Bigos tygodniowy

Po strasznym wypadku w Koszalinie moje długie i rozległe życiowe doświadczenie podpowiada mi, że Polska jest jednym wielkim koszalińskim escape roomem: ogromna część, jeśli nie większość urzędów, instytucji oraz firm najrozmaitszego autoramentu, od małych barów gastronomicznych i straganów z fajerwerkami po wielkie banki, tak właśnie działa: byle jak, bezmyślnie, bez zabezpieczeń, bez wyobraźni, w warunkach ogólnego bałaganu i niechlujstwa. Jedyną szczęśliwą w tych warunkach okolicznością, miłosiernym darem od Boga Przedwiecznego jest to, że nie wszędzie jest otwarty ogień.
*****
Barbara Nowacka ogłosiła swój projekt dotyczący rozdziału Kościoła od Państwa. Mimo gadania, że dziś mamy do czynienia z takim rozdziałem, Kościół był prawdziwie od Państwa oddzielony jeden raz w historii jedynie w Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Szkoda jednak, że projekt Nowackiej jest tak ostrożny, minimalistyczny i ogranicza się niemal wyłącznie do kwestii finansowych. Są ważne, ale niewystarczające, bo tu nie tylko o mamonę chodzi. Tymczasem ekstowarzyszce Aleksandrze Jakubowskiej, już pełną gębą stałej komentatorce w mediach Karnowskich, nawet to się nie podoba. Ta geszefciarka to wcielenie fałszu i oportunizmu politycznego. Trudno zapomnieć, jak z roli czołowej prezenterki „Dziennika Telewizyjnego”, przeskoczyła płynnie do służalczej, leśnej rozmowy z Tadeuszem Mazowieckim po jego nominacji na premiera w 1989 roku. A po latach jej szemrane manipulacje przy projekcie ustawy medialnej („i czasopisma”) walnie przyczyniły się do klęski SLD. O innych sprawach nie wspomnę. Tfu!
*****
PiS to formacja ludzi, w której szeregach występuje nadreprezentacja agresywnej, krwiożerczej, oszalałej nie tylko antykultury, ale także antynatury. To krwiożercze chamstwo, które nieustannie świerzbią ręce, by albo wycinać drzewa albo zabijać zwierzęta. Ostatnio głośno jest o decyzji ministra rolnictwa Ardanowskiego o wybiciu kilkuset tysięcy dzików i kilkudziesięciu żubrów, pod słabo uzasadnionymi pozorami. Buntują się nie tylko obrońcy zwierząt, ale nawet … myśliwi. „Pokot” Agnieszki Holland według powieści Olgi Tokarczuk, to nie metafora, to naturalistyczny film z życia polskiego.
*****
Nacjonalista, Łukaszenkowie i ekskukizowiec Andruszkiewicz, dziś w nacjonalistycznym i faszyzującym kole Kornela Morawieckiego „Wolni i Solidarni”, został wiceministrem cyfryzacji. Kolejny „Misiewicz” bez kompetencji na żołdzie PiS, ale warto też zwrócić uwagę na coś jeszcze gorszego. Po pierwsze, ta decyzja to wykwit prawdziwej mentalności pisowskiej, takiej prawdziwej, nie pozorowanej obwijaniem się we flagi unijne i okrzyki, że „Polska sercem Europy”. Po drugie, niemal równo rok po niesławnej pamięci nowelizacji ustawy o IPN, młody Morawiecki wystrzelił z tego samego pistoletu we własną stopę.
