Powtarzanie historii?

26 sty 2026

30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler całkowicie legalnie przejął władze, czyli stery rządu, w sąsiadujących z Polską Niemcami, noszącymi wtedy nazwę Republiki Weimarskiej. Tego słonecznego dnia Prezydent Republiki Paul von Hindenburg, członek zasłużonej dla państwa i armii rodziny, wręczył Adolfowi Hitlerowi nominację na kanclerza, ponieważ był szefem partii NSDAP (czyli Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei), która wygrała wybory parlamentarne w 1932 roku.

Przykład nie nasz, ale konsekwencje także u nas. Wygrana nie była przekonująca, ponieważ na tę partię oddano 32 procent głosów. Nie dawało to przewagi pożądanej w rządzeniu krajem w powojennych warunkach. Prezydent Hindenburg usiłował zmontować większość parlamentarną głosami różnych partii, ale to się nie udało, mimo że nominacja kanclerza z partii robotniczej nie była na rękę ani intelektualistom z Berlina i Monachium, ani pruskim junkrom, do których rodzina Hindenburga się zaliczała.

Partia Hitlera szeroko wykorzystała propagandowo ten pozornie standardowy fakt historyczny. Zakładano, że przeciętny Niemiec, dla którego Hitler był wtedy mało znaną osobą, pozna go lepiej i polubi. No bo Prezydent jednak tej osobie zaufał, uścisnął mu dłoń i życzył powodzenia.

 A Prezydent Hindenburg był w tych czasach jednym z przykładów niemieckiego patriotyzmu, rodzajem arystokratycznego celebryty. Dowódca wojskowy, feldmarszałek, używający w oficjalnych wystąpieniach i dokumentach pełnego zestawu imion i nazwisk ukształtowanego przez rodzinę i historię – Paul Ludwig Hans Anton von Beneckendorf und von Hindenburg.

Propagandowa ofensywa

Propagandzie prohitlerowskiej sprzyjały złe, powojenne warunki i rozbudowany system bojówek politycznych, w których coraz mocniej rozwijały się teorie nacjonalistyczne i wyższości „aryjskiej rasy panów”, której trzon stanowili Niemcy. Bojówki narodowo-socjalistycznej partii wykonywały też równolegle inne zadanie. Niszczyły ludzi pochodzenia żydowskiego prezentowanego propagandowo jako źródło wszelkich nieszczęść. Atakowano też Słowian, rzekomo głupkowatych i nienadążających intelektualnie za aryjską czołówką. Niszczenie zwłaszcza średniej i niższej klasy Żydów w najłagodniejszej formie polegało na zmuszaniu ich do emigracji, albo aresztowaniu bez zarzutów, lub pod fałszywymi zarzutami. Rozszerzano też zakres decyzji o umieszczaniu w obozach koncentracyjnych, w niemieckich środowiskach SS i Gestapo zwanych już wtedy obozami śmierci.

Wszyscy dzisiaj znamy historię i efekty holokaustu,chociażby tylko w wąskim zakresie otrzymanym w szkolnych ławach. Wszyscy też wiemy, że II wojnę światową, najbardziej krwawą wojnę w historii świata, wywołała III Rzesza Niemiecka – państwo kierowane przez jedną osobę na zasadach jednowładztwa i uznające teorie narodowego socjalizmu za rodzaj wiary, kształtującej także jego podstawy prawne. Rozumiemy też, że relacje władzy w Niemczech z grupami obywateli pochodzenia żydowskiego już w latach dwudziestych ubiegłego wieku osiągnęły stan braku praworządności, czyli de facto bezprawia.

Dzisiaj nie można już powiedzieć, że jednowładztwo to tylko taka teoria. Doświadczenia Niemiec z okresu 1923–1944 uzupełniane doświadczeniami kilku innych państw przyjmujących w tym okresie jednowładztwo i różne odmiany faszyzmu, zwłaszcza Włoch i Hiszpanii, są dostateczne dla wyciągania wniosków o przydatności i niebezpieczeństwach stosowania takiego systemu.

