Dobrzy ludzie w złej korporacji

Szczerze? Gdyby nazwisko reżysera „Kleru” nie było znane i chodliwe, to dałabym głowę, że ten film nakręcił autentyczny praktykujący katolik, który „ma marzenie”: o kościele ubogim, miłosiernym, w służbie ludziom. Wytworzona wokół produkcji atmosfera „ataku na księży” od początku do końca jest nadpisana. Na wszelki wypadek lojalnie uprzedzam, że na potrzeby niniejszego tekstu zamierzam zdradzać fragmenty fabuły.

 

Film Smarzowskiego ogląda się dobrze, wartko, bez wrażenia dłużyzn. Ma wszystkie komponenty, które kinowy hit obliczony na przyciągnięcie tłumów mieć powinien: jest Temat przez duże „t”, jest wątek miłości, jest kryminalna intryga z szantażem w tle, jest picie na umór i „kurwy” sypiące się z ust szacownych duszpasterzy, jest wreszcie efekt filmu zakazanego, który wyprzedza jego własna legenda.

Ale w przeciwieństwie do „Róży”, „Wołynia”, czy choćby nawet „Drogówki” zostaje z niego w głowie niewiele. Jeżeli chcieliście zobaczyć film o dojmującej samotności sługi bożego czującego fałsz we wszystkim, czemu poświęcił swoje życie; o tym, jak w dzisiejszych czasach duchowni radzą sobie z kryzysem wiary i galopującą świeckością (wypierają wątpliwości? Cynicznie rozgrywają swoją pozycję? Gdzie szukają odpowiedzi, kiedy bóstwo, do którego wznoszą modły, milczy?); o tym, jak dochodzi do tego, że nagle pociąg seksualny w czterdziestoletnim mężczyźnie zaczyna wzbudzać uczeń VI B – to chciejcie sobie dalej. Smarzowski na te pytania nie udzieli wam satysfakcjonującej odpowiedzi.

 

Ziew

Owszem, zobaczycie kościół zepsuty, uwikłany w sieć śmierdzących szwindlami powiązań z politykami, mafią i biznesem. Na górze ociekający złotem i ośmiorniczkami na śniadanie, na dole wydzierający z wiernych ostatni grosz „na nowy dach” i „na nowe rynny”. To nic nowego, te drzwi dawno już wyważono. Takie oblicze kościoła znamy z „Faktów i Mitów”, znamy z Urbanowego „Nie”, z doniesień o kolejnych pedofilskich aferach, pławieniu się w luksusie czy mieszaniu się w świeckie ustawodawstwo.

Pewnym zaskoczeniem, co widać niemal we wszystkich recenzjach, jest fakt, że okrzyknięty klerożercą i przeklęty już na wejściu Smarzowski, tak naprawdę robi wszystko, by przekonać nas, że jego bohaterowie powinni jednak zostać zbawieni. Że są skrzywdzonymi, skrzywionymi ludźmi, którzy wpadli w koleiny zła, wysokie na metr. Zła, które się instytucjonalnie reprodukuje w kościele z pokolenia na pokolenie. Problem w tym, że samo odkrycie, iż każde hermetyczne środowisko ma swoje twarde reguły, swoją cenę płaconą za przynależność i złamane kręgosłupy na koncie – nie jest żadnym odkryciem.

Last but not least, nikt nie zadał sobie trudu, aby rozłożyć sam mechanizm działania „złej korporacji” na czynniki pierwsze i pokazać, jak zmieniała się świadomość bohaterów, jak wsiąkali głębiej w odczłowieczenie, co ich po kolei łamało, jak w męczarniach umierały skrupuły i co z nich w efekcie zostało. Dostajemy bowiem obrazek pt. „stan obecny” (alkoholizm, utracjuszostwo, molestowanie dziecka) i za wyjaśnienie ma wystarczyć retrospektywny przebłysk sprzed lat 20 z zakonnicą znęcającą się w bidulu. To trochę za mało, trochę zbyt prosto.

