 głosy). Prorosyjska Platforma Opozycyjna „Za Życie” – 13,05% ( 1 861 597 ), „Batkiwszczyna” (Ojczyzna) pod przewodnictwem Julii Tymoszenko – 8,18% (1 168 449 ), Europejska Solidarność byłego prezydenta Petra Poroszenki – 8,13% (1 159 991), a partia „Głos” prowadzona przez rockmana zespołu „Okean Elzy” Światosława Wakarchuka – 5,84% ( 834 143 głosy). Pozostałe ugrupowania nie przekroczyły 5 % progu wyborczego. Frekwencja wyborcza wyniosła prawie 50 procent. Ostateczne wyniki Centralna Komisja Wyborcza Ukrainy musi podać do 5 sierpnia, bowiem wtedy upływa prawny termin ich ogłoszenia.
Ukraińskie wybory odbyły się według mieszanego systemu wyborczego, zgodnie z którym połowa deputowanych z 450-osobowej Wierchownej Rady (225 posłów) wybierana jest z ogólnokrajowych partyjnych list wyborczych, zaś pozostali – w okręgach jednomandatowych. W tym roku 26 miejsc pozostało nieobsadzonych, ponieważ niemożliwe było przeprowadzenie wyborów w okręgach jednomandatowych na okupowanych przez Rosję terytoriach Krymu i Donbasu.

Nowe twarze kontra oligarchowie

Z jeszcze wstępnych obliczeń wynika, że „Sługa Narodu” Zelenskyego będzie miała w Wierchownej Radzie aż 254 mandaty. Jest to najlepszy wynik, jaki uzyskało jedno ugrupowanie od czasów ogłoszenia przez Ukrainę niepodległości w 1991 roku. W rezultacie prezydenckie ugrupowanie będzie miało dominującą pozycję, w tym będzie decydować o składzie rządu. Sam Prezydent zatwierdza premiera desygnowanego przez parlament, ministrów: spraw zagranicznych i obrony, szefa sił zbrojnych a także szefa banku centralnego. Pełnia władzy oznacza również pełną odpowiedzialność za sytuację w kraju.
Zwycięstwo „Sługi Narodu” – partii nazwanej jak serial telewizyjny, gdzie Zelensky grał role skromnego nauczyciela historii, który przypadkowo został prezydentem – jest kontynuacją jego sukcesu wyborczego. W wyborach z tej listy wystartowali m.in. aktorzy, dziennikarze, sportowcy, prawnicy ludzie prowadzący własne firmy, a nawet bezrobotni. Wśród nich jest najmłodszy ukraiński parlamentarzysta, mający zaledwie 23 lata. Większość nowych deputowanych do tej pory nie miała do czynienia z polityką i w rezultacie w ukraińskim parlamencie zasiądzie niemal 80 % ludzi bez jakiegokolwiek doświadczenia w polityce. Ta młoda i nowa ekipa pokonała w walce wyborczej starych wyjadaczy partyjnych, głosząc hasła walki z korupcją, rozbicia układu oligarchów, dążenia do szybkiego zreformowania kraju oraz poprawy statusu materialnego społeczeństwa. Co prawda, w kampanii wyborczej unikali podawania jakichkolwiek konkretów, a ich siłą był przede wszystkim prezydent Zelensky, wrażenie nowości i brak wcześniejszych związków z polityką. Te argumenty wystarczyły by pokonać stronników byłego prezydenta Petra Poroszenki, „Ojczyzny” Julii Tymoszenko czy prorosyjskich zwolenników porozumienia z Rosją z partii
„Za Życie”.
W czasie kampanii wyborczej Poroszenko był jednym z najsilniej atakowanych kandydatów. Dochodziło nawet do sytuacji, że był obrzucany różnymi przedmiotami i musiała go chronić policja. Ta niechęć i złość do byłego prezydenta spowodowana była tym, iż w odczuciu wielu Ukraińców w czasie swojej prezydentury nie troszczył się o zwykłych ludzi, a jedynie pomnożył własny majątek, wspierał oligarchów oraz podburzał nacjonalistyczne nastroje. Nikt nie chciał pamiętać o jego proeuropejskich dążeniach i zabiegach, jak też o stosunkowo silnej pozycji międzynarodowej, jaką udało mu się osiągnąć.
Z kolei zwolennicy partii „Za Życie” na kilka dni przed wyborami zafundowali ukraińskim telewidzom program z udziałem jej lidera Wiktora Medwedczuka, przy okazji ojca chrzestnego córki prezydenta Rosji, w którym rozmawiał on o Ukrainie z samym Władimirem Putinem. Wcześniej kandydaci tego ugrupowania, politycy z wieloletnim doświadczeniem, jednoznacznie sugerowali, że są szanse na zakończenie konfliktu z Rosją i przywrócenie dawnych relacji z Kremlem. Partia ta jest nieformalnym dysponentem czterech kanałów telewizyjnych i ma duże poparcie wśród prorosyjskiej części społeczeństwa. zwolenników, a zwłaszcza tych, którzy są zmęczeni antyrosyjskim kursem byłego prezydenta Poroszenki jak i obecnego Zelenskyego.
Najskromniej prowadziła kampanie wyborczą Julia Tymoszenko, która najczęściej pokazywała się w asyście zespołów ludowych i lokalnych liderów samorządowych i społecznych.
Po części nową, choć znaną jeszcze z czasów „pomarańczowej rewolucji „w 2004 roku, twarzą jest pochodzący z Lwowa Światosław Wakarchuk. Z wykształcenia fizyk i ekonomista ale znany przede wszystkim jako lider rockowego zespołu „Okean Elzy”, niezwykle popularnego nie tylko na Ukrainie. W 2007 roku wybrano go parlamentarzystą, ale po roku sam zrezygnował z tego mandatu. W obecnej kampanii ponownie wystartował z założonej partii „Głos”, która cieszyła się poparciem zwłaszcza wśród młodych Ukraińców, z uwagi nie tylko na postać przywódcy i jego otoczenie, ale przede wszystkim dlatego, że głosili oni proeuropejskość połączoną z liberalno – obywatelskim programem działania. Jako warunek zmian wskazywali oni walkę z korupcją, dążenie za wszelką cenę do przystąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO jako gwarancji pokoju i rozwoju ekonomicznego kraju.
Wieczorem, w dniu wyborów, gdy nie znane były jeszcze wyniki głosowania, prezydent Zelensky publicznie wyraził wolę zawarcia koalicji „Sługi Narodu” z „Głosem”, wskazując Wakarchuka na ewentualnego przyszłego premiera. Wakarchuk wstrzymał się z odpowiedzią mówiąc, że trzeba poczekać na pełne wyniki wyborów.