Nietaktowne pytanie

Powstaje pytanie – czy w krajach o względnie ustabilizowanych podstawach demokracji jest w ogóle taka możliwość? Moim zdaniem – niestety jest. Zawsze i wszędzie powstać może grupa ludzi lub grupa politycznych organizacji, której szefowie wyznają poglądy zbliżone do faszyzmu. Mogą wygrać wybory, utworzyć rząd i stopniowo zmieniać sposób zarządzania krajem. A na początku wybrać dla siebie i dla ludu idola, lub zgodzić się na tego, który sam się objawi. Samozwańczy idol a zarazem wódz może uzyskać wystarczające poparcie, jeśli uzyskał już pewną popularność, ma chociażby niewielkie grono gotowych na wszystko działaczy i przekonywująco lansuje podobające się społeczeństwu elementy nazizmu. Powinien mieć jednak cechy i zdolności przywódcze. Powinien też być „z natury” inteligentny, ale jeszcze lepiej, jeśli kończył prestiżową uczelnię cywilną lub wojskową.

W jednym z artykułów opublikowanych w zeszłym roku zadałem sobie i Czytelnikom pytanie, czy na naszym polskim podwórku mamy takich kandydatów na idoli i władców kraju, który decyduje się wejść na drogę narodowego socjalizmu? Sam sobie odpowiedziałem, że mamy. Opinię tę potwierdziło kilkanaście osób z mego środowiska, zastrzegając się, że ustroje oparte na jednoosobowej dyktaturze nie muszą być okrutne i naruszać praworządność, mogą działać jeszcze łagodniej i spokojniej, niż działały we Włoszech i Hiszpanii, upodobniając się w tym zakresie do państw demokratycznych.

Oczywiście – wiele osób zwracało uwagę, że warunkiem warunków tworzenia dyktatora jest skłonność i chęć samego kandydata do pełnienia takiej funkcji. Są – przykładowo – tacy kandydaci, którzy do osiągnięcia wieku emerytalnego, albo 70 lat, odtrącają już wszelkie sugestie na ten temat, zdając sobie sprawę z obniżenia swojej sprawności i spodziewanego czasu aktywności. Są inni, którzy po prostu nie chcą splamić sobie życiorysu decyzjami, uznawanymi przez część społeczeństwa za niesłuszne lub wręcz szkodliwe dla kraju.

Ale ryzyko tego rodzaju nie odstrasza wszystkich kandydatów. Na podstawie tego, co widuję i słyszę uważam, że aktualny nasz prezydent jest psychicznie gotowy do pełnienia takiej funkcji, bo nawet w istniejących warunkach usiłuje zawłaszczać kompetencje z zupełnie innej pułki. Wśród jego zwolenników jest też Szanowny Pan … Błaszczak, który robi wrażenie, jakby wszystko o wszystkim wiedział – a to poważny atut dla każdego dyktatora. Przywódcy i działacze nowych partii wspomagani przez weteranów, Szanowni Panowie Mariusz Błaszczak, Ryszard Petru, Krzysztof Bosak,   Sławomir Mentzen, Grzegorz Braun, Mateusz Morawiecki niekiedy dają do zrozumienia, że mądre pełnienie dyktatorskiego stanowiska w rozbitej politycznie Polsce może przynieść więcej pozytywnych niż negatywnych rezultatów. Reasumując – chętnych do wypróbowania dyktatorskiej pozycji wydaje się być więcej niż nam potrzeba. Że na tej liście nie ma kobiet? Nie ma, bo nie znalazłem przykładu sprawdzonej dyktatorki.

Czy to są najlepsi kandydaci? Nie wiem i nie zamierzam tego udowadniać. Sądzę natomiast, że wśród działaczy prawicowych może być wielu lepszych. Ich czas jeszcze nie nadszedł i jego wizyta nie jest pewna. Siedzą na partyjnych przypieckach, grzeją się, odpoczywają i czekają. Czasem się czegoś doczekają, ale w większości będzie to czekanie ad calendas graecas.