 

Normalnie z babą

Dydaktyzm niektórych scen, by nie powiedzieć scenek, przyprawia o ból zębów. Rozgrzeszenie od dobrego Pana Boga i reżysera spośród trzech wiodących bohaterów dostanie na koniec oczywiście poczciwy pijanica (Robert Więckiewicz), który związał się z „normalną babą”. Te „grzechy” są oswojone, Polacy są w stanie je księdzu wybaczyć. I dobrze, nic co przaśnie ludzkie nie jest nam obce. Tylko czemu to wszystko takie psychologicznie niewiarygodne, jakby kręcił to Walt Disney?

Proboszcz wiejskiego kościółka od lat drze z kochanką koty, od lat rozbija się autem po pijaku, od lat nie rusza go, że zgarnia ostatni grosz od wielodzietnych ubogich rodzin. Aż nagle – pstryk! – doznaje olśnienia i pędzi na policję sam się aresztować, bo uświadamia sobie, że chyba potrącił ojca szóstce smutnych dzieci. Pstryk! – doznaje olśnienia i pędzi szukać ciężarnej kochanki w klinice aborcyjnej u południowych sąsiadów, żeby tylko przypadkiem nie usunęła. Jasne. Nagłe cuda, przemiany na gwizdek i olśnienia na 3, 2, 1 pewnie czasem się w życiu zdarzają, a „miłość wszystko zwycięża”, jednak widz, który wyrósł już z oglądania dobranocek może poczuć się nieco zawiedziony.

 

Raz w tyłek – zawsze w tyłek

Zbawienie zapuka też do księdza (Arkadiusz Jakubik), który sam wymierzył sobie karę (najcięższą), wcześniej dokonawszy wyznania win przed wiernymi zgromadzonymi na nabożeństwie. To ten, który molestował chłopca, bo sam był molestowanym przez księdza – przyjaciela domu, chłopcem. Znany motyw: sprawca, który został skrzywdzony w dzieciństwie. No, w porządku, ALE…
Przy tej historii rodzi się całe mnóstwo pytań: czy grzech reprodukuje się w zakrystiach wyłącznie poprzez ten prosty schemat? Czy sprawstwo pedofilii staje się udziałem wyłącznie byłych ofiar (już „Lolita” Nabokova dowodzi, że nie)? Kto lgnie do księży? Do kogo lgną księża? Na Boga, panie Wojtku, czemu ograniczył się pan do najprostszej możliwej kombinacji? Demony śpiące w nas mają miliony uwarunkowań, co doskonale pokazano w „Wołyniu”, tutaj jednak dostajemy wyjaśnienie na poziomie „raz w tyłek – zawsze w tyłek”.

Cytując Monikę Płatek: „Pedofilia to przypadłość, której przyczyn nie znamy, a która prawdopodobnie rozwija się w okresie prenatalnym i polega na pociągu seksualnym w okresie przed tzw. pokwitaniem”. Prof. Płatek ubolewa nad tym, że osoby dotknięte pedofilią preferencyjną nie mają w Polsce możliwości, by uzyskać stosowną pomoc i uniknąć krzywdzenia dzieci. Jednocześnie wysnuwa bardzo kategoryczny wniosek, że większość duchownych molestujących dzieci nie jest pedofilami w rozumieniu medycznym, lecz grupą wykorzystującą swoje przywileje do zaspokajania potrzeb w najłatwiej dostępny sposób. To tę analizę powinien wziąć na bary reżyser: pochylić się nad pytaniem, czy do seminariów i zakonów trafiają ludzie, którzy już mają erotyczne bądź miłosne marzenia na temat dzieci, czy dopiero ich „dostępność” te pragnienia budzi, jak ten proces budzenia się pragnień przebiega i czy jest odwracalny.

W historii księdza Kukuły jaskrawo widać też odklejenie Smarzowskiego w kwestii „ludowej” religijności, którą reżyser potraktował bardzo życzeniowo, albo zapamiętał z wczesnych lat 90. Dziś dzieci na religii nie muszą pytać samego zainteresowanego, co to znaczy „pedofil”, bo sprawdziły to już dawno w smartfonach (owszem, elektronika dotarła też na wieś). Mało prawdopodobne, że wzięłyby księdza-sprawcę w krzyżowy ogień pytań, bo mają na niego po prostu wywalone. Podobnie dorośli, którzy chodzą do spowiedzi dwa razy w roku przed świętami zaraz po umyciu okien. To nie „Chłopi” Reymonta, gdzie ludność łka przy konfesjonale, albo drży po skarceniu z ambony. Dziś ludzie mają wiele alternatyw dla zaspokajania metafizycznych potrzeb, jest nią choćby internet.

