
Wołanie Norwida zawisło w polskiej próżni do czasu aż Tadeusz Boy Żeleński zaczął pisać „Brązowników”. Starając się dotrzeć do prawdziwej postaci wieszcza, ściągnął go z cokołu i pokazał złożoność jego życia.
Dziś wiedza o Mickiewiczu zanikła ponownie, znów jego postać stoi na wysokim cokole, jak na pomniku na Krakowskim Rynku. Znów jest w gronie prześladowców młodzieży maturalnej, jak Mrożek i nawet jak on nie może przeprosić.
Wedle anegdoty Mrożek spotkał na Plantach smutnego maturzystę i zapytał – było Tango, było – odpowiedział młody człowiek. Przepraszam wydusił smutno Mrożek.
Ale czy to on powinien przepraszać, czy jego oficjalni interpretatorzy? Czy podobnie nie jest z Mickiewiczem? Czy to jego duch straszy w polskiej literaturze, czy tylko monstrum stworzone na jego podobieństwo? Dzieło zbiorowe polskich Frankensteinów literatury i oświaty.
Podobne monstrum, choć może odrobinę sympatyczniejsze, straszy w powieści Grzegorza Uzdańskiego, przerobionej również na spektakl – Wypiór. Książka-poemat o losach pary, przedstawicieli mikrointeligencji z warszawskiego mikroświata.
Napisany po części dwunastozgłoskowcem, i grany również wierszem. Książkę doceniła „Polityka” nominując go do swoich Paszportów literackich za rok 2021.
Z tym właśnie „Wypiorem” nawiedził Boską Komedię zespół Fundacji IMKA często współpracującej z krakowskim Teatrem Łaźnia Nowa. Oprócz pary aspirujących do literackiego panteonu, w spektaklu bierze udział tytułowy Wypiór czyli przemieniony w nieśmiertelnego wampira Mickiewicz – Tomasz Nosiński.
Jako, nomen omen para literackich aspirantów zagrali Małgorzata Boczarska i Mateusz Banasiuk. Pośrodku tego jak okazuje nieomal trójkąta buszuje jeszcze ni to kot, ni duch, trochę taka Behemotka (Monika Janik-Hussakowska).
Mieszkanie tanie, w dobrej okolicy (koło Placu Zbawiciela) ale jak żyć w takim bestiarium? W dodatku wszyscy gadają wierszem.
Wiadomo dziś, że Mickiewicz nawet jeśli nie zaszkodzi, to przecież nie pomoże. Całe szczęście, że nie pożywia na żywych, lecz szuka resztek krwi w szpitalnych śmietnikach. Taki czystej ( no może nie całkiem) krwi, freeganin.
Łukasz aspirujący poeta, pracuje w recepcji kliniki medycznej. Źle się z tym czuje, bo źle się z tym czują pacjenci i pacjentki. Ale cóż, poetom nigdy nie było łatwo chyba, że rodzina była majętna albo mecenas się znalazł.
Mickiewiczowi też nie było lekko, raz wiązał koniec z końcem a raz nie. A jeszcze miał dzieci na utrzymaniu. Łukasz z Martą dzielą tylko swoje problemy, te ze sobą i te ze swoimi twórczymi aspiracjami. Ale przynajmniej mają tani lokal w dobrej lokalizacji.
Niestety trafił im Mickiewicz i kot(ka). Czy autor inspirował się Mistrzem i Małgorzatą? Zapewne. Czy Mickiewicz ma coś w Wolanda? Po za trochę niechcianą nieśmiertelnością?
Nie ma siły do czarów i stracił swój talent, i skazany jest na niemal piekielną wegetację w Warszawie. Pracuje na czarno i czarne ma myśli. Jednak fascynuje Martę, czy raczej fascynuje ją jego legenda.
O niego, a może bardziej o tę fascynację legendą poety, zazdrosny jest Łukasz, poeta in spe.
Jak wiadomo historia opowiedziana wierszem to już epos, więc tak na skraju warszawki i eposu przędą się losy Łukasza i Marty.
Trochę wzbudzając uśmieszek, trochę litość a na pewno zachęcają do sięgnięcia po książkowy pierwowzór. I ten Grzegorza Uzdańskiego, i ten, który być może był inspiracją czyli Mistrza i Małgorzatę. Do czego zachęca wasz samozwańczy recenzent i krytyk in spe.









