Izraelowi wolno więcej? Szczyt G-7, czyli jak zmienić świat, żeby wszystko pozostało po staremu

Przywódcy G7 podczas szczytu w Kananaskis (Kanada), 16 czerwca 2025.

G-7 to towarzystwo wzajemnej adoracji oraz reprezentacja zachodniego biznesu. Nic dziwnego, bo to przywódcy dawnych kolonialnych mocarstw (z wyjątkiem Kanady). Za nimi stoją beneficjenci neoliberalnego kapitalizmu tzw. Triady, ich wielkich korporacji, i tych, którzy posiadają ich akcje. Na potrzeby swoich mocodawców państwa te ukształtowały, a teraz podtrzymują, imperialny ład światowy. Tworzy go bogate centrum i ubogie peryferie – dostawcy surowców, taniej pracy, a także składowisko odpadów zachłannej konsumpcji bogatej Północy. Ład ten wspiera potęga amerykańskiego państwa oraz dolar jako rozliczeniowa i rezerwowa waluta. Wuj Sam jest bowiem w służbie korporacji z sektora finansowego, zbrojeniowego, wydobywczego i teleinformacyjnego. W ich interesie Stany Zjednoczone stały się Globalnym Minotaurem. Przerabia on nadwyżkę światową na amerykańskie obligacje i produkty finansowe.

„Europejskie wartości”, którymi kierują się przywódcy G-7 kształtowały się przez dwa stulecia podbojów kolonialnych na wszystkich kontynentach. Obecnie deklaratywnie broni demokracji i praw człowieka, w tym „uciskanego narodu irańskiego”. Ale z wyjątkiem tych miejsc na świecie, gdzie nie wchodzą w paradę dobrym interesom. Na przykład przebrani w garnitury terroryści mogą teraz rządzić w Syrii, bo nie potrzebują wsparcia Rosji. Półgębkiem potępiają Izrael za ludobójstwo narodu palestyńskiego. Nic dziwnego, gdyż to państwo zainstalowane zostało na Bliskim Wschodzie jako swoiste zadośćuczynienie za bierność wobec zbrodni ludobójstwa niemieckiego nazizmu na ludności żydowskiej zamieszkującej Europę. Jako swoiste przedłużenie Zachodu, Izrael stał się egzekutorem ładu chroniącego bezpieczeństwo dostaw ropy i gazu z Bliskiego Wschodu. Jego prawem do samoobrony tłumaczy teraz Zachód ludobójstwo Palestyńczyków i agresję w Iranie. W tych dniach izraelska soldateska, którą kieruje premier Netanjahu, pod pozorem niedopuszczenia do budowy przez Iran broni atomowej – osłabia ważne ogniwo powstającego wielobiegunowego ładu światowego. Obok Rosji i Chin, Iran stanowi jeden z filarów nowego porządku.

Wojna per procura z Chinami? Rdzeniem zarysowującego się ładu jest autonomiczne państwo chińskie. Nie wpuściło do swej gospodarki zachodniego kapitału portfelowego. Co więcej, samo posiada ogromną nadwyżkę handlową ponad 3 bln dolarów (w tym 40% w amerykańskich papierach wartościowych). Wykorzystuje te rezerwy, by stworzyć rozległy obszar gospodarczej penetracji, zwany Inicjatywą Pasa i Szlaku. Ciążą ku niemu państwa i społeczeństwa szukające innej drogi rozwoju własnego potencjału: Rosja, Iran, Indie, Brazylia, teraz też Arabia Saudyjska. Wszystkie one szukają suwerenności gospodarczej po to, by nie dzielić się swoim bogactwem narodowym w postaci złóż surowców, często tylko taniej pracy z posiadaczami miliardowych portfeli akcji z całego świata, głównie amerykańskiej, europejskiej i japońskiej oligarchii – posiadaczy miliardowych portfeli inwestycyjnych.