To oczywiście pociąga za sobą różne skutki między innymi na poziomie wartości. Dlatego niezłomny kompas moralny rozwścieczonych mieszkańców wsi, którzy biegną z widłami za „zboczeńcem” przez zarośla to oczywiście obrazek urzekający, choć kompletnie odrealniony. Dziś prawa wspólnoty się zmieniły, rozluźniły. Sąsiedzi „nie słyszeli płaczu”, „nie widzieli siniaków”, „nie chcą mieszać się w awantury”, a już na pewno nie stają na rzęsach, żeby wyrywać cudze dzieci z patologii. Bynajmniej nie są też zaskoczeni faktem, że ksiądz to żadna istota nadprzyrodzona. Tak dobry obserwator jak Smarzowski musi być przecież tej inercji świadomy. Serio, nawet religijność spod znaku Radia Maryja nie jest tak naiwna, ona zaspokaja przede wszystkim potrzebę bycia żołnierzem jakiejś sprawy: walki z aborcjonistami, Żydami, feministkami.

 

W siedzibie zła i zepsucia

Ksiądz Lisowski (Jacek Braciak) to inne zło: demoniczne, psychopatyczne, prące po trupach do celu. Jego celem jest posada w Watykanie, to człowiek zafiksowany na punkcie władzy, kontroli, pociągania za sznurki. W środku skrajnie niepewny siebie, nauczony jednak osiągać swoje cele podstępem i cierpliwością. I w sumie ta postać wyszła Smarzowskiemu całkiem nieźle, choć również znajdziemy tu całą masę schematów banalnych do bólu: w toku fabuły też wyda się, że nad małym Lisowskim znęcał się filmowy odpowiednik osławionej „siostry Bernardetty”. Zgodnie z tą logiką bohater musi więc przekazywać krzywdę dalej. O ileż ciekawiej – i po prostu bardziej życiowo – wyszłoby, gdyby zrezygnować z tej prostej zależności i pokazać choćby społecznie nieprzystosowanego odludka, który owszem, jest w stanie załatwić umierającym na raka dzieciom konsole z lipnego przetargu, ale w skrytości ducha nienawidzi bliskości, gardzi innymi ludźmi i sam się z tym swoim nieprzystosowaniem męczy?

Lisowski na koniec nie dostaje od reżysera aprobaty. Czujemy, że nie odkupił swoich win jak jego dwaj koledzy. Ale dostaje doczesną nagrodę: jego diaboliczny plan się udaje, wysiłek nie idzie na marne. Wyraźnie czujemy jednak, że bohater dochrapał się do swojej wymarzonej Stolicy Apostolskiej wyłącznie dlatego, że jego przełożeni (m.in. Janusz Gajos) okazali się – przy tym samym poziomie zepsucia – mniej sprytni. Dali się ograć. Tu rzeczywiście wyczuwalna jest gra światłocieniami: przysługi, które faktycznie wyrządza ludzkości Lisowski, dzieją się „przypadkiem” albo są pochodną jego bezkompromisowego dążenia do celu. Ciężko chory syn dziennikarki nigdy nie trafiłby na operację, gdyby bohater nie chciał wykorzystać jej pozycji zawodowej do ośmieszenia niewygodnego przedsiębiorcy. Fioletowy biskup też nigdy nie dostałby po nosie, gdyby nie trafił na bardziej wytrawnego od siebie gracza.