*****
Morawiecki wycofał projekt ustawy dotyczącej przemocy w rodzinie, z powodu haniebnego zapisu pozwalającego przejść do porządku dziennego nad pojedynczym aktem takiej przemocy. To już n-ta wycofka PiS z niefortunnego projektu, ale kluczowy jest tu fakt, że coś takiego w ogóle wysmażono w pisowskich gabinetach rządowych i długo tam trzymano. To właśnie, a nie wycofanie się pod presją i z lęku przed reakcją opinii publicznej, świadczy o prawdziwej mentalności tych ludzi. „Przemocą plus” – nazwała ten zapis Maja Ostaszewska. Z pisiorstwa nie po raz pierwszy wylazł, jak Jożin z Bażin, osławiony kołtun polski (plica polonica), w którego mentalności tkwi przywiązanie do możliwości „bicia baby, byle w domu, po cichu, byle nie za często”. To ten sam kołtun polski, którego tak sugestywnie opisał Julian Tuwim, choćby w „Kwiatach polskich”.
*****
Fraza o możliwości przegranych wyborach, nieobecna mediach PiS od jesieni 2015 roku, od kilku tygodni robi tam prawdziwą karierę i dogania liczbę migawek przedstawiających przewalające się pisiorskim w telewizorze worki z paczkami banknotów.
*****
Gnoje z „prolajfu” zakłócali ohydnym transparentem pogrzeb prof. Romualda Dębskiego
*****
Media doniosły, że przyboczne prezesa NBP Glapińskiego zarabiają bajońskie sumy. Zaniepokoili się tym nawet pisowcy: kancelista Dudusia Spychalski i senator w klubie PiS Jan Maria Jackowski oficjalnie zwracają się do Glapy o wyjaśnienia. Podobno Kaczor wypowiedział się gdzieś kiedyś o nim jako o najbardziej lubiącym „pieniądze i kobiety”. Czyli rewers psychiczny Prezesa, bo lubi to wszystko czego Prezes akurat nie lubi. Kiedyś na Wybrzeżu Gdańskim modne było powiedzenie o „najlepszym płatniku, grubym panu Ryśku”. Teraz najlepszy płatnik to Glapiński. W dwa miesiące po wybuchu afery KNF gorączka bankowa nie opuszcza PiS.
*****
Salvini kolejny miłośnik Putina po Orbanie został ulubieńcem PiS i odwiedza w tym tygodniu prezesa. Pisiory i ich media na Putina ujadają, ale może w końcu nadejdzie taki dzień, gdy PiS już otwarcie podzieli gusta swoich sojuszników.
*****
Po tragicznej śmierci pięciu dziewcząt w pożarze escape roomu w Koszalinie – porcja tragigroteski. Młody Morawiecki w towarzystwie Brudzińskiego i dwóch mundurowych komendantów prężyli się przed kamerami, na konferencji prasowej, jakby powrócili z wygranej bitwy.
*****
Jacek Kurski oświadczył, że „Wiadomości” TVP to potęga i jako jedyne pokazują prawdę o Polsce”. Czy jest na sali lekarz?