Koniec wojny w Donbasie, reformy antykorupcyjne i poprawa warunków życia

W inauguracyjnym przemówieniu, wygłoszonym w maju na uroczystości zaprzysiężenia, prezydent Zelensky obiecał Ukraińcom zakończenie wojny na wschodzie kraju, która pochłonęła już ponad 13 tysięcy ofiar. Teraz, gdy on i jego ugrupowanie mają zdecydowaną większość muszą spełnić publicznie złożone obietnice. Pozycja Zelenskyego w kraju wydaje się silna z uwagi na olbrzymie poparcie społeczne. Pozostaje jednak pytanie, czy on i jego ekipa będą potrafili prowadzić skuteczne negocjacje na forum międzynarodowym, jak też czy sprostają oczekiwaniom na zmiany ze strony mieszkańców Ukrainy, co raz bardziej zmęczonych trudną sytuacją gospodarczą, przeciągającą się wojną oraz dotychczasową polityką. Zelensky i jego ekipa muszą działać szybko i skutecznie, aby nie roztrwonić zaufania społecznego, jakie zgromadzili.
W tej sytuacji obietnica szybkiego znalezienia sprawnego, doświadczonego i uznawanego na świecie kandydata na premiera brzmi wiarygodnie. Jak twierdzą polityczni obserwatorzy, premierem może być obecny przedstawiciel Ukrainy w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, były zastępca prezesa Narodowego Banku Ukrainy – Vladyslav Rashkovan. Ten polityk zapewne przyczynił się do otrzymania przez Zelenskyego z MFW obietnicy otwarcia nowego programu pomocy finansowej dla Ukrainy. Program ten niewątpliwie będzie przydatny w ożywieniu gospodarczym kraju i poprawie standardów życia ludności. Innym poważnym kandydatem jest Aivaras Abramovicius, Ukrainiec litewskiego pochodzenia, minister ekonomii w latach 2014 – 2016.
Wśród wielu osób, które przyczyniły się do sukcesu Zelenskyego a potem jego partii znajdują się producenci, aktorzy i współpracownicy z czasów, gdy Zelensky był aktorem-komikiem. I to właśnie oni zechcą, wspólnie z nowo wybranymi deputowanymi do parlamentu, zająć ważne stanowiska w administracji państwowej. Wielu z nich kieruje się – jak mówi polityczna giełda – prawdziwymi ideami reformy państwa, a zwłaszcza walką z korupcją. Personalia poznamy 24 sierpnia, bowiem w tym dniu wyznaczone zostało pierwsze posiedzenie Wierchownej Rady Ukrainy IX kadencji.
Dmytro Razumkow (35 lat), oficjalny szef partii „Sługa Narodu”, syn Oleksandra Razumkowa, nieżyjącego już doradcy prezydenta Leonida Kuczmy, zostanie prawdopodobnie przewodniczącym Wierchownej Rady. Andrij Bogdan, były prawnik oligarchy Ihora Kołomojskiego (który, według wielu komentatorów jest „cichym opiekunem” poczynań Zelenskyego) jest szefem Biura Prezydenta. Kołomojski za czasów byłego prezydenta Poroszenki utracił PrivatBank, który ówczesny rząd znacjonalizował. I zapewne zechce, w zamian za wsparcie w kampanii wyborczej, próbować odzyskać utraconą firmę. Jest na dobrej drodze do tego, bo tuż przed drugą turą wyborów prezydenckich sąd administracyjny rozpoznał w pierwszej instancji skargę Kołomojskiego i orzekł, że prywatyzacja Banku była nielegalna. Jeśli rzeczywiście Kołomojski zechce mieć wpływ na politykę rządzącej partii i prezydenta, może dojść do konfliktu z młodymi, ambitnymi, ale nie doświadczonymi politykami.
Zadaniem najpilniejszym jest zakończenie konfliktu na wschodzie Ukrainy i to będzie wymagać od prezydenta Zelenskyego nie lada umiejętności w negocjacjach z prezydentem Putinem. To najtrudniejsze wyzwanie, zwłaszcza, że Rosja rozpoczęła wydawanie swoich paszportów mieszkańcom tych terenów, próbując przeciągnąć ich na swoją stronę i po raz kolejny stosując politykę faktów dokonanych. Prawdopodobne jest również, że nowa ekipa rządowa zechce przyspieszyć wybory samorządowe w kraju, aby przejąć pełnię władzy w kraju, co ma być też argumentem wobec Moskwy i Brukseli o pełnym poparciu społecznym obecnej ekipy rządzącej.
Nowi deputowani w Wierchownej Radzie muszą udowodnić społeczeństwu Ukrainy, że poradzą sobie z wyzwaniem, które dało im sukces wyborczy, jakim jest walka z korupcją i bardzo trudna sytuacja ekonomiczna kraju, która zmusza tysiące Ukraińców do emigracji zarobkowej. To olbrzymi sprawdzian dla samego Prezydenta Zelenskyego, który musi stać się przywódcą – reformatorem. Tego oczekują wszyscy na Ukrainie. I jeśli ta „polityczna młodzież” przeprowadzi prawdziwą i skuteczną odnowę kraju, wówczas przed Ukrainą dobre perspektywy. Każde inne rozwiązanie może spowodować jeszcze większe polityczne zamieszanie u naszego wschodniego sąsiada i radość w Moskwie.