 

Natura ludzka

Teza Smarzowskiego, że kościół roi się od ludzi dobrych, ale pokiereszowanych, jest pewnie w dużej mierze słuszna (jest też dość uniwersalna), sęk w tym, że byłaby ona odkrywcza w okolicach 1989 roku (ten wątek przewinął się przez sekundę: na wspomnieniowych migawkach z udziałem wielkiego autorytetu zbuntowanych „Solidaruchów”). Hipokryzja duchowieństwa nikogo dziś nie zaskakuje, dlatego od tego filmu oczekiwałabym pogłębionej analizy motywacji życiowych wyborów bohaterów, wiwisekcji odczłowieczania przez system, czy choćby zastanowienia się nad uwarunkowaniami: zauważmy, że młodzi mężczyźni idą dziś do seminariów z powodów innych niż w np. XIX wieku (bieda) czy po wojnie (poczucie misji, fantasmagoryczna wizja ekumenicznego kościoła, który łączy, a który dziś przeżywa kryzys). Bardziej wymagający widz nie dostanie odpowiedzi, na których mu zależy. Nie dowie się też wiele więcej o naturze ludzkiej, czy korzeniach zła, niż miał nadzieję się dowiedzieć.

Budująca jest jednak nadzieja, którą dał Smarzowski, twardo opowiadając się za chrześcijańskim porządkiem świata przeciwko Nietzscheańskiemu chaosowi. Nie jest to jednak – mówię to z żalem – film, który przeora społeczną świadomość. Zostawia głównie poczucie olbrzymiego niedosytu.

Księże nieuku, przeczytaj

Raz jeszcze okazało się, że polscy księża katoliccy nie znają, lub nie chcą znać, obowiązującego w Polsce prawa. Ale lubią nim posługiwać się w obronie swych interesów. Czyli księżowskiej kasy.

Znany katolicki celebryta ksiądź Tadeusz Isakowicz-Zalewski zagrzmiał na Facebooku w stronę Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
„W imię jakich wartości podległa Panu instytucja z kieszeni polskich podatników/w tym katolików/opłaciła film „Kler”? Zwłaszcza, że tylu innym projektom odmówiono?” .
Dołączył się do akcji w Internecie upowszechniającej ulotkę o treści:
„Skandal w ministerstwie Kultury, a nie w Kościele. Minister Piotr Gliński dofinansował najnowszy ohydny film Wojciecha Smarzowskiego, który jednoznacznie i tendencyjnie pokazuje polski Kościół”.
Na to minister Gliński odparował na Twitterze: „Informuję, że NIE DALEM ANI GROSZA na ten cel. Był on natomiast finansowany decyzjami p. Odorowicz i Sroki – b. dyrektorek PISF, mianowanych przez poprzedników. Na których działania – zgodnie z prawem, niemieliśmy wpływu”.

W odciecz panu wicepremierowi i ministrowi Glińskiemu ruszył prawicowy, poPiSowski tygodnik „Do Rzeczy”. Publikując artykuł „Kasa na „Kler” podpisany przez Agnieszkę Niewińską.
Dziennikarkę, która, podobnie jak ksiądz Isakiewicz-Zalewski, wprowadza w błąd opinię publiczną.
Redaktor Agnieszka Niewińska pisze, że „PISF, czyli Polski Instytut Sztuki Filmowej, zasilił konto producentów „Kleru” kwotą 3,5 mln zł z wnioskowanych przez nich 4 mln zł. Całkowity koszt produkcji wnioskodawcy określili n blisko 10,5 mln zł”.

I dalej długo wyjaśniała, że „panie dyrektorki” Instytutu zostały mianowane przez poprzednich ministrów kultury. Co rzeczywiście prawda jest.

Prawdą też jest, że tylko jedna trzecia środków przeznaczonych na film „Kler” pochodziła z funduszy Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Instytutu powołanego mocą ustawy o kinematografii z 2005 roku.
Jestem współautorem tej ustawy. Dlatego z przykrością muszę stwierdzić, że katolicki celebryta ksiądz Isakiewicz-Zalewski i redaktor Niewińska nie piszą prawdy.
Pieniądze Instytutu nie pochodzą z „kieszeni polskich podatników”, czyli wszystkich obywateli RP. Pochodzą z podatków i dani płaconych przez wszystkie instytucje korzystające z polskich filmów i zarabiających na ich upowszechnianiu.

