Credo Hołowni

Program rozdziału działalności kościołów i innych związków wyznaniowych od państwa w wersji Polski 2050 Szymona Hołowni próbą zachowania nadrzędnej pozycji katolicyzmu w sferze światopoglądowej

Podstawą stosunków państwa z kościołem katolickim jest konstytucyjna zasada wyrażona w art.25 ust.2 Konstytucji RP, która nakazuje władzom publicznym w Rzeczpospolitej Polskiej zachowanie bezstronności w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych zapewniając jednocześnie swobodę wyrażania tych przekonań w życiu publicznym. Stojąc na gruncie zasady ustrojowej wyrażonej w art.25 ust.1 tj. równouprawnienia kościołów i innych związków wyznaniowych przyjęty został nakaz bilateralnego normowania ich stosunków z państwem. Oznacza to wyłączenie możliwość jednostronnego kształtowania pozycji prawnej instytucji wyznaniowych przez państwo oraz nakłada konieczność współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego przy przewidzianym w art.25 ust.3 obowiązku poszanowania autonomii i wzajemnej niezależności państwa i kościołów każdego w swoim zakresie. Jest kwestią dyskusyjną na ile konstytucyjny wymóg regulacji stosunków państwa z Kościołem katolickim na podstawie umowy międzynarodowej zawartej ze Stolicą Apostolską realizuje zasadę równouprawnienia kościołów i innych związków wyznaniowych, ale faktycznie prawie trzydziestoletni okres od zawarcia konkordatu, który upłynie w 2023 roku zapisze się jako okres nieustającego umacniania pozycji ekonomicznej i prawnej Kościoła oraz powiększania zakresu jego uprzywilejowania we wszystkich praktycznie aspektach funkcjonowania, w tym panowania w sferze światopoglądowej.

W praktyce politycznej całego okresu po 1989 roku mieliśmy do czynienia z gotowością państwa do spełniania życzeń i aspiracji kościoła katolickiego, z godzeniem się na jego uprzywilejowaną pozycję, a nawet z gorliwością w narzucaniu wszystkim obywatelom sposobu i stylu życia wynikającego z dogmatów religii rzymskokatolickiej . Z niepokojem obserwowaliśmy efekty konstytucyjnego usytuowania Kościoła jak i funkcjonowania konkordatu przy jednoczesnym marginalizowaniu i dyskredytowaniu wszelkich przejawów krytyki jego funkcjonowania jak i jego funkcjonariuszy. Ochrona pozycji kościoła katolickiego jest realizowana m.in. przepisami prawa karnego, a to art.196 k.k. przewidującego odpowiedzialność za tzw. obrazę uczuć religijnych innych osób przez znieważenie publiczne przedmiotu czci religijnej lub miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych. Przestępstwo to zagrożone jest karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Przepis, o którym mowa pozornie chroniący sferę uczuć człowieka w rzeczywistości jest reliktem, pozostałością prawnej ochrony nadrzędnej roli instytucji kościoła.

W systemie edukacji publicznej rolę utrwalającą szczególna pozycję kościoła katolickiego spełnia nauka religii prowadzona już od przedszkola, aż do końca szkoły średniej. Z uwagi na fakt, że w dalszym ciągu przeważająca część społeczeństwa polskiego deklaruje przynależność do Kościoła katolickiego sposób i intensywność prowadzenia zajęć z religii tworzy nieuzasadnione wrażenie, że religia ta jest jedynym źródłem wartości etyczo -moralnych. Poszanowanie odmiennych wyznań i światopoglądów niereligijnych potwierdzone orzeczeniami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wymagałoby zatem zaprzestania wyznaniowej indoktrynacji dzieci i młodzieży w systemie edukacji publicznej przy pozostawieniu rodzicom możliwości wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami ,co przewiduje art.48 Konstytucji RP, ale poza finansowanym przez państwo programem zajęć (planem lekcji), co wymagałoby wypowiedzenia odnośnego postanowienia konkordatu.
Blokowanie wszelkiej dyskusji publicznej, eliminowanie krytyki Kościoła i kleru z dyskursu publicznego w czym niestety celują tzw. niezależne media przez lata prowadziło do braku sensownych propozycji w programach politycznych partii głównego nurtu odnoszących się do relacji państwa z kościołami i związkami wyznaniowymi, a tak naprawdę głównie z Kościołem katolickim jako monopolistą sfery wyznaniowej, którego przekaz religijny został wyniesiony przez obecnie rządzących do rangi ideologii państwowej. Narastanie procesów laicyzacyjnych spowodowanych nachalnym utożsamianiem polskości z wyznaniem katolickim i towarzysząca temu niechęć, a nawet wrogość wobec licznych grup społecznych w tym LGBT+, osób bezwyznaniowych czy ateistów wykluczanych z uczestnictwa w życiu publicznym powoduje narastanie niebezpiecznych dla spójności państwa tendencji rozrywających tkankę społeczną. Dotychczas jedynie w programach i uchwałach lewicy można było odnaleźć ważne dla funkcjonowania państwa przesłanie o konieczności weryfikacji dotychczasowych rozwiązań prawnych dotyczących działalności Kościoła i zaangażowania w sferze publicznej znacznej części jego funkcjonariuszy.