Iran ze względu na zasoby ropy i gazu oraz miejsce na globie stały się newralgicznym składnikiem powstającego wielobiegunowego ładu. Z jednej strony cieśnina Ormuz na Morzu Arabskim, przez którą przelewają się hektolitry ropy i gigametry sześcienne gazu, z drugiej – wrota do Azji Centralnej. A więc nowej przestrzeni dla gospodarczej ekspansji Chin. Ale państwo ludu Han stanowi nie tylko wyzwanie gospodarcze dla Zachodu. Chiny tworzą też konkurencyjny model gospodarki i państwa. Dużą rolę odgrywa w nim sterująca rola państwa, a także rozciągnięta na dekady strategia rozwojowa – wbrew obowiązującym dogmatom neoklasycznych ekonomistów. Ich recepty na wolną przedsiębiorczość i wartości europejskie, czyli liberalną demokrację i wolność konsumpcji – doprowadziły do kryzysu planetarnego. Cała cywilizacja kapitalizmu znalazła się w pułapce Meadowsa: tragicznej sprzeczności między przymusem wzrostu gospodarczego (i w efekcie masowej konsumpcji) a ograniczonymi zasobami planety. Postępuje także kryzys ziemskiego ekosystemu. Do tego dochodzi przekleństwo starzenia się bogatych społeczeństw, eksplozja nierówności, rosnąca szybko rezerwowa armia pracy, bieda globalnego Południa.

Kto teraz powinien być nagradzany tzw. ekonomicznym noblem? Może właśnie chińscy doradcy swoich rządzących. Oni w ciągu ostatnich trzech dekad stworzyli system udanej symbiozy własnej gospodarki z systemem globalnego kapitalizmu. Chiny wykorzystały postęp techniczny w teleinformatyce i transporcie morskim, by zbudować szybko rosnącą gospodarkę. U jej podstaw w coraz większym stopniu leży postęp techniczny. Wśród 44 dziedzin przemysłów nasyconych nowoczesną techniką aż w 37 dominują chińskie osiągnięcia. Polityki chińskiego państwa nie krępuje też mechanizm zadłużenia. Jest to poręczne narzędzie kontroli polityki gospodarczej państw przez tzw. rynki, by chronić za wszelką cenę, głównie recesji, „wartość” pieniądza oraz zagranicznych portfeli inwestycyjnych. Chiny nie potrzebują też gwarancji bezpieczeństwa militarnego ze strony amerykańskiego patrona jak np. państwo niemieckie czy polskie. Do tego prowadzą odpowiednią politykę makroekonomiczną przyjmowania zachodniego kapitału: brak wymienialności juana, kontrolę inwestycji przez tworzenie stref specjalnych i spółek z udziałem kapitału chińskiego. Ponadto ograniczają napływ kapitału portfelowego. Bez tych barier musiałoby udostępnić swoje oszczędności sektorowi finansowemu, różnym funduszom spekulacyjnym Zachodu i jego udziałowcom.

I Iran, i państwo chińskie mają źle widziany w Europie system wyboru swoich władz. Nie są one kontrolowane w wyniku demokratycznych wyborów jak na Zachodzie. Tutaj rządząca elita uzyskuje swobodę decyzji na kilka lat w wyniku nachalnego marketingu politycznego. Partie formułują swój wyborczy przekaz na podstawie badania opinii potencjalnych wyborców. Ale uprzednio je kształtują z wykorzystaniem medialnej propagandy, rozbudzania silnych emocji i kuszenia materialnymi zanętami. Ich poparcie i zaufanie zdobywa ta siła polityczna, która najgłośniej i przekonująco zdaje się przemawiać do portfela. W tych warunkach podczas kampanii wyborczej nie dyskutuje się o realnych problemach kraju czy cywilizacji. W Polsce to byłaby długofalowa strategia technologicznej reindustrializacji gospodarki, a nie dyktowana przez biznes deregulacja, o którą zabiega premier Cienki Bolek. I w Iranie, i w Chinach przywództwo odnawia się podobnie jak w Kościele katolickim. A więc w drodze wyboru w wąskim gronie swoich funkcjonariuszy. Grono to wybiera kandydata, który w swojej dotychczasowej karierze wykazał się osiągnięciami rokującymi nadzieję skutecznego rozwiązywania wyzwań stojących przed krajem w kolejnych latach. W tej sytuacji można zachować ciągłość realizacji strategii rozwojowej przez dwie, trzy dekady- nie ma potrzeby zaczynać wszystkiego od początku po 4-letniej kadencji.