Poroszenko wierzy

Ukraiński prezydent Petro Poroszenko, choć wyprzedzony w sondażach przez komika Wołodymyra Zelenskiego, na ostatnim wiecu wyborczym we Lwowie ogłosił, że jest „absolutnie” pewny swego ostatecznego zwycięstwa. W niedzielę odbyła się pierwsza, a 21 kwietnia będzie druga tura wyborów, w których startuje 39 kandydatów. Liczy się jednak tylko trzech.

Wszystkie sondaże wskazują na Zelenskiego jako zwycięzcę pierwszej tury, dają mu od 25 do 28 proc. głosów. To znak zmęczenia wyborców elitami skompromitowanymi powtarzającymi się skandalami i sygnał rozczarowania po pięciu latach od prozachodniego Majdanu, który wyniósł Poroszenkę na najwyższe stanowisko w państwie. Zelenski, 41-letni aktor i przedsiębiorca rozrywkowy, swój ostatni wiec wyborczy w formie zabawnego spektaklu zorganizował pod Kijowem.
Poroszenko pojechał do Lwowa, by zapewnić tamtejszą publiczność, że Ukraina zachowa swój prozachodni kierunek polityczny. Dużo mówił o Putinie i Zelenskim. „Wybory będą całkowicie wolne i sprawiedliwe i jedynie naród ukraiński, a nie Putin, i nie jakiś oligarcha z Izraela, będą decydować o przyszłości Ukrainy!” – mówił Poroszenko, któremu sondaże dają od 17 do nawet 22 proc. głosów.
Ten „oligarcha izraelski”, o którym mówił prezydent, to Ihor Kołomojski. Sztab Poroszenki nazywa Zelenskiego „marionetką Kołomojskiego”, choć komik regularnie temu zaprzecza. Z drugiej strony popularna telewizja 1+1 należąca do Ukraino-Izraelczyka, zapewnia Zelenskiemu bogatą, pozytywną obsługę.
O przejście do drugiej tury Poroszenko będzie walczył z Julią Tymoszenko zajmującą w sondażach trzecią pozycję – od 13 do 17 proc. głosów. Tymoszenko zapewnia, że za jej kadencji Krym wróci do Ukrainy i obiecuje, że obniży o połowę ceny gazu dla ludności (co jednak już wzbudza protesty wierzycieli Ukrainy). Wszyscy trzej liczący się kandydaci są za zacieśnieniem stosunków ze Stanami Zjednoczonymi.