Tym razem z uwagą i uznaniem należy odnotować obszerne fragmenty programu partii Polska 2050 Szymona Hołowni odnoszące się do wielu, choć nie całości zagadnień relacji państwo – kościoły i związki wyznaniowe, które podbudowane zostały obszerną bo 46 stronnicowa analizą głównych problemów jakie występują w tych relacjach. Program obejmuje sprawy finansów Kościoła, a finansów publicznych postulując przeprowadzenie stosownych analiz i ujawnienia skali przepływów finansowych ze strony państwa i samorządów, zamknięcia kwestii rozliczeń związanych ze zwrotem dóbr kościelnych odebranych przez władze komunistyczne, zastąpienia Funduszu Kościelnego inną formą finansowania np. odpisem podatkowym w wys.0,3-0,5% lub podwyższeniem wysokości darowizny na cele kultu religijnego odpisywana od podatków zarówno PiT jak i CiT. W zakresie konfesjonalizacji dzieci i młodzieży postuluje się uzależnienie wymiaru lekcji religii od decyzji wspólnot szkolnych przy jednoczesnym wprowadzeniu alternatywy w postaci zajęć z etyki lub filozofii przy docelowej zmianie finansowania lekcji religii na współfinansowanie przez związki wyznaniowe, jednostki samorządu terytorialnego i budżet państwa. Postuluje się dalszą intensyfikację walki z przestępczością seksualną kleru poprzez utworzenie specjalnej grupy prokuratorów na szczeblu Prokuratury Krajowej zajmujących się sprawami pedofilii w tym środowisku. W odniesieniu do różnych licznie funkcjonujących w strukturach państwa duszpasterstw, kapelanów propozycje obejmują zasadniczo ich likwidację poza sferą wojskowości, straży granicznej i policji. Zwiększenie nadzoru nad cennikami usług stosowanymi przez zarządzających cmentarzami wyznaniowymi w miejscowościach gdzie nie ma cmentarzy komunalnych jest niezwykle skromna propozycją zmian w prawie dotyczącym cmentarzy i grzebania zmarłych wymagającym dostosowania go do wymogów współczesności. Podobnie jak propozycje zakończenia zrośnięcia ceremonii państwowych z kościelnymi , ukrócenia występów polityków w świątyniach oraz politycznych wypowiedzi kleru nie zawierają żadnych konkretnych sposobów realizacji takich zamierzeń poza opracowaniem zasad uczestniczenia funkcjonariuszy publicznych w uroczystościach religijnych, co pomijając ich iluzoryczność nadal dopuszcza oficjalną partycypację przedstawicieli władzy publicznej w takich uroczystościach, a nie jedynie prywatna obecność takich osób. Propozycje Hołowni nie Ida dalej niż konieczne zaznaczenie nabrzmiałej problematyki funkcjonowania Kościoła katolickiego, co doskonale widać na przykładzie propozycji nowelizacji, a więc zmiany a nie likwidacji przepisu art.196 k.k. odnoszącego się do ścigania obrazy tzw. uczuć religijnych. Miałby on mianowicie zakładać ściganie ewentualnych sprawców jedynie z oskarżenia prywatnego oraz być pozbawionym sankcji w postaci pozbawienia i ograniczenia wolności, a więc w dalszym ciągu skutecznie prowadziłby do tłumienia wszelkiej krytyki Kościoła i religii.