Wigilijnych doznań krąg

Pamięć starszych pokoleń Polaków sięga ostatniej światowej wojny, młodsi przywołują czasy późniejsze i współczesne, ale w swej istocie wszystkie te reminiscencje są bardzo zbieżne.

 

Łączy je obraz minionego, rodzinnego domu z wigilijnym stołem, rozświetloną choinką, prezentami dla dzieciaków, często wspólnym śpiewem kolęd, a nade wszystko, atmosfera i nastrój tego wyjątkowego dnia. Ale i dużo więcej, bo pewne sytuacje powtarzają się jak mantra, inne pozornie nowe odwzorowują poprzednie, a kolejne, pomimo upływu lat i zmieniającej się historii, są tożsame z już doznanymi.

 

Jedno wolne miejsce

przy wigilijnym stole było zawsze, w myśl tradycji, przeznaczone dla zagubionego wędrowca, którego do wspólnej wieczerzy należało zaprosić. W miarę biegnącego czasu i upływających wydarzeń zmieniało swoją symbolikę. W okresie minionej wojny przypominało najbliższych nieobecnych, wyrwanych z rodzinnego gniazda, zaginionych, gdzieś walczących, uwiezionych w hitlerowskich obozach czy w sowieckich łagrach. W powojennych czasach wolne przy stole nakrycie było znakiem oczekiwania i nadziei, że jednak żyje, że jest gdzieś tam w świecie, że wróci. W miarę upływu lat ta symbolika odchodziła w niepamięć, acz trudno było zapomnieć zdarzenia z kilku tragicznych, polskich miesięcy. Wreszcie przy wigilijnym stole to wolne miejsce czas pozbawił piętna przemocy zastępując je traumą pamięci o najbliższych, którzy odeszli, a tak przecież niedawno byli tu z nami.
Okazuje się jednak, że nadal jest bardzo potrzebne współczesnym wędrowcom – uchodźcom – nie tylko przy europejskim, ale i przy polskim stole. I odnajdują je we Francji nadzwyczaj skrupulatnie przestrzegającej rozdziału kościoła od państwa, w protestanckich Niemczech zmazujących grzechy przeszłości (a nie w IV Rzeszy z Twittera jak chciał Andrzej Duda), ale nie mogą znaleźć w podobno pełnej miłosierdzia katolickiej Polsce, rządzonej wespół-zespół przez sprawiedliwą partię oraz kościelnych hierarchów, której premier chce nadto chrystianizować Europę. Jeżeli już z przyczyn nami rządzących taką mamy państwową politykę w wigilijny dzień, to przynajmniej poprzedźmy go naszą pomocą tym, którzy tak bardzo jej potrzebują.

 

Dzielimy się opłatkiem,

najlepiej z kroplą miodu, wierzący i niewierzący także, traktując ten symbol i piękny zwyczaj jako okazję do złożenia życzeń bliskim, dowód wspólnoty oraz wzajemnego szacunku. Niestety nasza dzisiejsza polityczna aura nie sprzyja tym odwiecznym znakom, bowiem podziały wśród Polaków, także za aktywną sprawą naszego Kościoła, są tak głębokie i trwałe, że oprą się sile i znaczeniu świętego opłatka. Ostatnio Zbigniew Bujak powiedział, że „Tak podzielonego kraju jak obecnie swoją pamięcią nie sięgam”. Miejmy nadzieję, że przynajmniej przy naszym wigilijnym stole, tak nie będzie. W kolejne jednak zdumienie wprowadzą nas spotkania z opłatkiem zachlapanym do cna potokiem kłamstwa i codziennej nienawiści, organizowane w Sejmie czy przy innych publicznych okazjach.

 

Śpiewamy kolędy,

ale częściej tylko ich słuchamy, chyba, że wybierzemy się na Pasterkę. Prof. Julian Aleksandrowicz wspominał : „Noc wigilijna w roku 1943. Mroczna noc okupacji. Podkrakowska wieś. Zaciemnione okna. Jedynie „Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi” i melodia tej kolędy splotła się z inną – przenikającą przez okna posterunku niemieckiej policji – „Heilige Nacht”. Było to wstrząsające zestawienie. Przypomnienie „Heilige Nacht” śpiewanego przez zbirów niemieckich wzbudziło refleksję nad sytuacją rodzaju ludzkiego, którego fragmentem przecież jesteśmy”.”
Jeszcze wcześniej, bo w czasie pierwszej światowej wojny, w noc wigilijną, wychodząc z okopów, śpiewali wspólnie tę samą kolędę „Stille Nacht! Heilige Nacht!” – „Silent Night Holy Night” niemieccy i angielscy żołnierze, przerywając na ten krótki czas okrutny, wzajemny mord. Ale w trwającej wojnie polsko-polskich plemion nie ma miejsca na antrakt i jednoczące, choć przez chwilę, słowa : „Cicha noc, święta noc, / Pokój niesie ludziom wszem”.
Przypomina mi się bardzo piękna kolęda śpiewana na Sądecczyźnie: „Dlaczego dzisiaj wśród ludzi / tyle łez, jęków, katuszy? / Bo nie ma miejsca dla Ciebie / w niejednej człowieczej duszy”. Przeraża aktualność tych strof w naszej codzienności, gdyż zabrakło także Boga w Jego licznych świątyniach i wśród wielu kapłanów.