Płacą właściciele kin. W Polsce dominują zagraniczne korporacje. Amerykańskie, izraelskie, europejskie. Płaca stacje telewizyjne TVN, Polsat i TVP SA. TVN to kapitał z USA. Płacą telewizje płatne. HBO, „Canal+” i inne. Też zwykle należące do zagranicznych właścicieli. Płacą producenci sprzętu służącego do odtwarzania filmów, czyli kapitał azjatycki, europejski, amerykański. Płaci polskie Lotto.
Płacą, bo tak napisaliśmy wspomnianą ustawę, aby na polskie kino płacili wszyscy kapitaliści. Amerykańscy, żydowscy, azjatyccy i europejscy. I polscy też, bo to dla nich patriotyczny obowiązek i wielka przyjemność.
Zgodnie z obowiązująca ustawą Polski Instytut Sztuki Filmowej nie „daje” pieniędzy na produkcje filmów

tylko pożycza

ich producentom część planowanych kosztów produkcji. Zwykle do 50 procent kosztów.

Jeśli wyprodukowany film zarobi więcej niż jego koszty produkcji, to od razu

zwraca

pożyczone pieniądze od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że niezwykle popularny film „Kler” pożyczone od Instytutu 3,5 miliona złotych szybko mu zwróci.

I te zwrócone miliony złotych Instytut będzie mógł pożyczyć na nowy projekt filmowy.
Na przykład na kolejny film o tak zwanych „żołnierzach wyklętych”. Tym razem bez gwarancji, że ten zrealizowany projekt pożyczkę zwróci. Bo do tej pory produkcje o tej tematyce nie cieszyły się taką popularnością jak teraz film „Kler”.

Zatem prawda jest taka.
• Producenci filmu „Kler” nie dostali pieniędzy z PISF tylko je pożyczyli.
• Pożyczone pieniądze pochodziły podatków i danin zapłaconych przez kapitalistów żydowskich, amerykańskich, azjatyckich, europejskich i polskich patriotów.
• Pożyczone pieniądze producent filmu „Kler” zwróci PISF.
• Instytut będzie mógł te pieniądze ponownie pożyczyć na kolejny projekt filmowy. O polskim papieżu albo o tak zwanych „wyklęciuchach”.

W ten sposób producenci i twórcy filmu „Kler” mogą wesprzeć nowy polski film o polskim papieżu.

 

PS. Ponieważ media komercyjne nie chcą informować, że kandyduję do Rady Miasta Warszawy z Wilanowa i Ursynowa – proszę o upowszechnianie tej informacji. Kandyduję rzecz jasna z listy lewicy, czyli SLD – Lewica „Razem”.

Głos lewicy

Módlmy się..?