Pozostałe elementy programu odnoszące się do ewentualnej zmiany uregulowań konstytucyjnych, które zdaniem autora programu nie są kwestia priorytetową oraz konkordatu, którego wypowiedzenie nie wydaje się celowe wobec możliwości skutecznego wykorzystania zawartych w nim mechanizmów negocjacyjnych nie wnoszą niczego nowego do istniejącego stanu rzeczy w stosunkach państwa z Kościołem katolickim. Podobnie jak techniczna uwaga dotycząca aktualizacji pkt.1 Deklaracji Rządu Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 15 kwietnia 1997 r. wydanej w celu zapewnienia jasnej wykładni przepisów konkordatu, chyba że istotą likwidacji tego postanowienia jest rezygnacja z potwierdzenia praktycznego wygaśnięcia przepisu art.10 ist.1 ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania proklamującego neutralność światopoglądową państwa, co jednak w świetle towarzyszących temu postulatowi wywodów nie wydaje się zasadne.

Nawet pobieżna analiza proponowanych rozwiązań prowadzić musi do wnioski, że autorzy odrzucają zasadę świeckości demokratycznego państwa prawnego i jej wyraz w postaci realnego przestrzegania neutralności światopoglądowej wszelkich orientacji filozoficznych, politycznych, kulturalnych czy religijnych. Z neutralności takiej wynikać ma nie tylko uznanie pluralizmu religijnego, światopoglądowego i politycznego wyrażające się w obowiązku czuwania nad przestrzeganiem konstytucyjnie zagwarantowanej swobody i równości wobec prawa wszystkich opcji światopoglądowych, lecz także obojętność, brak zaangażowania i zakaz dokonywania jakichkolwiek przysporzeń majątkowych na ich rzecz. Neutralność światopoglądowa rozciągać się musi na wszystkich funkcjonariuszy państwowych przy wykonywaniu funkcji urzędowych, którzy nie mogą kierować się swoimi przekonaniami ani uczestniczyć w obrzędach religijnych w charakterze urzędników państwowych.
Aktywiści i potencjalni wyborcy partii Szymona Hołowni powinni być świadomi faktu, że ugrupowanie to twardo obstaje przy koncepcji tzw. „przyjaznego rozdziału” państwa i Kościoła, a więc utrzymania pełnej uległości wobec jego aspiracji nawet po ewentualnym odsunięciu od władzy partii rządzącej, co przecież nie oznacza automatycznej rezygnacji z katolicyzmu jako ideologii państwowej skuteczne narzucanej w okresie całych rządów PiS. W państwie poddanym presji ideologicznej narodowego-katolicyzmu, w którym coraz większa część społeczeństwa porzuca identyfikację religijną uporczywe trwanie przy deklarowanej przyjaźni z instytucją wyznaniowa oznacza jednoznaczne opowiedzenie się za wyznaniowym charakterem państwa.

Religia tak jak każdy system filozoficzny i światopoglądowy może być przedmiotem krytyki, może być przedmiotem działań artystycznych i wszelkich ocen wyrażanych publicznie niezależnie od tego jak odbierają krytykę członkowie danej wspólnoty wyznaniowej, której krytyka dotyczy . Postulowana przez partie Hołowni zmiana konstrukcji prawnej art.196 k.k. w dalszym ciągu zatem służyłaby ograniczaniu wolności słowa, ekspresji i twórczości artystycznej. Konsekwentnie i od lat środowiska świeckie optują za koniecznością wykreślenia z obowiązującego kodeksu karnego tego przepisu.