Kończę ten artykuł bez uśmiechu. W paru miejscach w Polsce pukają do drzwi osoby, którym koncepcje narodowego socjalizmu nie budzą ani strachu, ani wstrętu. Widzą w nim materiał, z którego można wykrzesać coś pożytecznego. Wprawdzie nie szczepiłem się na zarażenie takimi koncepcjami, ale wydaje mi się, że jestem na nie naturalnie odporny.

Najnowsze

Legionista z Widzewa

Legionista z Widzewa

Zanim został bohaterem narodowym Wietnamu, musiał kilka razy uciekać. Pierwszy raz z fabryki w Westfalii. Był tam...

Sprawdź również

Kijów i Berlin mogą ominąć Warszawę

Kijów i Berlin mogą ominąć Warszawę

Polska może pomóc Ukrainie wygrać wojnę, a mimo to przegrać walkę o porządek, który powstanie po jej zakończeniu. Po 2022 roku polska polityka wobec Ukrainy została zdominowana przez ideologiczny entuzjazm. Każdą próbę rozmowy o polskim interesie, gospodarce czy...

Rządy „prawa” czy wielkich korporacji

Rządy „prawa” czy wielkich korporacji

Lekarstwo Pfizera na poprawę ostrości widzenia Firmy z Zachodu przez stulecia korzystały z taniej pracy, tanich surowców, rynku zbytu kolonii. Ale musiały znaleźć sposób na dalszą ich eksploatację, kiedy te odzyskały niepodległość. Zachodni kolonialiści tracili...

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Prezydent zawetował ustawę o „osobie najbliższej”. Stało się więc to, co było oczywiste, że się stanie. Nawrocki opowiada bajki o „obronie małżeństwa”, ponieważ jak podkreśla bezustannie „nic, co jest quasi-małżeństwem, nie może liczyć na moje wsparcie”. Krucha jest...

Legionista z Widzewa

Legionista z Widzewa

Zanim został bohaterem narodowym Wietnamu, musiał kilka razy uciekać. Pierwszy raz z fabryki w Westfalii. Był tam polskim, przymusowym robotnikiem. Do Niemiec trafił tam z łódzkiej dzielnicy Widzew. Urodził się w rodzinie tkaczy w 1923 roku. W czasie niemieckiej...

Czarnek na dywaniku

Czarnek na dywaniku

Przemysław Czarnek nie został jeszcze premierem, ale już zapowiedział, co zrobi, gdy nim zostanie. Na antenie TV Republika stwierdził, że „zmusiłby na arenie międzynarodowej Ukrainę do radykalnej zmiany kursu wobec Polski i Polaków, nie tylko jeśli chodzi o kwestie...

Sen jako towar luksusowy. Co nam mówi bezsenność?

Sen jako towar luksusowy. Co nam mówi bezsenność?

Od lat powtarza się nam, że „sen to zdrowie” oraz że wysypianie się odgrywa w życiu wielką rolę. Problem w tym stwierdzeniu nie polega na braku jego słuszności, bo trudno zaprzeczyć, że kiedy jesteśmy wypoczęci, obiektywnie lepiej funkcjonujemy. Przyczyna leży gdzie...

Znowu kolejna nagonka

Znowu kolejna nagonka

Polska neohusaria oczywiście nie zawiodła. Bohatersko atakuje nastolatków i małe dziewczynki. Krzyczą, że coś tam „Pamiętamy”, choć niczego oczywiście nie pamiętają. Chodzi wyłącznie o racjonalizację agresji. Dowiedzieli się z social mediów, że „już można”. Należy...

Legionista z Widzewa

Cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość

Czego Polacy powinni się uczyć od Chińczyków? Takie pytanie często słyszę. Zwykle zadają je wyznawcy i entuzjaści polskiej suwerenności, o narodowo-patriotycznych poglądach. I oni jako pierwsi powinni czerpać z chińskich nauk. Chińczycy kochają suwerenność swego...