Publicysta Łukasz Moll wypowiedział się na temat tego, jaki stosunek do kościoła katolickiego i jego funkcjonariuszy powinna mieć lewica:
Lewica może być niewierząca, ale musi być katolicka i antyklerykalna jednocześnie
Powiem szczerze, że nie odnajduję się zupełnie w zwyczajowych podziałach wyznaczający na lewicy stosunek do religii katolickiej. Jestem przekonanym ateistą, ale ten fakt nie bardzo mobilizuje mnie do walki z kościołem, a już na pewno nie nastraja mnie negatywnie do osób autentycznie religijnych, które nie są przy tym bigotami. Z drugiej strony, doceniam i interesuję się inicjatywami katolewicowymi i ogólnie lubię rozmawiać z ludźmi głęboko uduchowionymi, o ile nie są dewocyjnymi natrętami. Zażenowany jestem za to mało błyskotliwym antyklerykalizmem i filmy w rodzaju „Kleru” Smarzowskiego uważam raczej za mało wyrafinowane. Ale – dla równowagi – lubię sobie czasem dla zabicia czasu pooglądać internetowe cenzopapy i co lepsze momenty w wykonaniu Jerzego Urbana. To są jednak kwestie estetyczne. Mam zrozumienie dla tych, którzy jarają się „Klerem”, bo wiem, że ten mój stosunek wpływa z inteligenckiego i w gruncie rzeczy elitarnego skrzywienia. Lewica, jeśli ma być populistyczna, nie powinna się od tego ludowego antyklerykalizmu odcinać, powinna za to umieć się nim posługiwać.
Na pewno nie przekonywały mnie nigdy rzekomo „pragmatyczne” podejścia, typu „społeczeństwo jest katolickie, tradycjonalistyczne, nie można mówić o kościele źle, trzeba tematu unikać, a może nawet czasem sklepać pacierz na kolanach w blasku fleszy”. To jakaś ordynarna, elitarna projekcja rzutowana na polskie społeczeństwo z góry. Występuje ona też w wersji oświeceniowej, w której chodzi o jak najszybsze wyleczenie Polaków z religii. Tak czy owak, w obu wersjach społeczeństwo widziane jest w przesadnie konserwatywnych odcieniach.
Ale przyznam też, że za jeszcze bardziej elitarne uznaję te wszystkie stylizowane na ludowość, na wyrastanie z polskiej tradycji inteligenckie projekty katolewicowe. O ile odcinanie się od katolicyzmu jest mniejszościowe i jakoś elitarne, o tyle uczona rozmowa o teologii, duchowości i związkach chrześcijaństwa z socjalizmem jest już elitarna do sześcianu. To jest ciekawa perspektywa dla wrażliwej wielkomiejskiej młodzieży, tak wierzącej, jak i niewierzącej, ale nic poza tym. Twierdzę – na co nie mam dowodu, ale ufam tu swojej intuicji – że polska religijność jest zasadniczo rytualna, bezmyślna i ma znaczenie głównie na poziomie reprodukcji wspólnotowych form bycia razem, przeżywania ważnych momentów życiowych czy wyposażania w zestaw całkiem przyziemnych norm, potwierdzanych na pokaz. Chcieć z polskim katolikiem rozmawiać o Bogu, o wierze, zachęcać do lektury Pisma, do zaangażowania w sprawy parafii, do podążania za papieskimi encyklikami to postawa, która będzie odbierana jako bardziej dziwaczna i inwazyjna niż olewanie kościoła albo atakowanie go. Statystyczny polski katolik nic o tych sprawach wiedzieć nie chce. Przykro mi, katolewicowcy, lubię Was, współczuję Wam, ale nic nie zdziałacie.
Jednak w związku z tym, że na poziomie rytuałów, nawyków, symboli, kalendarza itd. katolicyzm odgrywa w Polsce bardzo istotną rolę, lewica nie może sobie pozwolić na to, żeby go ignorować. Sądzę tylko, że całe to gadanie o świeckim państwie, o Konstytucji, o konkordacie, o religii poza szkołą,o klauzuli sumienia jest zupełnie oderwane od tego poziomu rytualnego, a skupia się za to na sprawach, które nie wyzwalają większego zainteresowania. To, co mogłoby zadziałać to antyklerykalizm skoncentrowany na przywilejach kleru, przede wszystkim tych związanych z majątkiem i władzą. Antyklerykalizm, który może nawet w większej mierze pociągać katolików niż nie-katolików. I w tym sensie lewica musi być katolicka – poprzez pomaganie wiernym w organizacji gniewu na „czarnych” – chociaż może być sobie niewierząca. Dlatego pójdę na „Kler”, bo doceniam to, że Smarzowski postanowił w księży przywalić – artystycznie nie musi mi się ten projekt podobać, bo to nie ja jestem jego adresatem. Ogólnie sądzę, że skala afer pedofilskich i pazerności kleru stwarza podglebie dla antyklerykalizmu. Ewidentnie dostrzegła to jakiś czas temu Partia Razem, która szybko od autocenzury („nie drażnijmy kościoła”) przeszła na pozycje antyklerykalne, choć bez takiej ludowej rubaszności raczej w pełni tej szansy nie wykorzysta.

Niech kościół się trochę podzieli

Interpelacja do Prezesa Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej, w sprawie zakresu i wysokości wsparcia ze środków publicznych dla Kościołów i innych związków wyznaniowych.