Niewątpliwie ważną pozycja programu Hołowni jest zakres proponowanych zmian polegających na likwidacji przywilejów wszystkich kościołów i innych związków wyznaniowych, a więc bonifikat, zniżek i ulg w podatkach, opłatach czy cenach nabycia nieruchomości w tym likwidacji darmowych przysporzeń na ziemiach zachodnich i północnych. Szeroki zakres finansowania ze środków publicznych miałyby być zastąpiony odpisem podatkowym wiernych lub zwiększeniem poziomu darowizn również odpisywanych od podatku dochodowego zarówno przez osoby fizyczne jak i prawne. Nie wiem czy taki pomysł jest wynikiem nieprzemyślanego do końca stanowiska czy celowym zachowaniem jednego z poważniejszych źródeł finansowania Kościoła i jego jednostek organizacyjnych jak i tworzonych przez Kościół wyznaniowych osób prawnych jakim jest finansowe wsparcie ze strony prywatnych przedsiębiorców, spółek w tym również należących do podmiotów zagranicznych, a przede wszystkim spółek Skarbu Państwa dbających o dobre relacje z władzą i Kościołem, które gotowe są zawierać często nie ekwiwalentne umowy np. na reklamę w czasie festynów parafialnych czy wsparcie organizacji uroczystości religijnych. Wszelkie formy zachowania nieujawnionych przychodów przez instytucje religijne pomijając już fakt zainteresowania nimi lokalnych wspólnot religijnych nie powinny mieć racji bytu, gdyż jedynie wpływają na rozwój szarej strefy zaburzając rynkowe warunki funkcjonowania gospodarki. Postulowany odpis podatkowy lub zwiększenie poziomu darowizn wprowadzałby nieuzasadnione zróżnicowanie będące faktycznym uprzywilejowaniem instytucji wyznaniowych wobec innych organizacji światopoglądowych, stowarzyszeń świeckich czy tez wszelkich innych organizacji obywatelskich dla których przepisy obowiązujące wprowadzają ograniczenia zarówno w obowiązku prowadzenia skomplikowanej dokumentacji finansowej jak i poziomu możliwości odliczenia od podatku i to wyłącznie dla posiadających status organizacji pożytku publicznego. Zakładając, że instytucje wyznaniowe są dla wiernych pożyteczne, to jedynie korzystanie z tego rodzaju finansowania o ustalonym dla wszystkich podmiotów poziomie spełniałoby warunki rzeczywistego równouprawnienia.

Hołownia czyli Tusk

Jaka jest różnica między Hołownią a Tuskiem? Mało znacząca – odpowiada szewc Fabisiak na podstawie obserwacji kongresu Polski 2050.

Nie ma w tym nic zaskakującego zważywszy, że zarówno ugrupowanie Szymona Hołowni, jak i partia Donalda Tuska biją się o ten sam elektorat a skoro tak, to muszą do wyborców adresować ten sam przekaz medialny. Ów wciąż słabszy od PiS elektorat jest mobilny jedynie we własnym kręgu i raczej niechętnie poparłby jakąś inną alternatywę. Kiedy Platforma zaczęła, głównie na własne życzenie, raptownie tracić w sondażach, to wzrosły słupki Hołowni. I vice versa, kiedy zauroczeni powrotem Tuska wyborcy przekierowali się na PO, to straciła na tym Polska 2050 i nadal trwa przepychanka o to, kto będzie skuteczniejszy w obaleniu władzy PiS z optymistyczną nadzieją, że ten wygrany zostanie premierem.

Dlatego też – jak zauważa szewc Fabisiak – Hołownia musi mówić to samo co Tusk powtarzając, iż głównym celem jest odebranie PiS-owi władzy a następnie przywrócenie praworządności, rozliczenie wszystkich afer, przekrętów oraz każdego przypadku łamania Konstytucji. Nie będzie też podwyżek i nagród dla polityków ani „marnowania publicznych pieniędzy na tępą propagandę”. Nie proponuje jednak likwidacji TVP info wykazując się większym rozsądkiem od Platformy, która ten postulat uczyniła jednym z haseł wyborczych prezydenckiej kampanii wyborczej.

Coś jednak musi pójść pod młotek. Skoro nie reżimowa telewizja to reżimowy Trybunał Konstytucyjny. Jego likwidację, jako jeden z wariantów obok zmiany trybu powoływania zasiadających w nim sędziów, Hołownia bierze poważnie pod uwagę uznając, że przecież sądy same mogą odwoływać się do Konstytucji. Pojawia się jednak pytanie o to kto wówczas będzie badał zgodność z Konstytucją sejmowych ustaw? Warszawski Sąd Okręgowy czy wystarczy Sąd Rejonowy w Otwocku? Szewc Fabisiak przypomina tym momencie, że trybunały konstytucyjne działają w wielu państwach na świecie. I mimo tego, że niezawisłość niektórych z nich jest na poziomie Trybunału Przyłębskiego są uznawane za jeden z istotnych elementów demokracji i praworządności.