Anachroniczne G-7. Próbę zmiany orientacji politycznej Iranu w wyniku agresji Izraela musimy oceniać z punktu widzenia pogłębiającego się kryzysu planetarnego. By spowolnić tempo jego narastania, trzeba ograniczyć wzrost gospodarczy. Jeśli weźmiemy pod uwagę samozwańczego przewodnika ludzkości, jego stosunek do eksploatacji surowców, poziom zużycia energii, ogromne zróżnicowanie dochodów i majątków, faktyczny stosunek do ochrony klimatu, poziom zbrojeń, rozwijanie nowoczesnych technologii dzięki Pentagonowi, a więc zawsze potencjalnie o zastosowaniach militarnych – wszystko to skłania do rewizji obecnego ładu światowego.

Tym samym do rewizji zastanych przekonań o wolnym rynku, o błogosławionej przedsiębiorczości, o Ameryce i całym Zachodzie jako krainie wolności i demokracji. I sam prezydent Trump, i jego europejscy partnerzy, są w stanie wiele poświęcić, by zachować dotychczasowy kierunek przepływu światowej nadwyżki. A bez niej nie dałoby się utrzymać ani tak wielkiego deficytu budżetowego, ani gigantycznych wydatków na zbrojenia. Wyręczają się Izraelem – uzbrajają go i dają tarczę propagandową. I dlatego politykę Izraela, popieraną w ogromnej większości przez własnych obywateli, potomków dawnych ofiar Holocaustu – trzeba oceniać według tych samych zasad prawnych i moralnych, co inne zbrodnie na ludności cywilnej.

Tak więc i ludobójstwo w Gazie, i krwawe pomocnictwo Zachodowi w utrzymaniu odpowiadającego mu ładu światowego to kontynuacja wcześniejszych zbrodni kolonialnych. Popełniały je przez różne imperia kolonialne. Ludobójstwo jest zawsze ludobójstwem – czy to Belgów w Kongu (10 mln Afrykanów), czy Niemców w Namibii (100 tys. Herero i 15 tys. Nama), a później w okupowanej przez Niemcy Polsce podczas drugiej wojny światowej. Czy obecnie w getcie zwanym Strefą Gazy. Tu Izrael w imię „prawa do samoobrony” bombarduje Palestyńczyków – ich szpitale, szkoły, drogi. Giną w większości kobiety i dzieci. A zachodni politycy wycierają sobie gęby sloganami o wartościach europejskich, potępiają wojny i zbrodniarzy, którzy je wywołują. Pod warunkiem, że to nie nasze skurwysyny. Rosja też tłumaczyła wojnę z Ukrainą troską o bezpieczeństwo, któremu zagrażała ekspansja NATO ku ich granicom. Ale Rosja pomaga Chinom tworzyć nowy wielobiegunowy ład światowy. Jej wolno mniej.

Natomiast chińska wizja ładu światowego różni się od tej, którą oferuje G-7. Chiny chcą stworzyć system wspólnej odpowiedzialności za sprawy światowe. To ład wielobiegunowy, zachowujący odrębność cywilizacji lokalnych. Tu również będzie obowiązywał priorytet zaopatrzenia swojej gospodarki w deficytowe surowce i rynki zbytu, ale bez baz wojskowych, bez uznawania, jak USA, jakichś obszarów za „strefy żywotnych interesów”. I bez wojen per procura w obronie korzystnego dla własnego biznesu status quo.

Tadeusz Klementewicz

(ur. 1949) – polski politolog, profesor nauk społecznych, wykładowca na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalista w zakresie teorii polityki i metodologii nauk społecznych. https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Klementewicz

Poprzedni

Xi Jinping wziął udział w II Szczycie Chiny–Azja Środkowa i wygłosił przemówienie programowe

Następny

Ubaw po pachy