
Miał wszystko, o czym mężczyzna w średnim wieku marzy. Rozpoznawalność w Internecie, w tradycyjnych telewizjach i także w realu. Na dworcach, w centrach handlowych, nawet na procesjach.
Niebanalną urodę, gadanę, czyli sztukę bajerowania, wdzięk niewątpliwy. Kasę zarobioną gadaną w teledurniejach.
I jeszcze łatwość pisania książek, co dawało mu dodatkowy, intelektualny profil. Do tego żonę przecudnej urody i udane dzieci.
W szczycie swych lat tłustych był Marszałkiem Sejmu RP. Konstytucyjnie drugą osobą w państwie.
Marszałkował świetnie.
Wkrótce po objęciu funkcji marszałka oglądalność obrad Sejmu w Internecie radykalnie wzrosła. Pod jego przewodem obrady stały się bardziej popularne niż parlamentów brytyjskiego czy niemieckiego. Liczba subskrypcji kanału Sejmu na You Tube w serwisie potroiła się w niespełna dwa tygodnie.
Fenomen ten został nazwany przez media, w tym „Financial Times”, mianem „Sejmflixu”.
Niestety oprócz Marszałka był też przywódcą partii. Musiał nim być, bo partię zarejestrowano pod nazwą „Polska 20250. Szymona Hołowni”.
Szybko okazało się, że przywódcą i politykiem jest jak z przysłowiowej koziej dupy trąba. Choć ciągle ma niebanalną urodę, gadanę, wdzięk i status sejmowego Ronaldo.
Ale to nie uchroniło go od politycznych wpadek. Nocnych skrytych randek z prezesem Kaczyńskim, odparciem niezidentyfikowanego „zamachu stanu”, utraty kontroli nad własną partią. Do tego doszły plotki o posiadaniu dyplomu bardzo trefnej obecnie uczelni, jeszcze niedawno mieniącej się „wyższą”.
Wpadki wynikały zapewne z jego charakteru i nabytych kompetencji.
W działalności politycznej od lidera, partyjnego przywódcy oczekuje się projektowania przyszłych politycznych wydarzeń. Pisania ról dla ich wykonawców i obsadzania ich najlepszymi z możliwych kandydatów.
W czasie swej kariery Szymon Hołownia zwykle grał role w nienapisanych przez niego scenariuszach. Był wykonawcą cudzych pomysłów.
Wykonawcą zwykle twórczym, wzbogacającym przydzieloną mu rolę. Kierownikiem swojego sektora, ale nie szefem całego przedsięwzięcia.
Kiedy ów inteligentny i wrażliwy młodzian zorientował się, że najlepiej wychodzi mu rola Pogodynki w tym parlamentarnym reality show podjął impulsywną ucieczkę ze swej złotej klatki.
Być może usłyszał też groźby szantażów ze strony politycznych wykonawców i zatęsknił za posadą teleszołmena.
Kochanego przez miliony, hejtowanego jedynie przez drugie miliony zawistników. Ale żyjącego jak pączuś w masełku.
Klęska polityczna Szymona Hołowni i jego Polski 2050 nie daje powodów do optymizmu.
Szymon Hołownia został wykreowany przez media jako przyszłościowy typ polskiego polityka nowej, młodszej generacji.
Inny niż nadal trzymające władzę pokolenia liderów z czasów „Okrągłego Stołu”. Alternatywny wobec nich.
Wykreowano go na polityka umiaru i zdrowego rozsądku.
Polaka- katolika, ale nowoczesnego. Wierzącego i praktykującego.
Ale zwolennika „przyjaznego rozdziału Kościoła od państwa”.
Akceptującego rejestrację homoseksualnych „związków partnerskich”, lecz nie nadawania im rangi i praw małżeństw. Przeciwnika uchwal dyskryminujących osoby LGBTI.
Przeciwnika legalnej aborcji.
Centro- prawicowego konserwatysty.
Patrioty Podlasia i wegetarianina.
W praktyce politycznej okazało się, że w polskim życiu politycznym, a zwłaszcza w polskim kościele kat. nie ma zapotrzebowania na takich.
Polski kościół kat. woli znanych, nie zmodernizowanych, przewidywalnych polityków PiS.
Lubi tylko te piosenki, które już wiele razy słyszał.
Politolodzy i komentatorzy polityczni od dwudziestu już lat narzekają, że polską sceną polityczną zdominował duopol.
Centroprawica dowodzona przez prezesa Kaczyńskiego i centrolewica dowodzona przez premiera Tuska.
Narzekają, że prowadzi to do politycznych patologii.
Do wojny obu plemion. Brutalizacji mowy politycznej.
Do przyjmowania przez polską klasę polityczną podkultury kibolskiej.
Szymon Hołownia i jego Polska 2050 miały być alternatywą dla tego duopolu. Odtrutka od niego. Trzecią, racjonalną, pokojową drogą. Dowodem, że „inna polityka jest w Polsce możliwa”.
Niestety znów okazało się, że kolejna „trzecia droga” zaprowadziła jej wyznawców donikąd.
W stan organizacyjnego rozpadu i konieczności szukania innych, profesjonalnych liderów politycznych.
Każdy system polityczny działa sprawnie, kiedy jego elity podlegają systematycznej wymianie. Niekoniecznie rewolucyjnej.
W Polsce regularnie pojawiają się partie i ruchy polityczne występujące pod sztandarami anty systemowości i „innej polityki”, nowych osobowości politycznych.
Takimi były Partia Przyjaciół Piwa, Ruch „NIE”, Samoobrona, Ruch Palikota, Kukiz15 i ostatnio Polska 2050. Szymona Hołowni.
Każda z tych formacji wprowadzała do Sejmu RP grono parlamentarzystów wybranych dzięki popularności je lidera lub medialnego patrona.
Każda z tych formacji nie dożywała trzeciej sejmowej kadencji. Rozpadała się, zasilała partie duopolu.
Każdy z jej rozpoznawalnych liderów nie zrobił trwałych politycznych karier.
Oby „nowoczesny katolik” nie skończył jak Lepper, Palikot, Kukiz.
PS. Więcej w Fakty Po Mitach