Oprócz wyżej wymienionych Szymon Hołownia przedstawił jeszcze kilka oryginalnych pomysłów. Jeden z nich to zamiana lekarza pierwszego kontaktu na lekarza osobistego. Jednakże – zdaniem szewca Fabisiaka – jest to zbyt miałka propozycja w obliczu kryzysu w sektorze służby zdrowia. Najwyraźniej Hołowni brakuje nie tylko wyobraźni ale też kompetentnych ekspertów. Mimo tego, że – jak twierdzi – jego ugrupowanie jest najlepszą w dziejach Polski ekipą do sprawowania władzy dysponującą dziesiątkami ekspertów i tysiącami stron analiz. Jednakże owi eksperci nie wypowiadali się podczas kongresu ani też nie zaprezentowali choćby cząstki owych tysięcy stron. Ponadto owych analiz tudzież nazwisk ekspertów nie sposób jest znaleźć na stronie internetowej Polski 2050. Można tam jedynie zobaczyć zdjęcie Hołowni wraz z prośbą o wsparcie w budowie solidarnej Polski. Więc jak to w końcu jest, są ci eksperci i te analizy czy ich nie ma. a jeżeli są to dlaczego się ich nie ujawnia? – pyta szewc Fabisiak. Cała ta niby piarowska strategia aż razi swoją amatorszczyzną. Wiadomo co prawda, że autoreklama jest naturalnym elementem rynkowej demokracji. Jednak – podobnie jak w handlu – aby przekonać konsumentów do swoich produktów należy reklamiarskie wzdęcie poprzeć konkretami a nie tylko oczekiwać na jakąś wpadkę Platformy Obywatelskiej. Oczekiwania te biorą się stąd, że podobnie jak PO również Polska 2050 nie ma spójnego i odnoszącego się do aktualnych problemów programu do zaproponowania wyborcom dla których ważne jest nie tylko kto będzie rządził ale też jak.
Jeszcze dwie inne propozycji można by uznać za godne uwagi choć nie trącą one nadmiarem realizmu. Pierwsza z nich dotyczy likwidacji do 2030 r. domów dziecka i zastąpienie ich rodzinami zastępczymi. Cel w samym swoim założeniu szczytny czy jednak znajdzie się do tego czasu wystarczająca liczba rodzin chcących wziąć po opiekę małoletnich z domów dziecka – ma wątpliwości szewc Fabisiak. Najbardziej natomiast czujnym posunięciem Hołowni był pomysł aby czynne prawo wyborcze przyznać już osobom po ukończeniu 16 lat. Szewc Fabisiak popiera tę ideę dostrzegając, iż wielu szesnastolatków wykazuje się większą samodzielnością myślenia oraz odpornością na prawicowo-katolicką propagandę niż wielu bezrefleksyjnie przyswajających rzeczywistość dorosłych. Tego typu postulat stwarza schizofreniczny dylemat dla sił konserwatywnych. Z jednej bowiem strony odrzucając ten pomysł odbiorą sobie poparcie wśród ludzi młodych. Z drugiej zaś strony ich dziaderskie poczucie wyższości stawia im psychiczną barierę przed publiczną akceptacją tego co nie mieści się w ich konserwatywnych głowach. To jednak jest wyłączne ich problem – zauważa szewc Fabisiak.

Gdybanie lokalne

Na Dolnym Śląsku Polska 2050 pokazała bojową szpicę, która powalczy o elektorat. Nie jest zbyt ostra i już dobrze zużyta.

Mam tam kilku znajomych. Np. Tomek Czajkowski, który już z niejednego pieca chleb jadł, najdłużej z lewicowego, potem różnie bywało. Ruch musi kogoś podkupić, bo z nowicjuszami daleko nie ujedzie. Dziś doświadczenie w wyborczej polityce jest potrzebne. No i oczywiście pieniądze. Idee ruchu są zbliżone do programu PO i o ten elektorat głównie Hołownia zabiega. Ten ruch to napompowany balon, członkowskie wnętrze jest nieznane. Może być to niezbyt przyjemny gaz, który szybko ulotni się. Jak w terenie wyborcy poznają lokalnych liderów, znanych z innych partii i koterii pojawi się rozczarowanie.

W rywalizacji o ten sam elektorat w terenie Hołownia w zderzeniu z PO nie ma wielkich szans. PO ma struktury, pieniądze, logistykę i ludzi. Hołownia nie ma. Jeżeli PO nie dopuści do przechodzenia aktywu do Hołowni, to rywalizacja jest z góry wygrana. We Wrocławiu jest jeszcze trochę aktywistów Nowoczesnej, ale oni już mieli różne legitymacje członkowskie (głównie PO) i kiedyś wyborcy pokażą im środkowy palec. Zdrada polityczna w katolickiej Polsce ma się dobrze.