 

Relacje między państwem a Kościołami i innymi związkami wyznaniowymi, zwłaszcza stosunki państwa z Kościołem Katolickim, to ważny temat debaty publicznej w Polsce. Na stopień społecznych emocji w tej sferze wpływają zarówno demonstracje ruchu „Ogólnopolski Strajk Kobiet” pod niektórymi kuriami biskupimi w marcu 2018 r., jak również medialne doniesienia o wysokość finansowego wsparcia ze strony instytucji państwowych dla przedsięwzięć firmowanych w szczególności przez Fundację „Lux Veritas”.
Podczas spotkań w wyborcami wielokrotnie byłem pytany o podstawy prawne i zakres wsparcia materialnego państwa dla wspólnot religijnych, szczególnie w kontekście respektowania konstytucyjnej i konkordatowej zasady wzajemnej niezależności oraz autonomii państwa i Kościoła w swoich dziedzinach. Ze strony uczestników tych spotkań padały niejednokrotnie bardzo wysokie kwoty i areały, niemożliwe do prawidłowego zweryfikowania. Należy zaznaczyć, że brak jest obecnie upublicznionych, aktualnych i kompleksowych danych dotyczących rozmiarów wsparcia finansowego, tak bezpośredniego jak i pośredniego, ze środków publicznych na rzecz związków wyznaniowych. Ostatni kompleksowy raport, dotyczący finansów wyłącznie Kościoła katolickiego, został opublikowany przez Katolicką Agencję Informacyjną na początku 2012 r. Taki stan sprzyja powstawaniu różnego rodzaju mitów i ugruntowywaniu stereotypów. Istnieje zatem potrzeba społeczna wiarygodnej informacji na temat stopnia zaangażowania finansowego Państwa na rzecz Kościołów i innych związków wyznaniowych. Mając to na uwadze zwracam się na podstawie art. 115 ust. 1 Konstytucji RP oraz art. 192 ust. 1 i 2 Regulaminu Sejmu o z uprzejmą prośbą udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:

1. Jaka była, względnie jest, wysokość Funduszu Kościelnego, odpowiednio w latach 2015-2018 oraz jaka była, względnie jest, struktura wydatków Funduszu Kościelnego w rzeczonym okresie ?
2. Ile obecnie etatów katechetów jest przewidzianych w systemie oświaty publicznej i jakie były, względnie są, koszty zatrudnienia katechetów odpowiednio w latach 2015-2018 ?
3. Jakie były, względnie są, koszty budżetowe, odpowiednio w latach 2015 – 2018, utrzymania Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, Prawosławnego Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego oraz Ewangelickiego Duszpasterstwa Wojskowego? Ile odpowiednio etatów finansowanych z budżetu państwa przewidziano w wymienionych instytucjach ?
4. Ile etatów kapelanów przewidziano odpowiednio w: Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Policji, Służbie Celnej, Służbie Więziennej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służbie Wywiadu Wojskowego, Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, Biurze Ochrony Rządu, Służbie Ochrony Państwa, Centralnym Biurze Antykorupcyjnym? Jakiej wysokości były koszty budżetowe ich utrzymania odpowiednio w latach 2015-2018? Ilu z pośród rzeczonych kapelanów ma status funkcjonariuszy właściwych instytucji?
5. Jakie były ogółem koszty świadczeń emerytalno-rentowych odpowiednio w latach 2015-2018 dla byłych kapelanów w wyżej wymienionych instytucjach państwowych?
6. Jaka jest średnia wysokość emerytury byłych kapelanów odpowiednio w wyżej wymienionych instytucjach państwowych?
7. Ilu duchownych pełni swoją posługę w zakładach opieki zdrowotnej i jaki był koszt ich wynagrodzeń odpowiednio w latach 2015-2018?
8. Ilu duchownych pełni swoją posługę w zakładach karnych i w aresztach śledczych i jaki był koszt budżetowy ich wynagrodzeń odpowiednio w latach 2015-2018?
9. W jakiej kwocie ogółem ze środków publicznych została dofinansowana budowa w Warszawie Świątyni Opatrzności Bożej?
10. W jakiej kwocie ogółem ze środków publicznych została dofinansowana odbudowa i renowacja Zespołu Klasztornego w Supraślu?
11. Jakie wysokości były dochody budżetu państwa odpowiednio w latach 2015-2018 z tytułu zryczałtowanego podatku dochodowego od niektórych przychodów uzyskiwanych przez osoby duchowne?
12. W jakiej wysokości budżet państwa finansował odpowiednio w latach 2015-2018 takie uczelnie/wydziały jak:
a) Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II.
b) Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie
c) Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie,
d) Uniwersytet Papieski im. Jana Pawła II w Krakowie,
e) Prawosławne Seminarium Duchowne w Warszawie,
f) Akademię Ignatianum w Krakowie,
g) Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu,
h) Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie,
i) Wydziały Teologiczne na: Uniwersytecie Opolski, Uniwersytecie Szczecińskim, Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, Uniwersytecie Śląskim w Katowicach,
j) Katedra Teologii Katolickiej i Katedra Teologii Prawosławnej na Uniwersytecie w Białymstoku ?
13. Jakiej wysokości były dochody budżetu Państwa, odpowiednio w latach 2015-2018, z tytułu podatku dochodowego od osób prawnych, płaconego przez Kościoły i inne związki wyznaniowe oraz ich jednostki organizacyjne?
14. Jaka była, odpowiednio w latach 2015-2018, kwota odliczeń od podstawy opodatkowania dokonanych przez podatników podatku dochodowego będących osobami fizycznymi względnie także osobami prawnymi, na działalność charytatywno-opiekuńczą kościelnych osób prawnych?
15. Jaka była odpowiednio w latach 2015-2018 kwota odliczeń od podstawy opodatkowania podatników podatku dochodowego od osób fizycznych, odpowiednio od osób prawnych, z tytułu darowizn na cele kultu religijnego?
16. Jakie były koszty działalności odpowiednio w latach 2015-2018: Komisji Regulacyjnej ds. Gmin Wyznaniowych Żydowskich, Komisji Regulacyjnej ds. Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, Komisji Regulacyjnej ds. Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego oraz Międzykościelnej Komisji Regulacyjnej?
17. Jaki areał nieruchomości przekazała/przyznała Kościołowi katolickiemu i kościelnym osobom prawnym Komisja Majątkowa i jaką kwotę ogółem przyznała ona tytułem odszkodowania, względnie zadośćuczynienia, czy rekompensat?
18. Jaki areał nieruchomości dotychczas przekazały/przyznały właściwym Kościołom i związkom wyznaniowym oraz ich wyznaniowym osobom prawnym właściwe komisje regulacyjne? Jakie kwoty dotychczas przyznane zostały przez odpowiednie komisje regulacyjne tytułem odszkodowań, rekompensat, względnie zadośćuczynienia?
19. Jaki ogółem areał nieruchomości został przekazany na podstawie decyzji właściwych wojewodów na rzecz kościelnych osób prawnych niektórych Kościołów, które po 8 maja 1945 r. podjęły działalność na Ziemiach Zachodnich i Północnych, w celu utworzenia lub powiększenia gospodarstw rolnych (zwłaszcza na podstawie art. 70a ustawy z dnia 17 maja 1989 r. o stosunku Państwa do Kościoła katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej)?
20. Jakie były odpowiednio w latach 2015-2018 wpływy od Kościołów i związków wyznaniowych oraz innych wyznaniowych osób prawnych z tytułu:
a) podatku od nieruchomości,
b) podatku rolnego,
c) podatku leśnego?
21. W jakiej wysokości, odpowiednio w latach 2015-2018, Kościoły i inne związki wyznaniowe oraz ich osoby prawne otrzymały dopłaty do nieruchomości rolnych ze środków Unii Europejskiej?
22. Jaki areał nieruchomości rolnych stanowi obecnie własność Kościołów i innych związków wyznaniowych oraz innych wyznaniowych osób prawnych?
23. Jakie były, odpowiednio w latach 2015-2018, inne przypadki wsparcia finansowego na rzecz Kościołów i innych związków wyznaniowych oraz osób duchownych, niż wskazane wyżej, ze środków budżetu państwa lub ze środków państwowych osób prawnych, w tym spółek z udziałem Skarbu Państwa? Jaka była wysokość rzeczonego wsparcie i jego tytuł prawny ?
Uprzejmie proszę ponadto o wskazaniu w każdym przypadku danego rodzaju wydatków budżetowych ich szczegółowych podstaw prawnych.