 

Wigilijne potrawy,

a szczególnie karp, stał się w Polsce przez wszystkie powojenne lata znakiem pewnego dobrobytu, a na pewno zaprzeczeniem minionych czasów głodu. Aż tu nagle, już w XXI wieku okazuje się, że na ulicach spotykamy wiele żebrzących osób, głodne dzieci idą do szkoły, a większość zawartości „Szlachetnych paczek” stanowią produkty spożywcze. Tak urządziliśmy od nowa ten nasz kraj, że miejsce państwowej troski o obywatela zastąpione zostało charytatywnym gestem. Dobrze więc, że są te Święta, szkoda, że tylko raz w roku.

 

Zwierzęta mówią ludzkim głosem,

a licząca się część polityków i mediów głównie kłamstwem i face newsami. I mamy tu do rozstrzygnięcia problem egzystencjalny z punktu widzenia językoznawstwa. Zdanie egzystencjalne jest logiczne, proste, ma charakter stwierdzenia, że coś istnieje lub nie istnieje. Idąc tym śladem, czy we współczesnej Polsce, i szerzej, na świecie prawda istnieje czy już jej nie ma? Pewne jest tylko jedno, że w wigilijną noc zwierzaki powiedzą nam szczerą prawdę, co o nas myślą.

 

Prezenty pod choinką

dla większości publicznych instytucji są w tym roku podobne, bo rózgi różnią się jedynie tym, że dla mało szkodliwych są pozłacane, dla bardziej destrukcyjnych srebrne, a dla wszystkich pozostałych złych, których większość, bez tych upiększeń. Zasług na te szczególne prezenty było – pozwólcie, że po raz kolejny ich nie wymienię bo i sil brakuje do ciągłej powtórki – w nadmiarze. Popisywaliśmy się bowiem przez cały miniony rok w Polsce, w Europie i także na świecie.

 

Betlejemska szopka,

z którą w dziecięcym wieku chodziłem po kolędzie, miała też kukiełki: króla Heroda, hetmana, śmierć, Makitę i inne jeszcze. Na scenie aktualnej, polskiej szopki, siłą prezesa-naczelnika liczna plejada kukieł ze Zjednoczonej Prawicy odgrywa dramat już wielokrotnie znany z przeszłości, z wiadomym zakończeniem. Dzieje się to niestety, za naszym przyzwoleniem i z ciągle powtarzającymi się, ulubionymi polskimi swarami, tym razem we wspólnej pono, a rodzącej się w okropnych bólach, demokratycznej koalicji.

 

Nadzieja,

będąca najważniejszym przesłaniem strof, którymi w niełatwych latach osiemdziesiątych witał Boże Narodzenie poeta i dziennikarz Wiesław Kolarz, jest nadal oczekiwana nie tylko w grudniowe dni 2018 roku:

Musi przesilić się ten groźny sen
w zapachu siana jest przecież nadzieja
na lepsze czasy / na śmielszą kolędę
na słowo ciepłe i świeże jak chleb
Kruszy się zima
Pod obrusem śniegu
chowamy cicho kłujące źdźbła trosk
piekący piołun wypleniony z dni
i suszoną pokrzywę wiecznych niepokojów
Potem patrzymy w czujne ślepia gwiazd
szukając znaku kiedy się narodzi
oczekiwana przez nas ciągle miłość
A kiedy noc już dojrzeje do prawd
które zwierzęta wygarną nam w oczy
kiedy w jasełkach wiatr zagra kolędę
turoń zakłapie przepędzając strach
i świeczki mrozu zapłoną w jedlinie
Niech przyjdzie spokój
wokół nas i w nas
i spełni się co sobie myślimy – życzymy.