Taki scenariusz jest możliwy, ale w naszej polityce działy się i dzieją rzeczy dziwne, a elektorat nie jest do partii przywiązany. Za wyjątkiem wyznawców PiS. Przejście w Warszawie kilku polityków do Hołowni ma charakter propagandowy, ale nie ma praktycznego przełożenia na budowę struktur w terenie. Jeżeli PO opanuje wewnętrzny konflikt i zacznie sensownie rozmawiać z wyborcami, Hołownia skończy jak jeden z licznych sezonowych ruchów, których wiele było na naszej scenie politycznej. Jeżeli PO będzie popadać w nicość, posłom będą mylić się guziki do głosowania, będą głosować, razem z PiS, za budową pomników dla wyklętych, co miało miejsce we Wrocławiu i nadal tęsknić za utraconą wielkością to będzie koniec. Zapewne spora część elektoratu PO wróci wtedy do lewicy o ile ta pokaże wreszcie jedność prawdziwą i mądrą. Tematu nie będę rozwijał, bo to sprawa na osobny materiał.

Recepta na receptę

Lewica znów wyszła przed szereg, prezentując katalog proponowanych rozwiązań problemów w polityce socjalnej państwa. Biorąc pod uwagę, że pozostałe ugrupowania polityczne są w głębokiej defensywie, należy chyba docenić ten defensywno-ofensywny manewr. Piszę: defensywno-ofensywny, bo w większości chodzi tu o działania, które mogą, czy też powinny, być podjęte już teraz.

Szanse na ich podjęcie przez dzisiejszą władzę są natomiast raczej małe albo nawet żadne (chociaż minister Gowin, jakby przypadkiem, już w poniedziałek obiecał pełne oskładkowanie umów zleceń, które ma obowiązywać od przyszłego roku). Część tych postulatów będzie można wdrożyć dopiero po całkowitym odejściu aktualnego rządu, i dla niektórych z nich – na przykład dla propozycji badań pocovidowych czy ochrony lasów – będzie wtedy już za późno.

Przedstawienie przez Lewicę tych doraźnych środków miało, jak sądzę, przede wszystkim podkreślić bezczynność rządu, który czasami niewielkim kosztem mógłby poprawić sytuację. Być może dlatego nie znalazły się wśród tych propozycji tematy, o których wiadomo, że ich realizacja koliduje z celami politycznymi rządzących. Prezentację adresowano głównie do ludzie przekonanych, że są lub byli beneficjentami działań rządu, a zatem ludzi obecnie lub kiedyś mu przychylnych. Złudzenie, że rządowi choć trochę na nich zależy, rzeczywiście warto rozwiać.

Komunikacja partii opozycyjnych z przyszłymi wyborcami jest w ogóle bardzo ważna. Oprócz Lewicy do takich osób puszcza oko jeszcze partia Hołowni, choć zazwyczaj przekazuje subtelne kontury programu raczej niż jego konkrety. Może to chwilowo być skuteczne, bo większość dostrzega w Polsce 2050 to, co chciałaby zobaczyć, a nie to, co faktycznie pod tym płaszczykiem jest skrywane. Radna Wijas ze Szczecina, owszem, widziała w nowym ugrupowaniu coś ciekawego, ale okazało się, że Polska 2050 nie widzi wspólnej przyszłości z radną. Dlatego punkty widzenia trzeba uzgadniać jak najszybciej, by oszczędzić sobie rozczarowań.

Nie mniej ważna jest komunikacja partii politycznych, zwłaszcza opozycyjnych, ze swoimi aktualnymi zwolennikami – tym bardziej że nie można tu liczyć na pośrednictwo mediów, które są albo wrogie, albo niezborne, albo świeżo zatankowane na Orlenie. Wcale nierzadko bywa i tak, że nawet najtwardszy rdzeń wyborców przestaje się orientować, o co jego partii chodzi. A cóż dopiero mają powiedzieć nie tak już gorący wielbiciele czy już ci naprawdę letni!

Wszystkim wyszłoby na zdrowie, a już na pewno na dobre, gdyby partie zaczęły rozmawiać o planach dalej idących reform czy wręcz odbudowy instytucji, z których po rządach PiS‑u zostaną zgliszcza lub nadające się wyłącznie do zniszczenia baraki – z płaskim, oczywiście, dachem.

Warto też rozmawiać o podatkach, tym bardziej że wiedza o nich w społeczeństwie jest znikoma. Pewien napotkany przeze mnie w suchym przestworze internetowego oceanu przedsiębiorca – jak sądzę, indywidualny – zagroził , że on i jego koledzy pozakładają spółki i tyle z jego podatków zobaczymy. Jakże bym chciał, by koleżeństwo spełniło swoje obietnice (groźby?), głównie dla własnego dobra, bo nie ma gorszego sposobu prowadzenia działalności gospodarczej niż działalność jednoosobowa (no, chyba że polega to na oszukiwaniu klientów i urzędu podatkowego; wtedy jest to działalność najlepsza, choć może jednak nie najlepsza). Polacy, niestety, ufają bardziej swoim zdolnościom indywidualnym niż rodakom, przeceniając znacząco zdolności, a lekceważąc współtowarzyszy gospodarczej niedoli. Niechęć Polaków do spółek niemalże dorównuje ich niechęci do spółdzielni.

Warto także rozmawiać o prezydencie – o tym, czy jego urząd jest nam niezbędnie potrzebny, zwłaszcza skoro wybiera się kandydata w głosowaniu powszechnym. Dowodów na poparcie tezy o niskiej przydatności tego urzędu dostarcza aktualny lokator pałacu pod baranami – pardon, pod żyrandolami. W późnym PRL-u krążył po ludziach inteligentnych dowcip, że Piwnica pod Baranami zamierzała się przenieść do Warszawy, ale proponowana lokalizacja nie spodobała się władzom. Dziś w tym budynku funkcjonuje giełda, lokalizacja więc byłaby akuratna, tylko prawdziwych piwnic już nie ma.

Warto rozmawiać o telewizji publicznej – oczywiście nie o tej, która jest, ale o tej, której nigdy nie było. Analizując to na chłodno, najlepsza telewizja publiczna była za prezesury Kwiatkowskiego, choć i wtedy nie była najlepsza. Może zamiast TVP Info nadawać Euronews po polsku? Na pewno nie będzie gorzej, a może nawet będzie nieco taniej.

Warto rozmawiać o polskiej nauce, tylko trzeba robić to szybko, bo za chwilę, już za momencik, tematu (do) rozmowy nam braknie. Gastronomia otwarta, ogródki gotowe, więc do rozmów, Polacy! O Polsce.

O konkordacie nie warto rozmawiać, konkordat trzeba wypowiedzieć.

10 proc. Lewicy

Borys Budka wieszczył Lewicy raptowny spadek poparcia za sprawą poparcia Krajowego Planu Odbudowy. Na razie jednak sondaże pokazują raczej niezadowolenie z powodu decyzji Koalicji Obywatelskiej. A Lewica? Nie jest źle, ale przełomu też nie ma.

Nowy sondaż IBRiS zamówiony przez polsatowskie „Wydarzenia” pokazuje, że Polacy chcą Krajowego Planu Odbudowy i wsparcia UE w podnoszeniu się po pandemii. Działania PO, która alarmowała, iż PiS pieniądze rozkradnie, a potem wstrzymała się od głosu, spotkały się z aprobatą tylko 23,9 proc. badanych. Postawę Konfederacji i Solidarnej Polski, które głosowały przeciw KPO, popiera zaledwie 11,5 proc Według 54 proc. odpowiadających KO postąpiła źle.

Aprobatę ankietowanych wywołały za to głosy za KPO. Z tym, że najwięcej punktów zebrało… ugrupowanie Szymona Hołowni. Aż 70 proc. badanych skomentowało pozytywnie jego działania (czyli głosy za KPO kilkorga posłów Polski 2050). Lewica, o której przy planie było najgłośniej, ma 66 proc. głosów na „tak”.

A ile głosów zdobyłaby w wyborach? Mniej, niż w 2019 r. i mniej więcej tyle samo, co w innych sondażach z ostatnich miesicy – 10,7 proc. Na czele stawki niezmiennie PiS z wynikiem 33,9 proc. Ale na drugim miejscu już nie KO, a Polska 2050 z wynikiem 18.,9 proc. Partia Borysa Budki nadal może liczyć na 15,3 proc. wskazań. Opozycję niedemokratyczną, czyli Konfederację, chce poprzeć 9 proc. wyborców. PSL walczy o przetrwanie z wynikiem 4,5 proc. (który przy urnach zapewne byłby jednak nieco lepszy). Drobne korekty w prawdziwym głosowaniu zrobiliby też niezdecydowani. Dziś mamy ich niecałe 8 proc.